Pato- inteligencja, czyli dramat komediowy. Recenzja spektaklu Marka Modzelewskiego „Inteligenci”

0
234
Fot.: Plakat. Autor zdjęcia – Marek Baran.
Recenzja spektaklu
Marka Modzelewskiego
„Inteligenci”
Teatr Wybrzeże
Reżyseria: Radosław B. Maciąg
Premiera 16 lutego 2020 na Scenie Kameralnej w Sopocie.
Zamiast gwiazdek –  rekomendacja
To nie jest tak słaby spektakl, na jaki (na początku) wygląda. Mimo wszystko – polecam. Nie klaskałem po przedstawieniu, a teraz tego żałuję.
Fabuła jednym zdaniem
Historia inteligenckiej rodziny, której coraz mroczniejsze tajemnice poznajemy z coraz większym przerażeniem.
Zasada domina
Ten spektakl pozwalam sobie ułożyć w cykl, który możemy obecnie oglądać w Teatrze Wybrzeże. Zarówno w „Śmierci komiwojażera”, „Punkcie Zero”, jak i w „Inteligentach” mamy historię rodziny w układzie dwa plus dwa. Oczywiście są też osoby współtworzące spektakl, ale głównie jest to historia czterech osób.
Spektakl ten łączy też udział aktorki Sylwii Góry, która w „Punkcie Zero” również grała żonę głównego bohatera. Tutaj jest wręcz postacią główna spektaklu – to wokół niej toczy się życie rodzinne i nerw przedstawienia.  
Brak szacunku dla uczuć
Zanim zacznę szczegółowo analizować „Inteligentów” muszę wytłumaczyć się z braku braw po spektaklu. Wynikały one głównie z wykorzystania w sposób prześmiewczy pieśni „Pan już się zbliża” autorstwa księdza Antoniego Kowalkowskiego. Utwór ten już raz został wykorzystany przez Pawła Kukiza, który wstrzymywał premierę piosenki „ZCHN już się zbliża” do czasu jednej z ceremonii (bodajże właśnie Pierwszej Komunii) syna. Wiedział, że jest to obrazoburczy atak na wartości chrześcijańskie. W spektaklu „Inteligenci” pieśń jest użyta jako „refren” oddzielający kolejne części (akty?) spektaklu. 
Zawsze będę występował przeciwko jakiemukolwiek aktowi ośmieszania grup wyznaniowych. Bez względu czy będą to Żydzi, Muzułmanie, Protestanci, wyznawcy jogi, Hare Kryszna czy Katolicy. Szacunek do drugiego człowieka wymaga poszanowania jego wyznania, a drwienie z jakiegokolwiek symbolu związanego z kultem religijnym uważam za niedopuszczalne szyderstwo.
Poza tym co już napisałem – wykorzystanie tej pieśni nie wniosło nic do całej sztuki, poza chęcią wywołania skandalu, co się nie udało. Nie wiem na ile było to związane z pandemią, która sprawy teatralne (i wszystkie inne, włączając skandale) odsunęła na plan dalszy. A premiera sztuki miała miejsca tuż przed wybuchem tejże– w lutym 2020 roku.
Świat, który z radością opuszczamy
Wychodząc z teatru cieszyłem się, że opuszczam ten straszny świat czyjegoś życia. Cieszyłem się, że mogę wrócić do mojego świata – całkiem innych trosk i kłopotów. Podobne wrażenie miałem jakiś czas temu wychodząc z wystawy w galerii Plenum, gdzie swoje katastroficzne wizje pokazało dwóch artystów. Tamten świat był brudny, sportretowani ludzie byli pokraczni i zdeformowani. W spektaklu „Inteligencja” mamy piękny świat dostatnio żyjących ludzi, którzy odnoszą sukcesy.
Portret rodziny we wnętrzu, czyli „z czego się śmiejecie”
W jednym z komentarzy usłyszałem, że to bardzo prawdziwy obraz i że „tak w życiu bywa”. Przeraziła mnie ta myśl, ale po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że faktycznie znam osobiście takich ludzi. 
Sztuka pokazuje nam pozornie zaradną, inteligencką rodzinę. Stworzyli oni sobie swoje sztuczne, powierzchowne życie, w którym coraz mniej czują się komfortowo. Swoją egzystencję zbudowali na pozorach i rytuałach, których nie rozumieją. Nie mają czasu, żeby znajdować sensy w tym, co im się w życiu przytrafia. Nie wiemy czy są w środowisku obcym jak przysłowiowe warszawskie „słoiki”, czy tylko odizolowali się od swojej rodziny. Głosem tradycji i rozsądku wydaje się być siostra Bożena, której postawa jest niezrozumiała i wręcz wykpiwana.
Myślozbrodnia, czyli porządna rodzina
W pierwszej chwili wydało mi się, że jest to świat wymyślony, że jest przejaskrawiony. Jednak po namyśle od razy przyszedł mi przykład znany nam z mediów pewnej warszawskiej rodziny napływowej, której bardzo podobne perypetie oglądaliśmy wszyscy kilkanaście miesięcy temu w mediach. Nie mogę pisać więcej, bo pewien profesor prawa mógłby mi postawić zarzuty.
Dwa inne przypadki miałem okazję obejrzeć z bardzo bliskiej perspektywy i wzbudziły we mnie przerażenie. Za każdym razem mamy dobry dom, wykształconych rodziców, dobre warunki do rozwoju i katastrofę rodzinną związaną z dorastającymi dziećmi. I to dokładnie takimi jakie widzimy w spektaklu. Bo w życiu nie chodzi o niegrzeczność, ale o przestępstwa, nie drobne wybryki, ale poważne kłopoty.
Co powoduje, że takie patologie dotykają inteligentnych ludzi? Na to pytanie nie uzyskamy odpowiedzi w spektaklu. Dla każdego widza będzie to inna odpowiedź. Dla jednych będzie to związane z przyjęciem nowego modelu życia, którego nie rozumieją. Dla kogoś innego zerwane więzi rodzinne i brak porozumienia. Dla kogoś jeszcze innego wejście w intensywny wir działania, który pozbawia kontroli nad własnym życiem.
Postać budowana na przekleństwach
Postać kreowana przez Sylwię Górę –  Anna ma bardzo duży potencjał. Kreację przebojowej, prymitywnej, dążącej do celu kobiety można oprzeć na wielu środkach  – zarówno aktorskich jak i inscenizacyjnych. Nie wiem na ile pozwala na to tekst, ale zbudowanie takiej postaci wyłącznie na tym, że aktorka co chwilę rzuca przekleństwami jest mało pomysłowe. Nie udało się stworzyć prymitywnej baby walczącej o wyższy status społeczny.
Nie udała się również próba pokazania staczania się Szczepana poprzez przekleństwa, którymi bohater pod koniec spektaklu się posługuje. Nie wiem, czy ktokolwiek był w ogóle w stanie tę „metamorfozę” zauważyć.
Kultura Michnika
Nazwisko redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” pojawia się w spektaklu dwukrotnie. O tym, że należy patrzeć przez optykę tego środowiska mogłaby świadczyć również scenografia. Na półkach z książkami znajdują się, o ile dobrze zauważyłem, książki dodawane niegdyś do tej gazety. Kolekcjonowane w ten sposób egzemplarze stawały się podstawą biblioteczek tworzonych ad hoc. 
Spektakl doczekał się kilku inscenizacji w różnych teatrach. Miedzy innymi w warszawskim Teatrze Rozrywki z głównymi rolami Wojciecha Malajkata i Agaty Kuleszy. W stołecznym przedstawieniu kolekcja książek jest wyeksponowana jeszcze wyraźniej – można rozpoznać całą serię. W spektaklu Teatru Wybrzeże półka jest zainstalowana w mniej widocznym miejscu, a kolekcja składa się z jednej książki w wielu egzemplarzach. Jeśli wzrok mnie nie zawiódł był to „Dzwonnik z Notre Dame” Wiktora Hugo. 
Ciekawym elementem scenograficznej sopockiej inscenizacji jest lustro. Nie widzimy się w nim, ale jest zachętą interpretacyjną, żeby widzowie spróbowali przejrzeć się w tym zwierciadle. W jednej ze scen mamy nawet podwójne lustro, co zwróciło moją szczególną uwagę.
Najciekawsza scena
W tym spektaklu nie ma wybitnej sceny, nie ma też sceny, która jest najważniejsza. Są one równe, bez możliwości wyróżnienia którejkolwiek z nich. Dlatego pozwalam sobie ocenić jako najciekawszą scenę ostatnią. W związku z tym, że nie chcę spojlerować – nie opiszę jej. Jest bardzo ważna dla spektaklu, bo daje nadzieję, że cały ten wykreowany świat strasznych ludzi …
Mam nadzieję, że taka ocena nie zostanie odebrana jako sarkazm. Nawet nie jestem pewien, czy ta scena w scenariuszu została opisana jako scena czy może coś całkiem innego?
Studium frustracji
To mógłby być bardzo dobry spektakl. Jak widać po wielości realizacji w różnych teatrach temat budzi duże zainteresowanie. Historia ludzi oderwanych od ich naturalnego środowiska i zagubionych w nowej rzeczywistości to bardzo ekscytujące zagadnienie. Jednak sposób w jaki ujęty jest w „Inteligentach” jest zbyt przyczynkowy. Temat postaci prymitywnej kobiety robiącej karierę w wielkim mieście jest wyjątkowo ciekawy. Spotykamy je codziennie – jako nieuprzejme ekspedientki, niekompetentne urzędniczki, agresywne optometrki. Sfrustrowane i przepracowane irytują nas codziennie. Ich skondensowany wizerunek sceniczny byłby jednak tak przerażający, że mógłby wpłynąć na frekwencję w teatrach. Stąd może pokusa, by postać taką lekko wygładzić i sprawić, że poczujemy odrobinę zrozumienia dla tych kobiet, kiedy po raz kolejny potraktują nas ostro na infolinii lub w supermarkecie.
Postać mężczyzny jest tym bardziej tragiczna – prześledzenie kolejnych stadiów degradacji intelektualisty na coraz niższe poziomy byłoby bardzo ciekawe. Kolejne ustępstwa, żeby zarobić jeszcze więcej pieniędzy kosztem porzucenia własnych ideałów i obniżenia poziomu to świetny temat na przedstawienie. Tylko czy nie byłby zbyt drastyczny i depresyjny? Czy widzowie chcieliby oglądać taki spektakl, po którym musieliby zamawiać wizytę u psychoterapeuty? Zapewne zmniejszyłoby to frekwencję, a nie o to chodzi twórcy, żeby nie był oglądany.
Jeden cytat
Jednym z elementów scenografii jest motto nabierające, w kontekście całości zdarzeń, wymiaru ironicznego – tzw. „Dekalog z Ikei” jak zostało ono określone. Pozwolę je sobie przytoczyć in extenso: 
„W tym domu mówimy prawdę, popełniamy błędy, mówimy przepraszam, przytulamy się, jesteśmy cierpliwi, wybaczamy, po prostu… kochamy”.
Tekst ten jest napisany kilkoma rodzajami czcionki – wygląda jak wzornik dostępnych opcji możliwych do zastosowania fontów.
Ekspresja emocji, czyli spektakl 85 przekleństw
To na razie rekord. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę, że spektakl trwa około półtorej godziny – wychodzi średnio jedno przekleństwo na minutę. Rekordzistą w swojej klasie jest niedościgniony dyrektor Teatru Polskiego – Andrzej Seweryn. W swojej słynnej wypowiedzi wypowiada osiem przekleństw na minutę. To nieprawdopodobne tempo przyprawiło mu dużo nowych sympatyków. Słyszałem, że bardzo zamożni i zacni ludzie zaczęli go zapraszać na pogadanki płacąc bardzo sowite honoraria. Jak widać można się wzbogacić również na używaniu nieliterackiego języka. 
Niezbywalne prawa autorskie
Pieśń religijna „Pan Jezus już się zbliża” została prawdopodobnie skomponowana przez księdza Antoniego Kowalkowskiego. Takie autorstwo przypisali pieśni autorzy pisma „Pielgrzym” w 1932 roku. Do tych informacji dotarł prof. Cezary Obracht-Prondzyński o czym napisał w publikacji „Zjazdy rodzinne na Kaszubach i Pomorzu”. W 1992 roku pieśń została sparodiowana przez zespół Piersi.
Można się spodziewać, że prawa autorskie materialne wygasły i nie ma konieczności płacenia honorariów. Jednak niezbywalne prawa autorskie nie wygasają nigdy – dlatego nazwisko twórcy powinno zostać upublicznione w materiałach dotyczących spektaklu. Niestety, tak się nie stało w tym przypadku. 
Plakat (i program) – 
W przypadku plakatu i programu jest mały progres. Zarówno autor plakatu jak i autor projektu programu są w nim wymienieni (za inspektorami BHP i przeciwpożarowym – trzeba trochę poszukać ich nazwisk). To ważna informacja, bo okazuje się, że program ma swojego projektanta – nie projektuje go „pan w drukarni”, który mógłby być traktowany jako rzemieślnik wykonujący prostą usługę poligraficzną. 
Korzystając z tego, że po raz pierwszy projektant programu nie jest anonimowy – pozwolę sobie zacząć od niego. Jest nim Paweł Kamiński. Niestety o panu Pawle bardzo niewiele można się dowiedzieć. Krótkie notatki w mediach społecznościowych niewiele mówią, poza tym, że od kilku lat zajmuje się marketingiem i grafiką komputerową. Nie wiem czy nadal pracuje w firmie EVOLITE.  Bardzo dba o swoją prywatność – na Instagramie ma konto widoczne tylko dla znajomych – nie ośmieliłem się nawiązać z nim kontaktu. Szanuję jego chęć pozostawania anonimowym. Jeżeli zachciałby zdradzić trochę swoich sekretów – zapraszam na mały wywiad.
Autorem plakatu jest Mirosław Adamczyk. Jest on profesorem na Uniwersytecie Artystycznym im Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu. Studiował na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby w PWSSP w Poznaniu. Dyplom obronił w pracowni Waldemara Świerzego. Od początku swojej kariery artystycznej jest związany z uczelnią. Poza plakatami projektuje książki, katalogi a także zajmuje się identyfikacją wizualną i projektuje znaki firmowe. Jest nagradzany na polskich i zagranicznych konkursach. Nie jest to jego pierwszy plakat zaprojektowany dla Teatru Wybrzeże. Jego prace zawsze cechuje jeden dominujący element. Tworzy serie oparte o ograniczoną paletę kolorów. Są to czerń, biel z dodatkiem czerwieni i żółci – jak w przypadku plakatu do „Inteligentów”. Inny ulubiony kolor to czerwony, który znamy na przykład z plakatów do spektaklu „Broniewski”, „Sprawa operacyjnego rozpoznania”, „Fahrenheit 451”. Możemy znaleźć też serię w błękicie – „Posprzątane” i „Reset”. Ciekawym też plakatem był plakat do „Persony”.
Plakat do „Inteligentów” jest kontaminacją dwóch elementów – dwóch świec i laski dynamitu. Wszystkie te przedmioty są połączone drutem, a z dynamitu wystaje lont zakończony żółtą gwiazdą. Wygląda to jakby eksplodował nie ładunek wybuchowy a lont na swoim końcu. Można to zinterpretować jako moment zapalania ładunku, a na eksplozję właśnie czekamy. Ta interpretacja jest o tyle prawdopodobna, że koreluje z zakończeniem spektaklu. 
Na lasce dynamitu mamy tytuł przedstawienia i nazwiska twórców. Czyżby miało to oznaczać, że są to osoby wybuchowe? Na końcu lontu jest nazwa teatru. Nazwa ta jest napisana zwykłą czcionką – jest to o tyle zastanawiające, że Teatr Wybrzeże ma swoje logo, a artysta zajmuje się wizualizacją, więc powinien być czuły na znak firmowy na swoim dziele. Czyżby chciał coś zasugerować takim postawieniem sprawy? Może to jest jego propozycja nowego logotypu? Tradycją Teatru Wybrzeże jest to, że każdy nowy dyrektor zaczyna od zmiany logo i towarzyszy ono teatrowi do końca jego kadencji. Tak było w przypadku dyrektora Macieja Nowaka, tak jest również w przypadku dyrektora Adama Orzechowskiego.
Okładka programu różni się od plakatu tym, że nie ma na niej żadnych informacji poza nazwą teatru – napisaną, jak na plakacie, niezgodnie z identyfikacją wizualną. Nie ma tytułu przedstawienia ani nazwisk twórców. Pod tym względem jest to najbardziej minimalistyczna forma jaką widziałem w życiu. Do rekordu Guinnessa brakuje jeszcze jednego kroku – program zupełnie pozbawionego informacji.
Wewnątrz programu znajdziemy podstawowe informacje na temat twórców oraz esej Tomasza Sobierajskiego pod tytułem „Zamaskowana komunikacja”. Wewnątrz jest on utrzymany w kolorach żółtym i czarnym. Połowa to czarna czcionka na żółtym tle, a połowa to lustrzane odbicie, czyli żółć na czerni. Zobaczyć tez możemy w nim trzy zdjęcia z prób, które zrobił Dominik Werner (co również zostało zaznaczone w programie).
Ciąg dalszy poleceń
Ten spektakl koresponduje z dwoma innymi będącymi w repertuarze Teatru Wybrzeże – „Śmierć komiwojażera” oraz „Punkt Zero”. O obu można przeczytać w opublikowanych oddzielnych recenzjach.
                                               Marek Baran

Autorem zdjęć jest Marek Baaran