Prezydenci Tramp i Putin.Ten plik pochodzi ze strony internetowej Prezydenta Federacji Rosyjskiej i jest objęty licencją Creative Commons Attribution 4.0
Wypowiedzi niektórych czołowych polityków, tych, którzy w ten czy inny sposób stanęli na czele wielkich społeczeństw, państw, które pretendują do roli tzw. imperiów, skłoniły mnie do tego, by zadać w programie ChatGTP kilka prostych pytań:
Jak postąpić wobec człowieka, który uważa się za następcę Cezara, Aleksandra Macedońskiego, Napoleona, lub Piotra Wielkiego?
Otrzymałem dość inteligentną, sensowną odpowiedź:
To zależy od tego, w jakim sensie dana osoba uważa się za „następcę” tych postaci.
Jeśli mówi o tym metaforycznie — np. jako o inspiracji stylem przywództwa, ambicją czy wizją państwa — wtedy można traktować to jako element tożsamości, ideologii albo ego. Warto wtedy:
- spokojnie dopytać, co dokładnie ma na myśli,
- oddzielać podziw historyczny od realnych planów,
- zwracać uwagę, czy potrafi przyjmować krytykę i kontakt z rzeczywistością.
Natomiast jeśli ktoś dosłownie wierzy, że jest wybrańcem historii, wcieleniem wielkiego zdobywcy albo ma „historyczną misję” ponad innymi ludźmi, i to zaczyna wpływać na jego zachowanie, relacje lub bezpieczeństwo — wtedy trzeba potraktować sprawę poważniej. Takie przekonania mogą być związane z:
- skrajnym narcyzmem,
- manią,
- zaburzeniami psychotycznymi,
- albo po prostu silną potrzebą wielkości i kontroli.
W praktyce najlepiej:
- nie ośmieszać go publicznie,
- nie wzmacniać urojeń („tak, jesteś nowym Napoleonem”),
- utrzymywać spokojny, rzeczowy kontakt,
- zachęcać do kontaktu ze specjalistą, jeśli zachowanie staje się oderwane od rzeczywistości,
- zadbać o własne granice, jeśli osoba staje się agresywna, manipulacyjna lub obsesyjna.
W historii postacie takie jak Napoleon Bonaparte, Aleksander Wielki czy Piotr I Wielki są często symbolem potęgi, dominacji i „wielkiej misji”. Ludzie identyfikujący się z nimi czasem bardziej próbują zaspokoić własną potrzebę znaczenia niż naprawdę naśladować historię.
Najważniejsze pytanie brzmi:
czy ta osoba nadal odróżnia symboliczne ambicje od rzeczywistości — i czy potrafi funkcjonować normalnie wśród innych ludzi
Mam nadzieję, że Czytelnicy WOBEC zrozumieli powód, który skłonił mnie do postawienia tego pytania, wiedzą do jakich współczesnych polityków się odnoszę. Postanowiłem więc zadać kolejne pytanie:
Co zrobić, gdy osoba taka zajmie kluczowe stanowisko w państwie?
Jeżeli ktoś na ważnym stanowisku państwowym otwarcie utożsamia się z figurą „wielkiego zdobywcy” w stylu Napoleon Bonaparte, Aleksander Wielki czy Piotr I Wielki, kluczowe jest rozróżnienie między:
- zwykłą fascynacją historią,
- a autorytarnym kultem własnej wielkości i przekonaniem o „historycznej misji”, które może prowadzić do niebezpiecznych decyzji.
W państwie demokratycznym najważniejsze są wtedy nie emocje wobec jednej osoby, lecz siła instytucji.
W praktyce warto:
- pilnować niezależności sądów, parlamentu, mediów i służby cywilnej,
- wzmacniać mechanizmy kontroli władzy,
- wymagać transparentności decyzji,
- unikać kultu jednostki,
- reagować na propagandę opartą na micie „zbawcy narodu”,
- wspierać edukację historyczną i obywatelską,
- bronić pokojowych i legalnych procedur demokratycznych.
Historia pokazuje, że problemem zwykle nie jest sama fascynacja wielkimi władcami, ale sytuacja, gdy przywódca zaczyna uważać:
- siebie za stojącego ponad prawem,
- państwo za swoją własność,
- przeciwników za „wrogów historii”,
- a ekspansję, przemoc lub represje za moralnie usprawiedliwione.
Wtedy szczególnie ważne stają się:
- konstytucyjne ograniczenia władzy,
- niezależne instytucje,
- społeczeństwo obywatelskie,
- i pokojowa presja społeczna.
Jeżeli taka osoba wykazuje oznaki poważnego oderwania od rzeczywistości, paranoi albo skrajnej megalomanii wpływającej na bezpieczeństwo państwa, sprawa staje się również problemem dla:
- otoczenia politycznego,
- procedur bezpieczeństwa,
- a czasem także oceny stanu zdrowia przez odpowiednie, legalne mechanizmy państwowe.
Najgorszą reakcją bywa jednocześnie:
- bezkrytyczne uwielbienie,
- albo histeryczna demonizacja.
Silne państwa opierają się nie na „wielkich ludziach”, lecz na trwałych instytucjach i zasadach.
Postanowiłem moje pytanie pogłębić, odnieść do aktualnej sytuacji kilku współczesnych państw:
A jeśli państwo, na którego czele stanie taka osoba nie będzie w pełni demokratyczne?
W państwie częściowo autorytarnym albo słabo demokratycznym sytuacja staje się trudniejsza, ponieważ mechanizmy kontroli władzy mogą być ograniczone. Jeśli przywódca buduje własny mit na wzór Napoleon Bonaparte, Aleksander Wielki czy Piotr I Wielki, ryzyko zwykle dotyczy kilku rzeczy:
- koncentracji władzy,
- militaryzacji polityki,
- kultu jednostki,
- agresywnego nacjonalizmu,
- represji wobec krytyków,
- i przekonania, że „cel historyczny” usprawiedliwia przemoc.
W takich warunkach pojedyncza osoba ma zwykle mniejsze możliwości wpływu, dlatego znaczenie mają:
- niezależne środowiska eksperckie,
- media (jeśli jeszcze działają względnie swobodnie),
- organizacje społeczne,
- kontakty międzynarodowe,
- dokumentowanie nadużyć,
- oraz utrzymywanie kultury prawa i faktów.
Na poziomie indywidualnym najrozsądniejsze jest:
- zachowanie krytycznego myślenia,
- unikanie uczestnictwa w dehumanizacji przeciwników,
- ostrożność wobec propagandy o „wielkiej misji dziejowej”,
- budowanie sieci zaufanych ludzi,
- i dbanie o własne bezpieczeństwo.
Historia pokazuje, że autorytarni przywódcy często wzmacniają władzę przez:
- poczucie zagrożenia,
- konflikt zewnętrzny,
- podział społeczeństwa,
- i emocjonalne odwołania do chwały imperium albo narodowego upokorzenia.
To nie znaczy automatycznie, że każdy ambitny lub silny lider staje się tyranem. Problem zaczyna się wtedy, gdy:
- znika możliwość pokojowej krytyki,
- prawo przestaje ograniczać władzę,
- a państwo utożsamia się z jedną osobą i jej „historycznym przeznaczeniem”.
W takich sytuacjach długofalowo najważniejsze okazują się zwykle nie heroiczne gesty pojedynczych osób, lecz:
- odporność społeczeństwa,
- przepływ informacji,
- solidarność społeczna,
- i zachowanie instytucji, które mogą przetrwać zmianę przywódcy.
Czy politykę Napoleona, Aleksandra Macedońskiego, Piotra Wielkiego można uznać za zbrodniczą?
Tak — politykę każdego z nich można w wielu aspektach uznać za zbrodniczą, choć trzeba pamiętać, że działali w epokach, w których wojna, podboje i brutalna przemoc były znacznie bardziej akceptowane niż dziś. Ocena zależy więc od tego, czy patrzymy:
- z perspektywy współczesnego prawa i etyki,
- czy przez normy ich własnych czasów.
Aleksander Wielki
Jego imperium powstało dzięki agresywnym wojnom podbojowym. Źródła opisują:
- masowe rzezie miast stawiających opór (np. Tyru),
- niszczenie ośrodków politycznych,
- brutalne tłumienie buntów,
- ogromną liczbę ofiar cywilnych.
Jednocześnie stworzył przestrzeń wymiany kulturowej między Grecją a Azją (epoka hellenistyczna). Dlatego bywa przedstawiany zarówno jako genialny zdobywca, jak i bezwzględny imperialista.
Napoleon Bonaparte
Napoleon utrwalił część zdobyczy rewolucji francuskiej (np. Kodeks Napoleona), ale jego wojny kosztowały życie milionów ludzi w Europie. Krytycy wskazują m.in.:
- wojny ofensywne i okupacje,
- represje wobec przeciwników,
- przywrócenie niewolnictwa w koloniach francuskich w 1802 roku,
- traktowanie państw podporządkowanych jako zaplecza militarnego i gospodarczego.
Dla jednych jest modernizatorem Europy, dla innych — twórcą ogromnej machiny wojennej.
Piotr I Wielki
Zmodernizował państwo rosyjskie, ale metodami skrajnie brutalnymi:
- terror wobec przeciwników,
- tortury i egzekucje,
- ogromny wyzysk chłopów,
- budowa Petersburga kosztem tysięcy istnień ludzkich,
- bezwzględna militaryzacja państwa.
W historiografii rosyjskiej długo dominował obraz reformatora, ale współcześnie częściej podkreśla się autorytarny i przemocowy charakter jego rządów.
Współczesne pojęcie „zbrodniarza wojennego” formalnie trudno stosować do władców sprzed powstania nowoczesnego prawa międzynarodowego. Jednak według dzisiejszych standardów praw człowieka wiele ich działań zostałoby uznanych za:
- zbrodnie wojenne,
- zbrodnie przeciw ludzkości,
- agresję przeciw innym państwom.
Dlatego historycy zwykle unikają prostego podziału na „bohaterów” albo „potworów”. Byli jednocześnie:
- twórcami wielkich zmian politycznych,
- i ludźmi odpowiedzialnymi za ogromną skalę przemocy.
Moim zdaniem historycy (często mający własny interes w tworzeniu takiego obrazu), popełniali błąd. Powinniśmy oceniać działania ludzi nawet w przeszłości z punktu widzenia ponadczasowych wartości moralnych. Dostrzec to, że polityka tych zbrodniarzy była jedną z głównych przyczyn regresu cywilizacji przez kilka tysiącleci.
Czy polityka współczesnych polityków odwołujących się w swych działaniach do Cezara, Aleksandra Macedońskiego czy Piotra Wielkiego również bywa zbrodnicza?
Może być — ale nie wynika to automatycznie z samych historycznych odniesień. Wielu polityków odwołuje się do dawnych imperiów, wielkich wodzów czy symboli historycznych, aby budować autorytet, prestiż albo narrację narodową. Samo cytowanie Juliusz Cezar, Aleksander Wielki czy Piotr I Wielki nie czyni jeszcze polityki zbrodniczą.
Problem pojawia się wtedy, gdy wraz z tymi odniesieniami pojawiają się:
- kult siły i podboju,
- przekonanie, że państwo ma „historyczne prawo” do dominacji,
- pogarda dla słabszych narodów lub przeciwników,
- militaryzm,
- uzasadnianie agresji „misją dziejową”,
- podporządkowanie prawa woli przywódcy.
Współcześnie politykę można oceniać według prawa międzynarodowego i praw człowieka. Za działania zbrodnicze uznaje się m.in.:
- agresję przeciw innemu państwu,
- zbrodnie wojenne,
- czystki etniczne,
- represje wobec ludności cywilnej,
- systemowe łamanie praw człowieka.
Dlatego niektórzy współcześni przywódcy bywają oskarżani o działania przestępcze lub autorytarne właśnie wtedy, gdy historyczne symbole imperium stają się uzasadnieniem przemocy albo ekspansji.
Warto też pamiętać, że odwoływanie się do dawnych zdobywców ma często wymiar propagandowy:
- buduje obraz „silnego przywódcy”,
- upraszcza historię do mitu potęgi,
- i emocjonalnie mobilizuje społeczeństwo.
Historia pokazuje, że szczególnie niebezpieczne staje się połączenie:
- mitu wielkiego imperium,
- kultu jednostki,
- osłabienia instytucji kontrolnych,
- oraz przekonania, że cel narodowy stoi ponad prawem.
Nie każdy polityk używający takich symboli prowadzi politykę zbrodniczą. Ale gdy retoryka imperialna zaczyna przekładać się na realną przemoc, represje lub wojny, ocena moralna i prawna staje się znacznie ostrzejsza.
Cóż, wydaje się (a wskazuje na to również AI), że pozostaje nam tylko to, by dbać o własne bezpieczeństwo i w jakiś sposób próbować „przeczekać” rządy pewnych głupców, ludzi chorych psychicznie, a w konsekwencji i zbrodniarzy. W odróżnieniu bowiem od AI pozwalam sobie (może zbyt odważnie) nazwać pewne zachowania niektórych polityków bardziej dosłownie.
Piotr Kotlarz







