Proszę wybaczyć, że tym razem pozwolę sobie na osobisty ton, ale dzisiejszy dzień jest dla mnie stosunkowo ważny.
Kilka lat temu, w 2021 roku poniosłem dość znaczną klęskę finansową. Organizowany przeze mnie koncert w Filharmonii z okazji kolejnej rocznicy powstania NSZZ Solidarność przyniósł spore straty. Do dziś liżę rany i nie wszystkie zobowiązania udało mi się jeszcze spłacić. Potrzebuję na to jeszcze około roku.
Nie poddałem się jednak, wciąż dążąc do realizacji swych artystycznych i intelektualnych planów. Pomogli mi w tym przyjaciele oraz inni artyści, którzy dostrzegli w moich sztukach, czy widowiskach wartość artystyczną. Szczególne podziękowania winien jestem Annie Kontek, która wstępnie pochyliła się aż nad dwiema moimi sztukami i musicalem.
Myśląc o swoich projektach zamieszkałem w Warszawie, później na rok w Krakowie, ponownie w Warszawie. Nieco ponad rok temu zamieszkałem w Ciechanowie. Stąd mam stosunkowo blisko do Warszawy (przeniosłem się do oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP oraz ZLP) oraz do Gdańska. Warszawa jest dla mnie o tyle ważna, że premierę swoich wydarzeń artystycznych planuję w Amfiteatrze w Parku Sowińskiego. To wspaniale miejsce. Oczywiście muszę bywać i w Gdańsku. Podróż z Ciechanowa do Gdańska trwa tylko nieco ponad dwie godziny.
Nie zaniechałem oczywiście pracy naukowej, dziennikarskiej i twórczej. Wydałem w formie e-booka dwie kolejne książki, dwie inne doczekały się poprawionego i znacznie poszerzonego drugiego wydania.
Tu właśnie powód tego artykułu. Przygotowując wydanie kolejnego e-booka, tym razem poszerzonych „Narodzin cywilizacji”, które w nowym zamyśle stanowić mają początek wielotomowych „Dziejów Świata”, postanowiłem zwrócić się do pani dyrektor Biblioteki Miejskiej w Ciechanowie z prośbą o zorganizowanie spotkania autorskiego.
Po raz pierwszy rozmawiałem z panią dyrektor Alicją Wodzyńską wiosną tego roku. Kolejna rozmowa miała miejsce w pierwszych dniach września. Temat rozwoju cywilizacji, a zwłaszcza podejście doń od strony historiozoficznej wydał się pani dyrektor jednak zbyt hermetyczny. Pani dyrektor, jak się okazało, ma jednak wspaniałą pamięć. Pamiętała, że wiosną tego roku wspominałem coś o harcerzach. Tak powstał pomysł zorganizowania spotkania autorskiego wokół książki „Pomorscy harcerze wobec wojny i okupacji 1939-1945”. Lubię wyzwania stwierdziłem. Takie deadline zobliguje mnie do tego, że wreszcie ukończę tę książkę. Nie dodałem, że wyzwanie to jest dla mnie szczególnie ważne, gdyż rozgrzebanych książek mam dość sporo.
Nie bałem się szczególnie tego wyzwania, gdyż to nie po raz pierwszy porywałem się z motyką na księżyc.
Jakże się myliłem. W trakcie pracy zrozumiałem wreszcie skalę wyzwania. Dotarło do mnie, że odwlekanie nie było wynikiem lenistwa, lecz złożoności tematu. Po drodze pojawiały się wciąż nowe zagadnienia. Początkowo pracowałem codziennie przez cztery godziny, później sześć, wreszcie od ośmiu do dziesięciu, wciąż wątpiąc, czy uda mi się tę książkę ukończyć.
Tak, dzisiejszy dzień jest dla mnie szczególny. Książka wprawdzie nie jest jeszcze ukończona, ale wiem, że do przyszłej środy (12 listopada) będzie. Nie na tyle jeszcze by oddać ja do druku, ale na tyle by ją pokazać choćby w formie PDF.
Dziś publikuję jego pierwszą, bardzo jeszcze wstępną wersję. Pewne fragmenty wymagają jeszcze znacznego dopracowania, ale myślę, że pokazując nawet tylko ten etap pracy nie muszę się wstydzić.
Temat harcerzy okazał się dla mnie szczególnie ważny. Dziś dziwię się, że tak późno go dostrzegłem. Praca nad tą książką, nad losami polskich harcerzy pomogła mi zrozumieć istotę II wojny światowej. Potwierdziła moje wcześniejsze przemyślenia odnośnie do imperializmu (któremu to tematowi poświeciłem mój dramat „Imperator” a także cykl artykułów o wojnie w Ukrainie).
Temat jest dziś ważny również z powodu toczących się dyskusji. Karmieni różnymi narracjami gubimy prawdę. Przestajemy rozumieć jak ważne było poświęcenie tej części naszego społeczeństwa w czasach wojny i powojennych.
W Gdańsku Muzeum II wojny światowej zorganizowało w Ratuszu wystawę „Nasi chłopcy”.
To nie ta wystawa, lecz moja książka o harcerzach mówi o naszych chłopcach, harcerzach, którzy obok setek tysięcy innych Polaków nie zrezygnowali z walki. Walczyli nawet po wcieleniu do Wehrmachtu. Nie tylko dezerterując, ale również współpracując z konspiracją holenderską, francuską i innymi (ryzykując wciąż, tak jak przed poborem w kraju własnym życiem, znalazłem informacje o wielu procesach i wyrokach kary śmierci). Dzwoniłem w tej sprawie do Muzeum II Wojny Światowej. Chciałem spytać, z jakiego powodu autorzy tej wystawy pominęli ten wątek? Kazano mi przesłać pytanie mailem. Stawiam je tu.
Temat jest też ważny z punktu widzenia walki naszego społeczeństwa o rekompensaty za wyrządzone Polsce i Polakom straty. Dziś domagamy się ich od Niemiec, powinniśmy domagać się ich i będziemy domagać również od Rosji. To imperialiści z tamtych państw są odpowiedzialni za wyrządzone naszemu społeczeństwu szkody, za zbrodnie.
Kończąc, jeszcze raz dziękuję pani dyrektor Alicji Wodzyńskiej za zobligowanie mnie do tej pracy. Dziękuję też mojej córce Kasi za projekt okładki.