Pospieszne zamykanie obozów w Iraku budzi niepokój co do bezpieczeństwa powrotów Państwa Islamskiego / Alannah Travers i Meethak al-Khatib

0
274
Rodziny uciekają się do mieszkania w namiotach pod Dżuddą 5 po tym, jak w kwietniu zostały nagle wyrzucone z ostatniego obozu dla przesiedleńców w federalnym Iraku.

 

„Wiele rodzin bez powiadomienia odesłano do domu do społeczności, w których istnieją obawy dotyczące spójności społecznej lub do obszarów, gdzie nie istnieją podstawowe usługi”.

Według pracowników organizacji humanitarnych i mieszkańców obozu nagłe zamknięcie ostatniego oficjalnego obozu dla przesiedleńców w federalnym Iraku spowodowało, że setki rodzin o powiązaniach ekstremistycznych zostało zmuszonych do potencjalnie niebezpiecznych powrotów, bez łatwego dostępu do tak potrzebnej pomocy.
Według  danych ONZ w chwili zamknięcia w kwietniu w obozie znanym jako Dżudda 5 przebywało 1566 osób. Prawie dwie trzecie mieszkańców obozu stanowiły dzieci.
Większość miała rzeczywiste lub domniemane powiązania z tak zwaną grupą Państwa Islamskiego i przeszła już przez Dżuddę 1, „ ośrodek resocjalizacji ” dla Irakijczyków, którzy  wrócili z al-Hol . Obóz w północno-wschodniej Syrii jest domem dla dziesiątek tysięcy ludzi, zarówno zwolenników, jak i ofiar IS, i jest znany ze skrajnej przemocy i złych warunków.
Pracownicy pomocy i mieszkańcy obozu stwierdzili, że zamykanie Dżuddy 5 – które rozpoczęło się 17 kwietnia wraz z przybyciem irackiej policji i żołnierzy – było pośpieszne i zdezorganizowane, co wzbudziło obawy nie tylko o ich los, ale także o przyszłe powroty z al-Hol.
„Chociaż decyzja rządu o zamknięciu Dżuddy 5 była nieuchronna, dokładne daty nie były powszechnie znane, co oznacza, że ​​agencje nie udostępniały informacji rodzinom w sposób terminowy i przejrzysty, ani też nie zostały odpowiednio uwzględnione w planowaniu i środkach łagodzących przez zaangażowanych partnerów, w tym Organizację Narodów Zjednoczonych. ” – czytamy w oświadczeniu przesłanym „The New Humanitarian” przez Protection Consortium of Iraq – grupę międzynarodowych organizacji pozarządowych pod przewodnictwem Norweskiej Rady ds. Uchodźców (NRC) wraz z Duńską Radą ds. Uchodźców (DRC) i Międzynarodowego Komitetu Ratunkowego (IRC), której celem jest zwolennikiem ochrony i „zrównoważonego powrotu do zdrowia” wysiedleńców.
„W rezultacie” – czytamy dalej w oświadczeniu – „wiele rodzin z niewielkim wyprzedzeniem zawrócono do społeczności mających ciągłe lub ukryte obawy dotyczące spójności społecznej lub do obszarów, gdzie podstawowe usługi nie istnieją lub są niewystarczające”.
Bagdad przez ostatnie kilka lat pracował nad zamknięciem obozów, próbując zachęcić wysiedleńców do powrotu do domu, w tym samym czasie, gdy system ONZ  w Iraku odchodzi od zapewniania pomocy w sytuacjach nadzwyczajnych – takiej jak ta udzielana w obozach – i zamiast tego skupić się na rozwoju.
Jednak powrót do domu może być niezwykle trudny: ludzie często stwierdzają, że nie mają domu ani pracy, a ich rodzinne miasta nie są już bezpieczne – co komplikuje sytuację rodzin IS. W całym Iraku nadal przebywa  1,16 mln osób przesiedlonych, w porównaniu z około 6 mln w szczytowym okresie walki z IS w latach 2014–2017. Większość nie mieszka w oficjalnych obozach, ale  około 15% nadal tak mieszka – a wszystko to w półautonomicznym regionie kurdyjskim w Iraku. 
Kilku pracowników organizacji humanitarnych, z których większość wypowiadała się pod warunkiem zachowania anonimowości ze względu na drażliwość tematu, wyraziło zaniepokojenie procesem powrotów, twierdząc, że nie zapewnia się wystarczających działań następczych ani wsparcia dla osób po powrocie do domu. 
Kristin Perry, menedżerka ds. polityki i rzecznictwa w SEED Foundation, organizacji pozarządowej z siedzibą w północnym regionie kurdyjskim, która wspiera jazydów, którzy przeżyli IS, oraz osoby bezbronne w całym regionie, powiedziała The New Humanitarian, że nadal nie jest jasne, czy rząd iracki wypełni powstałą lukę poprzez odejście ONZ od pomocy w sytuacjach nadzwyczajnych i nadanie priorytetu utrzymaniu pewnego progu opieki dla wysiedleńców, którzy są zmuszeni wrócić do domu. Strategia zachęcania do powrotów poprzez zamykanie obozów, stwierdziła, oznacza, że ​​wiele powrotów „nie było w zasadzie trwałych ani zrównoważonych”. 
Perry wyraził także zaniepokojenie lokalnymi mieszkańcami, z których wielu otrzymało niewielkie ostrzeżenia o powrocie rodzin postrzeganych jako powiązane z IS na swoje obszary oraz o warstwach traumy i strachu związanych z ich obecnością.

Nagła eksmisja

Po latach spekulacji na temat zamknięcia Dżuddy 5 irackie Ministerstwo ds. Migracji i Przesiedleń (MoMD) wysłało 23 marca pismo do agencji ONZ ds. migracji IOM – która koordynowała pomoc humanitarną w obozie – informując, że zostanie on zamknięty za 60 dni .
Pod koniec tego samego miesiąca ministerstwo poinformowało przywódców plemiennych z obszarów, z których pierwotnie pochodziła większość mieszkańców obozu, o swoich planach, prosząc ich o przyjęcie osób powracających z powrotem do stada. Ta akceptacja od dawna była kluczem do  trudnego i skomplikowanego procesu powrotów , biorąc pod uwagę, że wiele rodzinnych miast plemion było okupowanych przez IS, które zaciekle walczyło z tą grupą ekstremistów.
„W obozie powiedziano nam, że jeśli nie mamy domu, to musimy wziąć namioty i znaleźć mieszkanie”.
Jednak 17 kwietnia, ku zaskoczeniu wielu, iracka policja i żołnierze niespodziewanie weszli do Dżuddy 5, ogłaszając zamknięcie obozu i nakazując rodzinom opuszczenie. Osiemdziesiąt pięć rodzin (368 osób), które już zarejestrowały wyjazd, wyjechało tego samego dnia do swoich rodzinnych miast i wsi w ramach przeprowadzki ułatwionej przez IOM i skoordynowanej z MoMD. W ciągu następnych dwóch dni reszta pospiesznie opuściła wyspę, jak tylko mogła.
Nawet ludzie, którzy planowali wyjechać, jak 59-letnia Umm Ali, byli zaskoczeni. Ona i 10 innych członków rodziny otrzymali pozwolenie od lokalnych przywódców na powrót do rodzinnego miasta Qayyarah, ale nadal uważała, że ​​proces ten jest chaotyczny. Umm Ali powiedziała, że ​​niektóre rodziny wyjechały same w noc ogłoszenia.
„W obozie powiedziano nam, że jeśli nie mamy domu, do którego możemy się udać, musimy wziąć namioty i znaleźć miejsce do życia” – powiedziała, opisując, jak niektórzy mieszkańcy spędzili kolejne dni i tygodnie w namioty, które rozbili w pobliżu obozu.
Ministerstwo Obrony poinformowało media, że ​​każde gospodarstwo domowe w Dżuddzie 5 otrzyma dotację w wysokości 1 500 000 dinarów irackich [1030 dolarów] na schronienie. Ale Umm Ali powiedziała, że ​​jej rodzina nic nie otrzymała. 
Podsekretarz MoMD Jassim al-Attiyah zaprzeczył, jakoby zamknięcie Dżuddy 5 było zaskoczeniem, choć przyznał, że wiele rodzin opuściło obóz bez otrzymania  stypendium

Trudny powrót do domu

Kiedy Umm Ali i jej rodzina wrócili do Qayyarah, okazało się, że ich dawny dom został zniszczony w akcie zemsty za powiązania rodziny z IS. Kiedy The New Humanitarian odwiedził ich w czerwcu, mieszkali w słabo umeblowanym wynajmowanym mieszkaniu z trzema sypialniami. 
Umm Ali siedziała blisko swojej 23-letniej córki Noor. Na zewnątrz dwóch jej wnuków kopało piłkę po podwórku, unikając świeżo posadzonych kwiatów w plastikowych wiadrach.
Małe dzieci nie pamiętały poprzedniego domu rodziny, życia w Qayyarah ani męża Umm Ali, który zmarł na raka. Dzieje się tak dlatego, że rodzina spędziła ostatnie siedem lat, mieszkając na terytorium IS, w strefach konfliktu i w obozach, w tym w okrytym złą sławą al-Hol, po tym jak wszyscy czterej synowie Umm Ali, w tym mąż Noor, dołączyli do IS. Dwóch zginęło w walce, a miejsce pobytu dwóch kolejnych jest nieznane. 
Umm Ali chciał wrócić do Iraku. „Sytuacja w al-Hol była tragiczna. Zgłosiłam dobrowolnie wniosek o powrót do Iraku i cieszę się, że wróciłam do swojego kraju” – wyjaśniła. „Płakałem, kiedy wróciłem do Iraku [w 2022 r.] i zobaczyłem Mosul”.
Rodzina spędziła dwa miesiące w „ośrodku rehabilitacyjnym” przy Jeddah 1, po czym została przeniesiona do Jeddah 5 i ostatecznie wróciła do Qayyarah. Przejście nie przebiegło gładko.
„Płakałem, kiedy wróciłem do Iraku i zobaczyłem Mosul”.
Umm Ali martwi się możliwością dalszych ataków odwetowych na jej rodzinę – chociaż tego  rodzaju przemoc stała się większym problemem wkrótce po pokonaniu grupy, a rany były świeższe, ataki nadal się zdarzają. Powiedziała, że ​​od opuszczenia Dżuddy 5 nadal nie otrzymali żadnej oficjalnej pomocy – od organizacji pozarządowych, ONZ ani rządu. 
Pomimo powiązań rodziny z IS miejscowi okazali się pomocni. „Dobrzy ludzie pomagają nam w opłacaniu czynszu, bo nie starcza nam na życie” – wyjaśniła. Inni ludzie również zobowiązali się do płacenia za prąd, ale często nie są pewni, skąd będą pochodzić ich następny posiłek.
Jako rodzina składająca się wyłącznie z kobiet, które nie były w stanie ukończyć edukacji, ponieważ osiągnęły pełnoletność w ramach IS, możliwości zatrudnienia są ograniczone. „Kiedy członkowie mojej rodziny dołączyli do Państwa Islamskiego, był to ich wybór, a droga, którą wybrali, nie była naszą wolą” – powiedziała Umm Ali z poważnym wyrazem twarzy. „Gdyby moi synowie nie dołączyli do Państwa Islamskiego, nadal mieszkalibyśmy w naszym [obecnie zniszczonym] domu, a moje córki ukończyłyby edukację”. 

Powszechny problem 

W podobnej sytuacji znalazły się inne rodziny, które opuściły Jeddah 5 z wyboru lub pod przymusem. 
Według Konsorcjum Ochrony na czele 60% rodzin w obozie stały kobiety – wielu dorosłych mężczyzn było członkami IS i albo nie żyją, albo przebywa w więzieniach. Może to oznaczać, że trudniej jest znaleźć pracę i bezpieczeństwo. Wcześniejsze badania przeprowadzone w obozie wykazały, że tylko 6% stwierdziło, że może kupić żywność za własne pieniądze. Czterech na pięciu stwierdziło, że ich domy zostały uszkodzone lub zniszczone, a wielu z nich nawet nie było już ich właścicielami lub twierdziło, że inni ludzie mieszkali w nich nielegalnie. Niektórzy zostali odrzuceni przez swoje społeczności i w ogóle nie mogli wrócić do domu. 
W dniu zamknięcia Dżuddy 5 Biuro Koordynatora Pomocy Humanitarnej ONZ dla Iraku wydało oświadczenie, w którym  wezwało rząd Iraku do zapewnienia bezpieczeństwa i dobrostanu wszystkim rodzinom, które musiały opuścić obóz, wyrażając zaniepokojenie brakiem odpowiedniego powiadomienia i przygotowania zarówno osób powracających, jak i społeczności, do których wracają.
Cztery miesiące później obawy te nadal występują, zwłaszcza w przypadku około 300 gospodarstw domowych, które zostały zmuszone do opuszczenia domu bez uprzedzenia.
Na początku czerwca to samo biuro powiedziało dziennikowi The New Humanitarian, że „znaczna liczba rodzin”, które zostały zmuszone do opuszczenia Dżuddy 5, nie może wrócić do domu i „obecnie doświadcza kolejnego przesiedlenia: wiele z nich żyje w zawieszeniu w prowizorycznych schroniskach, uciekając się do do przenoszenia się do tymczasowych lokalizacji, gdzie obecnie istnieje ryzyko ponownej konieczności przeprowadzki. Fizyczne bezpieczeństwo niektórych rodzin i warunki trwałej reintegracji większości dotkniętych rodzin wymagają pilnej uwagi”. 
ONZ stwierdziła później, że pomaga wielu z tych rodzin, zapewniając pomoc prawną, pomoc pieniężną w nagłych wypadkach oraz wsparcie rządu i lokalnych plemion. 
Nawet tam, gdzie rodzinom takim jak Umm Ali udało się osiedlić w swoich dawnych miastach i wioskach, wiele z nich nie posiada dokumentów tożsamości ani innych dokumentów – często zagubionych w bitwach lub ucieczce – niezbędnych do zapisania się do szkoły lub innych usług socjalnych. Na przykład szkoła Jeddah 5 została zamknięta na krótko przed egzaminami na koniec roku, więc jeśli rodziny nie miały czasu na zebranie niezbędnych  dokumentów ze szkół , wszelkie postępy, jakie dzieci poczyniły w tym roku, przepadają.

Transformacja ONZ i ciągłe powroty al-Hol

Od początku tego roku ONZ odeszła od zapewniania pomocy doraźnej wysiedleńcom, twierdząc, że leży to w gestii rządu irackiego i władz lokalnych. 
Tymczasem, pomimo trudności, jakie osoby powiązane rodzinnie z IS mają w ponownym rozpoczęciu życia, Irak kontynuuje wspierane przez ONZ  działania mające na celu sprowadzenie do domu jeszcze większej liczby Irakijczyków z al-Hol, przy czym al-Attiyah z MoDM obiecuje, że ci, którzy nie uznani za winnych przestępstw, zostaną ponownie zintegrowani ze społeczeństwem przy zaangażowaniu przywódców plemiennych. 
Jak dotąd osoby, które wróciły z al-Hol, robiły to dobrowolnie, przed powrotem do domu przechodząc proces  rehabilitacji w Dżuddzie 1. Chociaż wcześniej przejeżdżaliby przez Jeddah 5, obecnie tak nie jest.
Nie jest jasne, ile dokładnie osób to obejmuje, ale szefowa misji ONZ w Iraku Jeanine Hennis-Plasschaert powiedziała w przemówieniu z połowy czerwca, że ​​1382 gospodarstwa domowe wyjechały z al-Hol do Dżuddy 1. Powiedziała również  , że „kolejne 837 gospodarstw domowych wyjechało do swoich obszarów pochodzenia lub powrotu” – liczba ta prawdopodobnie obejmuje te wypędzone z Dżuddy 5. 
„Chcemy ich sprowadzić z powrotem, aby nie zwrócili się w stronę grup ekstremistycznych.
Po klęsce Państwa Islamskiego „społeczności i plemiona przyjmujące odmówiły zwrotu tych rodzin” – powiedział al-Attiyah. „Ale w dyrektywie premiera istnieje plan rozwiązania tej kwestii, ponieważ trzymanie tych rodzin poza Irakiem jest niebezpieczne i mogą zostać wykorzystane przez partie ekstremistyczne. Moim zdaniem nie uważam, aby te rodziny stwarzały jakiekolwiek zagrożenie” – dodał, ostrzegając, że ich przemieszczanie się będzie nadal monitorowane.
Uczucia lokalnych mieszkańców, w tym przywódców plemiennych, są mieszane. W domu Umm Ali w Qayyarah niektóre osoby zdecydowały się pomóc, ale jest to drażliwy temat.
Młody członek najważniejszych plemion Qayyarah, który prosił o zachowanie anonimowości ze względu na drażliwość tematu, powiedział, że nie wita osób powracających, mimo że współczuje ich dzieciom. Zauważył, że IS dokonało egzekucji na trzech jego wujkach jednego dnia i że w podobny sposób stracił znacznie więcej krewnych.
„Kiedy myślę o dzieciach w rodzinach Państwa Islamskiego, zastanawiam się, czym sobie zasłużyły na prześladowania ze strony państwa i plemion” – powiedział The New Humanitarian. „Boimy się, że zostaną zaatakowani przez rodziny, które straciły członków rodziny z rąk IS”.
Jego wujek, potężny przywódca plemienny, który również prosił o zachowanie anonimowości, nieco bardziej tolerował zwroty. „Ludzie, których ręce są splamione krwią niewinnych ludzi, nie mogą wrócić, ale lepszy jest powrót członków ich rodzin do naszego społeczeństwa” – stwierdził. „Chcemy ich sprowadzić z powrotem, aby nie zwrócili się w stronę grup ekstremistycznych”.
Umm Ali i jej rodzina starają się patrzeć w przyszłość, ale nie jest to łatwe. 
„Jest mi smutno z powodu życia, jakie prowadziłam” – powiedziała Noor. „Po IS nasze życie zmieniło się dramatycznie… Nasze życie stało się pełne smutku i byłem szczęśliwy, gdy powiedziano nam, że możemy wrócić do Iraku z al-Hol”.
Powiedziała, że ​​nie rozmawia ze swoimi małymi dziećmi o członkach ich rodzin, którzy dołączyli do grupy ekstremistycznej: „Chcę, aby młodzi, którzy pozostają w rodzinie, kontynuowali naukę i skupiali się na przyszłości”.
Przy wsparciu sprawozdawczym Ahmeda al-Salema w Qayyarah w Iraku.
Pod redakcją Annie Slemrod.

 

Alannah uśmiecha się do kamery.  Na głowie ma okulary przeciwsłoneczne, a w tle widać rozmyte liście.
Alannah Travers

Brytyjsko-niemiecki dziennikarz zajmujący się Irakiem, polityką i wpływem ocieplającego się klimatu na człowieka

To jest zdjęcie głowy Meethaka al-Khatiba.  Jest na zdjęciu na tle zachodu słońca.  Słońce świeci nad jego prawym ramieniem.  Uśmiecha się do kamery, trzymając telefon w dłoniach przed brzuchem.  Nosi szarą koszulkę polo.
Meethak al-Khatib

Niezależny dziennikarz mieszkający w Erbil

Link do artykułu: https://www.thenewhumanitarian.org/news-feature/2023/08/24/iraq-rushed-camp-closure-fuels-unease-over-safety-returns

The New Humanitarian jest laureatem nagrody Google Ad Grants. Program Google Ad Grants wspiera zarejestrowane organizacje non-profit, które podzielają filozofię Google dotyczącą pracy społecznej, aby pomagać światu w takich obszarach jak nauka i technologia, edukacja, globalne zdrowie publiczne, środowisko, wspieranie młodzieży i sztuka. Google Ad Grants to rzeczowy program reklamowy, w ramach którego organizacje non-profit otrzymują bezpłatną reklamę online za pośrednictwem Google AdWords.

„The New Humanitarian” donosi z serca konfliktów i katastrof, na temat historii, jakie robi niewiele innych mediów. Jesteśmy podekscytowani, gdy nasza twórczość może dotrzeć do nowych odbiorców. Więc śmiało, kradnij nasze rzeczy. Większość artykułów można ponownie opublikować na licencji Creative Commons (CC BY-NC-ND 4.0).