Dreszczem na skórze
ciii
podejdź bliżej
staję naga przed tobą
nie odwracaj oczu
dawno zgubiłam wstyd
poliż wzrokiem
ciii
świetliki
układają litery w wersy
gasną dreszczem na skórze
obnażona wierszem
na wierzch nakładam
siebie dla ciebie
na stos
na stos
popiół rozbłyśnie jak brokat
Pod jaśminowym krzewem
chodź
pojedziemy nad jezioro
rozłożymy koc
pod jaśminowym krzewem
nasz śmiech zadzwoni w lesie
spłoszy wiewiórki
nakarmię cię arbuzem
później z palców zliżę sok
niedźwiedzie zakołyszą gałęziami
uciekną
spadnie jaśminowy deszcz
i tak lekko
płatki pogłaszczą policzek
jak palce
gdy chwycisz moją twarz
jaśminowo będą pachnieć pocałunki
Na pięćdziesiątym trzecim piętrze
w wielkich miastach
wieżowce sięgają chmur
na pięćdziesiątym trzecim piętrze
układam się do snu
próżno patrzę przez okno
za szczęściem
szczęście jest tu
Brazylijskie słońce
nawet pająki nie tkają
sieci tak miękkich
jak jego włosy
w których brazylijskie słońce
przegląda się leniwie
uśmiecha
pszczoły
zgubiły drogę do ula
bo żaden miód
nie jest tak słodki
jak jego usta
a żadne futro tak miękkie
największa pokusa
w jego ustach
wszechświat schował gwiazdy
otulam się nimi
garściami zrywam
wcieram w skórę
jak nektar
językiem smakuję
w jego rękach
kociak ociera się i mruczy
w rytmie bicia mojego serca
jestem miękka
duża
a jednak maleńka
w oczach skrył grzechy
całego piekła
zagubiona szukam drogi
uciekam
kalecząc stopy
spadam w przepaść
nie ma powrotu
nie ma
wtulona w jego tatuaże
czekam
na odrobinę ciepła
palcami krążę po liniach
mój ideał
patrzy z jego lustra
śmieje się
a ja nie mam powietrza
nie potrafię oddychać
odkąd się uśmiecha
w piersi czuję
najmniejszy ruch jego ust
wygięcie tak subtelne
jak babie lato
czuję w trzewiach
nikt tak pięknie nie wymawiał
mojego imienia
jego głos mnie wypełnia
krąży we krwi
w sutkach
karmi mnie tym brzmieniem
wbijam w słowa
wygłodniałe palce
chwytam ustami
wdycham
brazylijskie słońce
nigdzie nie świeci jaśniej
niż w jego uśmiechu
Byłam książką w twoich rękach
przez chwilę byłam w twoich rękach
jak książka którą czytałeś uważnie
strona po stronie
delikatnie drażniłeś palcami
rozbierałeś litera po literze
a ja traciłam oddech
moja szyja twój ulubiony rozdział
gięła się ulegle w pragnieniu
więc trzymałeś ją mocno
nie chciałeś puścić
ale trzeba było zmienić kartkę
gdy doszedłeś do piersi
z zachwytu rozlałeś kawę
przywarłeś do nich ustami
trzepotały skrzydłami serca
przez chwilę byłam w twoich rękach
ale każda książka ma swój koniec
na zakurzonej półce
Dziewczynka z Instagrama
już nie pamiętam o co poszło
może o deszcz
co rozpuścił ostatnią wiadomość
może o słońce
świecące do zaślepienia oczu
do wypalenia rozsądku
i naskórka
mój charakter udźwignie
tylko Pudzian
i ty
choć nie jesteś tak wielki
siłą mięśni
możesz unieść nawet gniew
bierzesz mnie na ręce
robię się coraz mniejsza
coraz młodsza
jestem dziewczynką z Instagrama
pokazującą fucka
od ścian odbija się twój śmiech
Laura Alszer
Laura Alszer — pseudonim literacki. Zadebiutowała w 2024r. w miesięczniku „e-kreatywni”. Publikowała również m.in. w „Ypsilon”, „Akancie”, „e-elewatorze”,. Jej wiersze można usłyszeć w Radio MagMa. Współautorka antologii Niosąc pomoc Emilowi (2025).







