Smocze kwiaty / Sylwia Hałas – Kilka dodatkowych słów o konkursie B. Prusa

0
343

„Istnieje legenda o chłopcu, który w wieku dwunastu lat zdobył niezwykłego smoka. Gad ten był tak potężny i niesamowity, że został okrzyknięty legendą. Z kolei chłopiec szybko stał się prawdziwym mężczyzną, przeżywając kolejne przygody, pełne zagadek i tajemnic. A wszystko rozpoczęło się od…”

– Znowu czytasz tę książkę? – zapytała Frezja, spoglądając na syna.

– Tak! Chcę zostać taki jak tata – odpowiedział chłopiec, wiercąc się w fotelu.

– Ile razy mam ci powtarzać? Chłopiec z legendy nie jest twoim ojcem, po prostu ma tak samo na imię. – Wywróciła oczami, mieszając zupę. – Chodź do stołu, już nalewam.

Irys niechętnie odłożył tomiszcze i usiadł przy stole.

– Ale wszyscy w osadzie mówią, że to on jest tym chłopcem, nawet Rozalia.

– Niech sobie mówią, co chcą, ale to ja wiem, jak było naprawdę. Pisarze mają wielką wyobraźnię, a jeśli sam Narcyz nie potwierdzi tych opowieści, to nie mam zamiaru w nie wierzyć – mówiła, nakrywając do stołu. – Choć nie sądzę, żeby miał się tu jeszcze kiedyś pojawić, przykro mi kochanie.

Chłopiec tylko skinął głową, po czym zaczął jeść. Już nie raz słyszał to od mamy, ale miał nadzieję, że w końcu powie coś nowego. Nie wierzył też, że ojciec nigdy więcej nie zjawi się w osadzie. Wśród nich był prawdziwą legendą, a większość ludzi powtarzała kolejne plotki o nim. Ilu to zagadek nie rozwiązał, a z iloma bestiami walczył, trudno już policzyć. Irys uważał, że jest jedna okazja, na której musi się zjawić jego tata. Ojcowie nigdy nie opuszczają tego wydarzenia. Dwunaste urodziny chłopca, to moment, gdy dostaje pod opiekę swojego pierwszego smoka. Podczas oficjalnej ceremonii, ojciec wręcza swojemu synowi smocze jajo. Irys był wyjątkowo podekscytowany, ponieważ kolejnego dnia miało nastąpić owe wydarzenie.

Gdy Frezja upewniła się, że syn już zasnął, wyszła z domu, nakazując Szarikowi pilnować podwórza. Smok, choć niewielki, był bardzo szybki i świetnie widział w ciemności. A dzięki jego ciemnoszarej sierści, trudno było go dostrzec w nocy. Kobieta poszła nad pobliski klif, który był dobrze osłonięty przez las. Ściskała w ręku kopertę z rozerwaną czarną pieczęcią. List przyszedł z samego rana, przyniósł go smok pocztowy, który wyglądał wyjątkowo egzotycznie, jak na tę okolicę. Właściwie nie był to  list, a jedynie krótka notka z prośbą o przyjście nad ten klif i z podpisem Narcyza. Frezja absolutnie nie miała ochoty ponownie spotykać się z ojcem jej dziecka, ale wiedziała, ze chłopiec bardzo ucieszyłby się z takiej możliwości. Często wzdychając i myśląc czy list jest w ogóle prawdziwy, dotarła na wyznaczone miejsce. Usiadła na drewnianej ławeczce, przeklinając w myślach Narcyza, bo przez wiatr robiło się jej coraz zimniej. Było to miejsce schadzek zakochanych. W młodości też je odwiedzała, ale teraz nie wspomina go zbyt miło. Nagle usłyszała szelest liści, więc odwróciła się w stronę dźwięku, powoli wstając. W krzakach zauważyła błysk niebieskich łusek.

– Sonia? – rozluźniła się, podchodząc do krzaków. – No chodź, nie przeszkadzasz. Smok wyskoczył z krzaków, prosto w objęcia Frezji.

– Coś tak czułam, że ktoś mnie obserwuje. – Roześmiała się, głaskając Sonię. – Cieszę się, że za mną poszłaś, przynajmniej będę miała towarzystwo. Chodź. – Frezja zaprowadziła smoka do ławeczki, a ten rozłożył skrzydła, aby chronić właścicielkę przed wiatrem. Wodne smoki charakteryzują się pięknymi, wielobarwnymi łuskami, które niesamowicie mienią się pod wpływem światła. Są za to bardzo nieśmiałe i trudno je wychować. Frezja jest dumna ze swojego smoka, ponieważ udało jej się tego dokonać, jako jedynej osobie z osady. Dorosłe wodne smoki są sporych rozmiarów, a ich wierność jest niepodważalna. Łuski Soni błyszczały w różnych odcieniach niebieskiego koloru. Frezja nie musiała już dłużej czekać, w końcu zjawił się osobnik na ogromnym, czarnym smoku. Gad majestatycznie wylądował, a jego jeździec nieśpiesznie zsiadł. Smoczyca ustawiła się tuż za kobietą, uważnie obserwując nowoprzybyłego.

– Witaj, polecono mi szukać pięknej niewiasty z wyjątkowo jasnymi włosami. Czy to ty jesteś Frezją? – Mężczyzna zbliżył się do ławeczki.

– Tak, to ja – powiedziała, wstając. – A kim ty właściwie jesteś? Nie wyglądasz tak gburowato, jak Narcyz.

– Przekażę mu twoje najszczersze pozdrowienia. – Nieznajomy zaśmiał się. – Jestem Fabian, razem z Narcyzem podróżujemy tu i tam. Aktualnie jestem posłańcem, który ma dostarczyć prezent dla pewnego chłopca.

– Świetnie, tylko na tyle go stać – wymamrotała pod nosem. – Dobrze, cóż to za wielki prezent?

– Cierpliwości, nie jest zbyt lekki, ale myślę, że twoja bestia sobie z nim poradzi.

Mężczyzna cofnął się do swojego smoka, wyjmując pakunek z sakwy na jego boku. Stękał przy tym bardzo, ale udało mu się postawić prezent na ziemi. Frezja podeszła do niego.

– Czy to jest to co myślę? – Dotknęła okrągłego kształtu. Wyczuła ciepło bijące od niego.

– Owszem, to smocze jajo, specjalnie na dwunaste urodziny waszego syna. Jestem pewny, że drugiego takiego smoka nie ma w waszej wiosce.

– Dobry prezent, choć Irys o wiele bardziej ucieszyłby się z obecności ojca. To faktycznie możesz mu przekazać – odparła oschle.

– Spokojnie, ślicznotko, pomóc ci z przeniesieniem tego jaja?

– Podziękuję ślicznie, tak jak mówiłeś, moja bestia doskonale sobie poradzi. – Przywołała gestem Sonie, która powoli się zbliżyła, nieufnie obserwując czarnego smoka.

– Jak wolisz, w takim razie ja żegnam – odpowiedział, wskakując na swojego smoka.

– Czekaj! A mogę chociaż wiedzieć gdzie to się podziewa Narcyz?

– Od dłuższego czasu stacjonujemy w Czarnym Dunajcu, ale nie wiem jak długo. To było ostatnie, co usłyszała Frezja, zanim została sama z niezidentyfikowanym jajem. Wiedziała, że ceremonia zbliża się wielkimi krokami i nie spodziewała się, że ojciec chłopca się zjawi, więc chciała przygotować jajo samodzielnie. Nie mogła zdecydować pomiędzy kilkoma, więc czekała do ostatniej chwili, ale teraz pojawiła się nowa opcja. Gdy, razem z Sonią, udało się jej przetransportować prezentowe jajo do domu, mogła bliżej mu się przyjrzeć. Miało idealnie białą skorupę z fioletowymi żyłkami. Miało też bardziej okrągły niż standardowo kształt. Fabian miał rację, nigdy nie widziała podobnego jaja.

Prowadziła hodowlę smoków stróżujących, a one niewiele różnią się od siebie. Smoki z tego gatunku praktycznie zawsze są potrzebne w gospodarstwach, więc popyt nie spadał. Kobieta postanowiła, mimo wszystko, podarować owe tajemnicze jajo chłopcu. Gdyby z samym smokiem były jakieś problemy, zawsze mogła mu pomóc go wychować.

Irys w dniu ceremonii zerwał się z łóżka z samego rana. Nie mógł spać ze stresu oraz ekscytacji. Otrzymanie własnego smoka było czymś, o czym ciągle marzył. Nie ważne jaki będzie, oby tylko był duży i groźny. Chłopiec w duchu wyobrażał sobie bliżej nieokreślonego smoka, który przerasta go wzrostem kilkakrotnie.

– Witam pana, co tak wcześnie? Nie mogłeś spać? – zadała pytania Frezja, gdy tylko syn zszedł na dół. – Dobrze, w takim razie po śniadaniu możesz rozdać ludziom ciasteczka.

– Muszę teraz? Chciałem poćwiczyć latanie, zanim dostanę swojego smoka – zasmucił się Irys, biorąc pajdę chleba.

– Tak, to tradycja i podziękowanie dla osób, które tworzą specjalnie dla ciebie dekoracje na ceremonię. – Podała dżem z malin. – Ale jak skończysz, to będziesz jeszcze miał czas, żeby polatać – dodała po chwili.

– Super! To gdzie te ciasteczka?

Chłopiec ochoczo zjadł śniadanie i zabrał się za rozdawanie jedzenia. Kilku mężczyzn z osady już rozstawiało stoły. Dziewczęta tworzyły bukieciki z polnych kwiatów, które miały stanowić ozdoby. Z kolei kobiety zostały w domach, aby przygotować jedzenie. Urodziny dziecka, które kończy dwanaście lat, zawsze odbywały się z pomocą całej osady i było hucznie świętowane.

– Hej Irys, gdzie twój tatuś? – zapytał chłopak starszy od niego, gdy ten przechodził obok grupki dzieci.

– Właśnie, jako legendarny wojownik powinien pojawić się na ceremonii, prawda? – zapytał inny, zbliżając się do Irysa.

– Bo on przyjdzie. – Przełknął ślinę. – Jasne, że będzie, ale zjawi się tuż przed ceremonią. – Gdy tylko to powiedział, bardzo szybkim krokiem ruszył dalej, nie zwracając uwagi, co jeszcze mówią do niego starszaki.

Wcale nie wiedział, kiedy się zjawi jego tata, ani czy w ogóle tu będzie, ponieważ, z upływem godzin, coraz bardziej tracił w to wiarę. Musiał pójść jeszcze do jednego domostwa, które było oddalone od głównej części wioski. Szedł polną drogą, gdy usłyszał dziewczęcy głos:

– Irys! Jesteś wreszcie, myślałam, że nigdy do nas nie trafisz. – Głos należał do trzynastoletniej Malwy, mieszkanki pobliskiego domu.

– Hej, jednak jestem, chcesz ciastko? – Pokazał jej koszyk, a ona wybrała sobie jedno.

– Dzięki, ale zastanawiam się nad jednym, twój ojciec naprawdę będzie na ceremonii? Wszyscy o tym mówią.

– Oczywiście, to znaczy, ja… Nie wiem. – Spuścił wzrok na ubłocone buty. – Wątpię.

– Jasne, ale to nie szkodzi. Nie będziesz przecież jedynym dzieckiem bez ojca na ceremonii. – powiedziała Malwa, widząc defensywną postawę przyjaciela.

Jeszcze kilka lat wcześniej wioski toczyły bitwy między sobą, co poskutkowało nagłym zmniejszeniem się ilości mężczyzn i kobiet, którzy byli w tamtym czasie zdolni do walki. Choć aktualnie kraj jest w stanie względnego pokoju, to sytuacja wciąż potrafi być napięta.

– No wiem, przyzwyczaiłem się do tego, że mam tylko mamę, ale liczyłem, że może jednak… –

Załamujący się głos nie pozwolił dalej mówić chłopakowi.

– Skończyłeś już rozdawać ciastka, prawda? – Irys potaknął. – Dobra, to choć ze mną, starszaki nie mogą cię tak zobaczyć, bo nigdy już nie dadzą ci spokoju. – Wzięła go pod rękę i szybkim krokiem zaczęła iść w stronę lasu.

Chłopak nie protestował. Dał się zaprowadzić tam, gdzie ciągnęła go Malwa. Po zboczeniu z leśnej ścieżki, skręcili między krzaki i szli dalej, aż ich oczom ukazał się klif. Dziewczynka jednak wskazała ręką coś, co znajdowało się tuż obok klifu.

– To jest jaskinia? – zapytał Irys, przecierając oczy.

– Nie do końca, to było kiedyś zejście do piwnicy. Ponoć środek jest zasypany, ale został ten kamienny daszek i drzwi przez które się tam wchodziło. – Podeszli bliżej. – Lubię tu czasami przychodzić, żeby posiedzieć w samotności.

Chłopak przypomniał sobie o rodzeństwie dziewczyny. Nie dziwił się, że wolała zachować to miejsce dla siebie.

– Dzięki za pokazanie tego miejsca, podoba mi się tu.

Następnie usiedli pod daszkiem, obserwują morskie fale, które był doskonale widoczne z klifu. Spędzili jakiś czas, rozmawiając o codziennych sprawach, aż zaczęło robić się południe.

– Chyba pora wracać, ale następnym razem też będziesz musiała mnie tu zaprowadzić, bo nawet nie wiem gdzie jesteśmy. – Chłopiec uśmiechnął się do Malwy zakłopotany.

– Nie ma sprawy, wpadaj kiedy chcesz, jak zawsze – powiedziała również z uśmiechem.

Następnego dnia, tak jak podejrzewał Irys, ojciec nie zjawił się.  Mimo tego chłopak nie był rozczarowany, wiedział, że nadzieja na jego powrót nie ma sensu, bo jeśli by chciał, to mógł przylecieć dużo wcześniej. Irys czuł się szczęśliwy w dniu urodzin, ponieważ to Frezja cały czas była przy nim i mogła mu towarzyszyć w trakcie ceremonii. Dodatkowo, tak jak każde dziecko po dwunastych urodzinach, czekała go przygoda z własnym smokiem, którym musiał się od teraz samodzielnie zajmować.

                                                                                   Sylwia Hałas

[Publikując poniższą niewielką baśń postanowiłem, że ponownie odniosę się do rozstrzygniętego już konkursu. Jak już gdzieś wspominałem, pisanie nie jest wyścigiem, choć wiem, że jest rzeczą niewątpliwie miłą otrzymanie nagrody lub wyróżnienia w konkursie. Bardzo trudno wybrać spośród ponad  pięciuset opowiadań tylko kilka do nagród i wyróżnień, tym bardziej, że każdy ma inne gusta, oczekiwania.

Nie wiem jak pozostali jurorzy, ja jednak do wielu nadesłanych tekstów wracam ponownie. Mam wątpliwości. Może nie ukazując jakiemuś autorowi tego, że dostrzegłem w jego opowiadaniu pewne wartości, zniechęcę go do dalszej twórczości? Przecież drobne niedociągnięcia stylistyczne nie mają większego znaczenia. Każdy tekst powinien być przed publikacją adiustowany.

Z drugiej strony, uważam, że sztuka to swego rodzaju pasja, misja… trudno więc osobę szczególnie zaangażowaną zniechęcić…

Między innymi przeczytałem ponownie powyższą baśń. Jej autorka posiada niewątpliwą wyobraźnię, narracja prowadzona jest umiejętnie… dostrzegam dużą wrażliwość. Cykl takich baśni mógłby stanowić bardzo piękną książkę… zwłaszcza gdyby autorce udało się pozyskać równie zdolnego ilustratora.

Myśląc o konkursie dochodzę do wniosku, że szkoda, iż nie wprowadziliśmy podziału opowiadań na gatunki i nie podzieliliśmy uczestników konkursu na dwie grupy wiekowe. Myślę, że zrobimy tak w następnej edycji. Będziemy musieli zdobyć na to większe środki, poświęcić więcej czasu, pracy… Tak jednak będzie sprawiedliwiej…

                                                          Piotr Kotlarz]

 

Obraz wyróżniający: Obraz Xandra_Iryna z Pixabay