Potrzebuje pomocy… / Iga Odya

0
13404

Jej pasja to kajaki. Jedyna rzecz, do której ucieka od rzeczywistości. Kiedy ktoś ją skrzywdzi, sama siebie zrani, chce wtedy wsiąść w tą ,,małą łódkę”, odpychać od wody swoimi ,,skrzydłami” i odpłynąć jak najdalej się da. Niedawno odmieniło się jej życie na lepsze. Wysłuchajcie tej historii bo być może pomoże wam zrozumieć świat… 

Urszula, dziwne imię co nie? Tak nazywa się dziewczyna o włosach brązowych jak stare drzewo, które pomalutku umiera. Jej piwne oczy, blada cera… zwyczajna osoba, a może jednak nie? To ona kocha pływać kajakami, dlatego mieszka w Kozielcu, gdzie ma dostęp do rzeki. Od dziecka jest zakochana, nie w chłopaku czy dziewczynie, tylko w tym sporcie. Będę cały czas przypominała o tym wam, gdyż to jest bardzo ważne. Nie jeździ na wyścigi, ani nie chodzi do żadnego klubu. Urszula pływa kajakami, ponieważ tylko wtedy odczuwa ulgę i może oddać się całkowicie Bogu i naturze. Tak, jest osobą wierzącą i to bardzo, ale każdy z nas przechodził ten moment, że wątpił w jego istnienie. Też tak miała, lecz pewnego dnia po prostu wiedziała, że jest obecny i wszechmogący. Pływając raz to pod prąd, a raz z wodą odkryła tajemnicze miejsce. Wpłynęła do jaskini. Nie wyglądała zbyt przytulnie. Wielkie ,,igły” z sufitu powodowały u niej strach i lęk. Była odważna, w pewnym stopniu, więc wpłynęła do środka jaskini. Ciemność, tylko ciemność. Zrezygnowana chciała już ruszyć w stronę wyjścia, ale po chwili usłyszała jakby płacz. Zaniepokojona popłynęła w stronę źródła tego dźwięku. Była coraz bliżej. Ujrzała małą kaczuszkę o żółtym brzuszku, brązowych skrzydełkach oraz niebieskim dziubku. Podpłynęła bliżej do stworzonka i wyciągnęła je z wody. Spojrzeli sobie w oczy i od razu zwierzątko przestało płakać. Urszula poczuła, jakby nie istniała i miała moc, tak potężną, że nie potrafiła sobie jej wyobrazić. Przytuliła kaczuszkę i okryła ją różowym sweterkiem z bawełny. Stworzonko zasnęło w jej ramionach. Urszula, zastanawiając się jak to możliwe, że znalazła coś tak pięknego, również zasnęła. 

– Ała!!! – krzyknęła. Uderzyła kajakiem o skałę. Silny prąd wody spowodował, że kajak się wywrócił. Urszula wypłynęła i nerwowo rozglądała się za kaczuszką. Znalazła ją zaplątaną w krzakach. Po wydostaniu się na suchy ląd, jak najszybciej pobiegła do domu zabierając ze sobą przestraszone stworzonko. Cicho otworzyła stare, drewniane drzwi. Ruszyła w stronę małej kuchni. Gliniane miski i talerze były porozrzucane po całym blacie. Otwierała kolejne szafki, szukając ścierkę i w miarę pojemną miskę. 

– Gdzie ty się szwętałaś? – Usłyszała zza lodówki niski głos taty. 

– Pływałam kajakiem i zasnęłam. Miałam bardzo zły dzień wczoraj i…

– I oczywiście musiałaś popływać – dokończył spokojnym głosem. Podszedł, do niej i przytulił. Zaczął płakać – Tęsknię za tobą. Ostatnio tylko uciekasz i nic nie opowiadasz. 

Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Uświadomiła sobie, że tata ma rację. Jakoś nie może sobie ostatnio poradzić z płaczem, nerwami, emocjami oraz sobą. To wszystko było ogromne i ciężkie jak głaz, który pchał pod górkę Syzyf i zawsze te ,,zła” powracały, jakby wielki kamień znów stoczył się na sam dół. Również go przytuliła, mocząc przy tym czarną koszulkę taty. Tulili się tak przez jakiś czas. 

– A co to za kaczka? – zapytał.

– Znalazłam ją w … potrzebie. Nie mogłam jej tak zostawić.

– Trzeba ją umyć. Jest strasznie brudna od błota. 

Wlała do miski wodę i włożyła do niej kaczuszkę. Lubiła być myta ciepłą wodą. Po wytarciu ręcznikiem, Urszula pobiegła do pokoju, aby się przebrać. Długo szukała jakiś ubrań. Dżinsy i koszula w niebieską kratę to przepiękne połączenie. Gdy zeszła do salonu ujrzała tatę tulącego kaczkę i karmiącego ją drobno pokrojonymi warzywami. Urszula ucałowała go w czoło. 

– Jak damy jej na imię? – zapytał.

– Może Bluse?

– Przepięknie. 

Cały dzień bawiła się ze stworzonkiem, ucząc się przy okazji słówek z włoskiego i francuskiego. Zachód słońca był zbyt piękny, aby spędzać ten czas w domu. Bluse wraz z Urszulą wybiegli w pole ruszając przy tym w stronę starej chatki, która niegdyś należała do amerykańskiego naukowca. Został on oskarżony o zamordowanie własnej żony i tutaj się ukrywał. Często dziewczyna wyobrażała sobie, że pomaga mu odkryć prawdę, kto tego dokonał. Usiadła na balkonie i śpiewała swoje ulubione piosenki. Znowu… Przyszedł do niej płacz. Uciekła nad wybrzeże, Bluse ledwo za nią nadążył. Chwyciła za wiosła i zaczekała, aż kaczka wejdzie do kajaku. Odbiła od brzegu i ruszyła w stronę jaskini. 

W środku panowała ciemność. Urszula nie mogła opanować płaczu. Przez łzy nie zauważyła, że woda zaświeciła na błękitno-zielony kolor. Bluse odgarnął jej włosy z twarzy swoim niebieskim dziubkiem. Urszula pocałowała go w czółko. ,,Nie płacz…” Nerwowo zareagowała na nieznany głos. ,,Pokażę ci coś…”

– Kim jesteś? – zapytała Urszula.

– Pomocą. Znam cię, ty mnie również. 

– Boję się. – Po chwili dodała. – Siebie się boję. Nie mogę już wytrzymać. Nie wiem sama czego. Pomóż mi…

Chwilowa cisza uspokoiła dziewczynę. Przygarnęła do siebie Bluse ’a i zaczęła go głaskać. 

– Zejdź pod wodę. 

Nie zastanawiając się, dziewczyna posłuchała głosu. Było głęboko, ale płynęła dalej. Ujrzała lustro na dnie, które było przyozdobione złotą ramką. Przyglądała się i spostrzegła siebie, ale przyodzianą w białą sukienkę, która miała na sobie niebieskie perły. Bluse zanurkował za nią i wpłynął w lustro. Urszula, chcąc go stamtąd wyciągnąć, również ruszyła za nim… 

Czerwona Vespa prawie ją przejechała. Szybko odskoczyła na chodnik. Znalazła się we Włoszech, a dokładniej w Wenecji. Od dziecka pragnęła się tu znaleźć. Marzyła, aby poznać tutaj swoją prawdziwą miłość. Nerwowo rozglądała się za Bluse‘m. Nigdzie go nie widziała. Biegła wzdłuż małego murku, który oddzielał rzekę od miasta. Szukała go dwie godziny i nigdzie Bluse ‘a nie było. Usiadła na schodach i zaczęła płakać. ,,Jaka to ma być pomoc…” pomyślała. ,,Chcę wrócić do domu” Wtedy poczuła dotyk na ramieniu. Wstała i ujrzała siwą staruszkę. Ciemna sukienka w małe kwiatuszki powiewała na wietrze. 

– Dlaczego jesteś taka smutna kochanie? – zapytała miłym i delikatnym głosem.

– Zgubiłam coś bardzo dla mnie ważnego i nie wiem jak wrócić do domu – odparła przecierając policzki z łez. 

– Wiem jak tobie pomóc. Pójdź ze mną, jeżeli chcesz.

Ruszyła przed siebie stukając delikatnie laską zrobioną z drewna. Dotrzymywała jej kroku. W pewnym momencie zatrzymała się na starej, drewnianej chatce. Urszula nie miała pojęcia, że we Włoszech są takie budowle. Zawsze sobie wyobrażała stare kamienice. Weszły do środka. Zapach świeżego chleba i wędliny spowodował u Urszuli głód. Staruszka uśmiechnęła się do niej i zaprowadziła do kuchni. Kobieta pokroiła chleb i położyła na nim duży kawałek mortadeli. Urszula ze smakiem zjadła. Staruszka poszła do łazienki, ale gdy wróciła niosła ze sobą kaczuszkę. 

– Bluse! 

Usiadły na starej, zakurzonej kanapie. Urszula tuliła kaczuszkę. Nastąpiła chwila ciszy. 

– Przepiękne imię. – Zaczęła kobieta. – Gdzie znalazłaś taki skarb?

– W jaskini. Bluse płakał bardzo głośno. Nie mogłam go tak zostawić… Jejku, jak ja się zachowałam. Nazywam się Urszula. 

Kobieta zaśmiała się lekko.

– Miło mi cię poznać. Broni.

Uścisnęły sobie dłonie i zaczęły długie rozmowy o kuchni, podróżach, ale również i o przeszłości staruszki. W pewnym momencie, Broni zapytała o pochodzenie Urszuli. Zauważyła, że nie jest z Włoch. Urszula opowiedziała przy okazji o sobie. Rozpłakała się, gdy zaczęła opowiadać o emocjach. Wtedy usłyszały pukanie do drzwi. Stare deski zaskrzypiały bardzo głośno, gdy wszedł pewien młodzieniec o kruczoczarnych włosach i niebieskich oczach. Położył siatkę pełną ryb. 

– Kim jesteś? – zapytał z poirytowaniem w głosie.

– Urszula. Twoja… babcia pomogła mi znaleźć przyjaciela. 

– Jeśli chcesz mnie w coś wkręcić to słabo tobie idzie. Nie dostaniesz od babci, ani grosza, a teraz biegnij tam skąd przyszłaś zanim zrobię tobie krzywdę! 

Urszula wybiegła… Oczywiście razem z Bluse’m. Przestała biec, gdy była przy jakimś motelu. Odkryła w swojej sukience kieszenie. Znajdowało się tam trochę pieniędzy. Mogła tutaj przenocować jedną noc. Po zameldowaniu się usiadła na łóżku i zaczęła rozmyślać, jak wrócić do domu. ,,I to ma być ta pomoc”? – pomyślała. Odczuwała pustkę. Jedyne co przyszło jej do głowy to modlitwa. Odmówiła różaniec. Nagle jakieś dzieci wbiegły do pokoju i zaczęły rzucać kaczuszką jakby była piłką. Na szczęście Urszula była wyższa od nich i pochwyciła zwierzątko. Biedactwo trzęsło się ze strachu i szoku, który doznał. 

– Jak się nazywacie i kto za was odpowiada? – zapytała ze złością.

– Ja jestem Bella, a to moja siostra Marzena. Opiekuje się nami starsza siostra, Aga. 

– Zaprowadźcie mnie do niej. 

Niedaleko pokoju Urszuli, znajdowała się ich ,,opiekunka”. Dziewczyna o włosach … nie miała włosów. W każdym razie, przywołała do siebie dziewczynki. 

– Bardzo proszę pilnować swoje skarby – mówiła to ze spokojem w głosie. – Mogły zrobić krzywdę Bluse’owi. 

– Przepraszamy. Robiłam pranie i pozwoliłam dziewczynkom się pobawić. Jako przeprosiny wypijesz z nami kawę? 

Urszula usiadła na fotelu, który znajdował się nieopodal lodówki, przez co było jej trochę zimno. Dziewczyna o ogolonej głowie i kolczyku w nosie przyniosła z kuchni kubki gorącej kawy. Usiadła i zaczęła rozmowę:

– Jak się nazywasz? – zapytała.

– Urszula. Przepraszam, że tak od razu znienacka, ale dlaczego…

– Ogoliłam sobie głowę? Już wyjaśniam…

Zaczęła opowiadać o sobie. Okazało się, że chodziła do szkoły i miała tam pozycję najładniejszej i najpopularniejszej dziewczyny w klasie. Lubiła sprawować władzę nad słabszymi. Pewnego dnia znienawidziła siebie za to i, aby się zmienić nie do poznania ogoliła głowę, zrobiła sobie wiele kolczyków i tatuaży, ale mentalnie i emocjonalnie…uczy się być miłą. Matka ją wyrzuciła, a siostry uciekły razem z nią, mimo tego, że powinny teraz chodzić do szkoły. Niedługo skończy 18 lat i będzie mogła pracować oraz wynająć mieszkanie, a jej siostry pójdą do szkoły. 

– Niesamowite – powiedziała Urszula. – Ja tutaj tylko zostaję na jedną noc.

– Szkoda… My tutaj zostajemy jeszcze tydzień, więc jakby co to wiesz gdzie nas znaleźć. – Odwróciła się w stronę dziewczynek, które bawią się razem z kaczuszką. – Jak słodko…

Całą noc przegadały. Urszula pokazała przy niej swoje prawdziwe oblicze. Była miła, ale oczywiście nie zabrakło i łez. Jednakże Urszula zauważyła, że potrafi już bardziej nad sobą zapanować i jest ich mniej. 

Bolały ją kości od spania w fotelu. Słońce przebijało się przez zakurzone firany. Rozglądała się po pokoju, szukając Bluse’a. Znowu nie wie gdzie jest. Wybiegła na korytarz i nerwowo się rozglądała. Podbiegła do recepcji i zapytała:

– Czy nie widział Pan przypadkiem takiej małej kaczuszki z niebieskim dziubkiem?      

– He…- odpowiedział z irytacją w głosie. – Nie pomogę ci. Wszystkie takie osoby jak ty to złodzieje i bandyci porzuceni przez rodzinę. 

– Ale bardzo proszę. Nie ważne co pan o mnie myśli. Proszę tylko o pomoc w znalezieniu mojej zguby. 

– Nie płacą mi za to…

Mimo tych słów zaczął się rozglądać razem z Urszulą. Po wielogodzinnym szukaniu zaleźli go w kuchni publicznej. Pływał w misce pełnej, zimnej wody. Urszula kucnęła przy nim i zaczęła go polewać kranówką. Mężczyzna odszedł.

– Dziękuję za pomoc. 

– Nie zawracaj mi już więcej głowy. 

– Proszę zaczekać – zawołała miłym tonem.

Podeszła do niego i przytuliła go w pasie. Był zaskoczony. Po chwilowym bezruchu też ją przytulił. Stali tak przez dłuższą chwilę. W pewnym momencie mężczyzna uwolnił się z rąk Urszuli i odszedł. Dziewczyna ruszyła za nim do recepcji. Wpisywał dane do komputera, mając zmartwioną twarz. 

– Czy uznał pan to za nietakt? – zapytała.

– Przypominasz mi kogoś – odpowiedział. – Moją córeczkę i synka. Byli samotni, klasa ich porzuciła, a oni nie dawali rady z otaczającym ich światem i … – urwał mu się głos i zaczął płakać. 

Urszula postawiła na blacie Bluse’a, a on przytulał się do mężczyzny. Otarł łzy.

– Nie chcę Ciebie już tutaj więcej widzieć!!! Tylko utrudniasz mi pracę!!! – wykrzyknął z wielką złością. 

Urszula ze smutkiem oddała kluczyk i opuściła motel. Idąc przed siebie rozmyślała o osobach, których spotkała. Miła staruszka, dziewczyna, która jest inna niż się wydaje na pierwszy rzut oka oraz mężczyzna, który stracił coś cennego i broni się przed światem raniąc innych. Słońce już zachodziło. Zaczynał padać deszcz. Niedaleko znajdował się kościół. Urszula i Bluse pobiegli w jego stronę i się ukryli. Była odprawiana msza i akurat trafili na najważniejszy moment – przemienienie. Urszula wzięła na ręce kaczuszkę i usiadła z brzegu tylnej ławki. Zaczęła płakać, ale nie tym razem przez nienawiść do siebie tylko z radości darów jakie otrzymała od Boga. ,,Teraz już wiesz, czemu tacy są.” – Powiedział ten sam głos, który sprowadził ją do tego miejsca. -,, Ludzie sami siebie nie rozumieją. Reagują w sposób najprzeróżniejszy, ale trzeba pamiętać o dobroci i miłości. Takiej jak twoja.” ,,Dziękuję” – odpowiedziała Urszula. Zamknęła oczy i oddała się przeżyciom, które doznała. Na nowo pokochała świat, osoby, które zna i wie jak nie ulec złu… Nagle poczuła jakby ktoś łamał jej żebra. Otworzyła oczy i ujrzała nad sobą tatę. Wypluła wodę z ust. 

– Kochanie nic ci nie jest? – zapytał ze strachem.

– Tak. Wszystko w porządku. – Przytulili się tak mocno jak nigdy.

Słońce wschodziło, a śnieg mocno uderzał w okna. Ubrana w białą bluzkę i spodnie w zielone kwiaty wraz z czarnym plecakiem zeszła po schodach. Przywitał ją już duży Bluse. Ucałowała go w czółko i ruszyła w stronę kuchni. 

– Dzisiaj prezentujecie ten projekt, prawda? – zapytał tata robiąc kanapkę. 

– Tak. Trochę było komplikacji, ale daliśmy radę. 

–  To dobrze. – Po chwili dodał. – Ostatnio się zastanawiałem… Może zabrałabyś mnie kiedyś na kajaki. Już pięć miesięcy minęło od twojego zniknięcia i myślę, że ten szlaban może być już odwołany. 

– Pewnie! – wykrzyknęła z radością. – Ale najpierw niech skończy się zima. 

– Ha, ha! Racja.

Urszula już nie płakała z niewiadomego powodu. Otworzyła się na nowe doznania i emocje. Idąc do szkoły przechodziła obok niej dziewczyna i upuściła telefon. Urszula podniosła go i pobiegła za nieznajomą. 

– Zaczekaj! – krzyknęła. Dziewczyna odwróciła się. – Zgubiłaś coś. 

– Och, dziękuję. Jako podziękowanie może umówmy się na kawę…?

                                                  Iga Odya

 

Obraz wyróżniający: Obraz Franck Barske z Pixabay