Wiersze / Ryszard Sidorkiewicz

0
626
Fot. Ryszard Sidorkiewicz, autor zdjęcia: Natalia Sidorkiewicz.

 

PĄTNIK

wypowiedzieć do końca
wysłowić
bez reszty do ostatka
do kropli
po której gdy spłynie
nic już być nie musi
albo po której
już musi być nic

bo
jakby to dziwnie nie brzmiało
milczenie
jest rzymem i mekką
poetów

ale
nie jestem
nie mogę
nie chcę
być tego pewien

dopokąd idę

 

CYCERONKI, LERMONTOWCY                                                                                                                                 dla Magdy Wulczyńskiej

ta pani z zawodu
gwiazdą jest
pani dla tłumu migoce
tłum fleszami miga

ten pan z zawodu
celebrytą jest
tłum pana celebruje
pan tłumu nie zawodzi

ci państwo bohaterami
naszych czasów są
o, tempora tępe!
o, marne mores!

 

OD KORYNTIAN

na strychu w kartonowym pudełku
po butach które już dawno
zeszły z tego świata

breloczek z papieżem
królicza łapka
rękopis młodzieńczego erotyku

i takie tam…

 

 

 

CHCIAŁBYM CI TYLE POWIEDZIEĆ

opowiedziałbym ci o lęku
którego tak odważnie bronię
gdy świat próbuje wpełznąć mi
do serca

opowiedziałbym o bezsennych nocach
gdy opuszkami palców
czytam z ruchu warg zaklęcia gusła
modlitwy i klątwy

opowiedziałbym o mojej trudnej
przyjaźni z cieniem
wystawianej co rusz na próbę
w szare pochmurne dni

chciałbym ci tyle powiedzieć
ale jak opowiedzieć coś
do czego tak trudno przyznać się
nawet przed samym sobą

 

 

 

W POCZEKALNI

w poczekalni piekła sami dobrzy ludzie
sąsiedzi sąsiadów znajomi znajomych
ten i ów był działaczem tamten społecznikiem
segregowali śmieci podlewali kwiaty

trafili tu przypadkiem pewnie przez pomyłkę
ktoś w końcu drzwi otworzy i ich stąd wypuści

przynieśli ze sobą nagrody dyplomy
świadectwa moralności z podpisem proboszcza
certyfikaty oprawione w pozłacane ramki

na pytanie o miłość
leci im to z rąk

 

 

 

NÓŻ

dorasta wraz z tobą

najpierw kroisz chleb
smarujesz masłem

potem ryjesz w parku
serdeczne inicjały

strugasz nim ołówek
spisujesz wiersze i zaklęcia

do czasu aż poczujesz
obce ostrze w plecach

wtedy swoim
tniesz na oślep

albo podcinasz
sobie żyły

 

 

 

MANICURE

wysłuchawszy do końca
The End Morrisona
z winylu trzeszczącego
jak wyrzut sumienia

trzeba jeszcze
koniecznie sprawdzić
pocierając kciukiem
o startą okładkę

czy umarłemu
naprawdę
wciąż rosną
paznokcie

 

 

 

RZEKA

wchodziliśmy codziennie do tej samej rzeki
filozofa z Efezu nie było na brzegu
obozowali na nim Apacze od Maya
załoga czołgu Rudy i Tomki Szklarskiego

na drugim brzegu rzeki na piaszczystych hałdach
chude i opalone podobne do frytek
wabiły nas chichotem bezpierśne syreny
w wodzie pływały słońca białe wieloryby

gdy rzeka umierała nie było nas przy niej
dziś milczymy przy źródle co na popiół wyschło
i taka to Itaka kamienne koryto
rozbebeszona kukła sielskiego dzieciństwa

 

 

 

NIEBO NIE BO

niekochani nie wejdą do Nieba
ani zdradzeni ani odrzuceni
będą stać pod bramą
i patrzeć spode łba

na tłumy szczęśliwych
rozpychających się w szerokim przejściu
gestykulujących i rozgadanych
będą patrzeć
w milczeniu
wystraszeni i nieufni

ten i ów wreszcie pokocha
sam siebie i jakoś się wepchnie
jakoś się przeciśnie

reszta stać
będzie i będzie sobie
wmawiać
nie jesteśmy w Piekle
w Piekle już byliśmy

i nie ruszą się z miejsca

 

 

 

UMRZYJ

zostaw mnie wreszcie w spokoju
manipulantko mam dość twojej
permanentnej kampanii obietnic
bez pokrycia i reklamiarskich sztuczek

opuść mnie odejdź zgiń przepadnij
umrzyj wreszcie cholerna nadziejo
a będę żył długo i mam nadzieję
szczęśliwie

 

 

 

CZEKAJĄC NA

drzwi łypią judaszem

na klatkę schodową
gotowe w każdej chwili
zerwać się z łańcucha

nikt
nic
nikogo

na półpiętrze
w półmroku
z nocą mija się
dzień

 

 

 

MARTWA NATURA Z KOSIARKĄ

sąsiad kosi trawnik spalinową kosiarką
sąsiadka przekrzykując silnik
wskazuje mężowi ominięte kępy

zamykam okno w sobie się zamykam
wiatr przywiał na parapet
obumarłe źdźbła

 

 

 

POD LATARNIĄ

w mlecznym świetle latarń
wszystko wygląda inaczej
niż w słonecznym świetle

brzydkie dziewczyny zyskują
na domniemaniu urody
pijaczkom rosną nosy
greckich filozofów
panom strażnikom miejskim
rośnie ego panów policjantów

wszystko wygląda inaczej
z wyjątkiem dobrych intencji

te są jeszcze gorsze

 

 

 

POLSKA W INNYM KOLORZE

gdybym był jej żołnierzem to ona by za mną
sznurem za swym bohaterem z dziękczynną
piersią i pieśnią

a ja czołgałbym się po polach minowych z miną
marsową dla wrogów i buławą w plecaku dla niej

bylibyśmy dla siebie jak pod i oficer jak hasło
i odzew jak baczność i spocznij

ale ja wiersze tylko piszę
a i te nie są w kolorze khaki

 

 

 

PUENTA

najgorsze jest rozpamiętywanie byłego
ta pierdolona archeologia przyczyn skutków
i gdybania a pamięć nie pomaga

ktoś frunął górą ktoś pełznął doliną ale kto
kiedy po co wiedza im bardziej zbędna
tym bardziej drążona

a pamięć zawodzi pamięć nie pamięta
ten wiersz także zapomniał czy miała być
puenta

 

 

 

ARCHEOLOGIA

pod stołem kości dla psa
na stole kości dla nas
przy stole nasze kości

ktoś albo coś
sponad stołu
patrzy jak sroka w gnat

w nas
w ten stół
w ten wiersz 

                                  Ryszard Sidorkiewicz

 

 

Ryszard „Sidor” Sidorkiewicz (1959), częstochowianin, mieszka w jurajskim Olsztynie. Od 1993 roku jest członkiem Związku Literatów Polskich. Wydał dwanaście tomików wierszy, ostatnio: Tyle w nas niepogody (2023).