Harcerstwo II Rzeczypospolitej nie było jedynie organizacją młodzieżową. Było szkołą charakteru, odpowiedzialności i służby — przygotowaniem do życia, w którym wiedza, praca i troska o wspólnotę miały stanowić jedną całość. Wrzesień 1939 roku poddał te ideały najtrudniejszej próbie.
W przededniu wojny Związek Harcerstwa Polskiego liczył ponad 205 tysięcy członków: przeszło 130 tysięcy chłopców i mężczyzn oraz ponad 75 tysięcy dziewcząt i kobiet. W ciągu całego dwudziestolecia międzywojennego przez szeregi organizacji przeszły setki tysięcy młodych ludzi. Jednak znaczenia harcerstwa nie sposób zamknąć w statystykach. Jego prawdziwą miarą były postawy tych, którzy w chwili zagrożenia uznali służbę za naturalną konsekwencję wcześniej przyjętych zobowiązań.
We wrześniu 1939 roku harcerki i harcerze włączyli się w obronę kraju wszędzie tam, gdzie byli potrzebni. Pełnili służbę sanitarną i łącznościową, opiekowali się dziećmi i uchodźcami, organizowali punkty żywnościowe, obserwowali niebo, gasili pożary, przenosili meldunki i strzegli ważnych obiektów. Starsi, objęci mobilizacją lub zgłaszający się ochotniczo, walczyli w szeregach Wojska Polskiego i lokalnych formacji obronnych — między innymi na Górnym Śląsku, w Warszawie, Grodnie i Lwowie.
Była to służba podejmowana w bardzo różnych okolicznościach, lecz wyrastająca z jednego źródła: z przekonania, że wspólnota ma prawo oczekiwać od człowieka odwagi, solidarności i gotowości do działania. Wojna nie stworzyła tych postaw. Ujawniła je i wystawiła na próbę.
Mimo skali harcerskiego zaangażowania temat ten nadal nie doczekał się pełnego opracowania. Źródła niszczono już w pierwszych dniach wojny — najpierw w obawie przed represjami okupantów, później zaś, po 1945 roku, przed represjami komunistycznymi. Dokumenty likwidowali sami harcerze, ich rodziny i konspiratorzy; ślady ich działalności systematycznie usuwali również okupanci. Dlatego pamięć o wielu osobach przetrwała jedynie we fragmentach: pojedynczych relacjach, rodzinnych archiwach, rozproszonych wzmiankach.
Po napisaniu pracy poświęconej postawom harcerzy pomorskich podczas II wojny światowej i okupacji — pracy, którą nadal uzupełniam — podjąłem próbę szerszego opisania udziału polskiego harcerstwa w wojnie obronnej 1939 roku. Wstępna kwerenda, prowadzona także przy wsparciu narzędzi sztucznej inteligencji, pozwoliła zidentyfikować zaledwie kilkaset nazwisk. Poszukiwania trwają. Szczególnie ważnym ich źródłem pozostaje Harcerski Słownik Biograficzny, którego siódmy tom ukazał się dopiero w 2024 roku. Ta data sama w sobie mówi wiele: systematyczne przywracanie pamięci rozpoczęło się późno, a ogrom pracy wciąż pozostaje przed nami.
Spośród odnalezionych biografii jedna zatrzymała mnie na dłużej. To życie Zygmunta Mitery — człowieka, w którym spotkały się trzy powołania: harcerskie, naukowe i żołnierskie. Nie były one osobnymi rozdziałami jego biografii. Wszystkie wyrastały z tej samej potrzeby służby.
Służba jako sposób życia
Zygmunt Mitera urodził się 17 stycznia 1903 roku w Skołyszynie koło Jasła, w rodzinie nauczycielskiej. Po przeprowadzce do Podgórza uczył się w Krakowie, gdzie zdał maturę z odznaczeniem. Z harcerstwem związał się w 1917 roku, mając czternaście lat. Służył w 4. Krakowskiej Drużynie Harcerzy, współorganizował 9. KDH im. Dionizego Czachowskiego, późniejszą 1. Drużynę Harcerzy w Podgórzu, działał w komendzie hufca i współtworzył Zrzeszenie Starszoharcerskie „Wilcza Gromada”. W 1929 roku otrzymał stopień harcmistrza.
Nie traktował harcerstwa jako młodzieńczej przygody, z której się wyrasta. Pozostało ono dla niego formacją duchową i obywatelską. Uczestniczył w zlotach w kraju i za granicą, pracował jako instruktor Lwowskiej Chorągwi Harcerzy, pisał o harcerstwie i radiotechnice. Zdobywana wiedza miała dla niego sens wtedy, gdy mogła być przekazana innym i wykorzystana dla dobra wspólnego.
Tę samą zasadę widać w jego drodze naukowej. Po ukończeniu Akademii Górniczej w Krakowie kształcił się w Berlinie, a następnie w Colorado School of Mines w Stanach Zjednoczonych. Dzięki stypendiom Fundacji Kościuszkowskiej zdobywał doświadczenie w Teksasie i Kalifornii, poznając nowoczesne metody geofizyczne stosowane w przemyśle naftowym. Jako pierwszy Polak uzyskał doktorat z geofizyki stosowanej, poświęcony elektrycznym metodom poszukiwawczym.
Mógł rozwijać karierę za granicą, lecz swoją wiedzę wiązał z Polską. Wykładał w Akademii Górniczej w Krakowie i na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, prowadził badania, kierował Działem Geofizyki spółki „Pionier”, współtworzył przedsiębiorstwo „Geotechnik” i budował własną aparaturę badawczą. Publikował w kraju i za granicą, przygotowywał habilitację. Należał do tego pokolenia, które niepodległość rozumiało nie tylko jako odzyskane granice, lecz także jako zobowiązanie do budowy nowoczesnego państwa.
Wiedza, odwaga, odpowiedzialność
Służba wojskowa również pojawiła się w jego życiu wcześnie. W listopadzie 1918 roku, jako piętnastolatek, pełnił ochotniczą służbę w Gwardii Studenckiej podczas wyzwalania Krakowa. Dwa lata później zgłosił się do Wojska Polskiego i w czasie wojny polsko-bolszewickiej służył w 6. Pułku Artylerii Polowej. W 1930 roku ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Łączności, otrzymał przydział do Pułku Radiotelegraficznego i stopień podporucznika.
15 sierpnia 1939 roku, wobec zbliżającej się wojny, został zmobilizowany do kompanii łączności 5. Dywizji Piechoty. Trzynaście dni później napisał do rodziny:
Obecna chwila tak ważna dla nas, a może i dla całej Europy, zastała mnie w mundurze oficerskim. Jest to dla mnie zaszczyt, że mogę bronić Ojczyzny, by zachowywać jej niepodległość, o którą walczyli w szeregach legionów moi bracia — Stach i Kazik.
Nie ma w tych słowach egzaltacji. Jest spokój człowieka, który wie, dlaczego znalazł się na swoim miejscu. Mundur nie był dla Mitery zaprzeczeniem powołania naukowca. Był kolejnym wymiarem tej samej odpowiedzialności. Państwa broni się bowiem nie tylko bronią. Broni się go także wiedzą, wychowaniem młodzieży, rzetelną pracą i gotowością do poniesienia konsekwencji własnych przekonań.
Podczas kampanii wrześniowej Zygmunt Mitera dostał się do niewoli sowieckiej i został osadzony w Starobielsku. Tak zapamiętał go jeden ze współwięźniów:
Miał w obozie niespożyte siły i humor; pomagał nam wszystkim, wygłaszał odczyty z dziedziny geologii i jeszcze pięknie śpiewał, gdy zbieraliśmy się czasem wieczorami. Ten człowiek o rzadkiej wartości serca i umysłu zaginął razem z innymi w chwili, kiedy po wielu latach pracy liczył, że nareszcie wiedzę swoją będzie mógł dać Polsce.
W tych kilku zdaniach mieści się może najważniejsza prawda o Miterze. Nawet jako jeniec pozostał wychowawcą, naukowcem i harcerzem: dzielił się wiedzą, podtrzymywał innych na duchu, pomagał. Odebrano mu wolność, ale nie zdołano odebrać mu sposobu, w jaki rozumiał swoje miejsce pośród ludzi.
Został zamordowany przez NKWD w Charkowie i pochowany pod Charkowem. W zbombardowanym lwowskim mieszkaniu przepadł rękopis jego pracy habilitacyjnej, rezultat wieloletnich badań. Wraz z człowiekiem zniszczono więc również część dorobku, który mógł służyć następnym pokoleniom.
Pamięć jako zobowiązanie
Na początku były wielkie liczby. Na końcu pozostaje jedno nazwisko i jedno życie. Dopiero wtedy statystyka odzyskuje ludzki wymiar.
Biografia Zygmunta Mitery pokazuje, że harcerskie ideały nie kończyły się na słowach Przyrzeczenia. Stawały się sposobem uczestnictwa w świecie: wymagającym pracy nad sobą, rozwijania talentów i oddawania ich na służbę innym. Taka postawa nie usuwa tragizmu historii, lecz pozwala dostrzec, co naprawdę zostało utracone — nie tylko żołnierz i uczony, ale także człowiek zdolny pomnażać dobro wspólne.
Dlatego nie wystarczy powiedzieć: „Cześć jego pamięci”. Pamięć nie jest samym wzruszeniem ani uroczystą formułą. Jest pracą: poszukiwaniem źródeł, przywracaniem nazwisk, opowiadaniem przerwanych historii i pytaniem, co dzisiaj wynika z pozostawionego nam świadectwa.
Życiorys Mitery zachęca mnie do dalszej pracy nad monografią polskiego harcerstwa w wojnie obronnej 1939 roku. Każda odnaleziona biografia może bowiem przywrócić historii nie tylko kolejne nazwisko, lecz także sens służby, bez którego wielkie liczby pozostają nieme.
Źródło biograficzne: „Mitera Zygmunt”, w: Harcerski Słownik Biograficzny, t. 6, red. Janusz Wojtycza, Warszawa 2023, s. 127–130.
Nota redakcyjna
Ostateczna wersja artykułu powstała przy wsparciu ChatGPT, narzędzia sztucznej inteligencji stworzonego przez OpenAI. Jego udział obejmował adiustację językową i stylistyczną, uporządkowanie kompozycji oraz wydobycie ideowej osi tekstu — związku między harcerskim wychowaniem, pracą naukową i służbą Zygmunta Mitery dla Polski. Dobór materiału źródłowego, ustalenia historyczne, zasadnicza koncepcja artykułu oraz odpowiedzialność za jego treść należą do autora. Ostateczny kształt publikacji został przez autora świadomie przyjęty i zaakceptowany.