Wiersze / Maciej Bieszczad

0
780

Zakole rzeki

Znikasz z oczu nad urwiskiem, w burzowej chmurze.
Obrazy i freski nie chcą dać wiary, że Cię posłyszałem.
Z palcem na ustach, rozsławiony w marmurze.
Znikasz z oczu.

 

Exit

Widziałem go powtórnie
Krzątał się jak niegdyś przy drzwiach
Łapał za klamkę jakby

Podawał komuś dłoń
Przeważnie jednak dzwonił
Nachodził w pracy:

Zgubiłem bilet powrotny
Odjechał ostatni pociąg
Ukradli mi bagaż

Nachylał się nade mną
Głośno liczył
Moje siwe włosy

Nie chciał słuchać
Kiedy doradzałem
Że w pierwszej kolejności

Trzeba schować żagle
Do kieszeni zająć się czymś
Praktycznym i nawet

Nie czekać raczej mieć pewność
Że wcześniej czy później
I tak nas zabiorą

Na koniec świata

 

Larnaka

Warto, doszukując się ledwie znikomych
Objawów życia po śmierci, rozważyć sen Łazarza.

Zasnął, przekonywał ten, co poszedł go obudzić.
Śpiący nie jest jednak kimś głuchym, niemym,

Bez czucia. Łazarz potem milknie jak grób, jak
Prawdziwie zmarły. Nie mógł nic nikomu wyjawić,

Wyznać, co widział? Nic a nic? Oszczędzono nam
Destrukcje i chłód? Ciemności są ciemne? Pod ziemią

Spoczywa ziemia? Nie ma tam nikogo? Miejsca
Pochówku zbliżone nieobecnością ducha do nocy,

Są bezludne wewnątrz. Pozorują pamięć.
Podszywają się pod dni, inaczej niż kamień,

Morskie dno, sen. Wyjdźcie na zewnątrz, usłyszycie.
Rozwiążą wam ręce i nogi, i pozwolą chodzić.

 

Kipiel

Pamięta, jak razem siedzieli nad rzeką.
Za nimi stał las z kompozycją ścieżek.
Ciała były żywe. Z wody wyszło zwierzę.
Kto utonie pierwszy nie naszą jest rzeczą.

Za nimi stał las z kompozycją ścieżek.
Pokonać mieli podróż, niektórzy daleką.
Kto utonie pierwszy nie naszą jest rzeczą
Ani jak się staną przedmiotem wierzeń.

Pokonać mieli podróż, niektórzy daleką.
Nie zdążyli pojąć pod naporem zaprzeczeń,
Jak staną się przedmiotem wierzeń,
Snem proroczym, obrazem fali pod powieką.

Nie zdążyli pojąć pod naporem zaprzeczeń.
Opadali z sił, nie dowierzając, że będą poniekąd
Snem proroczym, obrazem fali pod powieką.
Nie lekceważ więc, maro, ludzkich zamierzeń.

Opadali z sił, nie dowierzając, że będą poniekąd,
Że wejdą zdumieni w nową, obcą przestrzeń.
Nie ignoruj więc, maro, ludzkich zamierzeń.
Istnieją pomimo – ratujący się ucieczką.

Że wejdą zdumieni w nową, obcą przestrzeń
Nie przewidział ten, co mierzy kulę ziemską.
Istnieją pomimo – ratujący się ucieczką.
Jeśli doszczętnie znikną i czerń ich obejmie?

Nie przewidział ten, co mierzy kulę ziemską.
Ciała były żywe. Z wody wyszło zwierzę.
Jeśli doszczętnie znikną i czerń ich obejmie?
Pamięta, jak razem siedzieli nad rzeką.

 

Pomyłka

Sprawa jest poważna i przebiega niezgodnie z planem.
Moje obawy wyszły na jaw – nadzieja mnie zwiodła.

Im więcej jej w człowieku, tym bardziej cierpi i boleje.
Twarz, jaką zapamiętałem, jest niestety moją podobizną

I nie należy do anioła lub syreny. Trzymamy się za ręce.
W bryle. W kamieniu. Tracimy łączność pod zwałami śniegu.

Jesteśmy ze wszystkich istot najbardziej pożałowania godni,
Pawle, Barnabo, gwiazdo poranna i letni powiewie?

Wszystko przepada? Nasze małe wszystko, o które tak dba
Powietrze, o które troszczą się woda wraz z ziemią. 

                                     Maciej Bieszczad

 

 

Maciej Bieszczad – urodzony w Wieluniu w 1978 r. Poeta i prozaik. Autor dziewięciu książek poetyckich i dwóch prozatorskich. Wielokrotnie nominowany i nagradzany. Ostatnio wydał „Wehikuł”. Mieszka w Łodzi.