Wiersze / Ludwik Filip Czech

0
212
Meduza

Kiedy nocą chcę zapisać wiersz
Który właśnie wpadł mi do głowy
Wyskakuję z łóżka
Biegnę do drugiego pokoju
Po długopis zeszyt i okulary
Mógłbym to wszystko trzymać przy sobie
Ale akt twórczy domaga się oprawy
Teatralnych gestów stylistycznych dramatów
A na koniec mozolnej dłubaniny
Przy czymś kruchym i przeźroczystym
Czasami wartym zachodu
Ale i tak każdy poeta
Przypomina chłopca z plaży
Który wychodząc z morza na brzeg
Pragnie ofiarować światu
Meduzę

Motylek

Prawdziwy poeta wychodzi z człowieka
W wiejskich jatkach
Kiedy podczas urlopu
Twój kot dorwie w stodole mysz
I do połowy strawioną – zwróci
Wtedy chciałbyś napisać o tym wiersz
Ale język nieodporny jest na takie barbarzyństwo
Przynajmniej mój hodowany
W ogrodach lirycznych
Dlatego długo przewracasz go w gębie
Żeby się przeobraził w narzędzie
Przydatne
Ale to może potrwać kilka literackich dekad
Pozostaje więc odłożyć zeszyt
Zamilknąć
Albo opisać
Siedzącego na róży
Mysich jelit
Motylka

Papier

Jestem z epoki papieru
Lubię szelest gazet
Zapach książek
Lubię wertować zeszyty
Katalogi
Albumy
Czuć spływające
Po palcach
Wodospady
Kartek
Z dokumentów
Fotografii
Listów
Aktów urodzin
I zgonów
Zdmuchiwać
Patynę
Kurzu
Patrzeć jak się
Zadamawia
W moim pokoju
Rozsiada
Na półkach
I krzesłach
Papier jest tajemnicą
Wizytówką magii
Spowiednikiem
Sekretów

Ludwik Filip Czech (z facebooka)

Wydzwaniam czasami do Filipa prosząc go o kolejne wiersze do „WOBEC”. Prośby pozostają zazwyczaj bez odpowiedzi. Sam mogę je przeczytać na jego facebooku, postanowiłem więc, że wezmę je stamtąd (za jego oczywiście zgodą). Cenię wiersze Filipa wysoko, a myślę, że i naszym czytelnikom przyniosą chwile refleksji, zadumy… różnych odczuć.

O ile się domyślam, ilustrujące te wiersze zdjęcie przedstawia „wychowanka” Filipa. Uznałem, że właśnie on najlepiej nadaje się jako uzupełnienie tego spotkania z poezją.

                                                                                                           [P.K]