Mimo toczącej się wojny… / Piotr Kotlarz

0
118

Mimo toczącej się wojny, jak prawie każdego dnia „wkleiłem” kolejny materiał – tym razem wiersz – do redagowanego przeze mnie miesięcznika.

Mimo toczącej się wojny, przeglądam wpisy na pocztę konkursu literackiego im. Bolesława Prusa, który wraz z grupą przyjaciół prowadzimy już od sześciu lat, czytam opowiadania, dodaję je do dysku by przesłać innym jurorom i odpowiadam autorom. Przecież są zainteresowani dalszym losem ich pracy.

Mimo toczącej się wojny, z niepokojem oczekuję na to, czy nadejdą jakieś zgłoszenia na Konkurs im. Lucjusza Komarnickiego na szkolne przedstawienie teatralne. Bardzo mi zależy na tym konkursie, gdyż od lat próbuję propagować ideę zaniedbanych – w mojej ocenie – w Polsce teatrów szkolnych.

Mimo toczącej się wojny, za chwilę wrócę do przerwanego w dniu jej wybuchu artykułu o wykorzystywaniu propagandy przez Napoleona w drodze do zdobycia, a później utrzymania władzy. To jeden z kolejnych artykułów o tym dyktatorze, zbrodniarzu, imperatorze. Zamierzałem napisać o nim cały cykl (artykuł o zbrodniach Napoleona w Egipcie publikowałem już w WOBEC) i wydać w formie książkowej jeszcze w tym roku, aby przestrzec przed rodzącym się neoimperializmem.

Spóźniłem się, próbę jego odrodzenia podjął kolejny zbrodniarz. Wojna wytrąciła mnie z równowagi, tak jak prawie wszystkich z nas… Trudno pisać, tworzyć, otrzymując zewsząd informacje o wojnie, o kolejnych jej ofiarach. A jednak jest nam łatwiej. Wciąż możemy realizować swoje plany. Wprawdzie opóźniłem o ponad tydzień pracę nad swoim artykułem, ale przecież za chwilę do niej wrócę. Moje mieszkanie, mój laptop, moje notatki są wciąż na swoim miejscu.

Kolejny marzący o imperium zbrodniarz przekreślił takie lub podobne plany milionom innych. Milionom, dziesiątkom milionów, Ukraińców, którzy zostali zmuszeni do tego by walczyć na froncie, budować obronne umocnienia, uchodzić z resztką dobytku ze swej ojczyzny lub ukrywać się w schronach. Ich domy, dorobek ich życia jest dziś niszczony. Również miliony Rosjan, których ten zbrodniarz pociągnął przy pomocy posłusznych sobie propagandzistów, musiało porzucić swoje plany. Niektórzy chcieli odbębnić swą służbę w wojsku, a teraz muszą tracić życie na froncie. Ich matki, ojcowie, siostry i bracia, nie śpią po nocach nie znając ich losu. Nawet o ich śmierci nikt ich nie powiadamia. Nawet hitlerowska armia wysyłała informacje o śmierci bliskich lub ich niewoli rodzinom żołnierzy, okazuje się, że dla celów propagandy, można być bardziej okrutnym od Hitlera.

Obserwuję różne media społecznościowe, wypowiedzi różnych polityków i osób publicznych w mediach. Niestety wciąż znajdują się tacy, którzy nie do końca pojmują obecną sytuację. Którzy wciąż piszą o jakiejś „sile Rosji”, jej „potędze”, którzy szukają jakichś drobiazgów wewnątrz antyimperialnej koalicji, by ją skłócić. Przecież sytuacja jest aż tak oczywista. Od miesięcy Rosjanie szykowali się do tej agresji, w swych sztabach kreślili plany, gromadzili u granic Ukrainy wojska. Stawiali politykom Ukrainy żądania nie do przyjęcia. Oczywiście podejmowali również działania propagandowe. Słyszeliśmy o rodzącym się   na Ukrainie faszyzmie, o masowych rzekomo mordach. Oczywiście bez żadnych dowodów. Pojawiały się również tak absurdalne argumenty, jak ten, że to Ukraina mogła stanowić dla Rosji zagrożenie. Mój Boże, czy putinowscy propagandyści byli aż tak głupi, by uważać, że ktoś kupi taką bzdurę. Biedny, pozbawiony broni atomowej, z kilkukrotnie mniejszą od rosyjskiej armii kraj, miał stanowić dla niej zagrożenie. A również, czy takim zagrożeniem mogłoby być NATO?

Czy putinowska Rosja mogła się kogokolwiek obawiać? Dziś nawet północnokoreańskiego durnia pozostawiamy w spokoju, by nie narażać życia innych. Żal nam Koreańczyków z północy, ale to oni muszą rozwiązać swój problem. Nie ma możliwości pokonania żadnego państwa dysponującego bronią atomową. Również Rosjanie muszą rozwiązać swój problem. Czy chcą żyć w państwie rządzonym przez tyrana, dyktatora, czy chcą należeć do grona demokratycznych społeczeństw wolnego Świata. Na to jednak, by próbowali poszerzyć granice swego despotycznego kraju o ziemie zamieszkiwane przez społeczeństwa dla, których ważne są nasze idee: wolności, demokracji, poszanowania własności, rodziny, pozwolić nie możemy. Rozumie to opinia publiczna Świata i Putin wojny tej nie wygra.  Nie wiem, co powinniśmy jeszcze zrobić, by Rosjanie zrozumieli to jak najszybciej? Mamy media społecznościowe… niektórzy z nas mają kontakty w Rosji… mówmy im: skończcie z tą wojną. Nigdy nie będzie zgody na dalszy rozwój imperializmu. Niech żyje WOLNA UKRAINA.

Nie wiem… czuję się bezradnym, choć wciąż wierzę, że ludzi kreatywnych, twórczych, jest znacznie więcej od bezdusznych, pozbawionych empatii zbrodniarzy, których jedyną umiejętnością jest niszczenie.

Mimo toczącej się wojny, wypełniam jednak swoje obowiązki, kreślę dalsze plany. Wojna przecież się skończy… Dzięki naszej pomocy Ukraina zwycięży… musimy żyć dla przyszłości. Wierzyć w to, że zło musi przegrać.

                             Piotr Kotlarz

Obraz wyróżniający: Pożar po rosyjskim ostrzale rakietowym Charkowa. Autorstwa Mvs.gov.ua, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=115682748