Odświętna pomidorowa / Justyna Luszyńska

0
724

J. Luszyńska – autorka, anglistka. Porzuciła pracę w szkole i zamiast nauczać angielskiego, remontuje kampera, którym chce wyjechać w świat, pisze książki oraz prowadzi swoją stronę (www.pisadlo.pl). Uczy się o pisaniu, a zdobytą wiedzą dzieli się na Instagramie (@j.luszynska).

W 2023 premierę miała jej powieść pt. „Łączy nas nienawiść”.

 

 

 

 

 

Odświętna pomidorowa

Nie mam matki ani ojca. Odeszli, zostawili mnie, zmyli się, poszli w pizdu. Gdy ktoś pyta, odpowiadam zależnie od humoru. Chociaż raczej nie pytają. To nie temat do dyskusji. Zresztą teraz uważa się na słowa. Byleby nie urazić, nie nacisnąć na odcisk, nie zniszczyć człowieka jednym zajebiście głupim pytaniem. I dobrze. Niech tak będzie.

Wychowała mnie babka. Taka babka, co to wierzy we wszystko, co mówią w telewizji, grozi chochlą, przed snem odmawia trzy zdrowaśki, i powtarza, że najlepiej by było, gdybym znalazł sobie jakąś mądrą dziewczynę. Ona to by mnie ustawiła. Co babka chciałaby ustawiać? Nie wiem.

Starałem się być dobrym dzieckiem. Wdzięcznym za to, że wzięła mnie pod swój dach, choć dzieci tego nie rozumieją. Myślą, że to taka kolej rzeczy – za nic dostaje się dom, ciepło, obiad po powrocie ze szkoły i kanapki wepchane do plecaka. Fuj, znów z tą niedobrą szynką.

Ja jednak wiedziałem, że w życiu nie ma pewników. W końcu wszyscy wokół mieli przynajmniej jednego z rodziców, no nie? Fundament mojego świata runął, zanim jeszcze nauczyłem się pierwszego słowa. I nie, nie było to mama.

Dlatego bardzo się starałem. Nawet kiedy babka darła japę zupełnie bez powodu albo o siódmej rano w sobotę, po tygodniu zapieprzania w szkole, wyrzucała mnie z łóżka i zarządzała generalne sprzątanie. Dąsałem się, kląłem pod nosem, ale robiłem, co kazała. Bo miałem tylko ją. A ona mnie.

Poszedłem na studia, żeby była dumna. Żeby mogła powiedzieć sąsiadkom, że jej wnusio to mądry chłopak jest. Że on będzie pan, a nie jak ona – głupia baba po podstawówce. Tak mówiła. Łaziła z chustką na głowie, wspominała wojnę, choć pamiętała ją wyłącznie z opowieści rodziców i wzdychała cierpiętniczo na to, jak się działo na świecie. Źle się dzieje, mamrotała pod nosem. Oj, źle.

W dniu jej śmierci pokłóciliśmy się o to, że zamiast malinowych pomidorów kupiłem zwykłe. Wtedy jeszcze ludzie kupowali malinowe bez bólu w sercu. No wziąłem takie, bo były już zapakowane, a babka, że nie. Że ona chce malinowe. Że to inny zapach. Wzięła pomidora i podetknęła mi go pod nos. Widzisz?, jęczała. Czujesz, jak śmierdzi kartoflem?

Wyszedłem z kuchni. Nie będę walczył z wiatrakami. Chciała pomidory? Kupiłem jej cholerne pomidory! Po co ta cała awantura? Za mało mamy zmartwień na głowie? Pomidory są teraz najważniejsze?

Były najważniejsze.

Bo właśnie tego dnia robiła swoją popisową pomidorową. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co ona tam dodawała. Gotowała ją tylko na specjalne okazje, nigdy bez. Na moje urodziny i imieniny. A jak sobie zażyczyłem, to nawet i na Gwiazdkę zamiast barszczu. Ona i jej pomidorowa były sławne na cały blok. Zapach tej zupy roznosił się po klatce, wymykał się uchylonymi oknami na podwórko i drażnił plotkujące na ławce przed budynkiem staruchy.

Poczułem ten zapach. Zerwałem się z miejsca, sprawdziłem kalendarz. Ani to jej urodziny, ani moje. Żadne imieniny i żadne święto. Ni to Tłusty Czwartek, ni Zielone Świątki.

Wyszedłem do kuchni, zupa wrzała na gazie, a babka nuciła sobie pod nosem. Wyjmowała akurat miski z szafki. Przyglądałem się jej – zgarbionej, niskiej na metr pięćdziesiąt, pomarszczonej i siwej. Ubranej w porozciągane ubrania, poplamiony fartuch. Na oparzenia na jej rękach, które zarobiła od gotowania nam obiadów. Na małą kuchnię, w której zawsze jedliśmy razem i rozmawialiśmy, nieraz do późnej nocy.

Na kobietę, która wzięła mnie do siebie i kochała za troje. Za wszystkich, których nie miałem. Za wszystkich, którzy mnie nie kochali. Kochała mnie tą pomidorową, kanapkami schowanymi w plecaku, batonem, który kupowała po wypłaceniu emerytury.

Podobno matka późno mnie miała. Przed czterdziestką. Ojciec był od niej młodszy – obiecywał gruszki na wierzbie, a potem zwiał. Matka nie chciała sama. Nie umiała. Bała się. Wiele mógłbym tu jeszcze dodać. Też uciekła.

Babka została.

– Co to za okazja? – spytałem, gdy ustawiła talerze na stole. – Nigdy nie jemy pomidorowej bez okazji.

Babka wytarła dłonie o fartuch, chyba bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby, i uśmiechnęła się do mnie małymi niebieskimi oczyma.

– A nie wiem – stęknęła. – Jakoś tak mnie tknęło. 

Tej samej nocy zmarła. Resztka pomidorowej została w garnku w lodówce.

                               Justyna Luszyńska

 

Justyna Luszyńska

Pisarka, anglistka. Autorka książek: „Łączy nas nienawiść”, „Będę czekać całą noc”, zbioru opowiadań: „Nie kochałeś mnie najpiękniej” i tomiku wierszy: „Nie będziesz pamiętać”. Laureatka konkursów literackich, między innymi Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego na opowiadanie im. Bolesława Prusa. Od 2016 roku publikuje w Miesięczniku Społeczno-Kulturalnym WOBEC. Współpracuje również z Miesięcznikiem KREATYWNI oraz publikowała felietony na łamach kwartalnika Kompas dla Kobiet i magazynu SZAJN.

Członkini jury 2. oraz 5. edycji Ogólnopolskiego Konkursu na opowiadanie im. Bolesława Prusa i redaktorka zbioru wybranych opowiadań 2. edycji.

W 2018 roku nominowana do grona liderów CrEuro.

Jest kreatorką treści internetowych. Prowadzi stronę internetową (www.pisadlo.pl), a także profil na portalu Instagram, w którym rozprawia z innymi piszącymi osobami na temat pisarskiego warsztatu (@j.luszynska). Prowadzi również profil, w którym publikuje krótkie formy i „słowami nakleja plasterki na dusze” (@pisadlo_luszynska).

Prywatnie cały czas pisze, buduje dom na kółkach i planuje zwiedzać świat. Popija herbatę, robi wszystko, żeby uniknąć gotowania i marzy o domu w górach.

https://www.empik.com/laczy-nas-nienawisc-luszynska-justyna,p1358514850,ksiazka-p

Obraz wyróżniający: pexels-cottonbro-studio-4661304