Kobiety styczniowego powstania

0
1041

Kobiety styczniowego powstania.

Powstanie wybuchło 22 stycznia 1863 r., stąd późniejsza jego nazwa „Powstanie Styczniowe”, mimo że trwało prawie dwa lata. Do jesieni 1864 roku, choć ostatni jego dyktator, Romuald Traugutt został aresztowany w nocy z 10 na 11 kwietnia 1864 roku.

Tak, jak większość naszych narodowych powstań wciąż wzbudza wiele kontrowersji, wokół wielu jego aspektów ciągle toczą się dyskusje. Różne bowiem były przyczyny jego wybuchu, różne motywy w nim uczestnictwa, często też odmiennie oceniane są jego skutki. Odnośnie do motywów uczestnictwa w powstaniu, to podkreśla się właściwie tylko jeden – patriotyzm. Oczywiście przystępujący doń kierowali się swym przywiązaniem do idei wolności, do języka, tradycji, uczuciami patriotyzmu, ale przecież kierowali się też często własnymi ambicjami, a nawet głęboko ukrytymi i często nawet nieuświadomionymi motywami psychologicznymi. Takie mogły na przykład wynikać z wcześniejszych relacji rodzinnych jednaj z bohaterek powstania, której matka była polską szlachcianką, a ojciec rosyjskim generałem. Ponad już półwieczna niewola skutkowała, bowiem, wieloma konfliktami. Natury ekonomicznej, społecznej, ale i osobistej.

Wśród bardzo wielu wymienianych przyczyn, zbyt mało – moim zdaniem – piszemy o prowokacjach. Te mogły być narzędziem tzw. wielkiej polityki carskiej Rosji, w tym wypadku dążenia caratu do ostatecznego wchłonięcia Królestwa Polskiego, do likwidacji resztek jego autonomii. Były takie, jednak i na niższym szczeblu, inspirowane przez różnego stopnia carskich polityków, urzędników i wojskowych. Przede wszystkim pracowników carskich tajnych służb i stacjonujących w Królestwie Polskim rosyjskich oficerów. Ci dążyli do przejęcia majątków zaangażowanych w działalność spiskową Polaków. Tego ostatniego dowodzi m.in. powołanie, już po upadku rządu Traugutta, kolejnego „rządu narodowego”, który składał się prawie wyłącznie z agentów tajnej policji. Celem tego „rządu” było wciągnięcie części szlachty do działań spiskowych, by później w karze za to pozbawić ich majątków, chciano przy okazji przejąć broń i pieniądze płynące dla powstańców z zagranicy.

W sposób ponadto zbyt uproszczony patrzymy na ówczesną sytuację geopolityczną. W jednym z opracowań znalazłem na przykład takie zdanie odnoszące się do Wojny Krymskiej (1853-1856): w jej wyniku załamała się agresywna polityka caratu, któremu zamarzyło się opanowanie basenu Morza Czarnego oraz ograniczenie suwerenności – jak się wydawało słabego Imperium Osmańskiego. Oczywiście takie ujęcie jest przykładem interpretacji polityki historycznej, nie zaś ujęciem historyka.

W drugiej połowie XIX wieku dochodziła do kresu idea imperializmu, którego nowożytne początki sięgają wojny trzydziestoletniej. To wówczas w wyniku reformy armii, rozwojowi wojsk zaciężnych, monarchowie mogli przywrócić swą władzę absolutną (traconą od czasu monarchii patrymonialnej w wyniku nieuchronnych podziałów feudalnych). Opierając się jednak na armiach musieli zapewnić im źródło utrzymania, a te mogły zaspokoić tylko nieustanne podboje. W ten sposób można było ograniczyć koszty ich utrzymania przez własne społeczeństwa oraz zaspokoić oczekiwania elit. Na przykład lord w Wielkiej Brytanii mógł przekazać swój majątek i prawa tylko najstarszemu synowi, gdyż młodsi mogli robić karierę w koloniach, gdzie otrzymywali od króla zdobyte tam dla niego włości. Wojny ponadto w jakiś sposób rozwiązywały problem gwałtownego wzrostu demograficznego. Do drugiej połowy XIX wieku w wyniku wojen i podbojów idea imperializmu zaczęła dochodzić do swego kresu. Po prostu, nie było już wolnych, łatwych do podboju terytoriów. Świat podzieliły między siebie wielkie imperia: Carskiej Rosji, Królestwa Wielkiej Brytanii, Cesarstwa Niemic, Cesarsko-królewskich Austro-Węgier, Królestwa lub cesarstwa Francji (wciąż jednak mimo bardzo krótkich przerw monarchii), Imperium Osmańskiego, Cesarstwa Japonii. Na drogę imperializmu chciały jeszcze wkroczyć spóźnione Królestwo Włoch i Stany Zjednoczone, ale te mogłyby rozwijać swe imperia już tylko kosztem istniejących.

Wojna Krymska była pierwszym zderzeniem imperiów zapowiedzią ich upadku (kolejne to pierwsza i druga wojna światowa). Dalsze podboje, jako źródło ich utrzymania, okazały się niemożliwe, w każdym razie niezwykle trudne i kosztowne. Wielusettysięczne, nawet milionowe, armie wymagały ogromnych nakładów, koszt utrzymania dworów były ogromne, kolejne rzesze dworaków domagały się synekur. Jedyną drogą wydawał się podział tych imperiów (tak jak wcześniej feudalizacja). Tym razem jednak w ramach społeczeństw zatarł się podział na panujących i poddanych, doszło do ich zróżnicowania, wytworzenia się poczucia jedności kulturowej… podziały feudalne nie były już możliwe. Zaczęła powstawać idea państw narodowych, później właśnie takie państwa.

Każde z tych zagadnień wymagałoby rozbudowania, a przecież dałem temu artykułowi tytuł „Kobiety powstania…”. Zbyt daleko odeń odbiegam. Trudno jednak zrozumieć motywy postępowania ludzi, bez ukazania ich szerokiego kontekstu. Po przegranej wojnie z Imperium Osmańskim, widząc niemożność dalszej ekspansji, car Rosji musiał, po pierwsze, przeprowadzić reformy społeczne w swoim kraju, po drugie, szukać rezerw, możliwości zwiększenia zasobów potrzebnych do przyszłej wojny, a być może przede wszystkim źródeł utrzymania ogromnej armii (nie chciał przecież zrezygnować z dalszych podbojów).

To nie przypadek, że w przededniu Powstania Styczniowego na ziemiach Królestwa Polskiego stacjonowało ok. 100 tysięcy żołnierzy rosyjskich, a pod jego koniec aż 400 tysięcy. Ich koszt utrzymania ponosiło oczywiście społeczeństwo Królestwa Polskiego.

Skoro nie można było zaspokoić oczekiwań rosyjskich elit kosztem zewnętrznych podbojów, można było spróbować to uczynić kosztem społeczeństw już zajętych. Tu był też powód ogłoszenia w przededniu powstania tzw. „branki”. W ten sposób carat chciał pozyskać dodatkowe „mięso armatnie”, dzieci zaś polskiej szlachty czekała utrata możliwości innej niż wojskowa kariery, wojenna tułaczka, z której szanse powrotu po wielu utraconych latach były niewielkie.

Posługujemy się często pojęciem rusyfikacja społeczeństwa Królestwa Polskiego, wyobrażając sobie, że polegała ona głównie na przyjmowaniu przez Polaków (w tym rozumieniu wcześniejszych mieszkańców ziem Rzeczypospolitej) języka rosyjskiego i religii prawosławnej. Tymczasem proces ten był znacznie bardziej złożony. Podstawowym celem rusyfikacji, czy germanizacji było nie tyle zrusyfikowanie, czy zgermanizowanie Polaków (pojęcie to wówczas było pojmowane zupełnie inaczej niż dziś i odnosiło się głównie do elit, do szlachty, dzisiejsze rozumienie narodu dopiero się kształtowało), co sprowadzenie ich, li tylko, do roli ludności poddanej. Celem zaborców, ich elit było przejęcie polskich majątków. Nie chodziło przy tym, jak chcielibyśmy interpretować „Placówkę” o ziemie polskich chłopów (tych w zaborze pruskim i austriackim do Wiosny Ludów, a w Królestwie Polskim do końca Powstania Styczniowego, ci na własność nie mieli), a o ziemię i majątki polskiej szlachty i arystokracji. Rusyfikacja, germanizacja, polegały również na imigracji na ziemie wcześniejszej Rzeczypospolitej ludności z terenów państw zaborczych. Nie byłoby w tej migracji nic złego, takie przecież trwały od początków państwowości i trwać będą nadal. W tym wypadku jednak, to ludność przybyła była uprzywilejowana w stosunku do ludności rodzimej.

Tu już mogę, po aż tylu dygresjach, przejść do zasadniczego tematu tego artykułu. Pozwoliłem sobie na te dygresje, gdyż nie chcę ograniczać się do pisania swego rodzaju panegiryku, chcę przez pryzmat kobiet – uczestniczek powstania ukazać, choć wstępnie, ogromną złożoność ówczesnej sytuacji.

Udział kobiet w Powstaniu Styczniowym był bardzo znaczny. Wspominał o nim już ówczesny obserwator powstania pułkownik armii szwajcarskiej Franciszek L. von Erlach. W jego ocenie  kobiety były „prawdziwą duszą powstania”. Von Erlach wymienia kilka z nich, szczególnie zasłużonych: m.in.  Zofię Wodzicką, „Szaniawską”, wdowa po Aleksandrze Szaniawskim, dowódcy oddziału powstańczego, jej przyjaciółkę Konstancję Pawłowską „Cieszkowską”, kurierkę z Lubelszczyzny.

Kobiety włączały się w nurt walk o niepodległość zresztą znacznie wcześniej. Od początku lat sześćdziesiątych, kiedy to wieści o klęsce Rosji w Wojnie Krymskiej rozbudziły nadzieje Polaków na poprawę ich losu. Działały na rzecz rozwoju świadomości narodowej, włączyły się w główny nurt działań politycznych. Poniżej wspomnę o ich aktywności w tym okresie, warto czytając to mieć świadomość, że działania ich często  były wynikiem ich sytuacji rodzinnych, osobistych. Brak niepodległego państwa, ciągła zależność od zaborców była bardzo doskwierająca. Musiały przecież uczestniczyć w życiu towarzyskim zdominowanym wówczas przez obcych (zaborców).

Wybuch walki zbrojnej poprzedziły liczne manifestacje religijno-patriotyczne i wprowadzenie stanu wojennego. W okresie przedpowstaniowym kobiety nadawały ton uroczystościom, ubierając na przemian stroje narodowe lub żałobę, tworzyły komitety witające pielgrzymki. Tak było 12 sierpnia 1861 r., gdy w rocznicę podpisania Unii Lubelskiej mieszkanki Warszawy zrzuciły żałobę i ubrały „suknie jasne o barwach narodowych”. Kobiety podejmowały się także agitacji w środowiskach mieszczańskich i chłopskich, często płacąc za tę działalność aresztem, a nawet zesłaniem. Na prowincji organizowały manifestacje narodowo-religijne, uczyły chłopów słów Mazurka Dąbrowskiego, namawiały do udziału w przyszłej walce zbrojnej.

Jedną z bardziej aktywnych na tym polu była Anna Henryka Pustowójtówna (urodzona w 1843 roku w Wierzchowiskach k. Lublina). Była córką Polki i carskiego generała pochodzenia węgierskiego Trofima Pawłowicza Pustowojowa. Pustowójtówna pozostawała pod wpływem babki Brygidy Kossakowskiej, zagorzałej patriotki. Pominę tu węgierskie pochodzenie jej ojca. Był carskim generałem, jakie były jego relacje z jego matką? Przecież córka musiała mieć świadomość, że swą aktywnością szkodzi karierze ojca i rodziny z jego strony. Losy ludzkie są bardzo skomplikowane (jak choćby kwestia nazwiska tej bohaterki).

Z powodu masakry w Warszawie 8 kwietnia 1861 roku w wielu regionach Królestwa dochodziło do manifestacji. Taka miała miejsce również w Lublinie w rocznicę Unii Lubelskiej.  Tu drogę manifestantom, chcącym złożyć kwiaty przy pomniku Unii zagrodziło carskie wojsko. Wówczas to, Pustowójtówna na czele grupy kobiet przedarła się przez kordon.

Ponieważ była córką carskiego generała kara za to przewinienie była dla niej stosunkowo niewielka. Została skazana na uwięzienie w prawosławnym monastyrze w guberni kostromskiej. Klasztor posiadał jednak surową regułę, ponadto stosowano tam przymusowe „nawracanie” na prawosławie. Czy było to za zgodą ojca, generała? Czy w ten sposób chciał wymusić posłuszeństwo córki? Tym bardziej, że ta już wcześniej dawała wyraz swej patriotyczno-religijnej postawie. W wiejskim stroju wędrowała po kraju, przemawiając, śpiewając patriotyczne pieśni i dźwigając łańcuch na znak niewoli ojczyzny. Po wydarzeniach w Lublinie, dzięki kontaktom babki uniknęła wykonania kary. Ułatwiono jej ucieczkę do Rumunii., gdzie przebywała w domu pułkownika Miłkowskiego, któremu Rząd Narodowy polecił werbowanie oddziału ochotników. Ćwiczyła się tam we władaniu bronią i jeździe konnej Po wybuchu powstania, nie czekając na sformowanie oddziałów w Rumunii na własną rękę dostała się do oddziału Dionizego Czachowskiego a następnie Mariana Langiewicza.

Na wieść o krwawych manifestacjach w Warszawie wiele kobiet podjęło trud niesienia pomocy poszkodowanym. W Warszawie kobiety z grona dawnych Entuzjastek (Narcyza Żmichowska, Emilia Gosselin, Paulina Krakowowna i Anna Skimborowiczowa) zorganizowały zbiórkę na organizację pogrzebu pięciu poległych w wyniku patriotycznej manifestacji i na zasiłki dla ich rodzin. W krótkim czasie zebrały aż 40 tys. rubli. Część z tej kwoty rozdysponowano wśród najuboższych mieszkańców Warszawy.

Po wypadkach lutowych pojawiły się w Warszawie kobiece tajne stowarzyszenia zwane „piątkami”. Ich główną organizatorką były Seweryna Pruszakowa-Duchińska, żona znanego historyka i publicysty, Emilia Hennelowa i Jozefa Gregorowiczowa, żony publicystów, a także Wanda z Wolskich Umińska. Uczestniczyły one już wcześniej w przedsięwzięciach filantropijnych. Teraz, członkinie tych organizacji zobowiązały się do wpłacania dobrowolnych cotygodniowych składek na cele patriotyczne i dobroczynne. Kobiety zajmowały się zbieraniem składek, zapewnieniem opieki moralnej i materialnej uwięzionym oraz ich rodzinom, czuwaniem nad przebiegiem śledztw, wyjednywaniem widzenia dla rodzin aresztowanych patriotów, zaopatrywanie zsyłanych na Sybir w odzież i pieniądze. „Piątki” utrzymywały kontakt z Rosjankami działającymi w Rosyjskich Komitetach Opiekuńczych.

Wybuch działań zbrojnych jeszcze bardziej zaktywizował kobiety. Niosły one wieloraką pomoc rannym, represjonowanym i rodzinom poległych. Prowadziły prawie wszystkie szpitale i lazarety, w których udzielano pomocy wszystkim rannym, bez względu na stronę, po której walczyli. Pierwszym szpitalem powstańczym był lazaret w Bodzentynie założony przez Józefę Niwińską przy pomocy Józefy Krajewskiej, siostry Rafała, straconego razem z Romualdem Trauguttem. Z inicjatywy Jadwigi Prendowskiej powstały szpitale powstańcze w Sandomierzu, Kurozwękach, Staszowie, Koprzywnicy, Klimontowie. Warto zauważyć, że w połowie 1863 r. na Lubelszczyźnie w szpitalach powstańczych przebywało ponad 1500 rannych i chorych. Szpitale i lazarety powstawały także poza granicami Królestwa Polskiego. W Galicji organizowały szpitale Komitety Niewiast: Krakowski Komitet Niewiast oraz Lwowski. W Wielkim Księstwie Poznańskim Wielkopolski Komitet Niewiast zorganizował kilka szpitali wzdłuż granicy z Królestwem Polskim.

W Warszawie, po wybuchu walk, nastąpiła rozbudowa zakładanych przez kobiety z kół inteligencji warszawskiej „piątek”. Obok dotychczasowej aktywności zorganizowane w nie kobiety zapewniały zagrożonym aresztowaniem czyste blankiety paszportowe, poszukiwanym klucze do pustych mieszkań, odzież, środki finansowe, przewóz broni, żywności, zaopatrzenia, lekarstw, bandaży  itp.

Część skupionych w „piątkach” kobiet podjęło bezpośrednią pracę na rzecz tajnego państwa polskiego. W Warszawie znalazły się wśród nich: Emilia Heurichowa, Karolina Kraszewska, Pelagia Zgliczyńska, Maria Ilnicka. W domu Emilii Heurichowej była przechowywana kasa Komitetu Centralnego Narodowego oraz funkcjonowała drukarnia konspiracyjnego pisma Organizacji Narodowej „Ruch”. W grudniu 1862 r. po denuncjacji policja przeprowadziła w jej domu rewizję, w wyniku której odkryto złożony i przygotowany do druku nr 10 „Ruchu”, wcześniejsze numery tego pisma oraz wiele proklamacji. Aresztowano także, niemal przy prasie, drukarza Romualda Andrzeja Kłosowicza wraz z jego pomocnicą, lokatorką domu Heurichowej, Karoliną Kraszewską, żoną konduktora Kolei Warszawsko-Bydgoskiej. Następstwem tej rewizji było późniejsze aresztowanie Bronisława Szwarcego, czołowego działacza obozu Czerwonych. Sama Emilia Heurichowa wraz z Karoliną Kraszewską zostały skazane na zamieszkanie w guberni wiatskiej. Pelagia Zgliczyńska, za pośrednictwem narzeczonego Jarosława Dąbrowskiego, nawiązała kontakty z organizacją oficerów rosyjskich stacjonujących w Królestwie Polskim. Była jedną z organizatorek ucieczki Andrieja Potebni po jego zamachu na Ludersa, a po aresztowaniu Dąbrowskiego nie ustawała w wysiłkach, by go uwolnić. Maria Ilnicka, której mąż Tomasz był kasjerem Wydziału Skarbu Rządu Narodowego, a brat Jan Maykowski członkiem Komitetu Centralnego Narodowego, współredagowała Manifest z 22 stycznia 1863 r.

Znaczącą rolę w konspiracji warszawskiej odegrała Helena  Kirkorowa z domu Majewska. Wcześniej  aktorka sceny wileńskiej i krakowskiej. Karierę zawodową rozpoczęła w Wilnie, gdzie zawarła ślub z Adamem Honorym Kirkorem, archeologiem, wydawcą, publicystą, redaktorem i krytykiem teatralnym, W domu Kirkorów bywało wiele osób ze środowiska naukowego i literackiego. Wśród nich był poeta Ludwikiem Kondratowiczem (Władysław Syrokomla), z którym Kirkorowa nawiązała trwający kilka lat romans i z powodu którego w 1857 roku opuściła męża. Po rozstaniu z nim przyjechała do Krakowa, gdzie występowała w teatrze Juliusza Pfeifry. Potem przyjechała do Warszawy gdzie jednak nie kontynuowała już kariery aktorskiej.

W czasie powstania szybko zaangażowała się w konspirację. Była kurierem rządu narodowego. Przewoziła przez granicę  wiadomości o powstaniu oraz  komunikaty i dyrektywy powstańczego rządu.

W wynajmowanym przez nią i jej matkę  mieszkaniu mieszkał zaangażowany w powstanie, m.in. Jan Koziełł-Poklewski. Od 1 listopada 1863 roku u Kirkorowej, w specjalnie wynajętym w tym celu mieszkaniu przy ul. Smolnej, pod nazwiskiem Michała Czarneckiego zaczął ukrywać się Romuald Traugutt. Kirkorowa organizowała łączność z dyktatorem powstania, przekazując przez łączniczki korespondencję i rozkazy. Po aresztowaniu Traugutta w nocy 10 kwietnia 1864 Kirkorowej od razu nie zatrzymano i zdążyła przekazać dalej część dokumentów. Wkrótce uwięziono i ją. Pogrążył ją  nieostrożnie wysłany gryps.  Sąd Wojenny Polowy skazał ją na osiedlenie się na Syberii pozbawieniem wszelkich praw,  nieco później Audytoriat Polowy dołączył do jej kary 8 lat ciężkich robót. W sierpniu 1864 r. Kirkorowa została deportowana na Syberię, karę odbywała w warzelniach soli w Usolach. Po amnestiach z roku 1866 i 1867 zamieszkała w Irkucku, gdzie próbowała wrócić na scenę, jednak bez powodzenia.

Podczas wygnania wyszła za mąż za Antoniego Pióro. Po odbyciu kary zamieszkali koło Mohylewa. Owdowiawszy, Helena przeniosła się do Witebska, gdzie 5 stycznia 1900 roku zmarła.

Poza Warszawą funkcjonowały rożnego rodzaju komitety, których działalność skupiała się w trzech sekcjach: opieki nad rannymi, nad aresztowanymi i nad rodzinami poległych. Celem ujednolicenia działalności tych komitetów 18 czerwca 1863 r. Rząd Narodowy wydał instrukcję dotyczącą ich funkcjonowania. Do obowiązków komitetów należało udzielanie pomocy i otaczanie opieką rannych, przygotowanie środków opatrunkowych, zapewnienie powstańcom bielizny, uświadamianie włościan i zachęcanie ich do wstępowania w szeregi powstańcze. Komitety te miały się składać z czterech kobiet, bez różnicy wyznania, pod kierownictwem miejscowego proboszcza lub osoby cieszącej się w okolicy autorytetem. Spotkania miały odbywać się co tydzień, członkinie zaś miały zbierać dobrowolne ofiary w pieniądzu, odzieży lub żywności. W przypadku, gdy zaistniałaby możliwość, miały zakładać kolejne „piątki”. Kobiety tworzyły także Bractwa Opatrzności Bożej.

Kobiety pełniły służbę kurierską, a także walczyły w pierwszej linii z bronią w ręku. Wśród kurierek szczególnym poświeceniem i oddaniem sprawie odznaczyły się m.in.:  Anna Czaplicka, siostry Barbara i Emilia Guzowskie, siostry Teofilia, Emilia i Józefa Barcz, Aniela Ledoux, Anna Konarzewska.    

Cena z tę służbę najczęściej była wielka, często utrata majątku, zsyłka. Anna Konarzewska, która służbę kurierską rozpoczęła w oddziale Walerego Wróblewskiego, po jego rozbiciu trafiła do partii Szumińskiego. Później, po rozbiciu i tej partii, walczyła jeszcze w kilku oddziałach, by ostatecznie trafić do ks. Brzoski, którego na koniec ukrywała. Za swoją działalność zapłaciła zsyłką.

W działalność niepodległościową włączyła się również Eliza z Pawłowskich Orzeszkowa.  Po naukach pobieranych na pensji u Sióstr Sakramentek w Warszawie 17 letnią Elizę wydano za mąż za Piotra Orzeszkę właściciela majątku Ludwinowo na Polesiu przy granicy z Wołyniem. Okres pobytu w majątku męża spędziła na pracy oświatowej wśród ludu, oraz działalności związanej z przygotowaniem powstania. Po jego wybuchu współpracowała przy organizowaniu pomocy lekarskiej i zaopatrzenia dla walczących powstańców. Kiedy dowódca poleskiego powstania Romuald Traugutt, późniejszy ostatni dyktator został ranny po odniesionej pod Kołodnem porażce, ukrywała go i kurowała rannego w swoim majątku, po czym bezpiecznie przewiozła do granicy Królestwa Polskiego. Mąż Elizy nie podzielał jej entuzjazmu ani dla projektu uwłaszczenia chłopów, ani czynnej pomocy powstańcom, ale to on głównie poniósł sankcje za działalność żony. Zesłano go do guberni permskiej.

Wiele kobiet stanęło do walki również w pierwszej linii. Taką była wspomniana już wyżej Anna Henryka Pustowójtówna. Pod pseudonimem Michał Smok w przebraniu mężczyzny przedostała się do obozu Mariana Langiewicza, który mianował ją adiutantem Dionizego Czachowskiego. Tłumaczyła dla niego przechwytywaną korespondencję rosyjską, rozwoziła rozkazy w trakcie walk. Brała udział w bitwach pod Małogoszczem, Pieskową Skałą, Chrobrzem, Grochowiskami.

W czasie krwawej bitwy pod Małogoszczą, jaka miała miejsce 24 lutego 1863 r. dała przykład niezwykłej odwagi przekazując na pierwszą linię rozkazy, ratując rannych powstańców, a nawet stając do walki z napierającymi na miasto Rosjanami. Kiedy pod koniec marca oddział gen. Langiewicza został okrążony na mokradłach przez cztery kolumny rosyjskich wojsk Pustowójtowna brała bezpośredni udział w bitwie. Pomimo bardzo niekorzystnego położenia taktycznego Langiewiczowi udało się pokonać siły carskie i wyjść z okrążenia. Po podziale swojego korpusu na mniejsze grupy Langiewicz wyjechał do Krakowa. Zabrał ze sobą Pustowójtównę. Wkrótce zostali aresztowani przez władze austriackie.  Pustowójtówna zwolniona po kilku tygodniach nie zdołała już wrócić do walki. Zamieszkała w Pradze, a później osiadła w Paryżu. Wzięła jeszcze udział w walkach Komuny Paryskiej w 1871 r., zmarła dziesięć lat później w Paryżu  w 1881 roku.

Lucyna ze Skrzyńskich Żukowska urodziła się w Ostrowcu Świętokrzyskim w 1844 r. Wychowana w patriotycznej rodzinie, bowiem ojciec był powstańcem listopadowym, jako niespełna 14 letnia dziewczynka przyrzeka choremu ojcu, że pomści krzywdy doznane przez rodzinę po powstaniu. Już w wieku 16 lat rozpoczęła naukę walki bronią białą i palną u sąsiada, późniejszego powstańca styczniowego. Wstąpiła do ruchu przygotowującego powstanie, pracując w organizacji narodowej jako kurierka. Z chwilą wybuchu powstania włączyła się do walki.  Początkowo pod dowództwem komendanta Wiśniewskiego, a następnie wstąpiła do oddziałów Langiewicza. Były rotmistrz armii rosyjskiej, który był instruktorem wojskowym i dowódcą oddziału kawalerzystów nauczył ją fechtunku i posługiwania się bronią palną. Brała udział w walkach pod Bodzentynem i Kunowem. Po kampanii Langiewicza walczyła pod dowództwem Jana Żalplachty-Zapałowicza, początkowo w Hrubieszowskim, a w maju 1863 r. w oddziałach galicyjskich w Lubelskim. W bitwie pod Tyszowcami (maj 1863) została ranna w prawą łopatkę i trafiła do niewoli. Z pola bitwy zabrał ją pułkownik rosyjski Emanow. Została aresztowana i przewieziona do rosyjskiego szpitala w Zamościu. Po wyzdrowieniu odbyła 7 miesięczny wyrok w twierdzy zamojskiej. Dzięki staraniom rodziny, za poręczeniem, udało się jej wyjść na wolność, bowiem groziła jej zsyłka na Sybir. Napisałem, za wcześniejszymi autorami: dzięki staraniom rodziny. Na czym jednak one polegały. Zapewne jak w przypadku mojego wujka, którego uwolnienie „załatwiła” w czasie okupacji niemieckiej jego siostra, polegało to głównie na „łapówce”. Babcię kosztowała ta sprawa pierścionek z brylantem. Pisząc o uczestnikach powstania zwracamy przede wszystkim uwagę na ofiarę krwi. Ofiary w postaci majątku były równie wielkie.

Później, podczas I wojny światowej Żukowska pracowała w szpitalu w Lublinie, niosąc pomoc rannym i chorym Polakom. Po odzyskaniu niepodległości otrzymała honorowy stopień podporucznika i została wprowadzona do „Imiennego wykazu weteranów powstań narodowych 1831, 1848 i 1863 roku”. Zmarła 5 lutego 1944 roku i została pochowana na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie.

Tragiczna bohaterka powstania Maria Piotrowiczowa urodziła się w 1839 roku w rodzinie ziemiańskiej. Jej ojcem był Zygmunt Rogaliński, powstaniec z 1831 roku, który w powstaniu listopadowym wystawił własny poczet zbrojny, brał udział w wielu potyczkach odnosząc rany. Wuj Marii – Józef Badeński należał do spisku 1830 roku. Mając 17 lat Maria została żoną Konstantego Piotrowicza, wraz z którym działa w polskiej organizacji narodowej na terenie Łodzi. Wychowani w rodzinach o dużych tradycjach niepodległościowych bardzo przeżywali wszystkie wieści o klęskach powstańczych oddziałów i wreszcie postanowili wspomóc czynnie powstanie. Maria Piotrowiczowa wraz z mężem i częścią służby z folwarku pod Łodzią przystąpili do operującego w tamtym rejonie oddziału Józefa Sawickiego, później dowodzonego tymczasowo przez doktora Józefa Dworzaczka. Piotrowiczowa obcięła włosy, założyła powstańczą czamarkę i uzbrojona w broń palną konno wyruszyła do oddziału składającego się głównie z kosynierów, kilkudziesięciu strzelców i niespełna 50 ułanów. Początkowo pełniła służę pomocniczą, ale gdy sytuacja militarna pogorszyła się przeszła do służby liniowej. Oddział w którym walczyła został wytropiony przez garnizon rosyjski stacjonujący w Piotrkowie i 24 lutego 1863 roku Rosjanie zaskoczyli powstańców na skraju lasu w okolicach wsi Dobra. Doszło do obronnej bitwy, w czasie. której powstańcy odparli dwa ataki kozaków. Przy trzecim obrona się załamała. Maria walczyła do ostatniej chwili odrzucając propozycję rosyjskich oficerów poddania się. Do końca broniła podarowanego przez łódzkie kobiety oddziałowego sztandaru. Okrążona przez kozaków jednego zabiła, drugiego raniła, pod trzecim zabiła konia walcząc kosą i rewolwerem. Zginęła od ciosów pik i szabel kozackich. Tragedię jej śmierci potęguje fakt, że Maria była w ciąży. W tej bitwie brały udział i zginęły jeszcze trzy kobiety: Weronika Wojciechowska – służąca z Byszew, Antonina Wilczyńska – robotnica z Łodzi, oraz Katarzyna nieznanego nazwiska.

  Bohaterstwo Marii Piotrowiczowej zasługuje na pamięć, warto przy tym zwrócić uwagę na jedno wydarzenie. Za wydanie rodzinie ciała Marii i pozwolenie przewiezienia go do dworu Moskale zażądali okupu. Wojna była dla okupacyjnych wojsk źródłem dodatkowego zarobku (okupacyjnych, za takie bowiem należy uważać wojska cesarstwa Rosji, dla którego Królestwo było terenem zależnym, swego rodzaju kolonią). Pogrzeb odbył się 28 lutego 1863 r. w rodowej siedzibie Piotrowiczów. W miejscu śmierci bohaterki mieszkańcy wznieśli na skraju lasu postument z napisem Gloria Victis. Śmierć Marii stała się głośna w całym kraju i zapewne dlatego Wydział Wojny Rządu Narodowego wydał 16 kwietnia 1863 r. zakaz przyjmowania do służby liniowej kobiet, które odtąd mogły pełnić jedynie służbę pomocniczą. Ten zakaz nie wszędzie był przestrzegany, a tam gdzie obowiązywał kobiety zgłaszały się do oddziałów w męskim przebraniu.

Wiele kobiet w przebraniu męskim walczyło w oddziale Marcina Borelowskiego „Lelewela”. Należały do nich: Julia Orzechowska, Józefa, Waleria i Bronisława Maciejowskie. Julia Orzechowska w zaciętej bitwie pod Krasnobrodem została ciężko ranna w klatkę piersiową, a dostawszy się do niewoli, została umieszczona w szpitalu wojskowym, z którego po wyzdrowieniu powędrowała na Syberię. Józefa Maciejowska brała udział w bitwach pod Krasnobrodem i Panasówką. W drugiej otrzymała 16 ran od pałasza. Wyniósł ją z pola walki Wojciech Hendzel i umieścił w polskim punkcie opatrunkowym. W bitwie pod Panasówką brała udział  również Teresa Prus-Jezierska. Niestety, nie zachowało się o niej więcej informacji.

W partii „Lelewela” kobiety były sanitariuszkami i łączniczkami: Franciszka Ostrowska z Werbkowic, Joanna Rajska ze Szczebrzeszyna, Michalina Wodzyńska i Aniela Kozłowska. Wspomniana Michalina Wodzyńska „Wanda” miała wówczas zaledwie 16 lat. Codziennie krążyła bryczką między oddziałami Marcina Borelowskiego „Lelewela”, a władzami cywilnymi. W takiej sytuacji znalazła się w bitwie pod Batorzem. Woziła rozkazy, raporty, pieniądze. Służyła także jako kurier w oddziale Mareckiego w dworze Sucholipie. Po śmierci dowódcy wiozła jego ostatni rozkaz, wtedy też została aresztowana i odesłana do Zamościa. Odsiadywała wyrok półtora roku bez światła jako „niebezpieczna polska buntowniczka”. Aniela Kozłowska była stałą łączniczką „Lelewela”. Informowała powstańców o zbliżających się wojskach rosyjskich. Została aresztowana w 1864 r. i uwięziona w zamojskiej twierdzy. Następnie została zesłana na Sybir.

W wydarzeniach niepodległościowych nie zabrakło kobiet wiejskich. Włączały się one do obchodów patriotyczno-religijnych, m. in. w Lublinie,w Horodle. Gotowały posiłki i nosiły je oddziałom powstańczym, stacjonującym w pobliskim lesie. Narażając siebie i swoje rodziny ukrywały poszukiwanych żołnierzy, pomagały im przemieszczać się po okolicy. Chwytały również za kosę i walczyły w bitwach. Często zostawały ranne lub ginęły.

  Aktywność narodowa Polek nie ustała i po klęsce powstania. Przykładem otaczanie więźniów i zesłańców opieką przez tzw. Kumy, czyli Emilię Heurichową i jej cztery córki, Pelagię Zgilczyńską (narzeczoną Jarosława Dąbrowskiego), Wandę Umińską i jej siostrę Jadwigę Wolską. Wszystkie one uczestniczyły aktywnie w pracach organizacji narodowych, następnie wzięły na siebie ciężar dostarczania więzionym w Cytadeli żywności. Czuwały także na dworcu kolejowym, starając się zapewnić każdemu transportowi zesłańców żywości i zaopatrzenie na daleką drogę. 

Swój stosunek do powstania i jego klęski  kobiety okazywały poprzez ubiór. Jako symbol cierpienia i żałoby narodowej nosiły czarny strój, czarną biżuterię i krzyżyk. Biżuteria patriotyczna z okresu powstania styczniowego najczęściej była wytwarzana z pospolitych materiałów, takich jak drewno, żelazo lub szkło. Jako symbol wierności Bogu i ojczyźnie noszono krzyżyki, obrączki, pierścienie, naszyjniki oraz broszki.

Noszenie żałoby na terenie Królestwa Polskiego wymagało odwagi. Za to „przewinienie” władze rosyjskie wprowadziły kary pieniężne. Zdarzało się, że kobiety w czerni zabierano na posterunek policji, kazano zdejmować suknie i w zamian dawano stroje zabrane aresztowanym prostytutkom czy złodziejkom. Oberpolicmajster Warszawy wydał rozporządzenie w 1864 roku o rodzaju dozwolonych ubrań. Interpretował on wszelkie odcienie i szczegóły, zarządzając, np. że ani kolorowa kokarda przy czarnym kapeluszu, ani biały kolor kapelusza nie sprawiają, iż strój nie jest nie-żałobny.

Nie sposób w krótkim artykule wymienić nazwiska i czyny wszystkich Polek-patriotek. Na zakończenie jednak, podobnie jak i we wstępie, pozwolę sobie na pewne dygresje. Po raz pierwszy pisałem o Powstaniu Styczniowym w 1978 roku do „Rejsów”, wydawanych wówczas jako dodatku do „Dziennika Bałtyckiego”. Pamiętam ten fakt, gdyż był to jeden z pierwszych moich artykułów i został on przez ówczesnego redaktora naczelnego „Rejsów” okaleczony. Nadałem swym ówczesnym rozważaniom tytuł „Klęski i świadomość”, w gazecie dostrzegłem tytuł „Tragizm i skutki” – głupszego tytułu – w mojej ówczesnej ocenie wymyślić było nie sposób. W tekście pisałem, że przez powstanie przewinęło się około 300 tysięcy powstańców, w artykule przeczytałem, że było ich 30 tysięcy. Później czytając o powstaniu zwracałem uwagę na liczebność jego uczestników. Dziś czytam o 200 tysiącach. W noc styczniową było ich zaledwie (prawdopodobnie, bo podawane liczby są różne) około 6 tysięcy. Później jednocześnie zapewne nie wiele więcej niż 20-30 tysięcy w różnych miesiącach. Jak możemy zauważyć nawet na przykładach przytoczonej tu aktywności kobiet, powstańcy często zmieniali oddziały.

Pozostawmy jednak liczby. Ważniejszą jest kwestia wpływu powstań na rozwój naszej świadomości narodowej. Na pewno ówczesne wydarzenia odbiły się na niej wyraźnym piętnem. Niesienie ofiary dla ojczyzny stało się dla wielu naczelnym przykazaniem. Wydarzenia powstania pozostały w naszej pamięci. Na ich temat powstało wiele dzieł. Później, po upadku Powstania Styczniowego, Polacy z zaboru rosyjskiego (bo przecież powstanie ogarnęło wszystkie ziemie polskie wcześniejszej Rzeczypospolitej znajdującej się pod zaborem rosyjskim, nie tylko Królestwo Polskie) oraz pozostałych zaborów wybrali inną drogę do zachowania swej tożsamości. Pozytywizm, walkę u podstaw, odbudowę polskiej gospodarki i krzewienie kultury polskiej.

Każda z tych dróg prowadzić miała do jednego celu. Do odzyskania niepodległości. Tę odzyskaliśmy wraz z upadkiem idei imperializmu i monarchii absolutnych, które były tej idei twórcami.

                                                   Piotr Kotlarz

Ilustracja: Polonia – Rok 1863, obraz Jana Matejki z 1864. Wikipedia.