Wiersze / Paweł Biliński

0
461

 

młodość

przyszła zupełnie niespodziewanie
gdy był jeszcze mężczyzną w średnim wieku

nie powiedziała nic nowego
ale zrobiła to z taką siłą

że od tamtej pory przestał się starzeć

 

zamiast kołysanki

przyjdź i nic nie mów księżyc powieś w szafie
zamiast kołysanki puść mi swoje lęki
czarne piksele nocy rozsyp na poduszce
naciągnij mi na głowę sen odwołaj śmierć
i jeszcze raz pocałuj na dobranoc

w puste miejsce po tobie

 

przemarzanie

najokrutniejszy miesiąc to jednak grudzień
jeśli wierzyć słowom piosenki i korzeniom drzew
kurczowo wczepionym w martwe trzewia ogrodu

w grudniu miłość jest prawie monochromatyczna
tak mówi widok za oknem i twoje chłodne oczy
gdy padają pytania o początek i koniec
zwłaszcza o koniec

a przecież mamy jeszcze w sobie ciepłe miejsca
więc podejdź przyłóż rękę i spróbujmy uwierzyć
że można zostać tak jeszcze przez chwilę
zanim przysypie nas zima
przykryje ziemia


 

wiadomość na koniec świata

pozwolili mi napisać wiadomość
to ich trochę przygotuje”
powiedział jeden z tych trzech
których wciąż nie umiem rozróżnić
jego głos dobiegał od wewnątrz
jak bicie serca lub wyrzut sumienia

wbrew przepowiedniom
nie było żadnego antychrysta
pomijając paru znanych wcześniej pajaców
nie przysłali do nas jeźdźców apokalipsy
ziemia się nie zatrzęsła
niebo nie pluło ogniem nie spadały gwiazdy

grudniowy dzień był tak zwykły
jak deszcz ze śniegiem i bułka na śniadanie
nic nie zapowiadało eschatologicznego popołudnia
poza kalendarzem Majów
w który nikt przecież nie wierzył

koniec świata zastał mnie w poczekalni u dentysty
(w samą porę by uniknąć borowania)
najpierw rzeczywistość trochę się zachwiała
znikła ostrość kształtów i siadły kontrasty
potem przez zamknięte drzwi
wszedł mężczyzna w jasnym garniturze

powiedział że bardzo przeprasza
ale trzeba będzie zacząć od nowa

mają za mało zbawionych

 

algorytmy

                                       This is a wide world we travel
                                          And our paths rarely cross
                                          And we do a whole lot of living
                                          In between”
                                          – The Waterboys

 

start początek drogi

był niby taniec niewinny radosny
jak pierwsze kroki nowej podróży
zbyt łatwe gdy wspominam je teraz

coraz częściej budzę się i nasłuchuję
w śródnocnym zaniemyśleniu samotna
wskazówka zegara boleśnie nakłuwa ciszę
leżące obok ciało śni nieznane sny

pytasz co jeszcze może się wydarzyć
dziś lub za tydzień i ile pozostało
do końca nie wiesz że aby przejść dalej
trzeba spełnić kolejny warunek

czy ten cichy rytm to bicie serca
czy raczej jednostajne uderzenia fal
podobno chciałeś pogładzić moje włosy
a znalazłeś tylko zielone nitki glonów

ale nie rezygnuj bądź cierpliwy jeszcze\
parę kroków i poznasz moje imię w końcu
przekonasz się na ile udało ci się zbliżyć

do pola z napisem stop

Paweł Biliński

 

Paweł Biliński. Podobno poeta, choć sam nie wie, na ile się nim nadal czuje. Oprócz pisania wierszy, zdarza mu się tłumaczyć na język polski ulubione piosenki. Ma na koncie kilka nagród w poetyckich konkursach i dwie książki opublikowane drukiem: Część urojona (2019) oraz Bezsynność (2021) – obie w Wydawnictwie Fundacji Duży Format. Jego wiersze można też znaleźć w różnych miejscach w sieci, w tym w tłumaczeniu na język angielski.
Warszawiak z pochodzenia i zamiłowania, choć od ponad dwudziestu lat bardziej podmiejski niż miejski. Zawodowo związany z branżą nowoczesnych technologii.