Z Nowym Rokiem (Patrzmy w przyszłość z optymizmem) / Piotr Kotlarz

0
163
Obraz ringelbaer z Pixabay

 

Mijają obchody Nowego Roku. To symboliczna data wynikająca z przyjętego przez nas kalendarza, być może też z naszej wewnętrznej potrzeby podsumowań, może też snucia planów. W związku z tym swego rodzaju świętem powinienem złożyć Noworoczne Życzenia Czytelnikom „WOBEC” oraz osobom z nim współpracujących.
Życzę wszystkim Wam wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń. Tego, by zniknęły wszelkie przeszkody uniemożliwiające Wam realizację przyjętych planów.
Chcę jednak uzupełnić swoje życzenia o odrobinę optymizmu, którym kieruję się w swym życiu i który wynika z mojej wiedzy i mego doświadczenia. Chcę Państwu przekazać choć kilka informacji, które pozwalają mi uważać, że mój optymizm nie jest bezpodstawny. Chcę to uczynić tym bardziej, że z – moim zdaniem – bezpodstawnego założenia, że strach jest najlepszym narzędziem do kierowania tak zwanymi „masami”, wciąż karmi się nas informacjami o kryzysie klimatycznym, nieuchronności wojen itp.
Odnośnie tzw. kryzysu klimatycznego wypowiadałem się na łamach „WOBEC” wielokrotnie, podważając zwłaszcza tezę, że winę za te zmiany ponosimy my, ludzie. Wydałem związane z tym tematem artykuły w książce „Klimat a wulkany” wskazując, że to one od milionów lat są głównym czynnikiem wpływającym na nasz klimat, dodając do nich oczywiście i to, że wpływają na to również prądy oceaniczne, wielkość lodowców tych na biegunach i górskich oraz przepływy wiatrów. Znając ten temat – wydaje mi się – dość dobrze, śmieszyli mnie ludzie krzyczący o „płonącej planecie” oraz ekologiczni terroryści.
Często zadaję sobie pytanie: z jakiego powodu zamiast wspierania naszych działań na rzecz dostosowania się do nieuchronnych zmian klimatycznych przez np. wsparcie inicjatywy budowy Wielkiego Zielonego Muru, rekultywacji pustyń, zalesianie, pozyskiwanie wody pitnej, przez przekazywanie na te cele swych środków, inwestowanie w te gałęzie naszej gospodarki, propagowanie takich działań, różnej maści tzw. ekolodzy oskarżają mitycznych innych, „wszystkich” o „niszczenie planety”.
Myślę, że tylko z chęci zdobycia tanim kosztem popularności, może nawet środków do życia. Tak, ich protesty przecież nie wymagają od nich żadnej pracy, żadnego poświęcenia. Koszt ich protestów ponoszą ci, którzy im wierzą. Na słowo, bez wiedzy. Wiara bowiem tego nie potrzebuje.
Nie chcę dziś jednak wdawać się w polemiki, chcę tylko przekazać podstawy mojego optymizmu.
Kryzysy klimatyczne dotykają ludzkość od setek tysięcy lat. Od tysiącleci potrafimy im przeciwdziałać. Dostosowując się do nich zmieniliśmy tryb życia, gospodarki. Irygacja, migracje… to temat na wiele artykułów może i książek.
Dziś Nowy Rok nie czas na polemiki, czas na optymizm. By jednak nie uznali go Państwo za bezpodstawny muszę przedstawić tu kilka informacji. 
Dziś na łamach prasy znalazłem kolejny straszący nas artykuł: „Wysychanie kontynentów to rosnące zagrożenie dla globalnej gospodarki”1. Powołując się na takie argumenty jak raporty Banku Światowego autorka tworzy wizję katastroficznej przyszłości:
Co roku świat traci 324 mld m3 słodkiej wody – ilość wystarczającą do zaspokojenia rocznych potrzeb 280 mln ludzi. Analiza danych satelitarnych z ostatnich dwóch dekad dowodzi, że wysychanie kontynentów pogłębia się z każdym rokiem, a zaburzenia cyklu hydrologicznego skutkują utratą miejsc pracy, zmniejszeniem dochodów oraz degradacją ekosystemów. […] Tzw. mega wysychające regiony świata obejmują Alaskę, zachodnią i północną Kanadę, zachodnio-południową Amerykę Północną, Amerykę Środkową, północną część Rosji oraz rozległe obszary w Azji Środkowej, Europie, na Bliskim Wschodzie, w Północnej Afryce i Azji Południowo-Wschodniej. W regionach niezlodowaciałych najważniejszą przyczyną utraty zasobów wodnych jest wyczerpywanie wód podziemnych (68 proc.), a dalsze czynniki obejmują utratę wód powierzchniowych (18 proc.), redukcję wilgotności gleby (9 proc.) i ograniczenie pokrywy śnieżnej (5 proc.).[…]
Woda jest kluczowa dla rynku pracy. Z jednej strony reguluje podaż siły roboczej, dbając o zdrowie i kondycję kapitału ludzkiego – pragnienie rodzi choroby i nieefektywność, a susze prowadzą do niedożywienia i osłabienia pracowników. Z drugiej – niedobór wody ogranicza liczbę miejsc pracy wskutek spadku produktywności w rolnictwie, energetyce, przemyśle, turystyce oraz transporcie.
Z szacunków Banku Światowego wynika, że 78 proc. wszystkich etatów na Ziemi jest w jakimś stopniu uzależnionych od wody. Jako dobitny przykład raport wskazuje Afrykę Subsaharyjską, gdzie od 600 do 900 tys. osób rocznie pozostaje bez pracy z powodu suszy. Grupami najbardziej poszkodowanymi w tym zakresie są kobiety, osoby starsze oraz pracownicy o niskim poziomie kompetencji.
Lokalny szok wodny, definiowany jako spadek poziomu wilgotności gleby poniżej norm z wielolecia, wywołuje również globalne skutki gospodarcze. Autorzy raportu zwracają uwagę na tzw. handel wodą wirtualną, czyli przepływ wody między krajami w formie towarów, takich jak żywność, odzież czy produkty przemysłowe. Dzięki zniesieniu barier taryfowych i pozataryfowych w obrocie międzynarodowym globalny handel wodą wirtualną wzrósł w latach 2000–2019 o 26 proc. W rezultacie jedna czwarta światowego zużycia wody wiąże się dziś z eksportem.
Kaskada konsekwencji lokalnych niedoborów wody bywa zaskakująca. Eksperci z Banku Światowego wyliczyli na przykład, że redukcja rocznej sumy opadów w Indiach o 100 mm obniża globalny PKB o 68 mld dol. Skutki odczuwa bowiem nie tylko rolnictwo, ale także przemysł i usługi zależne od produktów rolnych, np. produkcja żywności paczkowanej czy gastronomia.
Wczytując się w ten artykuł byłbym przerażony… byłbym, gdyby nie mój optymizm i gdyby nie to, że posiadam znacznie więcej informacji.
To prawda, w wyniku zmian klimatycznych dochodzi do wysychania źródeł wody słodkowodnej. Ta znika również wraz z topnieniem lodowców. Czy jednak nie potrafimy sobie z tym poradzić?
Już dziś pozyskujemy (traktując poważnie dane z artykułu Agaty Pavlinec) wielkie zasoby potrzebnej nam wody pitnej w wyniku odsalania.
Kraje najbardziej polegające na odsalaniu wody morskiej to te z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, jak Arabia SaudyjskaZjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA)KuwejtKatarBahrajn oraz Izrael, gdzie proces ten zaspokaja znaczną część zapotrzebowania na wodę pitną, a także Singapur Cypr, które również intensywnie wykorzystują tę technologię. Do innych krajów stosujących odsalanie na dużą skalę należą USAChinyHiszpania Australia, a także Malta. 
Rocznie na świecie pozyskuje się znaczące ilości wody pitnej z odsalania, a w 2022 roku zakłady odsalania produkowały 99 milionów metrów sześciennych (m³) słodkiej wody dziennie, co przekłada się na około 36,135 miliarda m³ rocznie, a produkcja ta stale rośnie, choć wciąż jest niewielką częścią globalnego zapotrzebowania, z największym udziałem w regionach suchych, jak Bliski Wschód. 
Pamiętajmy też o tym, że pozyskiwanie wody pitnej przez proces odsalania to swego rodzaju gałąź gospodarki, biznes. Rozwijający się biznes. Myślę, że warto weń inwestować. Wobec dalszego procesu wysychania, aż do czasu gdy nie nauczymy się bez większego ryzyka wpływać na klimat oraz w wyniku dalszego przewidywalnego wzrosty liczny ludności ryzyko tych inwestycji jest niewielkie.
Mam też nadzieję, że dostrzegą go przedstawiciele władzy większości państw. Rządy i parlamenty. To inwestycje korzystniejsze niż gospodarka wojenna. Zamiast straszyć wskazuję kierunek. W miejsce pesymizmu proponuję optymizm.
Zmiany klimatyczne, brak wody… Myślę, że już w tych kilku wskazanych faktach wskazałem, że nie musi to być zagrożenie… może być nawet szansą.
Tu postanowiłem przejść do drugiej kwestii – wojen. Temu tematowi, zwłaszcza w kontekście wojny imperialistycznej Rosji z Ukrainą na łamach „WOBEC” również poświęciliśmy wiele miejsca. Dziś związane z przemysłem zbrojeniowym elity próbują nas przekonywać, że wojny są nieuniknione, że wciąż się toczą.
W jakiejś mierze jest to prawda, wojny wciąż trwają, ale i tu wciąż następują zmiany. Zwolennicy wojen, imperializmu, ci, którzy odnoszą zyski z tej dziedziny gospodarki nie wskazują, że przez tysiąclecia staje się ona coraz mniej zyskowna, że wręcz upada. Wojenni finansiści mogą wciąż rozbijać się swymi limuzynami, brylować na salonach. Odradzam jednak długofalowe inwestowanie w tę dziedzinę gospodarki. Jest coraz mniej zyskowna.
Piszę to jako historyk, historiozof. Może się mylę, proszę jednak spojrzeć na to zagadnienie przez pryzmat ukazanych poniżej informacji. Łatwo z nich wyczytać trend, choć ten rozłożony jest na tysiąclecia.
W badaniu historii militarnej Rzymu można wyraźnie wyróżnić dwie fazy: pierwszą, od założenia Rzymu do zakończenia drugiej wojny punickiej w roku 201 p.n.e. Drugi, od 201 r. p.n.e. do końca podbojów republikańskich w 50 r. p.n.e. i następstwa wojen domowych, które po nim nastąpiły. Ustalony podział odpowiada różnym pomysłom prowadzenia wojny w każdej fazie. W okresie do 201 r. p.n.e. powody, dla których Rzym podejmował bitwę, były głównie geopolityczne i miały na celu zdobycie wpływów, aby uzyskać udział w światowej potędze. Istniał także interes gospodarczy, ponieważ wojny okazały się bardzo dochodowe w postaci łupów i niewolników, ale był to raczej cel drugorzędny. Jednakże od roku 201 p.n.e. działania wojenne nabrały innego znaczenia. Rzymianie nie postrzegali już tego jako środka zapewniającego supremację nad sąsiednimi plemionami ani sposobu na zapewnienie sobie przetrwania w walce z potężnym wrogiem. Odtąd wojna będzie uważana za bardzo dochodowy sposób prowadzenia interesów. Frank ( 1933 ) szacuje, że w okresie od 200 do 157 roku p.n.e. działania wojenne stanowiły ponad 70% dochodów państwa. W rzeczywistości dochody zapewniane przez podboje były tak duże, że w 167 r. p.n.e. zniesiono podatki nakładane na obywateli rzymskich, wydatki państwa utrzymywane głównie przez prowincje aż do III w. n.e.; patrz Hoffman (2017).
W Rzymie „Zaledwie pół procenta z około 50-60 milionów ludzi kontrolowało co najmniej 80 proc. całego bogactwa imperium” — ocenia amerykański historyk starożytności Robert Knapp. Jedna czwarta mogła należeć do klasy średniej, charakteryzującej się stosunkowo bezpiecznymi dochodami i etosem pracy. Byli to kupcy, handlarze, rzemieślnicy, więksi rolnicy i hojnie opłacani legioniści. Wszyscy inni wiedli niepewne życie.
Działania wojenne w starożytnym Rzymie generowały dochody głównie poprzez łupy, kontrybucje i nowe podatki z podbitych prowincji, ale nie ma jednolitego procentu dla całego okresu – szacunki wahają się od 20-50% w czasach republiki do nawet 80% w okresach ekspansji.
Z drugiej strony: wydatki wojskowe w starożytnym Rzymie stanowiły dominującą część budżetu państwa, często przekraczając 50% dochodów, a w okresie późnej republiki nawet 80%. Procent ten różnił się w zależności od epoki: w republice przed podbojami Pompejusza (ok. 70 p.n.e.) żołd pochłaniał znaczną część z 200 mln sestercji, a po nich z 540 mln sestercji – do 240 mln sestercji na armię liczącą 330 tys. żołnierzy.
W końcu republiki (ok. 49 p.n.e.) przy dochodach 580 mln sestercji armia pochłaniała 480 mln sestercji, czyli ok. 80% budżetu, pokrywając żołd, ekwipunek i weteranów. Podboje generowały łupy i podatki z prowincji, równoważąc koszty.
Za Augusta i późniejszych cesarzy utrzymanie stałej armii (ok. 300 tys.) stanowiło podstawowy wydatek, z aerarium militare na specjalne fundusze; w III–IV w. n.e. rosnące koszty armii i inflacja wymuszały daniny w naturze. [AI]
Pozostałe dochody Rzymu przynosiły: tributum soli (podatek gruntowy) i tributum capitis (głowiowy) stanowiły podstawę, pobierane w pieniądzu lub naturze, na poziomie ok. 10% dochodu, z wyjątkami dla obywateli rzymskich; w prowincjach generowały stałe wpływy, np. z Egiptu czy Azji Mniejszej. Portoria (cła 2-5% od handlu) oraz zyski z kopalń srebra i złota w Hiszpanii, Dacji czy Macedonii uzupełniały budżet; grzywny, konfiskaty i dochody z domen cesarskich dodawały dalsze środki.
Wielkie podboje w I w. p.n.e., zwłaszcza Pompejusza na Wschodzie (ok. 66–60 p.n.e.) i Cezara w Galii (58–50 p.n.e.), radykalnie zwiększyły dochody Rzymu z 200 mln sestercji (ok. 70 p.n.e.) do 540 mln (ok. 60 p.n.e.), a następnie do 580 mln sestercji (ok. 45 p.n.e.).​
Podbój prowincji takich jak Syria, Cylicja, Bitynia i Galia zapewnił stałe wpływy z podatków gruntowych (tributum soli), ceł (portoria) i trybutów od zależnych królestw, zwiększając bazę fiskalną ponad dwukrotnie.
Natychmiastowe zyski z kontrybucji (np. 20 tys. talentów z Azji Mniejszej) oraz eksploatacja kopalń metali w nowych terytoriach umożliwiły pokrycie kosztów armii i dalsze ekspansje.​
Brak precyzyjnych danych procentowych dla udziału łupów wojennych w budżecie Rzymu w I w. p.n.e., lecz były one kluczowym, nieregularnym źródłem dochodów, stanowiącym znaczną część przychodów w okresach intensywnych podbojów. Łupy z kampanii Pompejusza (66–60 p.n.e.) i Cezara (58–50 p.n.e.) zwiększyły budżet z 200 mln do 580 mln sestercji, z czego kontrybucje (np. 20 tys. talentów z Azji) mogły pokrywać nawet połowę nowych wpływów.
Widać z powyższego, że gospodarka imperialnego Rzymu była gospodarką wojenną. Pozwalała ona utrzymać to państwo, ale jednocześnie była główną przyczyną jego upadku. Podboje Rzymu doprowadzały do tego, że tracił on potencjalne rynki zbytu, że niszczyły rzymski rynek pracy. Błędna polityka wydatków powstrzymywała rozwój nauki, medycyny… postęp. Polityka imperialna ówczesnych mocarstw to czas stracony. Poniżenia poddanych i powstrzymywania ich potencjału.
Upadek imperiów pozostawił po sobie ruiny.
W średniowiecznych organizacjach wojskowych, podzielonych, podzielonych hierarchicznie, z udziałem dla dowódców, proporcjonalnie spadających do pozostałych struktur armii. System ten różni się w zależności od regionu i epoki, ale dotyczy przepisów rycerskich i umów z najemnikami.​
Król lub głównodowodzący w wyniku podziałów zyskiwał 1/3–1/2 łupów (tzw. „królewski quint”), części rozdzielne na baronów i rycerzy (po 1/4–1/8 dla dowódcy chorągwi); szeregowi żołnierze i piechota otrzymywali zyski w obrębie podziału, po odliczeniu kosztów zaopatrzenia.​
W krucjatach i na Półwyspie Iberyjskim (np. Siete Partidas) łupy dzielono według „wkładu bojowego” – rycerze konni zyskiwali więcej niż piechota; najemnicy zachowali dla siebie, płacąc tylko procent dowodów, co motywowało dyscyplinę. [AI]
Łupami były dobra ruchome, ale również własność ziemi. Podboje średniowiecznych państw prowadziły do podziału społeczeństw na panujących i poddanych, na wprowadzenie takiej organizacji społeczeństw, która w wyniku zawłaszczenia własności ziemskiej prowadziła do znacznego zniewolenia ludności poddanej. To powodowało marnowanie potencjału zniewolonych. Środki marnotrawiono na przepych elit. Jak w czasach rzymskich rozwój nauki w tym medycyny wciąż był niewielki. To z tego powodu wciąż nie potrafiliśmy radzić sobie np. z chorobami zakaźnymi, które aż do naszych czasów często nawet dziesiątkowały ludzkość.
Nie posiadamy dokładnych informacji jakie dochody uzyskiwała Francja w czasie wojen napoleońskich (głównie w postaci kontrybucji i łupów), ponieważ finanse państwa opierały się na podatkach wewnętrznych i pożyczkach. Kontrybucje z podbitych terytoriów (np. 1,8 mld franków w ciągu 10 lat) stanowiły istotny, lecz nieregularny zastrzyk, szacowany na 20–40% całkowitych wpływów w szczytowych latach ekspansji, uzupełniając podatki gruntowe i pośrednie.
Kontrybucje, rabunki, w różnej formie łapówki, wzbogaciły majątek rodziny Bonapartych, wniosła ich na europejskie trony. Pozostała zniszczona Francja, zniszczona Europa. Tak rewolucja 1789 roku, jak i wojny napoleońskie, to czas stracony.
Obecna wojna w Ukrainie nie przynosi Rosji netto korzyści gospodarczych ani finansowych, mimo krótkoterminowych stymulacji w sektorze zbrojeniowym. Koszty militarne i sankcje przewyższają wszelkie zyski, prowadząc do deficytu budżetowego, inflacji i spadku dochodów z eksportu surowców.​
W 2025 r. Rosja wydała na wojnę ok. 11,8 bln rubli w pierwszych 9 miesiącach (ok. 40% budżetu), z całkowitymi kosztami od 2022 r. przekraczającymi 42 bln rubli (542 mld USD), finansowanymi podwyżkami podatków i długiem.
Przemysł zbrojeniowy w USA generuje dochody szacowane na około 3-4% PKB, głównie dzięki kontraktom rządowym i eksportowi uzbrojenia, z wartością sprzedaży ok. 400-500 mld USD rocznie w 2024-2025 r. przy PKB przekraczającym 28 bln USD.​
Budżet obronny USA na 2025 r. wynosi ok. 886 mld USD (ok. 3,2% PKB), z czego większość trafia do firm jak Lockheed Martin czy RTX, stymulując wzrost przychodów o 20-30% rok do roku dzięki wojnie na Ukrainie i napięciom w Azji.
To tylko wybrane, szczątkowe informacje. Mam jednak nadzieję, że Czytelnicy „WOBEC” dostrzegą to, że w naszych dziejach rola wojen jest coraz mniejsza, ze tracą one sens.
Inwestycje w wojny, w przemysł zbrojeniowe, aczkolwiek konieczne jeszcze w czasie, gdy wciąż mądrzą się żyjący poczuciem swej wyższości zwolennicy idei imperializmu, są już dziś i będą w najbliższej przyszłości inwestycjami straconymi.
Przepraszam, że podaję Państwu dziś zbyt wiele informacji, mam nadzieję jednak, że wzmacniają one mój optymistyczny obraz tego, w jakim kierunku zmierza świat.
Pokazują one bowiem, że potrafimy już dziś rozwiązywać największe problemy (np. brak wody pitnej, czy źródeł energii – np. odkrycia w dziedzinie wykorzystywania wodoru), że większość z nas już dziś wie, że wojny to tylko destrukcja, regres w postępie. Widzimy wyraźnie, że rola wojen w gospodarce od czasów rzymskich spadła ponad dziesięciokrotnie.
Tak,  są jeszcze durnie w postaci Putina, jego kliki i im podobnych, którzy myślą, że można jeszcze ten trend odwrócić i w związku z tym marnotrawią dorobek i potencjał swych społeczeństw. To jednak już tylko durnie, ludzie bez wiedzy i świadomości. Z czasem będzie ich coraz mniej.
Wejdźmy w Nowy Rok z optymizmem.
Wejdźmy też ze świadomością. Im będzie ona głębsza, im więcej z nas ją pojmie, tym szybciej rozwiążemy nasze problemy. Tak brak wody pitnej, jak i wojny przestaną nam grozić.
Wszystkiego najlepszego. Dużo zdrowia i szczęścia. Optymizmu. 
                      Piotr Kotlarz
1 Agata Pavlinec, Wysychanie kontynentów to rosnące zagrożenie dla globalnej gospodarki, https://wodnesprawy.pl/wysychanie-kontynentow-to-rosnace-zagrozenie/

 

Powyższy artykuł jest opublikowany na podstawie licencji Creative Commons Attribution International License CC BY-NC-ND 4.0.Licencja Creative Commons Uznanie autorstwa Międzynarodowa