Statua Wolności, symbol wartości zachodnich. By William Warby – originally posted to Flickr as Statue of Liberty, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=106103924
Ten moment nie jest aberracją; jest odsłonięciem.
Moja zmarła babcia, Eunice Nyawira, nie była wielką fanką idei „zachodnich wartości”. Nie mogła tego pojąć. Jako chłopka-rolniczka w środkowej Kenii, urodzona u zarania kolonializmu, widziała wiele trudności, w tym niedobory żywności, które czasami wymagały uciekania się do pomocy żywnościowej dostarczanej przez Zachód. Jednak zaciekle sprzeciwiała się poglądowi, że ta forma dobroczynności była czymś innym niż praktyki społeczne, których była świadkiem w młodości, opowiadając mi o spichlerzach, które były odkładane po każdych żniwach dla biednych i niepełnosprawnych.
Dla mojej babci pomysł, że potrzeba obcej ideologii, aby troszczyć się o bezbronnych, był absurdalny. Z jej doświadczenia wynikało, że dbanie o „mniej szczęśliwych” było normalne. Nie była to nawet „dobroczynność” w zachodnim humanitarnym sensie, gdzie pomoc często wiąże się z warunkami, rozgłosem i dynamiką władzy. Raczej wynikała z obowiązku bycia częścią społeczności.
Zachodni humanitaryzm, który ignoruje cierpienie i bezdomność na własnym progu, na rzecz zbawicielstwa za granicą, przerażałby ją, zwłaszcza gdy towarzyszy temu bicie się w piersi i infantylizacja społeczności, którym udzielana jest pomoc. Pogląd, że Zachód w wyjątkowy sposób skodyfikował moralność, że wymyślił wartości leżące u podstaw demokracji, praw człowieka i humanitaryzmu – zamiast jedynie opracować dla nich konkretne formaty – wydałby się jej głęboko wadliwy, jeśli nie wręcz nieuczciwy.
I miała rację. Afrykańczykom, Azjatom czy Latynosom nigdy nie brakowało wartości, które były kodowane jako „zachodnie”. Mieli po prostu inne ramy do ich wyrażania, ramy, które nie wymagały spektaklu życzliwości ani polityki zależności i dominacji. Zachód, przeciwnie, spędził wieki, posługując się swoją domniemaną wyższością moralną jako narzędziem imperium, uzasadniając kolonializm, przymus ekonomiczny i interwencję militarną pod sztandarem szerzenia cywilizacji i praw człowieka. Jak zauważył Roberto Belloni w swoim artykule z 2007 r. The Trouble With Humanitarianism, „gdy Zachód zostanie moralnie wyniesiony do sfery prawa i rozsądku, użycie siły militarnej w imię ochrony wyższych wartości moralnych jest łatwiejsze do poparcia”.
Termin „wartości zachodnie” – podobnie jak jego odpowiednik „wartości afrykańskie” – w rzeczywistości zawsze był bardziej bukłakiem niż winem. Zamiast kodyfikacji poszczególnych wartości, jest to rama do legitymizacji i uzasadniania działań państw zachodnich (lub afrykańskich). Czy tolerancja jest „wartością zachodnią”, skoro na przykład to kolonializm wprowadził homofobię do wielu społeczeństw afrykańskich, a następnie zakodował ją jako „kulturę afrykańską”?
Globalny porządek pod przywództwem Zachodu zawsze opierał się na selektywnej moralności, podkreślając znaczenie praw człowieka, gdy było to wygodne, i ignorując je, gdy było to niewygodne.








