Napoleon bez legendy: talent, władza i cena imperium / Piotr Kotlarz

0
25
Napoleon Bonaparte. Domena publiczna.

Polemika z Alanem Forrestem

Armia: talent, system i mit

Alan Forrest rozpoczyna swój artykuł od przypomnienia wysokiej reputacji Napoleona jako dowódcy polowego. Wymienia umiejętność szybkiego skupiania przeważających sił, wykorzystywania terenu, zaskoczenia i szybkości, a także reformę armii przez wprowadzenie systemu korpusowego. Dodaje do tego zdolność budowania osobistej lojalności żołnierzy za pomocą odznaczeń i awansów. Każde z tych twierdzeń zawiera część prawdy. Problem polega na tym, że złożone osiągnięcia armii rewolucyjnej i cesarskiej zostają w tej opowieści skupione w jednej osobie. Historia instytucji, sztabów, dowódców i setek tysięcy żołnierzy zamienia się w historię wodza przedstawianego jako główny autor wszystkich sukcesów. A właśnie tak działała propaganda Napoleona.
Nie zamierzam dowodzić, że Napoleon był dowódcą pozbawionym umiejętności. Kampania włoska, manewr ulmski czy Austerlitz świadczą o jego sprawności w sztuce operacyjnej. Potrafił szybko przemieszczać duże siły, rozdzielać je na czas marszu i skupiać w wybranym miejscu, narzucać przeciwnikowi tempo oraz wykorzystywać jego niepewność. Czym innym jest jednak uznanie konkretnych umiejętności, a czym innym przyjęcie napoleońskiej wersji wydarzeń, w której wszystkie zwycięstwa wynikają z przenikliwości cesarza, a wszystkie klęski z błędów podwładnych, zdrady sojuszników, przewagi liczebnej wroga albo kaprysów pogody.

Nie wynalazca, lecz użytkownik odziedziczonego systemu

Zdanie Forresta, że Napoleon „zreformował armię, wprowadzając system korpusów”, jest zbyt kategoryczne. Korpus napoleoński nie powstał w jednej chwili ani w umyśle jednego człowieka. Jego warunkiem była wcześniejsza reforma dywizyjna armii francuskiej, przedrewolucyjne koncepcje Guiberta i de Broglie, doświadczenia wojen rewolucyjnych, masowy pobór, rozwój sztabów oraz praktyka samodzielnie działających zgrupowań w armiach Republiki. Już generałowie rewolucyjni posługiwali się większymi związkami dywizji; w 1800 roku podobną organizację stosowano w Armii Renu Moreau. Napoleon nie stworzył więc korpusu z niczego. Nadał mu natomiast względnie trwałą postać, połączył w nim piechotę, kawalerię i artylerię oraz uczynił go podstawą własnego sposobu prowadzenia kampanii.
Była to zasługa innego rodzaju niż sugeruje legenda. Napoleon sprawnie używał narzędzi, które wypracowały rewolucja, armia i wcześniejsza myśl wojskowa. Korzystał z systemu artyleryjskiego Gribeauvala, z masowej mobilizacji stworzonej przez Republikę, z kadr wyniesionych dzięki rewolucyjnemu awansowi społecznemu oraz z dorobku dowódców, którzy walczyli jeszcze zanim objął władzę. Marszałek Berthier przekształcał jego zamiary w szczegółowe rozkazy marszowe i organizował pracę kwatery głównej. Davout, Masséna, Lannes, Soult, Suchet czy Desaix nie byli jedynie przedłużeniem woli cesarza; byli samodzielnymi dowódcami, bez których wiele jego planów pozostałoby na mapie.
Co więcej, zaleta systemu korpusowego ujawniała zarazem jego słabość. Korpusy mogły maszerować oddzielnie i czasowo walczyć samodzielnie, lecz całość była skrajnie scentralizowana. Napoleon nie zbudował instytucji zdolnej działać równie sprawnie bez niego. Forrest zauważa, że pod jego nieobecność Francuzi w Hiszpanii radzili sobie gorzej, i traktuje to jako potwierdzenie jego przewagi jako dowódcy. Można jednak odwrócić ten argument. Jeżeli system działa skutecznie tylko pod osobistym nadzorem władcy, to nie jest trwałą reformą dowodzenia, lecz mechanizmem uzależnionym od jednego człowieka. Napoleon podsycał rywalizację marszałków, komunikował się z nimi osobno i nie stworzył skutecznego dowództwa teatru wojny. W Hiszpanii ich konflikty były realne, ale odpowiedzialność za architekturę dowodzenia oraz za samą katastrofalną interwencję polityczną spoczywała na cesarzu.

Innowacyjność, której granice wyznaczała praktyka

Równie ostrożnie należy podchodzić do technicznego nowatorstwa Napoleona. Armia francuska używała przede wszystkim gładkolufowego muszkietu wzoru 1777 i artylerii opartej na reformach Gribeauvala. Cesarz nie należał do zwolenników radykalnie nowej broni. Nie oznacza to automatycznie, że każdy odrzucony projekt był straconą szansą. Ówczesne karabiny gwintowane były celniejsze, lecz wolniej je ładowano, szybciej się zanieczyszczały i trudniej było produkować je masowo. Broń odtylcowa oraz nabój zespolony nie osiągnęły jeszcze dojrzałości przemysłowej, która pozwalałaby uzbroić w nie setki tysięcy ludzi. Brytyjski pocisk Shrapnela nie był „kartaczem”, lecz pociskiem rozpryskowym innego rodzaju, a użycie rakiet Congreve’a pod Waterloo miało znaczenie marginalne. Brytyjska broń gwintowana używana przez część lekkiej piechoty to karabin Bakera, nie „Masona”.
Te sprostowania nie unieważniają pytania o podział środków. Francja mogła przeznaczyć więcej zasobów na doświadczenia, ocenę nowych konstrukcji i przygotowanie ich do produkcji. Nie można dowieść, że takie nakłady zapewniłyby jej przewagę jeszcze podczas wojen napoleońskich, ale obojętność wobec części projektów wskazuje na konserwatyzm techniczny cesarza. Zarzut nie jest więc anachroniczny, jeśli nie brzmi: „Napoleon powinien był natychmiast przezbroić całą armię”, lecz: „nie stworzył warunków do systematycznego badania i rozwijania nowych rodzajów broni”.
Zasadniczą przewagą wojsk francuskich nie była technologia, lecz organizacja, mobilność i wykorzystanie zasobów państwa. Gdy przeciwnicy przyswoili francuskie rozwiązania organizacyjne, zreformowali własne armie i nauczyli się unikać szybkiego rozstrzygnięcia na warunkach Napoleona, przewaga zaczęła topnieć. Cesarz nie znalazł równie skutecznej odpowiedzi na wojnę partyzancką, ogrom przestrzeni rosyjskiej, coraz liczniejsze armie koalicji ani rosnącą złożoność dowodzenia.
Nie sposób też przeciwstawiać w prosty sposób „nowoczesnej” lekkiej piechoty brytyjskiej „zacofanym” francuskim kolumnom. Tyraliera, linia, kolumna i czworobok służyły różnym celom, a wszystkie główne armie epoki łączyły te formacje zależnie od sytuacji. Francuzi szeroko wykorzystywali strzelców w szyku rozproszonym już podczas wojen rewolucyjnych. Brytyjczycy rzeczywiście rozwinęli wyszkolenie lekkiej piechoty i umiejętne połączenie tyraliery, ognia linii oraz kontrataku, ale nie walczyli po prostu jako rozsypani strzelcy kryjący się za drzewami. Kolor munduru także nie rozstrzygał jeszcze o sprawności armii. Sedno różnicy leżało w wyszkoleniu, dyscyplinie ognia, dowodzeniu, współdziałaniu rodzajów broni i dostosowaniu taktyki do terenu.
Późniejszy rozwój wojskowości potwierdził jednak ogólny kierunek przemian. Wraz ze wzrostem zasięgu, szybkostrzelności i celności broni zwarte formacje stawały się coraz bardziej narażone na ogień. Czworobok długo pozostawał skuteczną odpowiedzią piechoty na atak kawalerii i był używany także po 1815 roku; stracił znaczenie dopiero wraz ze zmianą uzbrojenia i roli kawalerii. Barwne umundurowanie również nie zniknęło od razu — armia francuska wyruszała na wojnę jeszcze w 1914 roku w czerwonych spodniach — lecz ostatecznie ustąpiło barwom ochronnym. Nie dowodzi to zacofania każdej formacji napoleońskiej już na początku XIX wieku. Pokazuje natomiast, że przyszłość należała do rozproszenia, osłony i ograniczania widoczności żołnierza.

Zdolności operacyjne a skutki polityki

Forrest nazywa Napoleona strategiem, lecz przywołuje głównie jego zdolności operacyjne i taktyczne. To rozróżnienie jest zasadnicze. Można zwyciężać w bitwach, a zarazem prowadzić państwo ku strategicznej klęsce. Strategia nie polega tylko na zgromadzeniu większej liczby żołnierzy na wybranym odcinku. Musi łączyć działania wojenne z osiągalnym celem politycznym, logistyką, gospodarką, dyplomacją i zdolnością zakończenia konfliktu na korzystnych warunkach.
Pod tym względem bilans Napoleona wypada niekorzystnie. Wyprawa egipska zakończyła się strategiczną klęską. Zwycięstwa odniesione na lądzie nie zmieniają tego, że utrata floty pod Abukirem odcięła armię od Francji i pozbawiła wyprawę możliwości osiągnięcia zakładanego celu. Napoleon opuścił swoich żołnierzy i wrócił do kraju, zanim ekspedycja skapitulowała. W Hiszpanii źródłem wojny nie była nieudolność marszałków, lecz jego własna decyzja, aby obalić miejscową dynastię i narzucić tron bratu. Przemoc okupacji uruchomiła opór ludowy, dała Wielkiej Brytanii trwały przyczółek na kontynencie i zmusiła Francję do zużywania ludzi oraz środków w konflikcie, którego nie umiała rozstrzygnąć.
W Rosji cesarz zgromadził liczną armię, lecz nie potrafił przekształcić jej przewagi liczebnej w osiągalny rezultat polityczny. Sama Francja miała mniejszą bazę ludnościową niż imperium rosyjskie — zależnie od przyjętych granic i roku różnicę można szacować na około jedną czwartą lub więcej. Napoleon uzupełnił własne możliwości mobilizacyjne kontyngentami państw zależnych i sojuszniczych, lecz przewaga początkowa nie usuwała dysproporcji terytorium, rezerw i możliwości cofania się przeciwnika.
Rosjanie wycofywali się w głąb kraju, wydłużając francuskie linie zaopatrzenia. Straty ludzi i koni rosły jeszcze przed nadejściem najcięższych mrozów. Zajęcie Moskwy nie zmusiło Aleksandra I do rokowań, a Napoleon zbyt długo czekał na pokój, którego przeciwnik nie zamierzał zawierać. Mróz spotęgował katastrofę; nie był jednak autorem planu kampanii. Była nim decyzja człowieka, który pomylił zdobycie miasta z osiągnięciem celu wojny.
W 1813 roku Napoleon nadal wygrywał bitwy, lecz jego odbudowanej armii brakowało doświadczonej kawalerii i kadr, a kolejne zwycięstwa nie prowadziły do politycznego rozstrzygnięcia. Poprzednie wojny obciążyły zasoby finansowe i demograficzne Francji. Nie ma potrzeby twierdzić, że liczba wszystkich mężczyzn zdolnych do mobilizacji była bezwzględnie mniejsza niż w 1790 roku — takie porównanie komplikuje zmienność granic i zasad poboru. Istotne jest, że państwo sięgało po coraz młodsze i gorzej przygotowane roczniki, odwoływało odroczenia oraz obniżało wymagania wobec rekrutów. Odtworzenie liczby żołnierzy nie oznaczało odtworzenia doświadczenia utraconego w poprzednich kampaniach.
Przeciwnicy nauczyli się unikać głównej armii cesarza, uderzać w jego marszałków i wykorzystywać własną przewagę. Pod Lipskiem napoleoński model ruchliwości i koncentracji zderzył się z koalicją, którą sam Napoleon pomógł zjednoczyć. Problemem była niezdolność ograniczenia celów. Każde zwycięstwo miało przygotować następne, ponieważ porządek cesarski wymagał ciągłego przymusu i kolejnych mobilizacji.
Samo zdanie „Napoleon przegrał, więc był nieudolnym dowódcą” nie wyjaśnia mechanizmu jego klęski. Końcowy wynik pozwala jednak zakwestionować przenoszenie sprawności operacyjnej na wszystkie poziomy wojny. Napoleon potrafił koncentrować siły, lecz wielokrotnie błędnie oceniał granice, w jakich użycie tych sił mogło przynieść trwały skutek polityczny. Im większe stawało się jego imperium, tym bardziej jego sposób prowadzenia wojny niszczył podstawy, na których miało się ono opierać.

Zasługi dla cesarza, winy dla marszałków

W tym miejscu dochodzimy do elementu, którego w ujęciu Forresta najbardziej brakuje: Napoleon nie był tylko dowódcą armii. Był również redaktorem własnej sławy. Zrozumiał to bardzo wcześnie, już podczas kampanii włoskiej, kiedy inspirował gazety armijne przedstawiające Bonapartego jako centralną postać zwycięstw, szybszą od przeciwników i niemal nieomylną. Później tę rolę przejęły Bulletins de la Grande Armée, drukowane w urzędowym „Le Moniteur”, rozpowszechniane w kraju i odczytywane wojsku. Nie były zwykłymi komunikatami. Porządkowały wydarzenia w narrację, w której cesarz przewidywał, rozkazywał i zwyciężał.
Nie znaczy to, że Napoleon zawsze przemilczał swoich dowódców. Przeciwnie: umiał publicznie chwalić, nadawać tytuły, rozdawać majątki i budować hierarchię sławy. Davout otrzymał tytuł księcia Auerstädt, Lannes był szczerze opłakiwany, a imię Desaix zostało związane z pamięcią Marengo. Nagroda nie naruszała jednak zasadniczej konstrukcji mitu: marszałek mógł być bohaterem epizodu, lecz autorem zwycięstwa pozostawał Napoleon.
Marengo jest dobrym przykładem. Pierwsza faza bitwy była dla Francuzów niemal przegrana, a odwrót stał się realną możliwością. O wyniku przesądziły nadejście dywizji Desaix oraz szarża kawalerii Kellermanna. Napoleon miał oczywiście udział w skupieniu sił i dalszym kierowaniu walką, ale późniejsza opowieść wygładziła chaos, błędne rozpoznanie zamiarów przeciwnika i zależność od inicjatywy podwładnych. Z kolei w kampanii 1806 roku to Davout pod Auerstädt, dysponując znacznie mniejszymi siłami, pobił główną armię pruską, podczas gdy Napoleon walczył pod Jeną z innym zgrupowaniem. Davout został nagrodzony, ale pamięć zbiorowa utrwaliła przede wszystkim „zwycięstwo Napoleona pod Jeną”. System chwały potrafił pomieścić zasługę marszałka, pod warunkiem że pozostawała ona częścią większej chwały cesarza.
Przy klęskach mechanizm działał odwrotnie. Po katastrofie rosyjskiej 29. biuletyn Wielkiej Armii wysunął na pierwszy plan nagłe załamanie pogody. Mróz był faktem, lecz takie ujęcie przesuwało uwagę z błędnego celu politycznego, niedostatków zaopatrzenia, nadmiernego wydłużenia marszu i spóźnionej decyzji o odwrocie. Po Waterloo narracja tworzona przez Napoleona na Wyspie Świętej Heleny obciążała Neya za sposób prowadzenia ataków i Grouchy’ego za nieprzybycie na pole bitwy. Spory o decyzje obu marszałków trwają do dziś, ale nie mogą unieważnić odpowiedzialności naczelnego wodza za niejasność części rozkazów, dobór ludzi, podział sił, opóźnienia i błędną ocenę sytuacji.
Nie chodzi zatem o proste oskarżenie, że Napoleon „kradł” każdą zasługę i nigdy nikogo nie wyróżniał. Mechanizm działał subtelniej. Chwałę delegował warunkowo, odpowiedzialność zaś rozpraszał. Gdy plan się powiódł, powodzenie potwierdzało autorstwo i słuszność decyzji cesarza. Gdy się nie powiódł, decyzja nadal miała uchodzić za właściwą, zawiedli natomiast wykonawcy albo okoliczności. Jest to mechanizm znany nie tylko z cesarskich biuletynów, lecz także ze współczesnej propagandy przywódczej: centrum władzy monopolizuje intencję i sukces, peryferiom pozostawia błąd i winę.

Lojalność nie jest tym samym co skuteczna instytucja

Forrest ma rację, że odznaczenia, awanse i materialne nagrody pomagały Napoleonowi budować więź z żołnierzami. Legia Honorowa, tytuły, donatywy i możliwość kariery przemawiały do aspiracji ludzi, którym rewolucja otworzyła drogę awansu. Cesarz znał język armii, pamiętał jednostki i umiał przemawiać do żołnierskiej dumy. Powrót spod Elby w 1815 roku dowodzi, że jego osobisty wpływ polityczny pozostawał skuteczny.
Ale również tutaj nie wolno utożsamiać głośnej lojalności weteranów i Gwardii z postawą całej armii. Wojsko cesarskie składało się w coraz większym stopniu z poborowych, kontyngentów państw zależnych i sojuszników, których wierność trwała tak długo, jak długo trwała przewaga Francji. Dezercje, uchylanie się od poboru i opór przeciw konskrypcji były stałym składnikiem systemu. W 1812 roku Wielka Armia była wielonarodową machiną imperialną, nie wspólnotą związaną jednakowym osobistym oddaniem cesarzowi. W 1813 roku sojusznicy przechodzili na stronę koalicji, a w 1814 roku sami marszałkowie uznali dalszą walkę za bezcelową i wymusili abdykację.
Lojalność osobista bywa ponadto wojskowo niebezpieczna, jeśli zastępuje odpowiedzialność instytucjonalną. Dowódcy, których pozycja zależy od łaski jednego człowieka, uczą się odgadywać jego życzenia, rywalizować o uznanie i ukrywać złe wiadomości. System Napoleona nagradzał śmiałość oraz wykonanie rozkazu, ale utrudniał otwarty spór z cesarzem. W początkowych kampaniach szybkość jego myślenia i jakość marszałków często kompensowały tę wadę. W Hiszpanii, Rosji i podczas późnych kampanii ta sama centralizacja zwiększała chaos. Rozrastającego się imperium nie można było nadal prowadzić tak, jak Armii Włoch w 1796 roku.

Bilans wojskowy

Po oddzieleniu faktów od legendy pozostaje dowódca sprawnie posługujący się manewrem, koncentracją sił i tempem działań, zdolny do podejmowania decyzji pod presją. Doprowadził istniejące tendencje organizacyjne do wysokiego stopnia sprawności i przez kilka lat działał szybciej od przeciwników. Nie był natomiast samotnym wynalazcą nowoczesnej wojny ani nieomylnym strategiem, którego plany psuli mniej zdolni wykonawcy.
Forrest przypomina, że reputacja Napoleona nie jest pozbawiona krytyków. Sam jednak w pierwszych akapitach przyjmuje zbyt wiele elementów obrazu stworzonego przez cesarza. Szybkość, korpusy, lojalność i zwycięstwa układają mu się w opowieść o osobistym autorstwie sukcesów. Tymczasem każde z tych osiągnięć miało autorstwo zbiorowe i granice, które kolejne wojny ujawniły. Szybkość mogła zmienić się w marsz poza możliwości zaopatrzenia; samodzielność korpusów — w rywalizację dowódców; lojalność — w kult jednostki; zwycięstwo w bitwie — w jeszcze jeden etap wojny bez możliwego zakończenia.
Bardziej trwały od wielu konkretnych rozwiązań wojskowych okazał się sposób przedstawiania wojny. Napoleon zbudował model, w którym działania setek tysięcy ludzi otrzymywały jednego autora, a skutki polityki jednego człowieka rozkładały się na winy tysięcy innych. Zwycięstwa miały jego twarz; klęski należały do marszałków, pogody i losu. Jeżeli z wojen napoleońskich ma płynąć nauka dla współczesności, to właśnie ta: należy z nieufnością traktować każdą narrację, która sprawność operacyjną przywódcy zamienia w moralne i polityczne usprawiedliwienie wojny, a cenę jego ambicji usuwa poza kadr.

Ustrój: reforma podporządkowana władzy

Główny problem rządów Napoleona nie leżał w sferze organizacji wojska, lecz w sferze celów, którym wojsko i państwo zostały podporządkowane. Można spierać się o autorstwo systemu korpusowego, wartość poszczególnych manewrów i udział marszałków w zwycięstwach. Ważniejsze jest jednak pytanie, do czego te zdolności zostały użyte. Czy panowanie Napoleona wniosło do historii cywilizacji wartości, których nie dało się urzeczywistnić bez dyktatury i podboju? Czy też osiągnięcia administracyjne stały się narzędziem usprawiedliwiania władzy osobistej, dynastyzmu i ciągłej wojny?
Alan Forrest pisze, że Napoleon „myślał nie tylko jako strateg wojskowy, ale jako przywódca polityczny”. Podkreśla jego gotowość do przejmowania inicjatywy oraz zauważa, że cesarz nigdy nie pozwolił armii przejąć kontroli politycznej ani we Francji, ani w krajach podbitych. W tym ujęciu sprawność wodza łączy się ze sprawnością budowniczego państwa. Twierdzenie to pomija jednak zasadniczą kwestię: Napoleon nie musiał dopuszczać armii do samodzielnego sprawowania władzy, ponieważ sam użył jej do zdobycia władzy, a następnie podporządkował ją własnemu systemowi politycznemu. Nie ustanowił rządów generałów. Ustanowił rządy generała, który został pierwszym konsulem, dożywotnim konsulem, a następnie dziedzicznym cesarzem.

Polityczny kapitał generała

Forrest upraszcza sytuację, kiedy stwierdza, że jako dowódca Armii Włoch Bonaparte nie miał żadnej władzy politycznej poza tą, która wynikała z przewagi wojskowej. Formalnie pozostawał generałem podporządkowanym Dyrektoriatowi. W praktyce już kampania włoska zapewniła mu zasoby znacznie wykraczające poza zwykłe dowództwo: możliwość prowadzenia rokowań, rozdysponowywania pieniędzy i dóbr zdobytych we Włoszech, wpływania na włoskie rządy oraz bezpośredniego kształtowania własnego obrazu we Francji. Jego depesze i gazety armijne czyniły z sukcesów wojska osobisty kapitał polityczny dowódcy.
Nie działał też w społecznej próżni. Jego związki z Barrasem, małżeństwo z Józefiną de Beauharnais, kontakty z politykami Dyrektoriatu oraz rosnąca pozycja braci poszerzały jego zaplecze. Józef Bonaparte pełnił funkcje dyplomatyczne i polityczne, a Lucjan został deputowanym, później zaś jako przewodniczący Rady Pięciuset odegrał istotną rolę w zamachu 18 brumaire’a. Nie należy jednak odwracać zależności: pozycja rodziny w znacznej mierze rosła dzięki sukcesom Napoleona, a nie poprzedzała jego karierę jako samodzielne źródło władzy.
Ostrożności wymaga również wątek masonerii. Wielu członków rodziny Bonaparte i ludzi z otoczenia cesarza należało do lóż, które podczas Konsulatu i Cesarstwa znalazły się pod opieką reżimu. Nieformalne więzi powstające w takich organizacjach mogły ułatwiać dostęp do informacji, nawiązywanie kontaktów, budowanie wzajemnego zaufania oraz tworzenie doraźnych grup wpływu, dlatego czynnika tego nie należy całkowicie pomijać. Nie ma jednak wystarczających podstaw, aby uznać przynależność do masonerii za samodzielne wyjaśnienie politycznego awansu Napoleona ani za dowód istnienia jednolitej, wcześniej przygotowanej sieci, która wyniosła go do władzy. Znacznie lepiej udokumentowane znaczenie miały jego pozycja w armii, propaganda, patronat, związki osobiste oraz kryzys Dyrektoriatu.

Armia nie rządziła, ponieważ rządził jej zwierzchnik

Zdanie Forresta, że Napoleon nie pozwolił armii przejąć kontroli politycznej, jest formalnie prawdziwe, ale prowadzi do mylącego wniosku. 18 brumaire’a nie był pokojowym przekazaniem władzy. Zamach przygotowali także cywilni politycy — Sieyès, Talleyrand, Lucjan Bonaparte i inni — lecz jego rozstrzygnięcie zależało od wojska. Deputowanych usunięto z obrad przy pomocy grenadierów, a nowy porządek powstał po obaleniu obowiązującej konstytucji.
Konstytucja roku VIII zachowała republikańskie nazwy, ale rozbiła i osłabiła władzę ustawodawczą, podczas gdy Pierwszy Konsul otrzymał kontrolę nad inicjatywą prawodawczą, administracją i nominacjami. Plebiscyty nie tworzyły rzeczywistej kontroli obywateli nad rządem; służyły zatwierdzaniu rozstrzygnięć już dokonanych, a oficjalne wyniki pierwszego z nich zostały dodatkowo zawyżone przez aparat kierowany przez Lucjana. Kolejne etapy — konsulat dożywotni w 1802 roku i dziedziczne Cesarstwo w 1804 roku — nie były zmianą nagłą, lecz konsekwentnym usuwaniem ograniczeń władzy osobistej.
Napoleon nie oddał państwa korpusowi oficerskiemu, ponieważ nie zamierzał dzielić się suwerennością z żadną grupą. Marszałkowie otrzymywali tytuły, majątki i stanowiska, ale pozostawali klientami cesarza. Administracja cywilna również nie była niezależna: prefekci, Rada Stanu, policja, sądy i kontrolowana prasa miały wykonywać politykę centrum. Był to zatem nie tyle triumf władzy cywilnej nad wojskiem, ile podporządkowanie obu sfer jednemu ośrodkowi decyzji.
Ta różnica ma znaczenie także współcześnie. Militaryzacja polityki nie zawsze przybiera postać jawnej junty. Może polegać na tym, że przywódca wywodzący swą legitymację z wojny wykorzystuje armię w chwili przejęcia władzy, a później rządzi za pomocą cywilnych urzędów, ustaw, plebiscytów i policji. Instytucje zachowują nazwy oraz procedury, lecz tracą możliwość kontrolowania centrum wykonawczego.

Nie tylko „jako kto”, lecz w jakim celu

Forrest pyta, czy Napoleon myślał jako wojskowy, czy jako polityk. Trafniejsze pytanie brzmi: jakie cele podporządkowywały jego działania wojskowe i polityczne? Odpowiedź „myślał wyłącznie o sobie” jest zrozumiała jako sprzeciw wobec legendy, ale byłaby zbyt kategoryczna. Nie możemy dowieść wyłączności jednego motywu. Napoleon przywiązywał wagę do porządku administracyjnego, jednolitości prawa, świeckiego państwa, ochrony własności i awansu opartego częściowo na służbie oraz kwalifikacjach. Nie były to jedynie puste hasła.
Problem polega na tym, że wartości te uznawał za zgodne z nieograniczoną władzą osobistą. Porządek oznaczał dla niego posłuszeństwo; reprezentacja obywateli — aprobatę wyrażaną w kontrolowanym plebiscycie; równość — zniesienie dawnych przywilejów, ale nie polityczną równość wobec władcy; zasługa — możliwość awansu w hierarchii, której szczyt zajmował cesarz i jego rodzina. Państwo miało być racjonalne w działaniu, lecz nie miało ograniczać tego, kto nim kierował.
Dlatego osobistej ambicji i programu państwowego nie należy rozdzielać. Napoleon mógł rzeczywiście uważać, że stabilizuje zdobycze rewolucji, a jednocześnie utożsamiać stabilność Francji z trwałością własnych rządów. Mógł wierzyć w jednolite prawo, a zarazem traktować podbite społeczeństwa jako źródło podatków, rekrutów i politycznego podporządkowania. Mógł deklarować służbę państwu, a jednocześnie budować dynastię.
Polityka rodzinna nie była dodatkiem do jego systemu. Józef otrzymał korony Neapolu, a następnie Hiszpanii; Ludwik został królem Holandii; Hieronim — królem Westfalii; siostry i szwagrowie otrzymywali księstwa oraz trony. Napoleon rozwiódł się z Józefiną i zawarł małżeństwo z Marią Ludwiką między innymi po to, aby zapewnić dynastycznego następcę. Powstała nowa arystokracja cesarska, oparta na służbie, wojnie i łasce władcy. Rewolucyjne odrzucenie dziedzicznego panowania doprowadziło więc do ustanowienia nowej dziedziczności.
Nie znaczy to, że Napoleon zamierzał dosłownie „zapewnić rodzinie panowanie nad światem”. Takie sformułowanie wykracza poza materiał dowodowy. Można natomiast wykazać, że przekształcał zależne kraje w elementy systemu rodzinnego, a interesy ich mieszkańców podporządkowywał bezpieczeństwu Francji i własnej dynastii. Królestwo Ludwika zostało ostatecznie przyłączone do Francji, gdy władca próbował mocniej uwzględniać interesy Holendrów. Hiszpania stała się polem wojny po narzuceniu jej Józefa. Rodzina miała zarządzać Europą, ale nie otrzymała prawa prowadzenia polityki sprzecznej z wolą jej zwierzchnika.

Powrót absolutyzmu czy nowa postać dyktatury?

Marzenie o imperium czerpało symbole z Rzymu, Aleksandra i Karola Wielkiego, lecz nie było prostym powrotem do monarchii dawnego porządku. Nazwanie go jedynie anachronizmem nie wyczerpuje problemu. System Napoleona łączył dawne wyobrażenia dynastyczne z nowymi narzędziami: powszechną mobilizacją, skodyfikowanym prawem, scentralizowaną administracją, policją polityczną, kontrolą prasy, państwową edukacją i plebiscytarną legitymizacją. Była to dyktatura wyrastająca z nowoczesnej polityki masowej, a nie tylko odtworzenie osiemnastowiecznej monarchii.
Również Oświecenie nie prowadziło jedną drogą ku demokracji. Obok idei praw jednostki, podziału władz i suwerenności ludu istniał oświecony absolutyzm, wiara w racjonalizację państwa dokonywaną odgórnie oraz przekonanie, że sprawna administracja może zastąpić udział obywateli. Napoleon przejął część języka Oświecenia i część dorobku rewolucji, ale usunął z nich to, co mogło ograniczać władzę wykonawczą.
W wydanym przeze mnie eseju „Danton Robespierre” wskazywałem na destrukcyjne mechanizmy rewolucji: przemoc, rozpad reguł, usprawiedliwianie terroru koniecznością i stopniowe zawężanie pola legalnej opozycji. Nie muszę jednak twierdzić, że każda rewolucja bez wyjątku kończy się dyktaturą. Takiego prawa historii nie da się obronić. Wystarczy stwierdzić, że rewolucja francuska — przez wojnę, terror, kolejne zamachy stanu i osłabienie instytucji przedstawicielskich — stworzyła warunki, w których wojskowy przywódca mógł przedstawić władzę osobistą jako lekarstwo na chaos. Napoleon nie zakończył politycznej przemocy rewolucji; skupił ją w państwie i skierował na zewnątrz.

Trwałe reformy nie usprawiedliwiają podboju

Czy rządy Napoleona wniosły coś pozytywnego do dziejów cywilizacji? Odpowiedź całkowicie przecząca byłaby równie uproszczona jak legenda cesarza-reformatora. Kodeks cywilny ujednolicił prawo, zabezpieczył własność, utrwalił formalną równość mężczyzn wobec prawa i świecki charakter państwa. Administracja prefekturalna, Rada Stanu, licea oraz część instytucji finansowych okazały się trwałe. W wielu krajach podległych Francji znoszono pozostałości feudalne, porządkowano sądownictwo i otwierano urzędy dla grup wcześniej wykluczonych przez urodzenie lub wyznanie.
Trzeba jednak postawić trzy zastrzeżenia. Po pierwsze, znaczna część tych zmian miała źródła rewolucyjne albo była opracowywana zbiorowo przez prawników, urzędników i instytucje. Napoleon nadał im formę, zatwierdzał je i wykorzystywał, ale nie był ich jedynym autorem. Po drugie, modernizacja miała wyraźne granice. Kodeks podporządkował żonę mężowi i ograniczył pozycję kobiet; niezależność prasy została zlikwidowana; zgromadzenia przedstawicielskie utraciły znaczenie; policja nadzorowała przeciwników; w 1802 roku przywrócono niewolnictwo we francuskich koloniach. Równość prawna współistniała z nierównością polityczną, patriarchatem i przemocą kolonialną.
Po trzecie, reformy eksportowano razem z poborem, podatkami, rekwizycjami i zależnością polityczną. To, że część rozwiązań zachowano po 1815 roku, świadczy o ich użyteczności, ale nie nadaje wstecznej prawomocności podbojowi. Prawo można ujednolicać bez okupacji, przywileje stanowe można znosić bez rabunku, a administrację usprawniać bez wysyłania setek tysięcy ludzi na kolejne wojny. Korzyść wynikająca z określonej reformy nie usprawiedliwia sposobu jej narzucenia ani całego systemu, któremu służyła.
To rozróżnienie jest szczególnie ważne w sporach o współczesne konflikty. Państwa prowadzące wojny często przedstawiają własne instytucje, prawo albo model gospodarczy jako dar dla podbijanego społeczeństwa. Nawet rzeczywista poprawa pojedynczych regulacji nie usuwa pytania o zgodę rządzonych, suwerenność, koszty przemocy i interes najeźdźcy. Modernizacja narzucona bagnetem pozostaje narzucona bagnetem.

Karol Wielki, Aleksander i granice analogii

Forrest wskazuje na Karola Wielkiego jako ważny wzór Napoleona; można do niego dodać Aleksandra Macedońskiego, Cezara i cesarzy rzymskich. Napoleon świadomie posługiwał się historycznymi symbolami, aby przedstawić własne panowanie jako część długiej tradycji imperialnej. Z analogii tych nie wynika jednak, że wszystkie imperia muszą rozpadać się natychmiast ani że nie mogą tworzyć trwałych instytucji — historia zna struktury imperialne istniejące przez stulecia. Zarazem już sam sposób ich tworzenia rodzi trwałe napięcie między kosztami przymusu a korzyściami czerpanymi przede wszystkim przez elity. Rozwój świadomości narodowej, upowszechnienie zasady samostanowienia i prawnego zakazu aneksji oraz rosnące koszty kontroli militarnej sprawiły, że po 1945 roku trwałe i prawnie uznane podporządkowanie obcych społeczeństw stało się znacznie trudniejsze, a jego pełna legitymizacja — niemal niemożliwa. Odbudowa i późniejszy dobrobyt nie unieważniają przy tym kosztów imperialnej przemocy: społeczeństwo może rozwijać się po podboju, a mimo to przez pokolenia pozostawać uboższe materialnie, instytucjonalnie i kulturowo, niż byłoby bez doznanych zniszczeń. Powstanie nowej gospodarki na podbitym terytorium nie jest więc dowodem, że podbój służył zamieszkującemu je społeczeństwu.
Przykłady Karola i Aleksandra pokazują coś bardziej precyzyjnego: podbój dokonany przez jednego władcę nie rozwiązuje problemu sukcesji, lojalności elit, różnic regionalnych i trwałej legitymizacji. Państwo Karola Wielkiego nie zostało podzielone przez jego najmłodszego syna zaraz po śmierci cesarza. W 814 roku całość odziedziczył Ludwik Pobożny; zasadniczy podział nastąpił dopiero w 843 roku na mocy traktatu w Verdun, zawartego przez trzech synów Ludwika, a więc wnuków Karola, po wojnie domowej. Imperium Aleksandra zaczęło rozpadać się po jego śmierci w 323 roku p.n.e., gdy wodzowie i następcy walczyli o schedę pozbawioną ustalonego mechanizmu sukcesji.
Napoleon znał te historie, ale wyciągnął z nich przede wszystkim wzór osobistej chwały i dynastycznej ciągłości. Jego europejski system także nie miał niezależnych podstaw. Zależne państwa trwały tak długo, jak długo Francja mogła narzucać im władców, pobierać świadczenia i bronić ich militarnie. Kiedy przewaga wojskowa osłabła, system zaczął się rozpadać. Nie dlatego, że każde imperium musi upaść w ciągu jednego pokolenia, lecz dlatego, że napoleońska Europa była bardziej układem zależności od zwycięskiego centrum niż wspólnotą opartą na dobrowolnej lojalności i trwałej równowadze interesów.

Znaczenie dla współczesności

Dziedzictwo napoleońskie nie sprowadza się do pytania, czy dzisiejsi dowódcy mogą powtórzyć manewr spod Ulm albo Austerlitz. Ważniejsze są mechanizmy polityczne, które pozostają rozpoznawalne.
Po pierwsze, kryzys może posłużyć do przedstawienia koncentracji władzy jako jedynego sposobu przywrócenia porządku. Kolejne wyjątki stają się wówczas trwałym ustrojem.
Po drugie, plebiscyt i powszechna aprobata deklarowana przez władzę nie zastępują wolnych wyborów, niezależnej prasy i instytucjonalnej kontroli. Reżim może mówić językiem suwerenności ludu, jednocześnie pozbawiając obywateli możliwości zmiany rządu.
Po trzecie, administracyjna sprawność nie jest miarą wolności. Państwo może działać jednolicie, szybko i przewidywalnie, a zarazem ograniczać debatę, podporządkowywać sądy i karać sprzeciw.
Po czwarte, reforma narzucona z zewnątrz nie przestaje być formą dominacji dlatego, że zawiera rozwiązania uznawane przez najeźdźcę za postępowe. O jej trwałości decydują nie tylko przepisy, lecz także zgoda społeczeństwa i sposób ich wprowadzenia.
Po piąte, polityka dynastyczna nie musi dziś polegać na rozdawaniu koron braciom. Jej odpowiednikiem może być obsadzanie państwa rodziną i osobistymi klientami, zacieranie granicy między interesem publicznym a prywatnym oraz utożsamianie bezpieczeństwa kraju z bezpieczeństwem przywódcy.
Po szóste, system oparty na zwycięstwie ma trudność z wyznaczeniem granicy własnej ekspansji. Jeśli legitymizacja władcy zależy od kolejnych sukcesów, kompromis zaczyna wyglądać jak słabość, a pokój — jak utrata politycznej energii. Wojna, która miała być narzędziem państwa, staje się warunkiem trwania reżimu.

Bilans ideowy

Nie trzeba odmawiać wartości każdej instytucji powstałej za Konsulatu i Cesarstwa, aby negatywnie ocenić system Napoleona. Jego rządy utrwaliły część przemian prawnych i administracyjnych, lecz zarazem ograniczyły polityczną treść rewolucyjnych deklaracji. Obywatel otrzymał jednolite prawo, ale nie otrzymał skutecznej kontroli nad władzą. Kariera została szerzej otwarta dla ludzi spoza dawnej arystokracji, lecz na jej szczycie ustanowiono nową dynastię. Feudalne przywileje usuwano w podbitej Europie, ale w ich miejsce przychodziły francuskie podatki, pobór i zależność.
Najważniejszym błędem Napoleona nie było więc to, że czytał Karola Wielkiego albo Aleksandra, lecz że przyjął osobiste imperium za właściwą formę realizacji porządku i postępu. Uniwersalne zasady podporządkował interesowi centrum, a interes centrum utożsamił ze swoją władzą. Państwo i wojna miały służyć temu samemu projektowi dynastycznemu. W tej konstrukcji reformy mogły być trwałe, lecz pokój pozostawał nietrwały.
W tym właśnie miejscu polemika z Forrestem łączy się z pytaniem o współczesne konflikty. Nie wystarczy zapytać, jakie instytucje pozostawił po sobie zdobywca ani czy administracja pod jego rządami była sprawna. Trzeba także zapytać, ilu ludzi zapłaciło za te instytucje, kto miał prawo decydować o ich wprowadzeniu, jakie wolności zostały odebrane oraz czy deklarowane dobro podbitych nie było językiem maskującym interes władcy. Cywilizacji nie mierzy się wyłącznie liczbą kodeksów, urzędów i dróg. Mierzy się ją również zdolnością ograniczenia władzy i powstrzymania wojny.

Religia i dziedzictwo rewolucji

Alan Forrest przedstawia Napoleona jako człowieka pozbawionego przekonań religijnych, wiernego natomiast świeckiemu państwu, sprawnej administracji i podporządkowaniu prawu. W jego ujęciu opór w katolickiej Europie Południowej wynikał częściowo z trudności w zaakceptowaniu tej świeckiej zasady. Cesarz miał nie porzucić republikańskich marzeń młodości, mimo monarchicznej symboliki i dworskiego przepychu.
Opis ten łączy kilka różnych kwestii: osobistą religijność Napoleona, prawną pozycję Kościołów, polityczne posługiwanie się religią oraz stosunek cesarza do republiki. Napoleon rzeczywiście nie podporządkował państwa władzy duchownej i nie kierował polityką według nauki Kościoła. Nie znaczy to jednak, że religia została oddzielona od państwa albo pozostawiona sumieniu obywatela. Reżim włączył ją do systemu administracji, nadzoru i legitymizacji. Napoleon nie musiał wierzyć w religię jako prawdę objawioną, aby doceniać ją jako narzędzie porządku społecznego.
Dlatego spór nie powinien dotyczyć tego, czy prywatnie był katolikiem, deistą, sceptykiem czy człowiekiem religijnie obojętnym. Ważniejsze jest to, jak traktował wspólnoty wyznaniowe. Jego polityka wskazuje na powtarzalny mechanizm: uznawał religię, gdy pomagała stabilizować władzę; organizował ją i kontrolował, gdy mogła służyć państwu lub — jak islam podczas wyprawy egipskiej — jego doraźnym celom politycznym i osobistym ambicjom; ograniczał ją albo zwalczał, kiedy stawała się źródłem niezależności.

Konkordat nie był rozdziałem Kościoła od państwa

Rewolucja pozostawiła Francję głęboko podzieloną religijnie. Konstytucja cywilna kleru, konfiskata majątków kościelnych, prześladowania, emigracja duchowieństwa i polityka dechrystianizacyjna stworzyły konflikt, którego Dyrektoriat nie rozwiązał. Dla Pierwszego Konsula pojednanie z katolikami było sposobem zakończenia jednego z najpoważniejszych sporów wewnętrznych i pozyskania ludności nieufnej wobec państwa rewolucyjnego.
Konkordat zawarty z Piusem VII w 1801 roku nie przywrócił katolicyzmowi statusu oficjalnej religii państwowej. Określał go jako religię znacznej większości Francuzów. Papież uznał nowy porządek polityczny i zgodził się na reorganizację episkopatu. Pierwszy Konsul nominował biskupów, których ustanowienia kanonicznego dokonywał papież; duchowni składali przysięgę lojalności, a państwo wypłacało im wynagrodzenia. Kościół wyrzekł się roszczeń do dóbr skonfiskowanych i sprzedanych podczas rewolucji.
Nie jest więc ścisłe twierdzenie, że Napoleon uzyskał poparcie Kościoła bez żadnej zapłaty i wyłącznie groźbą terroru. Obie strony otrzymały konkretne korzyści. Papiestwo odzyskało legalne miejsce Kościoła w życiu Francji, możliwość kanonicznego porządkowania hierarchii i publiczne sprawowanie kultu. Państwo uzyskało uznanie nowego porządku własności, lojalność duchowieństwa i narzędzie społecznego uspokojenia. Było to porozumienie zawarte przy wyraźnej przewadze Pierwszego Konsula, ale pozostawało porozumieniem.
Ta korekta nie osłabia zarzutu instrumentalizacji. Przeciwnie, pozwala opisać ją dokładniej. Napoleon zawarł z Kościołem układ dlatego, że potrzebował jego społecznego autorytetu. Nie oddał mu jednak autonomii. Do konkordatu dołączył jednostronnie Artykuły Organiczne, których Stolica Apostolska nie zaakceptowała jako części uzgodnionego porozumienia. Ograniczały one swobodę ogłaszania dokumentów papieskich, regulowały funkcjonowanie seminariów i kultu oraz wzmacniały kontrolę administracji nad duchowieństwem. Powstał urząd odpowiedzialny za wyznania, a Kościół został wpisany w hierarchię państwa.
Nie była to zatem świeckość rozumiana jako rozdział instytucji religijnych od władzy publicznej. Była to nadrzędność państwa nad religią połączona z finansowaniem i organizowaniem uznanych kultów. Katolicyzm, protestantyzm, a później także judaizm otrzymywały oficjalne struktury, ale struktury te miały być czytelne dla administracji i odpowiedzialne przed nią. Państwo nie wycofało się ze sfery religijnej; przebudowało ją w taki sposób, aby móc nią zarządzać.

Papież potrzebny do koronacji, więzień po konflikcie

Udział Piusa VII w koronacji cesarskiej w 1804 roku pokazuje polityczną wartość religii dla Napoleona. Obecność papieża w katedrze Notre-Dame łączyła nową dynastię z chrześcijańskim rytuałem i nadawała ceremonii rangę, której nie zapewniałby sam plebiscyt. Napoleon sam włożył koronę na swoją głowę, podkreślając, że nie otrzymuje władzy od papieża. Nie zrezygnował jednak z papieskiej obecności, błogosławieństwa i oprawy liturgicznej. Chciał religijnej sankcji, ale na warunkach wyznaczonych przez siebie.
Relacje te nie pozostały pokojowe. Konflikt narastał między innymi wokół odmowy pełnego podporządkowania Państwa Kościelnego blokadzie kontynentalnej. Wojska francuskie zajęły Rzym, a w 1809 roku Napoleon przyłączył Państwo Kościelne do Cesarstwa. Pius VII odpowiedział ekskomuniką osób odpowiedzialnych za zamach na jego władzę. Wkrótce został aresztowany i wywieziony, najpierw do Savony, później do Fontainebleau. Podczas uwięzienia poddawano go naciskom, aby uzyskać dalsze ustępstwa.
Ta sekwencja jest istotniejsza niż próba rozstrzygnięcia, czy Napoleon „wierzył” w katolicyzm. Gdy porozumienie z Kościołem służyło stabilizacji Francji i legitymizacji nowej władzy, zawarł konkordat i zaprosił papieża na koronację. Gdy niezależne interesy papiestwa kolidowały z polityką cesarską, zastosował okupację, aneksję i uwięzienie. Religia była akceptowana jako podpora porządku, ale nie jako źródło granic dla władzy cesarza.

Islam jako język okupacyjnej propagandy

Jeszcze przed konkordatem Napoleon ujawnił podobne podejście w Egipcie. W odezwie do mieszkańców przedstawiał Francuzów jako przyjaciół muzułmanów, zapewniał o szacunku dla Boga, Mahometa i Koranu oraz przekonywał, że wyprawa jest wymierzona w ucisk mameluków, nie w islam. Żołnierzom nakazywał szanować muftich, imamów, meczety i obrzędy. Administracja zabiegała o współpracę ulemów, powoływała diwany i uczestniczyła w uroczystościach religijnych.
Nie należy z tego automatycznie wnioskować, że każdy gest był udawany albo że Napoleon niczego w islamie nie cenił. Interesował się religią jako czynnikiem organizującym społeczeństwo i mógł dostrzegać w niej cechy odpowiadające jego poglądom na prawo oraz władzę. Polityczny cel deklaracji pozostaje jednak czytelny: okupacyjna armia potrzebowała zmniejszyć opór ludności muzułmańskiej i pozyskać miejscowe elity religijne.
Granice deklarowanej tolerancji ujawniły się, gdy w Kairze wybuchło powstanie. Francuzi odpowiedzieli użyciem artylerii, egzekucjami, represjami i wkroczeniem do meczetu Al-Azhar. Odezwa o poszanowaniu islamu nie tworzyła prawa, które ograniczałoby armię okupacyjną. Była częścią polityki, której treść zależała od posłuszeństwa miejscowej ludności.
Porównanie Egiptu i Francji pokazuje ciągłość metody. W społeczeństwie muzułmańskim Napoleon przemawiał językiem szacunku dla islamu i przedstawiał Francuzów jako obrońców prawdziwej wiary przeciw mamelukom. W społeczeństwie katolickim zawierał porozumienie z papieżem i przywracał publiczny kult. W obu przypadkach religia miała pomagać w ustanowieniu porządku korzystnego dla francuskiego ośrodka władzy. Różniły się symbole i partnerzy, nie zasada politycznego wykorzystania wiary.

Organizowanie wyznań jako metoda kontroli

Podobny mechanizm widać w polityce wobec Żydów. Rewolucja przyznała im obywatelstwo, a Napoleon utrzymał zasadę ich prawnego włączenia do państwa. Jednocześnie zwołał zgromadzenie notabli i Wielki Sanhedryn, domagając się odpowiedzi dotyczących stosunku prawa religijnego do małżeństwa cywilnego, państwa i służby wojskowej. Następnie utworzył system konsystorzy, dzięki któremu administracja otrzymała partnerów odpowiedzialnych za nadzorowanie wspólnot i egzekwowanie obowiązków wobec państwa.
Polityka ta łączyła emancypację z asymilacją i nadzorem. Dekret z 1808 roku wprowadził czasowe ograniczenia gospodarcze wymierzone w część ludności żydowskiej i nierówne reguły dotyczące poboru. Nie pasuje to do obrazu państwa, którego ideologia nie opierała się na żadnych podziałach. Reżim nie stworzył ideologii religijnej nienawiści porównywalnej z późniejszymi systemami rasistowskimi, ale kategoryzował wspólnoty, stawiał im odmienne wymagania i używał ich instytucji jako przekaźników polityki państwa.
Przykład ten pokazuje również, że tolerancja i kontrola nie wykluczają się. Państwo może przyznać grupie formalne miejsce w porządku prawnym, a zarazem wymagać od niej szczególnych dowodów lojalności i podporządkować jej organizację celom administracji.

Posłuszeństwo prawu czy prawo posłuszne władcy?

Forrest zestawia ideologię Napoleona z wydajnością administracyjną i podporządkowaniem prawu. Trzeba jednak zapytać, czy chodzi o rządy prawa, czy jedynie o skuteczne wykonywanie przepisów wydawanych przez centrum. Rządy prawa wymagają, aby normy ograniczały również władzę, istniała możliwość kontroli jej decyzji, a obywatel był chroniony przed arbitralnością. W państwie napoleońskim prawo przede wszystkim przenosiło wolę władzy wykonawczej w dół hierarchii.
Konkordat może tu służyć za przykład. Wynegocjowany akt został uzupełniony Artykułami Organicznymi bez zgody drugiej strony. Konstytucje zmieniano tak, aby kolejne etapy koncentracji władzy otrzymywały formę prawną. Plebiscyty zatwierdzały rozwiązania przygotowane przez rząd. Cenzura, nadzór policyjny i zatrzymania polityczne również działały poprzez instytucje oraz akty urzędowe. Legalna forma nie przesądzała o istnieniu niezależnego prawa stojącego ponad władcą.
Napoleon oczekiwał więc nie tylko podporządkowania prawu, lecz podporządkowania prawu, którego treść i zakres stosowania w znacznym stopniu sam określał. Administracyjna sprawność tego systemu nie jest odpowiedzią na pytanie o jego prawomocność. Przepisy mogą być jednolite, urzędy regularne, a decyzje szybko wykonywane, podczas gdy obywatel nie posiada skutecznego środka sprzeciwu wobec centrum.

Religia nie wyjaśnia sama oporu Europy Południowej

Forrest sugeruje, że świecki charakter napoleońskiego państwa był trudny do przyjęcia w katolickiej Europie Południowej, czego skutkiem miały być niepokoje, powstania i działania partyzanckie. Religia rzeczywiście odgrywała ważną rolę w mobilizacji przeciw Francuzom. Duchowni uczestniczyli w oporze, obrona Kościoła łączyła się z obroną miejscowych wspólnot, a konfiskaty i podporządkowywanie instytucji kościelnych wywoływały sprzeciw.
Nie można jednak sprowadzać oporu do katolickiej niechęci wobec świeckości. W Hiszpanii ludność występowała przeciw obcej armii, narzuceniu nowej dynastii, rekwizycjom, przemocy, podatkom i poborowi. We Włoszech znaczenie miały okupacja, podporządkowanie polityczne, obciążenia wojenne i naruszenie lokalnych interesów. Aneksja Państwa Kościelnego nie była neutralną reformą administracyjną odrzuconą przez religijne społeczeństwo, lecz likwidacją istniejącego państwa przez obce mocarstwo.
Przedstawienie tych konfliktów jako reakcji katolickiego Południa na świeckie zasady odwraca zależność. To nie abstrakcyjna świeckość wkroczyła do Hiszpanii i Włoch, lecz armia cesarstwa. Religia dostarczała oporowi języka, symboli i sieci organizacyjnych, ale przyczyny konfliktu były zarazem polityczne, społeczne i materialne. Mieszkańcy nie musieli odrzucać równości wobec prawa, aby odrzucić prawo narzucane przez okupanta.

Co pozostało z republikańskich marzeń?

Równie nieprzekonujące jest twierdzenie Forresta, że Napoleon nigdy do końca nie porzucił republikańskich marzeń młodości. Bez wątpienia zawdzięczał rewolucji karierę i osobisty majątek. Bez zniesienia przywilejów urodzenia, masowej mobilizacji, emigracji części dawnej elity i otwarcia korpusu oficerskiego jego awans byłby znacznie mniej prawdopodobny. Zachował również część rewolucyjnych zmian: formalną równość cywilną mężczyzn, ochronę nowego układu własności, świecką administrację i kariery dostępne szerzej niż przed 1789 rokiem.
Zachowanie części rezultatów społecznych rewolucji nie jest jednak tym samym co wierność republikanizmowi. Republika zakłada, że urząd publiczny nie jest własnością jednej osoby ani dziedzictwem jej rodziny, a rządzący podlegają politycznej kontroli. Napoleon obalił Dyrektoriat w zamachu stanu, ograniczył znaczenie zgromadzeń, został konsulem dożywotnim, ustanowił dziedziczne Cesarstwo, stworzył nową szlachtę i rozdawał trony członkom rodziny. Te działania nie były jedynie „monarchiczną symboliką” otaczającą zachowane republikańskie wnętrze. Zmieniły samą zasadę sprawowania władzy.
Formuła prawna, według której „rząd Republiki powierzony jest cesarzowi”, nie dowodzi trwałości republikańskich przekonań. Pokazuje raczej przejęcie języka rewolucji w celu legitymizowania ustroju, który zaprzeczał jej zasadzie niedziedzicznej władzy. Napoleon zachował te elementy dziedzictwa 1789 roku, które wzmacniały jednolitość państwa, mobilność społeczną i jego własną administrację. Ograniczył albo usunął te, które umożliwiały polityczną konkurencję i kontrolę władzy wykonawczej.
Także odwołanie do „marzeń młodości” wymaga ostrożności. Młody Bonaparte był początkowo mocno związany z Korsyką i Pasqualem Paolim; jego droga do francuskiej polityki republikańskiej nie była prostym rozwinięciem jednego młodzieńczego programu. Późniejsze przedstawianie całej biografii jako konsekwentnej służby zasadom rewolucji należy częściowo do legendy tworzonej po fakcie.

Religia, prawo i współczesność

Ten fragment historii rzuca na współczesne konflikty więcej światła niż przeciwstawienie religijnego Południa świeckiemu reformatorowi.
Po pierwsze, świecki przywódca może intensywnie wykorzystywać religię. Brak osobistej wiary nie chroni państwa przed sakralizacją władzy, poszukiwaniem poparcia duchownych ani dostosowywaniem religijnego języka do aktualnej publiczności.
Po drugie, porozumienie państwa ze wspólnotą religijną nie musi oznaczać ani pełnej autonomii Kościoła, ani całkowitego poddania władzy świeckiej. Może być wymianą korzyści zawartą przy nierównowadze sił. Kiedy równowaga się zmienia, współpraca może przejść w przymus.
Po trzecie, okupant może przedstawiać się jako obrońca miejscowej religii, nawet gdy jego rzeczywistym celem jest polityczna kontrola. O wartości takich deklaracji rozstrzyga nie język odezwy, lecz postępowanie wobec społeczeństwa, które odmawia posłuszeństwa.
Po czwarte, nie należy tłumaczyć oporu przeciw obcej władzy wyłącznie fanatyzmem, religijnym konserwatyzmem albo niezrozumieniem nowoczesności. Religia może być językiem protestu, podczas gdy jego przyczynami są okupacja, narzucony ustrój, przemoc i eksploatacja.
Po piąte, administracyjne podporządkowanie religii nie jest tym samym co neutralność państwa. Władza może uznawać wiele wyznań, a jednocześnie organizować je tak, aby nadzorowały wiernych i przekazywały polecenia centrum.
Po szóste, prawna forma działania nie wystarcza do uznania rządów za rządy prawa. Jeżeli przywódca może zmieniać reguły, neutralizować instytucje kontrolne i stosować przepisy wybiórczo, posłuszeństwo prawu staje się posłuszeństwem władzy.

Bilans polityki religijnej

Forrest ma podstawy, aby nazywać państwo napoleońskie świeckim, jeśli rozumie przez to brak podporządkowania polityki doktrynie Kościoła oraz utrzymanie cywilnego źródła prawa. Jego opis staje się jednak nieścisły, gdy z tej świeckości wyprowadza obraz cesarza wiernego zasadzie neutralnego państwa i niezależnego prawa. Napoleon nie usuwał religii z polityki. Zawierał z nią układy, finansował ją, reorganizował, nadzorował i wykorzystywał do legitymizowania własnych rządów.
Nie wystarczył przy tym sam terror. Najpierw oferował partnerom religijnym korzyści: legalizację, ochronę, wynagrodzenia, instytucjonalne miejsce i dostęp do władzy. Przemoc pojawiała się wtedy, gdy niezależność partnera zaczynała przeszkadzać celom państwa. Los Piusa VII pokazuje przejście od konkordatu do uwięzienia; polityka egipska — od deklaracji szacunku wobec islamu do represji wobec powstania; polityka wobec Żydów — od obywatelskiego włączenia do szczególnego nadzoru i czasowych ograniczeń.
Podobnie selektywny był stosunek Napoleona do rewolucji. Zachował jej administracyjną zdolność mobilizacji, równość cywilną mężczyzn i nowy układ własności. Odrzucił republikańskie ograniczenie władzy, polityczną konkurencję i niedziedziczność najwyższego urzędu. Nie był więc ani prostym przeciwnikiem całego dziedzictwa rewolucji, ani ukrytym republikaninem pod cesarskim strojem. Wybrał z rewolucji to, co mogło służyć scentralizowanemu państwu i jego władcy.
Współczesna lekcja nie dotyczy zatem konfliktu religii z postępem. Dotyczy sposobu, w jaki władza przejmuje język religii, prawa i rewolucyjnych zasad, pozbawia go pierwotnych ograniczeń, a następnie używa do uzasadnienia posłuszeństwa. Państwo może być świeckie w konstytucyjnej deklaracji, religijne w ceremoniale i instrumentalne w praktyce. Te trzy cechy mogą istnieć równocześnie.

Wnioski końcowe

Polemika z Forrestem nie prowadzi do prostego odwrócenia napoleońskiej legendy. Napoleon nie był ani pozbawionym talentu uzurpatorem, ani samotnym twórcą nowoczesnej armii i państwa. Był wybitnym dowódcą operacyjnym, sprawnym organizatorem oraz politykiem obdarzonym wyjątkowym wyczuciem propagandy. Zarazem korzystał z dorobku rewolucji, wcześniejszej myśli wojskowej, administracji i pracy licznych współpracowników, a ich zbiorowe osiągnięcia przedstawiał jako rezultat własnej woli.
W dziedzinie wojskowej jego najważniejszą zasługą nie było wynalezienie systemu korpusowego, lecz rozwinięcie i skuteczne wykorzystanie rozwiązań już istniejących. Ta sprawność miała jednak granice. Model silnie uzależniony od osobistego nadzoru cesarza gorzej działał na rozległych teatrach wojny, a zwycięstwa taktyczne i operacyjne nie zawsze prowadziły do osiągalnych celów politycznych. Hiszpania, Rosja i kampania 1813 roku pokazują, że talent do wygrywania bitew nie jest równoznaczny ze zdolnością do zakończenia wojny na trwałych warunkach.
Podobna dwoistość charakteryzowała jego działalność ustrojową. Napoleon utrwalił część zdobyczy rewolucji: jednolitość prawa, formalną równość cywilną mężczyzn, ochronę nowego układu własności, szerszy dostęp do kariery i sprawniejszą administrację. Nie zachował jednak republikańskiej zasady ograniczonej, kontrolowanej i niedziedzicznej władzy. Plebiscyty, konstytucje, urzędy i kodeksy nie krępowały centrum politycznego; służyły przede wszystkim skutecznemu przenoszeniu jego decyzji w dół hierarchii. Stabilizacja oznaczała zatem porządek administracyjny, lecz nie pełne obywatelstwo polityczne.
Równie instrumentalny był stosunek Napoleona do religii. Konkordat, organizacja wyznań, język używany wobec islamu w Egipcie oraz konflikt z Piusem VII nie tworzą obrazu konsekwentnego obrońcy neutralnego państwa. Pokazują władzę gotową uznawać, finansować i wykorzystywać religię, dopóki wzmacniała ona porządek polityczny, a ograniczać ją wtedy, gdy stawała się niezależnym źródłem autorytetu.
Dlatego trwałe reformy nie mogą same rozstrzygać oceny napoleońskiego panowania. Ich użyteczność nie nadaje wstecznej prawomocności zamachowi stanu, cenzurze, dynastyzmowi, poborowi, okupacji i wojnie. Nie każda zmiana wprowadzona przez zdobywcę jest bezwartościowa, ale żadna nie zwalnia z pytania o jej autorstwo, koszty, zgodę rządzonych i możliwość osiągnięcia podobnych rezultatów bez przemocy.
Najtrwalszym osiągnięciem Napoleona mogła się okazać nie pojedyncza reforma, lecz narracja o reformatorze: opowieść, w której sukcesy zbiorowe mają jednego autora, klęski rozpraszają się między podwładnych i okoliczności, a sprawność państwa ma usprawiedliwiać koncentrację władzy. Właśnie ten punkt wymaga najmocniejszej korekty w ujęciu Forresta. Napoleon nie tyle pozostał wierny republikańskim marzeniom młodości, ile wybrał z dziedzictwa rewolucji te elementy, które wzmacniały scentralizowane państwo i jego władcę. Pozostawił po sobie instytucje warte osobnej oceny, lecz zbudował system, w którym prawo, armia, religia i propaganda zostały podporządkowane osobistemu imperium.
Ostateczny bilans jest więc niejednoznaczny w odniesieniu do poszczególnych reform, ale jednoznaczny w odniesieniu do zasady politycznej: administracyjna skuteczność nie zastępuje prawomocności, zwycięstwo nie zastępuje strategii, a modernizacja nie usprawiedliwia podboju. Oddzielenie tych pojęć pozwala zobaczyć Napoleona nie jako bohatera albo demona, lecz jako niezwykle zdolnego twórcę własnej potęgi — i równie zdolnego twórcę legendy, która tę potęgę miała usprawiedliwić.
                               Piotr Kotlarz

 

Nota autorska
To moja kolejna próba polemiki z artykułem Alana Forresta, Napoleon’s conquest and its legacy (https://www.opendemocracy.net/en/napoleons-conquest-and-its-legacy/). Tym razem postanowiłem wesprzeć się w niej również narzędziami AI. Już jakiś czas temu dostrzegłem bowiem, że współpraca ta pozwala mi doprecyzować moje sądy, czasami nawet usunąć zbytnią kategoryczność poprzednich tez. Polemika ta powstała we współpracy z ChatGTP. Moim zdaniem, na współpracy tej bardzo zyskała.