Jezus (Z cyklu: Cienie w jaskini) / Marek Weiss Grzesiński

0
290

Czy ktoś jest chrześcijaninem, czy nie, musi się pogodzić z faktem, że Jezus żył. Wzmianka u Tacyta jest co prawda jedyną informacją historyczną potwierdzającą rzeczywiste istnienie osoby o tym imieniu, która nauczała w Kafarnaum, nad jeziorem Galilejskim i w Jerozolimie, gdzie został ukrzyżowany. Ale świadectwa jego uczniów i wielka religia, która zawładnęła połową świata, nie wzięły się przecież z niczego. Jakkolwiek nie analizujemy wkładu w budowę chrześcijaństwa pochodzącego z Tarsu Szawła-Pawła, który Jezusa nigdy nie spotkał, poza swoją wyobraźnią, nie można zapomnieć, kto był pierwszym oryginalnym autorem zasad tej religii. Ile by nie dodali do niej Ojcowie Kościoła, czy rzymscy cesarze, wielcy teologowie, czy charyzmatyczni papieże, myślimy przede wszystkim o osobie Jezusa. To człowiek, który po wielu latach bytowania u boku matki i zajmowania się stolarką w warsztacie odziedziczonym po przybranym ojcu, nagle powędrował na pustynię, gdzie po długim poście i medytacjach odkrył w sobie powołanie nauczania o moralnej przemianie i duchowości. Kiedy wracał do Nazaretu spotkał Jana Chrzciciela nawołującego do obmycia się z grzechów i rozpoczęcia nowego, czystego życia według praw zapisanych w Biblii. Chrzest był z pewnością potężnym wstrząsem dla dojrzałego mężczyzny, jakim był Jezus. Nie wrócił do matki, tylko pociągnął za sobą uczniów uwięzionego wkrótce Jana i rozpoczął swoje epokowe nauczanie. Był wielkim moralistą i nauczycielem prawdy. Nie wiemy nic o jego edukacji. Dla wierzących w jego boskość miał wiedzę absolutną. Dla niewierzących zapewne znał dobrze Torę i liczne proroctwa. Żyjąc wśród rolników i pasterzy miał dużą wiedzę o uprawie ziemi i hodowli zwierząt. W swoich naukach zawsze powoływał się na przykłady z tych dziedzin. O Bogu wiedział to, co wyczytał w Biblii i słyszał od rabinów w Nazarecie. Jego wiedza o zaświatach, śmierci, życiu po życiu i o tym, co dzisiaj nazywamy metafizyką, z pewnością pomieszana była z lokalnymi zabobonami, obyczajami dotyczącymi traktowania zmarłych i z jego genialną intuicją rozumienia losu człowieka w przemijającym świecie. To, co zdecydowało o zwycięstwie Jezusa w dziejach świata, było przekonanie, że człowiek nie musi bać się śmierci, bo jego dusza jest nieśmiertelna i na zawsze połączy się z Bogiem, którego nazywał Ojcem. Moralne życie i wysiłek unikania grzesznych pokus miały być gwarancją przejścia ze świata materialnego, z jaskini ludzkiego bytowania, do wyższego, niebiańskiego świata gdzie panuje Bóg i wieczna szczęśliwość. Nie dbał o jakiekolwiek filozoficzne uzasadnianie swojego widzenia podziału świata na ten realny i tamten idealny. W jego myśleniu te dwa światy istniały obok siebie bez żadnej logicznej sprzeczności. Sam jako cudotwórca przemieszczał się bez przeszkód z jednego świata do drugiego i z powrotem. To było zgodne z powszechnymi wierzeniami i ludową intuicją, że musi istnieć świat nadprzyrodzony, gdzie tajemnice przyrody i kosmosu są wytłumaczalne na tysiące lat przed odkryciami nauki i współczesną prawdą o wszystkich zjawiskach. Jego drugim wielkim przesłaniem dla wierzących było utożsamienie Boga z ojcem, którego tak bardzo brakowało w jego życiu osobistym. Głosząc, że jest jego Synem, stał się z czasem dla milionów dziedzicem niebios, wyższego świata i całej metafizyki, jaka mogła być dostępna ludzkim umysłom. Kolejne pokolenia filozofów greckich, idealizm niemiecki, mistycy jak Jan od Krzyża i wszyscy wielcy teologowie chrześcijańscy imponująco wyhodowali z ziarna zasianego przez Platona na niwie pełnego lęku i rozpaczy umysłu człowieka cały las tajemniczej metafizyki. Pomogli jej osiągnąć niepodważalną władzę nad mentalnością ludzką, tak trudną teraz do odebrania przez naukę. Ta władza nie tylko trwa dzięki nikłej edukacji w szkołach, ale przede wszystkim dzięki zniewoleniu przez Kościół milionów ludzi od narodzin przez chrzest, lekcje religii, komunie, bierzmowanie, ślub, święta umiłowane przez człowieka od dzieciństwa i kojarzone z takimi cudownymi „cieniami w jaskini” jak choinka, Święty Mikołaj, sypanie kwiatków, pisanki, baranki, sute stoły i wspólne śpiewy z rodziną liczniejszą, niż w dzień powszedni. Te wszystkie radości kojarzą się z pięknym światem na zewnątrz platońskiej „jaskini” gdzie podobno nie ma bólu, strachu i śmierci. Nie wygra z tym matematyka, nie wygra prawda fizyki i chemii, nie wygra przygnębiająca prawda biologii, a już z pewnością nie wygra prawda o straszliwej otchłani kosmosu, gdzie chyba nie mieszka dobry Bóg-Ojciec, ani łaskawa Matka. Metafizyka stała się dla większości z nas niezbędna do życia jak powietrze i woda.

Na zdjęciu w ruinach synagogi w Kafarnaum opowiadam o Jezusie mojemu zespołowi Teatru Wielkiego w Warszawie podróżującemu po Izraelu 30 lat temu

Marek Weiss Grzesiński

[Tekst publikowany był pierwotnie na Facebooku pana Marka Weiss Grzesińskiego. Tu za zgodą autora.]