Wyrastamy z tej samej ziemi
Próbujemy zerwać korzonki
Są długie i ciężkie
Dodają kilogramów
Wdech i wydech
W przekroju
Obumarły nam tkanki
Mamy w sobie dwa zwiędłe
Liście klonu
Otoczone krwistą rzeką
Skupioną w niewielkich
plastikowych rurkach
Czas nam się skończył
Twoje ciało opada
Kurczy się
Moje chudnie
ktoś rozpuścił powietrze
Wdech i wydech
Krztuszę się mikroplastikiem
Liście klonu pokryły się smogiem
Ranny ptaszek
Próbuje się przedrzeć
Przez alarmy sygnały i klaksony
Wdech i wydech
Na ulicy połknął
ziarno co
Wypadło z silnika
Ludzie ćwierkają że
Nie mieli gdzie schować ptaszka
W każdym miejskim parku
Było zbyt jasno i zbyt wcześnie
wdech
Wydechu już nie było
Próbuję wdrapać się
do skroplonej brudnej wody
zawieszonej na górze w postaci
kłębów dymu i mgły
mam tam głowę
i oczy zawieszone na ziemi
nie widać nic
z gniazdka odłączono słońce
rzucam światło na śmierć
tego jednego ptaszka pod kołem
samochodu
Stan powietrza w mieście jest następujący
dusza świszczy
nad melodią wentylatora
w trybie asmr
nie wolno opuszczać miejsca pobytu
otwierać okna w ciągu dnia
nocy nie ma
w domach świeci
żarówka LED
babcia Stasia uczy się błądzić
w świetle
nie śpi już drugi tydzień
Znam od podszewki
włókna
starej jabłonki z sadu babci Stasi
z którego wykiełkowała jej dusza
tamtej jesieni korzenie nie puściły
ziemia zamarzła już w październiku
trzeba było wyciąć kolejne badyle
aż w końcu zapadł się dom dziadków
pęknięta ściana spływała do rzeki
tonęła w świetle
nie wolno pić wody
alert obowiązuje
od wschodu do zachodu słońca
Natalia Grudzień







