młodość
przyszła zupełnie niespodziewanie
gdy był jeszcze mężczyzną w średnim wieku
nie powiedziała nic nowego
ale zrobiła to z taką siłą
że od tamtej pory przestał się starzeć
—
zamiast kołysanki
przyjdź i nic nie mów księżyc powieś w szafie
zamiast kołysanki puść mi swoje lęki
czarne piksele nocy rozsyp na poduszce
naciągnij mi na głowę sen odwołaj śmierć
i jeszcze raz pocałuj na dobranoc
w puste miejsce po tobie
—
przemarzanie
najokrutniejszy miesiąc to jednak grudzień
jeśli wierzyć słowom piosenki i korzeniom drzew
kurczowo wczepionym w martwe trzewia ogrodu
w grudniu miłość jest prawie monochromatyczna
tak mówi widok za oknem i twoje chłodne oczy
gdy padają pytania o początek i koniec
zwłaszcza o koniec
a przecież mamy jeszcze w sobie ciepłe miejsca
więc podejdź przyłóż rękę i spróbujmy uwierzyć
że można zostać tak jeszcze przez chwilę
zanim przysypie nas zima
przykryje ziemia
—
wiadomość na koniec świata
pozwolili mi napisać wiadomość
„to ich trochę przygotuje”
powiedział jeden z tych trzech
których wciąż nie umiem rozróżnić
jego głos dobiegał od wewnątrz
jak bicie serca lub wyrzut sumienia
wbrew przepowiedniom
nie było żadnego antychrysta
pomijając paru znanych wcześniej pajaców
nie przysłali do nas jeźdźców apokalipsy
ziemia się nie zatrzęsła
niebo nie pluło ogniem nie spadały gwiazdy
grudniowy dzień był tak zwykły
jak deszcz ze śniegiem i bułka na śniadanie
nic nie zapowiadało eschatologicznego popołudnia
poza kalendarzem Majów
w który nikt przecież nie wierzył
koniec świata zastał mnie w poczekalni u dentysty
(w samą porę by uniknąć borowania)
najpierw rzeczywistość trochę się zachwiała
znikła ostrość kształtów i siadły kontrasty
potem przez zamknięte drzwi
wszedł mężczyzna w jasnym garniturze
powiedział że bardzo przeprasza
ale trzeba będzie zacząć od nowa
mają za mało zbawionych
—
algorytmy
„This is a wide world we travel
And our paths rarely cross
And we do a whole lot of living
In between”
– The Waterboys
start początek drogi
był niby taniec niewinny radosny
jak pierwsze kroki nowej podróży
zbyt łatwe gdy wspominam je teraz
coraz częściej budzę się i nasłuchuję
w śródnocnym zaniemyśleniu samotna
wskazówka zegara boleśnie nakłuwa ciszę
leżące obok ciało śni nieznane sny
pytasz co jeszcze może się wydarzyć
dziś lub za tydzień i ile pozostało
do końca nie wiesz że aby przejść dalej
trzeba spełnić kolejny warunek
czy ten cichy rytm to bicie serca
czy raczej jednostajne uderzenia fal
podobno chciałeś pogładzić moje włosy
a znalazłeś tylko zielone nitki glonów
ale nie rezygnuj bądź cierpliwy jeszcze\
parę kroków i poznasz moje imię w końcu
przekonasz się na ile udało ci się zbliżyć
do pola z napisem stop
Paweł Biliński

