Ustawka
trzecia może czwarta klasa
wokół starsze chłopaki
czekają na zwycięzcę
przegrany
przełknie pierwszą ość
zaskoczony
że to on
bijemy się
chorowity
z małą liczbą punktów po urodzeniu
przegrywam
mścić się
kłócić
nie ma z kim
i co
odchodzą
Artur bo tak miał na imię
otoczony
uśmiechy
gratulacje
otrzepuję plecak
podnoszę się z kolan
ze łzami w oczach
bez względu na wszystko
muszę iść do świetlicy
i idę
tą samą drogą
co tamci
innego wejścia do szkoły
nie ma
Prace w ogrodzie przed zimą
przed telewizorem
z matką wieszającą bieliznę
czekałem na ciebie
zegar na ścianie
odczepiony od plecaka
prezent od cioci z Anglii
w szkole by zniszczyli
kolejne kreski
sekundy
cyk cyk po tarczy
jeden za drugim
kieliszki wódki
papieros alkohol sok
może zadzwoń do wujka
przestań co to da
kiedy przychodzi wujek
wieczór z tatą można znieść
raz nawet sąsiad
opowiadał kawały
wszyscy się uśmiechaliśmy
nie wiem czy rozumiałem
ich obecność nic nie da
czy
jak dzieciak wierzyłem
nie wyjdą
on nie wytrzeźwieje
ale oni
ochronne wiadra na kwiatach
zostaną na zawsze
Ostatnia płyta stadionu miejskiego
byłem może piętnastoletnim dzieciakiem
członkiem młodzieżowej drużyny piłkarskiej
wrażliwy zestresowany
nie potrafiłem nawiązać relacji z kolegami
on
dwa trzy lat młodszy
co dziwne
postawił mnie jako wzór
ćwiczył te same sztuczki
pytał czy gram dziś w pierwszym składzie
nie dążyłem do bliższej znajomości
grzeczny
ale nie przyjacielski
oznaki zapatrzenia
odczułem kilkukrotnie
zniechęcony słabymi meczami
zrezygnowałem z treningów
bez żalu także z niego
trener powiedział kiedyś
że jednemu z naszych umarła mama
nie wolno dokuczać
nie wiem czy to był on
nie znałem nawet imienia
mam nadzieję że teraz
ćwierć wieku później
wszystko u tego chłopca w porządku
Placyk gdzie kiedyś był pomnik
idąc z ulicy Niedziałkowskiego
na ulicę Sienkiewicza
jako nastolatek usłyszałem od ojca
kiedyś piłem tu wódkę
ścieżka między kortami tenisowymi a strumykiem
trzecia ławka od kiosku
sześćdziesiąt minut bełkotu
ty musisz się za to wziąć
gdybyś był twardy miałbyś brygadzistę
przechodzień
pies
wylana popitka
pożegnanie na mostku
schodami na drugie piętro
powolny krok
zamroczenie
w domu żona i ośmioletni syn
rytuał czekania
miał być o piątej
jest dziesięć po
może spotkał kolegę
zagadał się
dwadzieścia
wpół do
za piętnaście szósta
nadzieja odchodzi
jak obserwowani przez okno
dwaj nieznajomi
Michał Kaczmarek
Michał Kaczmarek, ur. w 1986 w Głogowie. Z wykształcenia nauczyciel języka angielskiego. Publikował w pismach i na portalach, m. in.: „Afront”, „artPAPIER”, „eleWator”, „Format Literacki”, „Kalejdoskop”, „Migotania”, „Ósmy Arkusz Odry”, „Pole”, „Projektor”, „Pro Libris”, „Protokół Kulturalny”, „Suburbia”, „Śląsk”, „Tlen Literacki”, „Wytrych”, „Zupełnie Inny Świat” oraz w języku angielskim: „Versopolis” i „Highland Park Poetry” . Laureat konkursów poetyckich.







