Wyobraźnia ( Z cyklu: Cienie na ścianie) / Marek Weiss Grzesinski

0
303
Syn mojego przyjaciela został światowej sławy psychologiem i jestem dumny, że znam go od niemowlaka. Jego najważniejsza dla mnie teza, dzięki której zrobił furorę w świecie naukowym brzmi mniej więcej tak, że mózg ludzki potrzebuje do życia oprócz cukru i tlenu również poczucia sensu. Kiedy mózg gubi się w chaosie informacji i ich przetwarzania nie widząc sensu, nie mogąc tego wszystkiego, co krąży w jego neuronach uporządkować, umiera. Człowiek jeszcze może żyć i nawet długo, ale jego mózg wariuje i umiera jako potężna struktura zbierająca bodźce, a dalej żyje już tylko jako dryfująca kra topniejąca powoli i nieubłaganie. Zajmując się moją krytyką metafizyki i platońskiej metafory o cieniach na ścianie, dyskutując na ten temat z wieloma mądrymi ludźmi, czytając komentarze nieznanych mi osób, pełne oburzenia na moje uporczywe negowanie zjawisk nadprzyrodzonych z Bogiem na czele, dochodzę do wniosku, że tak jak poczucia sensu, mózg ludzki potrzebuje do życia tworzenia najróżniejszych iluzji i stawiania ich na równi ze zjawiskami przyrody i całym realnym światem. Jakże często stawia te iluzje na piedestałach wyższych niż realny świat dostępny zmysłom. Ma te zmysły za nic, nie ufa im. Większość ludzi uważa, że nie wyjaśniają zagadek świata i nie odpowiadają na podstawowe pytania – Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Kto nami kieruje? Kto stworzył świat i po co? Co się dzieje po śmierci? Co to jest dobro, a co zło?
Natomiast na wszystkie te pytania odpowiada człowiekowi wyobraźnia. Jeśli nie jego własna, to ta zbiorowa, gdzie może odnaleźć zapisane, wypowiedziane, a ostatnio sfilmowane „wyjaśnienia” wszystkich tajemnic i wszystkich wątpliwości. Tysiące szamanów, artystów, mędrców i proroków pozostawia w tej zbiorowej magmie niezliczoną ilość pomysłów, iluzji i przepięknych dzieł, które nie tylko świadczą o potędze ludzkiej wyobraźni, ale też o nieśmiertelnej potrzebie jej używania, gromadzenia jej wytworów i otaczania kultem najbardziej udanych z nich. Religie budują na nich swoją potęgę realną i zmaterializowaną w ogromnych bogactwach. Owoce wyobraźni, nawet jeśli pochodzą z zamierzchłych czasów, pozwalają rządzić całymi narodami, prowadzić wojny, w których giną miliony. Umierają w imię czegoś, co nie istnieje w rzeczywistości, tylko jest iluzją umiejętnie przekazywaną ludzkim masom potrzebującym tego tak samo, jak cukru, tlenu i pozostałych darów przyrody niezbędnych do życia. Może nawet mózg współczesnego mędrca, który, jak kiedyś Faust, poznał wszystkie tajniki nauki, zgłębił prawdy o budowie świata i wie, co jest realne, a co nie, nawet on potrzebuje fantazji, metafizyki i wywołuje Mefista, żeby przywrócił mu młodość.
W dobie powszechnej sekularyzacji społeczeństw, w dobie rozstawania się z religią jednak większość pogodzonych z naukowym obrazem świata powiada sobie po cichu, że „coś tam, w innym wymiarze musi istnieć, coś dzieje się z nami po śmierci takiego, że istniejemy dalej w substancji zwanej duszą”. Nie mogą się pogodzić z faktem, że nigdy już nie spotkają się z ukochanymi zmarłymi, że bajki, którymi nasiąknęli od dziecka, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a marzenia o cudach nigdy się nie spełnią. Mózg domaga się prawa do fantazjowania, do uznania wyobraźni, jaką dysponuje, za niezbywalne dobro, bez którego życie nie ma sensu. Jako artysta rozumiem tę odwieczną potrzebę i niezgodę na odebranie nam radości spędzania życia z jedną nogą w świecie baśni i iluzji. Ale platońską metaforę chyba należy odwrócić definitywnie. To iluzje i fantazje nieokiełznanej wyobraźni są cieniami na ścianie, w które wpatrujemy się uporczywie, bo świat realny na zewnątrz naszej jaskini jest przykry i niezrozumiały.
Tam są wszystkie nieszczęścia, samotność i cierpienia, których chcemy uniknąć. Tam wreszcie czeka na nas śmierć, z którą nikt jeszcze nie wygrał. A cienie na ścianie wymyślone przez nas mówią co innego i dają nadzieję na życie wieczne. Jesteśmy więc jak dzieci wpatrzone w ekrany swoich smartfonów i komputerów przez długie godziny, żeby tylko nie wracać do rzeczywistości, której nie lubimy, bo jej nie rozumiemy. To prawda, że zdarza nam się zachwycić pięknem przyrody, czy miłością bliskiej osoby, ale ilu z nas przeżywa te wzruszenia w pełni i woli trwać w nich, niż oddać się fantazjom, którymi możemy kierować według własnych upodobań?

Marek Weiss Grzesinski

[Tekst publikowany był pierwotnie na Facebooku pana Marka Weiss Grzesińskiego. Tu za zgodą autora.]

Obraz wyróżniający za Facebookiem pana Marka Weiss Grzesińskiego.