„Marek” – o wychowawczej roli teatru szkolnego.

0
447

„Marek” – o wychowawczej roli teatru szkolnego.

W 2000 roku ucząc w Liceum Księgarskim w Gdańsku, na prośbę dyrektora, mimo tego, że miałem już wychowawstwo w jednej z klas, przejąłem, w zastępstwie nieradzącej sobie z problemami w tej klasie koleżanki, dodatkowe wychowawstwo w klasie III. Nie wiedziałem jakie było źródło problemów wychowawczych w tej klasie? Koleżanka była rzetelnym i w mojej ocenie raczej dobrym pedagogiem. Nie bardzo też wiedziałem jak nawiązać z tą młodzieżą kontakt, przejąłem ich pod koniec października, a więc już w trakcie pierwszego okresu. Zamiast więc prowadzić „zwykłe” lekcje wychowawcze, chcąc rozpoznać klasę i zyskać choć nieznaczne zaufanie młodzieży, zaproponowałem im napisanie sztuki na dowolny temat. Młodzież zaproponowała adaptację powieści „Dzieci z dworca ZOO”. Dlaczego adaptacja? Napiszmy własną sztukę – odparłem. Już wówczas przeczuwałem, że problemem tej klasy były właśnie narkotyki.

Podchwycili pomysł. Rozpoczęliśmy dyskusję. Analizowaliśmy problem. Postanowiliśmy w pisanej sztuce zderzyć dwa światy, dwie wartości. Świat złudzeń, jakie dają narkotyki i świat przeżyć realnych, rzeczywistych. Później szukaliśmy fabuły, za pomocą której można by tak przyjęte założenie ukazać. Prawdziwe przeżycia dają nam kontakty z ludźmi (np. miłość, przyjaźń), pokonywanie przeszkód, (np. wspinaczka, rywalizacja sportowa, realizacja i satysfakcja z osiągniecia jakiegoś projektu). Postanowiliśmy zbudować fabułę wokół przygotowań do wycieczki w góry.

Próbowaliśmy napisać sztukę zespołowo. Na kolejną godzinę wychowawczą kilkoro z uczniów przyniosło jakieś fragmenty scen, dialogi…, niestety w czasie pracy zespołowej większość uczniów się zniechęciła. Sztukę napisała ostatecznie prawie samodzielnie tylko jedna z uczennic, Monika Kupis (mam nadzieję, że się nie obrazi na to, że przypominam ten epizod z jej życia). Jak się później zorientowałem to ona była liderem w tej klasie. Przypuszczam, że już wcześniej szukała drogi, by pomóc swym przyjaciołom.

Prace nad wystawieniem już napisanej sztuki prowadziliśmy już z całą klasą. Wystawiliśmy ją z drugim półroczu. Już wówczas wiedziałem, że jeden z uczniów tej klasy był dilerem. Sztuka została bardzo dobrze przyjęta przez młodzież całej szkoły. Klasa zdała maturę prawie w stu procentach. Piszę prawie, gdyż tylko jeden z uczniów, właśnie wspomniany diler, zdał dopiero rok później. Nie został odtrącony przez klasę. To chyba zasługa Moniki (dziś pani Moniki). Ma ona bardzo silną osobowość.

Podaję ten przykład do rozważenia nauczycielom. Teatr szkolny jest wspaniałym, dającym wiele możliwości narzędziem edukacyjnym i wychowawczym. Można korzystać z niego w czasie godzin wychowawczych, ale i na lekcjach polskiego, historii, języków obcych (można przygotowywać scenki w tych językach) i innych.

Poniżej sztuka napisana przez Monikę Kupis. Niestety nie mam z nią kontaktu i nie mogę pomóc w uzyskaniu jej zgody na ewentualne wystawienie tego przedstawienia. Zachęcam jednak do napisania z młodzieżą własnych sztuk. To naprawdę nie jest takie trudne. W czasie mojej pracy pedagogicznej robiliśmy to z młodzieżą kilkukrotnie (najczęściej z okazji różnych rocznicowych akademii). Samodzielne pisanie i wystawianie sztuki nie tylko wspomaga pracę wychowawczą i edukacyjną, ale też rozbudza kreatywne zdolności młodzieży. Kilka lat po opisywanych tu wydarzeniach napisałem podręcznik „Sztuka dramaturgii”, w którym zawarłem również poradnik pisania sztuk. Poradnik ten można znaleźć w archiwum „Miesięcznika WOBEC”.

                                   Piotr Kotlarz

 

Monika Kupis©

                                                MAREK

(Przedstawienie szkolne w siedmiu scenach)

                                                        Scena 1

(Mieszkanie Stasia. Stół, cztery krzesła z prawej strony, w centrum biurko i jeszcze jedno krzesło, z lewej strony tapczan, przy nim stolik, na którym stoi lampka nocna i wieża. W pokoju są cztery osoby: Filip, egocentryk, myślący tylko o sobie, Ania, troskliwa i opiekuńcza, Maciek zamknięty w sobie, często milczący oraz Stasiu, dobry organizator.)

Filip – Słuchajcie, już szósta. Jeśli mamy coś zaplanować, to może już zaczniemy. Nie mam czasu żeby tu siedzieć.

Ania – Czy ty zawsze musisz narzekać.

Filip – Po prostu nie lubię marnować czasu. A skora się spóźniają to ich strata. Wyjeżdżamy za kilka dni i wszystko powinno być już dawno zorganizowane.

Ania -Uspokój się wreszcie. Nie kilka, a kilkanaście… To nie pierwsza wyprawa, którą organizujemy, a skoro wyjeżdżamy razem, to razem wszystko ustalimy.

(Dzwonek. Wchodzi Grzegorz. Wita się.)

Grzegorz – Cześć. Co macie takie ponure miny?

Filip – A co, mamy skakać z radości, skoro pozostali wszystko olewają i spóźniają się? Do niczego taka organizacja.

Ania – Dobrze, że jesteś, bo ten człowiek strasznie przynudza.

Grzegorz (do Ani) – A gdzie jest Marek? Myślałem, że może przyjdziecie razem.

Ania – Nie wiem. Ostatnio nam się nie układa (do Stasia) Hej, puść coś!

Stasiu – Jasne. Co byś chciała?

Ania – Może Britney?

Stasiu – Zwariowałaś, w moim domu taka muzyka jest zabroniona.

(Podchodzi do kompaktu i włącza muzykę.)

Grzegorz – Darek podobno widział Marka na dworcu z jakimś podejrzanym kolesiem. Czy on czasem nie bierze?

Ania – Coś ty? Jak możesz? Marek jara, ale obiecał mi, że przestanie.

Grzegorz – Nie musisz zaraz się obrażać. Może Darek się mylił. Tak tylko powiedziałem. To co z wyjazdem? Ustaliliście już coś?

Stasiu – Poczekajmy jeszcze chwilę. Beata z Łukaszem mówili, że na pewno przyjdą. Znacie ich, oni zawsze się spóźniają.

Ania – Papużki nierozłączki. Pamiętacie, w podstawówce tylko Łukasz spóźniał się na lekcje. Ciekawe, czy teraz oboje spóźniają się do szkoły? Filip, ty chodzisz z nimi?

Filip – Ale do innej klasy. Myślę, ze Filip się nie zmienił. (Słychać dzwonek.) O już są. Możemy ich spytać.

(Wchodzi Beata z Łukaszem.)

Beata – Cześć. Przepraszamy.

Łukasz – Sorry za spóźnienie, ale wstąpiłem po Beatę. Jakoś się zagadaliśmy, straciliśmy poczucie czasu.

Grzegorz – Dobra, dobra. Nie pytamy o szczegóły.

Filip – Właśnie się zastanawiamy, czy do szkoły też się spóźniacie? Proponuję nauczyć się korzystać z zegarków.

Beata – Przecież przeprosiliśmy.

Łukasz (do Filipa) Spadaj. Chyba już całkiem zgłupiałeś. (Z uśmiechem) To co ustaliliście z wyjazdem?

Ania – Zamknijcie się. Czy wy zawsze musicie się kłócić? Czekaliśmy na was i na Marka. Nie widzieliście go?

Łukasz – Nie. Już dawno nie, od ponad tygodnia nie ma go w szkole. Ostatnio widzieliśmy go w „Kwadracie”. Udawał, że nas nie widzi. Był z jakimiś kumplami. Wyglądali jak ostatnie ćpuny na dworcu. Myśleliśmy, że ty coś wiesz.

Ania – Nie wiem. Jutro do niego pójdę. Może jest chory?

Maciek – Stasiu, masz coś do picia?

Stasiu – zaraz przyniosę colę. Chce ktoś jeszcze?

Łukasz – Ja też chcę.

Ania – Ja też.

(Stasiu wychodzi.)

Łukasz (do Grzegorza) – Jak w nowej szkole?

Grzegorz – Może być. Chyb nie będę kiblować. Na szczęście nie mam tego samego nauczyciela od polskiego, co Marek.

Łukasz – Słyszałem, że potrafi zgnębić każdego.

Grzegorz – Wszyscy się go boją. Przez niego Marek ma kłopoty w szkole.

Łukasz – A co się stało?

Grzegorz – Marek nigdy nie był dobry z polaka, ale ten nauczyciel się na niego uwziął. W końcu przestał chodzić na lekcje i wychowawca chciał go zawiesić.

Beata – Nawet wychowawca się za nim nie wstawił?

Łukasz – Tacy są niektórzy nauczyciele, nie obchodzi ich, że ktoś może ma problemy.

(Stasiu wraca z dużą butelką coli i szklankami.)

Stasiu – Przyniosłem więcej szklanek. Kto chce niech bierze.

Filip – To co z wyjazdem?

Stasiu – Dzwoniłem do naszej góralki. Zarezerwowałem osiem miejsc. Wyjeżdżamy za dwa tygodnie. Musimy jeszcze kupić bilety i kuszetki. To jednak długa podróż.

Grzegorz – Może bez kuszetek?

Filio – Coś ty? Dojeżdżamy do Zakopanego wcześnie rano. Gdybyśmy jechali bez kuszetek stracilibyśmy cały dzień. Nie przesadzajmy z oszczędnością.

Beata – Też jesteśmy za kuszetkami.

Grzegorz – OK. Nie kłóćmy się. Niech będzie… A co z Markiem? Stasiu zarezerwował osiem miejsc, a nas jest sześcioro.

Ania – Ja z nim pogadam. Może jest chory. Zaczynam się martwić. Poczekajmy jeszcze.

Maciek – Słuchajcie, mam problem. Stasiu mówił, ze zarezerwował już osiem miejsc, a ja, niestety, nie będę mógł pojechać. W każdym razie jest niewielka szansa na to, że będę mógł…

Filip – Dlaczego?

Maciek – Nie będę mógł… Tym razem… Nie muszę się chyba tłumaczyć. Nie będę mógł i tyle. Tak wyszło.

Beata – Nie musisz się tłumaczyć, ale przecież jesteśmy grupą. Zarezerwowaliśmy miejsca. Ustaliliśmy program, zadania. To nie w porządku.

Stasiu – Nie róbmy problemu. Do wyjazdu jeszcze dwa tygodnie. Może Maciek jeszcze zmieni zdanie, to znaczy… chciałem powiedzieć, jeszcze będzie mógł jechać z nami.

Maciek – Sorry, nie mogę.

Filip – To co? Spotykamy się za tydzień w sobotę, czy w piątek?

Stasiu – Myślę, że lepiej w piątek. Jak wolicie?

Ania – Może być.

Łukasz – W porządku.

Filip – Tylko znów się nie spóźnijcie.

Beata – A ty znów przynudzasz. Odczep się wreszcie.

Filip – Na żartach się nie znasz? Muszę już lecieć. To do piątku. Cześć.

(Wychodzi. Za nim, żegnając się, wychodzą pozostali, w mieszkaniu zostaje tylko Stasiu. Podchodzi do kanapy, Wyłącza kompakt. Gaśnie światło.)

                                                  Scena 2

(W tunelu na dworcu Marek rozmawia z Dealerem, z drugiej strony nadchodzi Grzegorz z Dorotą.)

Dealer – Słuchaj, u mnie nie ma nic na kredyt. Będzie kasa, będzie towar.

Marek – Zabrałem z domu aparat starego. Jest sporo wart (pokazuje mu aparat).

Dealer – I co ja z tym zrobię? Sprzedaj go, będziesz miał kasę pogadamy.

Marek – Stary, nie wygłupiaj się. Ostatni raz, przecież jesteśmy kumplami. Oddam ci. Sprzedam ten aparat.

Dealer – Nie ma o czym gadać. Będzie kasa, będzie towar. Mówiłem ci zresztą, jak możesz zarobić… Nie mam czasu. Masz mój telefon. Będziesz miał kasę, zadzwoń. Cześć?

(Odchodzi. Do Marka podchodzą Grzegorz z Dorotą.)

Grzegorz – Cześć. O czym rozmawiałeś z tym facetem? Przecież on handluje herą.

Marek – Zwariowałeś. To mój kumpel.

Grzegorz – Fajnych masz kumpli.

Dorota – Człowieku, co się z tobą dzieje? Zapomniałeś już o znajomych? Nie wpadniesz, nie pogadasz.

Grzegorz – Szkołę też sobie odpuściłeś

Marek – I tak mnie wywalą przez tego debila od polskiego. A zresztą teraz jestem zajęty.

Grzegorz – Zajęty? Zawieraniem znajomości z takimi jak tamten?

Marek – Odczepcie się. O co chodzi?

Dorota – Chodzi o to, że słyszeliśmy, że bierzesz.

Marek – Chyba całkiem zwariowaliście.

Dorota – Nie, chcemy ci tylko pomóc wyjść z tego bagna.

Marek – Jeśli chcecie mi pomóc, to pożyczcie mi trochę kasy. Potrzebuję właśnie pięćdziesiąt złotych.

Grzegorz – Po co ci? Może zabrakło ci na działkę? Popatrz na siebie. Ty chyba bez tego nie możesz już żyć.

Marek – Co wy o tym wiecie? Dajcie mi spokój.

(Odchodzi. Grzegorz z Dorotą też idą, ale w przeciwną stronę.)

                                                     Scena 3

(W mieszkaniu Marka. Marek wraca do domu, wchodzi do kuchni, gdzie zastaje Matkę.)

Marek – Cześć mamo.

Matka – Cześć, synku. Byłeś dziś w szkole?

Marek – Jasne. A gdzie miałem być?

Matka – dzwonił twój wychowawca. Powiedział, że od dwóch tygodni nie ma cię w szkole.

Marek – No, coś ty. Pewnie mu się pomyliło. To debil.

Matka – Mówił też o twoich ocenach. Dyrektor chce cię zawiesić.

Marek – To moje życie i moje sprawy! Po co oni się wtrącają?

Matka – Co się z tobą dzieje? Musimy porozmawiać.

Marek – Nie mamy o czym.

Matka – Gdzie jest aparat taty? Brałeś go?

Marek – Skąd mam wiedzieć?

Matka – Nie kłam, widziałam jak wczoraj wyjmowałeś go z szafki. Kilka dni temu zginęły mi pieniądze… myślałam, ze wypadły mi w sklepie… teraz…

Marek – Nie będę tego słuchać. Wychodzę.

Matka – Zaczekaj!

(Zostaje sama.)

                                                      Scena 4

(W mieszkaniu Stasia. Oprócz niego w mieszkaniu są Grzegorz i Ania.)

Grzegorz (do Ani) – Słuchaj, muszę z tobą pogadać. Ty z Markiem byliście przecież razem. Rozumieliście się. Ktoś musi mu pomóc.

Ania – Od kilku dni próbuję się do niego dodzwonić. Nie wiem, co się dzieje.

Grzegorz – On zaczął brać herę.

Ania – Chyba zwariowałeś? On nie jest głupi. Po co miałby to robić?

Grzegorz  – Nie bądź naiwna. Od dawna podejrzewaliśmy, że coś się z nim dzieje.

Ania – On ma po prostu problemy, ale nie jest ćpunem!

Grzegorz – Spotkaliśmy go wczoraj na dworcu. Rozmawiał z kolesiem, który zawsze tam sprzedaje. Marek był na głodzie. Nie miał pieniędzy.

Ania – Zaraz po spotkani do  niego wpadnę.

Grzegorz – Chciałem tylko, żebyś wiedziała. Tylko ty możesz mu pomóc.

Ania – (do Stasia) A co z Maćkiem? Dlaczego nie jedzie z nami?

Stasiu – Nie wiem, czy mogę wam powiedzieć?

Grzegorz – Przecież jesteśmy przyjaciółmi.

Stasiu – Dobrze. Nie ma co zresztą robić z tego tajemnicy. Marek wraz z mamą opiekuje się chorym bratem. Jego brat miał wypadek. Jest częściowo sparaliżowany. Lekarze mówią, ze może z tego wyjdzie, na razie jednak porusza się tylko na wózku. Ojciec Maćka, jak wiecie, jest kierowcą, często wyjeżdża za granicę. Marek może więc wyjeżdżać tylko wówczas, gdy ojciec jest w domu.

Ania – Rysiek miał wypadek? Dlaczego Maciek nic nie mówił?

Stasiu – Znacie go. Wiecie jaki jest skryty. Początkowo był zresztą zupełnie załamany. Teraz jest nadzieja.

Grzegorz – maciek ma rzeczywiście poważny problem.

Stasiu – Tylko mu nic nie mówcie. Kiedyś sam wam powie. Każdy ma jakieś problemy. Maciek sobie radzi.

(Dzwonek. Wchodzą tym razem całą grupą pozostali: Filip, Beata, Maciek i Łukasz.)

Łukasz – Cześć. Popatrzcie, tym razem o mały włos, a to Filip by się spóźnił.

Filip – Jeszcze mi się to nie zdarzyło. A gdzie Marek?

Grzegorz – Dziś chyba nie przyjdzie. (Do Maćka) A jak u ciebie? Możesz jechać?

Maciek – Jadę. Okazało się, że ojciec musi wziąć w pracy zaległy urlop. Wyjeżdżają z mamą i bratem do sanatorium. Nie mówiłem wam, ale teraz muszę swoje plany układać, biorąc pod uwagę inne sprawy. Chyba rozumiecie?

Stasiu – Nie ma sprawy. Nie musisz się tłumaczyć, najważniejsze, że jedziesz.

Grzegorz – Świetnie.

Filip – A czy marek jedzie z nami? Czy ktoś z nim gadał?

Grzegorz – Ania dopiero do niego idzie.

Filip – Czy nie za późno? Zawsze wszystko na ostatnią chwilę.

Ania – Przestań! Mam już dość twojego egoizmu. Marek ma kłopoty.

Filip – Co się stało? Nic nie wiedziałem. Czy jest chory?

Grzegorz – (do Ani) Możemy mu powiedzieć?

Ania – I tak się dowie. Marek ostatnio ostro ćpa!

Filip – No, co ty?

Ania – Taka jest prawda.

Filip – To co? Zarezerwujemy dla niego miejsce. Może Ani uda się go przekonać. Przecież taki wyjazd to prawdziwa przygoda, a nie ucieczka w świat złudzeń. Prawdziwe przeżycia, a nie jakiś kop.

Stasiu – Nie musimy rezerwować. Wystarczy, że nie odwołamy. Zresztą ta góralka, to nasza stara znajoma. Wiecie, że u niej zawsze można znaleźć dodatkowe miejsca.

Grzegorz – Właśnie, chciałem was spytać. Czy Dorota może jechać z nami?

Ania – Oczywiście. Ja jestem za.

Filip – Ja też.

Stasiu – To co? Spotykamy się za tydzień na dworcu. Aniu, powodzenia. Oby Marek pojechał z nami.

                                                       Scena 5

(Mieszkanie Marka. Marek słucha muzyki, na uszach ma słuchawki. Dzwonek. Marek nie słyszy. Znowu dzwonek. Marek zdejmuje słuchawki i idzie otworzyć drzwi.)

Ania – Cześć. Dawno się nie widzieliśmy. Czyżbyś mnie unikał? Słyszałam też, ze unikasz starych znajomych.

Marek – To raczej znajomi odsuwają się ode mnie. Ostatnio Grzegorz a Dorotą zaczęli się mądrzyć i opowiadać jakieś głupoty.

Ania – Właśnie chciałam z tobą o tym porozmawiać. Oni uważają, że ty bierzesz heroinę.

Marek – (Wstaje zdenerwowany. Z kieszeni wypada mu torebka z narkotykiem.) Niech się odwalą.

Ania – Co to jest?

Marek – (Podnosi torebkę i wkłada ją z powrotem do kieszeni.) Nic.

Ania – Nie jestem głupia. Wiem, co to jest. Czy ty nie rozumiesz, że to cię zabija? Stajesz się niewolnikiem nałogu, dla którego zrobisz wszystko.

Marek – Po ca mam żyć? I tak  nikomu na mnie nie zależy. Dzięki temu życie choć przez chwilę jest piękniejsze.

Ania – Jakie życie? Raczej jego żałosna imitacja. Nie, nawet nie to, nie imitacja, tylko chemiczne wywołanie emocji niemających nic wspólnego z życiem. Jak to,  nie masz po co żyć? Jest wielu ludzi, którym na tobie zależy.

Marek – Kto? Może moi rodzice? Oni czasami zapominają, że jestem. Dla nich liczy się tylko ilość zer na koncie. A może kumple? Zawsze milczący i ponury Maciek lub Filip, który myśli tylko o swoich stopniach turystycznych. Stasi tylko się wozi…

Ania – Jesteś niesprawiedliwy. Twój ociec pływa, bo taki jest jego zawód… Jaki ty jesteś głupi, niczego nie kumasz… Maćka brat miał wypadek, teraz musi się nim opiekować i nie użala się nad sobą… Zresztą każdy ma jakiś problem – ty nie jesteś jedyny. Wyjeżdżamy w sobotę. Wpadnę po ciebie.

Marek – Dzięki. Może się zdecyduję.

Ania – Dlaczego ty jesteś taki ślepy? Nie widzisz, że mi na tobie zależy? Zrobię wszystko, żeby ci pomóc. Masz też przyjaciół.

Marek – Chciałbym żeby życie było takie proste. Nikt mi nie pomoże.

Ania – Nie mów tak. Razem wszystko będzie proste. Zaufaj nam. Proszę.

Marek – (Milczy. Po chwili.) Pomyślę… Zobaczymy… Cześć.

Ania – Cześć. (Wychodzi.)

                                                  Scena 6

(W tunelu na dworcu Marek z Dealerem.)

 Marek – Słuchaj, proszę. Ostatni raz. Jutro przyniosę kasę. Obiecuję.

Dealer – Nie interesuje mnie twoje gadanie. Albo kasa i wtedy jest hera, albo przestań mi zawracać głowę. Nie mam czasu, ja muszę zarabiać.

Marek – Przecież to ty mnie w to wpakowałeś. Pomóż mi, proszę.

Dealer – Dzidziuś się znalazł. Jak byś nie chciał, to  byś nie brał. Mówiłem ci jak byś mógł zarobić.

Marek – Przecież nie mogę tego sprzedawać swoim przyjaciołom.

Dealer – Ja nie mam przyjaciół. Biznes, to biznes.

Marek – Nie możesz mnie do tego namawiać.

Dealer – Mogę. Na pewno nie dam ci już hery za darmo.

Marek – To o to ci chodzi? O to, bym sprzedawał dla ciebie? Dlatego mnie w to wciągnąłeś?

Dealer – Co ty bredzisz? Chciałeś, to ci dałem, później kupowałeś. Interes, tylko interes. Powtarzam po raz ostatni, albo kasa, albo praca. Nie ma już hery za darmo. Przemyśl to. Cześć.

(Odwraca się i odchodzi.)

(W głębi tunelu widać stojącego narkomana „narciarza”.)

                                                        Scena 7

(Na dworcu. Wszyscy oprócz Marka stoją na peronie.)

Filip – Nareszcie wyjazd.

Ania – Ile jeszcze mamy czasu?

Stasiu – Za pięć minut musimy przejść na peron. Pociąg odjeżdża piętnaście po dwudziestej trzeciej.

Grzegorz (Rozgląda się.) Chyba już nie przyjdzie.

Ania – Przyjdzie. Ja w niego wierzę. Jest wystarczająco silny, by z tym zerwać.

Beata – (Do Łukasza.) Zabrałeś wszystko?

Łukasz – Nie wiem, chyba tak.

(Do grupy podchodzi Marek.)

Marek – Cześć. Czy mogę jechać z wami.

                                             Scena 7 (Wersja 2)

Filip – Gdzie oni są, czy zawsze musimy na kogoś czekać?

Beata – Mam nadzieję, że zdążą przed odjazdem pociągu.

Dorota – A ja mam nadzieję, że Ani uda się i ze nie będzie za późno, by pomóc Markowi.

Maciek – Narkotyki to nie zabawa. Z tego uzależnienia trudno się wyleczyć.

Dorota – Znam ludzi, którym się to udało, ale masz rację, to nie jest proste.

Beata – Ale jak możemy mu pomóc?

Dorota – Musimy zrobić wszystko, by odciągnąć go od tamtego środowiska.

Łukasz – Zobaczcie, idzie Ania!

Dorota – Jest sama… Mam złe przeczucia.

(Powoli podchodzi Ania.)

Grzegorz – Gdzie jest Marek.

Ania – On już nie przyjdzie. Dziś rano znaleźli go w kiblu na dworcu… Przedawkował.

                                                  Koniec

Zapraszamy do współpracy.

Redakcja Miesięcznika WOBEC pragnie wspierać rozwój teatrów szkolnych.          Z wielką chęcią podejmiemy się pomocy w promocji wszelkich związanych z taką działalnością inicjatyw. Jesteśmy otwarci na zamieszczanie na naszym portalu relacji z przedstawień, recenzji oraz tekstów sztuk pisanych przez uczniów.

                                                                         Redakcja

 Obrazek wyróżniający: Obraz Matt Gribbon z Pixabay