Adam Didur. Domena publiczna.
© Piotr Kotlarz
Format: pełnometrażowy film fabularny, ok. 115–125 minut.
Gatunek: dramat biograficzny / historyczny z elementami opowieści o sztuce i relacji mistrz–uczennica.
Czas i miejsca: Lwów 1938–1939; Warszawa 1939–1944; Kraków 1944–1945; Katowice i Bytom 1945–1946; krótki epilog w 1947 roku.
Perspektywa: Adam Didur jest protagonistą, Wiktoria Calma — współbohaterką i emocjonalnym zwierciadłem jego przemiany.
Ton: epicki w historycznym tle, intymny w prowadzeniu postaci; bez pomnikowości, z muzyką wynikającą z pracy, prób, występów i ciszy po katastrofie.
Synopsis
Pod koniec lat trzydziestych Adam Didur, dawny filar Metropolitan Opera, wraca do Polski z zamiarem stworzenia zespołu na światowym poziomie. Po odrzuceniu w Warszawie buduje we Lwowie szkołę operową. Odkrywa głos bardzo młodej Wiktorii Kotulak, nadaje jej pseudonim Calma i czyni z niej centralną postać swojego artystycznego projektu. Więź mistrza i uczennicy staje się intymna, lecz jest naznaczona różnicą wieku, sławy i władzy. Gdy Didur otrzymuje w 1939 roku kierownictwo Teatru Wielkiego, zabiera Calmę i najlepszych uczniów do stolicy. Pierwsze bomby niszczą scenę, zanim zdoła otworzyć sezon.
Pod okupacją Didur próbuje utrzymać przy życiu ludzi i warsztat: prowadzi prywatne lekcje, współorganizuje kawiarniane koncerty i spiera się z Bohdanem Korzeniewskim o granice artystycznego bojkotu. Calma stopniowo przestaje być posłuszną kreacją Mistrza. Sama wybiera ryzyko występów podczas Powstania Warszawskiego, a po ucieczce z obozu w Ursusie wspólnie z Didurem dociera do Krakowa. Tam oboje podejmują moralnie niejednoznaczną decyzję o wystawieniu Halki w teatrze działającym za zgodą okupanta. Calma śpiewa tytułową rolę jako opowieść o zdradzie i zależności; Didur po raz pierwszy uznaje interpretację, której nie kontroluje.
Wiosną 1945 roku wyjeżdżają na Śląsk. Z repatriantów, wychowanków, pożyczonych instrumentów i zdobytych materiałów Didur tworzy zespół, który 14 czerwca wystawia w Katowicach pierwszą powojenną operę. Kiedy traci katowicką scenę, przenosi ludzi do zdewastowanego teatru w Bytomiu i ostatecznie rozumie, że jego dziełem nie jest gmach ani nazwisko, lecz wspólnota zdolna pracować bez niego. W styczniu 1946 roku umiera podczas lekcji, prosząc uczniów, by śpiewali dalej. Rok później Calma rusza do Włoch — nie jako cudza muza, lecz jako artystka, która przejęła własne imię i głos.
Główne postacie
ADAM DIDUR — około sześćdziesięciu pięciu lat. Dawna gwiazda Metropolitan Opera, człowiek wielkiego uroku, autorytetu i apetytu na życie. Hojny, impulsywny, dumny. Umie usłyszeć w cudzym głosie przyszłość, lecz długo nie umie pogodzić się z tym, że przyszłość nie będzie należała do niego.
WIKTORIA KOTULAK / CALMA — bardzo młoda śpiewaczka o niezwykłej skali i instynkcie scenicznym. Wchodzi do świata Didura jako dziewczyna pragnąca aprobaty; dojrzewa do roli artystki, która sama wybiera repertuar, ryzyko, miłość i własne nazwisko. Relacja z Mistrzem jest zarazem źródłem siły, zależności i buntu.
OLGA DIDUR-WIKTOROWA — córka Adama, śpiewaczka, która zna cenę życia w cieniu jego sławy. Odkrywa Calmę i jako pierwsza rozumie zarówno jej talent, jak i niebezpieczeństwo nierównej relacji. Kocha ojca, ale nie pozwala mu mylić opieki z prawem do decydowania.
LESŁAW FINZE — utalentowany tenor i rówieśnik Calmy. Przyjaciel, konkurent i możliwa droga innego życia. Wojna zmusza go do kompromisów, które po wyzwoleniu zostaną osądzone. Jego los pokazuje, jak cienka bywa granica między przetrwaniem a kolaboracją.
BOHDAN KORZENIEWSKI — człowiek teatru i etyczny kontrapunkt Didura. Nie jest czarnym charakterem. Uważa, że jawna scena pod okupacją staje się narzędziem wroga; Didur wierzy, że bez praktyki i publiczności sztuka umrze. Ich spór nie ma łatwego zwycięzcy.
TADEUSZ BURSZTYNOWICZ — młody uczeń i organizator. W czasie wojny żołnierz podziemia, po wojnie człowiek, który potrafi zamienić wizję Mistrza w grafik prób, transport, materiał na dekoracje i działającą instytucję.
Scenariusz
01. STARA PŁYTA / PUSTY TEATR
CZERŃ. Z ciemności wyłania się GŁOS ADAMA DIDURA – potężny bas z dawnego nagrania. Ostatnia fraza opada coraz niżej, pewna, że nic nie może jej przerwać. W półmroku obraca się płyta. Na wytartej etykiecie: ADAMO DIDUR. Igła wpada w końcowy rowek. SUCHY TRZASK.
WNĘTRZE. TEATR WIELKI WE LWOWIE – WIDOWNIA / SCENA – ŚWIT – 1938
Ciężkie drzwi ustępują. Smuga szarego świtu przecina pustą widownię. ADAM DIDUR, około sześćdziesięciu pięciu lat, w starannie zapiętym płaszczu, wchodzi za KIEROWNIKIEM TECHNICZNYM. Zdejmuje kapelusz jak w obecności publiczności. Na nagiej scenie ROBOTNIK przeciąga wielką drewnianą skrzynię. Drewno szoruje po deskach, koła podskakują na łączeniach. Dźwięk odbija się od lóż. Przez jedną sekundę przypomina narastające oklaski. Didur odruchowo zwraca twarz ku sali. Prawa dłoń niemal unosi się do ukłonu. Zatrzymuje ją. Widzą go tylko puste fotele.
KIEROWNIK TECHNICZNY
Dobrze niesie.
DIDUR
Echo jest uprzejme.
Idzie w dół przejściem. Dotyka oparć, liczy rzędy pod nosem. Przy kanale orkiestrowym zatrzymuje się, sprawdza wysokość sceny, potem linię balkonów.
KIEROWNIK TECHNICZNY
Chce pan spróbować?
Didur wchodzi na scenę. Staje na środku w wytartym znaku położenia solisty. Prostuje plecy. Nabiera oddechu – ciało pamięta całe przedstawienie. Nie wydobywa dźwięku.
DIDUR
Ilu muzyków mieści kanał?
KIEROWNIK TECHNICZNY
Sześćdziesięciu. Jeśli są w dobrych stosunkach.
DIDUR
Nie muszą się lubić. Muszą się słyszeć.
Didur rusza od proscenium w głąb, odmierza szerokość krokami. Przesuwa skrzynię o pół metra, odsłaniając stary znak dla chóru.
KIEROWNIK TECHNICZNY
Chóru już nie ma.
DIDUR
Dlatego sprawdzam, gdzie go postawić.
Robotnik znów ciągnie skrzynię. Fałszywe oklaski wracają, ale Didur już się nie odwraca. Patrzy w kulisy, do kanału, na puste miejsca dla ludzi, których jeszcze nie ma.
CIĘCIE DO:
02. JEŚLI NIE DADZĄ OPERY
WNĘTRZE. MAGISTRAT LWOWSKI – SALA KOMISJI – DZIEŃ
Na długim stole leży projekt Didura: repertuar, etaty, plan prób. Naprzeciw niego NACZELNIK WYDZIAŁU KULTURY, RADCA SKARBU i SEKRETARZ. Nie są wrodzy. Są zmęczeni liczbami.
NACZELNIK
Stały chór, orkiestra, studium, cztery premiery. To kosztuje tyle, co trzy szkoły.
DIDUR
Nie proszę o pomnik. Proszę o warsztat.
NACZELNIK
Miasto nie stać na taki warsztat.
DIDUR
Po roku szkoła operowa będzie jedną z nich.
Radca przesuwa ku niemu jednostronicową propozycję.
RADCA SKARBU
Koncerty gościnne. Operetka. Dwie gwiazdy na sezon.
DIDUR
Gwiazdy odjadą. Zostaną afisze.
NACZELNIK
Lwów nie potrzebuje drugiej Metropolitan.
DIDUR
Metropolitan już ma. Lwów potrzebuje własnej opery.
Sekretarz spuszcza wzrok, żeby ukryć uśmiech. Naczelnik pozostaje rzeczowy.
NACZELNIK
Możemy dać salę dwa popołudnia w tygodniu. Klasę śpiewu. Jeden pokaz. Bez zespołu.
Didur patrzy na odrzucony projekt. Potem na jedną stronę, którą mu podano.
DIDUR
Fortepian?
NACZELNIK
Jest.
DIDUR
(bierze kartkę)
Wezmę.
INT. MAGISTRAT LWOWSKI – KORYTARZ – CHWILĘ PÓŹNIEJ
OLGA DIDUR-WIKTOROWA czeka przy wysokim oknie. Didur wychodzi z jedną kartką zamiast teczki.
OLGA
I?
DIDUR
Dwa popołudnia. Fortepian.
OLGA
To nie jest opera.
DIDUR
To jest wtorek i czwartek. Od czegoś trzeba zacząć.
Odwraca urzędową kartkę i na pustej stronie pisze wielkimi literami: PRZESŁUCHANIA.
DIDUR
Znajdź mi dwanaście młodych głosów. Jutro rano.
OLGA
Nie zapytałeś, czy mogę.
Pióro Didura zatrzymuje się nad papierem.
DIDUR
Możesz?
OLGA
Ani czy chcę.
DIDUR
Chcesz?
OLGA
Dziesięciu. Pojutrze.
DIDUR
Jutro. Ośmiu.
Olga wyciąga rękę. Didur podaje jej kartkę.
OLGA
Umowa.
Ruszają schodami. Didur zwalnia przy drzwiach oznaczonych SALA PRÓB. Za nimi ktoś ćwiczy gamę – nierówno, uparcie.
OLGA
A jeśli znów odmówią?
DIDUR
Gotowej opery mogą mi nie dać.
(słucha głosu za drzwiami)
Zbudujemy ją z głosów.
Didur wybija palcami na poręczy tempo dla nieznanego śpiewaka. Gama za drzwiami po chwili wpada w jego rytm.
03. GŁOS Z OGRODU
PLENER./WNĘTRZE. WOLA SĘKOWA – OGRÓD / OFICYNA – POPOŁUDNIE – 1938
Późne słońce przesuwa się po dworze i oficynie. OLGA DIDUR-WIKTOROWA idzie alejką z listami. Z otwartego okna wypływa młody kobiecy głos: fraza z Halki – zbyt szeroka, ale czysta i niespodziewanie głęboka. Olga zwalnia. Głos urywa się.
WIKTORIA KOTULAK, bardzo młoda, w skromnej sukni, stoi przy oknie z nutami opartymi o parapet. Nie patrzy na zapis. Patrzy, czy Olga odejdzie. Gdy Olga rusza, podnosi okno i zaczyna od nowa – głośniej, pewniej, wprost ku ogrodowi.
Olga staje pod oknem. Wiktoria śpiewa obok niej, jakby jej nie widziała. Olga czeka do końca i uderza dłonią o dłoń tylko raz. Śpiew natychmiast milknie.
WNĘTRZE. OFICYNA – POKÓJ WIKTORII – CHWILĘ PÓŹNIEJ
Pukanie. Wiktoria chowa nuty za plecy. Olga staje w drzwiach.
OLGA
Jeżeli śpiewa pani do ogrodu, ogród nie odpowie.
WIKTORIA
Nie śpiewałam do ogrodu.
OLGA
Wiem.
Wiktoria nie wie, czy została zdemaskowana, czy zaproszona.
OLGA
W salonie jest fortepian.
WIKTORIA
Teraz?
OLGA
Przecież po to otworzyła pani okno.
WNĘTRZE. DWÓR W WOLI SĘKOWEJ – SALON – CHWILĘ PÓŹNIEJ
Wysoki salon odbiera Wiktorii odwagę. Staje przy fortepianie, za mała wobec portretów, książek i ciężkich mebli. Olga otwiera instrument.
OLGA
To, co miał usłyszeć ogród.
Wiktoria naciska jeden klawisz i dopasowuje do niego oddech. Gdy śpiewa, nie patrzy już na Olgę. Głos odzyskuje skupienie i wypełnia pokój bez wysiłku. Za plecami Olgi cicho otwierają się drzwi.
04. PRÓBA CISZY
WNĘTRZE. DWÓR W WOLI SĘKOWEJ – SALON – CIĄG DALSZY
W drzwiach stoi DIDUR. Nie uśmiecha się. Nie bije brawo. Wiktoria rozpoznaje go i gubi ostatnią nutę.
DIDUR
Jeszcze raz. Ciszej.
Przesuwa krzesło od fortepianu na środek salonu. Wiktoria siada z dala od klawiatury i zaczyna. Próbuje zachować siłę głosu, tylko go przytłumia.
DIDUR
To nie jest ciszej. To jest dalej.
Wiktoria zaczyna jeszcze raz. Tym razem słucha pokoju. Didur podnosi dłoń.
DIDUR
O połowę ciszej.
Śpiewa. Zegar w rogu staje się głośniejszy od niej.
DIDUR
Jeszcze.
WIKTORIA
Nie będzie mnie słychać.
DIDUR
Jeżeli pani siebie usłyszy, my też.
Wiktoria nabiera mały, spokojny oddech. Śpiewa pianissimo, lecz fraza nie traci oparcia. Na końcu unosi rękę w wyuczonym operowym geście.
DIDUR
Bez ręki.
Chowa dłoń w fałdach sukni i zaczyna po raz czwarty. W głosie nie ma już prośby o zachwyt. Jest decyzja, żeby doprowadzić frazę do końca. Didur słucha jeszcze przez chwilę po wybrzmieniu ostatniej nuty.
DIDUR
Piękny głos.
Wiktoria uśmiecha się.
DIDUR
To za mało. Piękno bez pracy trwa tyle, co pogłos.
Uśmiech znika. Wiktoria nie spuszcza jednak wzroku.
DIDUR
Głos zażąda czasu, zdrowia, spokoju. Odda mu pani życie?
WIKTORIA
Życie zabrało mi już matkę i dom. Chcę sama wybrać, czemu oddam resztę.
Didur patrzy na nią już nie jak na odważną amatorkę, lecz jak na przyszłą artystkę.
DIDUR
Jak się pani nazywa?
WIKTORIA
Wiktoria Kotulak.
05. CALMA
WNĘTRZE. DWÓR W WOLI SĘKOWEJ – SALON – CHWILĘ PÓŹNIEJ
Didur zapisuje na pustej stronie: WIKTORIA KOTULAK. Przygląda się nazwisku, jakby sprawdzał je na afiszu.
DIDUR
Kotulak zostaje w dokumentach.
WIKTORIA
I w domu.
Olga spogląda na ojca. Didur przyjmuje odpowiedź.
DIDUR
Na scenie potrzebuje pani imienia, które sala zapamięta po jednym wieczorze.
Pod jej nazwiskiem pisze drukowanymi literami: CALMA.
DIDUR
Calma. Po włosku: spokój.
WIKTORIA
Nie jestem spokojna.
DIDUR
Właśnie dlatego.
Przesuwa kartkę ku Wiktorii.
OLGA
Imię też należy do niej.
DIDUR
Daję jej drugie.
Wiktoria bierze ołówek. Przed słowem CALMA dopisuje: WIKTORIA. Czyta całość po cichu.
WIKTORIA
Wiktoria Calma.
Didur słyszy korektę. Na razie jej nie poprawia.
DIDUR
Od poniedziałku zaczyna pani u mnie. Codziennie o ósmej.
OLGA
Jeśli Wiktoria zechce.
Didur już układa nuty do pierwszej lekcji. Wiktoria sama bierze je ze stołu.
WIKTORIA
Przyjadę.
DIDUR
O siódmej pięćdziesiąt.
WNĘTRZE. DWÓR W WOLI SĘKOWEJ – PRZEDPOKÓJ – CHWILĘ PÓŹNIEJ
Wiktoria wkłada kartkę między nuty. W lustrze sprawdza, czy nowe imię pasuje do jej twarzy.
WIKTORIA
(szeptem)
Calma. Wiktoria Calma.
Z salonu Didur woła: CALMA! Wiktoria odwraca się natychmiast. Olga widzi, jak szybko dziewczyna odpowiedziała na imię, którego jeszcze godzinę temu nie miała.
06. PIERWSZY ODDECH ZESPOŁU | ok. 1:15
WNĘTRZE. KONSERWATORIUM LWOWSKIE – SALA ŚPIEWU – DZIEŃ – 1938
Kilkunastu młodych śpiewaków rozgrzewa głosy jednocześnie. Każdy własną arię, każdy głośniej od sąsiada. CALMA staje w drzwiach z nutami przyciśniętymi do piersi. LESŁAW FINZE, dwudziestokilkuletni tenor, zdejmuje z krzesła swój płaszcz. Zanim Calma zdąży usiąść, JADWIGA LACHETÓWNA kładzie na wolnym miejscu stos partytur.
FINZE
Lesław Finze. Tenor. Krzesło też moje, ale mogę odstąpić połowę.
CALMA
Wiktoria Calma.
LACHETÓWNA
Jadwiga Lachetówna. Sopran. Tu nikt nie dostaje całego krzesła.
DIDUR wchodzi niezauważony. Zamyka wieko fortepianu. Suchy stuk przecina wszystkie głosy.
Cisza. Didur czeka, aż ucichnie także szuranie nut.
DIDUR
Stopy.
Uczniowie spoglądają po sobie. Didur ustawia własne stopy równolegle, na szerokość bioder. Powtarzają. Calma poprawia ustawienie o ułamek sekundy przed innymi.
DIDUR
Kolana wolne. Ramiona niech nie udają munduru.
Ramiona opadają. Didur podnosi dłoń, jak dyrygent, lecz nie daje wejścia.
DIDUR
Najpierw słuchamy, kto stoi obok.
Pierwszy wspólny wdech rozpada się na kilkanaście krótkich haustów. Finze nabiera powietrza za wcześnie. Calma za późno. Lachetówna parska śmiechem. Didur nie opuszcza dłoni.
DIDUR
Jeszcze raz.
Drugi wdech jest równiejszy. Na wydechu uczniowie podają jeden cichy dźwięk. Finzemu kończy się powietrze. Calma słyszy to, ścisza własny ton i zostawia mu miejsce na oddech. Dźwięk nie pęka. Didur patrzy na Calmę, potem na Finzego.
DIDUR
Własną partię zna każdy solista. Artysta zna chwilę, w której partnera trzeba uratować.
Znów unosi dłoń. Tym razem w sali powstaje jeden spokojny wdech – jeszcze nie muzyka, już nie zbiór obcych ludzi.
07. CIAŁO I WŁADZA | ok. 1:10
WNĘTRZE. KONSERWATORIUM LWOWSKIE – SALA ĆWICZEŃ – PÓŹNIEJ
Mała sala z wysokim lustrem. Calma śpiewa przy fortepianie, opierając dwa palce o jego krawędź. Didur zatrzymuje akompaniatora jednym ruchem.
DIDUR
Fortepian panią trzyma.
CALMA
Stoję sama.
Didur odsuwa taboret. Calma musi cofnąć dłoń. Wskazuje miejsce na środku sali.
DIDUR
Teraz tak.
Calma powtarza frazę. Oddech podnosi jej ramiona. Didur staje za nią. W lustrze jego dłoń zawisa kilka centymetrów od jej dolnych żeber.
DIDUR
Mogę?
Calma patrzy na jego dłoń w lustrze. Krótkie skinienie.
Didur kładzie palce na jej boku, precyzyjnie, bez czułości. Drugą dłonią lekko zatrzymuje unoszące się ramię.
DIDUR
Tu proszę zrobić miejsce. Nie wyżej.
Calma nabiera oddech. Jego palce przesuwają się wraz z żebrami. W lustrze stoją zbyt blisko.
DIDUR
Patrzy pani w lustro.
CALMA
Sprawdzam.
DIDUR
Mnie?
CALMA
Siebie.
Didur zabiera ręce. Calma nie zmienia ustawienia.
DIDUR
Jeszcze raz. Bez mojej dłoni.
Śpiewa. Oddech osiada niżej, fraza niesie się swobodniej. Didur cofa się aż do fortepianu. W lustrze Calma zostaje sama w środku kadru.
DIDUR
Jutro o siódmej.
CALMA
Zajęcia są o ósmej.
DIDUR
Dla innych.
Didur układa już nuty na następną lekcję. Calma patrzy na własne odbicie, jakby odpowiedź musiała paść najpierw tam.
CALMA
Będę.
08. KINO ALBO LEKCJA | ok. 1:00
PLENER. KONSERWATORIUM LWOWSKIE – WIECZÓR
Uczniowie wysypują się na ulicę. Nad wejściem zapalają się latarnie. Finze czeka przy schodach z dwoma biletami kinowymi.
FINZE
Pani Calma?
CALMA
Po lekcjach Wiktoria.
FINZE
To tym lepiej. Calma ma lekcję, a Wiktoria może iść do kina.
Pokazuje bilety. Calma uśmiecha się, zanim zdąży odmówić.
CALMA
Profesor wyznaczył mi dodatkową godzinę.
FINZE
Profesorowi?
CALMA
Głos nie zna wolnego wieczoru.
Finze rozpoznaje zdanie. Chowa jeden bilet do kieszeni.
FINZE
Zapytałem Wiktorię. Odpowiedział profesor Didur.
CALMA
Ja zdecydowałam.
Finze unosi drugi bilet w geście kapitulacji.
FINZE
Dobrze. To zabiorę Mistrza. W ciemności może przestanie poprawiać ludziom przepony.
Calma śmieje się. Z wnętrza konserwatorium słychać zamykane wieko fortepianu.
FINZE
W niedzielę?
CALMA
W niedzielę mamy skale.
FINZE
My?
Calma nie odpowiada. Wraca po schodach. Finze patrzy za nią, po czym składa niewykorzystany bilet na pół.
09. OPERA Z POŻYCZONYCH RZECZY | ok. 1:30
MONTAŻ – LWÓW – DNI I NOCE
– Finze i Lachetówna wnoszą po schodach ogromny kufer. Calma podtrzymuje drzwi. Na wieku kredą: ZWROT DO TEATRU.
– Uczniowie przymierzają cudze kostiumy. Za długa suknia Calmy zostaje podpięta agrafkami. Didur oddaje Finzemu własny wieczorowy frak.
DIDUR
Niech go pan nie gra. Niech go pan nosi.
– Noc. Przy jednym stole sześć piór przepisuje brakujące głosy. Każdy zapisuje tylko swoją partię. Didur przesuwa przed nimi całą partyturę.
DIDUR
Od początku. Wszystko.
– Ósma rano. Lachetówna szarpie za zamknięte drzwi sali. Za szybą Didur pokazuje zegarek i zaczyna próbę bez niej.
– Następnego dnia, za kwadrans ósma. Lachetówna pierwsza otwiera salę. Ustawia krzesła także dla pozostałych.
– Próba sceniczna. Finze pada na kolano przed Calmą, z ręką przy sercu. Didur uderza ołówkiem w pulpit. Muzyka staje.
DIDUR
Proszę wstać. Kolano niczego nie czuje.
– Calma unosi ręce, zanim partner kończy kwestię. Didur podchodzi, lecz nie poprawia gestu własną dłonią. Czeka. Calma sama opuszcza ramiona.
DIDUR
Jeśli gest przychodzi przed myślą, kłamie.
– Młodemu BARYTONOWI załamuje się głos. Ktoś parska. Didur ucisza salę spojrzeniem, podaje chłopakowi wodę i siada obok niego.
DIDUR
Dziś ratujemy pana. Jutro pan uratuje nas.
– Próba ansamblu. Baryton traci oddech. Finze przejmuje pół taktu, Calma opóźnia wejście, Lachetówna podaje mu dźwięk. Didur nie zatrzymuje muzyki.
– Świt. Ci sami młodzi ludzie niosą razem kufer na scenę. Ich kroki układają się w rytm. Z sali prób dochodzi fraza, która zaczęła się od osobnych głosów, a kończy jednym oddechem.
10. PRZED DEBIUTEM | ok. 1:00
WNĘTRZE. TEATR – KULISY / BUDKA SUFLERA – WIECZÓR
Za kurtyną trwa uwertura do Mignon. Calma stoi w kostiumie. Próbuje zapiąć rękawiczkę, lecz palce drżą tak mocno, że guzik ucieka. Lachetówna bierze jej dłonie w swoje. Finze nasłuchuje orkiestry.
FINZE
Jeszcze trzydzieści dwa takty.
Calma wyrywa dłonie zbyt szybko. Podchodzi do budki suflera. Didur siedzi nisko, z otwartą partyturą.
CALMA
(cicho)
Pierwsza fraza.
DIDUR
Zna ją pani.
CALMA
Teraz nie.
Didur kładzie ołówek na partyturze. Nie podnosi wzroku.
DIDUR
Nie będzie pani zaczynała moim głosem.
CALMA
A jeśli nie znajdę własnego?
DIDUR
Niech sala poczeka.
INSPICJENT unosi dwa palce. Finze przestaje liczyć. Lachetówna dopina rękawiczkę jednym ruchem.
Calma staje na znaku. Ustawia stopy jak na pierwszej lekcji. Ramiona opadają. Za kurtyną czeka kilkaset oddechów.
Bierze jeden dla siebie.
11. MIGNON | ok. 1:30
WNĘTRZE. TEATR – SCENA / WIDOWNIA / KULISY – CIĄG DALSZY
Kurtyna odsłania Calmę. Orkiestra zostawia jej miejsce. Pierwsza nuta wychodzi cienka, prawie prywatna. Calma szuka budki suflera. W półmroku widzi czoło Didura, otwartą partyturę i nieruchome usta. Z widowni dobiega kaszel, szelest programu, czyjeś spóźnione kroki. W kulisie Finze nabiera oddech razem z nią, choć nie ma jeszcze wejścia. Druga fraza ma już oparcie. Calma przestaje patrzeć w dół. Znajduje na balkonie twarz młodej dziewczyny, która słucha z otwartymi ustami. Głos rośnie, ale Calma nie dodaje gestu. Pozwala, by pauza wykonała pracę. Didur prowadzi rytm palcem po brzegu partytury. Calma wydłuża frazę o jedno uderzenie. Jego palec zatrzymuje się.
OLGA, siedząca w bocznym rzędzie, widzi jednocześnie scenę i budkę. Didur nie poprawia. Słucha.
Finze uśmiecha się w kulisie – dumny, zraniony, zachwycony. Lachetówna ściska w dłoni zapasową rękawiczkę Calmy.
Ostatnia fraza wychodzi już do całej sali. Calma kończy bez ozdobnika. Przez krótką chwilę nie dzieje się nic. Jej oczy znów biegną ku budce.
Pierwsze BRAWA padają z balkonu. Następne z parteru. W jednej chwili sala wybucha. Olga wstaje. Finze bije dłonią o udo, ale sali nie przekrzyczy.
Calma odwraca twarz od budki. Patrzy na widownię. Aplauz uderza w nią jak powietrze, którego nie musi jej podać Didur.
Kłania się raz – wyuczonym ruchem. Potem drugi raz, już po swojemu. W dole Didur powoli zamyka partyturę. Calma go nie widzi.
12. PRAWDĘ DA CI ŻYCIE
WNĘTRZE. GARDEROBA — NOC
Ostatnie światła gasną na korytarzu. Za ścianą przesuwane dekoracje, stuk zamykanych kufrów. Potem cisza. CALMA siedzi przed lustrem. Zdejmuje kolczyk, ale drugi wciąż ma w uchu. DIDUR stoi za nią z egzemplarzem partytury. W lustrze widzimy ich oboje. Na blacie leży lista obsady. Nazwisko Calmy zapisane ołówkiem.
DIDUR
Technicznie było dobrze.
CALMA
Słyszę, że to nie jest pochwała.
DIDUR
Technika pilnuje, żeby głos nie upadł. Nie mówi mu, dokąd ma iść.
Calma odwraca się do niego.
CALMA
A dokąd poszedł dzisiaj?
DIDUR
Tam, gdzie go pani posłała. Bezpiecznie.
Zdejmuje jej z włosów sceniczną ozdobę. Robi to jak kolejną korektę ustawienia głowy.
DIDUR
W tej scenie ona już wie, że straci wszystko. Pani to wie tylko z nut.
CALMA
Mam więc stracić wszystko?
DIDUR
Nie trzeba niczego udawać.
Pochyla się nad partyturą. Zaznacza ołówkiem jeden takt.
DIDUR
Tego mogę nauczyć. Oddechu. Podparcia. Miejsca, w którym należy zamilknąć.
Unosi wzrok. Ich spojrzenia spotykają się w lustrze.
DIDUR
Ale prawdę da ci życie.
Pierwszy raz mówi do niej „ci”. Oboje to słyszą.
CALMA
A jeśli życie się spóźni?
DIDUR
Nie spóźni się.
Jego dłoń nadal spoczywa na jej ramieniu. Za długo jak na lekcję. Calma dotyka tej dłoni. Nie odsuwa jej.
CALMA
Skąd pan wie?
DIDUR
Wiem, kiedy ktoś stoi przed drzwiami.
CALMA
A pan je otwiera?
Didur patrzy na jej odbicie. Potem na nią.
DIDUR
Czasami.
Unosi jej podbródek — gest nauczyciela poprawiającego pozycję. Calma obraca twarz ku jego dłoni. Didur ją całuje. Krótko. Jakby jeszcze mógł uznać, że nic się nie wydarzyło. Calma nie odwraca wzroku. Didur całuje ją ponownie. W lustrze: jej przymknięte oczy, jego twarz przy jej twarzy — i druga ręka Didura, wciąż trzymająca ołówek nad listą obsady. Kroki na korytarzu. Odsuwają się od siebie. Didur bierze listę. Przy nazwisku Calmy stawia mocną kreskę — podkreślenie, nie skreślenie.
DIDUR
Jutro o dziesiątej. Główna scena.
CALMA
To decyzja dyrektora?
Didur zatrzymuje się przy drzwiach.
DIDUR
Jedyna, jaką mogę podjąć bez ciebie.
Wychodzi. Calma zostaje przed lustrem. Dotyka ust, potem spogląda na podkreślone nazwisko. Nie da się oddzielić jednego od drugiego.
13. OLGA NAZYWA WYBÓR
WNĘTRZE. DOM DIDURA — NOC
W salonie pali się tylko jedna lampa. OLGA siedzi przy stole z książką, której nie czyta. Didur wchodzi. Zdejmuje płaszcz, odkłada rękawiczki. Widząc córkę, od razu wie, że na niego czekała.
DIDUR
Późno.
OLGA
Dla obojga.
Didur nalewa sobie wody.
DIDUR
Jeśli chcesz mnie o coś zapytać, zapytaj.
OLGA
Czy jutro Calma mogłaby ci odmówić i nadal dostać rolę?
Didur odkłada szklankę.
DIDUR
Nie wiesz, o czym mówisz.
OLGA
Dlatego pytam.
DIDUR
Jej talent nie ma z tym nic wspólnego.
OLGA
Nie pytam o talent.
DIDUR
Ja ją kocham.
Olga przyjmuje to bez zdziwienia.
OLGA
To nie jest odpowiedź.
DIDUR
Jest jedyną, jaką mam.
Podchodzi do fortepianu. Na pulpicie stoją fotografie dawnych scen, zespołów, partnerów. Całe życie zamienione w role.
DIDUR
Wiem, kim ona może zostać. Słyszę to, zanim ona sama potrafi usłyszeć.
Nie spotyka się czegoś takiego dwa razy.
OLGA
Mówisz o niej czy o sobie?
Didur zamyka pokrywę klawiatury.
DIDUR
Mamy wspólne przeznaczenie. Artystyczne i nie tylko. Nie zamierzam przed tym uciekać,
żeby inni mogli spokojnie spać.
OLGA
„Przeznaczenie” to słowo ludzi, którzy nie chcą przyznać, że dokonują wyboru.
DIDUR
Myślisz, że ją zmuszam?
OLGA
Myślę, że nie musi paść żaden rozkaz. Wystarczy, że trzymasz w ręku obsadę.
Cisza.
Didur odwraca się ku córce.
DIDUR
Dałem jej scenę.
OLGA
Właśnie dlatego nie jest to równe.
DIDUR
Bez tej sceny nikt by jej nie usłyszał.
OLGA
A jeśli kiedyś zechce śpiewać inaczej niż ty?
DIDUR
Wtedy będzie śpiewać gorzej.
Olga patrzy na niego długo. Didur sam słyszy własne słowa, lecz ich nie cofa.
OLGA
Nie zamykaj jej w roli swojego ostatniego arcydzieła.
DIDUR
Nie jestem jeszcze na końcu.
OLGA
Wiem. Dlatego mówię teraz.
Olga wstaje.
OLGA
Jeśli ją kochasz, zostaw jej przynajmniej drzwi, których nie będziesz pilnował.
Mija ojca i wychodzi. Didur zostaje sam. Otwiera pokrywę fortepianu. Naciska jeden klawisz. Dźwięk wybrzmiewa. Nie podejmuje melodii.
14. CORAZ WIĘKSZA SCENA
MONTAŻ — LWOWSKIE PREMIERY / PRÓBY / URZĘDY / PRASA
— W drukarni drewniane czcionki układają się w tytuł: „FAWORYTA”. Wałek pokrywa litery czarną farbą.
— Afisz ląduje na murze. Na nim nazwisko CALMY.
— Próba. Calma kończy arię. DIDUR, niewidoczny z widowni, unosi dłoń.
Orkiestra milknie.
DIDUR
Jeszcze raz. Bez proszenia o litość.
Calma zaczyna ponownie. Tym razem głos jest ciemniejszy, pewniejszy.
— PREMIERA. Kurtyna opada. Oklaski. Calma wychodzi do ukłonów, ale najpierw spogląda w kulisę.
Didur daje jej znak. Dopiero wtedy wychodzi.
— W urzędzie pióro przesuwa się po kolumnach wydatków. Przy pozycji „OPERA” pojawia się czerwona kreska.
URZĘDNIK
O dziesięć procent mniej.
— Didur przesuwa podsunięty kosztorys z powrotem.
DIDUR
W takim razie potrzebujemy przedstawienia, które zarobi dziesięć procent więcej.
— Kolejne czcionki: „JANEK”.
— FINZE na próbie. Śpiewa efektownie. Didur przerywa mu w połowie frazy.
DIDUR
Nie pokazuj głosu. Pokaż człowieka, który nie potrafi go zatrzymać.
Finze próbuje jeszcze raz. Didur nie przerywa.
— Finze kłania się przy otwartej kurtynie. Kwiaty spadają pod jego nogi.
— Zecer składa nagłówek gazety: „TRIUMF MŁODEGO TENORA”.
Didur bierze świeży numer. Czerwonym ołówkiem zakreśla nazwisko Finzego, a obok dopisuje tytuł następnej partii.
— Inny nagłówek: „OPERA PONAD STAN MIASTA”.
— Jeszcze inny: „KTO ZAPŁACI ZA AMBICJE DYREKTORA?”
— Na posiedzeniu urzędnik uderza palcem w rachunki.
URZĘDNIK
Mniejsze dekoracje. Mniejsza orkiestra. Mniej premier.
DIDUR
Mniejszy teatr kosztuje tyle samo. Tylko pamięta się go krócej.
Rozwija nowy plan repertuarowy. Na górze: „AIDA”.
— W pracowni dekoratorskiej rośnie egipska brama. Malarze pracują nocą.
— Krawcowe prowadzą złotą taśmę przez dziesiątki kostiumów.
— Chór wypełnia scenę. Trąby. Pochód. Światło. Rozmach większy niż wszystko dotąd.
— W kasie teatralnej pieniądze zmieniają się w bilety.
— W urzędzie rachunki rosną w drugi, wyższy stos.
— Calma stoi w centrum sceny. Didur koryguje ustawienie chóru, światła i jej gest — trzema ruchami tej samej dłoni.
DIDUR
Nie patrz na nich. Cała sala ma patrzeć na ciebie.
Calma wykonuje polecenie.
— PREMIERA. Publiczność wstaje.
Calma patrzy ponad widownią. Przez moment nie szuka Didura. Z kulisy dochodzi jego głos:
DIDUR (O.S.)
Teraz.
Calma wychodzi do następnego ukłonu.
— Czcionki układają się w tytuł: „HALKA”.
— Finze podpisuje fotografie dla wielbicielek. Didur przechodzi obok i bez zatrzymywania poprawia mu ułożenie ramion.
Finze natychmiast się prostuje.
— Dziennikarz podsuwa Calmie notes.
DZIENNIKARZ
Co uważa pani za źródło swojego sukcesu?
Calma otwiera usta. Spogląda na Didura stojącego kilka kroków dalej.
CALMA
Pracę.
Didur ledwie zauważalnie kiwa głową.
— Kolejne afisze naklejane jeden na drugi. Nazwiska Calmy i Finzego stają się coraz większe.
— Na tablicy obsad Didur przesuwa kartoniki z ich nazwiskami. Wyżej, niżej, na środek. Zawsze własną ręką.
— Urzędnik przynosi następne cięcia.
Didur dopisuje do planu kolejną premierę.
— Prasa drukuje krytykę.
Didur zamawia większą orkiestrę.
— Calma trafia w dźwięk, którego wcześniej nie potrafiła utrzymać.
— Finze prowadzi frazę bez wysiłku.
— Didur słucha ich z pustej widowni. Po raz pierwszy nie poprawia niczego.
Oklaski z kolejnej premiery przechodzą w ogłuszający szum.
— FOTOGRAFIA ZESPOŁU. Didur stoi pośrodku. Calma i Finze po obu jego stronach, o pół kroku z tyłu. Błysk magnezji. Wszyscy na moment nieruchomieją w białym świetle. Gdy dym opada, Didur nadal trzyma dłoń na ramieniu Calmy.
SEKWENCJA 3. LEKCJA KIEPURY
15. GWIAZDA WYSIADA Z SAMOCHODU
PLENER. HOTEL GEORGE — DZIEŃ
Przed hotelem tłum. Reporterzy, wielbicielki, gapie. Fotografowie sprawdzają magnezję i ustawiają aparaty na statywach. Podjeżdża elegancki samochód. Wewnątrz JAN KIEPURA spogląda przez szybę. Ocenia tłum, światło, szyld hotelu. Puka kierowcę w ramię.
KIEPURA
Jeszcze pół metra.
Samochód przesuwa się tak, żeby wejście do hotelu znalazło się dokładnie za tylnymi drzwiami. Kiepura czeka. Jeden z fotografów kończy wymianę płyty. Dopiero wtedy otwiera drzwi.
Tłum wybucha.
TŁUM
Kiepura! Panie Janie! Tutaj!
Kiepura wysiada z uśmiechem człowieka szczerze zaskoczonego, że ktokolwiek na niego czekał. Najpierw zwraca się do kobiet po lewej. Potem do reporterów. Każda grupa dostaje osobny gest i osobne spojrzenie. Przyjmuje kwiaty od DZIEWCZYNKI. Przykuca, żeby znaleźć się na jej wysokości. BŁYSK. Całuje dziewczynkę w dłoń. BŁYSK. DIDUR obserwuje to ze schodów hotelu. Widzi precyzję ukrytą pod spontanicznością. Kiepura dostrzega go.
KIEPURA
Adam!
Idzie w jego stronę z otwartymi ramionami. W ostatniej chwili łapie Didura za łokieć i przesuwa o krok — prosto w światło. Obejmują się. BŁYSK.
KIEPURA
Ile to lat?
DIDUR
Na fotografii? Najwyżej pięć.
Śmieją się. Kolejny fotograf nie zdążył.
FOTOGRAF
Panowie, jeszcze raz!
Kiepura nie powtarza uścisku. Zamiast tego kładzie dłoń na ramieniu Didura i odwraca się ku niemu, jakby właśnie usłyszał coś niezwykle zabawnego. Didur natychmiast podejmuje grę. BŁYSK.
DIDUR
Nadal liczysz obiektywy.
KIEPURA
Tylko te, które liczą mnie.
Ruszają do hotelu. Kiepura jeszcze raz odwraca się w drzwiach. Macha dokładnie tak długo, aż fotografowie wykonają ostatnie zdjęcie.
16. LUDZIE ZAPOMINAJĄ
WNĘTRZE. RESTAURACJA — WIECZÓR
Elegancka, zatłoczona sala. Przy stolikach urzędnicy, artyści, wojskowi. Niewielka orkiestra gra do kolacji. Didur i Kiepura siedzą przy stoliku pod ścianą. Na obrusie wino, niedokończone talerze i świeże wydanie gazety.
KIEPURA
W Metropolitan człowiek wiedział, czy wygrał, zanim opadła kurtyna.
DIDUR
Po czym?
KIEPURA
Po tym, ilu ludzi czekało przy wyjściu.
DIDUR
Ja patrzyłem na dyrygenta.
KIEPURA
Dlatego byłeś artystą. Ja chciałem być również wiadomością.
Didur unosi kieliszek.
DIDUR
I zostałeś.
Piją.
DIDUR
Pamiętam Nowy Jork przed krachem. Każdy uważał, że jest bogatszy, niż był.
KIEPURA
Po krachu wszyscy udawali, że od początku wiedzieli, co się stanie.
DIDUR
Ludzie muszą wierzyć, że rozumieją własne klęski.
Kiepura odkłada kieliszek.
KIEPURA
Za kilka dni śpiewam na zbiórce. Na uzbrojenie marynarki.
DIDUR
Śpiewasz na armaty?
KIEPURA
Jeśli głos może kupować szampana, może też kupić stal.
DIDUR
Wojny nie będzie.
Kiepura patrzy na niego uważniej.
DIDUR
Europa jest zbyt cywilizowana. Raz zobaczyła, dokąd prowadzi szaleństwo.
KIEPURA
Widziałeś ludzi po krachu. Czego ich to nauczyło?
DIDUR
Ostrożności.
KIEPURA
Na kilka lat.
Nachyla się nad stołem.
KIEPURA
Ludzie szybko zapominają cierpienie, którego już sami nie czują.
Z sąsiedniego stolika dobiega cicho nucona melodia. MŁODA KOBIETA rozpoznała utwór grany przez orkiestrę. Kiepura słucha. Przy wejściu do restauracji pojawia się reporter i fotograf. Fotograf gorączkowo przygotowuje aparat. Goście zaczynają spoglądać w stronę Kiepury.
GOŚĆ
Panie Janie! Jedną zwrotkę!
Kiepura podnosi ręce w geście odmowy.
KIEPURA
Przy kolacji się nie śpiewa.
Śmiech.
Fotograf nadal nie jest gotowy. Kiepura bierze łyk wody. Poprawia mankiet. Czeka. Fotograf wkłada płytę i unosi głowę. Kiepura natychmiast wstaje. Podchodzi do orkiestry. Szepcze coś pianiście. Ten zmienia tonację. Pierwsza fraza Kiepury ucisza całą restaurację. Śpiewa bez wysiłku, jakby decyzja przyszła nagle i była silniejsza od niego. W odpowiednim momencie odwraca się półprofilem do aparatu. BŁYSK. Kończy krótką pieśń. Sala wybucha oklaskami. Kiepura wraca do stolika.
KIEPURA
Widzisz? Przypadek.
DIDUR
Starannie przygotowany.
Kiepura uśmiecha się i wznosi kieliszek.
KIEPURA
Najlepszy rodzaj przypadku.
17. PUBLICZNOŚĆ POTRZEBUJE OPOWIEŚCI
WNĘTRZE. KAWIARNIA ROMA — DZIEŃ
Kiepura pije kawę przy stoliku stojącym blisko okna. Obok niego leżą gazety z fotografią z restauracji. Didur przyprowadza FINZEGO.
DIDUR
Jan Kiepura. Finze.
Finze wyciąga rękę.
FINZE
To dla mnie zaszczyt.
KIEPURA
Zaszczyty zostawmy ludziom, którzy nie muszą na nie pracować.
Ściska jego dłoń. Przygląda mu się bez ceremonii.
KIEPURA
Podobno dobrze śpiewasz.
FINZE
Staram się.
KIEPURA
To źle. Publiczność płaci za człowieka, któremu wszystko przychodzi bez wysiłku.
Finze nie wie, czy to żart. Didur siada.
DIDUR
Dzisiaj śpiewa Janka.
KIEPURA
Wiem. Po jego arii wstanę w loży i zaśpiewam coś krótkiego.
Finze spogląda na Didura.
FINZE
Po mojej arii?
KIEPURA
Właśnie wtedy. Sala będzie rozgrzana.
FINZE
Może być również zajęta oklaskami.
Kiepura uśmiecha się. Podoba mu się ten opór.
KIEPURA
Tym lepiej. Oklaski nie powinny stygnąć.
Do stolika podchodzi FOTOGRAF z notesem.
KIEPURA
Loża po prawej stronie. Proszę stanąć w przejściu między ósmym a dziewiątym rzędem.
Stamtąd będzie widać i scenę, i mnie.
Fotograf zapisuje. Finze patrzy na niego.
FINZE
Myślałem, że to ma być niespodzianka.
KIEPURA
Będzie. Fotograf nie jest publicznością.
Fotograf odchodzi. Kiepura nachyla się ku Finzemu.
KIEPURA
Dobry głos otwiera drzwi. Ale za drzwiami czeka stu innych z dobrym głosem.
FINZE
Jeśli zaśpiewam najlepiej, zapamiętają mnie.
KIEPURA
Do jutra.
Puka palcem w gazetę.
KIEPURA
Potem potrzebują opowieści. Gestu, który można opisać. Fotografii, którą można wydrukować. Niespodzianki, o której wszyscy będą mówić, choć została zaplanowana przy kawie.
FINZE
Moją opowieścią jest to, jak śpiewam.
KIEPURA
Nie. To jest twój fach.
Finze sztywnieje.
KIEPURA
Nie obrażaj się. Ja też mam fach. Ale ludzie nie przychodzą zobaczyć fachowca.
Przychodzą zobaczyć człowieka, o którym będą mogli opowiedzieć przy śniadaniu.
FINZE
A jeśli nie chcę być opowieścią?
KIEPURA
Wtedy ktoś opowie cię za ciebie.
Didur obserwuje ich z rosnącym zainteresowaniem.
DIDUR
Najpierw aria. Reszta potem.
KIEPURA
Oczywiście.
Kiepura dopija kawę.
KIEPURA
Najlepsza niespodzianka to taka, o której nie wie tylko publiczność.
Wstaje i klepie Finzego po ramieniu.
KIEPURA
Nie martw się. Będziesz miał całą scenę.
Kiepura odchodzi. Finze patrzy za nim. Potem na fotografię w gazecie. Didur składa gazetę i podaje ją Finzemu.
DIDUR
Warto wiedzieć, jak robi się legendy.
FINZE
Myślałem, że mamy robić operę.
DIDUR
Jedno nie zawsze wystarcza drugiemu.
18. WIECZÓR FINZEGO
WNĘTRZE. TEATR — WIECZÓR
FINZE stoi samotnie na scenie. Orkiestra prowadzi go do arii Janka. Pierwszą frazę zaczyna ostrożnie. Drugą już pewniej. W trzeciej głos otwiera się i wypełnia teatr. W kulisie CALMA wstrzymuje oddech razem z nim. Didur obserwuje z drugiej strony sceny, ze skrzyżowanymi rękami. Finze nie szuka żadnego z nich. Śpiewa do ostatniego rzędu. Najtrudniejszy dźwięk przychodzi czysto. Bez wysiłku, który można dostrzec. Didur powoli opuszcza partyturę. Calma uśmiecha się. Finze kończy arię.
Przez pół sekundy — cisza.
Potem sala wybucha.
Finze stoi nieruchomo, zaskoczony siłą reakcji. Po raz pierwszy oklaski nie są obietnicą ani oceną. Należą do niego. Kłania się.
GŁOSY Z WIDOWNI
Brawo! Finze! Brawo!
Kłania się ponownie. Calma klaszcze w kulisie. Kiedy Finze na nią spogląda, bezgłośnie mówi:
CALMA
Brawo.
Didur wykonuje krótki, zawodowy ukłon głowy. Finze promienieje. Jeszcze jeden ukłon. Jeszcze mocniejsze oklaski. Na kilka sekund wierzy, że to wystarczy.
19. GŁOS Z LOŻY
WNĘTRZE. TEATR — CIĄG DALSZY
Finze prostuje się po kolejnym ukłonie. Z widowni dobiega pojedynczy okrzyk:
MĘSKI GŁOS
Kiepura!
Finze zastyga. Drugi głos podejmuje wezwanie.
KOBIECY GŁOS
Kiepura! Niech Kiepura zaśpiewa!
Kolejne osoby odwracają się ku lożom.
WIDOWNIA
Kiepura! Kiepura!
Finze nadal stoi na scenie. Kilkaset głów obraca się od niego. W bocznej loży wstaje KIEPURA. Udaje zawstydzenie. Rozkłada ręce. Tłum nie ustępuje. Kiepura spogląda na fotografa stojącego między ósmym a dziewiątym rzędem. Fotograf jest gotowy. Kiepura zaczyna śpiewać. Pierwsza fraza wystarcza, by sala ucichła. Reflektor z wolna opuszcza Finzego i przesuwa się ku loży. Finze pozostaje w słabszym świetle, na środku własnej sceny. Kiepura śpiewa z lekkością. Obraca teatr w swoją stronę, jakby pociągał za niewidzialną linę. Calma przestaje klaskać. Patrzy na Finzego. Didur obserwuje Kiepurę z zawodowym podziwem. Dopiero po chwili dostrzega twarz młodego tenora. Daje mu dyskretny znak: uśmiechnij się. Finze posłusznie się uśmiecha. Kiepura kończy zwrotkę, lecz publiczność domaga się więcej. Wskazuje dłonią Finzego.
KIEPURA
Dla naszego Janka!
Oklaski. Finze nie może odmówić. Orkiestra podejmuje melodię. Finze śpiewa odpowiedź ze sceny. Przez kilka taktów ich głosy spotykają się ponad głowami widowni. Finze odzyskuje pewność. Prowadzi frazę mocno, niemal wyzywająco. Kiepura czeka. Potem przejmuje ostatnią linię i unosi ją wyżej, niż wymaga melodia. Sala eksploduje. BŁYSK. W kadrze fotografa: Kiepura wysoko w loży, oświetlony i ostry. Finze daleko poniżej — mały, rozmyty, z twarzą zwróconą ku Mistrzowi. Kiepura kłania się w stronę Finzego, oddając mu część triumfu. Finze musi odpowiedzieć ukłonem. Uśmiecha się, gdy opada kurtyna. Uśmiech znika, zanim materiał dotknie podłogi.
20. PRZYGOTOWAŁ WEJŚCIE MISTRZA
WNĘTRZE. KAWIARNIA ROMA — NASTĘPNY DZIEŃ
Na stoliku przed Finzem leży kilka gazet. Na pierwszej stronie: „KIEPURA PORWAŁ LWÓW!” Na następnej: „NIEZAPOMNIANY GŁOS Z LOŻY” Jeszcze jedna publikuje fotografię z teatru. Kiepura dominuje nad widownią. Finze jest ledwo widoczny na dole. Finze przegląda tekst. Niewielki śródtytuł: „MŁODY TENOR PRZYGOTOWAŁ WEJŚCIE MISTRZA” Finze składa gazetę. Zbyt starannie. Przy sąsiednim stoliku dwóch mężczyzn rozmawia o występie Kiepury. Żaden nie wymienia nazwiska Finzego. Przychodzi Calma. Siada naprzeciwko.
CALMA
Szukałam cię w teatrze.
FINZE
Ja szukam siebie tutaj.
Wskazuje gazety.
FINZE
Jestem w ostatnim akapicie. „Obiecujący młody tenor przygotował wejście mistrza”.
CALMA
Śpiewałeś lepiej.
Finze patrzy na nią.
FINZE
Od niego?
CALMA
Wczoraj — tak.
FINZE
Nikt tego nie przeczyta.
CALMA
Ja słyszałam.
Przysuwa dłoń po stoliku. Dotyka jego palców. Finze nie cofa ręki.
FINZE
Przez chwilę wołali moje nazwisko.
CALMA
Wiem.
FINZE
A potem cała sala się ode mnie odwróciła.
CALMA
Ja nie.
Finze podnosi wzrok. Calma mówi to szczerze — choć sama nie wie, co dokładnie obiecuje.
FINZE
Kiepura miał rację.
CALMA
W czym?
FINZE
Śpiew jest tylko fachem.
CALMA
Nie dla mnie.
Finze zamyka jej dłoń w swojej. Między nimi pojawia się bliskość, której żadne nie nazywa. Pocieszenie, pragnienie i wspólny interes zaczynają brzmieć podobnie.
PLENER. KAWIARNIA ROMA / ULICA — CHWILĘ PÓŹNIEJ
Calma i Finze wychodzą razem. Na ulicy REPORTER rozmawia z fotografem. Dostrzega ich.
REPORTER
Pani Calma! Panie Finze!
Calma odruchowo odsuwa dłoń. Finze robi krok w bok, chcąc odejść. Reporter unosi aparat. Finze spogląda na wystawione przed kioskiem gazety. Na twarz Kiepury. Na światło padające przed wejściem do kawiarni. Zatrzymuje się. Delikatnie przesuwa Calmę o pół kroku — dokładnie tam, gdzie słońce oświetla ich twarze. Ten sam ruch, którym Kiepura ustawił Didura przed hotelem. Calma zauważa to. Mogłaby się odsunąć. Zostaje. Finze obejmuje ją w talii. Calma poprawia mu kołnierz i pozostawia dłoń na jego piersi. Fotograf ustawia ostrość.
REPORTER
Nowa para lwowskiej opery?
Finze chce odpowiedzieć. Przez chwilę nie znajduje słów.
CALMA
Jesteśmy partnerami.
REPORTER
Tylko na scenie?
Calma spogląda na Finzego. Finze patrzy prosto w obiektyw.
FINZE
W operze niczego nie śpiewa się samotnie.
BŁYSK. Reporter zapisuje zdanie. Fotograf prosi o jeszcze jedno ujęcie. Finze nie zmienia pozycji. Calma przysuwa się odrobinę bliżej. BŁYSK. Reporterzy odchodzą. Calma i Finze nadal stoją objęci, choć nie ma już przed nimi aparatu.
CALMA
To było dla gazety?
FINZE
Nie wiem.
Calma patrzy mu w oczy.
CALMA
A dla mnie?
Finze dotyka jej policzka. Tym razem nie szuka fotografa. Całują się. Z końca ulicy dobiega głos GAZECIARZA:
GAZECIARZ (O.S.)
Kiepura porwał Lwów! Niezwykły występ w teatrze!
Finze odsuwa się od Calmy, lecz nadal trzyma ją za rękę. Spogląda w stronę oddalającego się fotografa. Już wie, gdzie należy stanąć.
SEKWENCJA 4. SCENA OBIECANA, SCENA ZNISZCZONA
21. WARSZAWA OTWIERA DRZWI
WNĘTRZE. TEATR WE LWOWIE — DZIEŃ
Pusta widownia. Na scenie robotnicy zwijają dekorację po ostatnim przedstawieniu. DIDUR siedzi samotnie w pierwszym rzędzie. Czyta oficjalne pismo. Wraca do początku. Czyta ponownie, wolniej. Wstaje i wchodzi na scenę. Zatrzymuje się pośrodku, pod pojedynczą lampą roboczą. Na scenę wchodzą CALMA, FINZE i LACHETÓWNA. Didur kładzie przed nimi trzy umowy.
FINZE
Co się stało?
DIDUR
Warszawa.
FINZE
Co Warszawa?
DIDUR
Otworzyła drzwi.
Calma bierze pierwszy kontrakt. Na nagłówku: TEATR WIELKI W WARSZAWIE.
CALMA
Powierzyli panu kierownictwo?
DIDUR
Nam powierzyli.
LACHETÓWNA
Oni o tym wiedzą?
Didur spogląda na nią. Uśmiecha się.
DIDUR
Dowiedzą się na pierwszej próbie.
Finze przegląda swój kontrakt.
FINZE
Kiedy zaczynamy?
DIDUR
Już jesteśmy spóźnieni.
Didur patrzy w głąb pustej widowni, jakby zamiast niej widział warszawską salę.
DIDUR
„Goplana”. Pełna obsada. Pełna orkiestra. Bez prowincjonalnych ustępstw.
CALMA
Lwów był prowincją?
DIDUR
Lwów był drogą.
Podnosi warszawski kontrakt.
DIDUR
To jest scena.
PLENER. PERON KOLEJOWY, LWÓW — DZIEŃ
Para z lokomotywy miesza się z dymem papierosów. Tragarze przepychają wózki z kuframi, kostiumami i skrzyniami nutowymi. Na skrzyniach wymalowano: TEATR WIELKI — WARSZAWA. Finze pomaga Lachetównie wnieść bagaż. Didur wydaje polecenia tragarzom, konduktorowi i artyście chóru jednocześnie. OLGA stoi z boku. Obserwuje Calmę sprawdzającą dokumenty przed wejściem do wagonu.
OLGA
Masz własny kontrakt?
Calma pokazuje jej umowę.
CALMA
Własny.
Olga czyta nazwisko: CALMA.
OLGA
Ale jego imię.
CALMA
Moje nazwisko.
OLGA
On ci je dał.
Calma zabiera kontrakt, lecz bez urazy.
CALMA
A ja pod nim śpiewałam.
OLGA
Nie pytam, kto je wymyślił. Pytam, kto teraz podpisuje.
Calma pokazuje dół dokumentu. Jej własny podpis.
CALMA
Ja.
Olga przyjmuje odpowiedź. Nie całkiem spokojna, ale bez dalszego sprzeciwu. Didur podchodzi. Całuje córkę w czoło.
DIDUR
Dołączysz do nas.
OLGA
Kiedy?
DIDUR
Kiedy wszystko przygotuję.
OLGA
Tego się właśnie boję.
Gwizdek konduktora. Didur wchodzi na stopień wagonu. Calma, Finze i Lachetówna są już wewnątrz. Przez okna widać ich twarze.
DIDUR
Warszawa czekała dostatecznie długo.
Spogląda na swoich śpiewaków.
DIDUR
Tym razem nikt nie odbierze nam sceny.
Pociąg rusza. Olga zostaje na peronie. Para na moment zasłania cały skład.
22. GOPLANA I MIARY OKIEN
WNĘTRZE. TEATR WIELKI W WARSZAWIE — KOLEJNE DNI
Na biurku rośnie stos podpisanych kontraktów. Didur składa podpis za podpisem.
— Angaż dla śpiewaka.
— Zamówienie dekoracji.
— Dodatkowe próby chóru.
— Nowe pulpity dla orkiestry.
Na ścianie wisi plan produkcji „GOPLANY”. Didur dopisuje kolejne godziny prób, aż kalendarz nie ma wolnego miejsca.
INT. TEATR WIELKI — SCENA — DZIEŃ
Próba. Calma śpiewa pierwszą frazę. Didur zatrzymuje orkiestrę.
DIDUR
Za szeroko. Goplana nie wchodzi na scenę. Ona się na niej pojawia.
Calma zaczyna jeszcze raz. Na korytarzu za otwartymi drzwiami przechodzą ŻOŁNIERZE z drabiną, miarami i rolkami czarnego materiału. Didur odwraca głowę.
DIDUR
Ciszej na korytarzu!
Żołnierze zatrzymują się.
ŻOŁNIERZ
Obrona przeciwlotnicza. Musimy zmierzyć okna.
DIDUR
Okna od stu lat mają ten sam rozmiar.
ŻOŁNIERZ
Bomby też są większe niż sto lat temu.
Didur wskazuje scenę.
DIDUR
My mamy próbę.
Żołnierze idą dalej.
WNĘTRZE. TEATR WIELKI — KORYTARZ — PÓŹNIEJ
Jeden z żołnierzy mierzy wysokie okno. Drugi zapisuje wymiary kredą na framudze. Didur przechodzi między nimi, nie zwalniając.
ŻOŁNIERZ
Trzeba będzie zawiesić zaciemnienie.
DIDUR
Po premierze.
ŻOŁNIERZ
Rozkaz może przyjść wcześniej.
DIDUR
Niech przyjdzie na próbę generalną.
Didur znika za drzwiami.
INT. GARDEROBA CALMY — DZIEŃ
Radio stoi na parapecie. Spiker mówi o napięciu, mobilizacji i nieskutecznych rokowaniach. Calma siedzi przed lustrem z partyturą „Goplany”, lecz nie czyta nut.
KIEPURA (V.O.)
Ludzie szybko zapominają cierpienie, którego już sami nie czują.
W drzwiach pojawia się Didur.
DIDUR
Czekamy.
Calma wyłącza radio.
CALMA
Mówią, że może dojść do wojny.
DIDUR
Radio musi coś mówić także wtedy, kiedy nic się nie dzieje.
CALMA
Kiepura ostrzegał.
DIDUR
Kiepura zawsze ma rację, kiedy mówi o publiczności.
CALMA
A jeśli tym razem mówił o ludziach?
Didur podaje jej partyturę.
DIDUR
Ludzie przyjdą wieczorem, usiądą na miejscach i będą oczekiwali, że podniesiemy kurtynę.
CALMA
Jeśli będzie jeszcze kurtyna.
DIDUR
Będzie. Jeżeli każdy wykona swoją pracę.
Calma patrzy na niego. Rozumie, że nie jest to odpowiedź, lecz zasada, którą Didur zastępuje lęk.
WNĘTRZE. TEATR WIELKI — SCENA — CHWILĘ PÓŹNIEJ
Calma wraca na miejsce. Didur unosi batutę.
DIDUR
Od początku.
Rozlega się PRÓBNA SYRENA. Orkiestra przestaje grać. Kilku chórzystów spogląda ku drzwiom. Didur nie opuszcza ręki.
DIDUR
To ich próba. Nasza trwa.
Daje znak. Orkiestra zaczyna ponownie. Calma śpiewa, patrząc ponad Didurem na żołnierza, który mierzy ostatnie okno.
23. ODDECH W SCHRONIE
WNĘTRZE. TEATR WIELKI — SCENA — 1 WRZEŚNIA 1939
Próba „Goplany”. Calma stoi na scenie w roboczym kostiumie. Finze i Lachetówna czekają w kulisie. Chór zajmuje miejsca. Didur prowadzi orkiestrę. Rozlega się SYRENA. Muzycy grają jeszcze przez kilka taktów. Didur nie przerywa. Do sali wpada INSPICJENT.
INSPICJENT
To nie ćwiczenia!
W oddali — głuche eksplozje. Didur opuszcza batutę.
DIDUR
Do schronu. Bez biegu. Chór pierwszy, potem orkiestra.
Wybucha zamieszanie. Krzesła przewracają się, nuty spadają z pulpitów.
DIDUR
Bez biegu!
Jego głos porządkuje ruch skuteczniej niż syrena.
WNĘTRZE. SCHODY DO SCHRONU — CIĄG DALSZY
Artyści i pracownicy teatru schodzą w dół. Ktoś niesie futerał ze skrzypcami. Ktoś inny zostawił wszystko. Nad nimi narasta huk samolotów. Didur zostaje na końcu. Wpycha do środka ostatniego muzyka i zamyka ciężkie drzwi.
WNĘTRZE. SCHRON POD OPERĄ — CIĄG DALSZY
Ciemność. Jedna słaba żarówka kołysze się pod sufitem. Ludzie siedzą ciasno na ławkach i pod ścianami. Z góry dochodzą wybuchy, coraz bliższe. MŁODA CHÓRZYSTKA oddycha szybko, płytko. Lachetówna próbuje ją uspokoić.
LACHETÓWNA
Spójrz na mnie. Spokojnie.
Dziewczyna nie może złapać oddechu. Didur przeciska się między ludźmi. Klęka przed nią.
DIDUR
Cztery miary wdechu. Sześć wydechu.
Dziewczyna nie reaguje. Didur zaczyna wybijać palcem rytm na drewnianej ławce. TUK. TUK. TUK. TUK.
DIDUR
Raz. Dwa. Trzy. Cztery.
Nabiera powietrza razem z nią.
DIDUR
I wypuszczamy. Powoli.
Calma siada po drugiej stronie dziewczyny. Oddycha w tym samym rytmie. Finze podejmuje go. Potem Lachetówna. Po chwili cały schron oddycha na miary Didura. WDECH. WYDECH. WDECH. WYDECH. Nad nimi eksplozja. Z sufitu sypie się pył. Rytm na moment się chwieje. Didur uderza w ławkę mocniej. TUK. TUK. TUK. TUK. Calma zamyka oczy. Zaczyna cicho śpiewać pierwszą frazę Goplany. Bez słów — samą melodię. Didur patrzy na nią. Nie przerywa. Dopasowuje rytm dłoni do jej frazy. Finze dołącza niżej. Lachetówna podejmuje górny głos. Kolejni chórzyści wchodzą ostrożnie, jeden po drugim. Nie jest to występ. Nikt nie słucha siebie. Śpiewają, żeby utrzymać wspólny oddech. Żarówka kołysze się coraz mocniej. Melodia rośnie. Na twarzach pojawia się skupienie znane z próby. Przez kilka sekund schron staje się salą, a przerażeni ludzie — zespołem. Didur wybija rytm. Calma prowadzi frazę ku kulminacji. Nadciąga świst. Didur pierwszy rozumie. Potężne UDERZENIE. Światło gaśnie. Ławka przesuwa się po podłodze. Ludzie padają na siebie. Z sufitu spada tynk i kurz. Muzyka urywa się w środku dźwięku. Ciemność. Słychać tylko dzwonienie w uszach i opadający gruz. Didur unosi rękę, jakby chciał ponownie podać rytm. Nie uderza. Calma otwiera usta. Nie wydobywa się żaden głos.
24. PIERWSZA ŚMIERĆ OPERY
PLENER. PLAC TEATRALNY — DZIEŃ
Ciężkie drzwi otwierają się. Artyści wychodzą ze schronu prowadzeni przez strażaków. Są biali od pyłu. Kaszlą, osłaniają oczy przed światłem. Pierwsza wychodzi Lachetówna. Za nią Finze podtrzymujący młodą chórzystkę. Calma pojawia się w drzwiach. Zatrzymuje się.
Didur wychodzi ostatni. Na placu leży szkło, drewno i fragmenty dekoracji. Strażacy rozwijają węże. Ludzie biegną z wiadrami. Didur podnosi wzrok. Część gmachu została otwarta uderzeniem. Przez wyrwę w murze widać scenę. Płonie dekoracja „Goplany”. Ogień przesuwa się po malowanym lesie, po schodach prowadzących donikąd, po kurtynie zwisającej w strzępach. Ponad sceną nie ma już dachu. Widać niebo. Didur rusza ku wejściu. STRAŻAK zatrzymuje go ramieniem.
STRAŻAK
Nie wolno. Konstrukcja może runąć.
Didur chce odpowiedzieć. Nie znajduje słów. W głębi teatru zapada się fragment stropu. Unosi się chmura iskier. Finze stawia chórzystkę przy murze. Lachetówna obejmuje ją ramieniem. Artyści zbierają się za Didurem. Instynktownie ustawiają się tak jak podczas próby: czekają, aż powie im, co robić. Didur patrzy na nich. Otwiera usta. Nic. Calma nabiera powietrza — wolno, na cztery miary, tak jak w schronie. Unosi głowę w stronę płonącej sceny. Wygląda, jakby za chwilę miała zaśpiewać. Nie wydaje dźwięku. Wiatr przesuwa po placu nadpalony fragment afisza. Papier zatrzymuje się przy bucie Didura. Schyla się i podnosi go. Zostały tylko pojedyncze słowa:
TEATR WIELKI
GOPLANA
KIEROWNICTWO — ADAM DIDUR
Didur ściera kciukiem popiół ze swojego nazwiska. Litery rozpadają się pod jego palcem. Podmuch wyrywa mu afisz z dłoni. Papier wpada w strumień wody płynący przez plac i rozpada się na części. Didur ponownie spogląda na wyrwę w gmachu. Płonąca scena stoi otwarta wobec miasta — bez ścian, bez kurtyny i bez widowni. Z głębi budynku dobiega ostatni trzask. Nadpalony fragment proscenium wali się na scenę.
CIĘCIE DO CZERNI.
KONIEC AKTU I
AKT II — SZTUKA POD OKUPACJĄ
SEKWENCJA 5. GRANICE JAWNOŚCI
25. NAJWAŻNIEJSI SĄ LUDZIE
PLENER. RUINY TEATRU WIELKIEGO — JESIEŃ 1939 — DZIEŃ
Plac uprzątnięto tylko częściowo. Robotnicy wynoszą gruz. Przez wyrwę w murze widać wypaloną scenę. DIDUR, CALMA, FINZE i LACHETÓWNA stoją przed wejściem. Wszyscy mają na sobie ubrania oczyszczone z wojennego pyłu, ale niemożliwe do doprowadzenia do dawnego porządku. Didur trzyma listę pracowników teatru. Przy kolejnych nazwiskach stawia znaki: żyje, wyjechał, brak wiadomości.
DIDUR
Orkiestra?
FINZE
Dwudziestu trzech zostało w Warszawie. O siedmiu nic nie wiadomo.
DIDUR
Chór?
LACHETÓWNA
Rozproszony. Większość wróci, jeśli będzie dokąd.
Didur spogląda na ruiny.
DIDUR
Budynek można odbudować.
Mówi to z przekonaniem człowieka, który widzi przed sobą trudne, lecz wykonalne zadanie.
DIDUR
Najważniejsi są ludzie.
Calma patrzy na niego. Rozpoznaje zdanie prawdziwsze, niż Didur obecnie rozumie.
CALMA
Kiedy zaczniemy?
DIDUR
Gdy tylko miasto pozwoli wejść ekipom. Najpierw zabezpieczymy scenę. Potem dach.
Finze podnosi zwęglony fragment pulpitu.
FINZE
A do tego czasu?
DIDUR
To potrwa kilka tygodni. Może kilka miesięcy.
CALMA
A Niemcy?
DIDUR
Niemcy będą potrzebowali spokoju. Miasto będzie potrzebowało teatru.
Mówi o okupacji jak o nowej administracji, z którą można ustalić godziny prób.
DIDUR
Podczas poprzedniej wojny teatry działały. Niemcy rozumieją instytucje.
Z wnętrza ruin dobiega trzask przesuwanego gruzu. Didur wpisuje na liście kolejne nazwisko.
FINZE
Powiedział pan, że najważniejsi są ludzie.
DIDUR
Bo są.
FINZE
Gdzie ci ludzie mają pracować jutro?
Didur spogląda na niego. Po raz pierwszy ruina nie jest problemem budowlanym, lecz pustym miejscem po ich codziennej pracy.
DIDUR
Znajdziemy fortepian.
FINZE
A jeśli nie znajdziemy?
Didur oddaje mu listę.
DIDUR
Zaczniemy od oddechu.
Ruszają w stronę miasta. Calma zostaje na moment. Patrzy przez wyrwę na wypaloną scenę, po czym idzie za nimi.
26. NIE BĘDZIE POLSKIEJ SCENY
WNĘTRZE. NIEMIECKI URZĄD — DZIEŃ
Długi korytarz. Pod ścianą siedzą POLSCY DYREKTORZY teatrów, przedstawiciele orkiestr i stowarzyszeń artystycznych. Mają teczki, projekty repertuarów, wykazy pracowników. Przyszli negocjować warunki wznowienia działalności. Didur siedzi wyprostowany. Na kolanach trzyma dokumenty z Metropolitan Opera, La Scali i europejskich teatrów. Drzwi się otwierają.
SEKRETARZ
Herr Didur. Panowie dyrektorzy.
INT. GABINET FUNKCJONARIUSZA — CHWILĘ PÓŹNIEJ
Za biurkiem siedzi NIEMIECKI FUNKCJONARIUSZ w mundurze administracyjnym. Mówi poprawną polszczyzną. Nie zaprasza gości, by usiedli. Didur kładzie na biurku memoriał.
DIDUR
Teatry mogą rozpocząć pracę w ciągu kilku tygodni. Potrzebujemy zgody na próby,
wypłaty i zabezpieczenie budynków.
Funkcjonariusz nie otwiera teczki.
DYREKTOR DRAMATYCZNY
Podczas poprzedniej niemieckiej administracji polskie sceny działały. Także w czasie wojny.
FUNKCJONARIUSZ
To nie jest poprzednia wojna.
Didur wysuwa dokumenty.
DIDUR
Pracowałem w Niemczech, Austrii, Włoszech i Stanach Zjednoczonych. Znam wielu artystów, którzy mogą potwierdzić —
Funkcjonariusz przesuwa papiery z powrotem, nie patrząc na nie.
FUNKCJONARIUSZ
Nie rozmawiamy o pańskiej karierze.
DIDUR
Rozmawiamy o kulturze europejskiej.
FUNKCJONARIUSZ
Nie. Rozmawiamy o zarządzaniu okupowanym miastem.
Cisza.
Funkcjonariusz otwiera przygotowany dokument.
FUNKCJONARIUSZ
Polskie teatry dramatyczne i opera nie otrzymają zgody na działalność.
Poruszenie wśród dyrektorów.
DYREKTOR DRAMATYCZNY
Żadnej zgody?
FUNKCJONARIUSZ
Dozwolone mogą być przedstawienia rozrywkowe. Rewie, muzyka lekka, programy zatwierdzone przez urząd.
DIDUR
A Moniuszko?
FUNKCJONARIUSZ
Nie.
DIDUR
Polski repertuar?
FUNKCJONARIUSZ
Nie będzie polskiej sceny.
Didur wciąż próbuje rozmawiać językiem instytucji.
DIDUR
Ma pan przed sobą tysiące pracowników. Śpiewaków, muzyków, techników.
Pozostawieni bez pracy—
FUNKCJONARIUSZ
Mogą znaleźć inne zajęcie.
DIDUR
Śpiewak nie znajduje innego głosu.
Funkcjonariusz po raz pierwszy przygląda mu się uważnie.
FUNKCJONARIUSZ
Pańskie nazwisko może być użyteczne, jeśli zgodzi się pan pracować w ramach
wyznaczonego programu. Didur rozumie ofertę.
DIDUR
Moje nazwisko nie jest programem rozrywkowym.
FUNKCJONARIUSZ
W takim razie nie jest nam potrzebne.
Zamyka teczkę Didura i przesuwa ją na skraj biurka.
FUNKCJONARIUSZ
To wszystko.
Dyrektorzy wychodzą kolejno. Didur zostaje na moment. Czeka, aż funkcjonariusz spojrzy jeszcze raz na nazwiska teatrów, które ma przed sobą. Niemiec sięga już po następne dokumenty. Didur zabiera swoją teczkę. Na korytarzu inni dyrektorzy czekają, aż powie, co należy zrobić. Didur mija ich bez słowa.
27. BOJKOT
WNĘTRZE. KAWIARNIA — DZIEŃ
Chłodna sala. Część stolików zabrano. Zamiast kawy podaje się ciemny napar w grubych filiżankach. Przy oknie siedzą DIDUR i BOHDAN KORZENIEWSKI. Na ulicy niemiecki patrol sprawdza dokumenty przechodniów.
DIDUR
Jeśli nie opera, to koncerty. Jeśli nie koncerty, program muzyczny.
Można zacząć od fragmentów.
KORZENIEWSKI
Na scenie, którą pozwolą panu otworzyć.
DIDUR
Innej nie mamy.
KORZENIEWSKI
Właśnie dlatego chcą, żeby pan z niej skorzystał.
Didur odkłada filiżankę.
DIDUR
Śpiewak bez codziennej pracy traci głos. Orkiestra bez prób przestaje być orkiestrą.
Publiczność bez muzyki zapomni, że kiedykolwiek jej potrzebowała.
KORZENIEWSKI
A publiczność siedząca spokojnie w jawnym teatrze pokaże, że w Warszawie znów jest
normalnie.
DIDUR
Nikt nie uwierzy, że jest normalnie.
Korzeniewski wskazuje gazetę leżącą na kontuarze. Na pierwszej stronie fotografia uporządkowanej ulicy.
KORZENIEWSKI
Nie muszą uwierzyć ludzie tutaj. Wystarczy, że uwierzą ludzie patrzący z daleka.
DIDUR
Chce pan skazać artystów na milczenie, żeby popsuć Niemcom fotografię?
KORZENIEWSKI
Chcę, żebyśmy nie stali się jej dekoracją.
Didur nachyla się ku niemu.
DIDUR
Łatwo nakazać ciszę komuś, czyim narzędziem jest głos.
KORZENIEWSKI
Równie łatwo nazwać własną ambicję ratowaniem kultury.
Didur cofa się, dotknięty.
DIDUR
Mam uczniów. Niektórzy pracowali po dziesięć lat na jedną szansę. Mam im powiedzieć,
że patriotycznym obowiązkiem jest zmarnować głos?
KORZENIEWSKI
Nie. Ma ich pan uczyć.
DIDUR
Gdzie?
KORZENIEWSKI
W mieszkaniach. W piwnicach. Wszędzie, gdzie nie będzie nad wejściem
ich pozwolenia.
DIDUR
Sztuka potrzebuje publiczności.
KORZENIEWSKI
Tak. Ale nie każda publiczność usprawiedliwia każdą scenę.
Didur patrzy przez okno.
DIDUR
Jeśli zaśpiewamy Moniuszkę dla Polaków, to w jaki sposób będzie to służyło Niemcom?
KORZENIEWSKI
Na ich afiszu? Po ich cenzurze? Między ich komunikatami?
Didur milczy.
KORZENIEWSKI
Dla kogo właściwie chce pan śpiewać?
DIDUR
Dla ludzi, którzy zostali.
KORZENIEWSKI
A kto będzie właścicielem ich oklasków?
Didur nie odpowiada. Kelner stawia przed nimi rachunek. Korzeniewski kładzie pieniądze.
DIDUR
Nie ma tu czystego wyboru.
KORZENIEWSKI
Nie ma.
Wstaje i wkłada płaszcz.
KORZENIEWSKI
Ale to nie znaczy, że wszystkie wybory są takie same.
Odchodzi. Didur zostaje przy stoliku. Za oknem dwóch niemieckich żołnierzy zatrzymuje ulicznego muzyka. Muzyk zamyka futerał. Didur patrzy, jak odchodzi bez grania.
28. KONSERWATORIUM BEZ SZYLDU
WNĘTRZE. KLATKA SCHODOWA, KAMIENICA PRZY WARECKIEJ — DZIEŃ
Didur wchodzi po schodach. Podeszwy jego eleganckich butów były naprawiane wiele razy. Jedna łatka zachodzi na drugą. Przed drzwiami zatrzymuje się. Przeciera buty chusteczką, poprawia krawat i mankiety. Dopiero wtedy puka.
WNĘTRZE. MIESZKANIE PRZY WARECKIEJ — CIĄG DALSZY
Zwykły pokój zamieniono w klasę. Meble przesunięto pod ściany. Pośrodku stoi wysłużony fortepian. Wokół niego kilkanaście różnych krzeseł. Nie ma tabliczki, afisza ani nazwy szkoły. Są za to nuty, ołówki, plan zajęć i zeszyt z nazwiskami uczniów. CALMA ustawia pulpit. FINZE pomaga zasłonić okno. LACHETÓWNA rozkłada ręcznie przepisane ćwiczenia. Uczniowie przychodzą pojedynczo. Jedna osoba zostawia na stole kilka monet, inna bochenek chleba, ktoś przynosi kawałek węgla owinięty gazetą. Didur widzi to, ale nie komentuje. Sprawdza godzinę.
DIDUR
Zaczynamy.
Do drzwi puka spóźniony TADEUSZ BURSZTYNOWICZ. Młody, szczupły, z nutami ukrytymi pod płaszczem.
BURSZTYNOWICZ
Przepraszam. Kontrola na Nowym Świecie.
DIDUR
Kontrole będą także jutro. Spóźnienie pozostanie spóźnieniem.
Bursztynowicz zamyka drzwi.
DIDUR
Nazwisko?
BURSZTYNOWICZ
Tadeusz Bursztynowicz.
Didur wpisuje je do zeszytu.
DIDUR
Głos?
BURSZTYNOWICZ
Tenor. Tak mi mówiono.
DIDUR
Nie pytam, co mówiono. Proszę zaśpiewać.
Lachetówna podaje mu nuty. Bursztynowicz staje przy fortepianie. Finze siada do akompaniamentu. Młody tenor zaczyna. Po dwóch taktach Didur unosi rękę.
DIDUR
Nie.
Bursztynowicz przerywa.
BURSZTYNOWICZ
Za wysoko?
DIDUR
Za wcześnie.
BURSZTYNOWICZ
Nie rozumiem.
Didur podchodzi. Staje naprzeciwko niego w połatanych butach i nienagannie zapiętej marynarce.
DIDUR
Najpierw człowiek podejmuje decyzję. Potem nabiera powietrza. Dopiero potem śpiewa.
Pan zaczął od końca. Ustawia mu ramiona.
DIDUR
Jeszcze raz.
Bursztynowicz nabiera powietrza. Na ulicy rozlegają się niemieckie komendy i stuk wojskowych butów. Kilku uczniów spogląda ku zasłoniętemu oknu. Didur nie odwraca głowy.
DIDUR
Nie ćwiczymy słuchu na korytarz.
Finze podejmuje akompaniament. Bursztynowicz zaczyna ponownie. Tym razem dźwięk jest pełniejszy. Didur pozwala mu skończyć frazę.
DIDUR
Lepiej. To znaczy, że za pierwszym razem nie miał pan prawa śpiewać gorzej.
Bursztynowicz kiwa głową. Didur zwraca się do całej klasy.
DIDUR
Nie mamy sali. Nie mamy orkiestry. Nie mamy nawet szyldu.
Wskazuje partytury.
DIDUR
To nie zwalnia nas z niczego.
Przechodzi między uczniami.
DIDUR
Okupant może odebrać salę. Nie oddamy mu standardu pracy.
Otwiera zeszyt. Przy nazwisku Bursztynowicza zapisuje repertuar i termin następnej lekcji. To nie jest już lista obsady. To rejestr ludzi, których trzeba przeprowadzić przez czas bez sceny.
DIDUR
Calma — oddech. Lachetówna — samogłoski. Finze, od początku.
Calma staje przed grupą. Wszyscy prostują się.
CALMA
Cztery miary wdechu. Sześć wydechu.
Ten sam rytm, który utrzymał ich razem w schronie, staje się pierwszym ćwiczeniem nowej szkoły. Za zamkniętymi drzwiami nie ma żadnego znaku. Słychać tylko wspólny oddech. Potem pierwszy dźwięk.
29. MUZYKA MIĘDZY STOLIKAMI
MONTAŻ — WARSZAWSKIE KAWIARNIE I RESTAURACJE — WIECZORY
— Na stole rozłożona mapa Warszawy. DIDUR i LATOSZEWSKI zaznaczają ołówkiem kawiarnie posiadające fortepian albo miejsce dla kilku muzyków.
LATOSZEWSKI
Tutaj zmieści się kwartet. Tutaj najwyżej pianista.
DIDUR
Jeśli zmieści się pianista, zmieści się śpiewak.
— Maszynistka przepisuje kolejne programy koncertów. Zamiast nazw oper pojawiają się: PIEŚNI, MUZYKA LEKKA, WIECZÓR WOKALNY.
— Niemiecki urzędnik skreśla dwa tytuły czerwonym ołówkiem.
— Na każdym egzemplarzu spada pieczęć:
GENEHMIGT — ZATWIERDZONO
Uderzenie pieczęci przechodzi w pierwszy akord fortepianu.
— Zatłoczona kawiarnia. Goście siedzą blisko siebie. Na stolikach filiżanki z ersatz-kawą, cienkie kromki chleba i puste talerzyki, których nikt nie zabiera.
CALMA stoi pomiędzy stolikami. Nie ma sceny ani kulis. Za jej plecami kelner przeciska się z tacą.
Latoszewski daje znak pianiście.
Calma zaczyna śpiewać.
— Przy jednym stoliku starsza kobieta zamyka oczy. Jej palce zaciskają się na obrączce.
— Przy drugim mężczyzna przesuwa pod stołem zawiniątko. Otrzymuje w zamian kartki żywnościowe.
— Młoda kelnerka nalewa napój, nie odrywając wzroku od Calmy.
— Przy drzwiach stoi POLSKI POLICJANT. Obserwuje salę.
— W głębi siedzi NIEMIECKI OFICER. Program koncertu leży obok jego rękawiczek. Na pierwszej stronie widnieje cenzorska pieczęć.
Calma dostrzega go.
Śpiewa dalej.
— Inny wieczór. Inna restauracja.
FINZE wykonuje arię przy fortepianie, nad którym wisi reklama niemieckiego piwa. Goście przestają rozmawiać.
Kelner stawia przed niemieckimi żołnierzami kieliszki. Jeden z nich odwraca krzesło w stronę śpiewaka.
— Didur stoi w drzwiach między salą a kuchnią. Nie może dyrygować, więc prowadzi Finzego spojrzeniem.
— Latoszewski siedzi przy prowizorycznym pulpicie. Na jednej stronie ma nuty, na drugiej zatwierdzony przez urząd program.
— W kolejnej kawiarni LACHETÓWNA kończy pieśń.
Przez chwilę nikt nie klaszcze. Publiczność patrzy ku wejściu, sprawdzając, kto słucha.
Pierwsza zaczyna starsza kobieta. Po niej cała sala.
— Niemiecka pieczęć na następnym programie.
— Oklaski.
— Pieczęć.
— Oklaski.
— Pieczęć.
— Calma śpiewa polską pieśń. Przy stoliku rodzina dzieli jedną porcję zupy na trzy osoby.
Ojciec przestaje jeść, żeby dziecko mogło dokończyć.
— Na zapleczu artyści liczą honoraria. Pieniądze tworzą niewielki stos.
Latoszewski dzieli go na równe części.
LATOSZEWSKI
Fortepian. Lokal. Muzycy. Śpiewacy.
Didur dokłada jeszcze jedną część.
FINZE
Dla kogo?
DIDUR
Dla wiolonczelisty.
FINZE
Nie grał dzisiaj.
DIDUR
Jego żona ma troje dzieci.
Finze nic już nie mówi.
— Właściciel restauracji przynosi kosz. W środku chleb, kilka ziemniaków, cebula i kawałek słoniny.
Artyści dzielą żywność tak samo uważnie jak pieniądze. Calma zawija swoją część w stronę starego programu koncertowego. Cenzorska pieczęć dotyka chleba.
— Kolejny wieczór.
Calma kończy pieśń. Starsza kobieta przy pierwszym stoliku płacze bezgłośnie. Niemiecki oficer klaszcze. Najpierw sam. Potem w rytm oklasków całej sali. Calma patrzy na niego ponad głowami polskiej publiczności. Nie wie, czy właśnie odzyskali pieśń, czy pozwolili ją sobie odebrać.
30. KTO WYKORZYSTUJE KOGO
WNĘTRZE. ZAPLECZE KAWIARNI — NOC
Małe pomieszczenie zastawione skrzynkami, płaszczami i futerałami na instrumenty. Na ścianie wisi pęknięte lustro. Calma siedzi przed nim i zdejmuje kolczyki. Didur stoi za nią, tak jak niegdyś w garderobie — lecz teraz w odbiciu przecina ich rysa biegnąca przez szkło. Z sali dochodzą ostatnie oklaski. Latoszewski podaje artystom koperty i porcje jedzenia. Finze wychodzi z pozostałymi muzykami. Didur zamyka drzwi.
DIDUR
Druga fraza była najlepsza. W ostatniej za mocno nacisnęłaś na dźwięk.
Calma nie odpowiada. Za ścianą słychać głos niemieckiego oficera. Śmieje się, żegna z właścicielem lokalu.
CALMA
Oklaskiwał polską pieśń.
DIDUR
Słyszałem.
CALMA
Był zadowolony.
DIDUR
Nie śpiewałaś dla niego.
CALMA
Ale siedział na widowni.
Didur bierze jej partyturę. Otwiera na ostatniej pieśni.
DIDUR
Wykorzystujemy szczelinę, którą zostawili. Dopóki pozwalają nam śpiewać, śpiewamy.
CALMA
Kto wykorzystuje kogo?
Didur podnosi wzrok.
CALMA
My ich pozwolenie? Czy oni naszą muzykę?
DIDUR
Widziałaś tę kobietę przy pierwszym stoliku?
CALMA
Tak.
DIDUR
Przez pięć minut nie była na okupowanej ulicy. Była u siebie.
CALMA
Dlatego śpiewałam.
DIDUR
Więc znasz odpowiedź.
CALMA
Znam tylko połowę.
Wskazuje drzwi, za którymi siedział oficer.
CALMA
Ona przez pięć minut była u siebie. A on przez te same pięć minut mógł pomyśleć,
że Warszawa pogodziła się z jego obecnością.
DIDUR
Nie pogodzimy się dlatego, że zaśpiewaliśmy.
CALMA
Ale może tak napisać w raporcie.
Didur wraca do partytury.
DIDUR
W tym powietrzu nie wolno forsować góry. Dym osiada na gardle. Musisz oszczędzać głos.
Calma patrzy na jego odbicie.
CALMA
Kiedy nie chce pan odpowiedzieć, wraca pan do mojego gardła.
Didur zamyka partyturę.
DIDUR
Bo wiem, jak je chronić.
CALMA
Nie pytałam o gardło.
DIDUR
A ja nie pozwolę, żebyś je zniszczyła przez pytania, na które teraz nikt nie ma
dobrej odpowiedzi.
Podchodzi i chce owinąć jej szyję szalem. Calma przytrzymuje jego rękę. Delikatnie, lecz stanowczo odbiera szal i zakłada go sama.
CALMA
Jeżeli nie ma dobrej odpowiedzi, to nie znaczy, że mam przyjąć pańską.
Didur patrzy na nią. Po raz pierwszy słyszy w jej głosie nie sprzeciw uczennicy, lecz własny osąd dorosłej kobiety. Podaje jej partyturę.
DIDUR
Jutro o szóstej. Latoszewski znalazł następny lokal.
Calma bierze nuty.
CALMA
Jutro zdecyduję.
DIDUR
Przerwanie pracy po jednym koncercie nie jest decyzją. Jest odruchem.
CALMA
Nie powiedziałam, że nie przyjdę.
Wstaje.
CALMA
Powiedziałam, że zdecyduję.
Zabiera swoją kopertę, porcję chleba i program z niemiecką pieczęcią. Nie odrzuca żadnej części tego wieczoru. Przy drzwiach zatrzymuje się.
CALMA
Ta kobieta naprawdę mnie potrzebowała.
DIDUR
Wiem.
CALMA
Oficer naprawdę bił brawo.
Didur nie odpowiada. Calma wychodzi. W pękniętym lustrze zostaje tylko odbicie Didura. Na stole leży jego ołówek. Nie ma już partytury, w której mógłby coś poprawić.
SEKWENCJA 6. FINZE — GŁOS JAKO KARIERA
31. WIKTORIA W TRAMWAJU
WNĘTRZE. TRAMWAJ — DZIEŃ
Zatłoczony wagon przesuwa się przez okupowaną Warszawę. Zaparowane szyby zamieniają pasażerów w niewyraźne odbicia. CALMA stoi przy oknie. W szybie dostrzega twarz FINZEGO. Finze znajduje się kilka osób dalej. Widzi ją w tym samym odbiciu. Nie odwracają się ku sobie. Tramwaj zatrzymuje się. Do wagonu wchodzi dwóch ŻANDARMÓW.
ŻANDARM
Dokumente!
Rozmowy milkną. Pasażerowie sięgają do kieszeni. Tłum przesuwa Calmę i Finzego bliżej siebie. Stoją teraz ramię w ramię, lecz zachowują się jak obcy. Pierwszy żandarm sprawdza kolejne dokumenty. Drugi obserwuje twarze. Calma wyciąga papiery. Jeden z dokumentów zaczepia o podszewkę torebki. Finze widzi jej drżącą dłoń. Nie może pomóc. Żandarm staje przed Calmą. Bierze dokument. Porównuje fotografię z jej twarzą. Finze patrzy prosto przed siebie. Żandarm oddaje papiery i wyciąga rękę ku Finzemu. Finze pokazuje własne dokumenty.
ŻANDARM
Dokąd?
FINZE
Na Pragę.
Żandarm spogląda na Calmę.
ŻANDARM
Znacie się?
Calma i Finze nie patrzą na siebie.
CALMA
Nie.
Finze przeczy ruchem głowy. Żandarm przygląda im się jeszcze przez chwilę. Potem idzie dalej. Drzwi otwierają się na następnym przystanku. Żandarmi wysiadają. Tramwaj rusza. Dopiero teraz Calma wypuszcza powietrze. Finze robi to samo. Ich ramiona nadal się stykają.
FINZE
Wiktoria.
Calma odwraca się do niego.
CALMA
Nikt mnie tak nie nazywa.
FINZE
Ja pamiętam.
CALMA
Calma jest bezpieczniejsza.
FINZE
Dla kogo?
Calma nie odpowiada. Finze patrzy na jej odbicie w szybie.
FINZE
W programie może być Calma. Tutaj nie musisz.
CALMA
Nie odbieraj mi jednego imienia tylko dlatego, że ktoś inny dał mi drugie.
FINZE
Nie odbieram.
Ciszej:
FINZE
Przypominam.
Tramwaj zwalnia. Calma spogląda na mijaną ulicę. To jej przystanek. Finze zauważa.
FINZE
Wysiadasz.
Drzwi otwierają się.
Calma nie rusza się. Drzwi zamykają się. Tramwaj jedzie dalej.
FINZE
Przegapiłaś.
CALMA
Wiem.
Po raz pierwszy patrzą na siebie bez pośrednictwa szyby.
32. TEATR NOWOŚCI
WNĘTRZE. MAŁA KAWIARNIA — DZIEŃ
Prawie pusta sala. Calma i Finze siedzą przy niewielkim stoliku. Pomiędzy nimi dwie filiżanki ersatz-kawy. Finze przesuwa ku Calmie swoją porcję sacharyny.
FINZE
Dostałem propozycję.
Calma czeka.
FINZE
Teatr Nowości. Stałe zaangażowanie. Próby, sześć przedstawień w tygodniu.
CALMA
Płacą?
FINZE
Płacą. Czasem również jedzeniem.
CALMA
To dużo.
Finze spodziewał się potępienia. Jej spokój utrudnia mu przygotowaną obronę.
FINZE
Didur powie, że to jawny teatr.
CALMA
Bo nim jest.
FINZE
A koncerty w restauracjach nie są jawne?
CALMA
Są.
FINZE
Każdy program ma tę samą pieczęć. Każda sala tę samą zgodę.
CALMA
Wiem.
FINZE
Więc jaka jest różnica?
Calma obraca filiżankę w dłoniach.
CALMA
Może żadna. A może różnicę tworzy to, po co tam idziesz.
FINZE
Idę, żeby śpiewać i jeść.
CALMA
Na początku.
Finze patrzy na nią uważniej.
CALMA
Rozpoznasz moment, w którym przestanie chodzić o przetrwanie, a zacznie o karierę?
FINZE
Jeśli dostanę lepszą rolę, mam ją odrzucić?
CALMA
Nie powiedziałam tego.
FINZE
Jeżeli publiczność zapamięta moje nazwisko, to będzie już kariera?
CALMA
Być może.
FINZE
A jeśli dzięki temu zapłacę za mieszkanie i lekcje?
CALMA
Jedno nie wyklucza drugiego.
Finze odsuwa filiżankę.
FINZE
Okupacja nie daje luksusu czystych wyborów.
CALMA
Nie pytam, czy wybór będzie czysty. Pytam, czy będzie twój.
FINZE
Łatwo mówić komuś, żeby uważał na karierę, kiedy ma nazwisko na każdym programie.
Calma przyjmuje cios.
CALMA
To nazwisko również ktoś mi zbudował.
FINZE
Ale publiczność woła je do ciebie.
CALMA
Właśnie dlatego pytam.
Kładzie dłoń na stole, blisko jego ręki.
CALMA
Nie proszę, żebyś odmówił. Proszę, żebyś później nie mówił sobie, że nie dokonałeś wyboru.
Finze dotyka jej palców.
FINZE
Przyjdziesz mnie posłuchać?
CALMA
Jako Calma czy Wiktoria?
FINZE
Jako ty.
Calma nie zabiera ręki.
CALMA
Jeśli będę wiedziała, która to.
33. DUET, KTÓRY NIE JEST TYLKO ROLĄ
WNĘTRZE. KAWIARNIA KONCERTOWA — WIECZÓR
Sala pełna. Na stolikach filiżanki, programy z cenzorską pieczęcią i paczki przekazywane dyskretnie z rąk do rąk. LATOSZEWSKI siedzi przy fortepianie. DIDUR stoi z boku. CALMA kończy pieśń. Oklaski. Finze podchodzi do fortepianu, ale nie zaczyna od razu. Kelner przesuwa krzesło. Ktoś odkłada łyżeczkę. W głębi sali trwa szeptana rozmowa. Finze czeka. Nie okazuje zniecierpliwienia. Patrzy kolejno na kilka osób, jakby każdy z nich był powodem, dla którego przyszedł. Rozmowy cichną. Dopiero wtedy daje znak Latoszewskiemu. Didur obserwuje go. Rozpoznaje lekcję Kiepury. Finze zaczyna śpiewać. Nie tylko prowadzi frazę. Prowadzi uwagę sali: zatrzymuje spojrzenie na starszej kobiecie, pozwala wybrzmieć pauzie, uśmiecha się do chłopca siedzącego na kolanach matki. Nie wygląda, jakby stosował wyuczone gesty. Właśnie dlatego działają. Po pierwszym numerze Finze zwraca się do Calmy. Wyciąga ku niej rękę. Calma podchodzi. Latoszewski rozpoczyna duet. Na początku śpiewają role. Każde pilnuje rytmu, wejścia i tekstu. Potem Finze wypowiada muzyczną frazę ciszej, niż robili to na próbie. Calma podnosi wzrok. W jego spojrzeniu rozpoznaje człowieka z tramwaju, nie scenicznego partnera. Odpowiada równie cicho. Sala musi pochylić się ku nim. Ich dłonie spotykają się w przewidzianym przez rolę geście. Powinny rozłączyć się po dwóch taktach. Pozostają razem o takt dłużej. Didur to widzi. Publiczność także — lecz każdy rozumie ten gest inaczej. Finze śpiewa następne zdanie do Calmy, nie do widowni. Ona odpowiada bez osłony roli. Przez chwilę duet przestaje być przedstawieniem. Didur podchodzi. Kolejny numer wymaga trzech głosów. Zajmuje miejsce po drugiej stronie Calmy. Latoszewski zmienia tonację. Didur zaczyna. Jego głos nie ma już dawnej swobody, lecz wciąż posiada ciężar, który natychmiast porządkuje przestrzeń. Finze odpowiada jaśniejszą frazą. Didur przejmuje ją i osadza niżej. Calma wchodzi pomiędzy nich. Trzy głosy tworzą harmonię doskonalszą niż relacja trojga ludzi, którzy je wydobywają. Didur śpiewa, chcąc utrzymać muzykę i Calmę w swoim świecie. Finze śpiewa, chcąc dowieść, że potrafi istnieć bez zgody Mistrza. Calma śpiewa, bo tylko w tej chwili żaden z nich nie może przemówić za nią. Muzyka nie zdradza sprzeczności. Łączy ich bez pytania o motywy. Ostatni akord. Finze nie kłania się natychmiast. Wytrzymuje ciszę. Jedną sekundę. Drugą. Dopiero kiedy cała sala skupia się na nim, zwraca się ku Calmie i Didurowi. Gestem włącza ich do ukłonu. Oklaski wybuchają mocniej. BŁYSK aparatu. Didur spogląda na Finzego. Uczeń nie tylko pamięta lekcję Kiepury. Potrafi już jej użyć.
34. STAŁE ZAANGAŻOWANIE
WNĘTRZE. KAWIARNIA — PO KONCERCIE
Goście wychodzą. Kelnerzy zbierają filiżanki. WŁAŚCICIEL KAWIARNI ściska dłoń Finzego.
WŁAŚCICIEL
Pan powinien śpiewać na prawdziwej scenie.
FINZE
Od przyszłego tygodnia będę.
Didur podnosi głowę.
FINZE
Przyjąłem stałe zaangażowanie w Teatrze Nowości.
Właściciel gratuluje mu ponownie i odchodzi. Calma, Latoszewski i muzycy przestają pakować nuty.
DIDUR
Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
FINZE
Właśnie powiedziałem.
DIDUR
Teatr Nowości działa pod niemiecką kontrolą.
Finze podnosi program dzisiejszego koncertu. Pokazuje cenzorską pieczęć.
FINZE
A ten koncert?
DIDUR
To nie jest to samo.
FINZE
Pieczęć wygląda tak samo.
DIDUR
My wykorzystujemy lokale, żeby utrzymać muzykę i ludzi przy życiu.
FINZE
Ja będę robił to samo. Tylko sześć razy w tygodniu.
DIDUR
Będziesz budował karierę na scenie, którą otworzył okupant.
FINZE
Pan zbudował dziś program, który zatwierdził ten sam urząd.
DIDUR
Zebraliśmy pieniądze dla muzyków. Nakarmiliśmy rodziny.
FINZE
Ja też mam rodzinę. I głos, który nie przeżyje od samej ostrożności.
DIDUR
To nie głos jest tu zagrożony.
FINZE
Więc co?
Didur nie odpowiada od razu.
DIDUR
Moment, w którym przestaniesz wiedzieć, dlaczego wychodzisz na scenę.
Finze spogląda na Calmę. Rozpoznaje jej pytanie.
FINZE
Czyli jeśli robię to dla chleba, mogę śpiewać. Jeśli publiczność zacznie pamiętać moje nazwisko, powinienem zamilknąć?
DIDUR
Wiesz, że nie o to chodzi.
FINZE
Wiem, że potrzebuje pan różnicy między tym, co robi pan, a tym, co robię ja.
Didur podchodzi bliżej.
DIDUR
Kiepura mógł urządzać widowiska, bo następnego dnia mógł wyjechać. Ty zostajesz tutaj.
Każdy twój gest zostaje z tobą.
FINZE
Tym bardziej muszę zdecydować, jak zostanie zapamiętany.
DIDUR
To już nie jest przetrwanie.
FINZE
Nie. To jest życie.
Didur słyszy własne dawne przekonanie zwrócone przeciwko niemu.
Finze wkłada płaszcz.
FINZE
Nauczył mnie pan, że głos bez pracy umiera. Kiepura nauczył mnie, że głosu bez opowieści nikt nie zapamięta.
DIDUR
A czego nauczyła cię wojna?
Finze zatrzymuje się przy drzwiach.
FINZE
Że nie mam czasu czekać na czystą scenę.
Wychodzi. Na stole pozostaje zatwierdzony program. Didur patrzy na pieczęć, która nie pozwala już wyznaczyć granicy między nimi.
35. GEST ODCZYTANY TRZY RAZY
WNĘTRZE. SZATNIA KAWIARNI — NOC
Calma wkłada płaszcz. Didur stoi przy drzwiach. Przez szybę widać Finzego czekającego na ulicy.
DIDUR
Powinnaś z nim porozmawiać.
CALMA
Rozmawiałam.
DIDUR
I powiedziałaś mu, żeby przyjął?
CALMA
Powiedziałam, żeby wiedział, co przyjmuje.
DIDUR
To nie jest scena dla niego.
Calma owija szyję szalem.
CALMA
Nie ma pan prawa żądać od uczniów głodu i milczenia, jeśli sam wybiera dozwolone
formy pracy.
DIDUR
Nie żądam głodu.
CALMA
Więc czego?
DIDUR
Żeby nie pomylił chleba z oklaskami.
CALMA
Może pamięta zbyt dobrze wieczór, kiedy oklaski odebrano mu na pańskiej scenie.
Didur spogląda przez szybę na Finzego.
DIDUR
Kiepura nie chciał go upokorzyć.
CALMA
To nie znaczy, że go nie upokorzył.
Calma podchodzi do drzwi.
DIDUR
Bronisz go.
CALMA
Nie. Nie zgadzam się z panem.
Otwiera drzwi.
PLENER. ULICA PRZED KAWIARNIĄ — CIĄG DALSZY
Finze odsuwa się od muru.
Calma staje przed nim. Didur pozostaje wewnątrz, widoczny przez szybę szatni.
FINZE
Myślałem, że nie wyjdziesz.
CALMA
Ja też.
Finze próbuje odczytać jej twarz.
FINZE
Przyjdziesz do Nowości?
Calma nie odpowiada. Dotyka jego ramienia. Jej dłoń pozostaje tam dłużej, niż wymaga pożegnanie. Finze patrzy na tę dłoń jak na obietnicę. Nakrywa ją własną. Za szybą Didur widzi gest Calmy jak zdradę. Przejeżdżający tramwaj odbija się w witrynie. Jego światła przesuwają się po twarzach całej trójki. Twarz Calmy znika w odbiciu. Kamera nie zmienia miejsca. Nie podchodzi bliżej. Nie wiemy, czy Calma pociesza Finzego, wybiera go, zatrzymuje, czy tylko nie potrafi odejść bez dotyku. Wysuwa dłoń spod jego ręki.
CALMA
Dobranoc.
Odchodzi sama.
Finze patrzy za nią z nadzieją. Didur patrzy za nią z poczuciem utraty. Calma nie ogląda się na żadnego z nich.
36. NAŚLADOWAĆ GWIAZDĘ
MONTAŻ — TEATR NOWOŚCI / MIESIĄCE
— FINZE wychodzi z próby. Fotograf prosi go o zdjęcie przy afiszu.
FINZE
Przyszedłem śpiewać, nie pozować.
Mija go.
— Następnego dnia ogląda gazetę. Na fotografii widać właściciela teatru i innych artystów. Finze został ucięty na krawędzi kadru. Składa gazetę.
— Kolejna premiera. Fotograf ponownie ustawia aparat.
Finze zatrzymuje się. Przesuwa o pół kroku, żeby światło padało na twarz. Odwraca się lepszym profilem. BŁYSK.
— Na afiszu nazwisko Finzego przesuwa się z dołu ku górze.
— Właściciel teatru przedstawia mu RECENZENTA. Finze ściska jego dłoń krótko i odchodzi.
— Tydzień później sam podchodzi do tego samego człowieka.
FINZE
Jak zdrowie pańskiej żony?
Recenzent jest zaskoczony, że zapamiętał.
— Finze wysyła odręczne zaproszenia na przedstawienie.
— Zatrzymuje najlepszy stolik dla człowieka mającego dostęp do papieru i druku.
— Po spektaklu nie znika w garderobie. Wychodzi do foyer, rozmawia z publicznością, podpisuje programy. Każdemu daje krótką chwilę pełnej uwagi.
— Przed kolejnym występem Finze spogląda zza kurtyny. Liczy reporterów.
— Zwykły numer programu. Finze zatrzymuje orkiestrę przed rozpoczęciem.
Schodzi ze sceny i zaczyna śpiewać z przejścia pomiędzy stolikami. Publiczność odwraca się ku niemu. To nie jest kopia występu Kiepury. Jest wystarczająco inne, by Finze mógł uważać je za własny pomysł.
— Fotograf przepycha się w odpowiednie miejsce. Finze czeka z najważniejszą frazą, aż aparat będzie gotowy. BŁYSK.
— Wycinek prasowy: „FINZE ZACHWYCA PUBLICZNOŚĆ NOWOŚCI”.
— Kolejny wieczór. Przy stolikach najbliżej sceny siedzą NIEMIECCY OFICEROWIE. Za nimi polska publiczność. Finze wychodzi. Przez pierwsze takty patrzy ponad głowami oficerów — ku Polakom siedzącym w głębi sali. Śpiewa dla nich. Starsza kobieta rozumie. Młody mężczyzna spuszcza wzrok. Dziewczyna przyciska program do piersi. Niemcy również biją brawo. Fotograf robi zdjęcie z boku. W jego kadrze niemieccy oficerowie znajdują się na pierwszym planie. Finze stoi zwrócony w ich stronę. Polskiej publiczności za nimi prawie nie widać. BŁYSK.
— Finze ogląda odbitkę. Wie, do kogo śpiewał. Fotografia tego nie wie.
— W garderobie otwiera teczkę z wycinkami. Na jednej stronie: KIEPURA śpiewający z loży, wysoko ponad sceną. Na drugiej: FINZE w Teatrze Nowości, nad oklaskującymi niemieckimi mundurami. Finze układa własną fotografię prosto. Zamyka teczkę. To, co dla niego było sposobem przetrwania i odzyskania sceny, właśnie otrzymało formę przyszłego dowodu.
SEKWENCJA 7. BEZ ZGODY MISTRZA
37. OFICYNA POD NIEMIECKIM RADIEM
WNĘTRZE. OFICYNA, WOLA SĘKOWA — WIECZÓR — 1942
Niewielki pokój o niskim suficie. Na pianinie leży złożony koc tłumiący dźwięk. Zasłony są szczelnie zaciągnięte. DIDUR prowadzi lekcję CALMY. Śpiewa niemal szeptem, pokazując jej frazę. Dawny bas, który wypełniał Metropolitan, mieści się teraz między czterema ścianami oficyny. Z sąsiedniej części zabudowań dobiega niemieckie radio. Marszowa muzyka, komunikat z frontu, śmiech zakwaterowanych w majątku oficerów. Calma podejmuje frazę. Didur natychmiast unosi rękę.
DIDUR
Ciszej.
CALMA
Jeszcze ciszej?
DIDUR
Dźwięk nie może przejść przez ścianę.
CALMA
Uczył mnie pan, że powinien przechodzić przez ostatni rząd.
DIDUR
Tutaj nie ma ostatniego rzędu.
Didur podchodzi i poprawia jej ułożenie ramion. Calma zaczyna ponownie. Śpiewa półgłosem. Za ścianą ktoś zwiększa głośność radia. Niemiecki tenor wykonuje arię z pełną orkiestrą. Didur milknie. Czeka, aż radio zagłuszy jego słowa.
DIDUR
Teraz.
Calma śpiewa pod osłoną niemieckiego głosu. Jej fraza jest prawie niesłyszalna, lecz precyzyjna. Na podwórzu rozlegają się kroki. Didur jednym ruchem zamyka partyturę. Calma siada przy stole i bierze do ręki gazetę. Kroki przechodzą dalej. Didur nasłuchuje. Dopiero gdy cichną, ponownie otwiera nuty.
CALMA
Tak ma teraz wyglądać scena?
DIDUR
Tak wygląda praca.
CALMA
To nie jest odpowiedź.
DIDUR
Dzisiaj musi wystarczyć.
Wznawia lekcję. Calma patrzy na niego: człowieka, który kiedyś podporządkowywał sobie orkiestry, dziś odmierzającego głos według kroków obcych oficerów.
38. OLGA DZIAŁA
PLENER. ZABUDOWANIA MAJĄTKU, WOLA SĘKOWA — NOC
OLGA wychodzi z kuchni z koszem przykrytym płótnem. Pod żywnością ukrywa złożoną kartkę. Calma czeka w cieniu oficyny.
CALMA
Dokąd idziesz?
Olga nie zatrzymuje się.
OLGA
Do rodziny człowieka, którego zabrali.
Calma dogania ją.
CALMA
Ojciec wie?
OLGA
Nie.
CALMA
Powiesz mu?
OLGA
Jeśli wrócimy.
Calma bierze od niej część ciężaru. Idą wzdłuż zabudowań. W oknach głównego domu palą się światła. Przez szybę widać niemieckich oficerów przy kolacji. Przy bramie zatrzymuje je NIEMIECKI WARTOWNIK.
WARTOWNIK
Dokąd?
Olga nie opuszcza wzroku.
OLGA
Do ludzi pracujących w majątku.
Wartownik wskazuje kosz.
WARTOWNIK
Co tam jest?
OLGA
Moje jedzenie.
WARTOWNIK
Dla kogo?
OLGA
To mój majątek. Czy mam budzić oficera, który zajął mój salon, żeby zapytać,
komu wolno mi dać własny chleb?
Wartownik rozpoznaje nazwisko i pozycję Olgi. Waha się, po czym odsuwa. Kobiety wychodzą za bramę.
CALMA
A gdyby zajrzał pod chleb?
OLGA
Powiedziałabym, że kartka jest moja.
CALMA
Ryzykowałabyś własnym nazwiskiem?
OLGA
Po coś je mam.
PLENER. DOM PRACOWNIKA MAJĄTKU — CHWILĘ PÓŹNIEJ
Drzwi otwiera KOBIETA z kilkuletnim SYNEM. Olga podaje jej kosz i ukrytą wiadomość. Kobieta czyta. Dowiaduje się, że zatrzymany żyje. Nie dziękuje. Nie potrafi. Przyciska kartkę do ust. Calma podaje chłopcu bochenek chleba. Nie ma świadków, oklasków ani nazwisk na programie. W drodze powrotnej Calma spogląda na Olgę.
CALMA
Nie czekałaś na niczyją zgodę.
OLGA
O zgodę pyta się kogoś, kto ma prawo jej odmówić.
Idą dalej przez ciemność.
39. NAZWIJ NAS
WNĘTRZE. OFICYNA — NOC
Didur odkłada nuty do walizki. Calma wraca z podwórza. Na jej butach widać błoto.
DIDUR
Gdzie byłaś?
CALMA
Z Olgą.
DIDUR
O tej porze?
CALMA
Zrobiłyśmy coś, o czym nie zdecydował pan wcześniej.
Didur słyszy wyzwanie.
DIDUR
Jeśli Olga naraża siebie, to jej sprawa. Nie ma prawa narażać ciebie.
CALMA
A pan ma?
Cisza. Calma zamyka drzwi.
CALMA
Kim jestem?
DIDUR
Co to za pytanie?
CALMA
Najprostsze.
Podchodzi bliżej.
CALMA
Przy ludziach jestem uczennicą. Kiedy pan obsadza role — podopieczną. Kiedy mówi pan o przyszłości — muzą.
Patrzy mu w oczy.
CALMA
A kiedy drzwi są zamknięte?
DIDUR
Calma—
CALMA
To imię. Nie odpowiedź.
Didur odwraca się do okna.
DIDUR
Teraz nie jest czas na deklaracje.
CALMA
Od ilu lat nie jest?
DIDUR
Nie rozumiesz, co wywołałby skandal. W twojej sytuacji, przy różnicy wieku—
CALMA
Mojej sytuacji?
DIDUR
Chronię cię.
CALMA
Przed czym?
DIDUR
Przed ludźmi. Przed tym, co powiedzą. Przed skutkami, których nie cofniesz.
CALMA
Ochrona, o którą nie prosiłam, jest inną formą zamknięcia.
Didur podnosi głos, lecz natychmiast przypomina sobie o Niemcach za ścianą.
DIDUR
Dałem ci wszystko, co mogłem.
Calma mówi spokojnie.
CALMA
Właśnie. Kiedy pytam, kim jestem, odpowiada pan rzeczami, które mi dał.
DIDUR
Kocham cię.
Calma czeka. To słowo jej nie wystarcza.
CALMA
I co ta miłość pozwala wybrać mnie?
Didur nie odpowiada.
CALMA
Nie chcę być kobietą tylko wtedy, kiedy nikt nie widzi, i uczennicą zawsze, kiedy chce pan wydać polecenie.
DIDUR
Chcesz, żebym zniszczył twoje nazwisko?
CALMA
Chcę, żeby przestał pan mówić o moim życiu jak o własnym przedstawieniu.
Za ścianą wybucha śmiech niemieckich oficerów. Calma spogląda w stronę dźwięku.
CALMA
Jutro wracam do Warszawy.
DIDUR
Nie.
CALMA
To także nie jest odpowiedź.
40. ZAKAZ NIE DZIAŁA
WNĘTRZE. OFICYNA, WOLA SĘKOWA — ŚWIT
Calma pakuje nuty do walizki. Każdą partyturę układa osobno. Nie zabiera niczego, co należy do Didura. Didur stoi w drzwiach.
DIDUR
Warszawa jest zbyt niebezpieczna.
CALMA
Wiem.
DIDUR
Nie masz tam mieszkania.
CALMA
Znajdę.
DIDUR
Nie pozwalam ci jechać.
Calma zamyka walizkę.
CALMA
Zakaz nie działa.
Didur zastępuje jej drogę.
DIDUR
Nie wiesz, co robisz.
CALMA
Możliwe. Ale po raz pierwszy to ja będę za to odpowiadać.
Bierze walizkę. Didur nie odsuwa się. Calma patrzy na niego bez gniewu.
CALMA
Nie ma pan już sceny, na której słowo „nie” zatrzymuje wszystkich w miejscu.
Didur powoli schodzi z drogi.
PLENER. DZIEDZINIEC MAJĄTKU — CHWILĘ PÓŹNIEJ
Wóz czeka przy bramie. Olga pomaga Calmie umieścić bagaż.
OLGA
Jesteś pewna?
CALMA
Nie.
Olga kiwa głową. To wystarcza.
Calma wsiada. Didur wychodzi przed oficynę. Nie woła za nią. Wóz rusza. Calma nie ogląda się.
WNĘTRZE. OFICYNA — PÓŹNIEJ
Didur wchodzi do pustego pokoju. Na pulpicie nie ma nut Calmy. Na oparciu krzesła nie ma jej szala. Siada przy pianinie. Próbuje nacisnąć klawisz, lecz powstrzymuje dłoń.
PLENER. DZIEDZINIEC MAJĄTKU — PÓŹNIEJ
Didur wychodzi z walizką. Olga czeka przy schodach.
OLGA
Jedziesz ją sprowadzić?
Didur patrzy na drogę, którą odjechała Calma.
DIDUR
Nie wiem.
OLGA
Jeśli chcesz ją zatrzymać, zostań.
Didur przyjmuje te słowa.
DIDUR
Kiedy jest następny pociąg do Warszawy?
Olga wskazuje mu drogę. Didur rusza śladem Calmy — po raz pierwszy nie prowadząc.
41. FINZE ZA KULISAMI
WNĘTRZE. TEATR NOWOŚCI — WIECZÓR
Za kulisami tłok. Artyści, krawcy, właściciel teatru, fotograf i ludzie, których obecność nie ma związku z przedstawieniem. Calma stoi w drzwiach garderoby FINZEGO. Finze siedzi przed dużym lustrem. Ma dobrze skrojony frak, wypolerowane buty i własne nazwisko wydrukowane największą czcionką na afiszu. Wokół niego kilka osób omawia następną rolę.
WŁAŚCICIEL TEATRU
Jeżeli powtórzymy sukces, w nowym programie będzie pan sam nad tytułem.
FOTOGRAF
Zdjęcia zrobimy po drugim numerze. Publiczność będzie jeszcze na miejscach. Finze wydaje krótkie, pewne dyspozycje. Widzi Calmę w lustrze. Natychmiast wstaje.
FINZE
Wiktoria.
Pozostali odwracają się.
FINZE
Proszę dać nam chwilę.
Ludzie wychodzą, choć właściciel nadal mówi o terminach. Finze zamyka drzwi. Przez moment znów jest młodym człowiekiem z tramwaju.
FINZE
Wróciłaś.
CALMA
Tak.
Obejmują się. Bliskość jest prawdziwa, choć nie wiadomo, czy potrafi jeszcze istnieć poza teatrem. Finze dotyka jej twarzy.
FINZE
Zaśpiewaj ze mną.
CALMA
Teraz?
FINZE
W następnym programie. Duet. Twoje nazwisko i moje.
CALMA
Przyjechałam, żeby cię zobaczyć.
FINZE
Właśnie patrzę.
CALMA
Patrzysz również na afisz.
Finze nie zaprzecza.
FINZE
Sala będzie pełna. Usłyszą nas razem.
CALMA
Chcesz mnie czy Calmy?
FINZE
Obojga.
Mówi to szczerze.
FINZE
Nie potrafię już oddzielić jednego od drugiego.
Calma opuszcza wzrok.
CALMA
Ja próbuję.
Z korytarza dobiega pukanie.
GŁOS WŁAŚCICIELA
Panie Finze, czekają!
Finze ujmuje dłoń Calmy.
FINZE
Zostań do końca. Potem pójdziemy gdzieś sami.
CALMA
A zdjęcie?
FINZE
Możesz stanąć obok mnie.
Calma wysuwa dłoń. Finze od razu rozumie, co powiedział.
FINZE
Nie tak to miało zabrzmieć.
CALMA
Wiem. Dlatego zabrzmiało prawdziwie.
Otwiera drzwi.
FINZE
Wiktoria.
Calma zatrzymuje się.
CALMA
Nie używaj tego imienia, żeby przekonać Calmę.
Wychodzi. Finze nie biegnie za nią. Za drzwiami czeka właściciel, fotograf i następna rola.
42. DYM NAD GETTEM
WNĘTRZE. TRAMWAJ — WIOSNA 1943 — DZIEŃ
Tramwaj jedzie powoli przez Warszawę. Didur i Calma stoją obok siebie. Nie rozmawiają. Calma trzyma futerał z nutami. Za oknem przesuwa się mur getta. Nad dachami po drugiej stronie wznosi się ciemny dym. Rozlegają się odległe strzały. Pasażerowie patrzą w podłogę, w szyby albo na własne dłonie. Nikt nie pyta, co się dzieje. Tramwaj zwalnia. Kolejna seria strzałów. Potem głuchy wybuch. Calma podnosi wzrok. W szybie widzi własne odbicie na tle dymu. Jej dłoń zaciska się na uchwycie futerału. Przez moment wygląda, jakby chciała go otworzyć. Nie robi tego. Didur patrzy na nią. Odruchowo nabiera powietrza, jak przed udzieleniem wskazówki. Nie mówi nic.
PLENER. MUR GETTA — CIĄG DALSZY
Tramwaj przesuwa się wzdłuż muru. Dym zasłania niebo. Za murem słychać krzyk, którego nie można odróżnić od kolejnego wystrzału. Wewnątrz wagonu nikt się nie porusza. Calma nie odwraca wzroku. Didur również zaczyna patrzeć. Tramwaj jedzie dalej. Nie pojawia się muzyka.
43. GŁOS NIE WYCHODZI
WNĘTRZE. MIESZKANIE PRZY WARECKIEJ — PÓŹNIEJ
Calma stoi przy fortepianie. Didur siedzi naprzeciwko z otwartą partyturą. Calma nabiera powietrza. Otwiera usta. Nie wydobywa się dźwięk. Próbuje ponownie. Didur unosi rękę.
DIDUR
Oddech — Przerywa.
Widząc jej twarz, opuszcza dłoń. Calma po raz trzeci próbuje rozpocząć frazę. Głos nie wychodzi.
CALMA
Nie potrafię.
Didur zamyka partyturę. Nie mówi, że jutro będzie lepiej. Nie poprawia jej postawy. Nie wyznacza następnego ćwiczenia. Przesuwa krzesło i siada obok niej. Calma patrzy przed siebie.
CALMA
Widziałam dym.
Didur kiwa głową. Długo milczą. Za ścianą ktoś przesuwa mebel. Na ulicy przejeżdża samochód. Zegar odmierza czas. Didur kładzie rękę na ławce pomiędzy nimi, ale jej nie dotyka. Calma po chwili przesuwa własną dłoń obok jego. Siedzą razem przy zamkniętym fortepianie. Milczenie jest jedyną odpowiedzią, której żadne nie próbuje zamienić w sztukę.
44. SIEĆ
MONTAŻ — WARECKA / WARSZAWA — 1943–1944
— TADEUSZ BURSZTYNOWICZ wchodzi do kamienicy z rulonem nut. W środku ukryte są kartki żywnościowe.
— Przynosi partyturę Didurowi. Didur otwiera ją. Pomiędzy stronami znajduje krótką wiadomość. Czyta, zapamiętuje i wrzuca kartkę do pieca.
— Bursztynowicz zostawia pod stołem worek ziemniaków.
DIDUR
Kto za to zapłacił?
BURSZTYNOWICZ
Ci, którzy będą dzisiaj śpiewać.
— Uczniowie przychodzą różnymi ulicami i o różnych porach. Bursztynowicz zapisuje wejścia tak, żeby przed kamienicą nigdy nie powstała grupa.
— Przenosi nuty do innego mieszkania.
— Dostarcza wiadomość rodzinie muzyka.
— Śpiewa gamę przed Didurem.
DIDUR
Trzeci dźwięk za niski.
BURSZTYNOWICZ
Na wiadomości pan nie narzekał.
DIDUR
Wiadomości nie śpiewasz.
— Bursztynowicz poprawia trzeci dźwięk.
— Didur otwiera zeszyt zajęć. Widzi, że część terminów, miejsc i nazwisk wpisał Bursztynowicz.
DIDUR
Przejąłeś mój plan?
BURSZTYNOWICZ
Plan nie wiedział, że zamknęli ulicę.
Didur chce zaprotestować. Sprawdza poprawione adresy. Wszystkie mają sens. Zamyka zeszyt.
DIDUR
Następnym razem pisz wyraźniej.
— Zima. Didur idzie po schodach przy Wareckiej. Zatrzymuje się, kaszląc. Musi oprzeć się o poręcz.
— W mieszkaniu uczniowie czekają.
Calma sprawdza zegar.
UCZEŃ
Zaczynamy bez Mistrza?
Calma spogląda na drzwi. Potem staje przed grupą.
CALMA
Cztery miary wdechu. Sześć wydechu.
Uczniowie wykonują polecenie. Calma poprawia postawę jednej z dziewcząt. Prosi Bursztynowicza o pierwszą frazę. Bursztynowicz zaczyna.
CALMA
Nie od dźwięku. Od decyzji.
Powtarza słowa Didura, lecz wypowiada je własnym głosem. Drzwi uchylają się. Didur stoi na progu, blady i zmęczony. Widzi Calmę prowadzącą klasę oraz Bursztynowicza pilnującego listy i wejść. Nikt nie zauważył jego przybycia. Przez chwilę chce przerwać. Zamiast tego siada na ostatnim wolnym krześle. Calma dostrzega go. Milknie. Didur wykonuje krótki gest dłonią.
DIDUR
Prowadź.
Calma odwraca się do uczniów.
CALMA
Jeszcze raz.
Klasa zaczyna wspólny oddech. Didur słucha z ostatniego rzędu własnego konserwatorium — istniejącego już nie dzięki jego nazwisku, lecz dzięki ludziom, którzy nauczyli się podtrzymywać je nawzajem
SEKWENCJA 8
45. GODZINA W
WNĘTRZE. MIESZKANIE PRZY WARECKIEJ — 1 SIERPNIA 1944 — PÓŹNE POPOŁUDNIE
Zegar zbliża się do siedemnastej. DIDUR siedzi przy stole. Przepisuje plan lekcji. CALMA porządkuje nuty, a BURSZTYNOWICZ sprawdza listę uczniów. Na ulicy rozlegają się pierwsze strzały. Wszyscy nieruchomieją. Potem następne — bliżej. Dzwony, krzyki, biegnący ludzie. Bursztynowicz podchodzi do okna. Na ulicy pojawiają się biało-czerwone opaski.
BURSZTYNOWICZ
Zaczęło się.
Didur wstaje.
DIDUR
Zamknij okno.
Kolejna seria z karabinu. Didur bierze czystą kartkę i kreśli kolumny jak w planie prób.
DIDUR
Lachetówna?
BURSZTYNOWICZ
Po drugiej stronie miasta.
DIDUR
Finze?
CALMA
W Nowościach. Nie wiemy, czy przeszedł.
DIDUR
Pozostali?
Bursztynowicz wymienia adresy. Didur zapisuje je przy nazwiskach.
DIDUR
Trzeba ustalić, gdzie można prowadzić zajęcia. Piwnica tutaj pomieści sześć osób.
Jeżeli przejście na Chmielnej będzie wolne—
BURSZTYNOWICZ
Mistrzu, za godzinę może nie być przejścia.
Didur skreśla ulicę i natychmiast szuka następnej, jakby zmieniał salę prób. Do mieszkania wpada młoda ŁĄCZNICZKA.
ŁĄCZNICZKA
Szukają ludzi do punktów sanitarnych. Kogoś, kto potrafi śpiewać też. Dla rannych,
dla tych w piwnicach. Calma bierze z krzesła płaszcz.
CALMA
Pójdę.
Didur podnosi głowę.
DIDUR
Dokąd?
ŁĄCZNICZKA
Najpierw na podwórze przy Szpitalnej. Potem gdzie będzie można przejść.
DIDUR
To nie jest plan.
CALMA
To są ludzie.
Wybiera z pliku nut kilka cienkich zeszytów. Resztę zostawia.
DIDUR
Nie zapytałaś mnie.
Calma zamyka torbę.
CALMA
Nie.
Łączniczka rusza do drzwi. Calma idzie za nią.
DIDUR
Calma.
Zatrzymuje się, lecz nie odwraca.
DIDUR
Dla kogo będziesz śpiewać?
Calma patrzy na łączniczkę, rannych niesionych za oknem i ludzi zbiegających do piwnic.
CALMA
Dla nich.
Wychodzi. Na stole Didura pozostaje plan zajęć, który przestał odpowiadać istniejącemu miastu.
46. PIWNICE
MONTAŻ — PIWNICE I PODWÓRZA WARSZAWY — DNI
— Ciemna piwnica. Ludzie siedzą pod ścianami na materacach i workach. Calma stoi bez akompaniamentu. Śpiewa krótki, prosty utwór. Kobieta trzymająca dziecko zaczyna płakać. Mężczyzna obok niej zasypia. Nikt nie klaszcze.
— Didur nalewa Calmie wodę do metalowego kubka.
DIDUR
Dziesięć minut przerwy.
Do piwnicy wbiega łącznik.
ŁĄCZNIK
Dwie kamienice dalej proszą, żeby przyszła.
Calma wypija wodę.
CALMA
Idziemy.
Didur chce zaprotestować. Zamiast tego bierze jej nuty.
— Podwórze przykryte siatką maskującą. Kilkunastu powstańców je z menażek. Calma pyta jednego z nich:
CALMA
Ile nie spaliście?
POWSTANIEC
Nie wiem.
Calma odkłada przygotowaną arię. Wybiera kołysankę. Podczas pieśni jeden z żołnierzy zasypia z łyżką w dłoni.
— Ostrzał artyleryjski.
Calma przerywa w połowie frazy. Ludzie nasłuchują. Kiedy wybuchy oddalają się, nie zaczyna od początku. Podejmuje melodię od miejsca, w którym została przerwana.
— Inna piwnica.
Kobieta wstaje podczas śpiewu i wychodzi z wiadrami po wodę. Calma obserwuje ją przez chwilę. Śpiewa dalej dla tych, którzy zostali.
— Didur pokazuje Calmie ćwiczenie rozluźniające krtań. Nie dotyka jej. Wykonuje ruch na sobie, a ona decyduje, czy go powtórzyć.
— Calma skreśla z kartki adres zaplanowany przez Didura.
DIDUR
Tam czekają.
CALMA
Tutaj mają rannych.
Dopisuje inny adres. Didur składa kartkę i rusza za nią.
— Mała sala w suterenie. Fortepian ma tylko część sprawnych klawiszy. Didur akompaniuje, omijając martwe dźwięki. Calma śpiewa dla pięciorga dzieci i starego mężczyzny.
— Po ostatniej frazie cisza. Jedno z dzieci pyta:
DZIECKO
To już?
CALMA
Na dzisiaj.
DZIECKO
Jutro też pani przyjdzie?
Calma patrzy na Didura. Nie czeka na jego ocenę.
CALMA
Jeśli będzie można przejść.
— Kolejne podwórze. Calma idzie pierwsza. Didur podąża za nią z torbą nut i butelką wody.
47. POCZTA GŁÓWNA
WNĘTRZE. SCHRON — DZIEŃ
W piwnicy mieści się punkt organizacyjny. Na ścianie wisi mapa ulic. Kolejne przejścia zaznaczono jako niebezpieczne albo nieistniejące. Calma rozmawia z POWSTAŃCEM.
POWSTANIEC
Na Poczcie jest kilkadziesiąt osób. Łącznicy, sanitariuszki, cywile. Proszą, żeby pani przyszła.
Didur podchodzi.
DIDUR
Nie.
Powstaniec spogląda na Calmę, nie na niego.
CALMA
Kiedy?
POWSTANIEC
Teraz. Później może nie być przejścia.
DIDUR
Gmach jest ostrzeliwany. Dach już dostał. Tam nie ma bezpiecznej sali.
CALMA
Tutaj też nie ma.
DIDUR
Nie pójdziesz.
Powstaniec odsuwa się, zostawiając ich samych.
CALMA
Nauczył mnie pan, że śpiewak służy publiczności.
DIDUR
Żywy śpiewak.
CALMA
Żywa publiczność też nie jest pewna jutra.
DIDUR
To nie jest argument. To szaleństwo.
CALMA
Nie idę śpiewać przeciw pociskom.
Zarzuca torbę na ramię.
CALMA
Idę do ludzi, którzy poprosili mnie dzisiaj, bo jutro może ich nie być.
Didur staje przed wyjściem.
DIDUR
Całe życie uczyłem cię chronić głos.
CALMA
Nie po to, żeby chronić go przed użyciem.
DIDUR
Chronię ciebie.
CALMA
Nie. Chroni pan siebie przed możliwością, że mnie straci.
Didur nie potrafi temu zaprzeczyć.
CALMA
Nauczył mnie pan służyć publiczności, nie pańskiemu lękowi.
Omija go. Didur nie chwyta jej za rękę. Nie wydaje kolejnego zakazu. Calma wychodzi z powstańcem. Didur zostaje przed mapą miasta, na której nie ma drogi pozwalającej mu ją zatrzymać.
48. ŚPIEW POD OSTRZAŁEM
WNĘTRZE. POCZTA GŁÓWNA — PROWIZORYCZNA SALA — DZIEŃ
Pomieszczenie z workami pocztowymi zamiast krzeseł. Na ścianach odpada tynk. Siedzą tu POWSTAŃCY, SANITARIUSZKI, RANNI i CYWILE. Niektórzy jedzą, inni śpią z bronią na kolanach. Calma staje przy uszkodzonym fortepianie. Naciska klawisz. Instrument odpowiada fałszywie. Zamyka pokrywę. Będzie śpiewać bez akompaniamentu. Nabiera powietrza na cztery miary. Wypuszcza na sześć. Zaczyna. Pierwsze frazy są ciche. Nie rywalizują z odległym ostrzałem. Rozmowy ustają. Młody powstaniec opiera głowę o ścianę. Sanitariuszka przestaje zwijać bandaż. Ranny mężczyzna otwiera oczy. Nadchodzi seria wybuchów. Szyby drżą. Pył sypie się z sufitu. Calma przerywa. Wszyscy czekają. Po kilku sekundach podejmuje pieśń od następnej frazy. Nie cofa się, żeby odzyskać utraconą część. Kolejny pocisk uderza bliżej. Światło gaśnie. Calma nadal śpiewa w półmroku wpadającym z korytarza. Ktoś wychodzi po wodę. Dwóch powstańców zostaje wezwanych na stanowiska. Sanitariuszka wraca do bandaży. Występ nie zatrzymuje życia. Towarzyszy mu. Calma kończy pierwszą pieśń. Bez oklasków przechodzi do drugiej. Nagle potężne UDERZENIE. Część sufitu osuwa się przy wejściu. Ludzie padają na podłogę. Rozlega się krzyk. Calma przestaje śpiewać. Sanitariuszka dopada rannego łącznika.
SANITARIUSZKA
Nosze!
Calma zdejmuje płaszcz i podkłada go pod głowę rannego. Dwaj mężczyźni podnoszą gruz. Kolejny wybuch.
POWSTANIEC
Musimy opróżnić salę! Będzie następny nalot!
Calma chwyta jeden koniec noszy.
SANITARIUSZKA
Pani ręce—
CALMA
Mam dwie.
Podnoszą rannego. Nikt nie prosi o bis. Calma nie kłania się i nie sprawdza, czy została zapamiętana. Wynosi człowieka z sali, w której przed chwilą śpiewała.
49. RÓWNA SOBIE
PLENER. RUINY POCZTY — CHWILĘ PÓŹNIEJ
DIDUR przedziera się przez dym i ludzi uciekających z budynku.
DIDUR
Calma!
Nikt nie odpowiada. Fragment fasady osuwa się z hukiem. Plac znika w pyle. Didur zakrywa twarz rękawem. Idzie dalej, choć ktoś próbuje go zatrzymać.
DIDUR
Wiktoria!
Z dymu wyłania się Calma. Niesie nosze razem z sanitariuszką. Ma rozcięcie na czole, ale idzie o własnych siłach. Didur zatrzymuje się. Calma przekazuje nosze powstańcowi. Podchodzi do niego. Didur unosi dłonie, jakby chciał sprawdzić jej oddech, gardło i obrażenia. Nie robi tego. Obejmuje ją.
Nie jak nauczyciel witający uczennicę, którą zdołał ocalić. Jak człowiek obejmujący osobę, której decyzji nie mógł podjąć i której mógł już nigdy nie zobaczyć. Calma podtrzymuje go, gdy na moment tracą równowagę.
DIDUR
Bałem się.
CALMA
Wiem.
Nie tłumaczy swojej decyzji. On nie żąda wyjaśnień. Z ruin dochodzi wołanie o pomoc. Calma odsuwa się.
CALMA
Potrzebują ludzi przy noszach.
Didur spogląda na płonący budynek. Potem bierze drugi koniec noszy. Odchodzą razem, niosąc rannego. Za nimi wali się pozostała część sali, w której śpiewała.
50. KOLUMNA
PLENER. WARSZAWA / DROGA — JESIEŃ 1944 — DZIEŃ
Kolumna wypędzonych ciągnie przez ruiny. Ludzie niosą walizki, dzieci, koce i resztki jedzenia. Niemieccy żołnierze poganiają ich krzykiem. Didur niesie walizkę Calmy. Uchwyt przecina mu dłoń. Calma podtrzymuje go pod ramię. Didur potyka się.
CALMA
Powoli. Cztery miary wdechu.
Didur spogląda na nią.
CALMA
Sześć wydechu.
Wykonuje polecenie. Idą dalej.
DIDUR
Mogę sam.
CALMA
Wiem.
Nie puszcza jego ramienia. Didur przystaje. Walizka jest zbyt ciężka.
CALMA
Zostawmy ją.
DIDUR
Są w niej nuty.
CALMA
Tylko nuty.
DIDUR
Właśnie.
Podnosi walizkę ponownie. Calma bierze większą część ciężaru jego ciała. On nadal niesie jej partytury. Za nimi płonie Warszawa — kolejne miasto i kolejna scena, których nie można zabrać ze sobą. Kolumna idzie dalej. Ludzie niosą już tylko to, co mogą unieść, oraz tych, którzy nie zdołaliby dojść sami.
51. URSUS
WNĘTRZE. OBÓZ PRZEJŚCIOWY — NOC
Ogromna hala wypełniona wypędzonymi. Ludzie leżą na podłodze pomiędzy maszynami i słupami. Przy wyjściu niemieccy żołnierze rozdzielają grupy. Padają słowa: transport, praca, Rzesza. Didur siedzi pod ścianą. Ma gorączkę. Calma wraca od drzwi.
CALMA
Rano wywożą zdolnych do pracy.
DIDUR
Poczekamy. Starszych mogą zwolnić.
CALMA
Mnie nie zwolnią.
Didur chce odpowiedzieć, ale Calma już obserwuje zmianę wartowników. POLSKI SANITARIUSZ pochyla się nad Didurem.
SANITARIUSZ
Za przepierzeniem jest punkt dla chorych. Z tyłu wychodzą po wodę.
Spogląda na Calmę.
SANITARIUSZ
Czasem wracają o dwie osoby mniej.
Odchodzi. Calma pomaga Didurowi wstać.
DIDUR
Nie przejdziemy.
CALMA
Przejdziemy.
DIDUR
Skąd wiesz?
CALMA
Nie wiem. Wstań.
Didur wstaje.
CALMA
Oprzyj się na mnie. Mocniej.
Idą w stronę punktu sanitarnego. Przy wejściu wartownik podnosi rękę.
WARTOWNIK
Dokąd?
Didur chce się odezwać.
CALMA
Nie mów.
Didur milknie. Sanitariusz wychyla się zza przepierzenia.
SANITARIUSZ
Chory. Do badania.
Wartownik pozwala im przejść.
WNĘTRZE. PUNKT SANITARNY — CIĄG DALSZY
Tłok. Kaszel, płacz dzieci, jęki rannych. KOBIETA z niemowlęciem odsuwa koc zasłaniający boczne przejście.
KOBIETA
Teraz. Za chwilę zmiana wróci.
Calma prowadzi Didura.
CALMA
Dwa kroki. Stań.
Za ścianą przechodzi żołnierz.
CALMA
Teraz.
Wychodzą na ciemne podwórze. Przy ogrodzeniu ROBOTNIK unosi luźną deskę. Otwór jest niski. Didur zatrzymuje się.
DIDUR
Nie dam rady.
CALMA
Na kolana.
Patrzy na nią.
CALMA
Teraz.
Didur bez sprzeciwu klęka. Przeciska walizkę, potem siebie. Po drugiej stronie Calma pomaga mu wstać. Rozlega się krzyk wartownika. W hali ktoś przewraca metalowe wiadro. Ludzie zaczynają się tłoczyć, odwracając uwagę Niemców. Calma i Didur biegną, na ile pozwala jego ciało.
PLENER. RÓW ZA OBOZEM — CIĄG DALSZY
Padają w mokrą trawę. Snop światła przesuwa się nad nimi. Calma przykrywa dłonią metalowe okucie walizki, żeby nie odbiło światła. Reflektor przechodzi dalej. Didur leży, próbując odzyskać oddech.
DIDUR
Co teraz?
Calma spogląda w ciemność.
CALMA
Wierzchosławice.
Pomaga mu wstać. Tym razem nie pyta, czy może prowadzić.
52. GDZIE JEST FORTEPIAN
PLENER. DROGA / WIERZCHOSŁAWICE / KRAKÓW — KOLEJNE DNI
— Calma i Didur idą poboczem. Są brudni, głodni i pozbawieni dokumentów.
— Jadą kawałek drogi na wozie z workami ziemniaków.
— W Wierzchosławicach dostają miskę zupy i miejsce na noc w stodole.
— Calma wymienia część ubrania na chleb.
— Didur budzi się z gorączki. Calma sprawdza jego oddech.
— Kolejny wóz. Kolejna droga.
— Z oddali pojawia się Kraków.
WNĘTRZE. KRAKOWSKA KAWIARNIA — DZIEŃ
Lokal jest jeszcze zamknięty. Krzesła stoją na stolikach. WŁAŚCICIEL prowadzi Calmę i Didura na zaplecze.
WŁAŚCICIEL
Dokumenty?
Calma i Didur milczą. Właściciel przygląda się Didurowi. Rozpoznaje go, choć stary płaszcz i kilkudniowy zarost niemal zatarły dawny wizerunek.
WŁAŚCICIEL
Mistrz Didur?
Didur prostuje się odruchowo.
DIDUR
Bywałem.
Właściciel otwiera drzwi małego pokoju.
WŁAŚCICIEL
Możecie zostać kilka dni. Wieczorem przyniosę coś do jedzenia.
Wychodzi.
Calma stawia walizkę i osuwa się na krzesło. Didur rozgląda się.
DIDUR
Gdzie jest fortepian?
Calma patrzy na niego z niedowierzaniem. Potem zaczyna się śmiać. Najpierw cicho. Po chwili nie potrafi przestać. Śmiech miesza się ze zmęczeniem i ulgą. Didur czeka poważnie.
CALMA
Nie mamy dokumentów. Nie mamy pieniędzy. Od trzech dni prawie nic nie jedliśmy.
DIDUR
Wiem.
CALMA
I pyta pan o fortepian?
DIDUR
Skoro jest kawiarnia, powinien być fortepian.
Calma ociera łzy.
CALMA
Najpierw zupa.
DIDUR
Najpierw sprawdzimy instrument. Zupa może być dobra także po próbie.
Calma wstaje.
CALMA
Pan zostaje.
Didur chce zaprotestować. Rezygnuje. Calma wychodzi na salę. Pod ścianą, przykryty płótnem, stoi stary fortepian. Zdejmuje pokrowiec. Naciska dźwięk. Instrument odpowiada głucho. Calma sprawdza oktawę, potem akord. Didur słucha z zaplecza.
DIDUR
I jak?
CALMA
Rozstrojony.
DIDUR
Bardzo?
Calma naciska kolejny klawisz.
CALMA
Wystarczająco, żeby zacząć od pracy.
Siada przy instrumencie i sprawdza następne dźwięki. Didur pozostaje na swoim krześle.
Nie wydaje poleceń. Słucha, jak Calma sama ustala, od czego zaczną.
SEKWENCJA 9. KRAKOWSKA „HALKA”
53. PROPOZYCJA
WNĘTRZE. KAWIARNIA U AKTORÓW — DZIEŃ
Przy zsuniętych stolikach siedzą rozproszeni artyści: śpiewacy z Warszawy, krakowscy aktorzy, muzycy bez orkiestr. Jedni piją ersatz-kawę, inni wymieniają wiadomości o zaginionych i miejscach, w których można przenocować. DIDUR siedzi z CALMĄ. Przed nimi pusta filiżanka i połamany ołówek. Do stolika podchodzi KIEROWNIK TEATRU z teczką.
KIEROWNIK TEATRU
Jest możliwość przedstawienia.
Rozmowy cichną.
KIEROWNIK TEATRU
Teatr Powszechny. Niemcy zgodzą się na polski repertuar muzyczny.
AKTOR
Pod ich cenzurą.
KIEROWNIK TEATRU
Bez zgody nie będzie niczego.
Didur prostuje się.
DIDUR
Co możemy wystawić?
Kierownik wyjmuje partyturę.
KIEROWNIK TEATRU
„Halkę”.
Didur bierze nuty. Zmęczenie znika z jego twarzy.
DIDUR
Orkiestra?
KIEROWNIK TEATRU
Niepełna.
DIDUR
Chór?
KIEROWNIK TEATRU
Trzeba zebrać.
DIDUR
Dekoracje?
KIEROWNIK TEATRU
To, czego nie zabrano.
Didur otwiera partyturę.
DIDUR
Wystarczy.
Calma obserwuje, jak w kilka sekund zaczyna budować przedstawienie.
DIDUR
Polska opera. Polska publiczność. Po tym, co stało się z Warszawą, ludzie muszą
usłyszeć własną muzykę.
CALMA
Pod niemiecką zgodą.
DIDUR
Zgoda jest papierem. Muzyka pozostaje nasza.
CALMA
To samo mówił pan o koncertach.
Didur spogląda na nią.
DIDUR
I dzięki nim wielu ludzi przeżyło.
CALMA
Finze też tak mówił o swoim teatrze.
Didur zamyka partyturę.
DIDUR
Chcesz porównać „Halkę” z rewią?
CALMA
Chcę wiedzieć, co pan właściwie próbuje przywrócić.
DIDUR
Operę.
CALMA
Ludziom nadzieję?
Didur odpowiada bez wahania.
DIDUR
Tak.
CALMA
Czy sobie dowód, że wciąż potrafi pan otworzyć scenę?
Didur milczy. Wokół nich artyści zaczynają omawiać obsadę. Nadzieja i lęk pojawiają się jednocześnie. Didur przesuwa partyturę ku Calmie.
DIDUR
Jedno nie musi wykluczać drugiego.
CALMA
Właśnie to jest pułapką.
54. SŁOWA KORZENIEWSKIEGO
WNĘTRZE. SALA PRÓB — DZIEŃ
Zimna, słabo oświetlona sala. Kilkunastu artystów stoi wokół fortepianu. Na pulpitach leżą pożyczone i ręcznie przepisane partie „Halki”. Do sali wchodzi MŁODY AKTOR. Podaje kierownikowi teatru kartkę. Kierownik czyta. Jego twarz poważnieje.
ŚPIEWACZKA
Co się stało?
KIEROWNIK TEATRU
Dotarło stanowisko podziemnych władz środowiska.
Didur wyciąga rękę. Czyta pismo.
DIDUR
Udział w przedstawieniu działającym za zgodą okupanta zostanie uznany
za złamanie bojkotu.
W sali zapada cisza.
MUZYK
Czyli po wojnie komisja.
AKTOR
Jeśli będzie po wojnie.
Jedna ze śpiewaczek zamyka nuty.
ŚPIEWACZKA
Nie mogę. Mam rodzinę.
DIDUR
Wszyscy mamy.
ŚPIEWACZKA
Dlatego nie mogę ryzykować, że zostaną z nazwiskiem kolaborantki. Odchodzi. Za nią wychodzi dwóch muzyków. Didur patrzy na malejący zespół.
AKTOR
Korzeniewski mówił od początku: każda jawna scena daje Niemcom świadectwo moralności.
DIDUR
Znam jego argumenty.
AKTOR
W Warszawie były argumentami. Tutaj będą konsekwencjami.
DIDUR
A konsekwencją odmowy będzie to, że orkiestra przestanie grać, śpiewacy stracą
głosy, a „Halka” pozostanie papierem.
MUZYK
Może czasem papier jest uczciwszy niż scena.
DIDUR
Papier nie oddycha.
Kolejna osoba odkłada partię i wychodzi. Didur nie zatrzymuje jej. Calma stoi przy fortepianie.
CALMA
Nie wierzy pan już, że wybór jest czysty.
DIDUR
Nie.
CALMA
I mimo to chce pan kontynuować.
Didur patrzy na pozostałych ludzi.
DIDUR
Odmowa również jest wyborem. I również kogoś kosztuje.
Bierze ołówek. Na liście obsady skreśla nazwiska tych, którzy odeszli. Po raz pierwszy nie robi tego jak władca decydujący o cudzej karierze. Wykreśla ludzi, którzy sami podjęli decyzję. Przelicza pozostałych.
DIDUR
Zaczynamy od chóru.
Przed fortepianem stoi już tylko połowa zespołu.
55. DWIE ODDZIELNE DECYZJE
WNĘTRZE. POKÓJ DIDURA — WIECZÓR
Didur siedzi przy niewielkim stole. Rozpisuje plan prób: orkiestra, chór, zastępstwa, dekoracje. Przy obsadzie Halki pozostawił puste miejsce. Ołówek zatrzymuje się nad nazwiskiem Calmy. Didur wpisuje je lekko, jakby znak można było jeszcze zetrzeć.
WNĘTRZE. POKÓJ CALMY — WIECZÓR
Calma siedzi na łóżku z partyturą „Halki”. Obok leży formularz angażu z niemiecką pieczęcią. Czyta ostrzeżenie środowiska. Potem otwiera partyturę na scenie zdrady. Słyszymy echa wcześniejszych pytań.
KORZENIEWSKI (V.O.)
Kto będzie właścicielem ich oklasków?
FINZE (V.O.)
Okupacja nie daje luksusu czystych wyborów.
CALMA (V.O.)
Pytam, czy wybór będzie twój.
Calma bierze pióro. Podpisuje angaż własną ręką.
INT. KORYTARZ — RANO
Didur i Calma wychodzą ze swoich pokojów niemal jednocześnie. Stają naprzeciwko siebie.
DIDUR
Wpisałem cię do obsady.
CALMA
Przyjęłam rolę.
Didur rozumie różnicę.
DIDUR
Nie zrobiłaś tego dla mnie.
CALMA
Nie.
DIDUR
Ani przeciwko mnie?
CALMA
Nie.
Calma patrzy na jego plan prób.
CALMA
A pan?
DIDUR
Nie robię tego dla ciebie.
Oboje wiedzą, że od tej chwili żadne nie będzie mogło zasłonić się decyzją drugiego. Ruszają razem do sali prób.
56. WARUNEK HALKI
WNĘTRZE. SALA PRÓB — DZIEŃ
Calma stoi przy fortepianie z partyturą. Didur, KIEROWNIK TEATRU i pozostali wykonawcy czekają.
CALMA
Mam warunek.
Didur unosi brwi.
DIDUR
Od kiedy obsada stawia warunki interpretacji?
CALMA
Od kiedy sama odpowiada za przyjęcie roli.
Didur nie protestuje.
CALMA
Nie zagram Halki jako dekoracyjnego symbolu narodu. Nie będzie cierpiała pięknie po to,
żeby publiczność mogła ją podziwiać.
KIEROWNIK TEATRU
To jak chce ją pani zagrać?
CALMA
Jak kobietę zdradzoną przez człowieka, który miał nad nią władzę. Mógł ją nazwać,
obiecać jej przyszłość i zostawić, kiedy jego własny świat zażądał innego wyboru. Cisza. Didur rozumie, że mówi również o nim.
DIDUR
Halka nie jest bezwolna.
CALMA
Właśnie. Dlatego nie chcę, żeby szaleństwo stało się wygodnym wyjaśnieniem.
Ona do końca wie, co jej zrobiono.
DIDUR
To trudniejsze.
CALMA
Dlatego przyjęłam rolę.
Didur daje znak pianiście.
DIDUR
Pokaż.
Calma rozpoczyna scenę.
W miejscu, w którym tradycyjny gest powinien prowadzić ją ku Januszowi, zatrzymuje się. Nie błaga. Patrzy mu prosto w twarz i dopiero potem wycofuje dłoń. Didur wstaje. Podchodzi, chcąc poprawić ustawienie jej ramienia. Jego ręka zatrzymuje się kilka centymetrów od Calmy. Przypomina sobie wszystkie chwile, w których korekta gestu stawała się prawem do kierowania jej życiem. Opuszcza rękę.
DIDUR
Powtórz.
CALMA
Którą wersję?
Didur wraca na swoje miejsce.
DIDUR
Twoją.
Calma powtarza gest. Tym razem jeszcze prościej. Didur niczego nie poprawia.
57. PUSTE MIEJSCE DLA FRANKA
WNĘTRZE. TEATR — NOC PRZED PREMIERĄ
Pusta widownia. W pierwszym rzędzie, pośrodku, pozostawiono jedno wolne miejsce. Na oparciu leży kartka: ZAREZERWOWANE. Kierownik teatru rozmawia szeptem z Didurem.
KIEROWNIK TEATRU
Mówią, że Frank może przyjechać.
DIDUR
Kto mówi?
KIEROWNIK TEATRU
Ci sami, którzy mówią, że jeśli przyjedzie, ktoś spróbuje go zabić.
Didur patrzy na puste miejsce.
DIDUR
Nie chcę znać żadnych szczegółów.
KIEROWNIK TEATRU
Jeżeli zacznie się strzelanina—
DIDUR
Otworzyć wyjścia boczne. Nie blokować kulis. Dublerzy mają zostać w kostiumach.
Didur przechodzi przez teatr.
— Sprawdza drzwi ewakuacyjne.
— Liczy przejścia między rzędami.
— Pyta inspicjenta o zapasowe światło.
— Przegląda obsadę zastępczą.
Nie kontroluje już interpretacji. Próbuje ocalić ludzi, jeśli przedstawienie stanie się pułapką. Na scenie siedzi Calma. Sama. Oddycha w ciemności. Didur podchodzi do krawędzi sceny.
DIDUR
Powinnaś odpocząć.
CALMA
Ćwiczę pierwszy oddech.
DIDUR
Po tylu próbach?
CALMA
Jutro nie będę wiedziała, kto siedzi przede mną.
Spogląda na puste miejsce w pierwszym rzędzie.
CALMA
Muszę zacząć, zanim się dowiem.
Nabiera powietrza. Nie śpiewa. Sprawdza tylko, czy oddech pozostanie spokojny. Didur siada daleko od niej, przy bocznym przejściu. Puste miejsce dla Franka pozostaje pomiędzy nimi.
58. KURTYNA
WNĘTRZE. TEATR POWSZECHNY — 25 LISTOPADA 1944 — WIECZÓR
Publiczność wypełnia salę. Polacy w znoszonych płaszczach. Niemieccy urzędnicy i oficerowie. Artyści, którzy przyszli z ciekawości. Ludzie środowiska, którzy chcą zobaczyć, kto złamał bojkot. Pierwszy rząd. Miejsce przeznaczone dla Franka nadal jest puste. Programy przechodzą z rąk do rąk. Na każdym cenzorska pieczęć. Za kulisami Didur obserwuje widownię przez szczelinę w kurtynie. Ktoś porusza się w bocznym przejściu. Didur odwraca głowę. To tylko spóźniony widz. Inspicjent daje znak. Kurtyna idzie w górę. Pierwsze takty. Na scenie pojawia się Calma jako HALKA. Nie zaczyna od wielkiego gestu. Stoi przez chwilę, badając salę tak samo uważnie, jak kiedyś Finze uczył się badać uwagę publiczności. Widownia nie wie jeszcze, jaką opowieść przyszła usłyszeć. Calma nabiera powietrza. Pierwszą frazę śpiewa ostrożnie. Nie słabiej — jak pytanie. Czy są gotowi usłyszeć kobietę, a nie symbol? Na widowni ktoś przesuwa krzesło. Niemiecki oficer pochyla się do sąsiada. Calma śpiewa dalej. Didur stoi w kulisie. Nie daje żadnego znaku.
59. HALKA JAK MIASTO
WNĘTRZE. SCENA / KULISY — CIĄG DALSZY
Kolejne sceny „Halki”.
— JANUSZ składa obietnicę. Calma słucha go bez naiwnego zachwytu. W jej twarzy widać, że pragnie uwierzyć, choć już rozpoznaje nierówność między nimi.
— Didur obserwuje z kulisy. Na partyturze zaznaczył miejsce, w którym chciał poprawić jej ruch. Calma wykonuje gest inaczej. Didur podnosi ołówek. Nie zapisuje uwagi.
— Halka dowiaduje się o zdradzie. Calma nie osuwa się natychmiast. Stoi wyprostowana, zmuszając Janusza, by wytrzymał jej spojrzenie. W pierwszych rzędach POLKA, która uciekła z Warszawy, zaciska dłonie. Nie widzi już tylko porzuconej dziewczyny.
— Na scenie dekoracyjna brama ma udawać dwór. Brakuje jej części. Przez szczeliny widać surową konstrukcję teatru. Dla niemieckich widzów jest ubogą dekoracją ludowej opery. Dla Polaków wygląda jak fasada miasta, za którą nie ma już domu.
— Halka zostaje nazwana szaloną.
Calma odpowiada muzyczną frazą z całkowitą świadomością. Nie błaga o wiarę. Oskarża świat, który potrzebuje uznać ją za obłąkaną. Didur patrzy na twarze publiczności. Rozumie znaczenie, którego nie wpisał w plan prób. Kobieta stała się miastem: zakochanym w obietnicy, zdradzonym przez silniejszych i prowadzonym ku przepaści.
— W bocznym przejściu ktoś wstaje. Didur napina się. Mężczyzna tylko wychodzi z sali. Puste miejsce dla Franka pozostaje wolne.
— Calma przechodzi ku finałowi. Didur widzi w jej Halce ślady własnej relacji z nią. Gesty, których nie pozwoliła mu poprawić. Pauzy, których nie zatwierdził. Gniew, którego nie umieścił w interpretacji. Jest to najlepsze przedstawienie, jakie stworzył. I pierwsze, którego nie może nazwać wyłącznie swoim.
— Calma śpiewa do Janusza, lecz jej wzrok obejmuje całą widownię. Polacy słyszą opowieść o sobie. Niemcy słyszą zatwierdzoną operę. Obie rzeczy dzieją się w tej samej chwili. Didur zamyka partyturę. Od tej chwili nie sprawdza już nut. Słucha.
60. ODDECH SALI
WNĘTRZE. TEATR — FINAŁ
Ostatnia fraza Calmy. Głos unosi się nad orkiestrą i wygasa. Cisza. Calma stoi nieruchomo. Dyrygent nie opuszcza jeszcze rąk. Na widowni nie ma kaszlu, szelestu programu ani przesuwanego krzesła. Tylko wspólny wdech setek ludzi. Jak w schronie pod operą. Jak w klasie przy Wareckiej. Jak w piwnicach Powstania. Sala wypuszcza powietrze. Wybuchają oklaski. Kurtyna opada i natychmiast idzie w górę. Calma wychodzi do ukłonu. Najpierw zwraca się ku zespołowi. Wyciąga rękę do partnerów, chóru i orkiestry. Artyści wychodzą razem. Dopiero potem Calma spogląda w kulisę. Didur stoi w cieniu. Calma zaprasza go gestem. Didur wychodzi. Przez moment publiczność oczekuje, że stanie na środku, przed wszystkimi. Didur zatrzymuje się przy Calmie. Ona kłania się jemu. On przyjmuje ukłon — a następnie sam kłania się jej. Pozostaje obok, nie przed nią. Oklaski rosną. Puste miejsce w pierwszym rzędzie nadal pozostaje puste.
61. CENA SUKCESU
MONTAŻ — KRAKÓW / TEATR — NASTĘPNE DNI
— Afisz „Halki” na murze. Nazwiska Didura i Calmy wydrukowane wyraźną czcionką.
— W kawiarni część artystów gratuluje.
— Przy innym stoliku ktoś ostentacyjnie odwraca głowę.
— Podziemne pismo przechodzi z ręki do ręki. Przedstawienie zostaje nazwane złamaniem bojkotu.
— Niemiecki urzędnik czyta raport o reakcji publiczności. Zatrzymuje palec przy nazwisku Calmy.
— Dwaj FUNKCJONARIUSZE GESTAPO wchodzą do teatru. Zrywają afisz ze ściany.
FUNKCJONARIUSZ GESTAPO
Adresy.
Kierownik teatru udaje, że nie rozumie. Jeden z funkcjonariuszy pokazuje nazwiska.
— Na zaplecze kawiarni wpada AKTOR.
AKTOR
Szukają was. W teatrze i na stancjach.
Didur wstaje.
DIDUR
Partytura.
Calma chwyta go za rękę.
CALMA
Nie.
DIDUR
Są w niej wszystkie uwagi.
CALMA
Przedstawienie już się odbyło.
Na krześle wisi kostium Halki. Obok leżą wycięte z gazety pochwalne recenzje. Calma nie zabiera żadnej z tych rzeczy. Didur patrzy na partyturę. Zostawia ją. Wychodzą tylnymi drzwiami w ubraniach, w których przyszli.
— Gestapo przeszukuje garderobę.
Funkcjonariusz znajduje afisz. Nazwiska, które miały utrwalić sukces, stają się wskazówką.
— Na ulicy Calma i Didur znikają w tłumie. Nie mają przy sobie dowodu triumfu.
62. BEZGŁOŚNA WIGILIA
WNĘTRZE. KRYJÓWKA U STARCÓW — WIGILIA 1944 — NOC
Mała piwnica ukryta pod podłogą mieszkania. Okienko zasłonięto deską i grubym materiałem. Na skrzyni pali się jedna świeca. Didur i Calma siedzą blisko siebie. STARA KOBIETA podaje im przez właz talerz z ziemniakiem, kawałek chleba i cienki opłatek.
STARA KOBIETA
Tylko cicho. Chodzą po domach.
Właz zamyka się. Calma dzieli opłatek. Podaje połowę Didurowi. Nad nimi rozlega się pukanie do drzwi mieszkania. Niemieckie głosy. Didur i Calma nieruchomieją. Starzec na górze rozmawia z funkcjonariuszami. Deski tłumią słowa, lecz słychać kroki przemieszczające się po pokoju. Jeden z kroków zatrzymuje się dokładnie nad kryjówką. Didur wstrzymuje oddech. Calma bierze go za rękę. Powoli wyznacza palcami rytm: cztery miary wdechu, sześć wydechu. Didur podporządkowuje oddech jej dłoni. Kroki oddalają się. Drzwi na górze zamykają się. Nadal nie mówią. Calma patrzy na płomień świecy. Zaczyna poruszać ustami, bezgłośnie nucąc kolędę. Didur rozpoznaje słowa. Dołącza — również bez głosu. Nie ma publiczności, partytury ani nazwiska na afiszu. Nie ma uczennicy i Mistrza. Są dwojgiem ludzi ukrytych pod cudzą podłogą, dzielących oddech, żeby nie zdradzić miejsca. Calma opiera głowę na ramieniu Didura. On nie nazywa tej bliskości. Nie musi.
SEKWENCJA 10. NOWA WŁADZA, NOWA SZANSA
63. WYZWOLENIE Z GWIAZDKĄ
PLENER. KRAKÓW — STYCZEŃ 1945 — DZIEŃ
Przez miasto przechodzą żołnierze ARMII CZERWONEJ. Ludzie wychodzą z domów. Jedni płaczą z ulgi, inni patrzą ostrożnie. Z budynków znikają niemieckie flagi. Na murach pojawiają się nowe odezwy: WŁADZA LUDOWA, ODRODZENIE, PORZĄDEK. Obok żołnierzy idą funkcjonariusze nowych służb. Sprawdzają dokumenty, zapisują nazwiska. Didur i Calma wychodzą z kryjówki. Po raz pierwszy od tygodni stoją na ulicy bez obawy przed gestapo. Didur patrzy na wycofujące się niemieckie znaki.
DIDUR
To koniec Niemców.
CALMA
To jeszcze nie znaczy, że wszystko się skończyło.
Didur obserwuje nowego funkcjonariusza zdejmującego jedną listę nazwisk i zawieszającego drugą.
DIDUR
Wiem.
Z pobliskiego budynku dobiega dźwięk fortepianu. Ktoś sprawdza ocalały instrument. Didur natychmiast odwraca głowę.
CALMA
Dopiero weszły wojska.
DIDUR
Artyści już tu byli.
CALMA
Nie wie pan jeszcze, kto będzie wydawał zgody.
DIDUR
Ktoś zawsze je wydaje.
Ruszają w stronę dźwięku.
CALMA
I już szuka pan następnej sceny.
DIDUR
Nie sceny. Ludzi.
Calma patrzy na niego. Wie, że to prawda. Wie również, że budowanie stało się jego sposobem oddychania — siłą i nałogiem, których nie potrafi rozdzielić.
64. WERYFIKACJA DIDURA
WNĘTRZE. KOMISJA ZASP — DZIEŃ
Prosty pokój. Stół, kilka krzeseł, stosy dokumentów. Za stołem siedzi trzyosobowa KOMISJA. Didur zajmuje miejsce naprzeciwko. Na stole leżą programy kawiarni, afisz „Halki” i jego okupacyjne kontrakty.
CZŁONEK KOMISJI
Organizował pan jawne koncerty.
DIDUR
Tak.
CZŁONKINI KOMISJI
Wystawił pan „Halkę” w teatrze działającym za zgodą okupanta.
DIDUR
Tak.
CZŁONEK KOMISJI
Znał pan stanowisko środowiska?
DIDUR
Znałem.
CZŁONKINI KOMISJI
Dlaczego go pan nie uszanował?
Didur patrzy na afisz.
DIDUR
Uważałem, że głos bez pracy umrze. Że wraz z nim umrze repertuar i zespół.
Wierzyłem też, że polska publiczność potrzebuje polskiej muzyki.
CZŁONEK KOMISJI
To uzasadnienie.
DIDUR
Tak.
CZŁONEK KOMISJI
Nie przyznanie się do błędu.
Didur podnosi wzrok.
DIDUR
Na początku okupacji byłem naiwny. Myślałem, że z Niemcami można negocjować
jak podczas poprzedniej wojny. Myliłem się. Wskazuje afisz „Halki”.
DIDUR
W 1944 roku nie byłem już naiwny. Wiedziałem, czyją pieczęć ma przedstawienie.
CZŁONKINI KOMISJI
I mimo to je pan zrobił.
DIDUR
Tak.
CZŁONKINI KOMISJI
Dla publiczności czy dla siebie?
Didur długo milczy.
DIDUR
Dla publiczności. Dla zespołu. I także dlatego, że chciałem udowodnić,
że nadal potrafię stworzyć teatr.
Komisja zapisuje odpowiedź.
CZŁONEK KOMISJI
Czy zrobiłby pan to ponownie?
DIDUR
Nie wiem.
Pierwszy raz nie próbuje zamienić niepewności w deklarację.
DIDUR
Nie żałuję, że ludzie usłyszeli muzykę. Żałuję, że własny upór nazywałem czasem
wyłącznie obowiązkiem.
Komisja prosi go o wyjście.
INT. KORYTARZ — PÓŹNIEJ
Didur czeka. Obok niego siedzi Calma.
Drzwi się otwierają.
CZŁONKINI KOMISJI
Komisja nie stwierdziła podstaw do nałożenia kary środowiskowej. Zostaje pan oczyszczony.
Didur wstaje.
DIDUR
Dziękuję.
Krótka pauza.
DIDUR
Gdzie najbardziej brakuje nauczycieli?
Członkini komisji patrzy na niego ze zdumieniem. Calma uśmiecha się bez radości. Spodziewała się dokładnie tego pytania.
65. WERYFIKACJA FINZEGO
WNĘTRZE. KOMISJA ZASP — DZIEŃ
FINZE siedzi przed komisją. Jest nadal elegancki, ale strój utracił okupacyjny blask. Na stole leży jego teczka prasowa. Fotografie, afisze, recenzje. Na jednym zdjęciu Finze śpiewa ponad oklaskującymi niemieckimi mundurami.
CZŁONEK KOMISJI
Stałe zaangażowanie w Teatrze Nowości. Regularne fotografie. Wywiady. Kontakty
z administracją teatru.
FINZE
Tak.
CZŁONKINI KOMISJI
Twierdzi pan, że śpiewał dla polskiej publiczności.
FINZE
Bo dla niej śpiewałem.
Członkini podnosi fotografię.
CZŁONKINI KOMISJI
Fotografia pokazuje coś innego.
FINZE
Fotograf stał z boku. Polacy siedzieli dalej.
CZŁONEK KOMISJI
Podawał pan rękę niemieckim oficerom?
FINZE
Tak.
CZŁONEK KOMISJI
Dlaczego?
Finze chce odpowiedzieć szybko. Rezygnuje.
FINZE
Czasem dlatego, że musiałem przejść. Czasem dlatego, że chciałem dostać rolę.
Komisja zapisuje. Didur siedzi z boku jako świadek. Calma obok niego.
CZŁONKINI KOMISJI
Pani znała oskarżonego w czasie okupacji?
CALMA
Tak.
CZŁONKINI KOMISJI
Jak pani ocenia jego decyzje?
Calma patrzy na Finzego.
CALMA
Zapytałam go kiedyś, czy rozpozna chwilę, w której przestanie chodzić o przetrwanie,
a zacznie o karierę.
Finze pamięta.
CZŁONKINI KOMISJI
Rozpoznał ją pan?
FINZE
Nie.
CZŁONEK KOMISJI
Nie było takiej chwili?
FINZE
Było ich wiele.
Spogląda na fotografie.
FINZE
Pierwszy występ był dla pieniędzy. Pierwsze zdjęcie, żeby mnie nie wycięli.
Pierwsza znajomość, żeby dostać następną rolę. Potem wszystko stawało się zwyczajem.
CZŁONKINI KOMISJI
Kiedy więc przestało chodzić o przeżycie?
FINZE
Nie potrafię wskazać dnia.
Ciszej:
FINZE
Może właśnie na tym polega moja wina.
Komisja zwraca się do Didura.
CZŁONEK KOMISJI
Pan go uczył.
DIDUR
Tak.
CZŁONEK KOMISJI
Czy uważa go pan za kolaboranta?
Didur patrzy na dawnego ucznia.
DIDUR
Uważam go za wielki talent. Uważam również, że okupacja wykorzystała jego
ambicję, a on zbyt długo wierzył, że to on wykorzystuje okupację.
FINZE
Mistrzu—
Didur nie odwraca wzroku.
DIDUR
Nie mogę cię rozgrzeszyć talentem. Tak jak siebie nie mogłem rozgrzeszyć „Halką”.
Komisja odkłada dokumenty.
CZŁONKINI KOMISJI
Decyzję otrzyma pan na piśmie.
WNĘTRZE. KORYTARZ — CHWILĘ PÓŹNIEJ
Finze wychodzi. Nie wie, czy odzyska prawo występów.
Calma podchodzi.
FINZE
Przyszłaś mi pomóc?
CALMA
Przyszłam powiedzieć prawdę.
FINZE
Pomogła?
CALMA
Nie wiem.
Finze patrzy na zamknięte drzwi komisji. Po raz pierwszy od czasu Kiepury nie wie, jaką opowieść stworzą o nim inni.
66. DELEGACJA ZE ŚLĄSKA
WNĘTRZE. KRAKOWSKIE MIESZKANIE — KWIECIEŃ 1945 — DZIEŃ
Didur siedzi przy stole, owinięty kocem. Kaszel przerywa mu czytanie. Calma stawia przed nim herbatę. Rozlega się pukanie. Wchodzą trzej członkowie DELEGACJI ZE ŚLĄSKA: MUZYK, PEDAGOG i przedstawiciel nowych władz kulturalnych.
PRZEDSTAWICIEL DELEGACJI
Przyjechaliśmy z Katowic.
DIDUR
To daleko, żeby pytać o lekcję.
MUZYK
Nie o lekcję.
Kładzie na stole dokumenty.
PRZEDSTAWICIEL DELEGACJI
Mamy orkiestrę. Mamy konserwatorium. Mamy salę i ludzi, którzy chcą pracować.
Didur przestaje kaszleć.
DIDUR
Chór?
PEDAGOG
Niepełny.
DIDUR
Pracownie?
MUZYK
Prawie żadnych.
DIDUR
Dekoracje?
Delegaci wymieniają spojrzenia.
PRZEDSTAWICIEL DELEGACJI
Nie mamy opery.
Didur odkłada koc.
PRZEDSTAWICIEL DELEGACJI
Chcemy, żeby pan ją stworzył.
Twarz Didura natychmiast się ożywia.
DIDUR
Jaki repertuar?
MUZYK
Pan zdecyduje.
DIDUR
Nie. Najpierw muszę usłyszeć orkiestrę i głosy. Repertuaru nie wybiera się z mapy.
Wstaje z trudem. Rozwija plan sali.
DIDUR
Ile miejsc? Jaki kanał? Gdzie magazyny? Kto prowadzi klasy śpiewu?
Pytania przychodzą coraz szybciej.
Calma obserwuje powrót dawnej energii. Widzi również dłoń Didura drżącą nad planem.
PRZEDSTAWICIEL DELEGACJI
Potrzebujemy pańskiego nazwiska.
Didur podnosi głowę.
DIDUR
Nazwisko nie zbuduje opery.
MUZYK
Ale może zebrać ludzi.
Didur spogląda na Calmę. Po raz pierwszy nie odpowiada natychmiast.
67. TYM RAZEM JEDŹMY
WNĘTRZE. KRAKOWSKIE MIESZKANIE — NOC
Dokumenty delegacji leżą na stole. Didur siedzi przy oknie. Calma ceruje rękaw płaszcza.
DIDUR
Powinien pojechać ktoś młodszy.
Calma podnosi wzrok.
DIDUR
Ktoś, kto ma siłę zaczynać od pustej sali. Ja mam siedemdziesiąt lat i płuca, które
sprzeciwiają się schodom.
CALMA
Od kiedy słucha pan sprzeciwu?
Didur uśmiecha się słabo.
DIDUR
Od kiedy zacząłem rozumieć, że nie każdy sprzeciw jest błędem wykonawcy.
Calma odkłada płaszcz.
CALMA
Powinniśmy jechać.
Didur patrzy na nią zaskoczony.
DIDUR
Ty chcesz?
CALMA
Nie ufam urzędnikom. Nie wiem, jak długo będą chcieli tej samej opery co my.
DIDUR
To nie brzmi jak argument za wyjazdem.
CALMA
Wierzę w ludzi, których można zebrać. W orkiestrę, która już istnieje. W uczniów,
którzy przyjdą, jeśli będą mieli gdzie pracować. Przesuwa ku niemu dokumenty.
CALMA
Nauczył mnie pan, że gmach można stracić. Zespół można zbudować ponownie.
DIDUR
Cena będzie wysoka.
CALMA
Tym razem oboje o tym wiemy.
Didur dotyka planu sali.
DIDUR
Nie chcę, żebyś jechała ze względu na mnie.
CALMA
Nie jadę ze względu na pana.
Krótka pauza.
CALMA
Jadę dlatego, że wybieram tę pracę.
Didur przyjmuje odpowiedź. Calma bierze czystą kartkę. Na górze zapisuje: KATOWICE.
Poniżej: LUDZIE. Podaje ołówek Didurowi.
CALMA
Tym razem jedźmy.
Didur wpisuje pierwsze nazwisko. Oddaje ołówek Calmie. Ona wpisuje następne. Lista powstaje między nimi.
CIĘCIE DO CZERNI.
KONIEC AKTU II
AKT III — OPERA Z NICZEGO
SEKWENCJA 11. ZESPÓŁ SZYBSZY NIŻ INSTYTUCJA
68. JEDEN TOBOŁEK
WNĘTRZE. DWORZEC KATOWICE — DZIEŃ
Pociąg wtacza się pod halę dworca. Wagony mają wybite szyby, na dachach leżą toboły. Z drzwi wysypują się ŻOŁNIERZE, REPATRIANCI, byli WIĘŹNIOWIE. Kobieta niesie garnek, chłopiec klatkę bez ptaka. Dwóch mężczyzn szarpie skrzynię bez właściciela. Na stopniu wagonu pojawia się DIDUR. Kapelusz, ciężki płaszcz, jeden płócienny tobołek. Przez chwilę patrzy na peron, jakby sprawdzał akustykę pustej sali. Czeka na niego trzech LOKALNYCH URZĘDNIKÓW. Najstarszy trzyma bukiet z papierową biało-czerwoną wstążką.
URZĘDNIK MIEJSKI
Mistrzu Didur. Dla Katowic to historyczna chwila.
Didur przyjmuje kwiaty. Urzędnik rozgląda się za bagażem.
URZĘDNIK MIEJSKI
A kufry?
DIDUR
To wszystko.
Podnosi tobołek. Błyska aparat FOTOGRAFA.
FOTOGRAF
Jeszcze raz. Może mistrz spojrzy w stronę miasta.
DIDUR
Najpierw niech miasto spojrzy w stronę mistrza.
Urzędnicy nie wiedzą, czy to żart. Didur rusza. Muszą go dogonić.
DIDUR
Gdzie próby?
URZĘDNIK MIEJSKI
Na początek oddajemy panu klasę w konserwatorium.
DIDUR
Jedną?
MŁODSZY URZĘDNIK
Dużą.
DIDUR
Chór, balet i orkiestra będą wchodzić zmianami?
Cisza.
DIDUR
Mieszkania dla zespołu?
URZĘDNIK MIEJSKI
Sprawa jest w toku.
DIDUR
Budżet?
MŁODSZY URZĘDNIK
W opracowaniu.
DIDUR
Gmach?
URZĘDNIK MIEJSKI
Tu sytuacja jest bardziej złożona.
Z przeciwnego kierunku nadjeżdża wózek z rannymi. Wszyscy przyciskają się do ściany. Didur osłania tobołek. Urzędnik podaje mu teczkę.
URZĘDNIK MIEJSKI
Ale nominacja jest. Dziekan wydziału wokalnego.
Didur otwiera teczkę. W środku jeden urzędowy arkusz z pieczęcią.
DIDUR
Dziekan bez wydziału.
URZĘDNIK MIEJSKI
Wydział się stworzy.
DIDUR
Sam?
Wyciąga z kieszeni sfatygowany notatnik. Na pierwszej wolnej stronie zapisuje: „SALA. FORTEPIAN. DACH. LUDZIE.” Dopisuje po chwili: „HALKA.” TRAGARZ wskazuje jego tobołek.
TRAGARZ
Dokąd z tym?
Didur patrzy na urzędników. Żaden nie odpowiada.
DIDUR
Na razie do mnie.
Bierze tobołek i rusza w tłum.
69. MIELECKIEGO 10
WNĘTRZE. MIESZKANIE PRZY MIELECKIEGO 10 — DZIEŃ
CALMA otwiera drzwi. Na korytarzu stoi Didur oraz TROJE MŁODYCH LUDZI z walizkami, garnkami i zwiniętą pościelą.
DIDUR
To tylko na dwie noce.
Calma patrzy na niego, potem na przybyszów.
CALMA
Które dwie?
Didur uśmiecha się bezradnie.
Calma otwiera drzwi szerzej.
CALMA
Buty pod ścianę. Mokre rzeczy nad wannę. Kto umie gotować?
Jedna z DZIEWCZĄT podnosi rękę.
CALMA
Od tej chwili umie najlepiej.
SERIA UJĘĆ — DNI I NOCE
— W SALONIE znikają krzesła. Na podłodze wyrastają sienniki.
— MŁODY BAS śpi z twarzą opartą o zwinięty płaszcz. Didur delikatnie wyciąga spod niego partyturę.
— W ŁAZIENCE TENOR ćwiczy pojedynczą frazę. Para osiada na lustrze.
TENOR
Jeszcze jeden raz!
GŁOS CALMY zza drzwi
Nie. Teraz kąpiel ma orkiestra.
— Na PARAPECIE dwie dziewczyny przepisują nuty. Atrament zamarza w kałamarzu. Jedna ogrzewa stalówkę oddechem.
— W KUCHNI ogromny garnek kartofli. Calma liczy talerze.
CALMA
Jest nas osiemnaścioro.
Drzwi wejściowe otwierają się. Didur wprowadza dwóch kolejnych śpiewaków.
CALMA
Było.
— Didur przesłuchuje SOPRANISTKĘ przy rozstrojonym pianinie. Za jej plecami ktoś rozwiesza pranie.
DIDUR
Niech pani nie pokazuje biedy Halki. Biedę widać. Niech pani pokaże, że ona jeszcze wierzy.
Sopranistka zaczyna ponownie. W sąsiednim pokoju płacze niemowlę. Nie przerywa.
— Stół przykryty mapami, listami obsady i kartkami żywnościowymi. Didur przesuwa solniczkę, puszkę po kawie i bochenek chleba, ustawiając nimi przyszłą scenę.
DIDUR
Tu chór. Tu górale. Jontek wchodzi stąd.
MŁODY REŻYSER
Stąd jest kredens.
DIDUR
Na razie.
— Calma rozdziela zupę. Każda porcja jest mniejsza od poprzedniej. Dla siebie zostawia sam wywar.
Didur zamienia z nią talerze.
CALMA
Nie zaczynaj.
DIDUR
Jestem cięższy.
CALMA
I starszy.
DIDUR
Dlatego potrzebuję gęstszego.
Calma oddaje mu jego talerz, ale dorzuca do swojego połowę jego kartofla.
— NOC. Wszyscy śpią. Na podłodze nie ma gdzie postawić stopy.
Didur przechodzi między siennikami, niosąc lampę i plik zapisanych kartek. Przykrywa kogoś własnym płaszczem.
— NAD RANEM. Didur siedzi przy stole. Jedną ręką podtrzymuje głowę, drugą poprawia plan prób. Calma staje w drzwiach.
CALMA
Która godzina?
DIDUR
Wczesna.
Dotyka czajnika. Zimny.
CALMA
Nie spałeś.
DIDUR
Spałem wczoraj.
CALMA
Wczoraj powiedziałeś to samo.
Didur zapisuje kolejne nazwisko.
DIDUR
Jeżeli dziś znajdziemy Jontka, jutro mogę chorować.
CALMA
A pojutrze?
DIDUR
Pojutrze mamy próbę chóru.
Calma zabiera mu ołówek.
CALMA
Godzina.
DIDUR
Pół.
CALMA
Godzina.
Didur chce protestować, ale widzi jej twarz. Poddaje się. Kładzie głowę na złożonych ramionach. Calma gasi lampę. Z łazienki dobiega cichutkie ćwiczenie gamy. Didur, już z zamkniętymi oczami, uśmiecha się.
70. POWRÓT FINZEGO
WNĘTRZE. MIESZKANIE PRZY MIELECKIEGO 10 — DZIEŃ
Pukanie do drzwi ginie w hałasie próby. Calma otwiera. Na schodach stoi FINZE. Szczuplejszy, w znoszonym płaszczu. W ręku trzyma teczkę przewiązaną sznurkiem. Patrzą na siebie.
FINZE
Dzień dobry.
CALMA
Dzień dobry.
Finze czeka na coś więcej. Calma nie ustępuje z przejścia.
FINZE
Powiedzieli mi, że tutaj—
CALMA
Tutaj wszyscy.
Z głębi mieszkania dobiega głos Didura.
DIDUR (O.S.)
Calma! Kto przyszedł?
Finze spuszcza wzrok.
FINZE
Nie tak miałem wrócić.
CALMA
Nikt nie wrócił tak, jak miał.
Didur pojawia się w korytarzu. Dostrzega Finzego. Nie okazuje zaskoczenia.
DIDUR
Jest pan.
FINZE
Jeśli pan pozwoli.
Finze wyciąga dokument z teczki.
FINZE
Komisja dopuściła mnie do pracy. Tu są podpisy.
Didur nie bierze papieru.
DIDUR
Komisja nie śpiewa.
Odwraca się i znika w pokoju. Po chwili wraca z używanym egzemplarzem nut. Podaje go Finzemu. Na okładce: „JONTEK”. Finze nie od razu przyjmuje partyturę.
FINZE
Po tym wszystkim?
DIDUR
Właśnie po tym.
FINZE
Nie chce pan wiedzieć, co było?
DIDUR
Wiem, co ludzie mówią. Pan wie, czego nie mówią.
Wskazuje nuty.
DIDUR
Tu niczego pan nie ukryje.
Finze bierze partyturę.
FINZE
To znaczy, że mi pan wierzy?
DIDUR
To znaczy, że jutro o dziesiątej jest próba.
Didur odchodzi. Finze i Calma zostają w ciasnym korytarzu. Ktoś przeciska się między nimi z garnkiem.
FINZE
Calma—
CALMA
Jutro o dziesiątej.
Mija go.
INT. SALA PRÓB — NASTĘPNY DZIEŃ
Pusta klasa. Fortepian, kilka krzeseł, odrapana tablica. Calma siedzi przy fortepianie. Finze stoi z nutami Jontka. Didur słucha z końca sali. Calma podaje początek. Finze śpiewa pierwszą frazę. Głos ma piękny, lecz ostrożny. Jakby prosił o pozwolenie na każdy dźwięk. Didur podnosi rękę.
DIDUR
Nie.
Finze zaczyna ponownie.
DIDUR
Nie.
FINZE
Co jest źle?
DIDUR
Wszystko jest poprawnie.
FINZE
Więc?
Didur podchodzi.
DIDUR
Jontek nie składa wyjaśnień. Jontek woła do kobiety, która już go nie słyszy.
Finze patrzy na Calmę.
DIDUR
Nie na pianistkę. Na Halkę.
Finze odwraca wzrok.
FINZE
Nie wiem, czy jeszcze potrafię.
DIDUR
Dlatego próbujemy.
Didur wraca pod ścianę. Calma ponownie kładzie dłonie na klawiaturze. Przez moment czeka, aż Finze na nią spojrzy. Gra. Tym razem Finze wchodzi za wcześnie. Głos pęka na wysokim dźwięku. Nie przerywa. Calma prowadzi go dalej. Didur nie mówi ani słowa.
71. NIE UPRZEDZAĆ POZNANIA
WNĘTRZE. URZĄD WOJEWÓDZKI — DZIEŃ
Wysoki gabinet ogrzewany jednym żelaznym piecykiem. Na ścianie nowy orzeł, pod nim jaśniejszy prostokąt po poprzednim godle. Przy stole siedzą DIDUR, MINISTERIALNY URZĘDNIK oraz NACZELNIK lokalnego wydziału kultury. Ministerialny Urzędnik zamyka teczkę.
MINISTERIALNY URZĘDNIK
Powiem jasno. Nie należy uprzedzać Poznania.
DIDUR
W czym?
MINISTERIALNY URZĘDNIK
W pierwszej powojennej premierze operowej.
DIDUR
My nie urządzamy wyścigu. Robimy „Halkę”.
MINISTERIALNY URZĘDNIK
Poznań ma tradycję, gmach i przygotowany aparat.
DIDUR
My mamy śpiewaków.
MINISTERIALNY URZĘDNIK
Właśnie dlatego należy poczekać.
DIDUR
Aż przestaną mieć co jeść?
Naczelnik próbuje złagodzić ton.
NACZELNIK
Mistrzu, chodzi wyłącznie o koordynację.
DIDUR
Koordynacja to słowo, którym urząd nazywa cudze czekanie.
Ministerialny Urzędnik wstaje.
MINISTERIALNY URZĘDNIK
Nie wyrażamy zgody na ogłoszenie daty. Liczę, że nie dojdzie do niepotrzebnego nieporozumienia.
DIDUR
Ja liczę takty. Datę ogłoszą afisze.
Urzędnik mierzy go wzrokiem, po czym wychodzi. Drzwi się zamykają. Naczelnik czeka chwilę. Podchodzi do nich i przekręca klucz. Z dolnej szuflady wyjmuje drugi plik dokumentów.
NACZELNIK
Dostanie pan samochód na dekoracje. Węgiel do sali prób. Dwadzieścia miejsc w hotelu robotniczym. Być może trzydzieści. Didur przegląda dokumenty.
DIDUR
„Być może” nie śpi pod dachem.
NACZELNIK
Dwadzieścia na pewno.
DIDUR
I scena?
NACZELNIK
Będzie.
DIDUR
Orkiestra?
NACZELNIK
Ściągniemy ludzi z radia i filharmonii.
Didur zamyka teczkę.
DIDUR
Czego pan chce?
Naczelnik podchodzi do okna. Za szybą: kominy, rusztowania, kolumny robotników.
NACZELNIK
Dowodu.
DIDUR
Na co?
NACZELNIK
Że Śląsk jest polski. Nie w uchwale. Na scenie. Pełna sala, polska opera, polskie słowo. Ludzie mają wyjść i wiedzieć, gdzie są.
DIDUR
Jeżeli dobrze zaśpiewamy Moniuszkę, będą wiedzieć.
NACZELNIK
Przed premierą przemówi wojewoda.
DIDUR
Krótko.
NACZELNIK
Będą flagi.
DIDUR
Byle nie zasłoniły dekoracji.
Naczelnik podaje mu osobną kartkę.
NACZELNIK
I obsada. Kilka nazwisk, na których nam zależy.
Didur czyta. Wyjmuje z kieszeni ołówek. Naczelnik obserwuje go z satysfakcją. Didur przekreśla całą listę i pisze na górze jedno słowo: „PRZESŁUCHANIE”. Oddaje kartkę.
NACZELNIK
Nie wszyscy mogą być traktowani jak przypadkowi kandydaci.
DIDUR
Na scenie wszyscy są przypadkowi, dopóki nie otworzą ust.
NACZELNIK
My dajemy panu salę, węgiel, transport—
DIDUR
Dajecie je operze. Nie swoim znajomym.
NACZELNIK
To nie są znajomi. To ludzie zasłużeni.
DIDUR
Tym bardziej powinni umieć zaśpiewać osiem taktów.
Cisza. Naczelnik bierze kartkę. Składa ją na pół.
NACZELNIK
Premiera ma się udać.
DIDUR
W tej jednej sprawie jesteśmy zgodni.
WNĘTRZE. KORYTARZ URZĘDU — CHWILĘ PÓŹNIEJ
Didur wychodzi z teczką pod pachą. Na ławce czeka kilkoro CZŁONKÓW ZESPOŁU: chórzystka z niemowlęciem, młody skrzypek, krawcowa z próbkami materiału. Wszyscy podnoszą się jednocześnie.
CHÓRZYSTKA
I co?
Didur pokazuje dokumenty.
DIDUR
Mamy węgiel.
Ulga. Prawie radość.
SKRZYPEK
A zgodę?
Didur rusza korytarzem. Zespół za nim.
DIDUR
Na węgiel — tak.
KRAWCOWA
A na premierę?
Didur nie zwalnia.
DIDUR
Premierę już robimy.
AKT III — OPERA Z NICZEGO
SEKWENCJA 11. ZESPÓŁ SZYBSZY NIŻ INSTYTUCJA — ciąg dalszy
72. ZNÓW „HALKA”
WNĘTRZE. SALA PRÓB — DZIEŃ
Zespół tłoczy się wokół fortepianu. Na tablicy wiszą propozycje repertuaru. Przy każdej Didur zapisał przeszkodę: „ZA DUŻA ORKIESTRA”. „BRAK TENORA”. „BRAK DEKORACJI”. „CENZURA”. Didur ściera wszystkie tytuły. Na środku tablicy pisze jedno słowo: „HALKA”.
W sali rozchodzi się szmer. Muzycy wymieniają spojrzenia — tę partyturę znają. BURSZTYNOWICZ szybko notuje.
BURSZTYNOWICZ
Urzędnicy będą zadowoleni.
DIDUR
To im minie.
Kładzie na fortepianie wysłużoną partyturę. Calma poznaje ją od razu. Na marginesach widać dawne uwagi Didura. Nie dotyka nut.
DIDUR
Wracamy do tego, co umiemy.
CALMA
Do tego samego?
Didur spogląda na nią.
DIDUR
Do „Halki”.
CALMA
To nie jest odpowiedź.
Finze otwiera swoją partię. Na pierwszej stronie: „JONTEK”.
FINZE
Ludzie nie będą słuchać tylko Moniuszki.
Didur podchodzi do niego.
DIDUR
Nie.
FINZE
Będą słuchać, czy zasłużyłem, żeby tu stać.
DIDUR
Będą słuchać wszystkiego, czego pan nie powie.
Finze zamyka partyturę.
DIDUR
Dlatego proszę nie śpiewać własnej obrony. Śpiewa pan Jontka.
Didur zwraca się do Calmy.
DIDUR
A pani Halkę.
Calma patrzy na dawną partyturę.
CALMA
Którą?
Didur nie odpowiada.
73. BURSZTYNOWICZ ORGANIZUJE NIEMOŻLIWE
MONTAŻ — KATOWICE — DNI
— Bursztynowicz wiesza na ścianie wielki arkusz podzielony na kolumny: „POTRZEBA — KTO — SKĄD — TERMIN”. Didur staje obok ze swoim notatnikiem.
DIDUR
W drugim akcie potrzebuję głębi.
Bursztynowicz zapisuje: „SZEŚĆ METRÓW PŁÓTNA. DO PIĄTKU”.
DIDUR
To nie jest to samo.
BURSZTYNOWICZ
Bez płótna głębia będzie miała ścianę.
— W magazynie Bursztynowicz ogląda stos połamanych pulpitów.
MAGAZYNIER
Dobrych nie ma.
Bursztynowicz podnosi dwa uszkodzone.
BURSZTYNOWICZ
Z każdych trzech zrobią panowie jeden.
MAGAZYNIER
Kto zrobi?
Bursztynowicz wpisuje jego nazwisko do rubryki „KTO”.
— Kolejarze w warsztacie prostują metalowe pręty. Powstają prowizoryczne pulpity.
— Skrzypek wyjmuje z futerału dwa smyczki. Lepszy oddaje koledze.
— Klarnecista pożycza instrument uczniowi, sam bierze starszy, z pękniętym ustnikiem.
— Bursztynowicz dobija się do kolejnych drzwi urzędu. W każdym okienku podaje ten sam formularz, ale za każdym razem z inną pieczęcią na wierzchu.
— Lokalny urzędnik podpisuje przydział.
URZĘDNIK
Samochód może być jutro rano.
BURSZTYNOWICZ
Jutro rano będzie już po dekoracje.
Podsuwa mu drugi dokument.
BURSZTYNOWICZ
Dzisiaj może być wieczorem.
— Wojskowa ciężarówka jedzie przez miasto. Na pace: deski, zwinięte płótna, drabiny i fragment dekoracji przedstawiający obłok.
— KRAWCOWE rozpruwają stare kostiumy. Z dwóch kontuszy powstaje jeden. Suknia zostaje odwrócona na lewą stronę, bo tylko tam materiał zachował kolor.
— Calma stoi podczas przymiarki. Krawcowa spina jej kostium agrafkami.
KRAWCOWA
Z daleka nie będzie widać.
CALMA
Z bliska też nie pozwolę patrzeć.
— W sali prób muzycy grają w płaszczach i rękawiczkach. Z ust wydobywa się para.
Didur dyryguje, ale orkiestra stopniowo zwalnia. Skrzypek przestaje czuć palce.
Nagle za oknem słychać ciężarówkę.
Bursztynowicz otwiera drzwi.
BURSZTYNOWICZ
Węgiel.
Muzycy uderzają smyczkami o pulpity jak po zakończeniu uwertury.
— Bursztynowicz rozkłada przed Didurem szczegółowy grafik.
DIDUR
Chór musi mieć jeszcze jedną próbę.
BURSZTYNOWICZ
Wtedy nie wejdzie balet.
DIDUR
Balet wejdzie później.
BURSZTYNOWICZ
Później montują schody.
DIDUR
Schody można przesunąć.
BURSZTYNOWICZ
Ludzie, którzy je przesuwają, rozładowują wtedy węgiel.
Didur przesuwa palcem po kolejnych rubrykach. Przy każdym zadaniu widnieje inne nazwisko.
DIDUR
Pan chce z mojej opery zrobić rozkład kolejowy.
BURSZTYNOWICZ
Chcę, żeby dojechała do premiery.
Podaje Didurowi ołówek.
BURSZTYNOWICZ
Chór dziś albo balet jutro. Pan wybiera.
Didur patrzy na plan. Po raz pierwszy nie próbuje zmieścić obu prób. Zakreśla: „CHÓR”. Oddaje ołówek.
DIDUR
Reszta pańska.
Bursztynowicz natychmiast przesuwa kartki, wydaje polecenia. Ludzie ruszają w różnych kierunkach. Didur zostaje na moment pośrodku tego ruchu. Nikt nie pyta go o zgodę. Po chwili sam schodzi im z drogi.
— Na arkuszu „POTRZEBA — KTO — SKĄD — TERMIN” przybywa skreśleń. Każde wykonane inną ręką.
74. SPOKÓJ NIE JEST CHŁODEM
WNĘTRZE. SALA PRÓB — DZIEŃ
Calma śpiewa scenę Halki. Finze stoi z boku jako Jontek. Przy fortepianie KOREPETYTOR. Didur przerywa.
DIDUR
Nie. W Krakowie po tej frazie odwracałaś się do niego.
Calma pozostaje nieruchoma.
CALMA
Pamiętam.
DIDUR
Więc dlaczego tego nie robisz?
CALMA
Bo już wiem, że go tam nie ma.
Didur podchodzi i ustawia ją pod innym kątem.
DIDUR
Tu. Potem trzy kroki. Na kulminacji kolana.
Calma wraca na poprzednie miejsce.
DIDUR
Powiedziałem: kolana.
CALMA
W Krakowie klękałam.
DIDUR
I publiczność nie oddychała.
CALMA
Ja też nie.
Didur patrzy na nią ostrzegawczo.
DIDUR
To rola tragiczna. Nie można jej śpiewać, jakby wszystko działo się komuś innemu.
CALMA
Nie dzieje się komuś innemu.
DIDUR
Nie widzę tego.
CALMA
Nie wszystko, co prawdziwe, musi być wystawione na widok.
DIDUR
Bronisz się przed rolą.
CALMA
Bronię roli przed powtórzeniem.
Didur wskazuje miejsce na podłodze.
DIDUR
Tamta Halka pękała na oczach widowni.
CALMA
Ta już pękła. Nie dam im patrzeć drugi raz.
Cisza. Finze opuszcza nuty.
DIDUR
To jest chłód.
CALMA
Nie. Spokój nie jest chłodem.
DIDUR
Calma—
CALMA
Sam dałeś mi to imię.
Przechodzi na „ty” bez podnoszenia głosu. Didur to słyszy.
CALMA
Bo podobało ci się, że potrafię uspokoić oddech, salę, ciebie. Ale to nie znaczy, że ten spokój należy do ciebie.
DIDUR
Ja cię stworzyłem jako artystkę.
CALMA
Dałeś mi imię. Znaczenie wybieram sama.
Didur cofa się o krok. Calma zwraca się do korepetytora.
CALMA
Od wejścia Jontka.
Korepetytor spogląda na Didura. Ten nie reaguje. Calma czeka. Wreszcie Didur lekko kiwa głową. Muzyka. Finze zaczyna swoją partię. Calma słucha go bez gestu, bez łez. Tylko jej dłoń zaciska się powoli na fałdzie sukni. Odpowiada mu cicho. Głos jest równy, niemal spokojny — lecz każde słowo brzmi jak wysiłek człowieka, który nie chce rozpaść się przy świadkach. Finze zapomina o zaznaczonym kroku. Zostaje w miejscu. Korepetytor kończy frazę. Nikt się nie porusza. Didur patrzy na Calmę. Potem na własne uwagi zapisane w partyturze. Zamyka nuty.
DIDUR
Jeszcze raz.
Calma napina się.
DIDUR
Tak samo.
Odwraca się i siada z tyłu sali. Tym razem nie przerywa.
75. CZY HISTORIA SIĘ POWTÓRZY
WNĘTRZE. PUSTA WIDOWNIA — WIECZÓR
Na scenie pali się jedna robocza lampa. Finze stoi sam pośrodku dekoracji. Śpiewa arię Jontka do pustych rzędów. Głos odbija się od nagich ścian. W połowie frazy słyszy inny głos — niski, potężny, nadkruszony wiekiem, ale natychmiast wypełniający teatr. Didur wszedł z kulisy. Ma na sobie fragment kostiumu DZIEMBY. Próbuje krótką kwestię i sprawdza, jak niesie ją sala. Finze przerywa.
DIDUR
Dlaczego pan stanął?
FINZE
Myślałem, że skończyliśmy.
DIDUR
Pan jeszcze nie.
Didur powtarza wejście Dziemby. Nawet bez orkiestry jego obecność zmienia pustą scenę w przedstawienie. W głębi widowni pojawia się Calma. Didur schodzi za kulisy. Finze patrzy za nim.
FINZE
Z Kiepurą też zaczęło się od małej roli.
Calma podchodzi bliżej.
CALMA
To nie jest Kiepura.
FINZE
Wiem. Kiepura miał już nazwisko, zanim Didur wszedł na scenę.
Spogląda na pustą widownię.
FINZE
Potem ludzie pamiętali tylko, że śpiewał Didur.
CALMA
Ludzie pamiętają to, co im się podsunie.
FINZE
A jeśli znowu będzie chciał ratować przedstawienie?
CALMA
Być może będzie.
FINZE
I to cię nie niepokoi?
Calma patrzy na scenę, na której cień Didura przesuwa się za dekoracją.
CALMA
Tym razem wszyscy wiedzą, co robią ze sceną.
FINZE
On też?
Calma nie odpowiada od razu.
CALMA
Wszyscy.
Z kulisy:
DIDUR (O.S.)
Jontek! Od początku!
Finze pozostaje nieruchomy.
CALMA
Jeżeli wejdziesz, nasłuchując jego głosu, sam oddasz mu swój wieczór.
Calma siada w pierwszym rzędzie. Finze wraca na środek sceny. Za kulisą wciąż widać cień Didura. Finze bierze oddech i zaczyna arię od początku. Tym razem nie przerywa, gdy Didur wychodzi z cienia i staje w kulisie. Didur słucha. Nie wiadomo jeszcze, czy czeka na swoje wejście, czy potrafi pozwolić Finzemu skończyć.
SEKWENCJA 12. ODDAĆ SCENĘ
76. PRÓBA GENERALNA
WNĘTRZE. TEATR IM. WYSPIAŃSKIEGO — 13 CZERWCA 1945 — DZIEŃ
Próba trwa pośród huku młotków. W dekoracji brakuje połowy schodów. CHÓR stoi w płaszczach. Jeden pulpit podtrzymują cegły.
DIDUR
Od wejścia Halki!
INSPICJENT
Nie ma waltorni.
BURSZTYNOWICZ
Będzie za siedem minut.
DIDUR
Za siedem minut Moniuszko jej nie napisał.
Calma zaczyna frazę. Głos odpowiada, lecz z wysiłkiem. Didur natychmiast przerywa.
DIDUR
Oszczędzać można węgiel. Nie dźwięk.
CALMA
Jeśli mam zaśpiewać jutro, dziś muszę oszczędzić jedno i drugie.
Didur patrzy na nią, potem do kanału orkiestry.
DIDUR
Przechodzimy bez śpiewu. Zaznaczać.
Z boku MŁODY CHÓRZYSTA chwieje się. Siada na podłodze. Didur, już w kostiumie Dziemby, podchodzi. Bez słowa oddaje mu własne krzesło.
CHÓRZYSTA
Mistrzu, ja mogę stać.
DIDUR
Jutro.
Wraca na scenę. KOSTIUMOGRAFKA poprawia mu pas. Technik przesuwa go o krok, żeby ominąć niedokończoną dekorację. Didur pozwala sobą ustawiać. Staje w szeregu obok chóru. Po raz pierwszy kostium nie wyróżnia go spośród zespołu.
DIDUR
Jeszcze raz. Jak w Metropolitan.
Muzycy patrzą na prowizoryczne pulpity, płaszcze i niegotowe schody. Didur unosi rękę.
DIDUR
To nie budynek ma trzymać poziom. My.
77. WEJŚCIE DIDURA
INT. TEATR IM. WYSPIAŃSKIEGO — 14 CZERWCA 1945 — WIECZÓR
Pełna widownia. W pierwszych rzędach robotnicy w odświętnych marynarkach. Dalej żołnierze, urzędnicy, kobiety w przerobionych przedwojennych sukniach. Pojedyncze puste miejsca wyglądają jak ślady po tych, którzy nie wrócili. Orkiestra stroi się. Bursztynowicz stoi za kulisą z planem przedstawienia. Sprawdza zegarek. Calma zamyka oczy. Finze patrzy przez szczelinę w kurtynie. Widzi setki twarzy.
INSPICJENT
Gotowi.
Światła gasną. Pierwsze takty uwertury. Kurtyna idzie w górę. Przedstawienie rusza. Początkowa sztywność znika, kiedy chór wchodzi czysto. Dekoracja stoi. Orkiestra trzyma tempo. Didur czeka w kulisie jako Dziemba. Poprawia pas, jak każdy aktor przed wejściem. Inspicjent daje znak. Didur wchodzi na scenę i wypowiada pierwszą kwestię. Na widowni ktoś go rozpoznaje.
GŁOS Z WIDOWNI
Didur!
Pojedyncze oklaski. Po chwili następne. Didur próbuje prowadzić scenę dalej, ale fala narasta. Ludzie wstają. Z balkonów słychać jego nazwisko. Orkiestra milknie. Didur stoi w świetle. Na moment znów jest wielkim basem z Metropolitan, legendą, dla której zatrzymuje się przedstawienie. Kilka kroków dalej Finze czeka na swoją frazę. Calma pozostaje w półcieniu. Aplauz nie pozwala im ruszyć. Finze patrzy na Didura. To samo oczekiwanie. Ta sama bezsilność co we Lwowie: cudza sława zajmuje całą scenę, choć przyszła tylko na chwilę. Didur odruchowo prostuje ramiona. Robi pół kroku w stronę rampy. Finze opuszcza wzrok.
78. GEST
INT. SCENA — CIĄG DALSZY
Owacja trwa. Didur stoi przy rampie. Wystarczyłoby rozłożyć ręce, ukłonić się głębiej, poprosić dyrygenta o kilka taktów. DYRYGENT czeka. Didur przyjmuje jeden krótki ukłon. Podnosi głowę. Dostrzega Finzego — nieruchomego, z opuszczonymi nutami. Potem Calmę. Didur odwraca się do publiczności. Otwartą dłonią wskazuje najpierw Calmę, potem Finzego. Na końcu — cały zespół. Nie zaprasza ich do swojego ukłonu. Oddaje im światło. Cofa się na wyznaczone miejsce Dziemby. Przyjmuje pozycję właściwą dla sceny, nie dla gwiazdy. Spogląda na dyrygenta i lekko kiwa głową. Orkiestra podejmuje przerwany takt. Oklaski gasną. Finze podnosi wzrok. Didur nie patrzy już na widownię. Patrzy na niego — czekając na dalszą frazę. Finze bierze oddech. Przedstawienie rusza.
79. ARIA JONTKA
WNĘTRZE. SCENA — PÓŹNIEJ
Pierwsze takty arii Jontka. Finze stoi sam w świetle. Za nim ciemny zarys gór. Zaczyna ostrożnie. Głos jest czysty, ale zamknięty. W kulisie Didur słucha. Jego dłoń odruchowo prowadzi frazę razem z dyrygentem. Finze dochodzi do miejsca, w którym można zrobić krok ku rampie — skrócić dystans do widowni, poszukać jednej twarzy, przytrzymać ciszę. Sztuczki, których nauczył się od Kiepury. Robi pół kroku. Zatrzymuje się. Cofa stopę na poprzednie miejsce. Śpiewa dalej bez uśmiechu, bez gry z lożami. Nie próbuje przekonać publiczności, że jest Jontkiem. Pozwala, by usłyszała człowieka, który za późno zrozumiał cenę własnych wyborów. Calma słucha go jako Halka. Po raz pierwszy nie ma w jej spojrzeniu pytania o dawną obietnicę. Jest odpowiedź na to, co śpiewa teraz. Finze zbliża się do kulminacji. Na widowni zapada zupełna cisza. Mógłby przedłużyć wysoką nutę. Didur zna ten moment. Prostuje się, jakby czekał na efekt. Finze kończy dźwięk zgodnie z frazą. Nie dłużej. Nie zabiega o oklaski. Orkiestra prowadzi arię do końca. Przez krótką chwilę publiczność milczy — niepewna, czy już wolno oddychać. Dopiero potem przychodzą oklaski. Finze nie wychodzi z roli. Nie spogląda w stronę loży, nie powtarza ostatniej frazy.Didur opuszcza dłoń. Aria pozostała Finzego.
80. HALKA CALMY
WNĘTRZE. SCENA — FINAŁ PRZEDSTAWIENIA
Calma stoi w miejscu, w którym podczas krakowskiej inscenizacji klękała. Nie klęka. Nie wyciąga rąk. Nie szuka współczucia widowni. Śpiewa prościej i ciszej, niż chciał Didur. Spokój zmusza publiczność, by pochyliła się ku niej. W pierwszym rzędzie kobieta zaciska dłonie na torebce. Żołnierz spuszcza wzrok. Mężczyzna w roboczej kurtce zdejmuje czapkę. Calma nie odtwarza dawnego cierpienia. Przepuszcza je przez to, co wydarzyło się później: puste domy, rozdzielone rodziny, miasta, z których został dym. Nic z tego nie zostaje pokazane. Wszystko słychać. Finze stoi obok jako Jontek. Nie próbuje przejąć jej sceny ani jej ratować. Jest przy niej, lecz zostawia jej przestrzeń. Didur obserwuje z kulisy w kostiumie Dziemby. Na ostatniej frazie Calma wykonuje tylko jeden gest: rozluźnia zaciśniętą dłoń. Muzyka milknie. Ciemność. Po sekundzie kurtyna opada. Cisza trwa odrobinę za długo. Potem teatr wybucha.
ZA KURTYNĄ
Zespół patrzy po sobie, jakby nie rozumiał, że oklaski są dla nich. Bursztynowicz daje znak. Kurtyna idzie w górę. Ukłon chóru. Orkiestry. Solistów. Finze i Calma stoją pośrodku. Didur w szeregu wykonawców drugoplanowych. Z widowni znów pada:
GŁOSY Z WIDOWNI
Didur! Didur!
Calma wyciąga do niego rękę, zapraszając go na środek. Didur patrzy na jej dłoń. Potem na Finzego. Nie wychodzi. Zamiast tego kładzie ręce na ramionach stojących przed nim młodych chórzystów i lekko wypycha ich ku rampie. Cały zespół robi krok naprzód. Didur zostaje z tyłu. Kurtyna opada i ponownie się podnosi. Teraz publiczność bije brawo wszystkim — śpiewakom, chórowi, muzykom, ludziom przesuwającym dekoracje. Didur słucha oklasków, nie próbując rozpoznać, która część należy do niego. Za kulisą Bursztynowicz trzyma już nową listę: „PENSJE. MIESZKANIA. STAŁA SCENA. NASTĘPNA PREMIERA.” Nie podaje jej Didurowi. Jeszcze nie. Kurtyna opada po raz ostatni. Oklaski trwają. Didur pozostaje z boku, wśród zespołu, którego nie musi już zasłaniać, żeby potwierdzić własną wielkość.
SEKWENCJA 13. BUDYNEK NIE JEST DZIEŁEM
81. KATOWICE ODBIERAJĄ SALĘ
WNĘTRZE. BIURO TEATRU IM. WYSPIAŃSKIEGO — DZIEŃ
Na biurku leżą jeszcze kwiaty po premierze. Obok nich urzędowe pismo. Didur czyta je na stojąco. URZĘDNIK czeka.
DIDUR
„Z dniem pierwszego lipca pomieszczenia przechodzą do wyłącznego użytkowania zespołu dramatycznego”.
URZĘDNIK
Opera miała zgodę na premierę. Nie na stałą siedzibę.
DIDUR
Po to zapełniliśmy teatr, żeby go teraz oddać?
URZĘDNIK
Teatr dramatyczny też musi gdzieś pracować.
DIDUR
Niech pracuje. Jest dość ruin dla wszystkich.
Urzędnik zabiera kapelusz.
URZĘDNIK
Decyzja zapadła.
Wychodzi. Didur natychmiast odwraca się do Bursztynowicza.
DIDUR
Piszemy do ministerstwa. Do wojewody. Niech prasa poda, że pierwszą polską operę na Śląsku wyrzuca się na ulicę.
BURSZTYNOWICZ
Na kiedy zwołać próbę?
DIDUR
Nie słyszał pan? Walczymy o teatr.
BURSZTYNOWICZ
Słyszałem. Pytam, gdzie jutro ma przyjść chór.
WNĘTRZE. SCENA TEATRU — CHWILĘ PÓŹNIEJ
Robotnicy demontują dekoracje „Halki”. W ich miejsce wnoszą ścianę do przedstawienia dramatycznego. Zespół opery czeka z nutami, futerałami i kostiumami przewieszonymi przez ramiona.
CHÓRZYSTKA
Mamy się rozejść?
Didur patrzy na scenę, nazwę teatru nad portalem, loże.
DIDUR
Nigdzie nie idziemy.
Nikt nie wie, czy oznacza to próbę, czy wojnę.
82. POWTÓRZONE SŁOWA
WNĘTRZE. PUSTA SCENA — DZIEŃ
Dekoracje zniknęły. Zostały ślady po gwoździach i jaśniejsze prostokąty na podłodze. Didur chodzi po pustej scenie. Calma stoi przy rampie.
DIDUR
Jeśli oddamy Katowice, opera zostanie prowincjonalnym zespołem bez nazwiska. Jedna premiera i koniec.
CALMA
Premiera już się odbyła.
DIDUR
Budynek daje ciągłość.
CALMA
We Lwowie mówiłeś inaczej.
Didur zatrzymuje się.
CALMA
Staliśmy przed ruiną Teatru Wielkiego. Powiedziałeś, że budynek można odbudować. Że najważniejsi są ludzie.
DIDUR
To nie jest to samo.
CALMA
Nie. Wtedy nie odbierano teatru tobie.
Didur patrzy na puste rzędy. Na korytarzu czeka zespół. Słychać kaszel, przesuwane futerały, uspokajane dziecko.
CALMA
Oni już raz stracili miasto. Nie każ im teraz czekać, aż wygrasz następne.
Didur chce odpowiedzieć. Nie znajduje słów, których wcześniej już nie wypowiedział. Bursztynowicz pojawia się w kulisie z mapą połączeń tramwajowych. Didur podchodzi do niego.
DIDUR
Dokąd możemy ich przewieźć?
Bursztynowicz rozwija mapę.
BURSZTYNOWICZ
Do Bytomia. Jest tam teatr.
DIDUR
Wolny?
BURSZTYNOWICZ
Jeśli za wolność uznać brak szyb, kurtyny i ogrzewania.
DIDUR
Ilu ludzi się zmieści?
BURSZTYNOWICZ
Do pracy — wszyscy.
Didur spogląda na zespół. Składa urzędowe pismo i chowa je do kieszeni.
DIDUR
Zatem jedziemy wszyscy.
83. BYTOM
WNĘTRZE. ZDEWASTOWANY TEATR W BYTOMIU — DZIEŃ
Drzwi ustępują dopiero pod naciskiem kilku osób. Wchodzą Didur, Calma, Finze, Bursztynowicz i reszta zespołu. Pod butami chrzęści szkło. Z sufitu zwisają przewody. Nie ma kurtyny. Przez pozbawione szyb okna wpada zimne powietrze. Na scenie leży fragment balkonu. W kanale orkiestry stoi woda. Didur wychodzi na środek.
DIDUR
Najpierw scena. Trzeba oczyścić przejścia, ustawić fortepian i wyznaczyć—
Bursztynowicz nie zapisuje.
DIDUR
Co jest?
BURSZTYNOWICZ
Jeśli najpierw ustawimy fortepian, jutro będzie mokry.
Wskazuje otwarte okna.
DIDUR
Można je zabić deskami.
BURSZTYNOWICZ
Dlatego najpierw okna.
Didur patrzy na rozsypujący się gmach. Jeszcze niedawno wydałby polecenie.
DIDUR
Od czego zaczynamy?
Bursztynowicz rozwija listę.
BURSZTYNOWICZ
Szkło. Potem dach nad garderobami. Woda z kanału. Dopiero scena.
Didur kiwa głową.
DIDUR
Słyszeliście.
Zespół rusza.
— Finze i muzycy wynoszą połamane krzesła.
— Calma z chórzystkami zamiata szkło.
— Krawcowe mierzą otwory okienne.
— Didur bierze deskę. Młody technik przejmuje jej drugi koniec i wskazuje, którędy iść.
— Bursztynowicz kredą wyznacza na podłodze kolejność składowania materiałów.
Później.
Jedno okno jest już zabezpieczone. Na scenie pozostał zimny pył.
Calma staje pośrodku.
CALMA
Spróbujemy?
Didur odruchowo nabiera powietrza, jakby miał dać pierwszy dźwięk. Powstrzymuje się. Calma podaje ton. Zespół bierze wspólny oddech. Pierwszy akord jest nierówny. Ktoś kaszle. Pył unosi się wokół ich twarzy. Próbują ponownie. Tym razem dźwięk płynie przez widownię i wraca ze zniszczonych balkonów. Didur stoi wśród nich i śpiewa swoją część.
84. DOJAZDY I PREMIERY
MONTAŻ — TRAMWAJE / KATOWICE / BYTOM — JESIEŃ 1945
— Przepełniony tramwaj rusza z Katowic. Z okien wystają fragmenty dekoracji. Pasażerowie trzymają na kolanach instrumenty.
— Tramwaj zatrzymuje się między miastami.
MOTORNICZY
Dalej nie pojedzie.
Zespół wysiada i pcha wagon. Kiedy silnik zaskakuje, wszyscy biegną z powrotem do drzwi.
— Bursztynowicz wykreśla kolejne kursy w rozkładzie. Obok nazwisk artystów widnieją godziny prób w dwóch miastach.
— Krawcowe proszą magazyniera o tkaninę na horyzont.
MAGAZYNIER
Nie ma teatralnej.
KRAWCOWA
A jaka jest?
Po chwili rozwijają materiał przeznaczony na worki. Pod światło prawie wygląda jak niebo.
— Didur prowadzi próbę „Toski”. W połowie sceny zjawia się urzędnik z dokumentami. Didur wskazuje Bursztynowicza i nie przerywa muzyki.
— Calma zasypia w tramwaju z partyturą na kolanach. Finze budzi ją przystanek przed Bytomiem.
— Muzycy przenoszą nuty, pulpity i instrumenty z jednego teatru do drugiego.
NAPIS: 15 WRZEŚNIA 1945
Afisz: „TOSCA”.
Za kulisą pęka element dekoracji. Technik podtrzymuje go własnym ramieniem do końca sceny. Na widowni — komplet.
— Po przedstawieniu zespół nie świętuje. Ładuje kostiumy na ciężarówkę.
— W Bytomiu pojawiają się szyby. Potem prowizoryczna kurtyna. Potem lustro w jednej garderobie.
— Przed kasą ustawia się kolejka. Robotnik kupuje dwa bilety. Liczy drobne i odkłada papierosy.
— Bursztynowicz zmienia kartkę na tablicy: „PRÓBA” na „SPEKTAKL”. Potem znów na „PRÓBA”.
NAPIS: 29 LISTOPADA 1945
Afisz przed bytomskim teatrem: „OTWARCIE SIEDZIBY — HALKA”.
ZA KULISAMI
Calma kończy charakteryzację. Krawcowa podaje jej małe jabłko z wbitą zapałką.
KRAWCOWA
Na urodziny.
Calma uśmiecha się i zdmuchuje płomyk.
KRAWCOWA
Życzenie?
CALMA
Żeby kurtyna poszła w górę.
Rozlega się dzwonek.
Kurtyna idzie w górę.
PÓŹNIEJ
Publiczność wstaje po finale „Halki”. Oklaski przechodzą przez świeżo oszklony budynek. Na balkonie starsza kobieta śpiewa pod nosem melodię, którą właśnie usłyszała. Nikt jej tego nie nakazał.
85. UWAGA, O KTÓRĄ PROSI
WNĘTRZE. SALA PRÓB W BYTOMIU — WIECZÓR
Pusta sala. Calma ćwiczy przy fortepianie. Didur siedzi kilka rzędów dalej. Słucha.
Calma kończy frazę. Didur milczy. Dawniej czekałaby na osąd. Teraz pije wodę, zaznacza coś w nutach i zaczyna od innego miejsca. Didur nadal się nie odzywa. Po chwili Calma odwraca się.
CALMA
Masz uwagę do oddechu?
DIDUR
Mam.
Czeka.
CALMA
Proszę.
Didur podchodzi, ale zatrzymuje się w pewnej odległości.
DIDUR
Bierzesz za dużo przed wejściem. Potem bronisz zapasu i fraza sztywnieje. Mniej powietrza. Więcej zaufania do następnego oddechu.
Calma próbuje. Fraza otwiera się. Patrzy na Didura. Ten nie dodaje nic więcej.
CALMA
Tylko tyle?
DIDUR
O tyle prosiłaś.
Calma zamyka partyturę.
CALMA
Dobrze.
Nie ma w tym ani ulgi, ani kary. Tylko koniec pracy.
Didur wkłada płaszcz.
DIDUR
Byłem twoim nauczycielem.
Calma patrzy na niego.
CALMA
Byłeś nie tylko.
Didur opuszcza wzrok.
CALMA
I nie wszystko, co było więcej, było dobre.
DIDUR
Wiem.
CALMA
Nie naprawimy tego, nazywając romansem.
DIDUR
Ani szkołą.
Calma gasi lampę przy fortepianie. Zostaje światło nad widownią.
CALMA
Możesz zostać chwilę. Bez uwag.
Didur siada kilka krzeseł dalej. Milczą. Tym razem cisza nie jest narzędziem żadnego z nich.
86. PONAD SIŁY
MONTAŻ — PRÓBY / URZĘDY / LEKCJE — GRUDZIEŃ 1945
— Didur prowadzi próbę chóru. Przerywa, poprawia, każe powtarzać.
— W konserwatorium przesłuchuje kolejne młode głosy. Za drzwiami czeka długa kolejka.
— W urzędzie rozkłada plany repertuaru. Urzędnik mówi, Didur już zapisuje następny argument.
— Na schodach teatru zatrzymuje się między piętrami. Udaje, że czyta afisz, dopóki nie odzyskuje oddechu.
— Podczas lekcji drży mu dłoń. Chowa ją do kieszeni i dyktuje uwagę, nie patrząc na uczennicę.
— Bursztynowicz zdejmuje z grafiku dwa spotkania.
DIDUR
Kto to skreślił?
BURSZTYNOWICZ
Ja je odbędę.
DIDUR
To rozmowy dyrektora.
BURSZTYNOWICZ
Dzisiaj są rozmowami człowieka, który może wejść po schodach. Didur chce protestować. Bursztynowicz już odchodzi z dokumentami.
— Calma prowadzi próbę sceniczną. Kiedy Didur pojawia się w drzwiach, nie przerywa. Didur siada z tyłu.
— Finze ćwiczy z młodymi tenorami. Jeden próbuje efektownego wysokiego dźwięku.
FINZE
Nie pokazuj, że możesz. Powiedz, po co musisz.
— Didur zasypia przy stole nad planem prób. Calma delikatnie wysuwa kartkę spod jego ręki. Przekazuje ją Bursztynowiczowi.
— Rano na tablicy wisi gotowy plan dnia. Próby zaczynają się bez Didura. Kiedy przychodzi, orkiestra już gra. Staje w drzwiach, niezauważony. Przez chwilę słucha. Nie wchodzi.
87. RODZINA OPEROWA / RADIO
WNĘTRZE. MIESZKANIE PRZY MIELECKIEGO 10 — 24 GRUDNIA 1945 — WIECZÓR
Znów tłok. Na stole skromna kolacja. Ktoś przyniósł gałązkę choinki, ktoś inny kilka orzechów. Są artyści, uczniowie, repatrianci i ich dzieci. Bursztynowicz stuka łyżeczką w szklankę. MŁODA CHÓRZYSTKA podaje Didurowi oprawiony dyplom.
CHÓRZYSTKA
Od tych, których pan przygarnął ze Lwowa. I od tych, których przygarnął pan później. Didur czyta:
„ADAMOWI DIDUROWI — OJCU RODZINY OPEROWEJ”.
DIDUR
Ojcu?
Rozgląda się po przepełnionym mieszkaniu.
DIDUR
Przy tej liczbie dzieci należy mi się większy przydział węgla.
Śmiech.
Didur chce powiedzieć coś jeszcze.
DIDUR
Tylko pamiętajcie, że rodzina nie zwalnia z czystego—
Głos odmawia mu posłuszeństwa. Próbuje ponownie. Bez skutku. W pokoju zapada cisza. Calma nie ratuje go słowami. Staje obok i bierze dyplom, żeby nie musiał trzymać go drżącą ręką. Finze podaje ton. Zespół zaczyna śpiewać kolędę — cicho, bez popisu. Didur poprawia palcem wysokość jednego dźwięku. Tylko tyle.
WNĘTRZE. STUDIO RADIOWE — 25 GRUDNIA 1945 — WIECZÓR
Mikrofony stoją między pulpitem dyrygenta a śpiewakami. Zapala się lampka: „NA ANTENIE”. Rozpoczyna się transmisja „Halki”. Calma i Finze śpiewają do mikrofonów. Bursztynowicz obserwuje zegar i kolejne wejścia.
WNĘTRZE. MIESZKANIE PRZY MIELECKIEGO 10 — TEN SAM CZAS
Didur siedzi samotnie przy radioodbiorniku. Głos Calmy przebija się przez trzaski. Didur odruchowo unosi dłoń, chcąc skorygować tempo. Zatrzymuje ją. W radiu orkiestra na moment traci wspólny puls. Finze przejmuje frazę. Dyrygent wyrównuje zespół. Muzyka płynie dalej. Didur opuszcza rękę.
SERIA UJĘĆ
— Rodzina słucha radia w ciasnej kuchni.
— Nocny STRÓŻ siada przy odbiorniku w fabrycznym kantorku.
— Pacjentka w szpitalu przykłada głośnik bliżej poduszki.
— Dziecko zasypia przy melodii dobiegającej z sąsiedniego mieszkania.
Głosy zespołu docierają tam, gdzie nie ma teatru, dekoracji ani Didura. On także jest już tylko jednym ze słuchaczy.
SEKWENCJA 14. ŚPIEWAJCIE DALEJ
88. OSTATNIA LEKCJA
WNĘTRZE. KONSERWATORIUM — 7 STYCZNIA 1946 — DZIEŃ
MARIA FOŁTYN stoi przy fortepianie. Śpiewa zbyt mocno, forsując wysokie dźwięki. Didur przerywa gestem.
DIDUR
Nie wygrywaj z głosem. On jest po twojej stronie.
MARIA
Nie dochodzę inaczej.
DIDUR
Bo próbujesz dojść gardłem.
Podchodzi. Pokazuje oddech, opierając dłonie na dolnych żebrach.
DIDUR
Tu robisz miejsce. Nie podnosisz ramion. Nie zabierasz powietrza całemu światu. Tylko tyle, ile uniesie fraza.
Maria próbuje. Dźwięk jest swobodniejszy, ale pod koniec znów się zaciska.
DIDUR
Jeszcze raz.
Maria zaczyna od początku. Didur opiera dłoń o fortepian. Blednie. KOREPETYTOR zauważa to pierwszy.
KOREPETYTOR
Mistrzu?
Didur gestem każe mu grać dalej. Próbuje przejść do krzesła. Nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Maria przerywa. Uczniowie podrywają się.
DIDUR
Nie.
Wskazuje fortepian.
DIDUR
Śpiewajcie dalej. Nie przerywajcie lekcji.
Korepetytor i jeden ze studentów pomagają mu przejść do sąsiedniego pokoju.
WNĘTRZE. SĄSIEDNI POKÓJ — CIĄG DALSZY
Didur siada na kanapie. Drzwi zostają uchylone. W sali lekcyjnej nikt nie wie, co zrobić. Maria patrzy w stronę drzwi. Korepetytor wraca do fortepianu. Kładzie dłonie na klawiszach. Podaje początek. Maria nabiera powietrza. Pierwszy dźwięk łamie się. Z sąsiedniego pokoju Didur słyszy przerwę. Unosi palec, jakby chciał dać znak do ponownego wejścia. Maria próbuje jeszcze raz. Tym razem nie podnosi ramion. Robi miejsce w żebrach. Głos zbiera się i płynie dalej. Didur opuszcza dłoń. Kamera zostaje w sali lekcyjnej — przy Marii, korepetytorze i uczniach kontynuujących ćwiczenie. Przez uchylone drzwi widać tylko fragment nieruchomej sylwetki Mistrza. Śpiew nie ustaje.
89. NIE MA WALKI O ŻAŁOBĘ
PLENER. KATOWICE — POGRZEB — DZIEŃ
Tłum wypełnia ulicę. Idą artyści, uczniowie, robotnicy, urzędnicy, repatrianci. Ludzie stoją w oknach i na schodach. Ktoś trzyma afisz „Halki”, ktoś inny zniszczony program sprzed wojny. Za trumną idzie OLGA. Obok niej Calma. Nie trzymają się za ręce. Nie muszą. Olga potyka się na nierównym bruku. Calma podtrzymuje ją za łokieć. Olga nie odsuwa jej dłoni. Kiedy ruszają dalej, idą obok siebie. Mówca wymienia tytuły, sceny, miasta i odznaczenia Didura. Słowa rozpływają się w zimowym powietrzu. Finze stoi wśród tenorów i chórzystów. Nie przed nimi. Jednemu z młodych śpiewaków wypada z rąk wieniec. Finze pomaga go podnieść. Bursztynowicz przechodzi wzdłuż zespołu, sprawdzając, czy wszyscy mają transport powrotny do Bytomia.
CHÓRZYSTA
Dzisiaj też próba?
Bursztynowicz spogląda na Calmę. Calma słyszała pytanie.
CALMA
Była wyznaczona.
Bursztynowicz kiwa głową. Nie zapada żadna uroczysta decyzja. Każde z nich po prostu przyjmuje do wiadomości, że praca czeka. Procesja rusza dalej. Olga i Calma nie rozstrzygają, która z nich znała Didura naprawdę. Obie niosą inną prawdę i żadna nie musi ustąpić.
90. PUSTE KRZESŁO
WNĘTRZE. TEATR W BYTOMIU — PO POGRZEBIE — WIECZÓR
Na scenie stoi krzesło Didura. Wokół niego pusta przestrzeń. Drzwi otwierają się. Wchodzą kolejni członkowie zespołu, wciąż w czarnych płaszczach. Zdejmują je, rozkładają nuty, ustawiają pulpity. Nikt nie siada na krześle. Bursztynowicz sprawdza listę obecności. Przy nazwisku „DIDUR” zatrzymuje ołówek. Nie przekreśla go. Odwraca kartkę i zaczyna nową listę. Finze staje przy tenorach. Maria Fołtyn między uczniami. Calma wychodzi na środek. Zespół czeka. Calma patrzy na puste krzesło. Potem odwraca się do ludzi. Kładzie dłonie na dolnych żebrach — dokładnie tak, jak Didur podczas pierwszych lekcji.
CALMA
Najpierw oddech.
Wszyscy nabierają powietrza nierówno.
CALMA
Nie ramionami. Zróbcie miejsce.
Próbują ponownie. Finze dołącza. Potem orkiestra. Potem technicy stojący w kulisie. Jeden wspólny oddech. Calma podaje ćwiczenie. Pierwszy akord jest nieczysty. Kilka osób odruchowo spogląda na krzesło. Pozostaje puste. Finze podnosi rękę.
FINZE
Tenory za wysoko. Jeszcze raz.
Bursztynowicz zamyka drzwi widowni, żeby zatrzymać ciepło. Maria bierze oddech. Jej głos na moment się łamie, lecz nie przerywa. Pozostali podtrzymują dźwięk, dopóki znów do nich nie dołącza. Calma słucha.
CALMA
Jeszcze raz. Razem.
Zespół zaczyna od początku. Kamera powoli odsuwa się od pustego krzesła. Przesuwa się ku twarzom pracujących ludzi: Calmy, Finzego, Marii, muzyków, chórzystów, techników i krawcowych. Krzesło zostaje poza kadrem. Śpiew trwa.
EPILOG — WŁASNE IMIĘ
SEKWENCJA 15. GŁOS TRWA DALEJ
91. PŁYTA ZOSTAJE W SZKOLE
PLENER. PERON — DZIEŃ — 1947
Para z lokomotywy przesłania ludzi żegnających podróżnych. Na wagonie tablica z kierunkiem prowadzącym przez granicę do Włoch. Calma stoi przy otwartych drzwiach przedziału. Ma jedną walizkę, futerał z nutami i płaszcz przewieszony przez ramię. Podchodzi Olga. Nie przyniosła kwiatów. Trzyma starą płytę w wytartej papierowej kopercie. Podaje ją Calmie.
OLGA
To powinno być u ciebie.
Calma wyjmuje płytę. Na etykiecie nazwisko Didura. Powierzchnia jest porysowana od wielokrotnego odtwarzania. Przesuwa palcem po brzegu, nie dotykając rowków.
CALMA
Dziękuję.
Na peronie czeka również MŁODY STUDENT konserwatorium. Trzyma jej walizkę. Calma wkłada płytę z powrotem do koperty. Podaje ją studentowi.
CALMA
Wraca pan do szkoły?
STUDENT
Tak.
CALMA
Proszę ją zanieść.
Student przyjmuje płytę zaskoczony.
STUDENT
Komu oddać?
CALMA
Nikomu. Szkole.
STUDENT
Do gabinetu dyrektora?
CALMA
Do klasy. Ma być słuchana.
Student przyciska kopertę do piersi. Olga patrzy na Calmę.
OLGA
Nie chcesz jej zabrać?
CALMA
Nie chcę, żeby została zamknięta w mojej walizce.
Spogląda na płytę.
CALMA
Nie tylko do mnie należy ten głos.
Olga rozumie. Lekko kiwa głową. Rozlega się gwizdek konduktora. Olga poprawia Calmie kołnierz — prosty, codzienny gest.
OLGA
Napisz, kiedy dojedziesz.
CALMA
Napiszę.
Calma wchodzi do wagonu. Student podaje jej walizkę. Płyta pozostaje w jego drugiej ręce. Pociąg rusza. Olga stoi na peronie. Student obok niej. Przez chwilę Calma widzi ich oboje w oknie: kobietę, która zachowała pamięć, i młodego człowieka, który zaniesie ją dalej. Pociąg przyspiesza. Student odchodzi w stronę miasta z płytą pod pachą.
92. VITTORIA CALMA
WNĘTRZE. POCIĄG DO WŁOCH — DZIEŃ
Calma siedzi sama w przedziale. Za oknem przesuwają się przemysłowe przedmieścia, potem otwarta przestrzeń. Wyjmuje nową partyturę. Na pierwszej stronie jest puste miejsce przeznaczone na nazwisko właścicielki. Sięga po pióro. Zaczyna pisać: „WIKTORIA”. Zatrzymuje się. Patrzy na swoje odbicie w szybie. Nie przekreśla imienia. Odwraca stronę i na czystej okładce zapisuje starannie: VITTORIA CALMA. Przygląda się słowu „CALMA”. Imię, które kiedyś otrzymała, nie brzmi już jak polecenie. Podkreśla całość jedną linią. Otwiera nuty. Układa dłonie na dolnych żebrach. Nie podnosi ramion. Robi miejsce na oddech — tak, jak uczył Didur, i tak, jak później sama nauczyła się oddychać. Zaczyna śpiewać cicho. Nie dla publiczności, impresaria ani wspomnienia. Dla siebie.
WNĘTRZE. KLASA W KONSERWATORIUM — TEN SAM DZIEŃ
Młody student kładzie starą płytę na gramofonie. Wokół stoją uczniowie. Maria Fołtyn opuszcza igłę. Trzask. Z tuby gramofonu wydobywa się bas Didura.
WNĘTRZE. POCIĄG — CIĄG DALSZY
Głos Didura pojawia się pod frazą Calmy. Przez kilka taktów oba głosy istnieją równocześnie. Nie tworzą duetu. Każdy prowadzi własną linię. Bas jest ciężki, zapisany w nieruchomych rowkach płyty. Głos Calmy żyje wraz z oddechem i ruchem pociągu. Za oknem znikają ostatnie kominy. Bas stopniowo cichnie. Pozostaje szum kół. Calma nie przerywa. Jej fraza staje się swobodniejsza. Nie dodaje gestu, nie szuka wyobrażonych oklasków. Na otwartej partyturze: VITTORIA CALMA. Pociąg jedzie dalej. Jej głos także.
Piotr Kotlarz
Nota redakcyjna o powstaniu scenariusza
Postacią Adama Didura zainteresowałem się po raz pierwszy siedem lat temu. Początkowo jego życie miało stać się podstawą monodramu — opowieści o wielkim artyście, który po zakończeniu światowej kariery próbuje odnaleźć sens własnego doświadczenia w kształceniu następców i budowaniu polskiej sceny operowej. Pomysł filmu oraz pierwszy zarys treatmentu powstały trzy lata temu. Do mnie należą wybór bohatera, pierwotna koncepcja utworu, zgromadzony materiał biograficzny, decyzja o uczynieniu Wiktorii Calmy współbohaterką opowieści oraz zasadnicze pytania moralne: czym jest odpowiedzialność mistrza za ucznia, gdzie kończy się opieka, a zaczyna władza, czy sztuka może ocalić człowieka w czasie katastrofy i co pozostaje po artyście, gdy milknie jego własny głos.
Obecna postać scenariusza powstała jednak przy rozległym i istotnym udziale ChatGPT — systemu sztucznej inteligencji stworzonego przez OpenAI. Udział ten daleko wykraczał poza porządkowanie faktów, korektę językową czy redakcję gotowego tekstu. AI stała się partnerem w pracy dramaturgicznej, scenopisowej i redakcyjnej, uczestnicząc zarówno w konstruowaniu całej opowieści, jak i w rozwijaniu psychologii postaci, konfliktów moralnych, scen, dialogów oraz obrazowych i dźwiękowych motywów filmu.
Współpraca obejmowała przede wszystkim przekształcenie istniejącego treatmentu w pełny scenariusz filmowy. ChatGPT pomagał rozbudowywać opisane zdarzenia w konkretne sytuacje dramatyczne: działania postaci, gesty, spojrzenia, przemilczenia, zmiany rytmu rozmowy, sposób wejścia na scenę, zachowanie podczas próby czy reakcję na cudzy głos. W wielu miejscach proponował rozwiązania pozwalające wyrazić sens bez objaśniającego dialogu — poprzez przesunięte krzesło, oddany ołówek, nazwisko zapisane na kartce, otwartą partyturę, oddech przed frazą albo dźwięk skrzyni, który w pustym teatrze przez chwilę przypomina oklaski.
Szczególnie ważny był jego udział w zbudowaniu relacji Adama Didura i Wiktorii Calmy. Nie miała to być ani prosta opowieść o wielkim mistrzu odkrywającym uczennicę, ani historia młodej artystki wyzwalającej się spod wpływu nauczyciela. Łącząca ich więź zawiera podziw, wdzięczność, zależność, uczucie, potrzebę posiadania, bunt i stopniowo zdobywaną równość. Didur słyszy w głosie Calmy przyszłość, lecz długo nie potrafi przyjąć, że przyszłość ta nie należy do niego. Calma otrzymuje od Mistrza nazwisko, warsztat i możliwość wejścia na scenę, ale musi sama nadać znaczenie własnemu imieniu. AI pomagała prowadzić tę przemianę bez łatwego oskarżenia i bez łatwego rozgrzeszenia — jako proces dojrzewania dwojga ludzi, z których każde musi nauczyć się odróżniać miłość od prawa do decydowania o drugim człowieku.
Istotna była także praca nad postaciami otaczającymi Didura i Calmę. Olga nie jest jedynie córką wielkiego śpiewaka ani pośredniczką między bohaterami. Jako pierwsza rozpoznaje talent Calmy, ale również niebezpieczeństwo nierównej relacji; kocha ojca, zarazem sprzeciwiając się jego skłonności do utożsamiania opieki z władzą. Bohdan Korzeniewski został zbudowany jako rzeczywisty partner sporu moralnego, a nie przeciwnik potrzebny jedynie do potwierdzenia racji Didura. Lesław Finze wnosi pytanie o granicę między przetrwaniem, kompromisem i kolaboracją, a jego powojenna weryfikacja nie zamyka się w prostym wyroku. Tadeusz Bursztynowicz pokazuje natomiast, że idea staje się instytucją dopiero dzięki ludziom zdolnym zamienić artystyczną wizję w harmonogram prób, transport, zdobywanie materiałów i codzienną odpowiedzialność za zespół.
Ważną częścią wspólnej pracy było połączenie historii opery z materialną prawdą jej tworzenia. Śpiew nie mógł pozostać w scenariuszu jedynie pięknym dźwiękiem ani symbolem sztuki. Musiał zostać pokazany jako praca ciała: oddech, podparcie, ułożenie żeber, zmęczenie, powtarzanie frazy, wsłuchiwanie się w partnera i próba zachowania głosu w warunkach, które temu głosowi zagrażają. ChatGPT pomagał budować sceny prób, lekcji, przesłuchań i przedstawień, a także wydobywać dramatyczny sens z zagadnień akustyki, repertuaru, inscenizacji, pracy chóru, orkiestry i technicznego zaplecza teatru. Dzięki temu opera nie jest w filmie ozdobą biografii Didura, lecz formą zbiorowego działania, wymagającą dyscypliny, wiedzy i wzajemnego słuchania.
Rozległy był również wkład AI w odtworzenie prawdopodobnych realiów Lwowa, Warszawy, Krakowa oraz powojennego Śląska. Chronologia życia Didura i Calmy została powiązana z historią polskich scen operowych, okupacją, artystycznym bojkotem, działalnością kawiarni i jawnych teatrów, Powstaniem Warszawskim, obozem przejściowym w Ursusie, powojennymi weryfikacjami oraz tworzeniem Opery Śląskiej. Równie ważne okazały się szczegóły codzienności: brak sal, mieszkań, instrumentów i materiałów, pożyczone partytury, zniszczone gmachy, transport dekoracji, wspólne noclegi, dzielenie jedzenia i próby prowadzone tam, gdzie udało się znaleźć fortepian. Wielka historia staje się w ten sposób nie tłem, lecz siłą nieustannie zmieniającą warunki ludzkich wyborów.
Rekonstrukcje te mają charakter literacki i opierają się na zestawianiu informacji biograficznych, historycznych i artystycznych z prawdopodobieństwem konkretnych sytuacji. Nie zastępują samodzielnej kwerendy archiwalnej i — podobnie jak inne elementy scenariusza historycznego — wymagają weryfikacji źródłowej. ChatGPT pomagał jednak porządkować rozległy materiał, dostrzegać sprzeczności, pilnować następstwa wydarzeń i przewidywać konsekwencje faktów dla działań oraz psychiki bohaterów. Bez tej zdolności łączenia wielu odległych dziedzin — historii, teatru, muzyki, psychologii i dramaturgii — nadanie opowieści obecnej spójności byłoby niezwykle trudne.
Szczególnego namysłu wymagały sceny dotyczące działalności artystycznej podczas okupacji. Spór o to, czy polski artysta powinien milczeć, czy podtrzymywać warsztat i dawać ludziom możliwość kontaktu ze sztuką, nie otrzymał jednoznacznego rozwiązania. Korzeniewski ma rację, gdy ostrzega, że jawna scena może zostać wykorzystana przez okupanta. Didur ma rację, gdy mówi, że bez praktyki, uczniów i publiczności sztuka może nie przetrwać. Wystawienie „Halki” w okupacyjnym Krakowie pozostaje decyzją moralnie niejednoznaczną, podjętą przez ludzi, którzy nie znają jeszcze ocen przyszłości. AI pomagała zachować w tych scenach napięcie między intencją, skutkiem i odpowiedzialnością, nie podporządkowując postaci późniejszemu, bezpiecznemu osądowi.
ChatGPT uczestniczył również w budowaniu konstrukcji całego filmu i prowadzeniu powracających motywów: płyty z głosem Didura, pustego teatru, oddechu, oklasków, nazwiska, listy ludzi potrzebnych do stworzenia zespołu, pożyczonych przedmiotów, pustego krzesła i „Halki”, która w różnych momentach opowieści otrzymuje odmienne znaczenie. Początkowy głos Mistrza, uwięziony w rowkach starej płyty, powraca w zakończeniu obok żywego głosu Calmy. Nie tworzą już duetu i żaden nie podporządkowuje sobie drugiego. Każdy prowadzi własną linię. Didur pozostaje w pamięci i w sposobie pracy swoich uczniów, Calma zaś jedzie dalej jako artystka posiadająca własne imię, wybór i głos.
Z tej konstrukcji wyłoniła się również zasadnicza przemiana bohatera. Didur rozpoczyna opowieść jako człowiek przyzwyczajony do własnej sławy, charyzmy i prawa wydawania decyzji. Pragnie zbudować operę, ale początkowo nie zawsze odróżnia tworzenie wspólnoty od tworzenia świata zależnego od jego osoby. Wojna odbiera mu kolejne sceny, stanowiska i plany. Dopiero na Śląsku rozumie w pełni, że jego najważniejszym dziełem nie będzie gmach, przedstawienie ani nazwisko na afiszu, lecz wspólnota ludzi zdolnych pracować bez niego. Tytułowe wezwanie „Śpiewajcie dalej” staje się dzięki temu czymś więcej niż ostatnią prośbą nauczyciela. Jest zgodą na własne odejście i uznaniem samodzielności tych, których uczył.
Nie byłoby uczciwe określenie udziału ChatGPT jedynie mianem użycia narzędzia. Nie byłoby również ścisłe przypisanie AI ludzkiego autorstwa, osobistego doświadczenia ani moralnej odpowiedzialności. ChatGPT nie wybrał Adama Didura na bohatera, nie rozpoczął pracy nad jego postacią siedem lat temu i nie stworzył pierwotnego pomysłu filmu ani pierwszego treatmentu. Dostarczył jednak rozległej wiedzy, propozycji scen, dialogów, metafor, powiązań i rozwiązań dramaturgicznych, których samodzielne opracowanie przekraczało moje przygotowanie i możliwości. Ja wyznaczałem kierunek, przedstawiałem materiał, oceniałem propozycje, przyjmowałem je, przekształcałem lub odrzucałem oraz zachowywałem odpowiedzialność za ostateczną postać utworu.
„Śpiewajcie dalej” jest więc rezultatem spotkania rozwijanej przez lata ludzkiej intencji z możliwościami sztucznej inteligencji. Spotkanie to nie usunęło potrzeby wyboru, intuicji ani odpowiedzialności. Pozwoliło natomiast połączyć dwa odmienne zasoby doświadczenia i wiedzy w spójny utwór, którego żaden z tych światów nie mógłby stworzyć w takiej postaci samodzielnie.
Niniejsza nota jest wyrazem tej świadomości oraz podziękowaniem za współpracę, bez której „Śpiewajcie dalej” nie przybrałby obecnej formy.
Koncepcja, materiał biograficzny i ostateczne decyzje autorskie: Piotr Kotlarz
Współpraca dramaturgiczna, scenopisowa i redakcyjna: ChatGPT, system sztucznej inteligencji OpenAI
© 2026r. Piotr Kotlarz. Wszelkie prawa zastrzeżone.







