„Nasi chłopcy” / Piotr Kotlarz

0
331

 

Nasi chłopcy” zdrobniałe określenie, którym niekiedy określamy młodych Polaków walczących w walce o niepodległość w czasie pierwszej wojny światowej, później młodych bohaterów września 1939 roku, II wojny światowej, powstania warszawskiego.

Młodzi ludzie, którzy dla wolnej Polski byli gotowi na każdą ofiarę, nawet życia.

To określenie było wyrazem szacunku dla bohaterów.

Ostatnio pojawili się tacy, którzy określeniu „nasi chłopcy” próbują nadać nowe znaczenie. Wydumaną narracją zakłamać naszą pamięć. Dowodem postawa dr Janusza Marszalca z MIIWŚ, kuratora wystawy „Nasi chłopcy”, który nazwał w ten sposób wystawę poświęconą tej części ludności okupowanych ziem polskich, która została zmuszona przyjęcia jednej z kategorii tzw. volkslisty i w związku z tym musiała stać się swego rodzaju niemieckim „mięsem armatnim” i przyjąć powołania do niemieckiego wojska, najczęściej do Wehrmachtu.

Pan Janusz Marszalec miał w tym wypadku różne możliwości i przyjęcie rozmaitych koncepcji tej wystawy.

Zdaniem kuratora, wystawa opowiada o mieszkańcach Pomorza, którzy służyli w armiach III Rzeszy.

Czy rzeczywiście opowiada?

Czy w sposób wyczerpujący?

Z jakiego powodu Janusz Marszalec ukrywa podstawową prawdę, że służba ta w przeważającym procencie nie była dobrowolna?

Czy pan Janusz Marszalec dostrzegł wszystkie aspekty uczestnictwa Polaków z ziem włączonych od Rzeszy oraz Wolnego Miasta Gdańska w Wehrmachcie?

Polacy wcielani do Wehrmachtu to osoby wciągnięte przez niemieckiego okupanta na tzw. volkslisty. Z tego powodu zanim przejdę do samej wystawy, uznałem za stosowne przypomnieć kilka informacji do niej się odnoszących. Są znane, często jednak podchodzimy do nich upraszczając je, ulegając powojennej komunistycznej propagandzie, gubimy kontekst i zapominamy, że najczęściej akty przyjmowania volkslisty nie były dobrowolne.

Niemcy wprowadzili volkslisty (listy narodowościowe) w celu indoktrynacji i wynaradawiania ludności polskiej na terenach wcielonych do III Rzeszy. Było to narzędzie do identyfikacji i germanizacji osób pochodzenia niemieckiego lub niemieckojęzycznych, które miało na celu stworzenie niemieckiej bazy narodowej, a także do wykorzystania siły roboczej i rekrutacji do niemieckiej armii  (Wehrmachtu). Sądzę, że najważniejszymi z przytoczonych argumentów były dwa ostatnie. Słowa o rekrutacji do niemieckiej armii zastąpiłbym jednak znacznie ostrzejszym wyrażeniem: poszukiwanie „mięsa armatniego”.

Niemcy wprowadzili volkslistę na terenach Polski anektowanych przez III Rzeszę 4 marca 1941 roku. Rozporządzenie to było formalnym wprowadzeniem Niemieckiej Listy Narodowościowej (DVL) na tych obszarach. 

Kierując się głównie rasistowską ideologią niemiecki okupant podzielił obywateli polskich ziem włączonych w obszar III Rzeszy podzielil na kilka kategorii.

Według polskiej Wikipedii:

Kategoria 1 – Volksdeutscher (pol. etniczny Niemiec) – osoby narodowości niemieckiej, aktywne politycznie, działające na rzecz III Rzeszy w okresie międzywojennym (tzw. Reichslista)

Kategoria 2 – Deutschstämmige (pol. osoba pochodzenia niemieckiego) – osoby przyznające się do narodowości niemieckiej, posługujące się na co dzień językiem niemieckim, kultywujące kulturę niemiecką, zachowujące się biernie w okresie międzywojennym.

Kategoria 3 – Eingedeutschte (pol. ludzie zniemczeni) – osoby autochtoniczne, uważane przez Niemców za częściowo spolonizowane (GórnoślązacyKaszubiMazurzy) oraz Polacy niemieckiego pochodzenia (osoby pozostające w związkach małżeńskich z Niemcami)

Kategoria 4 – Rückgedeutschte (pol. nawróceni na niemieckość) – osoby pochodzenia niemieckiego, które się spolonizowały i czynnie współpracowały w okresie międzywojennym z władzami polskimi, bądź działały w polskich organizacjach społeczno-politycznych (popularnie zwane przez Niemców renegatami) oraz także Polacy, którzy po pomiarach czaszki i innych badaniach uznani zostali za wartościowych rasowo. [Wikipedia polskojęzyczna]

Według Wikipedii niemieckiej DVL podzieliło populację na cztery następujące kategorie:
  • Volkslista 1: Tak zwani „Niemcy wyznaniowi”, którzy przed wojną walczyli o „niemiecką narodowość ”, tzn. byli zorganizowani w organizacjach mniejszości niemieckich – niezależnie od tego, czy mogli udowodnić „niemieckie pochodzenie”.

    Volkslista 2: Osoby, które, choć nie były członkami niemieckich organizacji mniejszościowych, wyznawały język i kulturę niemiecką. Podczas gdy członkowie sekcji 1 mogli od razu wstąpić do NSDAP i faktycznie stanowili trzon partii na terenach anektowanych, członkowie sekcji 2 mogli początkowo rejestrować się jedynie jako kandydaci na członków partii.

    Lista 3: albo tzw. „Niemcy plemienni”, czyli osoby rzekomo „pochodzenia niemieckiego”, choć generalnie już nie mówiły po niemiecku, albo członkowie tzw. klasy pośredniej, czyli Kaszubi i Schlonsakowie, o ile nie byli członkami polskich organizacji politycznych. Otrzymywali oni „ obywatelstwo niemieckie na próbę”. 

    Lista Ludowa 4: tzw. renegaci , czyli osoby, które według niemieckiej administracji cywilnej były „pochodzenia niemieckiego”, ale „przeszły na polskość”, czyli uważały się za Polaków. Otrzymały „tymczasowe obywatelstwo niemieckie” i były zwolnione ze służby wojskowej.

    [Wikipedia niemieckojęzyczna]

16 lutego 1942 wydano zarządzenie, przedstawione prezydentom rejencji.  Zarządzono obowiązek wskazania policji osób, które nie podały narodowości niemieckiej. Miejscowa policja miała przekazać tym osobom, że na złożenie wniosku o wpisanie na DVL mają 8 dni. Jeśli po tym czasie osoby nie potrafiłyby przedstawić dowodu złożenia takiego wniosku, miały zostać aresztowane, a następnie skierowane do obozów koncentracyjnych. W drugiej połowie 1944 dla osób, które odmówiły wpisania na DVL, wprowadzono karę śmierci. Otrzymanie 3 kategorii DVL (1,02 mln osób) było dla Ślązaków ochroną przed więzieniem lub obozem koncentracyjnym.

[Wikipedia polskojęzyczna]

4 marca 1941 r. Niemiecka Lista Narodowa (DVL) została rozszerzona na wszystkie anektowane zachodnie terytoria polskie (tj. Gdańsk-Prusy Zachodnie, Gorny Śląsk i część Prus Wschodnich). Mniej więcej w tym samym czasie, w połowie marca 1941 r., wydalenie Polaków z tych terytoriów do Generalnego Gubernatorstwa zostało tymczasowo wstrzymane, a wkrótce potem całkowicie zawieszone z powodu przygotowań do  ataku na Związek Radziecki. W Kraju Warty kryteria selekcji stosowano stosunkowo restrykcyjnie aż do klęski Niemiec. Tylko stosunkowo niewielki odsetek, około 10% miejscowej ludności, miał zostać wpisany na Niemiecką Listę Narodową. Wbrew zapewnieniom, dekret DVL dla Kraju Warty z 1939 roku nie miał na celu rekrutacji osób niebędących Niemcami ze względu na „niemiecką przynależność etniczną”. Wręcz przeciwnie, miał na celu wykluczenie etnicznych Polaków i tych etnicznych Niemców, którzy nie podzielali narodowosocjalistycznej interpretacji „niemieckości”. Sytuacja była zupełnie inna, szczególnie w prowincjach Gdańsk-Prusy Zachodnie i Górny Śląsk. Tam zarejestrowano około 60% miejscowej ludności, zdecydowaną większość w sekcji 3. Z powodu wojny istniało ogromne zapotrzebowanie na siłę roboczą, a znacznie większa część ludności na tych terenach została włączona do uprzywilejowanych sekcji listy, stając się w ten sposób niemiecką.

Od 1941 roku Niemiecka Lista Narodowa (Volkslista) służyła również do rekrutacji żołnierzy do niemieckiego Wehrmachtu. Około połowa tych, którzy zmienili swoje polskie obywatelstwo, dołączając do Niemieckiej Listy Narodowej, po dostaniu się do niewoli przeszła do sił alianckich i służyła w polskich jednostkach sprzymierzonych z aliantami. Spośród 89 000 członków personelu Wehrmachtu pierwotnie narodowości polskiej, schwytanych przez aliantów w Europie Zachodniej, około 50 000 (tj. 56,17%) wstąpiło do Polskich Sił Zbrojnych walczących po stronie brytyjskiej na Zachodzie. 43,3% nie uczyniło tego i dobrowolnie pozostało jako niemieccy jeńcy wojenni w obozach jenieckich aliantow.

Podział na różne „działy” DVL miał daleko idące konsekwencje we wszystkich dziedzinach życia, od reglamentacji żywności i opieki zdrowotnej po edukację. Zgodnie z doktrynalnym i szybko zmieniającym się w iluzję planem Himmlera, członkowie grup 3 i 4 mieli zostać „przeniesieni” do Starej Rzeszy, aby poprzez intensywną reedukację stać się „pełnoprawnymi Niemcami”. 

Z reguły kandydaci nie byli poddawani „kontroli rasowej”. Chociaż Himmler naciskał na taką selekcję rasową, nie zdołał przekonać odpowiednich namiestników Rzeszy i gauleiterów. Jedynie w Kraju Warty lokalny namiestnik Rzeszy i gauleiter Arthur Greiser zgodzili się na selekcję rasową większości osób w Wydziałach 3 i 4 DVL (Niemieckiego Urzędu Rejestracji Ludności), w wyniku czego około 60 000 osób zostało „sprawdzonych” przez tzw. egzaminatorów predyspozycji Glownego Urzędu Rasowego i Osiedleńczego SS. Natomiast na Górnym Śląsku lokalny Oberpräsident (Wysoki Prezydent) i gauleiter Fritz Bracht zezwolili na selekcję jedynie około 50 000 osób w Wydziale 4, podczas gdy namiestnik Rzeszy i gauleiter Albert Forster w Gdańsku-Prusach Zachodnich całkowicie zakazał selekcji. Jednakże, ponieważ z powodu wojny wstrzymano deportacje do Generalnego Gubernatorstwa, można przypuszczać, że bardzo niewielu spośród osób, które Główny Urząd ds. Rasy i Osadnictwa zaklasyfikował do grupy IV lub IVf, zostało usuniętych z Niemieckiej Listy Narodowościowej lub poniosło inne wynikające z tego niedogodności.

[Wikipedia niemieckojęzyczna.]

W wyniku zaostrzenia, spowodowanej klęskami hitlerowców na froncie wschodnim, polityki niemieckiej wobec polskiej ludności pozostałej na Pomorzu w 1943 r. ludność polska znalazła się w jeszcze trudniejszej sytuacji niż poprzednio. Część prześladowanej ludności polskiej decydowała się na przyjmowanie III grupy niemieckiej listy narodowościowej, w związku z czym niektórzy młodzi ludzie byli powoływani do Wehrmachtu.

Często przyjmowanie III grupy volkslisty było akceptowane przez polską konspirację, czy to związaną z ZWZ-AK, czy też innymi organizacjami. Np. w Gdyni władze Tajnego Hufca Harcerzy w trosce o rodziny członków tej konspiracji wyrażały często zgodę na przyjęcie III grupy, a w niektórych wypadkach nawet wydawały polecenie przyjęcia „grupy”. Mimo tego, z powodu zaostrzenia działań hitlerowskiego aparatu represji: wojska, żandarmerii, policji kryminalnej i porządkowej, ogromnej ilości szpicli i renegatów itp. wielu harcerzy wycofywało się z aktywnej działalności konspiracyjnej. Z zespołu konspiracyjnego wybrzeża odpadały całe zorganizowane zastępy, a nawet członkowie z trzonu kierowniczego. W THH doszło do kolejnego kryzysu, ale mimo tych trudnych warunków organizacja rozwijała się dalej.

Ojca Huberta Reglińskiego, ówczesnego komendanta THH, jako kolejarza tak długo prześladowano, dopóki nie podpisał III-ej grupy. Tę samą grupę otrzymał automatycznie nieletni Hubert, mimo że wezwany do odebrania dokumentów osobistych nie zgłosił się po nie. Z powodu zatargu ze swoim szefem Niemcem, „Złoty Jeleń” został przekazany do dyspozycji Arbeitsamtu i skierowany na karne roboty do Elbląga, skąd uciekł natychmiast po przyjeździe. W kierownictwie THH rozważano wówczas możliwość przekazania Huberta do któregoś z oddziałów partyzanckich AK w lesie. Musiano jednakże z tego zrezygnować, gdyż narażona zostałaby rodzina i mieszkanie jego rodziców, z którego korzystało kierownictwo THH jako meliny konspiracyjnej. Hubert Regliński na podstawie „Arbeitsbuchu” został wysłany do Berlina i wcielony do Wehrmachtu. Przed opuszczeniem Gdyni przekazał funkcję przewodniczącego Rady Drużynowych Edmundowi Śmierzchalskiemu („Biały Kruk”), który później zmienił swój pseudonim na „Morski Orzeł”. Hubert Regliński został powołany do służby wojskowej w armii pruskiej, skierowany do walki na półwyspie włoskim. Korzystając z okazji przedostał się na drugą stronę frontu i zgłosił do Armi Polskiej. Po weryfikacji brał udział w walkach o Monte Cassino i po wojnie powrócił do Polski. Przed odejściem, opuszczając teren Wybrzeża przekazał dowództwo THH Radzie Hufca, która nawiązała kontakt z wywiadem Armii Krajowej.

Jak widzimy kwestie volkslist oraz wcielania młodych Polaków w szeregi Wehrmachtu były bardzo złożone. W każdym razie najczęściej do takich sytuacji dochodziło w sposób niedobrowolny i odbierany był on przez wcielanych jako zło. Niestety wystawa pana Jana Marszalca ten obraz wypacza.

Spotykamy rozbieżne dane mówiące o liczbie żołnierzy Wehrmachtu narodowości polskiej wcielonych do Wehrmachtu. Według AI: szacuje się, że w szeregach Wehrmachtu służyło od około 375 tys. do 500 tys. Polaków. Moim zdaniem, liczba 500 tys. jest jednak stanowczo zawyżona. Nawet ona stanowi jednak niespełna 5% żołnierzy Wehrmachtu.

Pod koniec II wojny światowej, w 1944 roku, Wehrmacht liczył około 11 milionów żołnierzy. W ciągu całego okresu wojny, od 1939 do 1945 roku, przez szeregi Wehrmachtu przewinęło się łącznie około 17 milionów osób.  (Znalazłem też inne dane według, których na początku wojny było 4,5 mln, a 3 lata później 8,4 mln żołnierzy Wehrmachtu).

Polacy znaleźli się tam w różny sposób: przez powoływanie po wpisaniu na niemiecką listę narodową – volkslistę w wyniku obywatelstwa (np. z Wolnego Miasta Gdańska), a także przez przymusową służbę wojskową na terenach włączonych do III Rzeszy.   

Ponad 89 tysięcy Polaków wcielonych do Wehrmachtu zdezerterowało lub przeszło do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.  Możliwości dezercji były znacznie większe na froncie zachodnim niż na wschodnim, ale i tu były stosunkowo częste.  Ten ostatni fakt został odnotowany, uważam jednak, że w sposób nieproporcjonalny.

Dezercje były karane karą śmierci i fakt ten został na wystawie odnotowany. Choć znów w sposób nieproporcjonalny.

Kolejny fakt odnotowany w sposób nieproporcjonalny, to kwestia poległych. Nie znamy dokładnej liczby poległych Polaków w Wehrmachcie, ponieważ oficjalne statystyki nie zachowały się, ale szacunki mówią o co najmniej kilkudziesięciu tysiącach, a nawet ponad 100 tys. poległych. [AI]

Gdyby pan kurator wystawy dr Janusza Marszalec chciał podejść do zagadnienia mieszkańców z ziem włączonych do Rzeszy w sposób uczciwy, to mocniej podkreśliłby fakty dezercji z szeregów i liczby poległych Polaków w szeregach Wehrmachtu. Może dostrzegłby, że wcielanie ludności polskiej w szeregi niemieckiej armii było częścią ich eksterminacyjnej polityki wobec narodu polskiego. Dostrzegły, że to kolejny dramat naszego społeczeństwa.

Wojna była dla harcerzy podwójną traumą. Poza nieszczęściami, które dotknęły wszystkich starogardzkich Polaków, harcerze zostali poddani ciężkiej próbie wierności przyrzeczeniu i prawu harcerskiemu w warunkach ekstremalnych. Zostali upokorzeni w swej harcerskiej dumie. Zostali zmuszeni do przywdziania munduru wroga, by uchronić swych bliskich przed obozem koncentracyjnym. Czasem umierali w tym obcym mundurze.

Wielu młodych Pomorzan zmuszonych do włożenia munduru wroga znalazło się w pierwszej linii walk na różnych frontach Wehrmachtu, ale też znakomita ich większość skorzystała z pierwszej okazji, ażeby przejść na stronę wojsk ZSRR na wschodnim froncie, do Amerykanów czy Anglików we Włoszech i na zachodzie Europy, a nawet do francuskiego ruchu oporu. Taką metodę postępowania nazywano wśród zaufanych patriotów walenrodyzmem, a włączane całe grupy eindeutschowanych do niemieckich jednostek frontowych – koniem trojańskim1.

Druh Wacek Łobocki urodził się w Kamionce Szlacheckiej, maturę zdawał 3 tygodnie po swoich 18 urodzinach. Był maj 1939 roku… 7 października 1939 roku Niemcy zabili mu ojca Franciszka, starogardzkiego kupca. To było w lesie koło Leśnej Jani. Jeden z wielu oznaczonych polską krwią, kociewskich lasów. Po ultimatum Alberta Forstera dla Polaków z wcielonego do Niemiec Pomorza (Rok 1942: niemiecka lista narodowościowa albo obóz) podpisał tę listę, by chronić rodzinę. Jak ciężka to była próba dla jego harcerskiej dumy, pytać chyba nie trzeba. Trafił przymusowo do Wehrmachtu. Na początku 1945 zdezerterował. Niestety, Niemcy namierzyli go w lutym pod Skórczem. Prawdopodobnie został wydany przez Niemca, który go znał sprzed wojny. Druh Wacek został przez Niemców zmasakrowany (jako „zdrajca narodu niemieckiego”!) i powieszony przy skórzeckiej szosie, dla postrachu dla innych. Sowieci byli tuż-tuż. Niemcy mordowali i wieszali wszystkich dezerterów. Nie tylko Polaków, także Niemców! Dzisiejsza aleja Zwycięstwa (od Bramy Wyżynnej w Gdańsku do Wrzeszcza) to była aleją wisielców2!

Urodzony w Grabowcu pod Starogardem druh Antoni Górski miał więcej szczęścia. Też trafił przymusowo do Wehrmachtu i też podjął próbę ucieczki z niemieckiego wojska. Ponieważ jego jednostka stacjonowała na Zachodzie udało mu przejść do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Jego dezercja okazała się skuteczna.

Druh Antoni wspominał: Rok 1939: „Wieczór był piękny. Wśród czerniejących drzew, na nieco jaśniejszym niebie, pokazywały się gwiazdy. Jedna po drugiej. Powoli, coraz wyraźniej można było zobaczyć Mały Wóz i Wielki Wóz z wyraźną Gwiazdą Polarną. Podziwiając piękno wieczoru, wyczuwało się jakieś napięcie. Przez uśmiechy przezierała powaga. W oczach widoczne było napięcie. Jeszcze niby nic a już coś zakrada się do duszy i żłobi w niej jakąś rysę. Hitler chce od nas korytarza i Gdańska. Naturalnie, że nie damy. <Ja bym poszedł na wojnę na ochotnika. Byłem w wojsku> – mówi ojciec. <Ja bym poszła do kuchni, ale co z Tosiem?> – martwi się mama. <Jak to!> – odezwałem się. <Jestem harcerzem, nadaję się jako zwiadowca. Mam 13 lat, przecież zdałem egzamin do gamai! Byłem na obozie harcerskim, znam alfabet Morse’a. Potrafię się kryć, czołgać>. W nocy zbudziły nas bliskie, silne detonacje… Na starogardzkim Rynku, po wschodniej stronie, stały niemieckie czołgi. Witała ich kwiatami garstka miejscowych Niemców. Patrzyliśmy na to zza rogu niemieckiego kościoła – dziś kościoła św. Katarzyny. Przygnębieni wróciliśmy do domu. Po zjedzeniu obiadu, który nam tego dnia nie smakował, przyszedł mój kuzyn Tadeusz Weiss i płakał: <Widziałem, jak Niemcy zrywali Orła ze Starostwa i deptali go>”.

Rok 1942: „Jedzie pociąg z Polakami do niemieckiego wojska. Rozśpiewany pociąg! Ledwo ruszyliśmy ze stacji, zgodnym chórem śpiewamy <Boże coś Polskę>! Nie damy się zeszwabić! Ledwie pieśń przebrzmiała, a już ktoś zanucił <Jeszcze Polska nie zginęła>! Później <Nie rzucim ziemi>…

Rok 1944: „Byliśmy na froncie, na wysuniętym punkcie. Kolega też Polak. Mimo zakazu, paliliśmy papierosy. Naraz patrzymy, czołgają się amerykańscy zwiadowcy. W ciemności nie widzieliśmy dokładnie, ilu ich było. Zaryzykowałem i zawołałem: <Ami, I am Polish, go to mi..!> Zamarli w bezruchu. Za chwilę jeden z nich odezwał się: <Polacy!? Let es go!>. Przesunęli się w naszym kierunku. Polak wysunął się naprzód. Nadał coś przez radio. Wróciliśmy wspólnie do naszego bunkra. Wszedłem pierwszy, zapaliłem świeczkę i zebrałem całą broń. Wszyscy twardo spali. Tylko jeden mamrotał coś przez sen… Amerykanie weszli do środka. Dowódca, unterofizier, poddał się. Wyszedłem na zewnątrz, a tam pełno Amerykanów. Przeszli przesmykiem, którym czołgali się zwiadowcy. Ja wchodziłem jeszcze do innych bunkrów, razem z kolegami Polakami. Później zlikwidowaliśmy jeszcze punkty wysunięte. Raz bym oberwał, gdyby nie kolega, który strzelił pierwszy… Niemców ustawiono w kolumnę, a nas z karabinami, w niemieckich mundurach [!], na przemian z Amerykanami, dali jako eskortę. Dziwnie to wyglądało. <Niemcy> prowadzą Niemców! Pod niemieckim mundurem biło polskie serce…”3.

Najważniejszym aspektem pominiętym w wystawie pana Jana Marszalca jest to, że wielu Polaków wcielonych do Wehrmachtu nie zakończyło swej wcześniejszej walki konspiracyjnej. Warto przy tym podkreślić, że konspiracja polska na terenach ziem polskich wcielonych do Rzeszy oraz włączonego do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska była bardzo rozległa i obejmowała dziesiątki tysięcy Polaków z tego obszaru.

Tu przytoczę kilka przykładów działalności konspiracyjnej wcielonych do Wehrmachtu harcerzy oraz przykłady przyjmowania grup volkslisty w celach konspiracyjnych przez przedstawicieli innych polskich organizacji konspiracyjnych.

Izydor Gencza 31 marca 1944 r. został wcielony do 6. batalion saperów Wehrmachtu w Minden. Wcześniej jednak ustalił z Jarockim, że będzie prowadził działalność dywersyjną w niemieckim wojsku, polegającą na szkoleniu żołnierzy polskich do ucieczek na stronę aliantów. Założył tam grupę jaszczurkowców. W sierpniu 1944 r. przeniesiono go do kompanii zapasowej w 6. batalionie saperów. W styczniu 1945 r. został rozbrojony wraz z innymi osobami polskiego pochodzenia i przeniesiony do Rheine na szkolenie artyleryjskie, w marcu zaś – do artylerii w Hamm. Kompania liczyła dwieście osób polskiego pochodzenia. W połowie kwietnia, po ucieczce dowództwa, udało mu się przejść wraz z oddziałem w lesie pod Menden do amerykańskiej 7. Armii. Po półrocznym pobycie w obozach jenieckich powrócił do Polski.

Jan Wałaszewski (1921-2003), urodzony w Czersku harcerz z Pomorza, w 1941 roku był członkiem Związku Jaszczurczego. Rok później wstąpił do Armii Krajowej. Na początku 1944 roku został żołnierzem niemieckiej Kriegsmarine. Przymusowo wcielony przez Niemców do marynarki, wysłany na szkolenie do Wilhelmshaven, został wysłany do służby w Holandii. Statek, na którym płynął, został zatopiony przez alianckie samoloty, a uratowany mężczyzna przez jakiś czas leżał w szpitalu. Po wyzdrowieniu został oddelegowany do baterii artylerii nadbrzeżnej i współtworzył grupę oporu Polaków w armii niemieckiej. Nawiązał kontakt z holenderskim ruchem oporu, któremu dostarczał broń, amunicję i informacje wywiadowcze. Wreszcie w lutym 1945 roku wraz z kilkunastoma Polakami dołączył do holenderskich partyzantów z „Oranje Vereniging”. Grupa polska natychmiast przystąpiła do akcji i rozpoczęła likwidację grup żołnierzy Wehrmachtu, żandarmerii i holenderskich kolaborantów. Pod koniec kwietnia 1945 roku Jan Wałaszewski wraz z pięcioma polskimi kolegami, po zdobyciu planów, usunął miny na przygotowanym przez Niemców moście obrotowym do wysadzenia śluzy na kanale w pobliżu miasta Ijmuiden, co zapobiegło zalaniu m.in. Amsterdamu.

W Kriegsmarine w Holandii służył również Paweł Deskowski. Po nawiązaniu kontaktu z holenderską organizacją, na początku listopada 1944 roku rozpoczął zaopatrywanie Holendrów w broń i amunicję. W marcu 1945 roku wykazał się wielką odwagą, mianowicie zabezpieczył tunel na Mozeli, zaminował i przygotował do zalania. Deskowski unieszkodliwił ładunki wybuchowe, przeciął przewody elektryczne, wyjął zapalniki i uszkodził silniki pomp. W tym czasie Stefan Jankowski działał w Hadze, dowodząc oddziałem holenderskich chłopców, dokonując wraz ze swoimi żołnierzami zamachów na oficerów nazistowskich. Grupa zlikwidowała ponad dwudziestu Niemców.

W Rotterdamie z Niemcami walczył torunianin Józef Sacharewicz, zbieg z Kriegsmarine. Pod koniec walk w głodnej Holandii zorganizował żywność dla 300 dzieci, dostarczając im przez specjalnych wysłanników produkty żywnościowe z niemieckich magazynów4.

Zygmunt Grochocki5, 16 VII 1942 roku został wcielony do Wehrmachtu (nie uciekł w obawie przed aresztowaniem ojca). Początkowo służył w jednostce w Malborku. Odebrał tam 9 września ślubowanie od 10 Polaków. We wrześniu 1942 roku znalazł się w Holandii, a na przełomie 1942/1943 we Francji, k. Nantes. Skąd urlopowany nawiązał kontakt z Leszkiem Zdrojewskim z brodnickiego ZJ. Realizując polecenie organizacji, w szeregach wroga zakładał „Związek Jaszczurczy Kociewskich Harcerzy”. W 108 pułku grenadierów 36 dywizji piechoty niemieckiej aktywnie działał w konspiracyjnej grupie Polaków w wcielonych do Wehrmachtu, współpracując z francuskim ruchem oporu m.in. w zakresie wywiadu. Aresztowany dn. 12 lutego 1942, po ciężkich przesłuchaniach i rozprawie (na ławie oskarżonych zasiadło 27 Polaków) Sąd Wojenny Rzeszy wydał na niego wyrok śmierci. Został rozstrzelany razem z Józefem Grzędzickim z Chmielna 20 marca 1943 roku (na śmierć skazano wówczas 10 Polaków)6.

Paweł Deskowski służył również w Kriegsmarine w Holandii. Po nawiązaniu kontaktu z holenderską organizacją, na początku listopada 1944 roku rozpoczął zaopatrywanie Holendrów w broń i amunicję. W marcu 1945 roku wykazał się wielką odwagą, mianowicie zabezpieczył tunel na Mozeli, zaminował i przygotował do zalania. Deskowski unieszkodliwił ładunki wybuchowe, przeciął przewody elektryczne, wyjął zapalniki i uszkodził silniki pomp. W tym czasie Stefan Jankowski działał w Hadze, dowodząc oddziałem holenderskich chłopców, dokonując wraz ze swoimi żołnierzami zamachów na oficerów nazistowskich. Grupa zlikwidowała ponad dwudziestu Niemców.

W Rotterdamie z Niemcami walczył torunianin Józef Sacharewicz, zbieg z Kriegsmarine. Pod koniec walk w głodnej Holandii zorganizował żywność dla 300 dzieci, dostarczając im przez specjalnych wysłanników produkty żywnościowe z niemieckich magazynów7.

Byli i tacy, którzy przyjmowali folkslistę, by – działając w polskich organizacjach podziemnych – móc skuteczniej prowadzić pracę konspiracyjną. Z terenu Gdyni znane są liczne takie przypadki. Antoni Wiśniewski jeszcze w 1940 r. wystąpił o przyznanie mu obywatelstwa Rzeszy i zmienił nazwisko na Anton Wiens. W jego sklepie i mieszkaniu przy ul. Świętojańskiej 51 spotykali się wysocy funkcjonariusze gestapo: Jacob Loellgen, Lothar Stenzel czy Jan Kaszubowski, a Anton Wiens prowadził – do aresztowania w 1943 r. – działalność wywiadowczą i kontrwywiadowczą dla Armii Krajowej.

Bruno Nierzwicki z Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego przyjął I grupę folkslisty i zmienił nazwisko na Bruno Niedens – była to jednak tylko przykrywka, bowiem działał w wywiadzie Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurczy. Po dekonspiracji został stracony w Berlinie w 1945 r., a jego żonę Anielę z domu Abraham, popierającą z całego serca działania męża, zesłano do obozu w Ravensbrück.

Na prośbę Niedensa II grupę folkslisty przyjęła Joanna Lost i podjęła pracę w Kriergsmarine-Kommandatur jako telefonistka: Polka nie mogłaby pracować w takim miejscu i na takim stanowisku. Łączyła rozmowy i je podsłuchiwała, notując w pamięci szczegóły o ruchu w porcie wojennym, o okrętach, które wchodziły do portu, wychodziły w morze, m.in. o „Bismarcku”.

Żołnierz Armii Krajowej Genowefa Młynarz, by móc pracować jako telefonistka w Kriegsmarine, przyjęła III grupę niemiecką. Wystarała się o pismo polecające od znajomego Niemca, aby posadę tę uzyskać, a tym samym pracować na rzecz swojej Ojczyzny. Zdobywane przez nią wiadomości dotyczyły portów bałtyckich i Berlina. Przekazywała je lub osobiście przewoziła do Poznania i Katowic. W czerwcu 1942 r. wraz z innymi pracownikami stoczni została aresztowana przez gdańskie gestapo pod zarzutem kradzieży planów technicznych nowego typu łodzi podwodnej. 2 maja 1944 r. skazano ją na śmierć przez ścięcie; wyrok wykonano.

Na 8 listopada 1945 r. wezwana została na rozprawę rehabilitacyjną cała rodzina Rekowskich: Jadwiga, Leon i ich cztery córki. Pani Jadwiga, z domu Joachimczyk, była siostrą porucznika Armii Krajowej Joachima Joachimczyka, żołnierza i fotoreportera, autora 1,5 tys. zdjęć z Powstania Warszawskiego i bohatera Gdyni (inspiratora Akcji B-1 oraz B-2). W konspiracji działał też szwagier Joachima, mąż Ireny Agnieszki Joachimczyk, sierżant AK Jan Pociejko.

W czasie okupacji Leon Rekowski prowadził w baraku przy ul. Świętojańskiej 137 warsztat rymarski, w którym był tajny sztab Akcji B-2 i punkt kartograficzny, gdzie opracowywano zebrane materiały wywiadowcze. Był też miejscem odpraw drużynowych i zespołów Tajnego Hufca Harcerzy, przygotowujących zaakceptowaną przez Dowództwo Okręgu AK akcję. Jej celem było wykrycie i naniesienie na plany miasta wszystkich stanowisk wojsk niemieckich, a następnie przekazanie ich przez linię frontu sztabowi wojsk sowieckich – w nadziei na uratowanie miasta przed zniszczeniami. Dla ukrycia planów państwo Rekowscy uszyli dla kurierki plecak z podwójnym dnem. Kilka miesięcy później okazało się, że muszą udowadniać przed sądem, że są dobrymi Polakami8.

Roman Träger, kryptonimy: „As”, „Junior”, „T-2” (ur. 17 marca 1923 w Bytomiu, zm. 21 marca 1987 w Bydgoszczy) – polski oficer wywiadu. Syn Augustyna Trägera, oficera Oddziału II Sztabu Generalnego. Po wybuchu II wojny światowej rodzina Trägerów na potrzeby konspiracji wykorzystując swoje austriackie pochodzenie przyjęła obywatelstwo niemieckie. Augustyn Träger został członkiem organizacji Miecz i Pług, gdzie pełnił funkcję szefa wywiadu. Roman Träger został wcielony do Wehrmachtu i pełnił służbę wartowniczą w formacji stacjonującej na wyspie Uznam, równocześnie był zakonspirowanym agentem wywiadu Armii Krajowej. Podczas służby udało mu się uzyskać szczegółowe informacje dotyczące przeprowadzanych tam przez III Rzeszę produkcji i testów broni rakietowej V-1 i V-2. Sporządził dokładny raport i przekazał go ojcu, który przedostał się do Warszawy i podczas spotkania z szefostwem sieci wywiadu ofensywnego Komendy Głównej Armii Krajowej używającym kryptonimu „Lombard” przekazał raport Romana Trägera. Jego kopia trafiła do rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie, który przekazał go komórce wywiadowczej wojska brytyjskiego. W efekcie lotnictwo brytyjskie w nocy z 17 na 18 sierpnia 1943 roku dokonało udanego nalotu na zakłady lotnicze w Peenemünde (patrz: operacja Crossbow).

Przedstawiając losy poszczególnych polskich bohaterów wcielonych do Wehrmachtu i prowadzących w jego szeregach działalność konspiracyjną, czy też dezerterów z szeregów Wehrmachtu w walczących o niepodległość naszego kraju w polskich siłach zbrojnych na Zachodzie ukazałem losy naszych chłopców.

Nasi chłopcy walczyli w szeregach polskiej konspiracji na wszystkich okupowanych terenach II Rzeczypospolitej, również w szeregach Wehrmachtu.

Określanie żołnierzy Wehrmachtu mianem „nasi chłopcy” to wyraz albo niedouczenia, albo świadomego wprowadzania do naszej świadomości zdradzieckiej narracji.

Piotr Kotlarz

Odniesienia:

1 L. Lubecki, Bestialstwo i okrucieństwo a patriotyzm i bezsiła pomorskiego ruchu oporu w latach 1939-1945, „Acta Cassubiana” 1,1999, s. 77-83.

2 Harcerska dola i niedola, Kociewiak.pl / https://www.kociewiak.pl/artykul/11719,harcerska-dola-i-niedola

3 Harcerska dola i niedola, Kociewiak.pl / https://www.kociewiak.pl/artykul/11719,harcerska-dola-i-niedola

4 Polska Niepodległa Bristol, https://www.facebook.com/PolskaNiepodleglaBristol/posts/3560845077261609/

5 Członek organizacji konspiracyjnej „Jaszczurka” i ZJ w Starogardzie Gdańskim Zygmunt Grochocki ps. „Cycero” (1922-1943), przed wojną był aktywnym działaczem harcerstwa. W drugiej połowie sierpnia 1939 roku na obozie w Wielu uczestniczył w kursie Sodalicji Mariańskiej. Do organizacji „Jaszczurka” został zaprzysiężony w lipcu 1941 roku przez Pawła Wyczyńskiego ps. „Wrzos”.

6 Słownik Biograficzny Konspiracji Pomorskiej 1939-1945, cz. 5, pod. red. Elżbiety Skeerskiej, Toruń 2001, s. 53-54.

7 Polska Niepodległa Bristol, https://www.facebook.com/PolskaNiepodleglaBristol/posts/3560845077261609/                 8 Małgorzata Sokołowska, Gdynia między dwoma totalitaryzmami. „Problem kaszubski”, Tekst pochodzi z numeru 1-2/2023 „Biuletynu IPN” / https://przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/112832,Gdynia-miedzy-dwoma-totalitaryzmami-Problem-kaszubski.html

Pomorscy harcerze 19.01