Dlaczego pokładam nadzieję w Afganistanie / Ali M. Latifi

0
111

Od trzęsień ziemi po cięcia pomocy – to był trudny rok, ale rosnąca solidarność w Afganistanie daje mi nadzieję na przyszłość.

Większość ostatniego roku spędziłem w Afganistanie. W tym czasie odwiedziłem 6 z 34 prowincji tego kraju, zajmując się wszystkim, od wpływu powszechnych cięć pomocy na sektor opieki zdrowotnej, przez serię potężnych trzęsień ziemi, po wydalenie setek tysięcy Afgańczyków z sąsiedniego Pakistanu.

Dla wielu, szczególnie tych spoza Afganistanu, wszystko to wiązałoby się z ponurym obrazem przyszłości, ale pomimo wielu wyzwań, przed którymi nadal stoją Afgańczycy, moje interakcje z ludźmi w całym kraju pozostawiły we mnie promyk nadziei.

Po raz pierwszy w ciągu 10 lat, które spędziłem, mieszkając i pracując w kraju, w którym się urodziłem, widziałem, jak Afgańczycy znajdują sposoby, aby pomóc swoim obywatelom w czasach wielkiej potrzeby i niepewności. Zamiast czekać na pomoc ze strony zagranicznych organizacji pozarządowych i innych krajów, byłem świadkiem, jak Afgańczycy wyciągali do siebie rękę na wszelkie możliwe sposoby, pomimo utraty setek tysięcy miejsc pracy, rosnącego głodu i ogólnego pogorszenia koniunktury gospodarczej.

W październiku po raz pierwszy od dwóch lat wróciłem do wschodniej prowincji Nangarhar – skąd pochodzi większość mojej rodziny. Było to dzień po pierwszym z serii śmiertelnych trzęsień ziemi i wstrząsów wtórnych, które nawiedziły zachodnią prowincję Herat, ale byłem w Dżalalabadzie, aby zdać raport o zbliżającej się eksmisji z Pakistanu aż 1,7 miliona Afgańczyków.

Czekając na pozwolenie od prowincjonalnej Dyrekcji Informacji i Kultury, by udać się na przejście graniczne Torkham, znalazłem się w pokoju z pół tuzinem młodych mężczyzn z plemienia Nangarhari, którzy starali się o pozwolenie na rozstawienie namiotu, by zbierać datki dla ofiar trzęsienia ziemi.

Mężczyźni, którzy pomagali już ofiarom wcześniejszych trzęsień ziemi w Paktika i Khost, a także powodzianom w Logar w zeszłym roku, mówili z takim entuzjazmem i zapałem o swoim „obowiązku” pomagania Afgańczykom w potrzebie, gdziekolwiek się znajdują.

Ale ci młodzi mężczyźni nie byli jedyni. W kolejnych dniach wszyscy, od narodowej drużyny krykieta – świeżo po historycznym zwycięstwie nad Anglią w Pucharze Świata – przez zespół ministerstwa finansów, po grupę 22 pracownic służby zdrowia, pomagali 27 150 osobom, które według Światowej Organizacji Zdrowia ucierpiały w wyniku wielokrotnych trzęsień ziemi i wstrząsów wtórnych.

Gdy kilka dni później przygotowywałem się do wyjazdu do Heratu, widziałem zbiórki przed meczetem i w parku niedaleko mojego domu w centrum Kabulu. Przechodnie, z których wielu borykało się z wyzwaniami ekonomicznymi, wrzucali do puszek wszystko, co mogli.

Kiedy przybyłem na lotnisko Kabul International, przy wejściu do terminali również znajdowała się puszka na datki. Podczas końcowej kontroli bezpieczeństwa w terminalu krajowym, pracownica ochrony zatrzymała starszego mężczyznę, aby zapytać, dlaczego skaner pokazał, że jego torba jest pełna pieniędzy.

„Jestem lekarzem. Przyjechałem aż z Kanady, by pomóc ocalałym z trzęsienia ziemi” – powiedział, wyciągając zwitek kilkudziesięciu tysięcy afgańskich banknotów. „Niech Bóg przyjmie twoją dobroczynność” – powiedział inny ochroniarz, gdy kobieta powiedziała lekarzowi, że może przejść do poczekalni, gdzie większość pasażerów również była w drodze do Heratu.

W samym Heracie natknąłem się na dwie młode kobiety w abajach, które nagrywały swoimi iPhone’ami prowizoryczny cmentarz w jednej z wiosek dotkniętych kataklizmem. Obie kobiety, które miały po dwadzieścia kilka lat, powiedziały, że były tam, aby relacjonować zniszczenia dla „mediów społecznościowych”.

Następnego dnia wróciłem do tych samych wiosek z grupą trzech influencerów mediów społecznościowych, którzy sami odbyli 19-godzinną podróż z Kabulu.

Młodzi mężczyźni, którzy nie byli wcześniej w Heracie, spędzili już tyle czasu na badaniu okolicy, że byli w stanie zręcznie poruszać się po polnych i piaszczystych drogach, aby udać się bezpośrednio do dotkniętych wiosek w swojej małej Toyocie Corolli.

W każdej wiosce, do której pojechaliśmy, opowiadali mi, jak rozwija się sytuacja. Dopiero po kilku dniach spędzonych na podróżach tam i z powrotem z miasta do wiosek, w końcu rozdysponowali datki, które zebrali online, gdy już wiedzieli, kto czego najbardziej potrzebuje.

00-afghanistan-body.jpg

Ali M. Latifi/TNH
Po dziesięcioleciach wojny Afgańczycy czerpią korzyści z okresu zmniejszonego konfliktu, a niektóre gminy rozpoczynają prace budowlane, aby na nowo przemyśleć centra miejskie.

Być może jeszcze bardziej zaskakujący był sposób, w jaki rząd Islamskiego Emiratu Talibów starał się pomagać ludziom w czasach kryzysu, mimo że był hamowany przez spadek gospodarczy, cięcia pomocy, sankcje nałożone na ich najwyższych przywódców i ciągłą konfiskatę miliardów dolarów w aktywach Banku Centralnego.

Ograniczenia, jakie talibowie nałożyli na Afgańczyków, a zwłaszcza na kobiety, nie mogą i nie powinny być w żaden sposób bagatelizowane, jednak z zadowoleniem przyjąłem fakt, że najwyżsi urzędnicy Państwa Islamskiego osobiście udali się do Heratu, by odwiedzić osoby, które przeżyły trzęsienia ziemi.

Powołali oni również specjalną komisję do spraw pomocy – coś, co zrobili również, aby pomóc wielu Afgańczykom, którzy powrócili w wyniku pakistańskich gróźb wydalenia: ponad 450 000 osób od września.

Kiedy rozmawiałem z lekarkami, które przybyły do Heratu bez męskich przyzwoitek – co jest technicznie zabronione przez ograniczenia Islamskiego Emiratu dotyczące podróży kobiet – byłem szczęśliwy widząc, że są one skłonne zrobić wyjątek od swojej surowej polityki.

Sonita Bahram, jedna z lekarek, powiedziała mi, że zamiast czuć się zganioną i odrzuconą, ona i jej koleżanki otrzymały od urzędników państwowych jedynie słowa zachęty: „Mówili nam: 'Dobrze dla was, niech Bóg was błogosławi, że dotarłyście aż tutaj w tak niebezpiecznym czasie do miejsca, gdzie wielu mężczyzn nie odważyłoby się przyjść'”.

To poczucie solidarności i odwagi, by stanąć w obronie innych Afgańczyków, wykraczało poza pomoc po katastrofie.

Kiedy pełniący obowiązki ministra obrony mułła Mohammad Yaqoob Mujahid udzielił bezprecedensowego wywiadu największemu prywatnemu nadawcy w kraju, męska publiczność skorzystała z okazji, by zapytać syna założyciela talibów o ciągłe zamykanie szkół średnich i uniwersytetów dla dziewcząt i kobiet.

Nie wiem, co przyniesie przyszłość mojemu krajowi, a wszystko to może wydawać się małymi wyjątkami pośród szeroko zakrojonych ograniczeń i łamania praw przez talibów, ale to wystarczy, by dać mi nadzieję, że moi ludzie znów chcą sobie nawzajem pomagać pomimo ogromnych niebezpieczeństw i przeszkód.

ale

Redaktor Azji

„The New Humanitarian” donosi z serca konfliktów i katastrof, na temat historii, co robi niewiele innych mediów. Jesteśmy podekscytowani, gdy nasza twórczość może dotrzeć do nowych odbiorców. Więc śmiało, kradnij nasze rzeczy. Większość artykułów można ponownie opublikować na licencji Creative Commons (CC BY-NC-ND 4.0).

Link do artykułu: https://www.thenewhumanitarian.org/editors-take/2023/12/21/why-im-hopeful-afghanistan