Fot. Ryszard Sidorkiewicz, autor zdjęcia: Natalia Sidorkiewicz.
PĄTNIK
wypowiedzieć do końca
wysłowić
bez reszty do ostatka
do kropli
po której gdy spłynie
nic już być nie musi
albo po której
już musi być nic
bo
jakby to dziwnie nie brzmiało
milczenie
jest rzymem i mekką
poetów
ale
nie jestem
nie mogę
nie chcę
być tego pewien
dopokąd idę
CYCERONKI, LERMONTOWCY dla Magdy Wulczyńskiej
ta pani z zawodu
gwiazdą jest
pani dla tłumu migoce
tłum fleszami miga
ten pan z zawodu
celebrytą jest
tłum pana celebruje
pan tłumu nie zawodzi
ci państwo bohaterami
naszych czasów są
o, tempora tępe!
o, marne mores!
OD KORYNTIAN
na strychu w kartonowym pudełku
po butach które już dawno
zeszły z tego świata
breloczek z papieżem
królicza łapka
rękopis młodzieńczego erotyku
i takie tam…
CHCIAŁBYM CI TYLE POWIEDZIEĆ
opowiedziałbym ci o lęku
którego tak odważnie bronię
gdy świat próbuje wpełznąć mi
do serca
opowiedziałbym o bezsennych nocach
gdy opuszkami palców
czytam z ruchu warg zaklęcia gusła
modlitwy i klątwy
opowiedziałbym o mojej trudnej
przyjaźni z cieniem
wystawianej co rusz na próbę
w szare pochmurne dni
chciałbym ci tyle powiedzieć
ale jak opowiedzieć coś
do czego tak trudno przyznać się
nawet przed samym sobą
W POCZEKALNI
w poczekalni piekła sami dobrzy ludzie
sąsiedzi sąsiadów znajomi znajomych
ten i ów był działaczem tamten społecznikiem
segregowali śmieci podlewali kwiaty
trafili tu przypadkiem pewnie przez pomyłkę
ktoś w końcu drzwi otworzy i ich stąd wypuści
przynieśli ze sobą nagrody dyplomy
świadectwa moralności z podpisem proboszcza
certyfikaty oprawione w pozłacane ramki
na pytanie o miłość
leci im to z rąk
NÓŻ
dorasta wraz z tobą
najpierw kroisz chleb
smarujesz masłem
potem ryjesz w parku
serdeczne inicjały
strugasz nim ołówek
spisujesz wiersze i zaklęcia
do czasu aż poczujesz
obce ostrze w plecach
wtedy swoim
tniesz na oślep
albo podcinasz
sobie żyły
MANICURE
wysłuchawszy do końca
The End Morrisona
z winylu trzeszczącego
jak wyrzut sumienia
trzeba jeszcze
koniecznie sprawdzić
pocierając kciukiem
o startą okładkę
czy umarłemu
naprawdę
wciąż rosną
paznokcie
RZEKA
wchodziliśmy codziennie do tej samej rzeki
filozofa z Efezu nie było na brzegu
obozowali na nim Apacze od Maya
załoga czołgu Rudy i Tomki Szklarskiego
na drugim brzegu rzeki na piaszczystych hałdach
chude i opalone podobne do frytek
wabiły nas chichotem bezpierśne syreny
w wodzie pływały słońca białe wieloryby
gdy rzeka umierała nie było nas przy niej
dziś milczymy przy źródle co na popiół wyschło
i taka to Itaka kamienne koryto
rozbebeszona kukła sielskiego dzieciństwa
NIEBO NIE BO
niekochani nie wejdą do Nieba
ani zdradzeni ani odrzuceni
będą stać pod bramą
i patrzeć spode łba
na tłumy szczęśliwych
rozpychających się w szerokim przejściu
gestykulujących i rozgadanych
będą patrzeć
w milczeniu
wystraszeni i nieufni
ten i ów wreszcie pokocha
sam siebie i jakoś się wepchnie
jakoś się przeciśnie
reszta stać
będzie i będzie sobie
wmawiać
nie jesteśmy w Piekle
w Piekle już byliśmy
i nie ruszą się z miejsca
UMRZYJ
zostaw mnie wreszcie w spokoju
manipulantko mam dość twojej
permanentnej kampanii obietnic
bez pokrycia i reklamiarskich sztuczek
opuść mnie odejdź zgiń przepadnij
umrzyj wreszcie cholerna nadziejo
a będę żył długo i mam nadzieję
szczęśliwie
CZEKAJĄC NA
drzwi łypią judaszem
na klatkę schodową
gotowe w każdej chwili
zerwać się z łańcucha
nikt
nic
nikogo
na półpiętrze
w półmroku
z nocą mija się
dzień
MARTWA NATURA Z KOSIARKĄ
sąsiad kosi trawnik spalinową kosiarką
sąsiadka przekrzykując silnik
wskazuje mężowi ominięte kępy
zamykam okno w sobie się zamykam
wiatr przywiał na parapet
obumarłe źdźbła
POD LATARNIĄ
w mlecznym świetle latarń
wszystko wygląda inaczej
niż w słonecznym świetle
brzydkie dziewczyny zyskują
na domniemaniu urody
pijaczkom rosną nosy
greckich filozofów
panom strażnikom miejskim
rośnie ego panów policjantów
wszystko wygląda inaczej
z wyjątkiem dobrych intencji
te są jeszcze gorsze
POLSKA W INNYM KOLORZE
gdybym był jej żołnierzem to ona by za mną
sznurem za swym bohaterem z dziękczynną
piersią i pieśnią
a ja czołgałbym się po polach minowych z miną
marsową dla wrogów i buławą w plecaku dla niej
bylibyśmy dla siebie jak pod i oficer jak hasło
i odzew jak baczność i spocznij
ale ja wiersze tylko piszę
a i te nie są w kolorze khaki
PUENTA
najgorsze jest rozpamiętywanie byłego
ta pierdolona archeologia przyczyn skutków
i gdybania a pamięć nie pomaga
ktoś frunął górą ktoś pełznął doliną ale kto
kiedy po co wiedza im bardziej zbędna
tym bardziej drążona
a pamięć zawodzi pamięć nie pamięta
ten wiersz także zapomniał czy miała być
puenta
ARCHEOLOGIA
pod stołem kości dla psa
na stole kości dla nas
przy stole nasze kości
ktoś albo coś
sponad stołu
patrzy jak sroka w gnat
w nas
w ten stół
w ten wiersz
Ryszard Sidorkiewicz
Ryszard „Sidor” Sidorkiewicz (1959), częstochowianin, mieszka w jurajskim Olsztynie. Od 1993 roku jest członkiem Związku Literatów Polskich. Wydał dwanaście tomików wierszy, ostatnio: Tyle w nas niepogody (2023).







