Wiersze / Danuta Sułkowska

0
568

Na przykład lalki

Szmaciane z włosami z włóczki
z namalowanymi oczami nosami i ustami
Odwiedzały się
Rozmawiały
Zmieniały sukienki
Urządzały wspólne gospodarstwo

Moja szybko zamieszkała na półce
pod książkami
Mogłam je już sama czytać
Nowe koleżanki miały ciekawe pomysły zabaw
intrygujące tematy rozmów

Lalka siostry zaczęła odwiedzać sąsiadkę
i jej lalki
Mówiła że teraz dużo lepiej się bawi

Dlaczego odstawiamy na margines
Odrzucamy
Zapominamy

Na przykład lalki

 

Margines

granica marginesu
nieprzebyta a za nią
lamenty starców
toną w strumieniu
ziębiącym ich stopy
świadomi błędów
stoją
jak drogowskazy
dla piszących
wypracowanie
życia

uczniowie
patrzą w inną stronę

 

Anioły na straganie

Z równoległego świata
przyleciały
W aureolach
wzorzystych szatach
Czekają na deskach na nabywców

Rozwiną nad nimi skrzydła

* * *
Bocianie gniazdo pod koniec sierpnia
to zrozumienie
i pogodzenie się
To tęsknota
i oczekiwanie

Nieznajomy patrzy na nie
Długo
spokojnie
Zgaduję
ma w sobie podobne
Z nadzieją
na znajomy szum skrzydeł

 

Sen poety

światła

setki spojrzeń
czatujących na jego wejście
setki uszu chwytających
każdy odcień ciszy
w którą wejdzie
z talią wierszy
i zagra

już postawili choć bezwiednie
najlepszych uczuć skarby wielkie

oni nie wiedzą

że czekają
na szulera

 

Operacja

poeta posiada
umiejętność operowania
słowem
chwyta lancet
i wbija go
w duszę
czytelnika

operacja
zawsze jest udana

pacjent
przeżywa

 

Odpoczynek

muzy śpią
pióro utknęło
w środku
metafory
porzucona paleta
usycha
z tęsknoty
fortepian wyszczerzył
klawisze
w bezgłośnym uśmiechu

cisza

jeszcze
nie słychać kroków

 

Łowy

pod berberysem
przyczaił się wiersz
w postaci żuka

nie widzę
jak długie są
czułki wersów
metafora
chyba lśni zielonkawo
jak malachit
a może jest czarna

ostrożnie
podsuwam kartkę

 

Poezja

Miłoszowe „trzy kropki
za przecinkiem
w których
poezja mieszka”
wrześniowym popołudniem
postawione są
na ścieżce pełnej
żółtego czasu
w kształcie liści klonu
a już od gór
pobrzmiewa głos
halnego wiatru
poezja nocy

 

Drzewa

Za zakrętem tłoczy się tłum młodych brzóz
Rosną szybko
Szybko
Trzeba wydostać się z cienia sędziwych sosen
Skrzypią coś o dawnych czasach
Monotonnie ostrzegawczo pouczająco
Powoli

Życie to pośpiech
W górę
Do słońca do swobodnego tańca z wiatrem

Halny szedł tuż nad nami

Ocalałe wybiją w słońce
Spod powalonej sosny

* * *

Chudy nastolatek co chwilę poprawia okulary lub włosy

ruch ręki wydobywa błyski
z wielkiego sygnetu na jego palcu

Chłopak podnosi głowę wyżej
Uśmiecha się
Leciutko
Duma i pewność siebie
nie potrzebują przesadnej manifestacji
Najważniejszy jest
ten błysk

Na odpustowym kramie leżą pierścienie
z zielonymi czerwonymi i niebieskimi oczkami
Zastanawiam się przelotnie
dlaczego wybrał kolor czerwony

* * *

byłem skałą samotną

chmury rozdzielałem głową
głosom wiatrów zmieniałem brzmienie
hartowałem się w objęciach błyskawic

na szerokiej dolinie daleko lśniła barwami
zmiennego nieba ruchliwa woda
płynęła do celu jakiegoś a może bez celu
wiedza taka skale nie była dostępna
w czas wielkich burz woda w dolinie
urosła ogromnie
szybkością i grzmotem chciała dorównać
burzom a może nie chciała
skądże to mogłoby być wiadome
kamieniowi choćby nawet górował
nad wszystkim dokoła
wody opadły a rzeka
(rzeka to nie jest imię lecz rodzaj istoty)
zmieniła trasę swego biegu
nie wiadomo dokąd
teraz jest u mojej podstawy
i mój obraz kładzie się na niej

wchodzi we mnie a ja w nią okruchami
co mają poznać cel wędrówki przyjaciółki mojej
odchodzącej ciągle i zawsze obecnej

 

Powrót

w gałęziach ulic różnorodność typów
gęsto od planów intryg i emocji
puchacze polują nocą
synogarlice rzucają pióra poetom
na dole monotonnie poćwierkują wróble
wysoko kołują sokoły
zamiany i przemiany wcale nie są rzadkie
(wczoraj orzeł zmienił się w papugę
a wrony zajęły miejsce gołębi)
przedzieram się przez ten labirynt
bez wielkich zdobyczy
(to dobrze bo idzie się lekko)
z włosami pokrytymi kurzem
z piaskiem w bucie
(ostry kamień już nie rani stopy)
nagle jasność i ogromna przestrzeń
drugi brzeg tuż przed linią horyzontu
(a gdy ją opuszczałem była małą strugą)

zanurzam się
nakrywam się falą

 

Danuta Sułkowska – pisarka, krytyk literacki; autorka 6 tomów wierszy, zbioru aforyzmów i sarkazmów, 2 powieści, książki popularnonaukowej. Redaktor naczelna Literata Krakowskiego. Liczne publikacje w prasie literackiej i innej. Mieszka w Starym Sączu.

 

Autor zdjęcia Danuty Sułkowskiej – Andrzej Walter