Okupacja Pomorza i Wolnego Miasta Gdańska (Pomorscy harcerze wobec II wojny światowej i okupacji. Cz. 9) / Piotr Kotlarz

0
700

Wysiedlenia Polaków z Kraju Warty (1939). Autorstwa Bundesarchiv, R 49 Bild-0131 / Wilhelm Holtfreter / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5372093

Okupacja Pomorza i Wolnego Miasta Gdańska – podział chronologiczny

W tytule tego działu użyłem słowa „okupacja”, tak w odniesieniu do ziem przedwojennego województwa pomorskiego, jak i części ziem województwa warszawskiego, czy też byłego Wolnego Miasta Gdańska. Określenie takie wydaje mi się oczywistym, niemniej jednak pojawiają się historycy (nawet polscy), którzy je kwestionują.

Wypowiada się na ten temat np. jeden z historyków, Bogdan Chrzanowski, który mówił: (…) jeszcze jedno ważne rozróżnienie. Na mocy dekretu Hitlera z 8 października 1939 roku część polskich ziem zachodnich i północnych (Wielkopolska, Północne Mazowsze, część Śląska i właśnie Pomorze) została włączona do Rzeszy. To nie było więc Generalne Gubernatorstwo. Dlatego nie można mówić o okupacji Pomorza, to była aneksja. To istotna różnica, która również pomaga zrozumieć specyfikę tego co wówczas miało tam miejsce1.

Uznałem więc za konieczne przypomnienie tym historykom kwestii wydawałoby się oczywistych, encyklopedycznych: okupacja wojenna (łac. occupatio bellica) to czasowe zajęcie przez siły zbrojne państwa prowadzącego wojnę całości lub części terytorium państwa nieprzyjacielskiego  i tymczasowe wprowadzenie tam swojej władzy. Zasady okupacji wojennej rozstrzyga w prawie międzynarodowym Konwencja haska IV (1907) (Dział III O władzy wojennej na terytorium państwa nieprzyjacielskiego, art. 42 – 56). Zgodnie z art. 43 początkiem okupacji jest faktyczne przejście władzy z rąk rządu legalnego do rąk okupanta. Wg art. 42 terytorium uważa się za okupowane, jeżeli faktycznie znajduje się pod władzą armii nieprzyjacielskiej.  Okupacja rozciąga się jedynie na te terytoria, gdzie władza ta jest ustanowiona i gdzie może być wykonywaną. Okupant nie nabywa suwerenności nad zajętym terytorium (traktowany jest jako przejściowy administrator – art. 55) i powinien przestrzegać obowiązującego prawa (art. 43). W szczególności zakazane jest zmuszanie miejscowej ludności do przysięgania na wierność (art. 45) czy zmuszanie jej do uczestniczenia w działaniach wojennych przeciwko własnej ojczyźnie (art. 53), wprowadzanie odpowiedzialności zbiorowej (art. 50), konfiskata własności prywatnej (art. 46), rabunek (art. 47), zabór, profanacja bądź niszczenie dóbr kultury (art. 56)2

To, że okupant hitlerowski nie przestrzegał w tym wypadku prawa międzynarodowego nie oznacza tego, że zajęte tereny polskie były przezeń okupowane, niezależnie jaki status im nadawał.

Okres wojny na Pomorzu można podzielić na cztery części. Pierwszy okres, to wrzesień 1939, czas kampanii zbrojnej, wojny obronnej Polski przed najeźdźcą niemieckim, a od 17 września 1939 r. również i ZSRR.

W tym czasie specjalne grupy policji i bezpieczeństwa w oparciu o listy proskrypcyjne przygotowane przed wojną rozstrzeliwały tych Polaków, których uznawali za szczególnie niebezpiecznych z punktu widzenia ich aneksyjnej polityki, zwłaszcza polską inteligencję. Z tym, że nie chodziło tu tylko o ludzi z wyższym wykształceniem, ale o aktywistów politycznych, społecznych, świat kultury, duchowieństwo itp. Można było mieć kilka klas szkoły podstawowej, ale jeżeli taki człowiek był aktywny przed wojną, udzielał się w różnych organizacjach, też mógł zostać zlikwidowany przez Niemców.

Dalej mamy okres najbardziej krwawy. Tak zwana „krwawa jesień”, od października 39 do stycznia 40 roku. Niemieckie, paramilitarne oddziały samoobrony Selbstschutz (czasami wyposażone w mundury, czasami nie) rekrutujące się często z mieszkających tutaj przed wojną ludzi zabijały Polaków. Ludzie z tych bojówek dobrze znali swoich przedwojennych sąsiadów, często wykorzystywali swoją nową władzę do uregulowania porachunków z Polakami. Dochodziło do grabieży majątku pomordowanych Polaków. Ostrożnie rzecz biorąc, szacuje się że na Pomorzu zginęło wtedy 30 tysięcy ludzi. Dane te były wielokrotnie weryfikowane. Dla porównania: w tym samym czasie w Wielkopolsce ginie 10 tysięcy ludzi, na Śląsku – 1500 osób, na terenie północnego Mazowsza – 1000. Jak widać, na Pomorzu straty te były największe.

Trzeci etap na Pomorzu to lata 1940-1944. Wyroki śmierci wydawano wówczas o decyzję miejscowego aparatu sądowego.

I wreszcie koniec 1944 roku i w późniejszych miesiącach wzrasta liczba egzekucji i morderstw na Polakach mieszkających na Pomorzu. Mamy tutaj do czynienia z tak zwanym oczyszczeniem frontu. Masowe egzekucje były wtedy wykonywane w wielu miejscach Pomorza3.

Wysiedlenia i wywłaszczenie Polaków z ziem włączonych do Rzeszy

W tytule tego rozdziału obok słowa „wysiedlenia” umieściłem również „wywłaszczanie”, to aspekt, który niestety jest pomijany w opracowaniach historycznych. Aspekt niezwykle ważny, a przy tym kwestia nigdy nie rozwiązana. Po zakończeniu wojny i przywróceniu państwowości polskiej osoby (rodziny) wywłaszczone nie odzyskały swych nieruchomości, nie dostały też za zagrabione mienie odszkodowań.

Wysiedlenia i wywłaszczenie Polaków na ziemiach „inkorporowanych” do Rzeszy odbywały się w dwojaki sposób: niezorganizowany (dotyczyło to pojedynczych osób i rodzin) oraz masowy (zorganizowany). Pierwszy realizowano od chwili zajęcia danej miejscowości przez Niemców we wrześniu 1939 r. do końca listopada tego roku. Takie wysiedlenia przeprowadzano, praktycznie wyłącznie, na wniosek Niemców zamieszkałych w Polsce przed wrześniem 1939 r. Imiennie władze niemieckie wzywały danego Polaka do opuszczenia w wyznaczonym terminie miejscowości lub też powiatu. Zwykle były to terminy 24 godz. Wysiedlani mogli zabrać ze sobą tylko niezbędną odzież i trochę żywności. Tego typu wysiedlenia objęły kilka tysięcy Polaków na całym terytorium „inkorporowanym” Masowe wysiedlenia objęły setki tysięcy osób.

Według oficjalnych danych niemieckich od listopada 1939 do października 1944 r. z Kraju Warty wysiedlono 629 595 osób. Na Śląsku do końca 1942 r. wysiedlono ok. 81 tys. osób. Na Pomorzu 159 (124+35 „dzikie”) tys. osób4. W okręgu Ciechanów – 25 tys., z okręgu białostockiego – 28 tys. Łącznie daje to liczbę od 890 do 930 tys. Polaków. Do tej liczby należy dodać osoby wysiedlone indywidualnie. Ponadto należy jeszcze dodać wysiedlonych Żydów, w samym Kraju Warty ich liczba przekroczyła 400 tys.5

Podstawą konkretnych niemieckich działań wysiedleńczych w stosunku do ludności polskiej była decyzja, osobiście podjęta na początku października 1939 roku przez Hitlera, który upoważnił Himmlera do rozpoczęcia wysiedleń ludności polskiej i żydowskiej z Gdańska, Gdyni i Poznania. [Decyzje i będące ich konsekwencją działania były jaskrawym naruszeniem konwencji międzynarodowych.]

Pierwsze wysiedlenia objęły Gdynię, skąd do dnia 26. 10. 1939 roku wysiedlono 12 271 Polaków. W kolejnym rozporządzeniu Himmlera z dnia 30.10.1939 roku rozszerzono zakres wysiedleń z ziem wcielonych do Rzeszy oraz sprecyzowano terminy i kryteria selekcyjne. Do wywózki została wyznaczona cała ludność żydowska, Polacy pochodzący z Kongresówki oraz ci, którzy zostali uznani za wrogo nastawionych do władz niemieckich. W ramach tej grupy znalazła się inteligencja oraz członkowie organizacji o zabarwieniu politycznym. Warto podkreślić, że akcja wysiedlania łączyła się z naruszeniem praw własności. Wysiedlana z ziem włączonych do Rzeszy ludność polska pozbawiana była wszelkiego majątku, nieruchomości, ruchomości (mebli, obrazów itp.). Mało tego, w czasie transportu poddawani byli rewizjom, w czasie których tracili nawet ukryte oszczędności („na czarną godzinę”).

W celu zrealizowania podjętych zamierzeń władze hitlerowskie przygotowały program wysiedleń według tzw. trzech planów krótkookresowych (Nahplan). W pierwszym z nich trwającym od 1.12 do 17.12 1939 roku, przewidywano wysiedlenie z ziem wcielonych do Rzeszy 80 tys. osób, w drugim obejmującym cały rok 1940 ponad 600 tys. osób i w trzecim trwającym do końca 1941 roku ponad 800 tys. osób. Łącznie miano wyekspediować, w zaplanowanym okresie dwóch lat, około 1,5 mln Polaków. Pierwszy z tych planów został w pełni wykonany. Następne dwa plany przesiedleńcze zostały zrealizowane jedynie częściowo6.

W cztery dni po nadaniu pełnomocnictw Himmlerowi, w dniu 1 października 1939 roku ten ostatni upoważnił policję bezpieczeństwa i służbę bezpieczeństwa do rozpoczęcia wysiedleń ludności polskiej i żydowskiej z Gdańska7, Gdyni i Poznania w związku z mającym tam nastąpić osiedleniem Niemców z krajów bałtyckich. Wysiedlenia z Gdyni wynikały jednak przede wszystkim z przeświadczenia miejscowych władz hitlerowskich o bardzo niewielkiej zdolności ej mieszkańców do przyszłej germanizacji. W przeważającej bowiem części stanowili ni element napływowy z centralnej i wschodniej Polski. Posiadanie ludzi „pewnych” w tym ważnym porcie morskim na Bałtyku miało niebagatelne znaczenie dla gospodarki Trzeciej Rzeszy. Stąd też Gdynię starano się zasiedlić Niemcami z Rzeszy i Gdańska. Podobnie zresztą było i na innych obszarach II Rzeczypospolitej włączonych do Rzeszy. Np. do Płocka przybywały tysiące Niemców z krajów nadbałtyckich, Prus i z rdzennych Niemiec. Wzmagał się terror, Niemcy zmuszali Polaków do kłaniania się im. Trzeba tu nadmienić, że Płock włączony był do Rzeszy, czyli do Państwa Niemieckiego, a ściślej mówiąc do Regencji Ciechanowskiej Południowo Wschodnich Prus (Sudostpreussen Regirungs Bezirk Zichenau).

Akcję wysiedleńczą w Gdyni rozpoczęto od dzielnicy Orłowo. Do dnia 26 października 1939 roku wysiedlono z miasta 12 271 mieszkańców. Jeszcze znaczniejsze rezultatu dało położenie nacisku na tak zwane „dobrowolne emigrowanie” w wyniku, którego z miasta wywędrowało dalsze 38 tysięcy mieszkańców. Tak więc Gdynię opuściło wówczas prawie 50 tys. osób, a drugie tyle, jak wynikało z rozeznania władz niemieckich miało jeszcze pozostać na miejscu (Gdynia liczyła wówczas 114 tysięcy mieszkańców).

Gdański Gauleiter Forster odwlekał jednak moment przyjęcia na ich miejsce Niemców bałtyckich. W związku z tą postawą Himmler w dniu 26 października 1939 roku zawiesił, aż do odwołania, wszelkie wysiedlenia ludności z terenu ziem wcielonych do Rzeszy, dając jednocześnie do zrozumienia, z tylko on uprawniony jest do wydawania poleceń w tej sprawie.

W cztery dni później 30 października 1939 roku ukazało się rozporządzenie wykonawcze do dekretu Hitlera o ustanowieniu Komisarza Rzeszy dla Umocnienia Niemczyzny. Wyznaczyło ono podstawowe kierunki wysiedleń z terenu ziem wcielonych do Rzeszy: W miesiącach: listopadzie i grudniu 1939 roku, jak również w miesiącach styczniu i lutym 1940 roku należy przeprowadzić następujące przesiedlenia: z dawnych polskich, obecnie niemieckich prowincji i terenów Rzeszy wszystkich Żydów; z prowincji Gdańsk-Prusy Zachodnie wszystkich Polaków z Kongresówki; z prowincji Poznań, Prusy Południowe i Prusy Wschodnie oraz Wschodni Górny Śląsk szczególnie wrogo usposobione elementy spośród ludności polskiej, których liczba zostanie podana później8.

Opierając się na tych postanowieniach gdański Gauleiter zamierzał w 1940 roku ewakuować do Generalnego Gubernatorstwa przede wszystkim pozostałych polskich mieszkańców Gdyni oraz innych większych ośrodków miejskich. Pierwsze wysiedlenia dotyczyły Bydgoszczy, skąd w dwóch transportach, dnia 4 i 6 maja 1940 roku wysiedlono 1431 osób. Równolegle w początkach tego miesiąca dokonano wysiedleń Polaków z Gdyni, Gdańska, Wejherowa, Tczewa, Grudziądza i Torunia. Ogółem deportowano 7136 mieszkańców. Stacją docelową był Lublin, skąd rozdzielano przybyszów do mniejszych miejscowości na terenie dystryktu.

Druga część akcji przeprowadzona została we wrześniu i w październiku 1940 roku. Wysiedlono wówczas 1700 mieszkańców Bydgoszczy oraz około 22 tys. osób z Gdyni. Ogółem w ramach planowej akcji wysiedleńczej dnia 15 listopada 1940 r. tj. do czasu utworzenia w Gdańsku Centrali Przesiedleńczej (Umwandererzentralstelle), ewakuowano z Pomorza do GG 30 758 osób9.

Ustawą z dnia 4 marca 1941 r. władze niemieckie wprowadziły na terenach przyłączonych do III Rzeszy (Pomorze Gdańskie, Śląsk i Poznańskie) tzw. niemiecką listę narodowościową. Zawierała ona nieco inne zasady w porównaniu z podziałem ludności Pomorza Gdańskiego zastosowanym w kartotekach zgodnie z instrukcją gauleitera Forstera z 1939 r. Nowa niemiecka lista narodowościowa, zgodnie z tajnym zarządzeniem ministra spraw wewnętrznych Rzeszy z dnia 13 marca 1941 r., ustalała cztery grupy ludności:

– grupa I obejmowała Niemców, którzy przed 1 września brali czynny udział w życiu polityczno-społecznym po stronie niemieckiej i używali publicznie stale języka niemieckiego;

– grupa II obejmowała tych ludzi pochodzenia niemieckiego, którzy do 1 września 1939 r. nie występowali aktywnie po stronie niemieckiej, ale zachowali swoje poczucie narodowościowe; do tej grupy zaliczano także renegatów narodowości polskiej, którzy jednak w podaniach o przyznanie II grupy musieli udowodnić swoją lojalność wobec okupanta;

– grupa III, do której zarządzenie nakazywało zaliczyć: a) osoby pochodzenia niemieckiego, które się spolonizowały, ale dają gwarancję ze względu na swoje zachowanie, że będą znów pełnowartościowymi członkami niemieckiej wspólnoty narodowej; b) osoby, które żyją w mieszanym małżeństwie z osobą niemieckiego pochodzenia, mającą w tym małżeństwie decydujący wpływ na drugiego małżonka; c) osoby należące do niewyjaśnionych pod względem plemiennym grup ludności, skłaniające się jednak ku niemczyźnie na zasadzie związków kultury i krwi mimo słowiańskiego języka i nieprzyznawania się przed 1 września 1939 r. do niemieckości; na Pomorzu Gdańskim przepisy zaliczały do tej grupy ludność kaszubską (Niemcy fałszywie głosili, że Kaszubi, polska autochtoniczna ludność Pomorza Gdańskiego, jest pochodzenia niemieckiego);

  • grupa IV, do której rozporządzenie zaliczało osoby pochodzenia niemieckiego, które politycznie przeszły na stronę polską.

Szczególnie podstępny zamiar był ukryty w przyznawaniu III grupy, czyli tzw. powszechnie „Eindeutschung”. Do lutego 1942 r. przyjmowanie tej grupy było rzekomo dobrowolne. Eindeutschowani w zasadzie nie nabywali żadnych dodatkowych praw, co najważniejsze, mieli obowiązek służby wojskowej. Od samego początku tej akcji nie widać było entuzjazmu ze strony polskiej, a raczej zarysował się wyraźny opór. W związku z tym gauleiter Albert Forster 22 lutego 1942 r. ogłosił wezwanie do mieszkańców prowincji Gdańsk- Prusy Zachodnie w sprawie obowiązku składania podań o przyznanie III grupy niemieckiej listy narodowościowej w terminie do 31 marca 1942 r. Apel zawierał groźbę, że ci, którzy nie złożą podania, traktowani będą jako najwięksi wrogowie narodu niemieckiego. Ponieważ ani groźba Forstera, ani najrozmaitsze formy ucisku – od perswazji do brutalnych metod ze strony pojedynczych Niemców, władz administracyjnych i policyjnych – nie odnosiły pożądanego skutku, rozpoczęła się ogólna bezpardonowa akcja zmuszania szczególnie ludności kaszubskiej do przyjmowania III grupy. Ekipy policyjne zastosowały własne formy terroru: po prostu wpadały do mieszkań, do gospodarstw na wsi, dawały kilka lub kilkanaście minut na zabranie niezbędnych rzeczy i odrobiny żywności, po czym wywożono całe rodziny do obozów koncentracyjnych w Stutthofie lub Potulicach. Według sprawozdań niemieckich na całym okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie w styczniu 1944 r. do III grupy niemieckiej listy narodowościowej należało 725 000 osób. Wydaje się, że liczba ta jest mocno przesadzona i nosi wyraźne cechy propagandowe, tym bardziej, że statystyka równocześnie wykazywała ponad 600 000 Polaków. Według danych statystycznych na terenie Pomorza Gdańskiego było w 1939 r. 964 400 osób będących Polakami, czyli twierdzenie, że było 75% eindeutschowanych, było ewidentną fikcją. Faktem jest, że od początku okupacji do 1944 r. dziesiątki tysięcy Polaków uległo terrorowi hitlerowskiemu i pod wpływem strachu o życie własne i swoich najbliższych formalnie przyjęło III grupę, ale też dziesiątki tysięcy znalazło się w Stutthofie i Potulicach, w więzieniach i w innych miejscach odosobnienia gestapowskiego za wypowiedzenie krótkiego i pełnego patriotyzmu i bohaterstwa stwierdzenia: „Byłem Polakiem i chcę pozostać Polakiem”. Warto też podkreślić, że znakomita większość eindeutschowanych udzielała pomocy i schronienia opornym i twardym Polakom i członkom ruchu oporu. Są też dowody ich bezpośredniej współpracy z polskim podziemiem politycznym i zbrojnym. W początkach okupacji władze hitlerowskie w nadziei, że Kaszubów da się szybko „zniemczyć”, nakazywały ujmować ich w ewidencji oddzielnie, a oddzielnie Polaków napływowych. Jednakże już w 1942 r. Forster, rozwścieczony patriotyczną postawą Kaszubów, nakazał zaliczać ich do ludności polskiej jako jedną grupę A więc nie udało się stworzenie Kaschubenvolku. Twardzi Kaszubi byli i chcieli pozostać Polakami. Jeśli więc przyjmiemy liczbę około 360 000 osób eksterminowanych na Pomorzu Gdańskim jako udowodnioną, to bezwzględnie trzeba podważyć liczbę 725 000 eindeutschowanych. Trzeba też uznać, że zmuszanie do masowego przyjmowania III grupy niemieckiej listy narodowościowej było ewidentnym rodzajem eksterminacji ludności polskiej. Zmuszanie do podpisywania III grupy miało przede wszystkim na celu:

1) zrealizować dyrektywę Hitlera i Himmlera, ażeby „pojęcie Kaszubów w ciągu 4 – 5 lat stało się zupełnie nieznane, ponieważ narodu kaszubskiego już nie będzie, a po 5 latach nie usłyszy się ani jednego polskiego słowa w prowincji Gdańsk – Prusy Zachodnie”;

2) zabezpieczyć się na tym ważnym zapleczu przed powstawaniem ruchu oporu;

3) pozyskać tysiące mężczyzn zdolnych do służby wojskowej na uzupełnienie Wehrmachtu;

4) wydalić bądź zlikwidować wszystkich nie nadających się do zniemczenia, tzw. „obcoplemiennych”;

5) stworzyć możliwości osiedlenia na tym terenie Niemców ewakuowanych z przeludnionych Niemiec centralnych oraz z terenów wschodnich, tzw. „Wolgadeutschów”, i z państw bałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii, tzw. „Baltendeutschów”. Wkrótce historia udowodniła, że żaden z zaplanowanych przez okupanta celów nie został osiągnięty ponieważ: pomimo straszliwych szykan ze strony gestapo, pomimo zastosowania najostrzejszych kar, zwłaszcza w stosunku do nauczycieli za używanie języka polskiego do kary śmierci włącznie, ludność pomorska nie przestała przyznawać się do swojej narodowości i mowy ojczystej. Żadna siła nie była w stanie powstrzymać ogólnonarodowego pędu do konspiracji przeciwko śmiertelnemu wrogowi. Tylko przy pomocy takiej taktyki można się było zmierzyć z potężną machiną hitlerowską. Nie zabiły ducha, nie wypleniły patriotyzmu drakońskie metody stosowane przez gestapo w wypadku chociażby cienia podejrzenia o współudział w ruchu oporu. Na samą wzmiankę o gestapo krew się mroziła w żyłach każdego Polaka, a biedni byli ci rodzice, których syn lub córka dostali się w macki tego polipa. Pomimo tak ponurej wizji nierzadkie były wypadki, że gdy jedna konspiracyjna organizacja została całkowicie rozbita, na jej miejsce powstawała taka sama od nowa lub rodziła się inna. Wielu młodych Pomorzan zmuszonych do włożenia munduru wroga znalazło się w pierwszej linii walk na różnych frontach Wehrmachtu, ale też znakomita ich większość skorzystała z pierwszej okazji, ażeby przejść na stronę wojsk ZSRR na wschodnim froncie, do Amerykanów czy Anglików we Włoszech i na zachodzie Europy, a nawet do francuskiego ruchu oporu. Taką metodę postępowania nazywano wśród zaufanych patriotów walenrodyzmem, a włączane całe grupy eindeutschowanych do niemieckich jednostek frontowych – koniem trojańskim. Hitlerowcy nie mieli możliwości ani nie zdążyli zasiedlić opuszczonej ziemi, ani też uzupełnić braków siły roboczej swoimi ludźmi po masowych deportacjach Polaków do Generalnej Guberni, na roboty przymusowe do Rzeszy, do obozów koncentracyjnych, do więzień gestapowskich. W większości wypadków powstałe luki siły roboczej wypełniali więźniowie z kommand roboczych obozów koncentracyjnych. Cena, jaką zapłacili pomorscy Polacy za swoją patriotyczną postawę i za skuteczny opór przeciwko hitlerowskiej germanizacji, była niezwykle wysoka, nie miała sobie równej w żadnej innej części Polski. Największe nasilenie eksterminacji trwało od września 1939 do połowy 1942 r., jednak wysiedlanie Polaków, którzy odmówili podpisania III grupy, trwało do jesieni 1944 roku10.

Efekt deportacji bądź likwidacji wszystkich „obcoplemiennych” grup ludności wykazała statystyka niemiecka z 1944 r. Pomimo eksterminacji ponad 360 000 osób, pozostało na Pomorzu około 600 000 Polaków.

Pisał o wysiedleniu i wywłaszczeniu L. Lubecki: Taki los spotkał całą moją rodzinę (ojciec skończył 72 lata, a matka 65) oraz wielu sąsiadów za odmowę przyjęcia III grupy. Oczywiście wywożenie poprzedzane było wzywaniem przed oblicze „wysokiej” komisji hitlerowskiej. Każdemu zadawano pytanie: „Chcesz być Niemcem, czy Polakiem?” Często słowo Polak ozdobione było przydomkiem „Świnia”. Gdy ojciec mój, matka, brat i trzy siostry zgodnie oddzielnie odpowiadali: „Byłem Polakiem i chcę pozostać Polakiem” następowała seria silnych ciosów wymierzanych w policzek, kopniaków, aż wreszcie ulga, bo wyrzucanie za drzwi… Po kilku dniach zjawiali się w domu „egzekutorzy” hitlerowscy. Zabierali swoje ofiary na samochód ciężarowy i wywozili w nieznane: Stutthof lub Potulice. Te dwa miejsca nie bardzo różniły się między sobą. Była tylko ta różnica, że Potulice były filią Stutthofu, a nie odwrotnie. Mieszkanie, gospodarstwo, wyposażenie i rzeczy osobiste deportowanych przechodziły do dyspozycji ekip policyjnych i hitlerowskich władz administracyjnych. Poza tym prawie natychmiast zjawiali się Niemcy jako nowi właściciele lub „eindeutschowani” jako treuhanderży. (Polacy nawet posiadający III grupę nie mogli być właścicielami nieruchomości). I jedni i drudzy mieli dostateczną ilość czasu i możliwość, ażeby do końca okupacji zdążyć całkowicie rozszabrować i zniszczyć zdobyty tym łatwym sposobem majątek Polaków11.

Wysiedlenia do GG lub ucieczka na ten obszar, w połączeniu z utratą mienia, były (miały być) dla dotkniętych tymi represjami tylko odwleczeniem zagłady. Nowy obszar zamieszkania nie miał być dla nich nawet namiastką nowej ojczyzny. Pozbawieni wszelkiego dobytku, wszelkich oszczędności, będą poddawani kolejnym szykanom (łapanki, zsyłki do obozów koncentracyjnych lub na roboty przymusowe, masowe egzekucje w ramach stosowania zasady odpowiedzialności zbiorowej itp.). Wygnańcy pozbawieni zostali dostępu do pełnej edukacji. W planach nazistów mieli stać się tylko prawie darmową siłą roboczą, przeznaczoną w dalszej przyszłości do całkowitej zagłady. Jedyną drogą, jedynym wyjściem z tej sytuacji stawała się walka. Nic więc dziwnego, że tę drogę wybrało tak wielu.

Aresztowania i zesłania do obozów koncentracyjnych

Duża liczba polskiej inteligencji została wysłana do obozów koncentracyjnych głównie do Hohenbruch (KL) i Mauthausen (KL).  Na obszarze Okręgu Rzeszy Gdańsk – Prusy Zachodnie (niem. Reichsgau Danzig-Westpreußen) jeden z głównych instrumentów, służących do masowej eksterminacji ludności stanowił obóz Stutthof. Był on pierwszym i najdłużej istniejącym niemieckim obozem tego typu na terenach wchodzących aktualnie w skład Polski (funkcjonował od 2 września 1939 roku).

Wiosną 1940 rozbudowano usytuowany w odległości 4,5 km od Mauthausen podobóz Gusen (KL), który ujęto w planie niszczenia polskiej inteligencji w ramach akcji Intelligenzaktion. Począwszy od wiosny 1940 r. do tego obozu miał miejsce duży napływ więźniów z Polski rekrutujących się głównie ze środowisk inteligenckich. SS-mani nadzorujący budowę tego obozu w Gusen nazywali go „Vernichtungslager für die polnische Intelligenz” – obóz zagłady dla polskiej inteligencji. W 1940 wśród więźniów Gusen przeważali Polacy, którzy stanowili 97% ogółu więźniów. Do końca funkcjonowania tego obozu Polacy stanowili największą część ogółu więźniów. W roku 1944 w obozie tym umieszczono także wielu powstańców warszawskich.  

Sytuacja rodzin aresztowanych

W pierwszym okresie po uwięzieniu koncentrowano się na ustaleniu miejsca pobytu aresztowanego, poszukiwaniu kontaktu z nim. Nawet gdy rodzina lub znajomi byli świadkami aresztowania, nie oznaczało to otrzymania wiadomości o miejscu przetrzymywania więźnia i jego dalszych losach. Okupacyjne więzienia i obozy były miejscem ścisłej izolacji. Kontakty ze światem zewnętrznym były zabronione, a więźniom politycznym nie przysługiwała pomoc prawna ani możliwość odwołania się, gdyż pobyt w więzieniu i obozie najczęściej nie był wynikiem kary sądowej, a obowiązujące regulaminy były fikcją. Poszukujący informacji o uwięzionych byli w zasadzie zdani na samych siebie, na własną przedsiębiorczość i wytrwałość, czasami na łut szczęścia. W niemieckich urzędach bardzo niechętnie udzielano informacji. Wiadomości szukano za pośrednictwem RGO lub osób, które uważano za wpływowe. Szczególnie cenne były listy lub inne wiadomości przekazane z więzienia lub obozu bezpośrednio od aresztowanego.

Aresztowanie lub śmierć członka rodziny obok poczucia pustki i rozpaczy niosły ze sobą pogarszanie sytuacji materialnej. „Sytuacja bytowa stała się bardzo ciężka, gdyż utrzymywaliśmy się z poborów męża” wspominała żona aresztowanego. Brak mężczyzny utrzymującego rodzinę prowadził do szybkiej pauperyzacji. Ratowano się wyprzedawaniem posiadanego dobytku, zwracano się o pomoc do RGO, która objęła opieką rodziny więźniów. Konieczność zapewnienia bytu rodzinie prowadziła też do wzrostu aktywności zarobkowej kobiet. Niektórym pomagała otrząsnąć się z odrętwienia: „na szczęście miałam dzieci, które potrzebowały opieki”, napisała jedna z kobiet12.

Roboty przymusowe

Tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników (Adolf Hitler, 1939).

Powyższą wypowiedź Hitlera cytuję ponownie. Ważne jest tu słowo niewolnictwo. Niedouczeni nazistowscy okupanci w sposób bezpośredni wracali do tej starożytnej idei odmawiając „niewolnikom” wszelkich praw.

Głód, praca ponad siły oraz często „motywowanie” do wysiłku biciem powodowały, że śmiertelność wśród polskich robotników w III Rzeszy była bardzo wysoka. Nawet po pracy trudno było o chwilę wytchnienia. Ci pracownicy, których „zatrudniano” w fabrykach, zazwyczaj mieszkali w barakach – w ogromnej ciasnocie i bez zachowania podstawowych zasad higieny, o prywatności nie wspominając.

Skazani na roboty przymusowe trafiali do punktów zbornych, gdzie odbywał się swego rodzaju handel niewolników. Wspominał Jan Kujawski z Nowego Miasta: Zgodnie z harmonogramem zajęć około godz. 15.00 rozpoczął się w Sali gimnastycznej szkoły podstawowej „handel niewolnikami”. Pierwszeństwo wyboru robotników przysługiwało „bauerom”, których synowie przebywali na froncie. Ostatnie miejsce zajmowali przedstawiciele majątków. „Kupujący” po wyborze odpowiadającego im z postawy i wyglądu zewnętrznego kandydat orz po zbadaniu wielkości i wyrobienia „muskułów” pytali o nazwisko i powiat stałego miejsca zamieszkania. Z tymi informacjami zwracali się do odpowiedniego reprezentanta Arbeitsamtu, który po sprawdzeniu w wykazie zwykle wyrażał zgodę. Każdy „bauer” wpłacał 30 marek niemieckich tytułem zwrotu kosztów transportu, kąpieli i dezynsekcji, kwitował odbiór Polaka na liście i opuszczał salę ze swym nowym najemnikiem.

W pewnych wypadkach urzędnik nie aprobował wyboru. Jak się później okazało, dotyczyło to uczniów ostatnich klas szkół średnich, maturzystów i studentów. Byli oni wraz z większymi zespołami młodzieży pracującej w grupkach 4- lub 5- osobowych kierowani byli do większych majątków. Zasada ta była do tego stopnia rygorystycznie przestrzegana, że nie przydzielano ich do poszczególnych folwarków junkierskich, lecz umieszczano przy tym, przy którym znajdowała się siedziba zarządu dóbr (w ten sposób nazistowskie władze zabezpieczały sobie systematyczny nadzór nad tą grupa młodych ludzi)15.

Robotnikom przymusowym płacono miesięcznie netto od osiemnastu marek (np. robotnicy przymusowi z Nowego Miasta) do trzydziestu sześciu marek (robotnicy z powiatów ciechanowskiego i brodnickiego oraz z Pocołtowa)16.

Likwidacja śladów polskości Pomorza

Od pierwszych dni okupacji rozpoczęła się likwidacja śladów polskości. Pierwszym aktem była całkowita konfiskata majątku nieruchomego. Polacy otrzymywali niższe wynagrodzenia, zmniejszone racje żywnościowe czy zaopatrzenia dodatkowe – byli zmuszeni do opłaty specjalnego podatku od wynagrodzenia (Polensteuer) i opłat na Osthilfe.

Z raportu Wyższego Dowódcy SS i Policji w Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie – SS-Obergruppenführera Richarda Hildebrandta, skierowanego do Gaulaitera Forstera wynika, ze w okresie od 16 stycznia 1942 do 16 lutego 1943 r. w Gdyni wprowadzony został powszechny obowiązek pracy od 14 roku życia i obowiązek posyłania dzieci do niemieckich szkół miejskich. Usunięto z miasta 50.622 osoby, co w przybliżeniu wynosiło 40% ludności w porównaniu do stanu ludności według spisu z sierpnia 1939 roku. Używanie języka polskiego w miejscach publicznych i na ulicach zostało zakazane17.

Niemcy likwidowali polskie książki i księgozbiory. W połowie września 1939 roku doszło np. do publicznego spalenia na rynku Nowego Miasta księgozbioru Towarzystwa Czytelni Ludowych, książek miejscowych instytucji i szkół oraz skonfiskowanych w czasie pierwszych rewizji domowych. Kolejne książki (w tym polskie podręczniki i zeszyty przedmiotowe) niszczono w wyniku jesiennych rewizji 18. Podobne działania podejmowano na całym okupowanym przez Niemców obszarze.

Na konferencji Hansa Franka  z Josefem Bühlerem na temat zniemczania nazewnictwa w Generalnym Gubernatorstwie, które odbyło się 1 sierpnia 1940 roku w Krakowie ustalono, że od 1 września 1940 każdy centralny plac w miastach ma nosić nazwę „Adolf Hitler Platz”, a prowadzące do niego główne ulice mają się nazywać Reichsstrasse, Strasse der Wehrmacht oraz Strasse der Bewegung.

Niemal wszystkie nazwy miejscowości na terenach włączonych do Rzeszy, zmieniono także na niemieckie niektóre miejscowości w Generalnym Gubernatorstwie. Dla przykładu Łódź  zmieniono na Lizmannstadt, Rzeszów   zmieniono w 1941 na Reichshof, Zamościowi, którzy Niemcy uznawali za miasto niemieckie, planowano nadać nazwę Himmlerstadt na cześć Heinricha Himmlera. Germanizowano również nazwy ulic, do których początkowo dodawano drugą niemiecką nazwę, a później zmieniano na całkowicie niemieckie. W czasie okupacji hitlerowskiej wszystkie nazwy ulic zmienione zostały na niemieckie pisano gotykiem, czasem tylko z zachowaniem pierwotnego sensu nazewnictwa. W każdym praktycznie mieście główna ulica była nazywana „Hitlerstraße” od imienia Adolfa Hitlera. W Łodzi 7.11.1939 roku prezydent policji zarządził usunięcie w miejscach publicznych wszystkich tablic z polskimi nazwami włącznie z polskimi nazwami towarów sprzedawanych w sklepach.   

                            Piotr Kotlarz

Przypisy:

1 Piotr Olejarczyk, Pomorze na samym dnie piekła. Rozmowa z prof. Bogdanem Chrzanowskim, https://histmag.org/Pomorze-na-samym-dnie-piekla-rozmowa-z-prof.-Bogdanem-Chrzanowskim-8133

2 Okupacja wojenna, Wikipedia, https://pl.wikipedia.org/wiki/Okupacja_wojenna.

3 Piotr Olejarczyk, Pomorze na samym dnie piekła – Rozmowa z profesorem Bogdanem Chrzanowskim, https://histmag.org/Pomorze-na-samym-dnie-piekla-rozmowa-z-prof.-Bogdanem-Chrzanowskim-8133

4 Podana liczba Polaków wysiedlonych przez Niemców z Pomorza w okresie II wojny światowej jest szacunkowa. Włodzimierz Jastrzębski opierając się na zachowanej dokumentacji Centrali Przesiedleńczej w Gdańsku oceniał, że do stycznia 1943 przesiedlono 121 765 mieszkańców Pomorza (10 procent polskiej ludności zamieszkującej okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie) – z czego 91 533 deportowano do Generalnego Gubernatorstwa, a 30 232 wyrugowano w ramach przesiedleń wewnętrznych, uwięziono w obozach przesiedleńczych lub skierowano na roboty przymusowe Czesław Łuczak również szacował liczbę wysiedlonych z Pomorza na ok. 120 tys. (plus nieokreślona liczba ofiar „dzikich” wysiedleń) Z kolei zdaniem Jana Szilinga w czasie II wojny światowej wszystkim formom niemieckich przesiedleń poddano ok. 170 tys. mieszkańców Pomorza W tym samym czasie z różnych stron Europy przybyło na Pomorze ok. 120 tys. niemieckich osadników (z czego ok. 57 tys. z Europy Wschodniej). Ze względu na zacieranie śladów zbrodni oraz częściowe zniszczenie archiwum Selbstschutzu skalę tych akcji trudno precyzyjnie oszacować liczbowo. Polscy historycy podają, że w 1939 r. na Pomorzu Gdańskim Niemcy zamordowali od 20 do 40 tys. osób (Czesław Madajczyk oszacował minimalną liczbę zamordowanych na 20 tys. osób, Kazimierz Radziwończyk i Dariusz Matelski na 30 tys. a Barbara Bojarska na 40 tys. Do tej pory z imienia i nazwiska zidentyfikowano blisko 10 tys. ofiar. Listy z ustalonymi nazwiskami straconych stanowią materiał dowodowy śledztw prowadzonych w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku.

5 Waldemar Grabowski, IPN Polacy na ziemiach II RP włączonych do III Rzeszy Garść danych „ku pamięci”, http://www.polska1918-89.pl/pdf/polacy-na-ziemiach-ii-rp-wlaczonych-do-iii-rzeszy.-garsc-danych-ku-pam,4159.pdf

6 Eberhardt Piotr, Przemieszczenia ludności na terytorium Polski spowodowane II wojną światową, Dokumentacja Geograficzna nr 15, pod red. Teresy Kozłowskiej-Szczęsnej, Warszawa 2000, s. 18.

7Znaczna część ludności żydowskiej (na szczęście) z obszaru Wolnego Miasta Gdańska i z Pomorza emigrowała w latach 1938-1939.

8 W. Jastrzębski, J. Sziling, Okupacja hitlerowska na Pomorzu Gdańskim w latach 1939-1945, Gdańsk 1979, s. 144-146; por. też: Wysiedlenia ludności polskiej na tzw. ziemiach wcielonych do Rzeszy (1939-1945). Wybór źródeł, opr. Cz. Łuczak, Poznań 1969, s. 1-2 – zarządzenie Himmlera nr 1/II z 30 października 1939 r.

9 W. Jastrzębski, J. Sziling, Okupacja hitlerowska na Pomorzu Gdańskim w latach 1939-1945, Gdańsk 1979, s. 149; por. też: AGK, proces norymberski, nr 8, t. 30 – doc. NO-5150.

10 L. Lubecki, Bestialstwo i okrucieństwo a patriotyzm i bezsiła pomorskiego ruchu oporu w latach 1939-1945, „Acta Cassubiana” 1,1999, s. 77-83

11 L. Lubecki, Harcerze Wybrzeża w walce z hitlerowskim okupantem w latach 1939-1945, Gdańsk 1963. (Odbitka z „Gdańskich Zeszytów Humanistycznych”, R. 5, 1962), s. 15.

12Anna Czocher, „Rozpacz nasza była ogromna”. Rodziny aresztowanych podczas okupacji niemieckiej. https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/okupacja-niemiecka/86195,Rozpacz-nasza-byla-ogromna-rodziny-aresztowanych-podczas-okupacji-niemieckiej.html

15 Jan K ujawski, Zatartym tropem… Harcerstwo i konspiracja we wspomnieniach nowomieszczanina, Toruń 2002, s. 82.

16 Jan Kujawski, Zatartym tropem… Harcerstwo i konspiracja we wspomnieniach nowomieszczanina, Toruń 2002, s. 89. [Robotnik niemiecki przed II wojna światową zarabiał od 59 fenigów do 1 marki z godzinę pracy.]

17 E. Obertyński, Walcząca Gdynia 1939-45, Gdynia 2002, s. 18.

18 Kujawski Jan, Zatartym tropem… Harcerstwo i konspiracja we wspomnieniach nowomieszczanina, Toruń 2002, s. 77 i 80.