Wiersze / Laura Alszer

0
738

Piwonie pod Pałacem Kultury

ładny masz uśmiech
biorę
przymierzam
rozdaję jak ulotki zdumionym przechodniom

do twarzy ci w białej koszuli
pod Pałacem Kultury
staruszka sprzedaje piwonie
wsuwasz mi jedną we włosy

wjeżdżamy windą na szóste piętro
Dereszowska i Pazura
przypominają za co kochamy teatr

gdy wychodzimy
wręczasz mi małe pudełko
otwieram
piwonie migoczą jak Warszawa nocą

czy mówiłam że do twarzy ci w białej koszuli?

 

 

Bilng bling – iluminacja

trochę tu ekskluzywnie
mówi patrząc na kryształowe żyrandole
w kolorowym szkiełku dostrzega kosmos

droga mlekiem i miodem płynąca
z ust do ust
fuksjowa szminka odbita na łyżeczce

gdyby tak zerwać gwiazdę i possać
czy wybuchnie jak supernowa
czy brokat z jego języka
zalśni na kulistym kształcie
globu

jedno jest pewne
rozgwieździ się spojrzenie
ciało przestanie być niebieskie
i zagubione dłonie znajdą ukojenie

pełne jak nigdy wcześniej

 

 

Fotosfera

obiecaj że nie zapomnisz
wyszeptała przykładając palce do drżących ust

chciała skraść odprysk ciepła z jego rąk
świecił
pogładził promieniami zmarznięte policzki

zakwitł róż

powiesz że kolory nie kwitną
czy na pewno

co ty możesz wiedzieć
łatwo oceniać innych
tak trudno siebie

minął rok

postarzała się o tatuaże
jego czas nie ruszył
może lekko rozczochrał włosy

zawiśli w bezdotyku

i zmieniła się orbita
zawyła wiatrem heliosfera
coś grzmotnęło
anihilacja pola magnetycznego
(erupcja wulkanu to przy tym pestka)

zostali podzieleni
tropopauza

strato-sfera

 

 

Bugenwilla

aksamitne płatki
rozpuszczone w powietrzu
tworzą fuksjową mgłę

można się zgubić w ich zapachu
i odnaleźć na nowo
jako ktoś inny

różowieję
połyskując świtu lśnieniem
gdy nadchodzi zmierzch –
zasypiam wpleciona w ciebie

ćmy spijając nektar
jedwabnymi skrzydłami
wabią świetliki

 

Recital

grudzień rozsypuje śnieg na Gubałówce
otulona grafitowym płaszczem
rozsiewa wokół siebie chłód
choć wewnątrz kipi
tęsknotą za zielonym koncertem
pod otwartym niebem

czterysta kilometrów
i pięć miesięcy wstecz
Łazienki Królewskie
palce pieszczące fortepian
jak ciało kochanka

i muzyka niesiona przez liście
przez trawę
na skrzydłach ptaków
w futerkach wiewiórek
jedzących prosto z ręki

i on patrzący na nią
jak spragniony kot
chłepczący wodę z miseczki

 

 

Glock

wtulona w chłód ulicy
rozpłaszczam się
wnikam w chodnik
ludzie przechodzą 
nie widzą 
klapki spadają z balkonu
iloraz zdarzeń i wyłupanych ptasich oczu

rozrzucona kostka brukowa uwiera
za śmietnikiem kamienicy
nastolatek dopala papierosa

jakaś kobieta
przechodzi po mnie w szpilkach
boli
podnoszę się twardsza
mrok krąży w żyłach

glock pasuje do dłoni jak sutanna do księdza
wychodzącego z kościoła
módlmy się
jest niedziela

prostuję ręce
lekko zginam w łokciach

 

 

Świat jest pełen dupków i naiwnych kobiet

masz trzydzieści lat
i ani myślisz dorosnąć
wygodnie chodzisz w butach nastolatka

kobiety zrywają komplementy z twoich ust
rozgryzają jak orzechy
delektują się rzuconym ochłapem
później stoją w kolejce po stoperan

dobrze je pieprzysz
nacierasz pazerne skóry
owocowym nektarem

wpatrzone w ciebie jak w Dawida
z językiem na wierzchu aportują patyk
(do nogi suko do nogi)

twarzy jak grzechów nie pamiętasz
wycierasz buty łzami
następna
następna
następna

i tylko czasami przed snem
powtarzasz w głowie ich imiona
jak pacierz

 

 

Grzaniec przed Manekinem 

jesteśmy w aucie
deszcz puka w okna
otulasz moje dłonie
chuchasz

miasto odbite w kubku z grzańcem
goździki igrają z imbirem
a ty ze mną szukasz

przyczyn skutków
filuternych spojrzeń
razem
tu i teraz
tarmosimy Wszechświat za wąsy

czytamy wiersze
z iskrami tańczącymi w oczach
Manekin do nas mruga 

                               Laura Alszer

 

Laura Alszer to pseudonim autorki urodzonej w Warszawie, piszącej poezję współczesną i erotyczną.
Zadebiutowała w 2024r. W miesięczniku „e-kreatywni”.
Publikuje na Facebooku, Instagramie i portalach literackich. Jej wiersze można usłyszeć w Radio Magma.
Współautorka antologii Niosąc pomoc Emilowi wydanej na początku 2025r.