Demokraci i media pozwalają Sądowi Najwyższemu pozbawić Amerykanów praw / Chrissy Stroop

0
191

Zwolennicy akcji afirmatywnej protestują w pobliżu budynku Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie, 29 czerwca 2023 r. W głosowaniu 6-3 Sąd Najwyższy orzekł, że programy przyjęć na uniwersytety i uczelnie uwzględniające rasę są niezgodne z konstytucją |Anny Moneymaker/Getty Images

Kiedyś kochałam czerwiec. Dni są najdłuższe, a wszystkie możliwości letniej zabawy otwierają się przed tobą jako niezrealizowany potencjał i pyszne oczekiwanie. Gdy byłam uczennicą uczennica lato oznaczało dla mnie wolność, a jako dorosła nigdy nie wyrwałam się całkowicie z tego skojarzenia, co, jak sądzę, ma szczególny sens, biorąc pod uwagę, ile dorosłego życia spędziłam w środowisku akademickim. Na dodatek mam letnie urodziny. Ale w tych dniach czerwiec budzi we mnie więcej lęku niż przewidywania, a za to zawdzięczam Partii Republikańskiej i jej przekształceniu Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych w instytucję radykalnej partyzantki.

Roczna kadencja Sądu Najwyższego rozpoczyna się w pierwszy poniedziałek października i kończy pod koniec czerwca lub na początku lipca. Jesienią i zimą sąd wysłuchuje wystąpień ustnych w sprawach, w których ma orzekać do końca swojej kadencji. Większość jego decyzji zapada w czerwcu. A w ciągu ostatnich kilku lat wiele z tych decyzji było antydemokratycznymi bombami, podważającymi (w tej chwili w dużej mierze fikcyjną) separacją kościoła od państwa w tym kraju i zadającymi bolesne ciosy prawom obywatelskim ludzi, którzy nie są prostymi białymi chrześcijanami .

Oczywiście w zeszłym roku skrajnie prawicowy sąd unieważnił sprawę Roe vs. Wade, kończąc federalne prawo do aborcji w Stanach Zjednoczonych i wyraźnie pozostawił otwartą możliwość zniesienia praw do małżeństw osób tej samej płci, a nawet antykoncepcji w przyszłości.

W pewnym sensie, choć jest to smutne, mamy szczęście, że w tym roku nic takiego się nie wydarzyło. Ale to nie czyni orzeczeń z zeszłego miesiąca mniej niszczycielskimi, ze stratami, w tym akcją afirmatywną w rekrutacji na uniwersytet. Orzeczenie sądu 6-3 w sprawie Studenci o uczciwe przyjęcie przeciwko Harvardowi, wydane 29 czerwca, nakazuje zarówno publicznym, jak i prywatnym amerykańskim uczelniom i uniwersytetom, że nie mogą już brać pod uwagę rasy przy podejmowaniu decyzji, których studentów przyjąć. Celem uwzględnienia rasy było oczywiście osiągnięcie bardziej zróżnicowanej grupy studentów – takiej, która lepiej odzwierciedla skład rasowy Stanów Zjednoczonych – oraz pomoc w wyrównaniu szans edukacyjnych i zawodowych, które nadal są mocno wypaczone przez uprzedzenia rasowe i konsekwencje stulecia bezpośredniej polityki mającej na celu powstrzymanie Amerykanów BIPOC. Studenci mogą nadal pisać o tym, jak rasa ukształtowała ich życie w swoich esejach rekrutacyjnych, ale bezpośrednie uwzględnianie rasy przez urzędników rekrutacyjnych nie jest już dozwolone.

Nie musimy zgadywać, jak to się potoczy, ponieważ w 1996 r. prawicowym aktywistom udało się zakończyć akcję afirmatywną na uniwersytetach stanowych Kalifornii dzięki inicjatywie głosowania znanej jako Propozycja 209. Jako prezydent i kanclerze systemu University of California napisał w opinii amicus przedłożonej Sądowi Najwyższemu w sprawie Studentów o uczciwe przyjęcia przeciwko Harvardowi: „Po Propozycji 209 zakazano uwzględniania rasy w decyzjach o przyjęciu na uniwersytety publiczne w Kalifornii, liczba studentów pierwszego roku z niedostatecznie reprezentowanych grup mniejszościowych gwałtownie spadła na UC i spadła o 50 % lub więcej w najbardziej selektywnych kampusach UC”.

Zgodnie z wytycznymi system UC wydał od tego czasu ponad pół miliarda dolarów na neutralne rasowo programy informacyjne (na przykład do społeczności, w których jest mało prawdopodobne, aby dzieci uczęszczały na uniwersytet), mające na celu zwiększenie różnorodności, w tym różnorodności rasowej. Mimo tych starań prezydent i kanclerze zmuszeni byli stwierdzić, że:

UC stara się zarejestrować społeczność studentów, która jest wystarczająco zróżnicowana rasowo, aby osiągnąć edukacyjne korzyści płynące z różnorodności. Niedobór jest szczególnie widoczny na najbardziej wybiórczych kampusach UC, gdzie studenci Afroamerykanie, rdzenni Amerykanie i Latynosi są niedostatecznie reprezentowani i powszechnie zgłaszają zmagania z poczuciem izolacji rasowej.

Podczas gdy prawicowa większość w Sądzie Najwyższym twierdzi, że jest przeciwna dyskryminacji, fakty są jasne. Bez akcji afirmatywnej elitarne uniwersytety Stanów Zjednoczonych – które, nawiasem mówiąc, nadal mogą uwzględniać status „dziedzictwa”, gdy aplikują potomkowie absolwentów – ponownie staną się bielszymi, bardziej patrycjuszowskimi, bardziej chrześcijańskimi, bardziej konserwatywnymi miejscami. Dostęp do awansu i elitarnych ścieżek kariery, które uczelnie zapewniają swoim studentom, również stanie się bardziej ograniczony do członków grup uprzywilejowanych niż dotychczas. W następstwie orzeczenia w sprawie akcji afirmatywnej, pozewzostał złożony w celu zakwestionowania praktyki przyjmowania spuścizny, ale trudno oczekiwać, że bezczelnie stronnicza większość sądowa będzie konsekwentnie orzekać i uzna tę praktykę za niekonstytucyjną. Jednak nawet jeśli tak się stanie, koniec akcji afirmatywnej sprawi, że społeczeństwo amerykańskie stanie się mniej sprawiedliwe.

Sędzia Ketanji Brown Jackson, pierwsza Afroamerykanka zasiadająca w Sądzie Najwyższym, uznała to w swoim zdecydowanym sprzeciwie wobec opinii większości w sprawie akcji afirmatywnej. Podsumowując historię skrajnej dyskryminacji rasowej w Stanach Zjednoczonych i jej wpływ na teraźniejszość, Jackson zauważył, że: „Większość wydaje się uważać, że ślepota rasowa rozwiązuje problem niekorzystnej sytuacji rasowej. Ale ironia polega na tym, że wymaganie od uczelni ignorowania początkowej luki w szansach między kandydatami związanej z rasą… nieuchronnie zwiększy tę lukę, a nie ją zmniejszy”.

Doszła do wniosku: „Byłoby bardzo niefortunne, gdyby Klauzula Równej Ochrony [czternastej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych] rzeczywiście wymagała takiego perwersyjnego, ahistorycznego i przynoszącego efekt przeciwny do zamierzonego rezultatu. Narzucanie tego wyniku w nazwie tej klauzuli, kiedy ona niczego takiego nie wymaga, a tym samym utrudnianie naszego zbiorowego postępu w kierunku pełnej realizacji obietnicy tej klauzuli, jest naprawdę tragedią dla nas wszystkich”.

Tą decyzją – bynajmniej nie jedyną złą w tej kadencji – prawicowa większość w Sądzie Najwyższym po raz kolejny wykazała całkowite lekceważenie nie tylko precedensu, ale także faktów, które nie wspierają prawicowej ortodoksji ideologicznej. W zeszłotygodniowym felietonie pochwaliłam wiceprzewodniczącą Kamalę Harris za nazwanie Sądu Najwyższego złoczyńcą, jakim okazał się w swoim przemówieniu upamiętniającym pierwszą rocznicę obalenia Roe, chociaż zauważyłem, że ona i inni wybitni demokraci muszą pójść dalej.

Demoralizujące jest to, że do tej pory kierownictwo Demokratów pozornie zgadzało się na fundamentalnie niesprawiedliwe działania zradykalizowanych republikanów, które doprowadziły nas do teraźniejszości. A jeszcze bardziej demoralizujące jest to, że nawet po ostatnich antydemokratycznych orzeczeniach sądu prezydent Joe Biden powtórzył swój sprzeciw wobec rozszerzenia sądu w celu przywrócenia sprawiedliwości, twierdząc, że „upolityczniłoby” to i tak już wyraźnie upolityczniony sąd i wyrażając naiwny optymizm, że sąd będzie łagodził w przyszłości ustawy z powodu kryzysu legitymizacji wśród opinii publicznej. Nawet gdyby było to prawdopodobne (nie jest), oderwany od rzeczywistości prezydent najwyraźniej oczekuje, że Amerykanie po prostu będą żyć z niszczycielskimi stratami, które już ponieśliśmy z rąk tego nieuczciwego sądu.

Tradycyjne media również pogodziły się z tą niedopuszczalną sytuacją. Rutynowo opisują Sąd Najwyższy jako „bardziej konserwatywny w ostatnich latach”, jakby to było coś, co się właśnie wydarzyło, a nie trend celowo zaprojektowany przez Republikanów, którzy odmówili prezydentowi Obamie szansy na wyznaczenie sędziego na wakat, który zwolnił się podczas jego drugiej kadencji, bezprecedensowo twierdząc, że ludzie powinni najpierw głosować w wyborach prezydenckich, ale potem przeforsował nominację pod koniec kadencji Trumpa, umacniając ich większość i dopełniając przekształcenie sądu w nielegalny cyrk partyzancki.

Twórcy naszego elitarnego dyskursu muszą działać lepiej; muszą bezpośrednio stawić czoła nielegalnie ułożonemu, stronniczemu Sądowi Najwyższemu z myślą o przywróceniu uczciwości temu organowi poprzez postawienie go w stan oskarżenia i/lub jak najszybsze dodanie większej liczby sędziów. Jeśli tego nie zrobią, Stany Zjednoczone utkną w sądzie większościowym zdeterminowanym, by cofnąć dziesięciolecia zdobyczy amerykańskich praw obywatelskich w dającej się przewidzieć przyszłości – a my odczujemy szkodliwe konsekwencje jego orzeczeń dla przyszłych pokoleń.

Nie można pozwolić temu sądowi na przerabianie Stanów Zjednoczonych na obraz białych chrześcijańskich teokratów, którzy kontrolują Partię Republikańską.

                                                                  Chrissy Stroop

Demokraci i media pozwalają Sądowi Najwyższemu pozbawić Amerykanów praw

Kształtujący amerykański dyskurs muszą odpowiednio stawić czoła nielegalnie ułożonemu, stronniczemu sądowi – zanim będzie za późno

Chrissy Stroop
Chrissy Stroop
5 lipca 2023, 12.29

Link do artykułu: https://www.opendemocracy.net/en/5050/supreme-court-democrats-media-must-confront-right-wing-strip-rights-race-university/

Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 4.0

Ten artykuł został opublikowany na licencji Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International . Jeśli masz jakiekolwiek pytania dotyczące ponownej publikacji, skontaktuj się z nami . Sprawdź poszczególne obrazy, aby uzyskać szczegółowe informacje na temat licencji.