W jakim celu próbuje nas straszyć Papież Franciszek? / Piotr Kotlarz

0
396

Papież Franciszek podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim.

 

Zdjęcie Papieża Franciszka z czasu jego wizyty w Parlamencie Europejskim wybrałem celowo. To jeden z dowodów na to, że pozycja polityczna Kościoła katolickiego w dzisiejszym świecie jest wciąż dość znacząca, że głos głowy tego Kościoła jest ciągle ważny. Oczywiście wiele zależy od perspektywy z jakiej tę rangę oceniamy, niemniej jednak papieskich wypowiedzi pomijać nie powinniśmy, zwłaszcza gdy odnoszą się do kwestii dla nas jednych z najważniejszych – wojny i pokoju.

Do napisania tego tekstu sprowokowała mnie wypowiedź Papieża Franciszka z przed kilku dni, z 9 marca bieżącego roku, ale już wcześniej spotykaliśmy się jego wypowiedziami na temat wojny w Ukrainie w podobnym duchu. Tytuł artykułu, z którego dowiedziałem się o tej wypowiedzi brzmiał bulwersująco. Składa się on wyrwanych z kontekstu cytatów wywiadu tegoż Papieża, które wybrała informująca o tym z Rzymu redaktor Sylwia Wysocka: „Trwa wojna światowa. Putin wie, że jestem do dyspozycji”1.

Odrzućmy na chwilę dziennikarskie zapędy, których celem jest zdobycie czytelnika i spróbujmy rozważyć te zdania. „Wojna światowa” – powyżej pisałem też o wojnie w Ukrainie. Już w samym języku zawarta jest interpretacja wydarzeń. Oczywiście mamy od 2014 roku do czynienia z niewypowiedzianą (lecz toczoną) wojną Federacji Rosji z Ukrainą. Może jednak właściwszym byłoby stwierdzenie, że mamy w tym wypadku do czynienia z inwazją Rosji na Ukrainę i wojną obronną, którą ta toczy w obronie swych granic. Niby to samo, a sens jakże odmienny. Niestety, żyjemy w czasach propagandy, manipulacji językiem, jego nadużywaniem. W odniesieniu do wspomnianej inwazji spotkaliśmy się też z określeniami „wojna hybrydowa” (choć po kilku latach jest już dla wszystkich oczywiste, że tzw. „zielone ludziki”, „grupa Wagnera” itp., to przecież oddziały na żołdzie rosyjskiej Federacji), czy inne określenie po dniu 24 lutego 2022 roku, „operacja specjalna”.

Ustalmy też od razu fakty. Po upadku imperium carskiej Rosji, w czasie gdy to już nie władcy, lecz społeczeństwa wyrażając swą wolę zaczęły decydować o swej przynależności politycznej, o swych granicach, mieszkańcy Ukrainy zdecydowali o utworzeniu Ukraińskiej Republiki Ludowej. Do jej proklamowania doszło 25 stycznia 1918 roku. Oczywiście odbywało się to w czasach rewolucji, siłowego obalania systemu feudalnego i toczących się wojen, których główne źródło tkwiło w imperialnej polityce obalanych wówczas władców, którzy dla celów tejże polityki próbowali narzucać w swych imperiach jednolite wzorce kulturowe z dominacją kultury tzw. narodu panującego (tak zwanego narodu, gdyż i ten tzw. naród w wyniku procesów wcześniejszych procesów politycznych i późniejszych migracji był kulturowo niejednolity). Po zakończeniu I wojny światowej i wojnie polsko-bolszewickiej zakończonej traktatem ryskim, który wytyczył granicę pomiędzy Polską a Rosją Sowiecką i Ukrainą Sowiecką, terytoria zamieszkałe przez Ukraińców znalazły się ostatecznie w granicach – Polski, CzechosłowacjiRumunii i marionetkowej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, która od grudnia 1922 weszła formalnie w skład zdominowanego przez Rosję Sowiecką Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR). W styczniu 1924 r. Rosja Sowiecka została przekształcona w federacyjny Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. [Od razu proszę o zwrócenie uwagi na ważne tu słowo „federacyjny”.] Był to jedyny twór państwowy, czy struktura terytorialna określana w nazwie jako „ukraińska”.

W polskiej Wikipedii możemy przeczytać, że 17 września 1939 wskutek paktu Ribbentrop-Mołotow Związek Radziecki zajął wschodnie tereny Polski (w sowieckiej nomenklaturze Zachodnią Ukrainę i Zachodnią Białoruś), a w 1940 północną Bukowinę i wschodnią część Besarabii. Oczywiście znów kwestia języka. Dziś spróbowałem poprawić ten wpis, zobaczymy czy zostanie przyjęty. Powinien on – moim zdaniem – brzmieć następująco: 17 września 1939 wskutek niewypowiedzianej agresji ZSRR na II RP ZSRR zajął wschodnie tereny Polski (w sowieckiej nomenklaturze Zachodnią Ukrainę i Zachodnią Białoruś), a w 1940 północną Bukowinę i wschodnią część Besarabii. Obszar Zachodniej Ukrainy został włączony do USRR.

Tu powinniśmy również wyjaśnić istotę ZSRR, nie było to bowiem formalnie jedno państwo, lecz federacja różnych państw. Niektóre z nich miały np. odrębne przedstawicielstwa np. w ONZ. To, że Rosja odgrywała w tym związku, w tej federacji, rolę dominującą, że jej politycy kontynuowali w niej zapoczątkowaną przez carów politykę unifikacji kulturowej to odrębne zagadnienie (politykę prowadzoną przy pomocy znaczniejszego niż nawet w czasach carskich aparatu przymusu i np. przesiedleń), warte szerszych analiz historycznych i politycznych. Wspominam jednak o tej odrębności, gdyż formalnie konstytucja ZSRR dopuszczała wystąpienie różnych republik (państw) z tego związku, co też stało się w wyniku kryzysu gospodarczego i rozpadu ZSRR w 1991 roku. Związek społeczeństw opartych na dominacji jednego z nich, związek, w którym odrzucono takie wartości jak wolność (nie tylko poruszania się, wyboru drogi kariery, ale nawet poglądów), prawo własności, czy równości wobec prawa, taki związek musiał się rozpaść.

1 grudnia 1991 przeprowadzono ogólnoukraińskie referendum dotyczące niepodległości Ukrainy, zawierające jedno pytanie – „Czy zgadza się Pan/Pani z Aktem ogłoszenia niepodległości Ukrainy?”. Za niepodległością Ukrainy opowiedziało się 90,32% (28 804 071 przy frekwencji 84,18% z 31 891 742 ogółu) wyborców. Zgromadzenie Narodowe ogłosiło niepodległość Ukrainy 24 sierpnia 1991. 2 grudnia 1991 nastąpiło uznanie niepodległości Ukrainy przez pierwsze państwa świata (najpierw przez Polskę, pięć godzin później, jako drugie – przez Kanadę).

Warto tu przypomnieć o jeszcze jednym ważnym fakcie. W 1991 roku Ukraina posiadała trzeci co do wielkości arsenał nuklearny na świecie, którego pozbyła się w zamian za gwarancje bezpieczeństwa, zapisane w Memorandum Budapesztańskim podpisanym w 1994 roku przez Stany Zjednoczone, Rosję i Wielką Brytanię.

I znów kwestie języka. Pisze jeden z dziennikarzy: To postanowienie w 2014 roku po raz pierwszy złamała Rosja, anektując należący do Ukrainy Krym i angażując się w konflikt w Dombasie. Ciągle ta postkomunistyczna niby mowa. To właśnie wówczas pojawiły się określenia „wojna hybrydowa”, „zielone ludziki”, a obecnie: specjalna operacja wojskowa, cytowane powyżej określenie dziennikarza „konflikt”. Czy słowo „aneksja” znaczy to samo co słowa „zagarnięcie”, „grabież”. 

Zatrzymałem się przy kwestiach języka, gdyż w nim ukryty jest sens papieskiej wypowiedzi: „Trwa wojna światowa”. Nie Ojcze Święty, trwa niewypowiedziana agresja Federacji Rosji na suwerenną i niepodległą Ukrainę, wojna, której celem jest ograniczenie suwerenności (możliwości podejmowania wszelkich (zgodnych z prawem międzynarodowym) decyzji – w tym o zawieranych sojuszach i wchodzeniu do wybranych wspólnot międzynarodowych, niepodległości oraz zagrabienie ukraińskich terytoriów. Jeśli jasno, precyzyjnie określimy istotę tej wojny, to wówczas nie będziemy mieli już żadnych wątpliwości czyje wojska wezwać do wycofania się z nie swoich granic i w jaki sposób może dojść do zawarcia pokoju.

Nie mamy dziś do czynienia z żadną wojną światowa. Owszem w całym świecie trwa rywalizacja różnych państw na wielu płaszczyznach (a także międzynarodowych korporacji), wciąż nie rozwiązano jeszcze wielu konfliktów granicznych i podobnych (np. kwestia równoprawnego dostępu do surowców, ich eksploatacji), świąt wciąż się zbroi, ale póki co współczesne konflikty mają charakter lokalny, zaś w większości przypadków strony wciąż szukają możliwości ich rozwiązania  drogą negocjacji, stopniowych reform, inaczej mówiąc drogą pokojową. Oczywiście skutki nawet tych nielicznych wojen odczuwają wszystkie społeczeństwa świata (zwłaszcza wojny tak znacznej, jak ta Rosji z Ukrainą), ale obecne wojny wciąż pozostają wojnami lokalnymi.

Pozostaje nam jednak postawić pytanie: z jakiego powodu Papież Franciszek używa określeń mówiących o „wojnie światowej”. Wygląda na to, że chce swych słuchaczy przerazić, w jakiejś mierze wymusić ich działanie w określonym kierunku. Pisze Sylwia Wysocka: „Putin wie, że jestem do dyspozycji”- powiedział papież Franciszek odnosząc się do wyrażonej wcześniej swojej gotowości udania się do Moskwy, gdyby prezydent Rosji zostawił mu „okienko, by negocjować” w sprawie wojny na Ukrainie.

A niby jaką to legitymizację ma Papież Franciszek, by stawiać się w roli negocjatora? Tak w Rosji, jak i w Ukrainie procent katolików jest naprawdę nieznaczny, zresztą i tak przyjęto prawie powszechnie istniejącą już w większości państw polityczną odrębność Kościoła i państwa. Kościoły mają dziś jedynie siłę moralną z jej sprawczością tylko odnośnie do ich wyznawców. Liderzy Kościoła mogą mieć też szerszy wpływ, ale wówczas ich apele musiałyby być bardziej jednoznaczne, odwoływać się do wartości wspólnych.

Przytoczone powyżej wypowiedzi Papieża Franciszka, jego wcześniejsze wypowiedzi, działania i zapowiedzi związane z toczącą się wojną (jak choćby ta o jego przyszłej wizycie na Węgrzech), każą postawić pytanie: w jakim sensie Papież Franciszek „jest do dyspozycji Putina”, co i z kim chce negocjować w jego imieniu?

Czy chce zmusić rząd, całe społeczeństwo Ukrainy, do ustępstw? A może sądzi, że społeczeństwo Ukrainy nie jest suwerennym podmiotem i że to tzw. „mocarstwa” mają zawrzeć pokój? Tak bywało w przeszłości, gdy światem rządzili monarchowie. Dziś to mieszkańcy Ukrainy zdecydują o tym jakie mają być warunki pokoju. Pierwszym jednak krokiem do tego będzie wycofanie wojsk rosyjskich z Ukrainy. Podobnie siły NATO musiały wycofać się pod naporem większości społeczeństwa Afganistanu z jego terytorium. Nie zawierano (o ile wiem) żadnego traktatu pokojowego, a jednak mamy tam pokój. Afgańczycy długo jeszcze będą podnosić się po ostatnich wojnach, podobny los przeżyliśmy i my podnosząc się po II wojnie światowej aż przez trzy pokolenia, podobny los czeka zapewne mieszkańców Ukrainy. Najważniejszy jednak będzie pokój, czyli wycofanie się wojsk rosyjskich z terytorium Ukrainy. 

Wczoraj, myśląc już o tym felietonie znalazłem w Internecie artykuł odnoszący się do idei wojny sprawiedliwej, który postanowiłem przybliżyć czytelnikom WOBEC i zamieściłem na jego łamach. Wojna sprawiedliwa, pokój. Czy nie powinniśmy rozważyć również kwestii „sprawiedliwego pokoju”. To będzie możliwe jednak tylko wówczas, gdy uporządkujemy nasz język. Agresję nazwiemy agresją, wojnę – wojną,  grabież – grabieżą i zbrodnię – zbrodnią.

                                          Piotr Kotlarz

Przypis:

1 Sylwia Wysocka, Trwa wojna światowa. Putin wie, ze jestem do dyspozycji. https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/8678134,franciszek-papiez-watykan-wladimir-putin.html

Licencja Creative Commons
Ta praca jest dostępna na licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International License .

Obraz wyróżniający: Papież Franciszek podczas przemówienia w Parlamencie Europejskim. Autorstwa Claude Truong-Ngoc / Wikimedia Commons – cc-by-sa-3.0, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=36984416