Saša Stanišić, „Skąd” – recenzja / Justyna Luszyńska

0
444

Mam takie marzenie – znaleźć swoje miejsce na Ziemi. Miejsce, do którego będę wracać z najdalszych podróży. Dom. Gdy już się to stanie, będę mogła mieć dwa – ten, z którego pochodzę i ten, który stworzyłam. A skąd jestem? Z Polski. Mama jest Polką, tata Polakiem. Nie zawsze jestem z tego faktu zadowolona i dumna. Czasem denerwuję się na rodaków. Bywa, że wściekam się i klnę. Przełączam wiadomości. Zdarza się tak częściej niż rzadziej. Nie wiem jeszcze, gdzie ostatecznie osiądę, kiedy jednak wyjeżdżam w dalekie podróże, a potem z nich wracam, tuż za polską granicą schodzi ze mnie niewidzialny ciężar. Już, myślę. Jestem u siebie. 

Zastanawiam się, co by było, gdyby nagle odebrano mi moje stąd jestem. Rozpętałaby się wojna, na zawsze zabrałaby mój kraj, wymazała z mapy, a mnie wypędziła z domu. Przez pochodzenie, wyznawaną religię, to kim są moi rodzice. Nie byłoby granicy, za którą znalazłabym się u siebie. Nakazano by mi upchać całe życie do jednej małej walizeczki.

Szybko, nie marnuj czasu. Musimy już jechać. 

Gdzieś w innej części świata ktoś usłyszałby obcy akcent, spytałby, skąd pochodzę. Chciałabym odpowiedzieć, ale głos uwiązłby mi w gardle. Jak wytłumaczyć w jednym zdaniu, że pochodzi się z miejsca, którego już nie ma? Z miejsca, które było nasze, ale już nas nie chce? Że musieliśmy uciekać, żeby przeżyć? Wypędzono nas z domu. Kazano szukać innego. Teraz tutaj, w tych obcych czterech ścianach, ma być dom, ale na jak długo? Czy ktoś się nie rozmyśli i nie każe nam znów szukać?

Polska wielokrotnie utraciła swoją suwerenność. Mamy na koncie rozbiory, wojny, komunizm. Gdzieś za nami, wśród naszych dziadków, pradziadków, prapradziadków, krążą historie o tym, że ktoś uciekał. Ktoś coś stracił. Tak często wszystko. Pakował w pośpiechu walizki. 

Ale to nie tylko Polska. Nie tylko nasi dziadkowie i pradziadkowie. 

Jugosławia rozpadła się z wielu powodów. Internetowe źródła mogą to potwierdzić. Jeśli się wczytamy, być może stwierdzimy, że to było nieuniknione. Psuło się od dawna, to na pewno. Wrzało jak w garnku, aż w końcu wykipiało.

Czternastoletni wówczas Saša Stanišić, autor Skąd, tego nie rozumiał. Nie było Wikipedii, która podpowiedziałaby mu, że czas szykować się do drogi. Był za to dom, szkoła, przyjaciele, babcie i dziadkowie. Rodzice pracowali, tańczyli w ogrodzie. W swoim ogrodzie. I nagle – nikt mu wcześniej nie powiedział, że mogłoby tak być – wszystko się skończyło. Mała walizka, weź to, co najpotrzebniejsze, długa droga do obcego miejsca, bo domu już nie ma.

Skąd jest opowieścią autobiograficzną. Na stronicach książki autor próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd tak naprawdę pochodzi. To historia o uchodźcach. Rodzicach, którzy mieli poukładane życie w Jugosławii, wykształcenie, dobre prace, i nagle w obcym miejscu musieli imać się czegokolwiek, aby przeżyć. To ból nienazywany bezpośrednio bólem, tylko przemycony mimochodem we wspomnieniach nastoletniego chłopca, który nie chciał przyznawać się, że jest Jugosłowianinem, aby nie dostrzec w oczach rozmówcy współczucia. To małe kłamstewka o swoim pochodzeniu, kreowanie na nowo własnej tożsamości. Życie w dzielnicy z innymi emigrantami, gdzie nikt nie dopytywał, skąd jesteś, bo wiedzieli, jakie cierpienie może za sobą nieść to jedno z pozoru niewinne pytanie.

[…] A jednak, pochodzenie, jak zwykle, pomyślałem i zacząłem: złożona kwestia! Najpierw należałoby wyjaśnić, do czego odnosi się „skąd”. Do położenia geograficznego wzgórza, na którym znajdowała się sala porodowa? Do granic państwa w chwili, gdy nadeszły ostatnie bóle? Proweniencji rodziców? Genów, przodków, dialektu? Jakby nie patrzeć, pochodzenie to pewien konstrukt! Rodzaj kostiumu, który musimy wiecznie nosić, skoro już go nam założono. Jako takie jest przekleństwem! Albo, przy odrobinie szczęścia, kapitałem, który nie jest wynikiem talentu, ale stwarza korzyści i przywileje.

 Mówiłem tak i mówiłem, a Gavrilo pozwolił mi się wygadać. Ułamał chleb i wręczył mi kawałek z brzegu. Potem powiedział:

– Stąd. Pochodzisz stąd.

Skąd, Saša Stanišić

Saša Stanišić opowiada o swojej tułaczce, życiu i rodzinie obrazami. Czytelnik czuje się, jak gdyby siedział w fotelu w sali kinowej, a na wielkim ekranie, tuż przed jego oczyma, malowały się kolejne sceny. Trzeba jednak oglądać uważnie. Autor lubi dygresje, wspomnienia mieszają się ze sobą, więc chwila rozkojarzenia i można łatwo zgubić wątek. 

Naturalnie, jak się można domyślić, książka nie ma konstrukcji powieści. Jako odbiorcy jesteśmy przerzucani przez lata, miejsca, emocje. Odbiegamy od tematu. Wracamy do miejsc, w których już byliśmy. Ten chaos może albo wzbudzać uśmiech na ustach, bo czujemy się, jakbyśmy siedzieli przed człowiekiem snującym długą opowieść, albo frustrować i nasuwać pytanie: ale dokąd z tym wszystkim zmierzamy? 

Mogłoby się wydawać, że autor sam nie do końca wiedział, gdzie doprowadzi go ta podróż. Być może dlatego bardzo ważną postacią w tej historii jest babcia Kristina. Saša na nowo odkrywa swoją tożsamość, którą zgubił gdzieś po drodze. Chce zrozumieć, skąd tak naprawdę pochodzi. Poznaje dzieje swojej rodziny i pamięta coraz więcej. Po drugiej stronie znajduje się jego chora na demencję babcia. Ona nigdy nie miała wątpliwości, co do swojego pochodzenia. Robiła wszystko, żeby jej wnuk pamiętał o korzeniach, nawet gdy on jeszcze nie rozumiał, dlaczego miałoby to być dla niego ważne. Kristina wie, kim jest, jednak choroba powoli odbiera jej tożsamość. Babcia zapomina, więc Saša chce wiedzieć jeszcze więcej. Chce zrozumieć. 

Nie ukrywam, że chociaż książka porusza wiele istotnych i wymagających szerszej dyskusji tematów, jej forma była dla mnie chwilami uciążliwa. Gubiłam się, musiałam wracać do niektórych fragmentów. Specyficzny styl z jednej strony nadaje charakteru i sprawia, że osobista interpretacja zdarzeń czyni historię wręcz intymną. Z drugiej strony wiele osób może zniechęcić, ponieważ sprawia również, że pozycja jest trudna w odbiorze. 

Nie zmienia to faktu, że Skąd jest historią, której potrzebujemy w dzisiejszych czasach. To nie tylko kilka słów o przeszłości, którą możemy zamknąć i ruszyć dalej. Temat uchodźctwa jest aktualny i dotyka nas bezpośrednio. Dzięki tej książce możemy zrozumieć, co czują ludzie, których sytuacja zmusiła do porzucenia swojego dotychczasowego życia. Również ci, którzy żyją wśród nas i próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. 

                                                                   Justyna Luszyńska

 

Saša Stanišić (2019). Autorstwa Harald Krichel – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=83130397

Saša Stanišić (ur. 7 marca 1978 w Višegradzie) – niemieckojęzyczny pisarz pochodzenia bośniackiego. Urodził się w ówczesnej Jugosławii w mieszanym, serbsko-bośniackim małżeństwie. Po wybuchu wojny, w wieku 14 lat, razem z rodzicami wyjechał do Niemiec. Studiował na Uniwersytecie w Heidelbergu (niemiecki jako język obcy i slawistykę) pracował jako asystent na uczelni w Lewisburgu (USA). W tym czasie debiutował jako autor tekstów poetyckich, opowiadań i esejów. Pisze w języku niemieckim. W 2006 opublikował powieść Jak żołnierz gramofon reperował, częściowo autobiograficzny utwór rozgrywający się w Bośni na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Narratorem i głównym bohaterem książki jest Aleksandar, rówieśnik autora, tak jak i on dorastający w Wiszegradzie, po latach wracający w rodzinne strony. Za powieść Herkunft został w 2019 uhonorowany nagrodą Deutscher Buchpreis.

Książki:

  • 2006 Wie der Soldat das Grammofon repariert. Luchterhand, München 2006,
  • 2014 Vor dem Fest. Luchterhand, München 2014,
  • 2016 Fallensteller. Erzählungen. Luchterhand, München 2016,
  • 2019 Herkunft. Luchterhand, München.

Polskie przekłady

  • Jak żołnierz gramofon reperował (Wie der Soldat das Grammofon repariert 2006), tł. Alicja Rosenau, Czarne 2008,
  • Noc przed festynem (Vor dem Fest) (2015 – Dom Wydawniczy PWN).

[Zdjęcie pisarza i informacje o autorze za Wikipedią]

 

Justyna Luszyńska jest pisarką, anglistką i miłośniczką herbaty. Pisze powieści („Będę czekać całą noc”, „Łączy nas nienawiść”), prowadzi swoją stronę (www.pisadlo.pl) oraz działa na Instagramie, na którym albo nakleja plasterki na dusze (@pisadlo_luszynska), albo uczy siebie i innych o tym, jak pisać dobre książki (@j.luszynska). 

Poza tym buduje kampera, którym chce jeździć po świecie, je naleśniki z masłem orzechowym i kocha wiosnę, między innymi dlatego, że wtedy kwitną bzy. A kiedyś zamieszka blisko gór, bo ciągnie ją do nich jak cholera. Wiadomo? Może w poprzednim wcieleniu była jedną?