Droga historyka. Wywiad z profesor Mary Lindemann / Christian Nash

0
606

Mam nadzieję, że wywiad Christiana Nasha z prof. Mary Lindermann zainteresuje nie tylko historyków, ale też wszystkich czytelników WOBEC. Dla mnie kontakt z tej klasy umysłem, choćby tylko za pośrednictwem tekstu, był swego rodzaju intelektualną ucztą.

P.K.

Jest tak wiele informacji (i jest to jedno z prawdziwych zagrożeń Internetu), a zbyt wiele z nich wprowadza w błąd lub po prostu jest błędne. Błędne informacje są niebezpieczne. To właśnie tam szerokie humanistyczne wykształcenie pomaga rozeznać, co jest dobrą informacją, a co nie, i jak odróżnić jedną od drugiej.

Mary Lindemann

 

Droga historyka. Wywiad z profesor Mary Lindemann, byłą przewodniczącą American Historical Association i German Studies AssociationNash ChristianCentral College.

Miałem zaszczyt rozmawiać wirtualnie z profesor Mary Lindemann w maju 2021 r. Profesor Lindemann jest profesorem historii nowożytnej, historii Niemiec, i Historii Medycyny na Uniwersytecie w Miami, a także byłego prezesa American Historical Association (2020) i German Studies Association (2019). Rozmawialiśmy na różne tematy, w tym o tym, jak jej pasja do historii napędzała jej studia i karierę oraz na temat pandemii w historii. Ten wywiad został zredagowany pod kątem długości i przejrzystości.

Nash

Chciałbym zacząć od usłyszenia trochę więcej o Tobie. Jakie są twoje korzenie? Co sprawiło, że zainteresowałeś się historią?

Profesor Lindemann

Cóż, zacznę od małego tła, nie żeby było to szczególnie interesujące czy ekscytujące. Jestem pierwszą osobą w mojej rodzinie, która poszła na studia i z pewnością pierwszą osobą w mojej rodzinie, która uzyskała stopień doktora lub napisała pracę naukową. Myślę, że jest to „historycznie” dokładne, chociaż nie przysięgam na to na stosie czegokolwiek. Jestem też, jak sądzę, pierwszą osobą w mojej rodzinie, która ukończyła szkołę średnią. Ludzie często zadają mi pytanie: „Jak zacząłeś interesować się historią?” lub „Co skłoniło cię do studiowania historii?” Często zastanawiałem się nad tym pytaniem i czuję, że tak naprawdę nie mam dobrej odpowiedzi. Wszyscy mówią, że był wpływ dobrego nauczyciela lub czytanie konkretnych książek. Miałam tych dobrych nauczycieli i na pewno pochłaniałem dużo książek, zwłaszcza powieści. Myślę jednak, że podstawy mojego zainteresowania historią sięgają jeszcze dalej. I myślę, że winię za to mojego dziadka. Dziadek czytał mi zarówno historie, jak i mitologie. Oba gatunki lubię tak samo. Kiedyś rzeczywiście myślałam o tym by zostać klasykiem, a World Book Encyclopedia odegrała centralną rolę w mojej wczesnej „edukacji”. World Book Encyclopedia była czymś w rodzaju Encyclopedia Britannica, chociaż miała też bardziej pedagogiczny ton i treść, i była nieco bardziej ukierunkowana na samokształcenie i samodoskonalenie. Oprócz regularnych definicji tego, czym były substancje krystaliczne lub kim był Jan I z Anglii, zawierała również historie. Były to historie z mitologii greckiej. Były historie z mitologii nordyckiej. Krążyły opowieści o wojnach napoleońskich. Nie mam na myśli tylko narracji, ale historie, takie jak fragmenty „Wojny i pokoju”, napisane na poziomie, który ma sens w kontekście tego, co twórcy World Book Encyclopedia chcieli osiągnąć. Nasz dom był zawalony książkami. Moja mama i babcia były szczególnie żarłocznymi czytelnikami fikcji historycznej i pamiętam, jak moja babcia powoli przedzierała się kilka razy przez całe wielotomowe historie d’Artagnana Aleksandra Dumasa. Tak więc zostałam przedstawiona całemu temu światu w młodym wieku. Chociaż profesjonalni historycy często szydzą z fikcji historycznej, nie jest to zły sposób na rozpoczęcie. Pamiętam mojego przyjaciela mediewistę, który po prostu kochał Tolkiena i wszystkie mitologie. Tak więc w pewnym stopniu proces czytania i łatwość, z jaką bardzo szybko nauczyłam się czytać, ułatwiły mi zostanie historykiem.

Nash

Czytałem, że pierwotnie planowałeś specjalizację z pre-med (studia licencjackie, przed studiami medycyny) lub czegoś medycznego, a podczas studiów licencjackich zdecydowałeś się to zmienić. Dlaczego? Czy po prostu tak bardzo kochałeś historię, czy było to coś innego?

Profesor Lindemann

Znowu, to jedna z tych rzeczy, że kiedy wracasz pamięcią i próbujesz ją zrekonstruować, nie możesz znaleźć tego momentu „aha”. Myślę, że w grę wchodziło kilka rzeczy. Miałem okropny czas, ucząc się rachunku różniczkowego. Byłam w tym po prostu okropna. Chemia organiczna po prostu nudziła mnie do łez, absolutnie do łez. Myślę, że miałem całkiem dobrego nauczyciela chemii organicznej, ale to było takie bolesne. Oczywiście musiałam to zrobić, jeśli chciałam dostać się do szkoły medycznej. To były czasy, kiedy miałeś wymagania dotyczące dostępu. Trzeba było przejść pewien kurs historii i kurs angielskiego. Moi nauczyciele historii byli dobrzy. Niektórzy z nich byli trochę dziwni, jak wszyscy, ale wielu było doskonałych. Decyzja o kontynuowaniu historii nie była nagła; po prostu zdecydowałem, że naprawdę nie chcę zajmować się chemią organiczną, potem chemią analityczną, potem biologią i biochemią, a potem wszystkim innym, co jest potrzebne, aby dostać się do szkoły medycznej. Inną rzeczą, która się wydarzyła, było to, że na studiach bardzo mnie zainteresowała w historia medycyny. Jeśli widzieliście moje publikacje, wiecie, że dość obszernie pisałam o historii medycyny. Uniwersytet Cincinnati, który jest moją alma mater, miał bardzo dobrego historyka medycyny, który był dość znany zarówno w kraju, jak i za granicą. Był dziwny, ale interesujący, co pozwoliło mi bezboleśnie przejść z medycyny do historii medycyny. Myślę, że wiele osób ma bardzo wyraźne momenty, kiedy wszystko się zmieniło. Doświadczają czegoś w rodzaju mentalnego trzęsienia ziemi i postanawiają: „Chcę to zrobić”. Nie sądzę, żeby to mi się przydarzyło. Dużo się bawiłam, ale nadmiar zabawy nie jest złą rzeczą pedagogiczną. Uczęszczałam na języki. Czytałam dużo literatury angielskiej. Studiowałam trochę filozofii, trochę psychologii społecznej. Myślałam, że wykorzystam psychologię społeczną do studiowania historii, ale uznałam, że to zbyt redukcjonistyczne. Nie mogę nawet powiedzieć o studiach, że byłam szczególnie dobrą studentką. Byłam dobra w wielu rzeczach i dość dobra w innych. Ale myślę, że fakt, że czytałam dużo literatury, miał ogromny wpływ na moje życie i karierę.

Nash

Początkowo koncentrowałaś się bardziej na pre-med, ale potem zdecydowałaś się kontynuować historię medyczną. Co skłoniło cię do skupienia się na historii w swojej karierze?

Profesor Lindemann

Na ostatnim roku napisałam pracę z wyróżnieniem, potem poszłam na studia podyplomowe i myślę, że ten proces, prawie przez osmozę, zrobił ze mnie historyka. Chciałbym móc podać wam naprawdę dobre intelektualne powody moich wyborów, ale mogę powiedzieć, tylko tyle że zawsze byłam ciekawa ludzi i tego, dlaczego zachowują się i myślą tak, a nie inaczej. Historia to dla mnie ludzie, jednostki, a nie struktury, decyzje, a nie trendy. Z takim szerokim, choć nieco eklektycznym wykształceniem w zakresie sztuk wyzwolonych, jakie posiadałam, mogłam zrobić coś innego. Prawdopodobnie mógłabym zająć się literaturą. Może magłabym zająć się filozofią. (Wątpię w to.) Zostanie historykiem dało mi również możliwości, których nigdy nie miałam, kiedy byłam młoda. Urodziłam się w Cincinnati w stanie Ohio i rzadko wyjeżdżałem z Ohio aż do późnych lat dwudziestych. Szkoła podyplomowa dała mi możliwość wyjazdu do Niemiec, co było po prostu cudowne. Wiele lat swojego życia spędziłem w Niemczech. Kocham to! Uwielbiam wracać! Moje pierwsze prawdziwe doświadczenie naukowe miało miejsce, kiedy poszłam zrobić badania do mojej pracy doktorskiej; Prawie nie wróciłem. Poważnie rozważałam pozostanie w Niemczech i zrobienie tam kariery. Teraz wracam do Niemiec tak często, jak to możliwe. Nie jestem pewna, czy zawsze bym się do tego przyznała, ale myślę, że w środowisku akademickim istnieje również styl życia. Nie mam tu na myśli stylu życia, jaki widzisz w magazynach lifestylowych, ale raczej poczucie tego, jak chcesz spędzać czas i jak chcesz wykonywać swoją pracę. W życiu profesjonalnego historyka spędza się dużo czasu samotnie, wpatrując się w ekran komputera lub w archiwum zamarzając na śmierć, bo nikt nie włączył ogrzewania. Jeśli nie jesteś w tym dobry, jeśli nie jesteś dobry w autokorekcie, prawdopodobnie nie jest to dobry wybór życiowy. Jednak jestem całkiem dobra we wszystkich tych rzeczach. Pamiętam, jak jeden z moich wczesnych profesorów powiedział: „Lubię archiwizować”. Pomyślałem „O Boże”, co się stało z tym biedakiem, że wypełnianie dokumentów stało się światłem jego życia. Potem nagle odkryłem, że ja też lubię segregować, a przynajmniej organizować sprawy niezbędne do napisania na przykład dobrej książki. I choć brzmi to dziwnie, uważam to za czynność twórczą, a nie mechaniczną. Lubię przenosić rzeczy i układać je w nowe wzory. Oczywiście teraz robię to na ekranie komputera.

Nash

Wspomniałaś o studiowaniu i prowadzeniu badań w Niemczech. Co skłoniło cię do wyjazdu do Niemiec na badania?

Profesor Lindemann

Ten wybór był właściwie intelektualny. Do tej pory czuję, że brzmiałam bardzo mało jak „prawdziwy intelektualista” lub naukowiec. Bardzo zainteresowałem się Niemcami, kiedy byłem na studiach w latach siedemdziesiątych. W owym czasie historia społeczna była oczywiście końcem wszystkiego i była wszystkim. To już nie jest takie prawdziwe, ale w tamtym czasie (koniec lat 60. i 70.) zdominowała dyscyplinę. Było duże zainteresowanie czynieniem dobra i pisaniem historii, która pomogłaby zmienić świat. Teraz nie jestem tego pewna; jednak w tamtym czasie zrobiło to różnicę. W ten sposób zainteresowałam się historią ubóstwa i pomocy biednym. Dowiedziałem się, że w Hamburgu powstała jedna z pierwszych wielkich miejskich instytucji pomocy dla ubogich. Zaczęło się na początku XVIII wieku, a następnie skrystalizowało pod koniec stulecia. Pomyślałam: „Ach, nikt jeszcze nad tym nie pracował”. W ten sposób połączyłam zainteresowanie wyjazdem do miejsca takiego jak Hamburg, gdzie nigdy nie byłam, z dreszczykiem emocji związanym z przeglądaniem oryginalnych źródeł, nad którymi pracowało niewiele osób. To była moja pierwsza książka. To jeden z powodów, dla których pojechałam do Niemiec. Niezmiennie każdego niemieckiego naukowca, każdego niemieckiego profesora o niemieckim nazwisku lub pochodzeniu rodzinnym pyta się: „Czy chciałeś studiować w Niemczech ze względu na swoje niemieckie korzenie?” Nie, nie bardzo. „Cóż, nie chcesz poszukać swoich krewnych?” Nie, nie bardzo.

Nash

Chciałbym zagłębić się nieco w temat archiwów i fizycznych rękopisów, które się w nich znajdują. W ciągu ostatnich kilku dekad obserwowaliśmy dość stałe przechodzenie do bardziej cyfrowych baz danych, stron internetowych, kolekcji itp. Teraz możesz po prostu wyszukać źródła na ekranie komputera i nie musisz udawać się do fizycznej lokalizacji. Co tracimy z tym przejściem? Myślisz, że to jest pozytywne czy negatywne?

Profesor Lindemann

Niemcy mają na to świetne słowo. Nazywa się „jein”. To połączenie „ja” i „nein”, tak i nie. Słuchajcie, nie da się zaprzeczyć, że pod wieloma względami digitalizacja źródeł umożliwiła badania ludziom, którzy wcześniej nie mogli tego robić. Jest to szczególnie ważne i przydatne dla osób, które studiują na małych uniwersytetach i uczelniach, które nie mają zasobów i wspaniałego wyposażenia bibliotecznego Princeton, Harvard, Berkeley lub innej czołowej instytucji. Umożliwia tym ludziom prowadzenie podstawowych badań. Co więcej, umożliwia uczniom prowadzenie podstawowych badań w sposób, jakiego nigdy nie byliby w stanie zrobić, zanim źródła te stały się tak łatwo dostępne. Umożliwia to również osobom, które mają inne obowiązki, prowadzenie oryginalnych badań. Ludzie biorą ślub. Mają dzieci, kupują psa, kupują dom albo nie mają pieniędzy, żeby wyjechać na pół roku lub rok, żeby zaszyć się w archiwum. Mogą teraz robić rzeczy w źródłach, których nigdy wcześniej nie mogli robić. Jednak są też wady. Myślę, że niektóre wady są nieodłącznie związane ze sposobem digitalizacji, podczas gdy inne wynikają z błędnego postrzegania przez ludzi korzystających ze źródeł cyfrowych. Pamiętaj, że ktoś (lub kilka osób) musi podjąć decyzję o tym, co zostanie zdigitalizowane, a co nie. Istnieje wiele, wiele rzeczy, które pozostały poza obiegiem cyfrowym. Na przykład możesz zdigitalizować wszystkie akta parafialne dla małego miasta. To świetne, wygodne i przydatne. Zdigitalizowane akta seryjne, takie jak akta notarialne, są wspaniałe, ponieważ można ciągle do nich wracać i sprawdzać. A potem masz całe archiwum (lub jego ogromną część) dosłownie za jednym kliknięciem myszy. Na przykład intensywnie pracowałem w archiwach notarialnych w archiwum w Amsterdamie, które są teraz zdigitalizowane. To jest bardzo łatwe. W każdej chwili mogę do nich wrócić i bawić się nowymi pomysłami. Niewiele brakuje, chociaż nigdy nie jest to „wszystko”. Jednak w przypadku zdecydowanej większości archiwów, biorąc pod uwagę niewiarygodną ilość zasobów, o których tu mówimy, można zdigitalizować tylko pewną ich ilość, często bardzo mały skrawek. Ludzie wybierają to, co umieszczają w cyfrowym archiwum. Nie bądźmy teraz głupi w tej sprawie. Archiwiści zawsze wybierali i selekcjonowali to, co ma być zachowane, a co nie. To, co jest w budynku archiwum, czy w zbiorach archiwum, to też podsekcja i „czyjś” wybór. Jednak ludzie, którzy pracują w archiwach, chodzą tam i siadają, porządkują dokumenty i brudzą sobie palce. Myślę, że niektórzy studenci i doktoranci popełniają błąd, myśląc, że zdigitalizowane źródła są „archiwum”. To nie jest archiwum; to część archiwum i zbiór niektórych źródeł. Oczywiście może być bardzo ważny. Inną rzeczą, która się wydarzyła, co moim zdaniem jest czasami zgubne, jest sprawa używania aparatu do robienia cyfrowych zdjęć dokumentów. Nie ma zasadniczo nic złego w spędzaniu czasu w archiwum na „klik, kliknij, kliknij”, chociaż jest to miażdżąco nudne. Wykonanie zdjęcia cyfrowego dokumentu, który jest bardzo ważny, sprawi, że będziesz chciał do niego wrócić, kiedy zajdzie taka potrzeba. Często jednak jedna z dwóch rzeczy przytrafia się studentom, którzy robią dużo zdjęć w archiwach. Po pierwsze, nie mają tego, czego naprawdę potrzebują, ale brakuje im czasu i pieniędzy, aby wrócić. Po drugie, nie używają tego, co zdobyli, jako obrazów i dlatego zmarnowali mnóstwo czasu. Myślę, że robienie zdjęć najlepiej sprawdza się u osób, które już wiedzą, co robią, a konkretnie czego potrzebują. Kiedy latem 2018 roku opuszczałem archiwum w Poczdamie, było kilka źródeł, do których musiałam zajrzeć. Wiedziałam, że to ogromna kolekcja, ale wiedziałam, czego potrzebuję, ponieważ wykonałam już dużo pracy w innych krytycznych zbiorach. Siedziałam tam przez tydzień i skanowałam rzeczy, o których wiedziałam, że chcę je ocenić. Nie chodziło tylko o zeskanowanie każdego dokumentu, którego mogłam użyć; Skanowałam to, co wiedziałam, że potrzebuję. I tak naprawdę prawdopodobnie nie wykorzystam każdego z tych dokumentów, a może nawet jednej czwartej. Uważam też, że bardzo ważne jest, aby historycy sięgali do archiwów. Jeśli pracujesz poza Stanami Zjednoczonymi, a nawet jeśli pracujesz w Stanach Zjednoczonych, ważne jest, aby przebywać w społeczeństwie, w którym te dokumenty zostały utworzone i zachowane. Pracuję teraz z pewnymi osobliwymi dokumentami, które są bardzo fragmentaryczne i napisane w najstraszliwszym niemieckim, jaki można sobie wyobrazić. Okropna ortografia. Myślę, że nie byłbym w stanie tego teraz robić, gdybym nie nabyła przez wiele lat łatwości posługiwania się językiem płynącym z mówienia do ludzi, a nie tylko z czytania dokumentów. W ten sposób dowiesz się dużo o społeczeństwie i to też jest ważne. Innym powodem jest to, że często czytasz coś w dokumencie archiwalnym i myślisz: „To interesujące; Chciałabym wiedzieć więcej. Jeśli patrzysz na ekran komputera w Houston, Boise, Chapel Hill, Sacramento lub Iowa City, co zamierzasz zrobić? Nie można śledzić tego pomysłu bez powrotu do źródeł, czyli do archiwum. Ale siedząc tam w archiwach, mogę wyciągnąć inwentarz i natychmiast podążać za tropem. Zdarzyło mi się to wiele razy i często całkowicie przekształciło mój projekt i na lepszy. Potykam się o coś, a potem idę dalej i wątek, cienki wątek, który, jak sądziłem, może być po prostu interesującym przypisem, okazuje się być rozdziałem, a nawet całą książką. „Spędzanie czasu” w archiwach ma jeszcze jedną zaletę. Aby czas spędzony w archiwach był produktywny, musisz zrozumieć, w jaki sposób (według jakich kryteriów, zasad) zostało ono utworzone.  Nabywasz tę wiedzę będąc tam. Cyfrowy ekran to cyfrowy ekran. To wszystko wygląda podobnie. Nie żebym nie używała zdigitalizowanych nagrań. Używam ich cały czas. Pół życia spędzam w Internecie. Po prostu myślę, że są plusy i minusy i nie ma jednej właściwej drogi. Inną rzeczą, której doświadczyli wszyscy ludzie, którzy pracowali w archiwach, jest pierwszy tydzień archiwalnego upokorzenia, w którym nic nie wiesz. Pracowałem w wielu archiwach, więc w pewnym sensie wiem, jak się w nich poruszać. Jednak za każdym razem, gdy wchodzę do kolejnego, coś schrzanię. Zamówiłam coś nieprawidłowo; usiadłam na niewłaściwym miejscu; albo kichnęłam w złym kierunku. Każde archiwum ma swoje własne zasady i etykietę, a nawet własne nawyki i dziwactwa. Ktoś z personelu niezmiennie rzuca się na mnie i mówi: „Nie możesz tego zrobić”, tak jak wiedziałam. Gdy już sobie z tym poradzisz, stajesz się kimś w rodzaju insidera i cieszysz się, że zdobyłeś trochę wiedzy. To zabawne, choć czasami jest frustrujące, zimne i niewygodne. Jeśli masz pecha, przy twoim stole siedzi ktoś, kto tydzień temu potrzebował kąpieli. Archiwiści dysponują szeroką gamą, od niezwykle pomocnych i niezwykle kompetentnych do tych, którzy cierpią z powodu bólu w tylnych częściach ciała.

Nash

Tego lata odbywam staż w archiwum w muzeum w Wisconsin o nazwie Hoard Dairyman Museum. Zajmuje się głównie rolnictwem, w szczególności hodowlą bydła mlecznego, ale jestem też historycznym społeczeństwem naszego regionu. Chciałbym zapytać, jakie polecacie rzeczy, które powinienem wypróbować i wynieść z pracy w archiwum?

Profesor Lindemann

Cóż, z pewnością dowiesz się trochę o tajnikach funkcjonowania archiwów. Małe archiwum specjalistyczne to nie to samo, co duże archiwum państwowe, ale to dobrze. Tak ma być, a jeszcze dowiecie się, jak archiwiści myślą i co sądzą o tym, jak uporządkować materiały. Inną rzeczą, której się nauczysz, jest znajdowanie rzeczy. Znalezienie rzeczy w archiwach nie zawsze jest łatwe. Jeśli zaczniesz od małego, szybciej stanie się jasne. Większe działają mniej więcej w ten sam sposób. Niemieckie archiwa są nadal zorganizowane przez system pruski, a kiedy już to złamiecie, w pewnym sensie to zrozumiecie. Poproś ludzi, którzy tam pracują, aby pokazali, jak rzeczy są zorganizowane i jak dokonują wyborów dotyczących tego, co oszczędzać, a czego nie. To czyni cię lepszym badaczem i naprawdę da ci wiele wglądu, który będzie dla ciebie bardzo cenny, jeśli kiedykolwiek zajmiesz się tym bardziej profesjonalnie. Interesuje mnie, że jest to stowarzyszenie i archiwum mleczarzy/historyków. Historia rolnictwa jest jedną z najbardziej zaniedbanych i ważnych historii, nad którymi ludzie po prostu nie pracują wystarczająco. To niezwykle ważne. Krowy są ważne. Świnie są ważne. Nie chodzi mi tylko o pisanie o tym, jak karmić świnie. Na przykład jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam o historii średniowiecza, zatytułowana Legiony świń, pokazuje, jak bezwzględnie ważne były świnie, nie tylko dla łańcucha pokarmowego w średniowiecznym świecie, ale także dla całej koncepcji tego, jak ich świat działał. To fascynujące. Kto by pomyślał, że ktoś mógłby napisać 400-stronicową historię świń, która jest absolutnie porywająca?

Nash

To świetna rada i podejście. Chciałbym porozmawiać też na temat twojej działalności jako prezesa AHA (Amerykańskiego Stowarzyszenia Historycznego). Co bycie prezesem AHA oznaczało dla ciebie osobiście i zawodowo?

Profesor Lindemann

Pamiętam, jak skontaktowała się ze mną komisja nominacyjna. Byłam wtedy w Niemczech. Zadzwonili do mnie i powiedzieli: „Chcielibyśmy nominować cię na prezydenta elekta”, a ja powiedziałam: „Czy masz zły numer?” Potem powoli zaczęło to docierać. Wybór przez komisję nominacyjną złożoną z ludzi, którzy nie są tylko niemieckimi historykami czy historykami medycyny, był wielkim zaszczytem. Bycie prezesem AHA dało mi również szansę poznania wielu ludzi, których normalnie bym nie spotkała. Mam powiązania z wieloma europeistami i niemieckimi historykami. Spotykam wielu wczesnych modernistów. Jednak zazwyczaj nie spotykam zbyt wielu historyków spoza Zachodu. Nie kontaktuję się z ludźmi, którzy pracują nad rdzennymi i rodowitymi mieszkańcami. Nie dlatego, że ich lekceważę. Chodzi o to, że nasze ścieżki rzadko się krzyżują. Jako prezydent stajesz się również niezwykle świadomy różnych nurtów intelektualnych, a także różnych nurtów politycznych w zawodzie. Czasami jest to trochę edukacja; nagle myślisz: „Ups, w ogóle tego nie zrozumiałam”. Ale tak się uczysz. Widzisz też, jak działa ten zawód. AHA odgrywa wielką rolę we wspieraniu stypendiów i nauczania, ale jest również zaangażowana w orzecznictwo. W ciągu ostatnich dwóch lat dokonaliśmy wiele orzeczeń zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym. Staraliśmy się uniknąć zamykania wydziałów historii i zwalniania etatowych wykładowców. Protestowaliśmy także przeciwko szykanowaniu historyków, a nawet ich uwięzieniu na całym świecie. Na przykład opublikowaliśmy oświadczenie w sprawie Black Lives Matter. Jest to rodzaj działalności orzeczniczej, w którą jako historyk spoza Ameryki jestem zwykle mniej zaangażowana. Nauczyłam się wiele o tym, jak działa amerykański rząd. Oczywiście wzywano mnie do udzielania informacji, jak pracuje rząd polski czy rząd niemiecki i jak się tam zwracać do urzędników. Poznałam wielu naprawdę wspaniałych ludzi z niesamowitymi talentami. To była kolejna wielka korzyść. Inną rzeczą jest to, że spotkałem wielu ludzi, których pomysły w normalnych okolicznościach uznałbym za naprawdę głupie, ale które w rzeczywistości nie były takie głupie, kiedy się z nimi rozmawiało. Niekoniecznie ostatecznie się z nimi zgadzałem, ale ich stanowiska były rzeczywiście interesujące i z pewnością warte przemyślenia. To nadchodził zarówno z lewej, jak i z prawej strony. Doceniam również możliwość pomocy ludziom w trakcie ich karier w historii. Lubię pomagać nie tylko początkującym, ale także osobom na każdym szczeblu kariery zawodowej i zachęcać ich do myślenia o rzeczach, które będą dla nich skuteczne i ułatwią im życie oraz wzbogacą ich doświadczenia intelektualne. Dowiedziałam się wszystkiego o trudnościach, z jakimi borykali się niezależni uczeni, i o równie wielkich trudnościach, z jakimi borykają się na co dzień uczeni marginalnie zatrudnieni. Krótko mówiąc, zdobyłam znacznie szersze wyczucie historyków i wiedzy historycznej, od tego, które miałam, zanim zostałam prezydentem.

Nash

Chciałbym przejść do rozmowy o pracy ze studentami studiów licencjackich. Czy w świecie, w którym przedmioty akademickie, takie jak STEM, zajmują pierwsze miejsce w wielu szkołach, możesz mówić trochę o nauczaniu młodszych pokoleń o znaczeniu historii?

Profesor Lindemann

Mogę zacząć od czegoś, co wyda się bardzo intelektualną wypowiedzią z wieży z kości słoniowej. Edukacja w college’u nie polega na zdobywaniu umiejętności; chodzi o zdobycie wykształcenia. Poczucie wartości liberalnej edukacji, jeśli nie jesteś tego świadomy, a jestem pewna, że nie, naprawdę się skurczyło. STEM jest ważny. Nauka jest ważna, matematyka jest ważna, inżynieria jest ważna; wszystkie te rzeczy są ważne, podobnie jak zdobywanie umiejętności. Nie twierdzę, że tak nie jest, ale często przekazują zestaw umiejętności, a nie szerokie wykształcenie. Jestem wielką zwolenniczką szerokiej edukacji. Jednak mogę też przedstawić inne argumenty i jestem pewna, że niektóre z nich słyszałeś. Jedną z rzeczy, które wiemy, jest to, że ludzie, którzy kończą studia z tytułem licencjata z historii, dostają równie dobrą pracę, jak ludzie, którzy kończą studia z biznesu. Myślenie krytyczne jest czymś, czego uczy historia i czego poszukują pracodawcy. Chciałbym wskazać kolejny dobry argument, którego można użyć nie przeciwko STEM, ale w dyskusjach z rzecznikami STEM. STEM jest postrzegany przez wielu jako sposób na uratowanie świata? Zmiana klimatu, zwiększona produkcja towarów i usług, sztuczna inteligencja, medycyna, co tylko zechcesz, STEM to zrobi, prawda? Jeśli jednak o tym pomyślisz, zdasz sobie sprawę, że problemów świata nie da się rozwiązać wyłącznie środkami technicznymi. Rozwiążesz je przekonując ludzi do robienia pewnych rzeczy, a nie zrobisz tego tylko dzięki samej nauce. Teraz po prostu żyliśmy i nadal żyjemy przez COVID. Jest tam dużo nauki. Uwielbiam Fauciego. Jednak nie stoi on tam z diagramem wirusa. Odwołuje się do społecznych i ludzkich trosk ludzi. Mówi o tym, jak działa zdrowie publiczne. Mówi o tym, jak wszyscy ponosimy odpowiedzialność za innych, a nie tylko za siebie i swoje rodziny. Lepiej zaszczepić się którąkolwiek z dostępnych szczepionek niż nie, jeśli nie chcesz zachorować na COVID. Aby przekonać tych, którzy twierdzą, że ich „prawem wyboru” jest szczepienie się lub nie, musisz przedstawić argumenty, które przemawiają do nich jako istot ludzkich. Jak widzieliśmy w ciągu ostatnich miesięcy, nie wystarczy powiedzieć: „Słuchaj, nauka mówi…”. Musimy przedstawić silniejsze argumenty na temat tego, co jest dobre dla społeczności, co jest dobre dla twoich starszych rodziców i co jest dobre dla twojego dziecka. Dzieci. Wymuszone szczepienia nigdy nie działały zbyt dobrze, ale w obecnej sytuacji związanej z pandemią rzeczywiście może istnieć dobry powód, aby zastosować silniejsze środki w celu przekonania ludzi do szczepienia, takie jak szczepienie potrzebne do pójścia do pracy, obejrzenia filmu, zjedzenia posiłku w restauracja, iść do szkoły. Trzeba przekonać ludzi, że tego właśnie chcą, że to jest dobre dla nich, dla ich dzieci, dla ich rodzin i dla społeczeństwa, w którym żyją. To nie jest STEM. To argument humanisty.

Nash

Wspomniałeś o „przymusowych szczepieniach” i o tym, jak w historii nie było to zbyt udane. Jakie inne wzorce lub trendy w historii mogą nam pomóc w radzeniu sobie z COVID?

Profesor Lindemann

Napisałam felietony w Perspectives on History, czasopiśmie AHA. Powiedziałam: „Nie piszmy teraz historii COVID”. Nie wiemy wystarczająco dużo; potrzebujemy więcej dystansu. Myślę, że to bardzo ważne. Myślę, że humaniści wiedzą, a przynajmniej powinni wiedzieć, żeby nie umniejszać pomysłów innych ludzi. Często istnieje wiele nieporozumień dotyczących tego, jak zachowywali się ludzie w przeszłości. Jeśli rozumiesz, jak rozwijały się te błędne wyobrażenia o zachowaniu w przeszłości, możesz mieć trochę więcej współczucia i zrozumienia, jak zmieniać rzeczy i jak przesuwać rzeczy w tym czy innym kierunku.

Mogę podać bardzo dobry przykład. W XVIII wieku zamiast szczepień przeciwko ospie, stosowano wszczepianie ospy (Szczepionka ta polegała na podawaniu żywych, wirulentnych wirusów krowianki (nie ospy prawdziwej)). Podczas wszczepiana zarażasz kogoś prawdziwą ospą. Było wiele sprzeciwów wobec tego, chociaż wydawało się bardzo jasne, że ludzie, którzy zostali poddani temu zbiegowi, mieli znacznie większe szanse na przeżycie niż ludzie, którzy nie zostali mu poddani. Istnieje wiele biologicznych powodów, dla których szczepienie jest mniej niebezpieczne, ale ludzie, którzy patrzyli na to sceptycznie, mówili: „Tak, ale ludzie zaszczepieni ospą prawdziwą chorują na ospę, co oznacza, że mogą ją rozprzestrzeniać”. Argument ten nie był ani nielogiczny, ani błędny. Słyszymy o sprzeciwach religijnych. Cóż, czasami te obiekcje wcale nie są religijne, ale oparte na wiedzy i dobrym przemyśleniu problemu. Jako historyk medycyny obserwuję to cały czas. Spoglądamy wstecz na to, co ludzie robili w medycynie przed połową XX wieku i mówimy: „O mój Boże, średniowiecze”. Ten rodzaj agonii, rodzaj niemożności zrobienia czegokolwiek dla kogokolwiek poza zapewnieniem prostej opieki pielęgniarskiej był po prostu okropny. Ludzie myślą, że ci ludzie byli głupi. To znaczy, kto mógłby uwierzyć, że trąd został spowodowany jedzeniem surowego mięsa? Kto mógłby uwierzyć w coś tak głupiego? Ale nie byli głupi. Musicie zrozumieć, dlaczego wierzyli w te rzeczy. Myślę, że tego może nas nauczyć historia medycyny, no cóż, historia w ogóle.

Nash

To lekcja na czasie. Większość sporów, które toczą się obecnie na całym świecie, jest pogarszana przez hiperpartyzanckie i wewnętrzne walki. To po prostu niezdolność ludzi do zrozumienia, że są tacy, którzy wierzą w różne rzeczy i dzieje się tak z pewnych powodów.

Profesor Lindemann

W tym miejscu historia i badania humanistyczne mogą zrobić prawdziwą różnicę. Patrzysz na to, jakie informacje otrzymujesz i skąd one pochodzą. Każdy może mieć własne zdanie, ale nie każdy może mieć własne fakty. Jest tak wiele informacji (i jest to jedno z prawdziwych zagrożeń Internetu), a zbyt wiele z nich wprowadza w błąd lub po prostu jest błędne. Błędne informacje są niebezpieczne. To właśnie tam szerokie humanistyczne wykształcenie pomaga rozeznać, co jest dobrą informacją, a co nie, i jak odróżnić jedną od drugiej. Niekoniecznie twierdzę, że historia pozwala ci powiedzieć: „Widzieliśmy to już wcześniej”. Historycy są okropni w przewidywaniu, ale my możemy lepiej zrozumieć, jak to działa.

Nash

Wspomniałeś wcześniej, jaki dystans powinniśmy mieć, zanim zaczniemy pisać historię COVID. Kiedy zaczniemy pisać tę historię/historię, jak myślisz, jak to może wyglądać?

Profesor Lindemann

Istnieje obecnie wiele historii COVID. Niestety, nikt jeszcze nie wie wystarczająco dużo, aby napisać historię COVID, ponieważ nie ma do tego wystarczającej odległości, aby pozwolić na historyczną perspektywę. Jesteśmy w środku epidemii. Dobrze jest pisać coś o COVID jako aktualnym wydarzeniu, ale nie jest to dobry moment na pisanie jego historii. Historia COVID musi być starannie osadzona w szerszych ramach historycznych, a ludzie muszą powstrzymać się od dokonywania pochopnych porównań z innymi epidemiami i innymi katastrofami. Słyszałam, jak dobry historyk powiedział: „COVID jest jak huragan uderzający jednocześnie w 100 amerykańskich miast”. Pomyślałam: „Nie, to nie w porządku”. To całkowicie fałszywe porównanie. Kiedy huragan uderza w miasto, niewiele osób umiera, ale wiele budynków się zawala. Dochodzi do ogromnych i kosztownych szkód w infrastrukturze. Potem to znika. Nie wiemy, jaka będzie długość życia COVID-19. Wiemy, że jest to związane z SARS, ale nawet jeśli spojrzysz na okres ostatniego roku, zaszło wiele zmian w naszym rozumieniu COVID. Naukowcy wiedzą dużo więcej o wirusie. Wszyscy wiemy dużo więcej o tym, jak się rozprzestrzenia. Przez długi czas mówiono nam, żebyśmy nosili maski na zewnątrz, a ludzie mówili: „Och, to takie mylące. To takie mylące, ponieważ mówią: noś maskę, a potem mówią, że nie noś maski”, ale problem polega na tym, że dopóki nie uzyskasz wystarczających informacji na ten temat, musisz podejmować decyzje na podstawie najlepszej wiedzy, jaką posiadasz w danym momencie, i że wiedza może być niepełna. Tym właśnie zajmują się władze ds. zdrowia publicznego. Podejmują decyzje i proponują sposoby radzenia sobie z chorobą na podstawie najlepszych informacji, jakie posiadają. Noszenie masek to bardzo interesujący temat w świetle grypy z lat 1918-1919, która zabiła 675 000 Amerykanów. W Stanach Zjednoczonych przekroczyliśmy już tę liczbę. Jeśli spojrzeć na zdjęcia miast podczas grypy z początku XX wieku, wszyscy noszą maski. Nie wiemy, jak to wyglądało w społecznościach wiejskich, ale widzieliśmy, że duża liczba ludzi w miastach i tak nosiła maski. Robili to przez półtora roku, więc nie jest to takie dziwne i dziwaczne, ale raczej rozważne i pożyteczne.

Nash

COVID naprawdę podkreślił rolę, jaką choroby naprawdę odgrywają w historii. Czy możemy mówić trochę o roli choroby w historii oraz o tym, jak powinniśmy to rozumieć i uczyć?

Profesor Lindemann

Sposobów jest tak wiele i są one tak złożone, jak fascynujące. Trudno jest połączyć wszystkie sznurki i wybrać jedną rzecz, która mówi: „Takie znaczenie mają choroby w historii świata”. Wiemy, że epidemie i choroby zakaźne były największymi zabójcami do końca XIX wieku, potem zmieniły się wzorce umieralności. Teraz obserwujemy odrodzenie się takich chorób, ale choroby zakaźne jako całość nadal nie wpływają na śmiertelność, tak jak dwa wieki temu. Na przykład COVID nie zabił tak wielu ludzi jak rak. Jest wiele książek, które poruszają właśnie ten problem. W historii medycyny nie ma tematu, który wzbudziłby większe zainteresowanie i wychował więcej książek niż epidemie. Nic. Powód jest dwojaki. Jednym z nich jest to, że wielu ludzi umiera, a epidemie powodują wiele społecznych i kulturowych, a także politycznych zakłóceń. Drugi, to idealne laboratorium dla historyka i nie tylko historyka medycyny. Ten moment zakłócenia pokazuje, jak działa lub nie działa nasze społeczeństwo. Przez długi czas ludzie patrzyli na epidemie i mówili: „Epidemie zakłócają społeczeństwo, społeczeństwo upada, ludzie nie robią tego, co powinni, ludzie uciekają ”. Do niedawna była to bardzo standardowa historia w historii medycyny. Teraz jednak zaczynamy dostrzegać, że tak się nie stało lub nie dzieje. Większość społeczeństw zebrała się razem, nadal funkcjonowała i stworzyła mechanizmy radzenia sobie z chorobami; mechanizmy te ostatecznie stały się tym, co znamy jako zdrowie publiczne, które jest obecnie uważane za normalną część rządu. William McNeill w swojej wpływowej książce Plagues and People mówi o tym, jak ważna była XIII-wieczna migracja Mongołów na zachód dla przeniesienia zarazy z jej ojczyzny gdzieś w Wuhan w Chinach. Zaraza przekształciła wszystkie rodzaje społeczeństw, które zostały nią dotknięte. Jest też Mosquito Empires Johna McNeilla, który analizuje, w jaki sposób imperia na Karaibach zostały przekształcone przez epidemie. Podczas wojen imperium epidemie były wywoływane przez niezainfekowanych lub mniej podatnych ludzi. Wiedzieli, że prawie wszyscy przybysze do tropików umierali na żółtą febrę i malarię. Malaria jest nadal ogromnym problemem na świecie, ale jest to problem społeczny. To problem, który jest generowany przez zmiany w rolnictwie, wycinanie lasów, różne formy hodowli i obecność wielu zwierząt, ponieważ krowy i konie są również rezerwuarem malarii i wielu komarów przenoszących malarię. Wiele komarów Anopheles woli krowy i konie i gryzie ludzi tylko wtedy, gdy krowy i konie wymierają. Takie choroby stawiają historyka i epidemiologa przed złożonymi problemami. Myślę, że historia medycyny i historia epidemii bardzo pomagają nam zrozumieć złożoność każdego społeczeństwa. Nie chodzi tylko o to, że epidemia zabiła wielu ludzi. Badanie epidemii pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób społeczeństwo jest zbudowane i jak społeczeństwo nadal funkcjonowało lub rozpadło się. Zmiany klimatu, takie jak te, których doświadczamy teraz, również w dużym stopniu wpływają na rozprzestrzenianie się epidemii, dlatego historia środowiskowa i historia medyczna często dotyczą wielu tych samych problemów. Gdy wraz z nadejściem małej epoki lodowcowej w niektórych częściach świata zrobiło się chłodniej, malaria zniknęła. Mieszkam na Florydzie, a wraz z globalnym ociepleniem komary kontratakują. Mamy wirus Zika na Florydzie i Zachodniego Nilu, który nigdy wcześniej nam nie przeszkadzał. Malaria jest następna. Myślę, że w ten sposób historia medycyny stała się ważną częścią głównego nurtu historycznego, zwłaszcza w okresie wczesnej nowożytności. Wcześni moderniści nie mogą ignorować historii medycyny. Współcześni historycy, którzy nie są zasadniczo historykami medycyny ani środowiska, często nadal to robią, chociaż myślę, że COVID będzie miał tam realny wpływ. Ludzie będą zwracać na to większą uwagę.

Nash

Niesamowite! Rozmowa z tobą była bardzo interesująca i zabawna. Dziękuję za Twój czas!

 

Ścieżka historyka

Wywiad z profesor Mary Lindemann, byłą przewodniczącą American Historical Association i German Studies Association

  • Nasha ChristianaKolegium Centralne
  • Mary LindemannUniwersytet Miami

Prawa autorskie (c) 2021 Nash Christian, Mary Lindemann

Licencja Creative Commons

Ta praca jest dostępna na licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International License .

Autor zachowuje swoje prawa autorskie do swojej pracy i licencjonuje pracę do dystrybucji na licencji Creative Commons Attribution NonCommercial.

Mary Lindemann (ur. 1949) to amerykańska historyczka i emerytowana profesor historii na Uniwersytecie w Miami. Była prezesem American Historical Association w kadencji 2020 i prezes German Studies Association w kadencji 2017-2018. Jest czołowym znawcą historii nowożytnej Europyhistorii Niemiec i historii medycyny, zwłaszcza nowożytnej historii Niemiec, Holandii i Flamandii. Jest współredaktorem naczelnym czasopisma „ Early Modern Women: An Interdyscyplinarny Dziennik” .

Otrzymała tytuł doktora. Ukończyła historię na Uniwersytecie w Cincinnati w 1980 r., a w 2004 r. została profesorem historii na Uniwersytecie w Miami. Pełniła również funkcję kierownika Katedry Historii. Była stypendystką-rezydentką w Holenderskim Instytucie Studiów Zaawansowanych 2002-2003, była związana z Wellcome Trust Centre for the History of Medicine 2007-2008, była rezydentką we Flamandzkim Centrum Akademickim Nauki i Sztuki w Brukseli w 2011 r. oraz starszy pracownik naukowy kraju związkowego Dolna Saksonia w Herzog August Library 2014–2016.

Jej pierwsza książka Patriots and Paupers: Hamburg, 1712–1830 została uhonorowana przez Choice tytułem „Wybitny tytuł naukowy ” . Otrzymała medal Williama H. ​​Welcha w 1998 r. Otrzymała stypendium NEH na lata 1997–1998 oraz stypendium Guggenheima na lata 1998–1999. 

                                     [Za Wikipedią]