Pseudodemokracja (Z cyklu: Manifest demokratyczny) / Marek Weiss Grzesiński

0
26

Równolegle z trudnościami rozwijania DEMOKRACJI, która jednak powoli, ale pięknie nam rośnie, obserwujemy rozkwit chwastów, jakimi są systemy, które ją udają. Precyzyjnie analizuje to zjawisko Wojciech Sadurski w swojej znakomitej książce „Demokracja na czarną godzinę”. Warto ją uważnie studiować, jeśli ktoś ustrój demokratyczny traktuje poważnie i wiąże z nim nadzieje na przyszłość. Jednym z podstawowych problemów polityki światowej jest rosnąca ilość systemów, które utrzymują pozory DEMOKRACJI i wizerunkowo powołują się na przynależność do jej wartości i rangi, którą tak opłaca się szermować w dyskusjach na światowych forach politycznych. Jeszcze ważniejsze jest przypisywanie sobie etykietek demokratycznych w wystąpieniach wobec swoich suwerenów. Nie tylko własny elektorat, ale i środowiska opozycyjne są neutralizowane we wszelkich wątpliwościach deklarowaniem przywiązania władzy do wartości demokratycznych i niezłomnego dążenia do ich utrwalania. Takim pseudodemokratycznym krajem jest oczywiście Rosja, gdzie władza pierwsza, druga i trzecia jest wybierana w „wolnych” wyborach. Niby każdy obywatel ma prawo wrzucić zakreśloną przez siebie karteczkę do urny i mieć poczucie, że właśnie dokonał demokratycznego wyboru. Nieważne już kto i jak liczy głosy, kto ogłasza wyniki i zapełnia miejsca w parlamencie. Nawet gdyby domagano się jakiejś kontroli nad tymi procedurami, to przecież najważniejsze jest to, że ów obywatel nie ma pojęcia, co do jakości listy, jaką mu wręczono w punkcie wyborczym. Monopol propagandowy urzędującej władzy nie daje szans przeciętnemu odbiorcy telewizji i radia oddzielenia prawdy od kłamstw sączonych dzień w dzień przez wszystkie godziny. Wydaje mu się tylko, że jest dobrze poinformowany i orientuje się, że aktualny przywódca narodu jest jedynym gwarantem jego bezpieczeństwa i dobrostanu. Wie dodatkowo, że istnieje poważne zagrożenie ze strony obcych, zagranicznych mocy, które dążą do pognębienia i upokorzenia Rosji oraz wydarcia jej jakichś cennych hektarów z monstrualnego terytorium, które jest przecież podstawą dumy każdego Rosjanina. Mają największe państwo, gdzie połowa ziem nie nadaje się do zamieszkania, najpotężniejszą armię, która jest niezdolna do skutecznego działania, mają na Kremlu największą armatę zwaną „car puszka”, która nigdy nie wystrzeliła i największy dzwon, czyli „car kołokoł”, który nigdy nie dzwonił. Podobnie można określić ich największego przywódcę i ojca narodu, który okazał się bandytą. Ale w propagandzie zawsze funkcjonuje tylko to „naj”, a o reszcie ani słowa. Tak też jest z DEMOKRACJĄ, która dumnie brzmi w nazwie, a w praktyce nie zostało po niej śladu. Tak jest w Białorusi, tak jest na Węgrzech i w kilku jeszcze krajach, gdzie suweren wyrusza do urn w dniu „wolnych” wyborów, a kiedy wraca do domu budzi się w państwie, gdzie wolności jest tyle, co kot napłakał. Nie ma wolnych mediów i nie ma wolnych sądów, czyli dwóch podstawowych filarów DEMOKRACJI. Nie ma wolnej szkoły, która kształci młodzież na różne sposoby zgodnie z wielką komplikacją, jaką obserwujemy w rozwoju świata. Nie ma wolności wyznań, bo sprzężenie religii z władzą dąży do monopolu jednego wyznania. Nie ma wolnych mediów, bo dziennikarze nieprawomyślni, wścibscy i niezłomni są tępieni, albo jak Politkowska zabijani. Nie ma wolności seksualnej, bo seks ma służyć rozmnażaniu i dostarczaniu władzy nowych posłusznych obywateli. Ma być też narzędziem terroru psychicznego w rękach kleru i sposobem zasłaniania jego własnych przestępstw. Nie ma wolności w sztuce. Głos każdego artysty ma być w zgodzie z polityką rządzącej partii. Nie ma wolności w samorządach i kształtowaniu przez nie życia danej społeczności według własnych przekonań i upodobań. Są tylko wybory powszechne organizowane zgodnie z ustawowymi terminami, ale też nie zawsze, bo władza może te terminy dowolnie wyznaczać „dla dobra państwa”. Warto więc odróżniać wyraźnie i coraz głośniej pseudodemokrację od DEMOKRACJI, bo ta właściwa jest zagrożona przez fałszerstwa i podróby jak każda znakomita marka na rynku jest zagrożona przez podróby z jej etykietką.

                                              Marek Weiss Grzesiński

 

[Tekst publikowany był pierwotnie na Facebooku pana Marka Weiss Grzesińskiego. Tu za zgodą autora.]

Obraz wyróżniający: Za Facebookiem pana Marka Weiss Grzesińskiego. Obraz jest też na portalu Demotywatory.pl Właściciela praw autorskich nie znamy. W razie zastrzeżeń prosimy o kontakt z naszą Redakcją.