Lekcja pokory. O pracy nad książką „Kataklizmy, które zmieniały obraz Ziemi” / Piotr Kotlarz

0
182
Uderzenie meteorytu w wizji artysty. Domena publiczna.
„Scio me nihil scire” to łacińska sentencja, która oznacza „wiem, że nic nie wiem”. Sokratejska sentencja, którą w pełni poznałem i zrozumiałem w czasie moich studiów w Lublinie, ponad pięćdziesiąt lat temu.
Ważną dla mnie była też druga, którą często wygłaszała moja mama: „Każdą rzecz można zrobić lepiej lub gorzej. Każdą też można poprawić”.
Może dlatego nie bałem się wyzwań.
Te podejmowałem najdziwniejsze, z różnych dziedzin.
Wspominam o tym, gdyż chcę tu pisać o moich już dziesięcioletnich perypetiach z książką „Kataklizmy, które zmieniały obraz Ziemi”.
Zainteresował mnie ten temat, gdyż pracując nad książką „Dzieje świata” lub mówiąc bardziej ściśle dziejami naszego gatunku dostrzegłem, że bez ujęcia zagadnienia kataklizmów, zwłaszcza erupcji wulkanów i upadków asteroid i komet, wiele zagadnień nie uda mi się zrozumieć, a później wyjaśnić.
Nasz gatunek zaczął się ostatecznie kształtować około 2-2,5 miliona lat temu. Na jego kształtowanie wpływało wiele czynników, w tym do jednych z najważniejszych należały zmiany klimatyczne oraz związane z nimi wielkie kataklizmy.
Już w trakcie pracy nad moim „Dziejami świata” poznałem prof. Mariusza Jasińskiego, z rozmów z którym dowiedziałem się o istocie plazmy. Zrozumiałem, że cały nasz układ, cała galaktyka, po wielkim wybuchu była w stanie plazmy, później przechodziła w stan gazowy, wreszcie zaczęły się kształtować planety, pierwsze pierwiastki. Teorie o jakimś „gruzie”, które rzekomo stanowiły początki naszej planety okazały się bzdurą. Podobnie jak i teorie o tym, że złoto powstało w wyniku zderzeń supernowych.
Pisząc to sięgnąłem do Internetu, przeglądu AI i znalazłem tam takie opinie:
Złoto powstało w kosmosie, podczas potężnych wybuchów supernowych i zderzeń gwiazd neutronowych, które miały miejsce miliardy lat temu, zanim powstał Układ Słoneczny. W ekstremalnych warunkach tych zjawisk atomowe jądra połączyły się, tworząc cięższe pierwiastki, w tym złoto. Następnie pył i materiały z tych eksplozji stały się częścią materii międzygwiezdnej, która uformowała Słońce i planety, w tym Ziemię. 
To oczywista bzdura, siła tego wybuchu, jego temperatura i ciśnienie było tak wielkie, że jego wynikiem musiała być co najwyżej plazma. Moim zdaniem, do powstania złota dochodziło dopiero w kolejnych procesach. Powstawania planetoid i ich kolejnych zderzeń. Co widać choćby na przykładzie planetoidy Psyche.
Tak zająłem się początkami naszej planety, jej kształtowaniem się przez ponad 4,5 miliarda lat. Aż do współczesności. Przez lata pisałem książkę „Kataklizmy, które zmieniały obraz Ziemi” wciąż uświadamiając sobie, że „nic mnie wiem”. Książka ta uczyła mnie pokory, gdyż niemal każdego dnia musiałem dołączać do niej nowe informacje. Niekiedy i takie, które wręcz obalały moje wcześniejsze hipotezy. Na niektóre nie mogłem wciąż znaleźć dowodów. O niektórych odkryciach dowiedziałem się zaledwie kilka dni po pierwszym wydaniu tej książki.
Przechodząc do naszego gatunku już dość dawno wiedzieliśmy o tzw. „wąskim gardle”, wyginięciu ogromnego procenta naszej populacji w wyniku erupcji Toba i jej skutków i odbudowie ludzkiej populacji od zaledwie kilku tysięcy osobników. Wydają tę książkę po raz pierwszy tylko przypuszczałem, ze takich „wąskich gardeł” w rozwoju naszego gatunku musiało być więcej, gdyż kataklizmów o podobnej skali w poprzednich setkach tysięcy lat, tym bardziej milionów było więcej. Gdy wydawałem drugie wydanie moich „Kataklizmów… „ dowody na tę hipotezę były już odkryte, choć wciąż nie jesteśmy w stanie określić jak wiele było takich „wąskich gardeł” i jaka była każdorazowa ich skala.
Wciąż też nie wiemy o większości kataklizmów, tak erupcjach wulkanicznych, jak też upadkach asteroid. Matematycy obliczają, że w pasie planetoid między Marsem a Jowiszem pozostało ich już tylko 1%, choć liczbowo jest ich wciąż bardzo wiele. W pasie między Marsem a Jowiszem pozostały miliony planetoid, w tym od 1,1 do 1,9 miliona obiektów o średnicy większej niż 1 km.
Pisanie tej książki, to dla mnie wspaniała przygoda i lekcja pokory.  Rok temu wydałem jej drugie wydanie. Jeśli los lub jak kto chce to nazwać inaczej – Bóg mi na to pozwoli, to zapewne za kilka lat zabiorę się za jej trzecie wydanie. Wiem jednak i to już z całą pewnością, że nigdy jej nie ukończę. Nigdy, ani ja, ani moi następcy… Nasza wiedza wciąż będzie rosnąć, wciąż też będziemy błądzić. 
Może wiemy już nieco więcej niż Sokrates, ale wciąż niewiele, wciąż nie możemy też być naszej wiedzy pewni. 
Wyrocznia się nie myliła, Sokrates był jednym z najmądrzejszych ludzi swoich (może nie tylko swoich) czasów. Nie znaczy to jednak, że nie powinniśmy próbować naszą wiedzę pogłębiać, wciąż szukać.
Dlatego też proszę o uwagi na temat moich „Kataklizmów, które zmieniały obraz Ziemi”. Dyskusję i uwagi. 
                Piotr Kotlarz

 

Kataklizmy - Finał 21

Książka „Kataklizmy, które zmieniały obraz Ziemi” jest publikowana na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne 4.0 Międzynarodowe. Prosimy o sprawdzenie poszczególnych zdjęć w celu uzyskania szczegółowych informacji o licencjach.