Czy powinniśmy chcieć być kochani bezwarunkowo i na zawsze? / Troy Jollimore

0
291

 

Abstrakt

Ludzie często mówią, że romantyczna miłość powinna być bezwarunkowa i często chcą, aby romantyczna miłość trwała wiecznie. Te twierdzenia i pragnienia przypuszczalnie są ze sobą powiązane: jednym z powodów, dla których bezwarunkowa miłość byłaby dobra, jest założenie, że taka miłość, oderwana od zmieniających się warunków, będzie trwała wiecznie. Ten artykuł dowodzi, że rzeczywiście istnieją rodzaje bezwarunkowej i trwałej miłości, których warto pragnąć, ale także takie, które nie są, i próbuje wyjaśnić, co jest wartościowego w tych rodzajach miłości romantycznej.
philosophies-08-00034-v2

1. Wstęp

Ludzie często mówią, że romantyczna miłość powinna być bezwarunkowa i często chcą, aby taka miłość trwała wiecznie. A jeśli nie na zawsze – w końcu ludzie umierają – to przynajmniej na resztę życia. Żeby było jasne, te twierdzenia dotyczą różnych form miłości, ale ja skupię się w szczególności na miłości romantycznej z tego powodu. że taka miłość, oderwana od zmieniających się warunków, a zatem nieco niezależna od ruchomych piasków okoliczności, ma większe szanse na trwałość. W każdym razie tak się często przyjmuje. Chcę zbadać, czy te rodzaje miłości – miłość bezwarunkowa i miłość trwała – są rzeczywiście warte pochwały i pożądania, a jeśli tak, to w jakich formach i na jakich warunkach.

2. Właściwy rodzaj trwałości

Zacznę od idei trwałej miłości. Nierzadko zdarza się, że ludzie obiecują kochać swoich kochanków na zawsze; i wiele osób chce być obiektem takich obietnic. Ale czy składanie takiej obietnicy może być rozsądne? Można by się martwić, że obietnica robienia czegokolwiek do końca życia jest nadmiernym rozszerzeniem naszych uprawnień do rozsądnego zaangażowania. Kto wie, jaka będzie moja sytuacja, a nawet jaki będę za czterdzieści lat? Co więcej, miłość, czy jest, czy nie jest emocją, z pewnością wiąże się z uczuciami i emocjami w sposób centralny, a to rodzi wiele problemów w odniesieniu do zobowiązań i obietnic. Ogólnie rzecz biorąc, nie mam bezpośredniej dobrowolnej kontroli nad swoimi emocjami. Uszczypliwa uwaga może mnie rozgniewać, niezależnie od tego, czy chcę się złościć, czy nie; Trochę boję się igieł, chociaż wiem, że ten strach nie jest racjonalny; i nie jestem w stanie tak po prostu zacząć cię kochać – lub, jeśli cię kocham, przestać cię kochać – z własnej woli. Jednak zwykłe obietnice w każdym razie zwykle dotyczą działań i wyników, które są pod naszą kontrolą.
Emocje ze swej natury zmieniają się w czasie: odpowiadają i odzwierciedlają bieżące okoliczności w czyimś życiu oraz zmieniają się zgodnie ze zmianami w ich obiektach. (Strach w obliczu zagrożenia ma sens, ale strach zanika, gdy zagrożenie mija). Emocje są z natury oceniające i to, czy nadal będę odczuwać pozytywne uczucia oceniające, których doświadczam obecnie wobec danej osoby, będzie zależeć od zależą zarówno od tego, jak zmieniam się w czasie (mogę zacząć doceniać inne wartości, gdy się starzeję i zmieniam), jak i od tego, jak zmienia się ta osoba (może stracić cechy, które stanowią podstawę moich obecnych pozytywnych reakcji). Obietnica kochania kogoś na zawsze mogłaby mieć sens, gdyby udało się w jakiś sposób zatrzymać nas oboje w czasie, kładąc kres wszelkim zmianom. Nie jest to jednak oczywiście ani możliwe, ani pożądane. Romantyczny poeta Percy Bysshe Shelley zwraca uwagę na pokrewną kwestię, porównując miłość romantyczną z wiarą:
Stałość nie ma w sobie nic cnotliwego… Miłość jest wolna; obiecywać zawsze kochać tę samą kobietę jest nie mniej absurdalne niż obiecywać wierzyć w to samo wyznanie; taki ślub w obu przypadkach wyklucza nas z wszelkich dociekań. Język votarystów jest taki: kobieta, którą teraz kocham, może być nieskończenie gorsza od wielu innych; wyznanie, które teraz wyznaję, może być masą błędów i absurdów; ale wykluczam się z wszelkich przyszłych informacji co do uprzejmości jednego i prawdziwości drugiego, postanawiając na ślepo i pomimo przekonania trzymać się ich.
([ 1 ], s. 45–48) 1
Zauważmy, że twierdzenie dotyczące przekonań nie mówi, że nigdy nie powinniśmy mieć stabilnych, długotrwałych przekonań. Twierdzenie to przeciwstawia się raczej posiadaniu niezmiennych i trwałych przekonań z niewłaściwych powodów. Wierzę, że modus ponens jest na przykład ważną formą argumentacji, lub moje przekonanie, że mocne argumenty na ogół dostarczają powodów do zaakceptowania ich wniosków, z pewnością pozostaną niezmienne, nie dlatego, że zobowiązałem się do ich podtrzymywania bez względu na to, co jeszcze pomyślę, ale dlatego, że perspektywa, że ​​zacznę myśleć o czymś, co wymagałoby zawieszenia lub porzucenia tych przekonań, jest radykalnie odległa. Podobnie dobrze jest, gdy związek romantyczny trwa, o ile trwa z właściwych powodów — takich, które mają więcej wspólnego z samym związkiem niż z moim zaangażowaniem w związek. Zdrowe i kwitnące relacje mają tendencję do przetrwania; chociaż jest to prawdą z różnych powodów, najbardziej oczywistym z nich jest z pewnością to, że kwestia tego, jak długo trwa związek będzie trwać, zależy w dużej mierze od jego uczestników, chcących to wytrzymać. (Nie da się szybko wyjaśnić, co to znaczy, że związek jest zdrowy i silny, ale pewne ogólniki, choć być może do obalenia, można bezpiecznie stwierdzić: zwykle dobry związek sprzyja dobremu samopoczuciu i szczęściu uczestników, pomaga im realizować i wybierać projekty i cele, które mają prawdziwą wartość, i zachęca je na przykład do rozwoju): zademonstrować siłę swojego niezłomnego zaangażowania, udowodnić, że się mylili sceptycy, którzy witali wiadomość o związku, przewidując, że nigdy nie będzie trwał, żyć zgodnie z tradycyjnym ideałem, zgodnie z którym takie relacje muszą być utrzymywane w każdych okolicznościach i niezależnie od koszt i tak dalej. Takie motywacje, zamiast być skierowanymi na zewnątrz w kierunku osoby, którą się kocha, często zwracają się do wewnątrz: kochanek może pragnąć być lub wyglądać na pewnego rodzaju osobę, taką, która nigdy nie zrywa swoich zobowiązań, taką, której wola jest zadziwiająco silna. Tutaj pozory pełnego miłości zaangażowania maskują rodzaj narcystycznej troski o siebie. Albo też uwaga kochanka może po prostu skupiać się na domniemanej wartości zaangażowania ze względu na zaangażowanie, być może do tego stopnia, że ​​byłby gotów poświęcić nie tylko własne dobro, ale także dobro ukochanej osoby, aby w ogóle zachować związek koszty pojawienie się pełnego miłości zaangażowania maskuje rodzaj narcystycznej troski o siebie. Albo też uwaga kochanka może po prostu skupiać się na domniemanej wartości zaangażowania ze względu na zaangażowanie, być może do tego stopnia, że ​​byłby gotów poświęcić nie tylko własne dobro, ale także dobro ukochanej osoby, aby w ogóle zachować związek koszty pojawienie się pełnego miłości zaangażowania maskuje rodzaj narcystycznej troski o siebie. Albo też uwaga kochanka może po prostu skupiać się na domniemanej wartości zaangażowania ze względu na zaangażowanie, być może do tego stopnia, że ​​byłby gotów poświęcić nie tylko własne dobro, ale także dobro ukochanej osoby, aby w ogóle zachować związek koszty2 . Shelley mógłby powiedzieć, że w takich przypadkach stałość kochanków ma, jeśli w ogóle, wartość ujemną.

Rozważmy pewną analogię. Znam ludzi, którzy są tak zwanymi czytelnikami zaangażowanymi: po rozpoczęciu książki przeczytają ją do końca. Inni ludzie są czytelnikami warunkowymi: będą czytać książkę tak długo, jak długo będzie dla nich satysfakcjonująca – lub być może tak długo, jak długo będą wierzyć, że w końcu okaże się satysfakcjonująca – ale jeśli dojdą do punktu, w którym zdecydują, że ten warunek prawdopodobnie nie zostanie w tym przypadku spełniony, odłożą ją na bok i poszukają innej. Jeśli szukam książek, które są warte mojego czasu, będę o wiele bardziej zainteresowany wyborami czytelników warunkowych niż czytelników zaangażowanych. Zaangażowany czytelnik skończy wszystko; jeśli o danej książce powie: „Nie mogłem jej odłożyć”, to niewiele mi to mówi – nie może odłożyć niczego. Podobnie jest w miłości: tutaj również niektórzy ludzie są zobowiązani do „dokończenia tego, co zaczęli”, bez względu na to, jak nieprzyjemne lub niewdzięczne może to być, podczas gdy inni są gotowi zakończyć związek po osiągnięciu pewnego progu. Ludzie mogą oczywiście nie zgadzać się co do tego, gdzie jest ten próg, i z pewnością jest tak samo możliwe, aby być niewystarczająco zaangażowanym, jak i nadmiernie zaangażowanym. Chodzi jednak o to, że o żadnym z tych czytelników nie można powiedzieć, że nie widzi wartości w kończeniu książek. (Nie można też koniecznie powiedzieć, że nie są w ogóle zaangażowani w kończenie książek. Osoba całkowicie niezaangażowana rzadko kiedy kończy jakąkolwiek książkę, ponieważ każda książka ma swoje przerwy i suche fragmenty; rozsądny czytelnik wie, że trzeba przez nie przebrnąć, aby osiągnąć wartościowe doświadczenie, którego szuka). Czytelnik warunkowy po prostu zaprzecza, że istnieje duża wartość w ukończeniu książki dla niej samej. Podobnie, warunkowy kochanek zaprzecza, że jest wiele, jeśli w ogóle, wartości w trwaniu tam dla samego siebie. Jednak to nie pokazuje, że nie cenią oni zaangażowania w jakikolwiek sposób, a już na pewno nie pokazuje, że nie cenią swoich związków lub ludzi, z którymi są związani. W istocie, właśnie dlatego, że ich uwaga skupia się na drugiej osobie, a nie na ich własnej determinacji czy zdolności do zaangażowania, można sądzić, że cenią swoich partnerów lepiej – bardziej bezpośrednio, z większym wyczuciem, bardziej sprawiedliwie – niż ci, którzy zamknęliby się w stałym związku z kimkolwiek, do kogo byliby przywiązani, ze względu na nadmierną wartość, jaką przywiązują do samego zaangażowania.

Opowiadając te historie w ten sposób, wyobrażałem sobie oglądanie tych sytuacji z zewnątrz: czego dowiadujemy się o wartości książki lub związku, obserwując wytrwałość innych? Być może bardzo wiele, ale tylko wtedy, gdy wytrwają z właściwych powodów; lub tak sugerowałem. Jednak w podobny sposób mogę czerpać informacje z mojej własnej wytrwałości – mojej własnej skłonności do kończenia książki, a nie odkładania jej na bok, lub do kontynuowania związku, a nie jego zakończenia. I znowu jednak jest to prawdą tylko wtedy, gdy wytrwam z właściwych powodów. W rezultacie moja zdolność do uzyskania takich informacji zależy zarówno od posiadania przeze mnie właściwego zestawu standardów i praktyk w odniesieniu do rozumowania praktycznego – tj. bycia typem agenta, który jest wrażliwy na różne rodzaje doświadczeń, a nie typem, przed którym ostrzega nas Shelley, który jest tak skupiony na sobie, że wytrwa w działaniu aż do gorzkiego końca, bez względu na to, jak bardzo może się ono okazać niewdzięczne – jak i, wraz z tym, od wystarczającej samoświadomości, by wiedzieć, że właśnie takim agentem jestem. To nie jest mała rzecz: związki miłosne są pełne samooszustw, wraz z oszustwami o innych smakach. Z pewnością jest wielu kochanków, którzy wmawiają sobie, że trzymają się konkretnego związku i konkretnego kochanka, ponieważ ten związek lub osoba są tak wspaniałe, podczas gdy w rzeczywistości właściwe wyjaśnienie ma więcej wspólnego z ich własną determinacją i uporem. Ogólnie rzecz biorąc, fakt, że związek trwa przez dłuższy czas, jest często znakiem, że jest on wartościowy; ale nie dzieje się tak, gdy trwałość związku jest postrzegana przez uczestników jako wartość nadrzędna.

Takie refleksje nie podważają idei, że może być coś dobrego w stałej miłości, o ile jest to właściwy rodzaj stałej miłości. Sugerują one jednak, że możemy to uznać, zgadzając się z Shelly, że stałość nie ma wartości sama w sobie, a tym samym odrzucając pomysł, że powinniśmy przyjmować stałość dla samej stałości lub trwałość dla trwałości. Nadal może być prawdą, że możemy mieć uzasadnioną nadzieję, że nasza obecna miłość okaże się trwała, a także prawdą jest, że są rzeczy, które możemy rozsądnie zrobić, aby zwiększyć prawdopodobieństwo, że tak się stanie – nie przez zwykłe zgrzytanie zębami i gromadzenie naszych postanowień, aby pozostać z naszym obecnym partnerem bez względu na wszystko, ale raczej przez robienie takich rzeczy, które spowodują, że związek pozostanie (lub, jeśli popadł w smutny, ale nie nieodwracalny stan, stanie się) rodzajem związku, który prawdopodobnie przetrwa na własnych podstawach. Zauważmy, że łączy to zjawisko trwałości w miłości z tym, co powiedzieliśmy wcześniej o niestałości lub elastyczności emocji: oba te zjawiska powinny być postrzegane w dużej mierze jako wskaźniki wartości, a nie jako przejawy rodzajów wartości, które same w sobie są bezpośrednio do promowania. Dobrze jest być szczęśliwym, ale szczęście przestaje prawidłowo funkcjonować, gdy przyjmujemy sposoby jego pobudzania niezależne od faktów i okoliczności naszego życia. Podobnie, choć gniew jest nieprzyjemny w odczuciu, często ważne jest, abyśmy się rozgniewali, gdy wymaga tego sytuacja; możliwość wyłączenia naszych reakcji na gniew nie byłaby dobrodziejstwem. Nie powinniśmy próbować stymulować lub tłumić naszych emocji bezpośrednio, ale raczej starać się doprowadzić do takich rzeczy, które mają tendencję do pobudzania pozytywnych emocji i, bardziej ogólnie, stworzyć warunki i rodzaj życia, w którym pozytywne emocje mają tendencję do powstawania. Tak samo, zamiast zmuszać związek do trwałości, przyjmując nieodwołalne, niewrażliwe na okoliczności zobowiązanie, powinniśmy starać się uczynić nasze związki zdrowymi i silnymi w sposób, który będzie naturalnie promował ich trwałość w czasie.

Nic z tego nie zmusza nas do skrajnego twierdzenia (które Shelley być może by poparła), że zobowiązania woli – w tym tak sformalizowane jak przysięga małżeńska – są bez wartości. Z jednej strony, poświęcenie się działaniu w sposób, który właśnie zasugerowaliśmy – sposób, który będzie promował rozkwit związku, skłaniając kochanków do pragnienia jego kontynuacji – samo w sobie jest rodzajem zobowiązania. Co więcej, wyraźne zobowiązanie, zwłaszcza publiczne i sformalizowane, może być użytecznym zabezpieczeniem przed faktem, że spontaniczne motywacje nie zawsze są niezawodne i czasami ulegają wahaniom; bez takiego zobowiązania można by się narazić na niebezpieczeństwo zbyt szybkiego porzucenia związku, który w istocie jest silny i warty zachowania, gdy tylko pojawi się w nim uczucie pożądania. Tego rodzaju zobowiązanie, któremu towarzyszy obietnica dbania o dobro partnera i związku, może być całkowicie uzasadnione. Fakt, że wielu kochanków musi od czasu do czasu dokonać dobrowolnego wyboru, aby dotrzymać swoich zobowiązań, nie świadczy o tym, że ich związki nie są udane. Prawie każdy przechodzi przez trudne okresy od czasu do czasu, a zobowiązanie może być konieczne, jeśli związek ma je przetrwać.

To uznanie jest jednak dalekie od entuzjastycznie romantycznych wypowiedzi, które wielu zakochanych wypowiada i chce usłyszeć, składając miłosne obietnice. Raczej mają oni tendencję do mówienia i chcą słyszeć rzeczy, które brzmią jak teksty piosenek pop, rzeczy takie jak I will always love you and I’m keep on loving you and My heart will go on. Nie mają tendencji do mówienia rzeczy takich jak, Obiecuję, że zawsze będę starał się wykonywać działania niezbędne do utrzymania jakości naszego związku, co z kolei może być oczekiwane, aby prowadzić nas obu do kontynuowania pragnienia pozostania w tym związku, a tym samym prowadzić do trwałości w czasie wspomnianego związku; a także, że nie będę zrywać rzeczy z tobą przy pierwszych oznakach kłopotów, ale będzie wisieć tam przez rozsądny czas na założeniu, że związek jest rzeczywiście warty zachowania. Jest to zdecydowanie za dużo powiedziane i zbyt legalistyczne, aby było romantycznie satysfakcjonujące. Kochankowie, nie wspominając o autorach tekstów muzyki popularnej, powinni mieć pewien stopień licencji poetyckiej w takich sprawach.

3. Bezwarunkowa miłość?

Trwałe związki mają tendencję do bycia dobrymi związkami, a dobre związki mają tendencję do przetrwania. To proste, proste stwierdzenie ujmuje sporą część tego, co powiedziałem do tej pory, jeśli połączymy je z uwagą, że istnieją sposoby próbowania wymuszenia trwałości związków, które są zbyt skoncentrowane na decyzji i woli, a zatem należy ich unikać.

Czy możemy powiedzieć to samo o Bezwarunkowej Miłości? Jeden z powodów, dla których uważamy, że nie możemy, pojawia się, gdy próbujemy określić, co jest nie tak z tym rodzajem Stałej Miłości, który określiłem jako niepożądany. Wygląda bowiem na to, że odpowiedzią jest właśnie to, że taka miłość jest bezwarunkowa: problemem jest sama bezwarunkowość. Jak sugeruje Shelley, trwanie przy partnerze (lub, w tym przypadku, pracodawcy, kraju, prezydencie lub innym przywódcy) bez względu na to, co się dzieje – a w szczególności bez względu na to, co ta osoba robi lub kim się staje – nie jest bardziej rozsądne niż dalsze trwanie przy wierze w obliczu wszelkich dostępnych kontrdowodów i kontrargumentów. Można powiedzieć, że trwała miłość jest dobra nie wtedy, gdy osiąga się ją poprzez bezwarunkowe zaangażowanie, ale wtedy, gdy jest ona z natury warunkowa i przetrwa właśnie dlatego, że spełnia odpowiednie warunki. Niepokój budzi nie tylko to, że bezwarunkowe zobowiązanie mogłoby doprowadzić nas do nieszczęścia i rozpaczy, wiążąc nas ze związkiem, z którego nie moglibyśmy się wydostać, gdyby okazał się zły4. Chodzi również o to, że czyniąc zobowiązania miłosne bezwarunkowymi, sprawiamy, że miłość nie jest w stanie pełnić wielu ważnych ról, które zwykle odgrywa w naszym życiu, a tym samym pozbawiamy ją dużej wartości. Jeśli jednak nasz partner kocha nas tylko dlatego, że obiecał to zrobić, a więc uważa się za zobowiązanego do tego, to jak może nas to uderzyć jako afirmację5? Wielu z nas – słusznie, jak sądzę – byłoby przerażonych, a nie zachwyconych miłością, która w istocie mówi: „Nie kocham cię dlatego, że jesteś błyskotliwa, dowcipna, czarująca i piękna; teraz, kiedy jesteśmy sobie oddani, wszystkie te cechy są nieistotne. W istocie kochałbym cię tak samo, gdybyś była głupia, nudna, moralnie odpychająca, obrzydliwa i całkowicie nieprzyjemna w towarzystwie – a jest całkiem prawdopodobne, że się taką staniesz, biorąc pod uwagę to, co upływ czasu ma tendencję do robienia z ludźmi”.

Podobne zastrzeżenia wobec miłości bezwarunkowej wyrażają inni filozofowie. Simon Keller twierdzi, że „bycie kochanym romantycznie powinno dawać nam powód do dobrego samopoczucia” i traktuje to jako powód do myślenia, że miłość romantyczna musi być warunkowa ([7], s. 163). Russell Vannoy pisze, że „zakochani nie chcą być kochani z czystej dobroczynności…. Chcą 'zdobyć’ serce kochanka, a nie tylko mieć miłość podaną, bo jej potrzebują” ([8], 302). Co więcej, jak zauważa Derek Edyvane, nie jest konieczne, abyś sam był obiektem bezwarunkowej miłości innej osoby, aby odczuwać takie wątpliwości: świadomość, że kochanka jest tak nierozgarnięta, że wcześniej kochała kogoś, kto był wyraźnie niegodny, może sama w sobie być wystarczająca, aby zmniejszyć, jeśli nie zanegować wartość jej miłości do ciebie ([9], s. 72). Ze swej strony Neil Delaney uznaje tu pozorny konflikt intuicji, ale ostatecznie dochodzi do wniosku, że bezwarunkowa miłość nie jest tak naprawdę tym, czego chcemy: „Podczas gdy z jednej strony wydaje ci się, że chcesz być kochany bezwarunkowo, jednocześnie chcesz, aby twój kochanek był rozeznany …. [Chociaż wydaje ci się, że chcesz, aby było tak, że gdybyś stał się frajerem, twój kochanek nadal by cię kochał, tak jak by to było, gdyby miłość naprawdę była bezwarunkowa, to jednocześnie chcesz, aby twój kochanek nigdy nie kochał frajera” ([10], s. 347).

Jest więc powód, by martwić się o miłość bezwarunkową, a nawet zastanawiać się, czy jest ona w ogóle miłością.6 Być może jednak „bezwarunkowa” nie oznacza – a w każdym razie nie musi oznaczać dokładnie tego, co uważamy za jej znaczenie. Warto przynajmniej zapytać, czy istnieją sposoby rozumienia miłości bezwarunkowej, które mogłyby lepiej uchwycić wartość, jaką wielu ludzi twierdzi, że w niej widzi. Wystarczająco wielu ludzi postrzega miłość bezwarunkową jako pożądaną i dobrą, by zbyt szybko wyciągnąć wniosek, że jest ona po prostu zła z natury i że nie można o niej powiedzieć nic pozytywnego, byłoby w najlepszym razie ryzykowne i prawdopodobnie stanowiłoby pogwałcenie wymogów dobroczynności. Powinniśmy zatem zapytać: w jaki sposób miłość może być bezwarunkowa, zachowując jednocześnie swoją wartość dla nas i nie narażając się na tego rodzaju wątpliwości, o których mówiliśmy? I jak taka bezwarunkowa miłość może być związana z trwałą miłością, o której już mówiłem, że warto ją cenić?

Obawy, które wyraziłem na temat trwałości, sugerują, że powinniśmy zapytać, czy miłość, która unika zbyt mocnych roszczeń dotyczących zobowiązań do pewnych form przyszłego zachowania (lub, co gorsza, przyszłych uczuć), może być mimo wszystko prawdziwie bezwarunkowa. Christopher Cordner przedstawił sugestię, która jest tu bardzo istotna, proponując takie ujęcie miłości bezwarunkowej, które jest zorientowane bardziej na teraźniejszość niż na przyszłość – w szczególności na odległą przyszłość. Bezwarunkowość, argumentuje Cordner, jest często lepiej rozumiana nie „jako kwestia tego, że [miłość] nigdy – nigdy, choćby nie wiem co – nie zawodzi w czasie”, ale raczej jako coś „wyróżniającego się w jakości, charakterze lub sposobie samego kochania”. Rozumiane w ten sposób wymaganie, by miłość była bezwarunkowa, nie jest żądaniem, by obiecywać lub zamierzać trwać przy ukochanej osobie na zawsze i we wszelkich możliwych okolicznościach; jest to raczej żądanie, by kochający był oddany ukochanej osobie w sensie, który przejawia się w chwili obecnej. Sam fakt, że miłość nie kończy się, nie świadczy o tym, że jest doskonała: miłość, która trwałaby wiecznie, mogłaby być zimna, chwytliwa, zaborcza, manipulacyjna lub niedoskonała na wiele sposobów. Cordner twierdzi, że powinniśmy również zaakceptować następstwo: to, czego naprawdę chcemy od miłości – nawet jeśli używamy języka bezwarunkowości, aby wyrazić nasze pragnienia – nie jest czymś, co musiałoby udowodnić swoją wartość poprzez trwanie w nieskończoność lub wykazywanie „trwałego trwania lub powtarzania” w każdych okolicznościach, ale raczej jakością lub kombinacją cech, które mogą być pokazane w chwili obecnej, czymś „w samym kochaniu” ([12], s. 5).

Twierdzenie, że miłość jest „bezwarunkowa” w tym sensie, nie oznacza więc przede wszystkim przepowiadania przyszłości ani angażowania się na zawsze w określony sposób działania, ale raczej opisywanie charakteru obecnej miłości i warunków w ramach którego jest oferowany. Z tego punktu widzenia rzeczywiście istnieją sposoby, dzięki którym wiele przypadków miłości może być postrzeganych jako budzące sprzeciw. Kochanek, który postrzega miłość jedynie jako inwestycję, która obiecuje znaczne zwroty, i który troszczy się o ukochaną tylko pod warunkiem, że to oczekiwanie pozostaje w mocy, nie kocha bezwarunkowo, podobnie jak kochanek, który opiekuje się ukochaną tylko wtedy, gdy jej jest to wygodne, albo ten, który „kocha” swoją ukochaną na zawsze, ale tylko jako przedmiot, piękną rzecz do pokazania światu. (Zauważmy, że wiele z nich jest właśnie tego rodzaju rzeczami, które są wykluczane przez język dotyczący „bogatszego lub biedniejszego” itp. w popularnych ślubach małżeńskich zaczerpniętych lub zaadaptowanych z Modlitwy powszechnej). Podobnie słynny przykład Bernarda Williamsa o mężczyźnie, który ratuje swoją żonę przed utonięciem, ale dopiero po zadaniu sobie pytania, czy pozwala mu na to jego zobowiązanie do bezstronnej moralności, może być postrzegany jako ilustrujący sposób, w jaki miłość może być niewłaściwie warunkowa: „o jedną myśl za dużo”, której, jak twierdzi Williams, mąż wymaga od siebie – myśl, która wyraźnie dotyczy moralnej dopuszczalności uratowania żony od śmierci – uwidacznia fakt, że mąż traktuje swoje zobowiązanie wobec żony jako uzależnione od jej będąc w zgodzie z wymogami moralności, które są, jak się wydaje,13 ], s. 18).
Sam Cordner, ilustrując swoje twierdzenie, wybiera inny rodzaj przykładu, który dotyczy nie miłości romantycznej, ale miłości rodzic-dziecko:
Trenowałem lokalną drużynę piłkarską mojego syna, gdy miał 10 lat. Mój asystent trenera, Dennis, miał chłopca w drużynie. Miał też młodszego syna, Toby’ego, z wyraźnym upośledzeniem fizycznym i intelektualnym, który przychodził na mecze piłki nożnej z Dennisem. Widziałem tylko trochę Dennisa z synami poza boiskiem; Niejasno zdawałam sobie sprawę, że Toby potrzebował sporo czasu. Pewnego dnia, w ważnym momencie ważnego dla drużyny meczu, kiedy Dennis i ja byliśmy całkowicie skupieni na grze, Toby podszedł i poprosił o coś ojca. Kochająca i całkowicie uważna cierpliwość, z jaką Dennis zwrócił się i natychmiast odpowiedział Toby’emu, zawsze pozostała ze mną, jako rodzaj [przykładu] tego, czym jest prawdziwa uważność, prawdziwa pełna miłości obecność wobec własnego dziecka tu i teraz.
([ 12 ], s. 6)

To, co Cordner chce opisać, nie jest zwykłą chwilą uważnej interakcji: takiej, jaką można powszechnie zaobserwować, na przykład, między oddanym nauczycielem a jego uczniem, która wyrażałaby ich profesjonalizm i troskę, ale niekoniecznie jakąkolwiek miłość. Taka interakcja nie miałaby takiego samego wpływu na Cordnera i nie służyłaby jako przykład bezwarunkowej miłości. Odbieram to tak, że mamy sobie wyobrazić, iż Dennis jest gotów odpowiedzieć Toby’emu w ten sposób niezależnie od sytuacji, niezależnie od tego, jakimi innymi ważnymi sprawami jest aktualnie zajęty i jak głęboko jest w nich pochłonięty. To właśnie to leży przecież u podstaw poglądu, że jest to miłość bezwarunkowa.

Warto też powiedzieć, że choć ten rodzaj bezwarunkowej miłości wyraża się i może być obserwowany w działaniach w chwili obecnej, nie musimy utrzymywać, że nie ma on nic wspólnego z wytrzymałością czy innymi względami czasowymi. Przypuśćmy na przykład, że następnego dnia Dennis obudziłby się i odkrył, że nie czuje już żadnego uczucia do Toby’ego i w rezultacie nie traktuje go już z miłością. To z pewnością posłużyłoby jako dowód przeciwko twierdzeniu, że zdarzenie, którego świadkiem był Cordner, wyrażało prawdziwą bezwarunkową miłość. (Jest tak zwłaszcza wtedy, gdy Dennis zaoferowałby wyjaśnienie swojej zmiany uczuć, które byłoby zawarte w języku warunkowym; ale nawet gdyby Dennis nie zaoferował żadnego wyjaśnienia i nie miał nic do powiedzenia poza „Serce chce tego, czego chce” lub jakimś podobnym banałem, potraktowalibyśmy tę zmianę jako rodzaj dowodu). Ogólne założenie jest takie, że „bezwarunkowa” miłość nie ulega wahaniom, a nie, że ulega dzikim wahaniom w sposób, który nie ma nic wspólnego z warunkami; i nie byłoby wcale nierozsądne, w świetle tego, aby osoba, która widzi, że miłość jej kochanka do niej jest bezwarunkowa w ten sposób, wzięła to za silny powód do myślenia, że jest wysoce prawdopodobne, że jej kochanek będzie nadal czuł się w ten sposób do niej przez znaczny okres czasu. (Podobnie Neil Delaney, który zaprzecza, że miłość bezwarunkowa jest tym, czego naprawdę pragniemy, przyznaje jednak, że miłość romantyczna wiąże się z silnymi zobowiązaniami wobec partnera ([10], s. 350)).

Jeśli jednak Cordner ma rację, a jestem skłonny sądzić, że ma, to miłość bezwarunkowa, tak jak powinniśmy ją rozumieć, ma mniej wspólnego z doczesnością niż się powszechnie zakłada, a już na pewno nie powinna być rozumiana jako miłość nieczuła na życie i jego zmienne okoliczności, miłość, która pozostaje stała i sztywna bez względu na to, co się wokół niej zmienia. Nie musimy więc być pewni, że miłość Dennisa do Toby’ego będzie w istocie trwała aż do śmierci jednego z nich, aby móc z całą pewnością stwierdzić, że jego miłość jest bezwarunkowa. Bezwarunkowość przejawia się tu i teraz, jest dla nas całkowicie widoczna w tej chwili. Pokazuje ją gotowość Dennisa do zwrócenia całej swojej miłosnej uwagi na Toby’ego, gdy tylko Toby o to poprosi lub tego zażąda – bez uprzedniego sprawdzenia, czy w świetle obecnej sytuacji jest to dopuszczalne, mądre lub w jakiś sposób korzystne dla Dennisa.

4. Mendus w sprawie zobowiązań wobec osób

W komentarzu Susan Mendus do przyrzeczeń małżeńskich znajdujemy coś takiego jak skupienie się na jakości miłości w chwili obecnej. Mendus odpowiada tych, którzy są sceptyczni wobec takich obietnic, głównie z powodów, o których wspomnieliśmy, a w szczególności ze względu na fakt, że ludzie często bardzo się zmieniają w czasie. Przyznając, że takie zmiany czasami skłaniają ludzi do zmiany lub zakończenia zobowiązań wobec partnerów, podkreśla, że ​​nie jest to powód do sceptycyzmu ani co do naszej zdolności do podejmowania takich zobowiązań, ani do ich mocy normatywnej. Nie powinniśmy też wyciągać wniosku, że podejmując takie zobowiązanie, powinniśmy wbudować w nie takie warunki:
[A] chociaż mógłbym zrezygnować z mojego zobowiązania wobec męża i podać jako powód zmianę jego charakteru i zasad, nie prowadzi to do wykazania, że ​​​​tylko krótkoterminowe obietnice mają jakąkolwiek wagę moralną, ponieważ istnieje tu istotna różnica: rozróżnienie między, z jednej strony, osobą, która obiecuje kochać i szanować, ale która po pewnym czasie stwierdza, że ​​straciła swoje zaangażowanie (być może z powodu zmiany charakteru męża), a z drugiej strony z osobą, która obiecuje kochać i szanować tylko pod warunkiem, że nie nastąpi taka zmiana charakteru. W pewnych okolicznościach o tej pierwszej osobie można właściwie powiedzieć, że w pewnych okolicznościach zrezygnowała ze zobowiązania; ta druga osoba w ogóle nigdy nie była zobowiązana w odpowiedni sposób.
([ 14 ], s. 246)

Przez „we odpowiedni sposób” Mendus rozumie wskazanie na zaangażowanie kochanka w stosunku do osoby, którą kocha, w przeciwieństwie do aprobaty lub zatwierdzenia pewnych cech charakteru, które może posiadać ukochany, lub pewnych zasad, które kochanek mógł przyjąć lub do których się zobowiązał:

               [Osoba, która dopuszcza] z góry, że będzie kochać męża tylko tak długo, jak długo nie zmieni się on w żaden z wymienionych sposobów, nie potrafi właściwie zaangażować się w jego życie: teraz bowiem jej stosunek do niego wydaje się być stosunkiem szacunku lub podziwu, a nie zaangażowania w ogóle. Teraz mruczy pod nosem: „Tak długo, jak nie zostaniesz członkiem Partii Konserwatywnej”. Jednak przyrzeczenie małżeńskie nie zawiera takiej „klauzuli zwalniającej”. Kiedy pani Micawber stanowczo deklaruje, że nigdy nie opuści pana Micawbera, ma na myśli właśnie to. Nie ma żadnych warunków, ani nie mogłoby ich być, ponieważ w przeciwnym razie nie odróżnilibyśmy szacunku lub podziwu dla zasad drugiej osoby od rodzaju bezwarunkowego oddania się jej,            które zakłada przysięga małżeńska. ([ 14 ], s. 246)

Nie jest to nierozsądne, na ile to możliwe. Z pewnością wydaje się, że jest coś poprawnego w idei, że to, co jest tutaj centralne, to kwestia tego, czy jest się autentycznie oddanym osobie, którą się kocha. To, co wiele przysiąg małżeńskich zdaje się wykluczać, to właśnie te „zobowiązania”, które są nietrafione w takim stopniu, w jakim są skierowane na rzeczy inne niż osoba. Jeśli jestem ci oddany tylko dlatego, że pochodzisz z bogatej rodziny, a ja chcę dostać w swoje ręce część tych bogactw, to nie jestem ci oddany, a klauzula „na bogato lub na biednie” w wielu przysięgach małżeńskich wyraźnie to wyklucza. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli postrzegam cię w kategoriach czysto instrumentalnych, ceniąc cię ze względu na to, co moim zdaniem możesz dla mnie uzyskać lub jak moim zdaniem możesz mi pomóc w osiągnięciu moich wcześniej ustalonych celów i tak dalej, to tak naprawdę nie jestem ci oddany. Właściwie bezwarunkowa miłość będzie, odpowiednio, unikać stawiania tego rodzaju warunków. Podobnie wartościowy przypadek trwałej miłości to taki, który trwa nie tylko dlatego, że ukochany rzeczywiście okazuje się instrumentalnie wartościowy na dłuższą metę w sposób, w jaki „kochający” miał nadzieję, że będzie, ale dlatego, że kochankowie są sobie oddani i cenią się nawzajem jako osoby, jako jednostki. Wszystko to, oczywiście, jest w zasadzie tylko uznaniem punktu, który Arystoteles poczynił na temat przyjaźni w Etyce nikomachejskiej, kiedy to postawił przyjaźń charakteru ponad rodzajem czysto instrumentalnej „przyjaźni”, która ma miejsce, gdy po prostu bierzemy siebie za czerpanie korzyści z naszego związku z przyjacielem.

Pozostawia to jednak nieco otwartą kwestię tego, jak mamy rozumieć, czym jest oddanie się jakiejś osobie. Nie sądzę, by wystarczyło, jak zdaje się sugerować Mendus, powiedzieć, że podjęcie takiego zobowiązania implikuje, że po prostu „nie mogę sobie teraz wyobrazić, by wydarzyło się coś, co skłoniłoby mnie do porzucenia tego zobowiązania” ([14], s. 247). Podobnie powinniśmy odrzucić jej twierdzenie, że docenianie zasad, którymi kieruje się osoba, i wartości, które uznaje, oraz do pewnego stopnia docenianie tej osoby ze względu na te zasady i wartości, jest nie tylko oddzielne od doceniania samej osoby, ale też z nim niezgodne. Powinniśmy odrzucić, to znaczy pogląd Mendusa, że prawdziwy kochanek nigdy nie byłby skłonny przyznać, że gdyby ukochana całkowicie porzuciła swoje zasady i wartości, a przyjęła przeciwne, zakończyłby związek. Pierwsze twierdzenie, o niemożności przewidzenia pewnych możliwości, wydaje się psychologicznie niewiarygodne. Sama Mendus pisze przecież, że „mogłabym zrezygnować z przywiązania do męża, a jako powód podać zmianę jego charakteru i zasad”. Być może ma być różnica między uznaniem tego za prawdę a wyobrażeniem sobie tego, ale jest to w najlepszym razie cienka granica; w każdym razie trzeba powiedzieć coś więcej. Moim zdaniem, wiedząc, co wiemy o ludzkiej słabości, zbyt łatwo jest przewidzieć przynajmniej niektóre z tych rzeczy; ukochany, na przykład, może zostać uwiedziony, by przyłączyć się do rasistowskiej partii politycznej o potwornym programie, lub doznać jakiejś innej formy radykalnej degradacji moralnej. Co ważniejsze, jestem dość sceptycznie nastawiony do silnego rozróżnienia, którego broni między byciem oddanym danej osobie a cenieniem jej zasad. W końcu, w stopniu, w jakim identyfikuję się z własnymi zasadami, wartościami i cnotami oraz je aprobuję, mógłbym pragnąć, aby każdy, kto twierdzi, że mnie kocha, cenił mnie za te szczególne aspekty mojej tożsamości, a nie za inne rzeczy, które mógłbym uznać za mniej istotne lub integralne z tym, kim jestem. Mogę nawet myśleć, że przypisywanie tym rzeczom pewnej wartości jest konieczne, aby naprawdę mnie kochać.

Co więcej, przywiązanie do zasad lub wartości może mieć różny stopień, a siła takiego przywiązania może być całkowicie istotna dla stałości miłości. W każdym razie rachunek miłości i jej zobowiązań nie powinien tego wykluczać. Załóżmy, że Isaac po raz pierwszy spotkał Ishę, gdy oboje brali udział w proteście przeciwko rurociągowi, który miał przebiegać przez wrażliwe siedlisko zwierząt i przyczynić się do zmiany klimatu. Isaac był w niej początkowo zakochany, po części z powodu jej gorącego zaangażowania w takie sprawy. Zakochali się w sobie i wzięli ślub. Z biegiem lat jednak oddanie Isaaca sprawom środowiska osłabło i zaczął on uważać niezachwiane zaangażowanie Izy za irytujące – co więcej, często kosztowne i niewygodne. Zażądał, by z nich zrezygnowała; kiedy odmówiła, odszedł od niej. Z pewnością wygląda to na przypadek, w którym brak zaangażowania Isaaca w odpowiednie zasady i cnoty – te, które Isha posiadała i realizowała, i z których nie chciała zrezygnować – był bardzo ściśle związany z porażką jego zaangażowania w nią i spowodował ją. Oczywiście, zobowiązując się wobec siebie nawzajem, każde z nich zobowiązało się wobec jednostki, a nie tylko wobec zbioru zasad, wartości czy cnót. Nie ma jednak powodu, aby zaprzeczać, że ten ostatni rodzaj zobowiązania może być częścią zobowiązania wobec indywidualnej osoby.

Jedną z różnic między zobowiązaniem się do przestrzegania zbioru zasad i wartości a zobowiązaniem się do przestrzegania indywidualnej osoby jest to, że ten drugi rodzaj zobowiązania pozwala na pewien rodzaj zmian, a w szczególności na zmianę kierowaną i wspólny wzrost. Wielu komentatorów zauważa, że miłość wiąże się z pewnego rodzaju otwartością na bycie prowadzonym lub kształtowanym przez ukochaną osobę, tak więc fakt, że mój partner wyznaje na przykład pewne wartości, często powoduje, że popieram lub przyjmuję te same wartości, albo poważnie zastanawiam się, czy powinienem to zrobić7. Jeśli tak, to nie musimy być przywiązani do tych samych wartości przez cały czas, aby pozostać przywiązanymi do ukochanej osoby; wszystko zależy od tego, jak one się zmieniają. Oczywiście nie ma żadnych gwarancji: możliwe jest, że kochankowie będą się oddalać, a nie wzrastać razem lub równolegle. Gdyby to nie było możliwe, problem poruszony przez Mendusa po prostu nigdy by się nie pojawił. Jednak istnieje przecież wiele związków, w których problem ten nie pojawia się nie dlatego, że kochankowie mają stałą naturę i nigdy się nie zmieniają, ale dlatego, że ich wzajemny wpływ i prowadzenie jest wystarczające, aby zapobiec zmianie w sposób, który rozbija związek.

5. Cechy, zobowiązania i czas

Ściśle związana z tym kwestia dotyczy roli cech. Często uważa się, że prawdziwie bezwarunkowa miłość nie może w żaden sposób opierać się na cechach ukochanej osoby, ponieważ gdyby tak było, oznaczałoby to, że miłość nie jest wcale bezwarunkowa, lecz raczej uzależniona od tego, czy dana osoba nadal posiada te cechy. Jak argumentowałem w innym miejscu, prawda jest z pewnością bardziej złożona niż to. ([4], s. 135-142) Na początek nie powinniśmy zakładać, że każda ukochana osoba nieuchronnie utraci swoje miłosne cechy; jest to szczególnie ważne, być może, gdy chodzi o cnoty moralne, przywiązanie do zasad i inne tego typu cechy. Niektórzy ludzie oczywiście ulegają zepsuciu, ale inni zdołają z czasem zachować, a nawet poprawić swój charakter. Jeśli chodzi o inne cechy, to te bardziej powierzchowne – atrakcyjność fizyczna, zręczność, atletyzm i tym podobne – mają tendencję do szczytowania i zanikania, ale często są zastępowane z czasem przez inne pożądane cechy.

Rola tych nowo wyłonionych atrakcyjnych cech jest szczególnie istotna, ponieważ moim zdaniem – w innym miejscu nazwałem to Wizją miłości – miłość wiąże się z zaangażowaniem w sposób postrzegania ukochanej osoby, który w centralnym punkcie obejmuje rodzaj dobroczynnej uwagi dla ukochanej osoby, która obejmuje postawę otwartości na wartościowe cechy, które może ona przejawiać, wraz z wartościami, które sama może popierać [4]. Kochanka jest więc bardziej skłonna niż inni dostrzec i docenić dobre cechy ukochanego, w tym dobre cechy, które niedawno pojawiły się na scenie, a nie były tam przez cały czas, lub są w trakcie rozwoju. Jest do tego lepiej przygotowana ze względu na swoją wiedzę o ukochanym, opartą na wcześniejszych doświadczeniach i umożliwioną przez intymność ich związku; fakt, że kocha tę osobę, daje jej zarówno normatywny powód, jak i motywację do dążenia do takiego postrzegania i doskonalenia umiejętności angażowania się w ten rodzaj widzenia. Pamiętajmy też, że wartościowanie przez kochającego dobrych cech ukochanej osoby będzie miało określony charakter; nie będzie ono, z powodów, o których była już mowa powyżej, jedynie instrumentalne. Istoty ludzkie nie są przecież tylko użyteczne, czy dające się wymienić na inne dobre rzeczy, czy produkujące dobre rzeczy itd. Rzecz, która jest jedynie użyteczna, może być odpowiednio wymieniona na inną rzecz tego samego rodzaju, która jest równie użyteczna, jeśli nie bardziej; istoty ludzkie nie są w ten sposób zastępowalne. Zapożyczając nieco terminologię kantowską, istota ludzka ma godność, a nie cenę8. Można oczywiście „cenić” człowieka w tak powierzchowny sposób i odpowiednio go traktować. Takie wartościowanie nie jest jednak miłością. W takim stopniu, w jakim jest postawą uprzedmiotawiającą, jest w istocie antytezą miłości.

Zamiast przeciwstawiać się zobowiązaniom, wartościowanie właściwe dla istot ludzkich wymaga raczej pewnego rodzaju zobowiązania. Nie jest to zobowiązanie, które jest w ogóle oderwane lub wrogie wobec uznania wartości, nie tylko dlatego, że jest motywowane przez moje uznanie wartości ukochanej osoby, ale także ze względu na jego treść: jest to w rzeczywistości zobowiązanie do ciągłego utrzymywania siebie w stanie otwartości na wartość cech ukochanej osoby – w tym tych nowych cech, które może ona nabyć, gdy zmienia się w czasie – i rzeczywiście do poszukiwania ich i starania się, aby nauczyć się je doceniać, nawet jeśli okaże się to nieco trudne. (Innymi słowy, częścią docenienia wartości osoby jest zobaczenie dlaczego warto włożyć pewien wysiłek w próbę kontynuowania nauki docenienia jej wartości). Co więcej, kochanek w większości przypadków nie będzie przyjmował tej postawy jako kwestii obowiązku. Będzie raczej naturalnie i spontanicznie zmotywowana do takiego postępowania. Oczywiście, jak w przypadku każdego rozszerzonego wzorca postawy i zachowania, celowy wybór utrzymania świadomego zaangażowania może być konieczny do podtrzymania związku przez trudny czas. W przeważającej części jednak zobowiązania miłości romantycznej są spontanicznie odczuwane i wyrażane, a nie przestrzegane, ponieważ są postrzegane jako obowiązkowe.
Możemy się jednak martwić, że mimo to takie poglądy muszą postrzegać miłość jako warunkową w niewłaściwym sensie. W końcu, czy nie ma przypadków, w których osoba straci wszystkie swoje cenne cechy i nie rozwinie nowych cech, aby je zastąpić? Kieran Setiya ujął to zastrzeżenie w następujący sposób:

Rozważ […] bardziej skrajny przypadek, w którym widzę, że moje powody zniknęły i nie mogę znaleźć zamienników. Może to być rzadkie, ale jak przyznaje Jollimore, nie jest to niemożliwe. Tutaj teoretyk jakości musi zaprzeczyć, że miłość jest racjonalna. A to jest błąd. To nieprawda, że ​​miłość musi trwać w obliczu radykalnych zmian… ale [raczej] ta bezwarunkowa miłość nie jest irracjonalna…. Nie jest irracjonalne kochać moją żonę ze stałością, która przetrwałaby utratę jej godnych podziwu cech, rzeczy, które przyciągały mnie do niej początkowo lub które przyciągają mnie teraz. Nie jest też irracjonalne kochanie własnych dzieci, cokolwiek by się nie działo.
([ 22 ], s. 256)
W odpowiedzi na to chcę powiedzieć kilka rzeczy. Pierwszą jest to, że po prostu nie jestem pewien, czy podzielam intuicje Setiyi w tej sprawie. Jeśli naprawdę wyobrazimy sobie tego rodzaju „ekstremalny przykład”, który opisuje Setiya – taki, w którym osoba straciła wszystkie swoje atrakcyjne cechy i nie rozwinęła żadnych, które mogłyby je zastąpić – to nie jest dla mnie oczywiste, że w takim przypadku kontynuowanie romantycznej miłości do tej osoby – w przeciwieństwie do, powiedzmy, kontynuowania wyrażania tego, co Neil Delaney nazwał „miłosnym zaangażowaniem”, które wiąże się z troską i niepokojem, ale jest zupełnie inną rzeczą niż miłość romantyczna – mogłoby być rozsądne ([10], s. 350). Przypadek osoby, która traci wszystkie swoje atrakcyjne właściwości i nie nabywa ani nie rozwija żadnych nowych, jest – przynajmniej poza przypadkami całkowitej demencji – dziwaczny i z pewnością bardzo rzadki. Oczywiście, nie oznacza to, że osoba, która nadal kocha romantycznie ukochanego, który, powiedzmy, od miesięcy jest w stanie wegetatywnym i nigdy z niego nie wyjdzie, powinna być krytykowana i mówiona, że jej miłość jest nieracjonalna; to mogłoby być po prostu okrutne. Po części może to być jednak tylko niezgoda co do języka. Zgadzam się przecież, że istnieje sens, w którym można kontynuować miłość do ukochanej osoby przez wiele lat po tym, jak zapadnie ona w nieodwracalną śpiączkę lub, na dobrą sprawę, po prostu odejdzie. Byłoby jednak coś złego w tym, że człowiek nadal kochałby taką ukochaną w taki sam sposób, w jaki był kochany, gdy była ona świadomą istotą ludzką, z którą aktywnie realizował wspólne życie. Jakakolwiek miłość pozostaje po takiej nieodwracalnej stracie, jest to zupełnie inna rzecz (Ponownie, patrz [11]).

Być może niektórzy będą zaskoczeni, gdy usłyszą ode mnie, że jeśli przyjmiemy, że miłość jest w dużej mierze odpowiedzią na wartościowe cechy ukochanej osoby, to może być rozsądne, aby nadal kochać osobę, która nie żyje od lat. Nie widzę jednak powodu, by ograniczać cechy stanowiące podstawę miłości do tych, które aktualnie posiada ukochana osoba (zob. [4], s. 139-41; [23]). I znów, jeśli mówimy o przedmiotach cenionych czysto instrumentalnie, takie ograniczenie byłoby uzasadnione. Nóż, który nie jest już ostry i nie może być ponownie naostrzony, nie ma dla mnie żadnej wartości; nie może ciąć, do czego służy nóż. Ogólnie rzecz biorąc, rzeczy, które są wartościowe tylko w takim stopniu, w jakim służą jakiejś szczególnej funkcji, tracą wartość, gdy tracą zdolność do pełnienia tej funkcji. Jednakże ludzie nie są nożami. Ich wartości nie są jedynie wartościami instrumentalnymi: nie cenimy osoby dlatego, że służy ona jakiemuś jasno określonemu celowi lub innemu. W istocie, głębokim błędem w miłości jest podchodzenie do związku z myślą tylko o tym, co można z niego „wyciągnąć”, tak jakby był on zasobem, który można zagrabić. To samo, oczywiście, dotyczy dzieł sztuki, artefaktów kulturowych czy miejsc. Pomyślmy o ruinach Akropolu. Z pewnością nasza wiedza o pięknie, jakie Akropol posiadał w czasach swojej pełnej chwały, jest istotną częścią doświadczeń wartości, jakie jest w stanie wzbudzić dzisiaj. We wszystkich tych przypadkach cenimy coś nie jako zwykły środek do jakiegoś dalszego celu, któremu jest podporządkowane; cenimy je jako rzeczy same w sobie. Mają one raczej wartość ostateczną niż instrumentalną.

Co więcej, osoby są rzeczami, które istnieją w czasie, przemieszczają się przez niego i rozwijają w sposób, w jaki nie robią tego przedmioty takie jak noże. Opowiadamy historie o ludziach i w ten sposób rozumiemy ich wartość – to, co jest w nich wartościowe i wyjątkowe. Ponadto niektóre pozytywne postawy, które przyjmujemy wobec ludzi, są z natury rzeczy skierowane do rzeczy, które miały miejsce w przeszłości, czasem dawno temu. Nie ma nic dziwnego w szanowaniu, honorowaniu lub podziwianiu kogoś za działanie lub osiągnięcie – przejaw geniuszu, odwagi i uczciwości, czy jak kto woli – dokonane wiele lat temu. Nie jest też tak, że przeszłe osiągnięcie ma znaczenie tylko o tyle, o ile służy jako dowód, że dana osoba posiada teraz pewne cechy lub cnoty, a więc jest prawdopodobne, że kiedyś znów zrobi coś podobnego. W normalnych warunkach osoba, która dokonała czegoś znaczącego, pozostaje po prostu godna podziwu; znaczenie tego dokonania dla naszych uczuć wobec niej nie zostaje unieważnione po upływie pewnego czasu.

Utrzymanie, że to, co robimy, gdy kochamy, jest w dużej mierze kwestią odpowiedzi na wartościowe cechy ukochanej osoby, jest więc całkowicie zgodne z tym, że odpowiadamy nie tylko na aktualne cechy, ale także na cechy przeszłe – zwłaszcza te, które ukochana osoba posiadała na poprzednich etapach związku i które, być może, miały znaczenie dla powstania tego związku w pierwszej kolejności. Często kocha się ludzi za to, że są piękni, ale można też kochać kogoś za to, że był piękny. Rzeczywiście, kochanek często jest w stanie dostrzec, w sposób, w jaki inni nie mogą, ślady dawnego piękna w obecnej twarzy ukochanej osoby. Może ona widzieć tę twarz jako prawdziwie piękną i może nawet być do pewnego stopnia nieświadoma wpływu, jaki wywarł na nią czas. Rachunki miłości, które podkreślają znaczenie reakcji miłości na cechy, nie muszą być zatem przeciwstawiane tym, które podkreślają znaczenie zobowiązań, w tym zobowiązań, które są w wielu istotnych aspektach bezwarunkowe.

W wartościowanie może być zaangażowanych wiele różnych rodzajów wartościowania. Nawet same w sobie, ruiny Akropolu z pewnością posiadają pewien rodzaj piękna. W świetle jego historii i tego, co historycznie poinformowany obserwator wie o ruinach, ucieleśniają one jednocześnie inny rodzaj piękna i zainteresowania. Możemy sobie wyobrazić osobę, której osobista historia obejmuje to miejsce: załóżmy, że oświadczyła się swojemu przyszłemu mężowi na miejscu. Wiązałoby się to z jeszcze inną formą wartości, jaką to miejsce miałoby dla niej: coś w rodzaju wartości sentymentalnej, jaką może mieć dla mnie zegarek kieszonkowy mojego dziadka. Miłość do osoby ludzkiej jest skomplikowana właśnie w ten sposób, z różnymi formami wartości nakładanymi na siebie i wchodzącymi w złożone interakcje: twarz mojej ukochanej jest piękna sama w sobie, bardziej ze względu na ślady, jakie nosi, i historię, jaką opowiada o jej dawnym pięknie; i oczywiście ona i ja dzielimy historię, więc stanowi ona dla mnie rodzaj łącznika lub mostu do tej historii. Wszystko to sugeruje, że standardowe opowieści o spotkaniu jeszcze bardziej atrakcyjnej osoby i „wymianie” bez strat są zbyt uproszczone, by oddać rzeczywistość tego, co faktycznie dzieje się między ludźmi9.

6. Przetrwanie błędu i niemoralności

Pozwólcie, że zakończę, rozważając inny rodzaj zmartwień. Setiya pisze:
Zwrot ku historii, nawet jeśli się sprawdzi, nie może rozwiązać pokrewnego problemu: problemu błędu. Nie jest irracjonalne kochać moją żonę ze stałością, która przetrwałaby nie tylko utratę jej godnych podziwu cech, ale i odkrycie, że nigdy nie były one prawdziwe. Jeśli ktoś może stracić te cechy, to istnieje bardziej osobliwy przypadek, w którym były one przez cały czas nieobecne. Nigdy nie działałaś z prawdziwej dobroci, zawsze z ukrytym motywem; twoje „żarty” były niezamierzone; moje wspomnienia są fałszywe […]. [I]t is not a mistake to go on loving my wife when I learn that I was wrong about her from the beginning.[Nie jest błędem nadal kochać moją żonę, kiedy dowiaduję się, że myliłem się co do niej od początku.] Tego rodzaju zaangażowanie kłóci się z potrzebą posiadania wartościowych cech, nawet tych z przeszłości, jako powodów do miłości.
([ 22 ], s. 257)
Jeśli mamy sobie wyobrazić, że mogłem w jakiś sposób pomylić się co do wszystkich cech mojej żony – nie ma ona w rzeczywistości żadnej z atrakcyjnych cech, o których myślałem, że je ma – muszę przyznać, że nie jestem do końca pewien, jak nadać sens takiej możliwości. Myślałem, że jej twarz jest piękna, ale się pomyliłem? Myślałem, że jest zabawna w towarzystwie, ale tak naprawdę nie była? (Jeśli to, co z nią miałem, nie było zabawą, to co nią było?) Możemy oczywiście wyobrazić sobie, że miłość może przetrwać pewien stopień błędu; wszyscy popełniamy błędy i jestem pewien, że każdy z nas ma pewną liczbę fałszywych przekonań na temat swoich przyjaciół i romantycznych partnerów. Jednak Setiya zdaje się prosić nas o wyobrażenie sobie, że kochamy kogoś, ponieważ jest miły i dowcipny, tylko po to, by odkryć, że jest niemiły i niefrasobliwy; a jednocześnie odkryć, że każda pozytywna cecha, którą myślałem, że posiada, była w rzeczywistości tylko pozorem i iluzją10. Myślę, że po pierwsze, musiałbym być wyjątkowo uparty, żeby tak bardzo mydlić sobie oczy: prawdziwa życzliwość jest często dość oczywista i w pełni widoczna w poszczególnych czynach, i chociaż ukryte motywy mogą być czymś, co można ukryć od czasu do czasu, to jeśli ktoś działa w ten sposób nagminnie, na pewno się o tym dowie. Poza tym nie jestem pewien, czy mogę sobie wyobrazić, że mogę się tak pomylić co do kogoś – chyba że jestem w Maszynie Doświadczalnej lub jestem ofiarą złego demona. Ponadto, na tyle, na ile mogę to sobie wyobrazić, nie jest wcale jasne, dlaczego miałbym myśleć, że kontynuowanie miłości do niej byłoby poprawne i właściwe. W rzeczy samej, sam pomysł „kontynuowania” miłości do niej implikuje, że kochałem ją, a w tym przypadku nie widzę, jak to mogłoby być. Nie można kochać kogoś, kogo się w ogóle nie zna; tak samo, jeśli twoje przekonania na temat słoni są takie, że są one małymi owadami, które atakują wełniane dywany w krajach Ameryki Południowej, to tak naprawdę nie masz żadnych przekonań na temat słoni.

Być może możemy zacząć nadawać sens takiej możliwości, wyobrażając sobie, że standardy agenta ulegają zmianie, a następnie projektuje on te standardy w czasie: tak, mówi, byłem kiedyś na tyle bezduszny, by widzieć jej własną bezduszność i żywiołowość jako ekscytujące i pożądane, ale teraz wiem lepiej, teraz widzę, że nigdy nie była godna mojego pożądania! Czasami miewamy takie myśli, choć rzadko, jeśli w ogóle, są one całkowicie prawdziwe; w rzeczywistości prawdopodobnie było coś dobrego w cechach, przeciwko którym teraz się obracamy, nawet jeśli z punktu widzenia tego, co teraz uważamy za dojrzałość, trudno nam się do tego przyznać lub to dostrzec. Najbardziej wiarygodne są chyba te przykłady, które skupiają się na cechach szczególnie moralnych. W tym przypadku możemy, jak sądzę, wyobrazić sobie, że znacząco pomyliliśmy się co do wartości danej osoby, na dwa różne sposoby: Nie zdawałem sobie sprawy, że posiada ona jakąś cechę; albo wiedziałem, że ją posiada, ale nie byłem świadomy, że cecha ta jest zła. W tym przypadku sensowne jest myślenie, że obecne standardy mogą być racjonalnie rzutowane na przeszłość: zdawszy sobie sprawę, że osoba, którą kiedyś kochałem, jest okrutna i że to z powodu mojej moralnej niewystarczalności uznałem jej okrucieństwo za pociągające, nie uważam już, że tak jest.

Czy można mimo to dalej kochać, nawet tutaj? „Nie jest błędem”, pisze Setiya, „kochać swoje dziecko w obliczu strasznego wykroczenia, choć miłość do niego może ulec zmianie” ([22], s. 258). Przyjmuję, że Setiya ma na myśli objęcie wszystkich występków, nawet tych najstraszniejszych. Kamila Pacovská wysuwa podobne twierdzenie: że najlepszy, najbardziej godny podziwu rodzaj kochanka, „święty” kochanek, „potrafi dostrzec wartość nawet w istotach ludzkich o minimalnym stopniu cech, które należy docenić, a nawet w tych, które w ogóle nie wydają się być ludźmi” ([25], s. 138). Sam nie uważam takiego poglądu za ani wiarygodny, ani atrakcyjny: wydaje mi się, że istnieją czyny tak okropne – gwałt, ludobójstwo, tortury – że czynią człowieka niegodnym miłości11. Jest to szczególnie wyraźne, gdy skupiamy uwagę na cierpieniach spowodowanych przez takie osoby i ich złe uczynki: jakakolwiek byłaby właściwa reakcja, nie jest to miłość. Kochać sprawców, jak sądzę, byłoby zdradą wobec ofiar. Żądanie, byśmy kochali osoby złe, wydaje się wiązać z, jak to ładnie ujął Tony Milligan, „problematycznym przeniesieniem świętości do domeny intymnej” ([28], s. 175).

Załóżmy, że odłożymy na bok skrajne przypadki i ograniczymy się do tych, w których złe postępowanie ukochanej osoby nie jest naprawdę złe. W tym przypadku jestem znacznie bardziej przychylny idei, że miłosne oddanie się osobie, a nie tylko zasadom czy cnotom, musi z pewnością oznaczać, że kiedy osoba ta postępuje w sposób niecnotliwy i sprzeczny z akceptowalnymi zasadami moralnymi, nie porzucamy jej po prostu, odwracając się od niej i wyruszając na poszukiwanie kogoś bardziej godnego podziwu, kogo moglibyśmy kochać. Trudno powiedzieć, co to dokładnie oznacza, i będzie się to znacznie różnić w zależności od przypadku. Myślę jednak, że miłość nie może pozostać niezmieniona; nie można kochać w ten sam sposób, w jaki kochało się wcześniej. Dlatego jestem skłonny myśleć, że „przemieniona” jest całkiem dobrym opisem tego, co powinno, a może nawet musi się tu dziać. Jednakże to samo w sobie wydaje się pokazywać, że miłość, o której mowa, nie jest całkowicie bezwarunkowa. (Podobnie jak fakt, że doszliśmy tak daleko tylko dzięki odłożeniu na bok najstraszniejszych przypadków).

Dlaczego miłość każe nam nie porzucać (wszystkich, z wyjątkiem najgorszych) złoczyńców? Ponieważ miłość każe nam widzieć całą osobę, a więc pamiętać, że choć popełniła ona wykroczenie, jest kimś więcej, kimś więcej niż tylko osobą, która zrobiła tę złą rzecz. Ta zła rzecz jest po prostu jedną częścią ich samych, jednym zdarzeniem w dużo większej historii. Każdy z nas jest kimś więcej niż tylko poszczególnymi czynami, które możemy wykonać, a kochać kogoś to po części uznać, że nie zawsze jesteśmy najlepsi, a więc umieścić poszczególne złe czyny w kontekście całego życia, w tym przyszłości, która potencjalnie zawiera okazje do żalu, zadośćuczynienia i pozytywnej zmiany. (Być może to, co odsuwa na bok prawdziwie złe czyny, to fakt, że w tych przypadkach umieszczenie czynu w kontekście całego życia w bardzo niewielkim stopniu wpływa na nasz pogląd na daną osobę). Takie spojrzenie – spojrzenie pełne miłości – ukazuje pewien rodzaj zaangażowania na rzecz indywidualnej osoby. Jednakże, raz jeszcze, takie zaangażowanie nie jest niekompatybilne z zaangażowaniem w zasady lub cnoty; nie wyklucza też rozważania cech podmiotu. Osoba, którą kochasz, a której teraz odmawiasz porzucenia ze względu na swoją miłość, wykazywała w przeszłości różne cnoty i godne podziwu cechy. W tamtych chwilach można było dostrzec ich potencjał – być może tylko przelotnie, jeśli okazji do takich przejawów było niewiele. Jednak takie przebłyski, dla kochającego oka, mogą być wystarczające. Istoty ludzkie są niedoskonałe i przechodzą chwile słabości, zamieszania, złego osądu i innych form niedoskonałości. Cenne formy stałości, które są związane z miłością – w przeciwieństwie do sztywnych, dusznych form, przed którymi Shelley słusznie nas ostrzega – są cenne i konieczne, ponieważ jesteśmy podatni na takie rzeczy, a więc niezdolni do bycia zawsze naszymi najlepszymi jaźniami.
W każdym razie, stwierdzenie, że miłość powinna być w tym sensie bezwarunkowa – lub podziwianie prawdziwych przypadków takiej miłości – nie oznacza, że nie ma żadnych warunków; pytanie, jak zawsze, dotyczy tego, które warunki powinniśmy uznać za istotne, czego naszym zdaniem wymagają i na co pozwalają, oraz jak wiele wskazówek mogą nam dać w bardzo trudnej kwestii decydowania o tym, co zrobić, gdy ktoś, na kim nam zależy, popełnił poważne wykroczenie. Osoba, która podjęła prawdziwie bezwarunkowe zobowiązanie – zobowiązanie do utrzymania związku w jego obecnej formie, w miarę możliwości, bez względu na wszystko, i w ten sposób uczynienia go trwałym – musiałaby uznać niemoralne czyny (niezależnie od tego, kogo krzywdzą) za nieistotne dla kwestii, czy związek lub miłość powinny się zakończyć. W ten sposób twierdząca odpowiedź na którekolwiek z tych pytań byłaby po prostu wykluczona od samego początku. Ich przeciwieństwo, osoba, która ma głęboką awersję do zobowiązań, mogłaby uciec przy pierwszych oznakach kłopotów. (Nie mówię, że mogą „zakończyć związek”, ponieważ w przypadku braku zaangażowania nie może być mowy o żadnym związku). Jestem przekonany, że – jak to często bywa – idealna postawa leży gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami: istnieje pewien stopień zaangażowania, który reprezentuje prawdziwe miłosne przywiązanie do drugiej osoby, a jednocześnie nie jest sztywny czy służalczy. Wątpię, by istniała ogólna odpowiedź na pytanie, jak można zdefiniować ten idealny stopień; jeśli światło ma być rzucone, to poprzez badanie szczegółów i niuansów poszczególnych przypadków.
Twierdziłem, że chociaż istnieją pewne rodzaje warunków, na które prawdziwy kochanek nie będzie nalegać, a niektóre uzna za całkowicie nieistotne, to jednak dosłownie bezwarunkowa miłość, taka, która nie zawierałaby żadnych warunków, byłaby – gdyby coś takiego było w ogóle możliwe – zbyt sztywna i wyobcowująca, by być satysfakcjonującą lub pożądaną. Kiedy mówimy, że chcemy być kochani bezwarunkowo, tak naprawdę chodzi nam o coś innego: o miłość, która unika pewnego rodzaju warunków i która jest wyrazem autentycznego i silnego, ale dającego się pokonać zaangażowania naszych partnerów w to, kim jesteśmy. Twierdziłem również, że choć miłość, która trwa przez dłuższy czas z właściwych powodów, jest rzeczywiście wartościowa, nie powinniśmy pragnąć długotrwałego zaangażowania, którego trwałość gwarantuje jedynie wytrwała determinacja kochającego. Pragnienie bezwarunkowej miłości lub trwałej miłości nie jest samo w sobie wadliwym lub nierozsądnym pragnieniem, ale możemy zostać wprowadzeni w błąd co do natury tego, co mogłoby zaspokoić to pragnienie, jeśli nie zastanowimy się dokładnie, czego tak naprawdę pragniemy.

Finansowanie

Badania te nie otrzymały żadnego zewnętrznego finansowania.

Konflikt interesów

Autor nie zgłasza konfliktu interesów.

Notatki

1
Porównaj pokrewny argument Elizabeth Brake, który również dotyczy emocji: skoro nie możemy kontrolować swoich emocji, a „nie można obiecać, że się nie da”, wynika z tego, że wbrew pozorom przysięga małżeńska nie jest i nie może być obietnicą. Zobacz [ 2 ] Jednak uwaga Brake’a nie dotyczy responsywnej natury emocji, ale twierdzenia, że ​​nie możemy ich kontrolować; a jej wniosek nie jest taki, że nie powinniśmy składać takich obietnic, ale raczej, że w rzeczywistości w ogóle nie są one obietnicami.
2
Prawdziwy kochanek zgodzi się zatem z Raja Halwani, który pisze: „Nie ma sensu utrzymywać związku, jeśli nie pomaga to w utrzymaniu rozkwitu ukochanej osoby […] sam związek nie jest głównym dobrem”. ([ 3 ], s. 39.).
3
Te i pokrewne zagadnienia omawiam w [ 4 ] (s. 95–122).
4
Chociaż jest to poważny niepokój. Na przykład Dan Moller robi z tego wielką sprawę. Patrz [ 5 ].
5
por. Daniel Markotivs: „Intuicyjnie jest oczywiste, że jeśli powodem, dla którego żona pozostaje wierna swemu mężowi, opiekuje się nim w potrzebie lub wykonuje inne niezliczone czynności, które wiążą się z kochającym się i intymnym małżeństwem, jest wystarczy, że uzna, że ​​jest związana przysięgą małżeńską, to jej małżeństwo jest w poważnych tarapatach”. ([ 6 ], s. 312).
6
Oczywiście, jak przyznaję, przeszłe cechy również mogą ugruntować miłość. Można więc utrzymywać, nawet na podstawie, którą uznaję za uzasadnioną, że jeśli kogoś pokochasz, zawsze powinieneś go kochać. Mój pogląd jest bliższy poglądowi Delaneya: chociaż miłość nie powinna wahać się bezpośrednio wraz z (postrzeganymi) zmianami cech ukochanej osoby, nie powinna też pozostawać całkowicie oderwana; choć może przetrwać radykalne zmiany w naturze ukochanej osoby (i to, czy powinno zależeć od tego, jakie to będą zmiany), miłość, która wyłania się po drugiej stronie, nie będzie już tą samą miłością, co wcześniej. Zobacz komentarze Delaneya na temat „plastyczności” i „responsywności” ([ 10 ], s. 349); patrz także znakomity artykuł AO Rorty’ego [ 11 ].
7
Wiele osób proponowało poglądy, które uwzględniają pewien istotny związek między kochaniem osoby a popieraniem, kierowaniem się lub przywiązaniem do wartości tej osoby, choć oczywiście różnią się one szczegółami. Patrz na przykład [ 15 , 16 , 17 , 18 , 19 , 20 ].
8
„Jeżeli [coś] ma swoją cenę, w jej miejsce można umieścić coś innego jako ekwiwalent; jeśli jest wywyższony ponad wszelką cenę i dlatego nie dopuszcza żadnego ekwiwalentu, to ma godność” [ 21 ] (s. 434).
9
Wczesne sformułowanie zarzutu „przehandlowania” pojawia się w [ 24 ] (s. 76).
10
Żeby było jasne, stanowisko Setiyi nie jest takie, że racjonalność wymagałaby od niego dalszego kochania swojej żony w tej sytuacji. Wydaje się raczej, że racjonalność jest pobłażliwa: gdyby odkrył, że wszystkie jego przekonania na temat żony były błędne, racjonalność nie wymagałaby od niego ani zaprzestania kochania, ani kontynuowania kochania. Zobacz [ 22 ] (s. 257).
11
Podobne poglądy wyrażają Raja Halwani i Alan Soble. Halwani: „Z pewnością istnieją wady moralne, których żadne dobre cechy moralne nie mogą zrekompensować, blokując w ten sposób poparcie [kochanka]”. Halwani wymienia wśród swoich przykładów rasistów, oprawców i zwolenników czystek etnicznych i pyta: „Jeśli kochankowie nie są przynajmniej zaniepokojeni moralnymi działaniami swoich ukochanych, biorąc pod uwagę ich… jawne zobowiązania, prawdopodobnie zastanawialibyśmy się, w jaki sposób zintegrowali ich wartości są ze sobą oraz z ich działaniami i motywami” ([ 26 ], s. 227). Soble, odpowiadając na twierdzenie W. Newtona-Smitha, które przypomina twierdzenie Setiya, pisze: „Teza ta jest niewiarygodna przynajmniej w tych przypadkach, w których x fałszywie wierzy, że y jest świętym, a później odkrywa, że ​​y jest lub staje się, potworem” ([ 27], P. 205).

Bibliografia

  1. Shelley, PB Against Legal Marriage [dziewiąta uwaga do królowej Mab]. W Shelley o miłości: antologia ; Holmes, R., wyd.; University of California Press: Berkeley, Kalifornia, USA, 1980; s. 45–48. [ Google Scholar ]
  2. Brake, E. Czy rozwód jest łamaniem obietnicy? Teoria etyczna Praktyka moralna. 2011 , 14 , 22–39. [ Google Scholar ] [ CrossRef ]
  3. Halwani, R. Filozofia miłości, seksu i małżeństwa , wyd. 2; Routledge: Nowy Jork, NY, USA, 2018. [ Google Scholar ]
  4. Jollimore, Wizja T. Miłości ; Princeton University Press: Princeton, NJ, USA, 2011. [ Google Scholar ]
  5. Moller, D. Argument przeciwko małżeństwu. Filozofia 2003 , 78 , 79–91. [ Google Scholar ] [ CrossRef ]
  6. Markovits, D. Obietnica jako relacja na warunkach rynkowych. W obietnicach i umowach: eseje filozoficzne ; Sheinman, H., wyd.; Oxford University Press: Nowy Jork, NY, USA, 2011; s. 295–326. [ Google Scholar ]
  7. Keller, S. Jak Cię kocham? Pozwól mi policzyć właściwości. Jestem. Filoz. Q. 2000 , 37 , 163-173. [ Google Scholar ]
  8. Vannoy, R. Romantyczna miłość: ostateczna ocena. W kwestiach moralnych ; Narveson, J., wyd.; Oxford University Press: Nowy Jork, NY, USA, 1983; s. 300–306. [ Google Scholar ]
  9. Edyvane, D. Przeciw bezwarunkowej miłości. J. Appl. Filoz. 2003 , 20 , 59–74. [ Google Scholar ] [ CrossRef ]
  10. Delaney, N. Romantyczna miłość i pełne miłości zobowiązanie: wyartykułowanie nowoczesnego ideału. Jestem. Filoz. Q. 1996 , 33 , 339-356. [ Google Scholar ]
  11. Rorty, AO Historyczność postaw psychologicznych: miłość nie jest miłością, która się zmienia, a nie wtedy, gdy znajduje zmianę. Z myślą o działaniu ; Beacon Press: Boston, MA, USA, 1988; s. 121–134. [ Google Scholar ]
  12. Cordner, C. Bezwarunkowa miłość? Cogent Arts Humanit. 2016 , 3 , 1–12. [ Google Scholar ] [ CrossRef ]
  13. Williams, B. Osoby, charakter i moralność. W moralnym szczęściu ; Oxford University Press: Nowy Jork, NY, USA, 1981; s. 1–19. [ Google Scholar ]
  14. Mendus, S. Wierność małżeńska. Filozofia 1984 , 59 , 243–252. [ Google Scholar ] [ CrossRef ]
  15. Baltzly, D.; Kennett, J. Intymne relacje: przyjaciele i kochankowie. W miłości, rozumie i moralności ; Engels Kroeker, E., Schaubroeck, K., wyd.; Routledge: Nowy Jork, NY, USA, 2017; s. 110–124. [ Google Scholar ]
  16. Cocking, D .; Kennett, J. Przyjaźń i niebezpieczeństwo moralne. J. Philos. 2000 , 97 , 278-296. [ Google Scholar ] [ CrossRef ]
  17. Ebels-Duggan, K. Przeciwko dobroczynności: normatywne ujęcie miłości. Etyka 2008 , 119 , 142–170. [ Google Scholar ] [ CrossRef ]
  18. Helm, B. Miłość, przyjaźń i jaźń: intymność, identyfikacja i społeczny charakter osób ; Oxford University Press: Nowy Jork, NY, USA, 2010. [ Google Scholar ]
  19. Millgram, E. Praktyczna indukcja ; Harvard University Press: Cambridge, MA, USA, 1997; Rozdział 7. [ Google Scholar ]
  20. Nehamas, A. O przyjaźni ; Książki podstawowe: Nowy Jork, NY, USA, 2016. [ Google Scholar ]
  21. Kant, I. Podstawy metafizyki moralności ; Paton, HJ, tłumacz; Harper & Row: Nowy Jork, NY, USA, 1964. [ Google Scholar ]
  22. Setiya, K. Miłość i wartość życia. Filoz. Rev. 2014 , 123 , 251–280. [ Google Scholar ] [ CrossRef ][ Wersja zielona ]
  23. Jollimore, T. Miłość i przeszłość (oraz teraźniejszość i przyszłość). W filozofii miłości w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości ; Grahle, A., McKeever, N., Saunders, J., wyd.; Routledge: Nowy Jork, NY, USA, 2022; s. 89–106. [ Google Scholar ]
  24. Nozick, R. Zbadane życie ; Simon i Schuster: Nowy Jork, NY, USA, 1989. [ Google Scholar ]
  25. Pacovská, K. Kochający złoczyńcy: cnota w odpowiedzi na zło. Zakochana i jej cele: o co możemy się troszczyć? C. Maurer, T. Milligan, K. Pacovská, wyd.; Palgrave Macmillan: Houndsmill, Wielka Brytania, 2014; s. 125–139. [ Google Scholar ]
  26. Halwani, R. Miłość i uczciwość. W moralnej psychologii miłości ; Pismenny, A., Brogaard, B., wyd.; Rowman i Littlefield: Nowy Jork, NY, USA, 2022; s. 213–230. [ Google Scholar ]
  27. Soble, A. Struktura miłości ; Yale University Press: New Haven, CT, USA, 1990. [ Google Scholar ]
  28. Milligan, T. Porzucenie i egalitaryzm miłości. W miłości, sprawiedliwości i autonomii: perspektywy filozoficzne ; R. Fedock, M. Kühler, R. Rosenhagen, wyd.; Routledge: Nowy Jork, NY, USA, 2021; s. 167–182. [ Google Scholar ]
Zrzeczenie się odpowiedzialności/Uwaga wydawcy: Oświadczenia, opinie i dane zawarte we wszystkich publikacjach należą wyłącznie do poszczególnych autorów i współpracowników, a nie do MDPI i/lub redaktorów. MDPI i/lub redaktorzy zrzekają się odpowiedzialności za jakiekolwiek szkody wyrządzone ludziom lub mieniu wynikające z jakichkolwiek pomysłów, metod, instrukcji lub produktów, do których odnosi się treść.
Filozofie 2023 , 8 (2), 34; https://doi.org/10.3390/philosophies8020034
Otrzymano: 2 marca 2023 r / Zaktualizowano: 19 marca 2023 r / Przyjęto: 24 marca 2023 r / Opublikowano: 31 marca 2023 r
(Ten artykuł należy do wydania specjalnego Filozoficzne bogactwo i różnorodność seksu i miłości )
Styl MDPI i ACS

Jollimore, T. Czy powinniśmy chcieć być kochani bezwarunkowo i na zawsze? Filozofie 2023 , 8 , 34. https://doi.org/10.3390/philosophies8020034

Link do artykułu: https://www.mdpi.com/2409-9287/8/2/34

Troy Jollimore urodził się w 1971 roku w Liverpoolu w Nowej Szkocji i uczęszczał do University of King’s College w Halifax w Nowej Szkocji. Uzyskał tytuł doktora. Doktorat z filozofii na Uniwersytecie Princeton w 1999 roku pod kierunkiem Harry’ego Frankfurta i Gilberta Harmana. Mieszka w USA od 1993 roku i obecnie jest profesorem filozofii na California State University w Chico. Był wykładowcą zewnętrznym w Stanford Humanities Center (2006–2007), członkiem Stanleya P. Younga w dziedzinie poezji na konferencji pisarzy Bread Loaf (2012) oraz stypendystą Guggenheima (2013).

Prawa autorskie do wszystkich artykułów opublikowanych w czasopismach MDPI należą do autorów. Artykuły są udostępniane na licencji Open Access Creative Commons CC BY 4.0, co oznacza, że ​​każdy może pobrać i przeczytać artykuł za darmo. Ponadto artykuł może być ponownie wykorzystany i cytowany pod warunkiem podania oryginalnej opublikowanej wersji. Warunki te pozwalają na maksymalne wykorzystanie i wyeksponowanie pracy, przy jednoczesnym zapewnieniu autorom odpowiedniego uznania.

Obraz wyróżniający: Obraz NoName_13 z Pixabay