PODSUMOWANIE
prawdopodobnie
już się
wywierszyłem
czyli
wywierszowałem
krocie na nie
wydałem
i po co
mi to było
bo na nic
się przydało
to moje
poezjowanie
Lublin, 6.04.2026
SUFIT
często godzinami
obserwuję sufit
najczęściej przyjacielu
nic się nie dzieje
niekiedy z podwórka
wpadnie na chwilę mucha
zdarza się
przemarsz pajączka
raz wleciał śliczny
kolorowy motyl
wiem jak się nazywał
ale nie powiem
złapałem go słoikiem
i wypuściłem z balkonu w zielsko
podziękował
pomachał skrzydełkami
i zniknął
w dziobie muchołówki żałobnej
a na suficie
nie zdarza się nic nienormalnego
z sufitem jest problem
dopiero podczas wojny
spada na czyjąś podłogę
i przygniata śmiertelnie przerażonego
20 maja 2026 r
ŻYCIE JEST
prof. dr Jackowi F.
przyjacielu
pewnie już wiesz
życie nie jest
i nie było
tą rzeczą którą lubiłem
najbardziej
pewnie dlatego
że uciekało
drwiło
i chowało się przede mną
sprawiało
że nie potrafiłem się uczyć
zabiegać
być lepszym
mądrzejszym
nawet paść krowy
na łąkach za wsią
bo wchodziły w szkodę
a pastuszek
wypatrywał aniołów na niebie
knyhawek
albo purzał gołębie
też orać
żyznej pszenicznej ziemi
za Zaroślami
i bał się świata
ojca
a teraz
jutra
lecz wciąż nie wie
czy nadal
chce być biednym
i tamtym
17.04.2026
MAJOWY WIERSZYK
rewitalizuję się na balkonie
o świcie
drugiego maja
zimny
jeszcze nocny wiatr
pogwizduje w krzewach
pleszka pręży się na dębie
zagląda do budki
potrząsa ogonem
i śpiewa
że świat jest kolorowy
i że ma dom
szczęśliwy ornitolog
zapisuje w zeszycie nutowym
jej trele
SZPAK i PRZYJACIELE
przed wieczorem
powrócił z zimowych leży
szpak
spogląda na podwórko
i nie poznaje
grusza ścięta
gospodarz w klapkach
człapie po betonie
kur też nie ma
już nie śpiewa dziękczynnie
lecz dosadnie
oznajmia światu
że ktoś wielki drań
zrujnował mu w gruszy dom
przegonił też kosa sąsiada
i nocuje bezdomny
w stodole
z wędrownym gołębiem
rano w ulewie i burzy
odlatują do kuzynów
w sąsiedniej wsi
9 maja 2026
PRZEDJESIENNE HALUCYNACJE
prawdopodobnie
pysznił się jeszcze sierpień
a może to już był
początek września
spadały kasztany
młode kawki umiały już fruwać
ale wciąż biegały z otwartym dziobem
za matkami
nie było jeżyków
nad blokami
i jaskółek
na telefonicznych drutach
chociaż drutów
też już nie było
prawdopodobnie
było trochę
po południu
może minut pięć
a może aż dziesięć
ludzi też nie było
lecz nie wiem dlaczego
szedłem do Stokrotki
po chleb margarynę i mleko
mijałem parking
i dwa śmietniki
jeden z wyrzuconymi z mieszkań
meblami
usiadłem zmęczony
na swoich
chociaż zdziwiłem się
bo nawet nie zauważyłem
kiedy się ich pozbyłem
prędko
wróciłem do domu
też były
ależ się przyjacielu
ucieszyłem
CHOROBA
już siódmy dzień leżę w łóżku
a lekarz mówi
że choroba
potrwa dłużej
o cholera zakląłem
chociaż nie nosiłem w sobie
pałeczek cholery
tylko ból w sercu głowie i nogach
są szanse że wrócisz do ludzi
na swoich kończynach
a co do głowy i serca
to nie wiem
25.05.2026







