Widowisko „Odrzućmy maski zła”, krok po kroku do finału / Piotr Kotlarz

0
214
Zdjęcie z graphic novel „Iluzja zła” Kyryla Tymoshchenko (do scenariusza „Odrzućmy maski zła”), która powstała w ramach prac dyplomowych Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych w Gdańsku.

 

Projekt wystawienia multimedialnego widowiska „Odrzućmy maski zła” nabiera kształtów. Wstępnie zarezerwowaliśmy salę amfiteatru w Szczecinie (Teatr Letni w Szczecinie im. Heleny Majdaniec) na dzień 8 maja 2025 roku (rocznica zakończenia II wojny światowej). Piszę wstępnie, gdyż dopuszczamy możliwość (aż do czasu podpisania ostatecznej umowy wynajmu amfiteatru), że przesuniemy termin światowej prapremiery na wrzesień tego roku lub nawet na przyszły rok (z powodu zbyt wielkich trudności organizacyjnych).
Krok po roku zmierzamy jednak do finału.
Najważniejsze elementy już jednak są. Libretto (załączone poniżej), scenariusz, muzyka niezwykle utalentowanego artysty Piotra Słopeckiego. Nawet wstępne teksty piosenek (załączone poniżej). Pierwsza zostanie wykonana w połowie przedstawienia, po zniszczeniu tej alegorycznej wioski, druga na zakończenie (to swego rodzaju polemika z Imagine Lennona). Chcemy zakończyć nasz spektakl optymistycznie.
Czeka nas jeszcze wiele pracy, ale jesteśmy pełni optymizmu. Mam nadzieję, że wzmocnią go Państwo swoimi laikami, a może nawet udostępnieniami. Każde wsparcie jest nam potrzebne.
© Piotr Kotlarz
Odrzućmy maski zła
(Libretto)
Jest to alegoryczna historia opowiadająca o mieszkańcach pewnej (zawieszonej w czasie) osady, ukazująca ich życie na przestrzeni dwóch pokoleń.
Świta, gdy do osady wracają znużeni wędrówką wojownicy. Są zmęczeni, niektórzy z nich ranni, przez jednego z nich na noszach ciągnięte są zwłoki zabitego. W tym czasie osada budzi się do życia. Codzienne krzątanie się kobiet.
Powrót wojowników powoduje chwilowe zamieszanie. Radość powitań jednych i rozpacz innych. Wieczorem wojownicy opowiadają o odbytych walkach.
Następnego dnia osada żyje już swym codziennym rytmem. Nawiązują się nowe relacje między mieszkańcami. Stały rytm życia osady przerywa przybycie kupca. Jeden z młodych wojowników kupuje dla Dziewczyny (wcześniej opłakującej śmierć innego wojownika) belę zielonej tkaniny. Między młodymi zawiązuje się uczucie. Z wozu kupca, w czasie, gdy opuszcza osadę, spada na ziemię nie zauważona przez nikogo maska.
Po odjeździe kupca, życie osady wraca do poprzedniego rytmu. Młodzi pobierają się. Odbywa się wesele, w którym uczestniczą wszyscy mieszkańcy.
Kolejny świt. Z lasu wyłania się grupa wojowników w maskach, którzy napadają na śpiących jeszcze mieszkańców. Tylko nielicznym z nich udaje się uciec. W obecności nielicznych kobiet i dzieci najeźdźcy mordują wziętych do niewoli jeńców, po czym opuszczają spustoszoną i zniszczoną osadę.
Po odejściu najeźdźców do osady wracają uciekinierzy. W nastroju rozpaczy powoli odbudowują swe domostwa. Mężczyźni i kobiety pracują wspólnie. Jeden z młodzieńców próbuje uwodzić, z wzajemnością, Dziewczynę. Dwóch innych młodzieńców znajduje kije i rozpoczyna ćwiczyć walkę. Po jakimś czasie dołącza do nich trzeci młodzieniec, który zaopatrzony w dłuższy kij pokazuje walczącym wyższość „nowej” broni. Z oddali pojawia się młody chłopiec, który trzyma w ręku znalezioną w krzakach maskę. Młodzieńcy zaczynają przymierzać maskę i wstępuje w nich duch wojny. Młodzieniec odtrąca zaloty dziewczyny i dołącza do formującej się drużyny. Wojownicy, wyposażeni w długie kije i maski wyruszają na wyprawę.
W osadzie trwa codzienna krzątanina, gdy znów (jak na początku) pojawia się nieliczna grupa powracających wojowników. Są zmęczeni, niektórzy ranni. Wita ich grupa kobiet, Odtrącona przez młodzieńca Dziewczyna stoi, jednak, z boku. Młodzieniec podchodzi do niej, chce się przywitać, wyjaśnić. Dziewczyna odtrąca go. Wówczas Młodzieniec wrzuca do ogniska maskę. Gest ten pozwala mu odzyskać przychylność Dziewczyny. Wzorem Młodzieńca i inni wojownicy wrzucają swoje maski do ognia. Do wioski wraca radość, spokój. W oddali jednak grupa starców okazuje obojętność. Pod chodzą do ognia, ze smutkiem patrzą na spalone szczątki masek. Zło nie odeszło na zawsze. Wciąż tli się w duszach niektórych z nas.
© Piotr Kotlarz
Moje marzenie [My dream (Imagine)]

Nazwij to bogiem
Tryliony gwiazd
Bo bóg jest jeden
Choć w naszych głowach
Miliony twarzy ma

Jednym z miliardów będąc
Swej drogi szukam
Każdego dnia
Czasem upadam
Lecz by dalej iść
Podnoszę się

Świat sobie wyobraź,
W którym
Z kimś bliskim
Chciałbyś żyć                                                                                                                                                  W świecie gdzie
Wolność, własność, solidarność
To prawa wszystkich z nas

Czas przestać marzyć
Gonić za mgłą
Czas sprawić
By już od dziś
W świecie ludzi wolnych żyć

W świecie wolnym
W spokoju żyć pragniemy
Bliskich swych chronić
I dorobek nasz

Wśród bliskich ludzi
Razem budować
Lepszy świat

Więc wykrzyczmy to
Jeszcze raz
Wolność, własność, solidarność
To prawo wszystkich z nas

Nazwij to bogiem
Tryliony gwiazd
Bo bóg jest jeden
Choć w naszych głowach
Miliony twarzy ma

Wolność, to prawo wyboru
Własność to natury prawo
Solidarność to też prawo
To dorobek nasz

W świecie ludzi wolnych
Miłość chcę znaleźć
Czy to zbyt wiele
By tego chcieć?
Czy marzeniem to tylko
wciąż musi być?

Czas przestać marzyć
Krzyczmy
Wolność, własność, solidarność
To prawa wszystkich nas
W świecie ludzi wolnych
Będziemy żyć

 

© Piotr Kotlarz

Kiedy

Kiedy z głupoty jednych
Inni ludzie giną
To ziemia płacze
Już nie do przodu idzie
Cofa się
Ludzki świat

Samochody już miały
być dla mas
Gdy woły ponownie
Wozy ciągnęły
By z ruin musiały
podnosić się mury miast

Kiedy wokół zwłok tyle                                                                                                    Z ran leje się krew
Gdy ta w ziemię wsiąka
Ból i cierpienie
Tyle wokół zła
Kto ból aż taki ogarnąć może
Kto potrafi ukryć
Po ranach ślad

Krótką pamięć jest
Kolejne wojny ktoś planuje
Od tysiącleci wciąż chory
jest nasz świat

Choć od krwi przelanej
Ziemia wciąż cięższa jest
Jak w błędnym kole
Wciąż zło
Dotyka nas

Kiedy z głupoty jednych
Inni ludzie giną
Lub z ranami muszą żyć
Ziemia płacze gorzko                                                                                                  We łzach tonie

Już nie do przodu idzie
Cofa się, cofa się
Ludzki świat