Obraz wyróżniający: ChaatGTP
Wstęp
Nie jestem ekonomistą. Jestem historykiem i literaturoznawcą, a w swoich zainteresowaniach najczęściej kieruję uwagę ku historii idei, przemianom społecznym, kulturze, literaturze i zagadnieniom, które można określić mianem historiozoficznych. Gospodarka zajmowała w tych rozważaniach nieco mniej miejsca. Nie znaczy to jednak, że można ją od pozostałych dziedzin oddzielić.
Przeciwnie. Im dłużej zajmuję się historią, tym bardziej przekonuję się, że bez znajomości procesów gospodarczych trudno zrozumieć dzieje społeczeństw. Wojny i rewolucje, narodziny i upadki państw, rozwój miast, migracje, przemiany obyczajowe, powstawanie nowych elit, a nawet dzieje kultury i literatury mają swoje ekonomiczne podłoże. Nie zawsze jest ono najważniejsze, nigdy też nie jest jedyne, ale niemal zawsze pozostaje obecne. Literatura także nie powstaje w próżni. Jej twórcy żyją w określonych warunkach społecznych, korzystają z określonych możliwości, podlegają ograniczeniom swojej epoki. Za ideami, marzeniami i konfliktami ludzi kryją się również problemy własności, pracy, wymiany, bogactwa i biedy.
Dlatego, choć zagadnieniom gospodarczym poświęcałem w swojej publicystyce mniej miejsca niż historii, kulturze czy sprawom społecznym, przez lata zebrało się tych tekstów na tyle dużo, że warto — jak sądzę — przedstawić je w osobnym tomie.
Niniejsza publikacja obejmuje wybór artykułów i felietonów powstających w latach 2016–2026. Jest więc zapisem niemal dziesięciu lat obserwacji, sporów, nadziei, ocen i przewidywań. Dziesięciu lat szczególnych. W tym czasie zmieniały się rządy i priorytety gospodarcze, powstawały wielkie projekty infrastrukturalne, zmieniał się europejski i światowy układ sił. Przeżyliśmy pandemię, pełnoskalową wojnę w Ukrainie, kryzys energetyczny, gwałtowne przemiany w światowym handlu i powrót do dyskusji o bezpieczeństwie gospodarczym, które jeszcze niedawno wydawało się problemem znacznie mniej istotnym.
Zdecydowałem się ułożyć teksty chronologicznie. Nie próbowałem tworzyć z nich jednolitego traktatu ekonomicznego ani po latach poprawiać własnych dawnych ocen tak, aby wszystkie układały się w jedną, konsekwentną teorię. Taki zabieg byłby nieuczciwy wobec Czytelnika i wobec samego charakteru publicystyki. Felieton czy artykuł prasowy powstaje w określonym momencie. Autor dysponuje wiedzą dostępną właśnie wtedy, reaguje na konkretne wydarzenia, spory i prognozy. Przyszłości nie zna.
Ja również jej nie znałem.
Bywało więc, że się myliłem.
Najbardziej czytelny przykład znajdzie Czytelnik już w tekstach poświęconych przekopowi Mierzei Wiślanej. W 2016 roku należałem do przeciwników tej inwestycji. Kilka lat później, obserwując rozwój wydarzeń i analizując zagadnienie szerzej, uznałem, że wcześniejsza ocena była błędna. Nie usuwam pierwszego artykułu. Przeciwnie — właśnie zestawienie obu tekstów wydaje mi się wartościowe. Pokazuje bowiem nie tyle zmianę poglądów politycznych, ile proces dochodzenia do innej oceny pod wpływem nowych argumentów i nowych okoliczności.
Podobnie było w innych kwestiach. Nie przewidziałem choćby tego, w jakim stopniu wielcy producenci ropy i gazu, współdziałając z różnymi kręgami wielkiego kapitału, w tym z sektorem zbrojeniowym, będą mogli oddziaływać na światowe rynki energii, a pośrednio także na politykę, konflikty i decyzje państw. Niektóre zależności, które przed laty wydawały mi się dość proste, z czasem okazywały się znacznie bardziej złożone.
Nie uważam tego za powód, aby wcześniejsze wypowiedzi usuwać.
Przeciwnie. Możliwość zmiany stanowiska pod wpływem nowych faktów uważam za rzecz naturalną. Nie widzę wartości w trwaniu przy raz wypowiedzianym sądzie tylko dlatego, że został kiedyś opublikowany. Świat się zmienia, zmienia się dostępna wiedza, zmieniają się okoliczności. Również człowiek powinien mieć prawo — a czasem obowiązek — ponownego przemyślenia własnych ocen.
W tym sensie chronologiczny układ niniejszej książki jest również zapisem pewnej drogi intelektualnej.
Czytelnik znajdzie tu teksty poświęcone między innymi wielkim inwestycjom infrastrukturalnym, Centralnemu Portowi Komunikacyjnemu, portom morskim i lotniczym, przekopowi Mierzei Wiślanej, żegludze śródlądowej, transportowi kolejowemu, Nowemu Jedwabnemu Szlakowi, Nord Streamowi, energetyce, logistyce i cargo lotniczemu. W wielu z tych artykułów powraca jeden motyw: znaczenie położenia geograficznego Polski i pytanie, czy potrafimy je gospodarczo wykorzystać.
Nie jest to zresztą pytanie nowe.
Historyk bez trudu dostrzeże, że położenie naszego kraju od stuleci było jednocześnie źródłem zagrożeń i wielką szansą. Leżymy na przecięciu ważnych kierunków komunikacyjnych: Wschód–Zachód oraz Północ–Południe. Wisła, Bałtyk, położenie pomiędzy Europą Zachodnią i Wschodnią, a współcześnie również pomiędzy rozwiniętymi gospodarkami Unii Europejskiej a rynkami Azji, przez całe stulecia wpływały na nasze dzieje. W czasach Kazimierza Wielkiego, Jagiellonów czy później w II Rzeczypospolitej rozumiano, że infrastruktura, handel i możliwość uczestniczenia w międzynarodowej wymianie są jednym ze źródeł siły państwa.
Stąd tak wiele miejsca w tych tekstach zajmują porty, koleje, drogi i wielkie przedsięwzięcia infrastrukturalne.
Nie uważam przy tym, że każda wielka inwestycja jest dobra tylko dlatego, że jest wielka. Przeciwnie — pieniądze publiczne wymagają szczególnej odpowiedzialności. Potrzebny jest rachunek ekonomiczny, kontrola kosztów, troska o środowisko, analiza alternatywnych rozwiązań i przede wszystkim pytanie o przyszłe korzyści. Państwo nie powinno inwestować dla samego inwestowania ani budować pomników własnych ambicji.
Z drugiej strony jeszcze bardziej niebezpieczna wydaje mi się postawa odwrotna: lęk przed podejmowaniem wielkich projektów tylko dlatego, że są kosztowne, trudne i obciążone ryzykiem. Historia gospodarcza wielu państw pokazuje, że nie sposób rozwijać kraju bez infrastruktury i bez gotowości do myślenia w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja parlamentu.
W tekstach zebranych w tym tomie powraca dlatego również polemika z takim sposobem myślenia o gospodarce, w którym każdą inwestycję sprowadza się wyłącznie do pytania: „ile będzie kosztować?”. Koszt jest ważny, lecz jest tylko jednym elementem rachunku. Równie ważne są czas zwrotu, przyszłe dochody, powstające miejsca pracy, rozwój regionów, wzrost wartości majątku, bezpieczeństwo państwa, tworzenie nowych rynków oraz — o czym często zapominamy — koszt niewykorzystanej szansy.
Wiele z zamieszczonych tu artykułów miało charakter polemiczny. Powstawały jako reakcja na wypowiedzi polityków, dziennikarzy, ekspertów albo na dominujące w danym momencie narracje medialne. Stąd język niektórych tekstów jest ostrzejszy niż język opracowania naukowego. Nie próbowałem po latach usuwać wszystkich śladów tych sporów. Są one również świadectwem czasu, w którym poszczególne artykuły powstawały.
Nie znaczy to oczywiście, że wszystkie użyte w nich argumenty dziś podtrzymuję w identycznej postaci. Niektóre dane się zdezaktualizowały, inne prognozy okazały się zbyt optymistyczne lub zbyt pesymistyczne, pewne przedsięwzięcia przybrały inny kształt, niż wówczas zakładano. Czytelnik powinien więc pamiętać o datach umieszczonych pod poszczególnymi tekstami. To ważna część tej książki.
W gruncie rzeczy bowiem niniejszy tom jest nie tylko publikacją o gospodarce.
Jest również książką o przewidywaniu przyszłości i o granicach takiego przewidywania.
Gospodarka, polityka, historia, technologia i ludzkie decyzje tworzą niezwykle skomplikowany system wzajemnych zależności. Jedna wojna może zmienić szlaki handlowe budowane przez dziesięciolecia. Jedno odkrycie technologiczne może podważyć sens inwestycji, która jeszcze kilka lat wcześniej wydawała się oczywista. Zmiana cen energii może zachwiać całymi gospodarkami. Decyzja polityczna podjęta z myślą o krótkotrwałej korzyści może przynosić konsekwencje przez pokolenia.
Historyk wie o tym szczególnie dobrze. Wie też jednak, że ludzie mimo wszystko muszą planować.
Nie możemy zrezygnować z myślenia o przyszłości tylko dlatego, że nie jesteśmy w stanie jej dokładnie przewidzieć. Możemy natomiast uczyć się na błędach, porównywać doświadczenia, korygować założenia i — co najważniejsze — nie traktować własnych wcześniejszych opinii jak dogmatów.
Temu właśnie ma służyć również ten zbiór.
Nie przedstawiam go Czytelnikowi jako książki ekonomisty ani jako zbioru nieomylnych prognoz. Jest to raczej zapis spojrzenia historyka i publicysty na gospodarkę — dziedzinę, której nie sposób oddzielić od historii społeczeństw, polityki, kultury i ludzkich aspiracji.
Jeżeli po przeczytaniu tych artykułów Czytelnik nie zawsze zgodzi się z moimi ocenami, ale zechce zastanowić się nad przedstawionymi problemami, porównać dawne przewidywania z tym, co wydarzyło się później, a może także postawić własne pytania o gospodarcze wybory Polski, uznam, że cel tej publikacji został osiągnięty.
Bo historia nie daje nam gotowych recept na przyszłość.
Daje jednak doświadczenie.
A od nas zależy, czy potrafimy z niego korzystać.
Piotr Kotlarz







