SZCZEGÓLNY PRZYPADEK MINISTRANTÓW (O 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych) / Kazimierz Babiński

0
340

 

Zdarzają się werdykty jury pokrywające się z preferencjami widzów. To sygnał ostrzegawczy, budzący podejrzenia, że jury z różnych powodów potraktowało dzieło łagodnie, pobłażliwie, sygnał, że jest populistyczne, odwołujące się do myślenia, woli i potrzeb mas. Kryteria estetyczne od dawna przestały się liczyć, bo te zależą od stopnia świadomości oceniających, zatem nie są wolne od relatywizmu. Estetyka to podejrzana dziedzina nauki. Zamiast kina artystycznego mamy więc mockumenty, gdyż coraz bardziej liczy się kontekst, tło, realia społeczne i polityczne, moment dziejowy i wiele innych czynników tzw. realiów wpływających na los jednostki i zbiorowość. Istotą i znakiem czasu dzisiejszego kina stała się pośpieszna rejestracja rejestracja rzeczywistości. Nikt jutro nie będzie pamiętał o dziele budzących emocje tu i teraz, gdyż żyjemy w Baumanowskiej płynnej nowoczesności, by przypomnieć nagrodzony Złotym Lwem ważny głos w walce z homofobią Wszystkie nasze strachy (2021) Łukasza Gutta i Łukasza Rondudy, który być może pamiętają najbardziej fanatyczni kinomani i historycy filmu polskiego.
Obraz Ministranci w reżyserii Piotra Domalewskiego został laureatem 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, zdobywcą Złotych Lwów, i jako taki – punktem odniesienia do pozostałych oraz klasycznym przykładem filmu dla wszystkich, a więc dla nikogo, dlatego warto poświęcić mu więcej uwagi niż pozostałym.
To opowieść o życiu mieszkańców przeciętnego miasteczka, jakich setki w kraju, podporządkowanego tradycji katolickiej i rytuałom religijnym oraz pewnym zdarzeniu burzącym dotychczasowy porządek. Patrzymy na nie oczami nastolatków-ministrantów. Czas odmierza im szkoła, dom i kościół. Nie wiemy, czy w miejscowości, jest kino, dom kultury, basen i czy jest skomunikowana jakimś transportem publicznym z większą miejscowością, gdzie te są dostępne. Nastolatkom czas schodzi na służeniu podczas mszy, a tych jest w kalendarzu kościelnym coraz więcej, chodzeniu w procesjach, kwestowaniu, sprzątaniu świątyni, studiowaniu Nowego Testamentu, bezkrytycznej wierze w dogmaty i cuda, bezgranicznej potrzebie czynienia dobra itp. itd. Do czasu.
Pierwsze pęknięcie w tym ułożonym świecie następuje po odkryciu przez nich defraudacji pieniędzy ze zbiórki dla biednych, wymuszonej na proboszczu przez wysłannika kurii, złodzieja daniny wiernych, więc postępują symetrycznie: włamują się kilkakrotnie do kościelnego sejfu, kradną datki i zgodnie z przeznaczeniem przekazują je potrzebującym w kopertach ze znakiem krzyża i słowami „od parafii na jedzenie”. Księża okazują się moralnie dwuznaczni i również wciągnięci w tę pułapkę młodzi dobroczyńcy. Sprawa wychodzi na jaw, więc proboszcz wyrzuca z kościoła inspiratora akcji i zarazem jej głównego wykonawcę, ale (tu następuję drugie tąpnięcie) ku zaskoczeniu wyrzuconego dołączają pozostali. W ostatniej scenie, wolni, oddalają się od świątyni.
Domalewski nie przesądza, czy eksministranci porzucą religię czy wiarę, czy jedno i drugie. Jeśli tak, to raczej religię, która jest systemem ściśle powiązanym z Kościołem katolickim.
To bardzo uproszczona, by nie rzec – naiwna wizja Kościoła katolickiego, bez skandali obyczajowych, pijaństwa, korupcji, orgii mieszania w lokalnej i wielkiej polityce. Małomiasteczkowe środowiska laicyzują się powoli, są odporne na zmiany cywilizacyjne i kuturowe, zamknięte i wsobne, więc prawdopodobnie bohaterowie pozostaną wierni wzorcom i wartościom przyswojonym ze świętych tekstów. Zakończenie opowieści jest odwrotnością twierdzenia prof. Tadeusza Bartosia, byłego dominikanina: „Bóg odszedł z poczuciem winy, kler został”. Niestety. W tym kontekście film można odczytać jako apologię wiary i kolejny, po drapieżnym Klerze (2018) W. Smarzowskiego i średnio udanym Bożym Ciele (2019) J. Komasy, zapis pewnego przejściowego stanu mentalności środowisk drobnomieszczańskich, małomiasteczkowych, parafialnych.
Kto więc zasłużył na Złote Lwy? Moim zdaniem – nikt. Należało poprzestać na Srebrnych, a i te są wątpliwe dla Franza Kafki Agnieszki Holland, bowiem wspierają nominację do Oscara. Nic ponadto, gdyż to dosyć przeciętny film.
Franz Kafka i Chopin, Chopin! Michała Kwiecińskiego są niepokojącymi, problematycznymi przykładami powrotu do filmów biograficznych w formacie superprodukcji. Przecież łatwo zastąpić je dokumentami, nawet fabularyzowanymi. W większości filmowe biografie są fikcyjne, o zmyślonej narracji, dalekie od faktów, nieautentyczne. Jako takie zastępują, niestety, widzom rzeczywiste obrazy epok. Czy głos Chopina i jego gra lub głos Kafki został zarejestrowany na jakimś urządzeniu? Nie! Zagonienie do kin szkolnej widowni wyrządzi więcej szkody niż przyniesie pożytku, chyba że oświeceni nauczyciele, o których coraz trudniej, zderzą materię filmową z historią i dokumentami.
Najjaśniejszymi, wyróżniającymi się i godnymi polecenia filmami festiwalu są m.in. Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej w reżyserii Emi Buchwald (nagroda za reżyserię, nagroda dziennikarzy, nagroda Złoty Pazur im. Andrzeja Żuławskiego), Światłoczuła Tadeusza Śliwy ze znakomitą, nagrodzoną Matyldą Giegżno jako niewidomą terapeutką trudnej młodzieży, a także pominięty we wszystkich kategoriach, okrutny, brutalny, ale znakomity warsztatowo i ideowo, podejmujący temat przemocy fizycznej i psychicznej Dom dobry Wojciecha Smarzowskiego i takież: Brat Macieja Sobieszczańskiego i Terytorium Bartosza Paducha.
Osobnym dziełem, wartym uwagi jest Klarnet Toli Jasionowskiej, kameralny, nastrojowy obraz o odkrywaniu i pogodzeniu się z tożsamością żydowską.
To połowa z zakfalifikowanych do konkursu głównego. A reszta? Na wzruszenie ramion, a nawet ignorowanie (Zamach na papieża Władysława Pasikowskiego, LARP. Miłość, trolle i inne questy Kordiana Kądzieli, Życie dla początkujących Pawła Podolskiego).
Czas najwyższy przekształcić Festiwal w przegląd, bo od kilku lat działa zasada „im głębsze dno, tym większa pompa”. Może wreszcie będzie bezpretensjonalnie, bezceremonialnie, normalnie, demokratycznie. 
                                       Kazimierz Babiński

Nagrodzeni:

– „Ministranci” – Złote Lwy,

– „Franz Kafka” – Srebrne Lwy,

– „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” – Emi Buchwald za reżyserię, 

– „Chopin, Chopin!” – za scenografię,

– Matylda Giegżno – za główną rolę w filmie „Światłoczuła”,

– Idan Weiss – za główną rolę w filmie „Franz Kafka”,

– Filip Wiłkomirski – za profesjonalny debiut aktorski w filmie „Brat”,

– Nagroda Publiczności: „Ministranci” w reżyserii Piotra Domalewskiego.