Nie-poprawny festiwal filmowy / Marek Baran

0
191
Na Festiwalu NNW nie wypada bywać. Takie jest przynajmniej powszechne mniemanie. Pozwolę sobie postawić tezę odwrotną i ją udowodnić w tym tekście. Festiwal odbył się po raz piętnasty i poza początkami w Ciechanowie – od lat ma siedzibę w Gdyni.
„Prezydent miasta (Gdyni) jak i mieszkańcy są zaszczyceni tym, że to wydarzenie ma miejsce w naszym mieście. 48 Festiwal Polskich Filmów Fabularnych właśnie się skończył, ale myślę, że dla wielu mieszkańców naszego miasta ten festiwal jest oczekiwany przez cały rok. I choć jeden się kończy – zaczyna się drugi. O innej tematyce, ale równie ważny”.
Maja Wagner
Naczelnik Wydziału Kultury Urzędy Miasta Gdyni
Festiwal NNW podkreśla kulturalne ambicje miasta.
„W 2020 roku miasto Gdynia zostało uhonorowane tytułem Miasto Filmu UNESCO. Festiwal NNW również był wpisywany w aplikacje kapituły przyznającej ten tytuł”.
Maja Wagner
Naczelnik Wydziału Kultury Urzędy Miasta Gdyni

Selekcja

Najważniejsza na każdym festiwalu jest selekcja filmów, które zobaczymy w konkursie. Za tegoroczną selekcję filmów fabularnych odpowiadał Sławomir Ciok.
„Festiwal ma swój profil i moje zadanie polegało na tym, żeby znaleźć wartościowe filmy, które odpowiadają profilowi Festiwalu. Mamy pokazywać kino wolnościowe, filmy o ludziach, dla których wolność jest droga, którzy walczą o tę wolność, którzy ją chronią, którzy opowiadają się przeciw systemowi. Nie szukamy bohaterów jednoznacznych, bohater może mieć jakąś skazę. Film ma być o tym jak on z tą skazą sobie radzi; w jaki sposób przezwycięża swoje słabości, na przykład w jaki sposób wydostaje się ze sfery gigantycznych manipulacji, którym jest poddawany. Kilka filmów jest bardzo świeżych – premierowych, kilka odrobinę starszych, ale jeszcze będących w obiegu festiwalowym”. 
Sławomir Ciok
Programator filmów zagranicznych
Poza festiwalami istotne są markety filmowe, czyli branżowe kontakty z twórcami i dystrybutorami. Nie wszystkie filmy udało się w tym roku sprowadzić na Festiwal NNW – są one mocnymi kandydatami do przyszłorocznej selekcji. Festiwal odbywa się w dość dużym otoczeniu konkurencyjnym – jesień to czas obfitujący w festiwale filmowe  i twórcy ze swoimi produkcjami są rozchwytywani. Być może lepszym terminem na zorganizowanie kolejnej edycji Festiwalu NNW byłby czas przed wakacjami.

Czternaście z dwustu pięćdziesięciu

Opiszę jedynie mały fragment Festiwalu – Konkurs Główny, na którym pokazano 14 filmów fabularnych. Na każdym znaczącym festiwalu oprócz projekcji jest wiele wydarzeń i działań towarzyszących. Każdy z uczestników musi zatem wybrać swoją ścieżkę i konsekwentnie nią podążać. Na tegorocznym Festiwalu NNW było około 250 projekcji i wydarzeń, więc oglądając jedynie filmy fabularne – uczestniczyłem w małym procencie atrakcji. Taki był mój wybór i na tym się skoncentruję.
Wszystkie filmy fabularne zaprezentowane na Festiwalu NNW przemknęły niepostrzeżenie przez światowe ekrany – dlatego pozwolę sobie opisać je dokładniej. Może uda mi się napisać to w formie, którą Michał Oleszczyk nazwałby „mikroesejami”. Warte są tego, bo możliwość obejrzenia ich (zwłaszcza na dużym ekranie) skończyła się wraz z zakończeniem Festiwalu.
„Jest jeden łączący wszystkie filmy motyw– droga do wolności. Te filmy są niesamowite, fantastyczne. Bardzo rozwinęły moją wiedzę”.
John Grooters przewodniczący jury.

Cztery kategorie filmów

Czternaście zaprezentowanych filmów pozwoliłem sobie podzielić na cztery kategorie pod względem tematyki jakiej dotyczyły. Na Festiwalu były zaprezentowane filmy odnoszące się do współczesności, filmy na temat wojny w Ukrainie, filmy dotyczące historii współczesnej oraz filmy odnoszące się do historii II wojny światowej i starszej.

Filmy współczesne

W tej kategorii nie został nagrodzony żaden film, co może wydawać się zaskakujące. Co prawda film nagrodzony główną nagrodą dzieje się współcześnie, ale jego odniesienie jest historyczne, dlatego pozwoliłem go sobie omówić w innej kategorii. 
Jako filmy współczesne pokazane były dwa obrazy: oba fińskie- „Aika Jonka Sain” z 2020 i  „Free Skate” z 2022 roku?

„Aika Jonka Sain” (2020)

Jest to opowieść o kobiecie, która po wypadku doznała urazu, uniemożliwiającego jej dalszą samodzielną egzystencję. Nie może również realizować swojej pasji – jeździectwa. Film ma świetne zdjęcia i wspaniałych aktorów, realistycznie pokazujących nam świat ludzi niepełnosprawnych. Film jest więc zgodny z obecnie obowiązującą agendą filmową. Jest bohater borykający się z własną niesprawnością, a nawet element przemocy związany z partnerem głównej bohaterki, który stara się wykorzystać sytuację kobiety. Wydarzenia opisane w filmie oparte są na prawdziwej historii. Próba polskiego tytułu – „Połowa mnie” oddaje w jakimś stopniu atmosferę i temat filmu. Nie jest to jednak tytuł oryginalnie nadany przez twórców (albo tłumaczy) więc posługuję się oryginalnym. Wydawać mogłoby się, że jest to bardzo festiwalowy film, ale niestety – nie zdobył serc selekcjonerów. Trochę przewidywalne jest zakończenie. Mniej więcej spodziewamy się go niemalże od początku, ale mimo tego film wart jest obejrzenia. O ile wiem, w Polsce nie ma dystrybutora, a oglądanie go w zagranicznym streamingu może okazać się uciążliwe. Chyba, że ktoś zna język fiński w stopniu wystarczającym do zrozumienia dialogów. 

„Free Skate” (2022)

Drugi fiński film pokazuje skomplikowane relacje związane z fińsko-rosyjskim pograniczem. Jest to temat dla nas egzotyczny, bo Rosja nie oddziałuje na naszą mentalność i kulturę jak to ma miejsce w przypadku Finlandii. Tamte państwa łączy miłość do dyscypliny sportowej jaką jest łyżwiarstwo figurowe – u nas sport ten nie cieszący się zbytnim zainteresowaniem. Bodajże od czasów Grzegorza Filipowskiego nie osiągamy większych sukcesów w tej dziedzinie i problem podwójnego tulupa jest dla nas mniej jasny niż kwestia spalonego w futbolu. Jednak dla Finów i Rosjan jest to niemalże sport narodowy. W filmie „Free Skate” śledzimy losy młodej dziewczyny trenującej łyżwiarstwo figurowe, która z pochodzenia jest Finką, ale rozpoczyna swoją karierę w reprezentacji rosyjskiej. W wyniku dramatycznej decyzji ucieka z Rosji i stara się kontynuować karierę w kraju swoich przodków. Na jej przykładzie możemy prześledzić nie tylko różnice szkoleniowe między ekipami z obu krajów. Jest to przede wszystkim możliwość obejrzenie różnic w stosunku do człowieka, do jego potrzeb, a przede wszystkim – film pokazuje różnice mentalne obu nacji. 
Mocną stroną tego filmu jest wspaniała muzyka, która zapada w pamięć. Świetne są też efekty dźwiękowe (tylko stereo, a więc tym bardziej warto je docenić). Film bazuje na schemacie: źli Rosjanie, dobrzy Finowie, ale po ostatnich wydarzeniach taki jest właśnie podział na dobro i zło. W filmie jest za dużo zakończeń – od horroru (z widoczną inspiracją „Misery”) do melodramatu. Gdyby film skończył się o jedno zakończenie mniej – byłoby chyba dla niego lepiej. W filmie użyto 30 przekleństw, co jest dużą liczbą, jak na ten festiwal.

Filmy na temat wojny w Ukrainie

W tej kategorii tylko dwa filmy znalazły się w mojej klasyfikacji. Oba są współczesne, ale uważam, że warto przyjrzeć się im szczególnie.

„Klondike” (2022)

Tym razem film dostrzeżony na festiwalach – Sundance i Berlinale, a w Polsce przez organizatorów Nowych Horyzontów. Był prezentowany w polskich kinach więc jest szansa na obejrzenie go w wersjach cyfrowych. Chociaż duży ekran jest lepszy – zrealizowano go w formacie panoramicznym, więc rodzaj nośnika wpływa na odbiór całości.
Film opowiada o ludziach wplątanych w wojnę w Ukrainie. Jest to perspektywa zwykłych, prostych ludzi, którzy zostali zaskoczeni przez wydarzenia, od których chcieliby być daleko. Wojna wkracza wprost na ich podwórko i do ich domu. Ich zmagania oglądamy z coraz większym przerażeniem, chociaż koniec ich historii jest chyba zbyt ckliwy. Bohaterowie to ludzie marzący o małej, europejskiej stabilizacji – z ogrzewaniem podłogowym i oknem na całą … dziurę. Dziurę wielkości prawie całej ściany, która powstała w wyniku wojny na pograniczu. Akcja filmu dzieje się w Donbasie czyli w czasie poprzedniego konfliktu rosyjsko – ukraińskiego. Osią zdarzeń jest zestrzelenie 17 lipca 2014 malezyjskiego Boeinga 777 nad terytorium okupowanym. Duże wrażenie robią długie ujęcia, zwłaszcza, że filmowane są szerokie ukraińskie przestrzenie – jak Prowansja tylko bez kwitnącej lawendy. Złowrogo brzmią hasła separatystów „Wojna nie skończy się dokąd nie zabijesz wszystkich wrogów”, a zwłaszcza zawołanie: „Gott mit uns” – jak z całkiem innej wojny.
„Mirnyj 21” (2023)
Jak wiemy dzięki popularnemu polskiemu filmowi granica może być zielona. W filmie ukraińskim granica może być również broniona. Na wszelki wypadek nie będę spojlerował i nie zdradzę która z nich okazuje się skuteczniej broniona.
„Mirnyj 21” to typowy film wojenny, którego podstawową rolą jest dotarcie do żołnierzy ukraińskiej i utrwalenia w nich woli walki i obrony kraju. Odnosi się również do inwazji z 2014 roku i rozgrywa się w rejonie Ługańska. Bohaterstwo skonfrontowane jest ze zdradą i opozycja tych dwóch postaw jest osią całego filmu. Film miał premierę w Ukrainie w lutym tego roku – w rocznicę inwazji rosyjskiej 2022 roku. Jest zatem filmem nowym i może jeszcze odniesie sukces na ekranach Europy i świata. Pokazuje, że wojna nie zaczęła się rok temu, ale trwa od prawie dekady. Zauważenie tego faktu dużo mówi o naszej (europejskiej) wrażliwości – skupionej na wartościach wolności i pokoju. Okazuje się, że nawet nie zauważyliśmy wielkiej inwazji na wielki europejski kraj.

Filmy  dotyczące historii współczesnej

W przypadku tej kategorii udało mi się znaleźć cztery filmy: „Blokad” (2022) „Ostatnia egzekucja” z 2021 roku „Prorok” z 2022 roku, „Święty” z 2023 i „Winny” z 2022 roku. Ten ostatni to japoński film, a jego tytuł nawiązuje do programu komputerowego. 
W tej kategorii znalazły się dwa polskie filmy, o których napiszę mniej szczegółowo. Zostały one dokładnie zrecenzowane i są dostępne (lub będą dostępne niebawem).

„Blokad” (2022)

Jest to węgierski film opisujący początki rodzenia się władzy państwowej po obaleniu na Węgrzech komunizmu. Jego akcja rozgrywa się w dwóch planach historycznych – roku 1990, w którym dzieje się akcja filmu i powracającym we wspomnieniach roku 1956. Obie daty są bardzo istotne dla Węgrów jak i całej Europy. Główne wydarzenia odwołują się do strajku taksówkarzy w Budapeszcie w wyniku wstrzymania dostaw paliwa z ówczesnego Związku Radzieckiego. Paliwo jako broń – jak bardzo współcześnie brzmi takie hasło. Film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach i opowiada o pierwszym węgierskim premierze Józsefie Antallu, który budując pierwszy niekomunistyczny rząd napotyka na szereg problemów – od tych najbardziej osobistych do stymulowanych z zewnątrz.
Oglądając ten film zazdrościłem Węgrom, że mają tak dobry film o rodzącej się demokratycznej władzy po czasach komunizmu. Żaden polski film mu nie dorównuje – z „Wałęsą. Człowiekiem z nadziei” na czele. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie dzieło dorównujące filmowi „Blokad” i będziemy mogli być z niego dumni.

„Ostatnia egzekucja” (2021)

Ten film został nagrodzony przez jury FNNW 
„Podróż z tym filmem trwała bardzo długo – przez 10 lat zbierałam różne dowody, czytałam różne dokumenty. Kończyliśmy go w czasie pandemii. Potem podróżowaliśmy po całym świecie z tym filmem, byliśmy w Australii, w Paryżu. Ten Festiwal jest ostatnim punktem tej podróży. Tutaj dostajemy nagrodę. Nie mogę być bardziej wdzięczna. Na tym festiwalu możemy ze sobą rozmawiać i uważam, że to jest najważniejsza z rzeczy, które możemy robić: rozmawiać ze sobą”.
Franziska Stunkel – reżyser filmu „Ostania egzekucja”
„Ostatnia egzekucja” jest filmem znanym polskim widzom. Została pokazana na Międzynarodowym Festiwalu o Totalitaryzmach „Echa Katynia” w zeszłym roku. 
Jest to opowieść o NRD-owskim naukowcu, który rozpoczyna niebezpieczną współpracę ze służbami specjalnymi tego kraju. Film powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń. Na Festiwalu NNW mieliśmy okazję spotkać się z więźniem, który dzielił celę śmierci z bohaterem filmu. W filmie zaskakuje niesamowity klimat, który przenosi nas za żelazną kurtynę lat 70-tych. Odniosłem wrażenie, że dzieje się tak za sprawa kolorów – barwy są stonowane jakby pochodziły ze zdjęć ORWO. To był celowy zabieg, trudny do osiągnięcia, o którym opowiedziała reżyserka na spotkaniu po projekcji. 
Oglądając ten film miałem skojarzenia z podobnym filmem dotyczącym tej epoki – „Rozmów na podsłuchu”. Te filmy są do siebie w pewien sposób podobne. Oba równie dobre, choć w „Ostatniej egzekucji” znalazłem kilka „dziur scenariuszowych”. Najbardziej razi obecność na miejscu zbrodni w RFN – służb Stasi. Takie zdarzenie jest niemozliwe, infiltracja tej organizacji nie miała takiej skali. Przypisywanie jej takiej siły jest nadużyciem. Nie zmienia to jednak mojej wysokiej oceny. Nie był to jednak według mnie najlepszy film tego festiwalu. Trochę raziło polskie tłumaczenie – można było odnieść wrażenie, że wykorzystano sztuczną inteligencję i zabrakło czasu na korektę. 
Nie sposób nie porównać tego filmu do polskich obrazów o podobnej tematyce. Najbardziej bliska będzie mu „Różyczka”, ze wskazaniem na film Kidawy Błońskiego jako lepszy. Niestety najnowszy film Jana Holoubka „Doppelganger” nie dorównuje niemieckiemu filmowi. Nie udało się pokazać przemiany bohatera – grana przez Jakuba Gierszała postać jest mechanicznym robotem wykonującym beznamiętnie polecenia przełożonych. A był to nawet lepszy temat filmu niż „Ostatnia egzekucja”.

„Prorok” (2022)

Ten film jest dobrze znany. Jego premiera miała miejsce prawie rok temu. Wbrew obawom nie okazał się on zbyt patetyczny. Można się było tego spodziewać po głównym bohaterze – Prymasie Wyszyńskim. Twórcom udało się dobrze odtworzyć atmosferę i koloryt PRL-u. Prorok to nazwa operacji Służby Bezpieczeństwa, której celem było ulokowanie w otoczeniu Prymasa Tysiąclecia agenta. Akcja filmu rozgrywa się między dwoma ważnymi wydarzeniami – uwolnieniem z Komańczy i wyborem Karola Wojtyły na papieża. Najciekawszą rolę odegrał w tym filmie  Adam Ferency, który wcielił się w postać Władysława Gomułki. W filmie wręcz zaskakują ciekawe zdjęcia. Interesująca jest też muzyka, mimo, że twórcy nie wykorzystali muzyki z epoki. Dzięki temu film nie kieruje nas na tory socjalistycznej popkultury, która była zapewne obca Prymasowi. 

„Święty” (2023)

O tym filmie jeden z recenzentów napisał, że jest za słaby, żeby uczestniczyć w festiwalach filmowych. Niestety – miał racje. Powierzenie głównej roli aktorowi – amatorowi okazało się pomyłką. Nauczenie się tekstu na pamięć to początek a nie koniec pracy nad rolą. Zresztą nie najważniejszy jest to element tej pracy. Reżyser i aktor chyba już to wiedzą. Szkoda dobrego tematu, który został tak bardzo zniszczony. Bardzo chciałbym napisać dobre słowo o tym filmie. Może stwierdzenie, że główny bohater nosi dobre nazwisko, z którego jego żona raczy w pewnym momencie kpić. Najciekawsza w filmie jest postać zagrana przez Leszka Lichotę, ale to za mało, żeby móc polecić ten film.

„Winny” (2022)

To według mnie najlepszy film tegorocznego Festiwalu NNW. Istnieje co najmniej jeden film o tym samym, polskim, tytule. Ten tytuł to jednak nazwa programu do anonimowego dzielenia się plikami, który można zapisać WinNY. Jest to historia twórcy tegoż program, który po stworzeniu programu i udostępnieniu go popadł w kłopoty prawne. Jego wynalazek został wykorzystany do nielegalnego udostępniania plików i przestępstw przeciwko prawu autorskiemu.
Jest to dramat sądowy rozgrywający się w egzotycznej dla nas kulturze prawnej Japonii. Oparty jest na prawdziwych wydarzeniach i dlatego jest tym bardziej wstrząsający. Główny bohater zmarł przedwcześnie, czego dowiadujemy się w czasie filmu. Wydarzenia opowiedziane w filmie miały na to wpływ – tak przynajmniej odczytałem aluzję. Twórca wynalazku miał bardzo pozytywne motywacje, jednak jego pomysł został wykorzystany w niecnych celach.

Filmy odnoszące się do historii z czasów II wojny światowej i starszej

Tę kategorię celowo rozszerzyłem, bo są w niej filmy odnoszące się bezpośrednio do wojny („Filip” i „Un cel de plom”), czasów ją poprzedzających („Nędzarz i Madame” oraz
„U progu wojny”) a także filmy rozgrywające się współcześnie, ale odwołujące się do wojny („Milczący las”). Tworzenie kategorii dla dwóch (albo wręcz jednego filmu) uważam za niecelowe – stąd taki mój podział.
„Filip” (2022)
To film, który był słynny rok temu. Przede wszystkim po Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (Srebrne Lwy). Zaskoczeniem dla mnie było to, że polski film wyprodukowany przez polską telewizję posiada napisy, które odbiorca musi czytać. Może trzeba było jeszcze dubbing dokręcić! Dziwny przez to wydał mi się ten film i nie rozumiem dlaczego polski pisarz (alter ego Filipa) w polskim filmie mówi różnymi językami. Jest to o tyle dyskusyjne, że TVP (dystrybutor i koproducent) powinni dbać o polski język w produkowanych filmach. Jeśli nie z powodu misji jaką ma narodowy nadawca to ze względu na Ustawę o języku polskim (mimo, że jej zapisy są od lat martwe).
Obraz wojny w „Filipie” jest mocno polukrowany. Można wręcz pozazdrościć Leopoldowi Tyrmandowi, że takie piękne przygody przeżył w czasie, kiedy większość Europejczyków przeżywała koszmar. Konwencja przypomina serial „Czterej pancerni i pies” – wielka męska przygoda, w której zawsze zwyciężamy, a jeśli ktoś ginie to na własne życzenie (Wilhelmi, który postanowił odejść z serialu z obawy przed zaszufladkowaniem). Jedna scena zrobiła na mnie szczególne wrażenie. Od momentu kiedy ją zobaczyłem czuję się nieswojo gdy tracę z oczu baristę, który przygotowuje mi kawę. 
Moja decyzja obejrzenia tego filmu w kinie okazała się słuszna. Został on zrealizowany w formacie panoramiczny (Panavision Polska), a taki najlepiej oglądać w kinie. Niestety zawiodłem się efektami dźwiękowymi. Nie wykorzystano systemu dźwięku dookólnego (film był wyświetlony w stereo, mimo, że kino festiwalowe ma zainstalowany wystarczający system audio). Chyba, że widziałem zubożoną wersję dźwiękową…
Hitchcock twierdził, że dobry film to taki po którego obejrzeniu nie żałujemy pieniędzy wydanych na bilet, opiekunkę do dziecka i kolację w restauracji. Czy „Filip” wart był poświecenia mu bankietu, który odbywał się w czasie jego emisji? Czy wat był późnego powrotu do domu i krótszego snu? Niestety – w mojej opinii nie. Chociaż to całkiem dobry film. Nie tak dobry jak „Pan T” (oparty na prozie Tyrmanda) i nie tak dobry jak pierwowzór literacki. Zwykle nie porównuje książki do filmu, ale w przypadku „Filipa” autor literackiego pierwowzoru bardzo wysoko postawił poprzeczkę twórcom, którzy zechcą dokonać jego filmowej adaptacji.

„Nędzarz i madame” (2021)

Tego filmu trochę się bałem. Spodziewałem się patosu i hagiograficznego obrazu świata przedstawionego. Związane to było z głównym bohaterem – błogosławionym Bratem Albertem  (Adamem Chmielowskim). Na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione. Jest to sprawnie zrealizowany film, który nie nuży i nie jest dydaktyczny. 
Film opowiada losy Adama Chmielowskiego (błogosławionego Brata Alberta) i Heleny Modrzejewskiej. Pokazany jest też ówczesny świat artystyczny z Józefem Chełmońskim na czele. Historia jest sprawnie opowiedziana, bohaterzy świetnie poprowadzeni, a zdjęcia momentami nawet zachwycają – zwłaszcza jesienne plenery i pieczołowicie zrekonstruowane wnętrza. 
Film ma jednak dwie wady. Pierwszą, chyba najbardziej widoczną jest wielość zakończeń. Jakby twórcy nie mogli się zdecydować które z nich wybrać. Przez to mamy wrażenie, że całość nie moze się skończyć. Drugim problemem jest oświetlenie drugiego planu. W dwóch przynajmniej momentach widać, że realizatorzy nie potrafili poradzić sobie z oświetleniem przestrzeni w głębi planu. Od razu przypomniał mi się „Obywatel Kane”, w którym mamy chyba nawet pięć planów w jednym kadrze. Warto, żeby twórcy „Nędzarza i Madame” obejrzeli jeszcze raz ten film przed następną realizacją i wyciągnęli z tej projekcji wnioski.

„U progu wojny” (2020)

Atmosfera tego filmu trochę przypomina film Janusza Majewskiego „Czarny mercedes”. Oczywiście odwołuje się on do całkiem innej rzeczywistości historycznej, ale klimatem jest do niego bardzo zbliżony. Historia opowiedziana to szpiegowska intryga rozgrywająca się tuż przed wybuchem II wojny światowej (23 sierpnia 1939). Osobiście miałem małą trudność ze zrozumieniem przedstawionych realiów historycznych. Estońska perspektywa jest dla nas odrobinę egzotyczna. Jednak „U progu wojny” to sprawnie zrealizowany film z bardzo dobrymi zdjęciami i świetnym aktorstwem. Mnie cieszy fakt, że film jest (lub będzie) dostępny na VOD – warto go obejrzeć jeszcze raz i spokojniej przyjrzeć się perspektywie historycznej, której nie znamy. Trzeba też wcześniej zadbać o lekturę dotyczącą tego okresu, żeby go łatwiej zrozumieć. Film Majewskiego obejrzałem dwa razy i przy drugiej projekcji podobał mi się nawet bardziej (mimo, że obejrzałem go na małym ekranie).

„Milczący las” (2021)

Ten film to jakby niemieckie „Pokłosie”. Oczywiście w „Milczącym lesie” wszystko jest jasne: wiadomo kto i dlaczego mordował – Niemcy. W Jedwabnym ciągle nie mamy wiedzy – od dwóch dekad dr Ewa Kurek stara się udowodnić, że Gross się pomylił w ocenie sprawców mordu. Ekshumacja została wstrzymana i prokurator Tomasz Jankowski z gdańskiego IPN-u  niewiele może zrobić w śledztwie, które ciągle trwa.
Mamy też inne miejsca gdzie powinno się dokonać poszukiwania poległych Polaków – od Katynia i Miednoje po Wołyń.
Historia dotyczy tajemnicy z czasów II wojny światowej jaką skrywa las. Wszyscy mieszkańcy okolicy znają tę tajemnicę, ale milczą na ten temat. Na szczęście pojawia się młoda dziewczyna, która stara się znaleźć odpowiedź na pytania o przeszłość, o której wszyscy chcą zapomnieć.
Film ma świetną muzykę. To samo można napisać o zdjęciach ale, jak w przypadku „Nędzarza i Madame”, realizatorzy mieli kłopoty z drugim planem. 
Film został dostrzeżony na Festiwalu w Berlinie. Nie wiem, czy będzie dystrybuowany w Polsce. Był pokazywany w ramach Tygodnia Filmu Niemieckiego na początku 2023 rok.
„Un cel de plom” (2023)
To jest bardzo dziwny film. Historia obozu koncentracyjnego z hiszpańskiej perspektywy. Akcja rozgrywa się w niemieckim obozie na terenie okupowanej Czechosłowacji. Jest prawdopodobnie oparta na prawdziwych wydarzeniach.
Film pozbawiony jest niezbędnego w przypadku takiej realizacji rozmachu. Wygląda to tak, jakby zabrakło pieniędzy na dokręcenie scen plenerowych z dużą liczbą statystów. Przez to rzeczywistość przedstawiona w filmie wygląda jakby cały obóz składał się z jednego baraku. Poza tym razić może wyrozumiały, spolegliwy Niemiec w roli komendanta. Kłóci się to z wyobrażeniem realiów wojny. Można odnieść wrażenie, że twórcy chcieli na siłę ocieplić wizerunek zbrodniarzy. Z dalekiej, hiszpańskiej, perspektywy tak to może wyglądać. Z naszej, bliższej, taki obraz razi brakiem realizmu historycznego.
W przypadku tego filmu nie będę żałował jeśli nie trafi on do polskiej dystrybucji. To chyba najgorszy film całego Festiwalu.

Werdykt – ostatni festiwal „Ostatniej egzekucji”

Główną nagrodę (i 50 000 złotych) dostał film „Ostania egzekucja”. Odbierając nagrodę wyraźnie wzruszona reżyserka powiedziała, że jest to ostatni festiwal, na którym pokazywany jest jej film i cieszy się, że dostał w końcu nagrodę.
Poza tym wyróżniono filmy „Klondike” i „Milczący las”.

Konieczne wizualne godło

Festiwal NNW nie ma swojego godła, które mogliby twórcy wykorzystać po Festiwalu przy prezentacji swoich filmów. Mam na myśli charakterystycznego berlińskiego niedźwiedzia albo canneńską palmę. Wszyscy znamy te znaki i pewnie przywiązujemy znaczenie do faktu, że jakiś film był pokazany na konkretnym festiwalu. Każdy z tych festiwali ma swoją specyfikę i wyrazisty znak pozwala przy pierwszym rzucie oka na plakat ocenić w jakiej może on być estetyce. Znak FNNW dawałby jasny sygnał do jakiej „rodziny” należy film, który przeszedł selekcję albo otrzymał nagrodę.
Wykorzystanie takiego znaku jest istotne nie tylko w dystrybucji kinowej i promującej film warstwie wizualnej poprzez plakaty. W dobie streamingu taki znak ułatwia widzom wybór filmu. Żyjąc pospiesznie potrzebujemy szybkich i jasnych znaków. Mam nadzieję, że już wkrótce znak FNNW dołączy do tych rozpoznawalnych symboli – przy okazji promując Festiwal NNW na cały świcie.

                             Marek Baran