Dzieje świata – Narodziny cywilizacji (cz. 7. Paleolit środkowy (ok. 350.000 lub 300.000 – ok. 40.000 lat temu)1 / Piotr Kotlarz

0
407
To jest rysunek repliki ręcznego topora Acheulskiego znalezionego w okresie dolnego paleolitu. Narzędzie na tym rysunku jest wykonane z czarnego obsydianu i jest obrabiane z obu stron. CC BY-SA 4.0

 

Termin paleolit środkowy odnosi się do charakterystycznych wyrobów kulturowych, spotykanych na terenie zachodniej Eurazji. Odpowiednikiem dla tego terminu odnośnie terenów afrykańskich jest Środkowa Epoka Kamienia (MSA – Middle Stone Age). Proces przechodzenia od aszelskiej tradycji technologicznej do Środkowej Epoki Kamienia znanej z terenów afrykańskich trwał od około 300.000 do 200.000 lat temu do lat między 50.000 a 20.000 lat temu. Daty te są wciąż bardzo hipotetyczne. Jak pisze Andrzej Tomaszewski: w tradycyjnym ujęciu chronostratygraficznym, a i obecnie węższym rozumieniu, etap ten umieszczany jest w pierwszej części ostatniego okresu zimnego (Würmu), tj. według aktualnych datowań od około 115.000 do 35.000 lat temu. Od pewnego czasu do środkowego paleolitu zalicza się też europejskie zespoły o odpowiednich cechach technologicznych i typologicznych, datowane na fazy przedostatniego okresu zimnego (Rissu), co przesuwa dolną granicę nawet do 250.000 lat. Niedawne odkrycia w jaskini Zafarraya koło Malagi w Hiszpanii każą rozszerzyć także górną granicę e południowo-zachodniej Europie do około 30 tys. lat temu2. Środkowy paleolit jest dość zgodnie rozumiany, jako jeden z etapów rozwoju technologicznego, charakteryzujący się systematyczną produkcją odłupków według rozmaitych, niekiedy złożonych technik i metod, np. zróżnicowanie metod leluwalskich czy rdzenia krążkowego, oraz obfitością zestandaryzowanych, typologicznie rozwiniętych retuszowanych narzędzi odłupkowych (np. Tuffreau 1982). Dodatkowo niektóre zespoły wyróżnia obecność narzędzi dwustronnych, a w niektórych potwierdza się stosowanie, obok odłupkowych, również metod rdzenia wiórowego w typie górnopaleolitycznym. Stopień standaryzacji form narzędzi nie dorównuje jednak narzędziom górnopaleolitycznym.

Zasięg geograficzny środkowego paleolitu, w Afryce określanego jako środkowa epoka kamienia, obejmuje Stary Świat3. Większość terenów afrykańskich w okresie MSA technologicznie opiera się na tzw. technice lewaluaskiej, znanej już z ostatnich faz dolnego paleolitu, wówczas jednak jej udział w produkcji narzędzi był mały. W okresie MSA w procesie produkcji narzędzi dominowała technika lewaluaska, obok niej poświadczone jest występowanie technologii wiórowej. Na pozostałych terenach afrykańskich w okresie trwania MSA obserwujemy kontynuację wzorców znanych z tradycji aszelskiej, jednak przy znacznym ich udoskonaleniu, o czym świadczy obecność bifacjalnie retuszowanych ostrzy znanych, jako ostrza liściowate, które wyparły masywne pięściaki. Tradycja aszelska na terenie Afryki przetrwała do ok. 200.000 lat temu, zaś lokalnie mogła przetrwać nawet do około 60.000 lat temu (stanowisko Kalambo Falls na pograniczu Tanzanii i Zambii)4. Biorąc powyższe pod uwagę pojęciem paleolit posługuję się w mojej pracy stosunkowo nieczęsto, starając się raczej podawać daty roczne. To w takiej perspektywie dostrzegać możemy zachodzące wówczas zmiany kulturowe, a także genetyczne w ramach hominidów.

Myślę też, że kierowanie się cezurami głównie na podstawie ewolucji (zmian) form narzędzi (sposobów obróbki kamienia) jest nieprecyzyjne. To zbyt nikłe przesłanki. Może należałoby więcej uwagi poświęcić zmianom klimatycznym. Biorąc pod uwagę te ostatnie ważną cezurą byłaby data ok. 74 000 lat temu.

Około 74 tysiące lat temu doszło do ostatniej znanej nam erupcji wulkanu o skali ok. 8 VEI. Skali tak wielkiej, że jej znaczenie miało znaczący wpływ globalny, wpłynęła też na rozwój naszej populacji. Superwulkan Toba, którego kaldera znajduje się 80 kilometrów na południe od miasta Medan (Sumatra Północna), wyemitował 2800 km sześciennych magmy. Dla porównania słynna erupcja indonezyjskiego wulkanu Krakatau w sierpniu 1883 roku wyprodukowała zaledwie 12 km sześciennych materiału wulkanicznego i spowodowała wulkaniczne tsunami, które dotarło do wybrzeży Jawy i Sumatry zabijając ponad 36 000 ludzi. W nauce, a zwłaszcza w publicystyce często spotykamy się z teorią, że to wybuch Toby 73000 lat temu (według innych informacji 74000 lat temu) spowodował nastanie zimy wulkanicznej i że to właśnie ten kataklizm był przyczyną zmian gatunkowych wśród hominidów, które doprowadziły do powstania Homo sapiens. Według jednej z hipotez w wyniku gwałtownego ochłodzenia klimatu wyginęło wówczas większość populacji ludzkiej. Przetrwało zaledwie kilka tysięcy przedstawicieli naszego gatunku. Nie wiemy jednak, jaka była rzeczywista skala tego kryzysu i jaki był jego zakres na poszczególnych obszarach. Trzeba też dodać, że część naukowców wskazuje, że ochłodzenie klimatu rozpoczęło się wcześniej, a wybuch tylko je wzmocnił i przyśpieszył zmiany. Również do zróżnicowania wewnątrz naszego gatunku dochodziło już wcześniej, a czas wyodrębnienia się Homo sapiens niektórzy badacze przesuwają dziś na 200.000 a nawet 300.000 lat temu.

Większość badaczy zgadza się z tezą, że tzw. wulkaniczna zima trwała 6 – 10 lat, powinniśmy jednak dookreślić jej zasięg. Przez kilka kolejnych lat średnia temperatura na Ziemi spadła o 3 – 5 °C (według innych ocen nawet 6 – 7 °C). Opadające na ziemię pyły pokryły ogromne obszary – dotarły nawet na Grenlandię. Wybuch wulkanu Toba potwierdzają m.in. badania rdzeni pobranych z lodowców na Grenlandii.

Skutkiem ochłodzenia klimatu było utworzenie się w wyższych szerokościach geograficznych (ale także w wysokich górach stref gorących – Atlas, Kilimandżaro) lodowców kontynentalnych i górskich. Generalny spadek ówczesnej średniej rocznej temperatury na globie wpłynął dość istotnie na stosunki meteorologiczne. Sahara i Kalahari otrzymywały pewną ilość opadów, co odnowiło zasoby wód artezyjskich, stare cieki wodne i umożliwiło wkroczenie w te rejony kontynentu afrykańskiego roślinności suchego stepu i jego zwierzęcych mieszkańców, tzw. fauny etiopskiej. Zimny prąd morski z obszarów Antarktydy ochładzał do tego stopnia ujście Konga i okrainę południową dżungli równikowej, że uległa ona znacznemu rozwarciu, dając dostęp roślinności trawiastej na wyżej położonych gruntach. Większa wilgotność zaczynała się w masywach górskich wschodniej Afryki, głównie w Etiopii, dzięki czemu rzeki z tego obszaru niosły ogromne masy wód do Nilu. Wielkie jeziora Afryki Wschodniej podniosły swój poziom nawet o kilkadziesiąt metrów, podczas gdy poziom morza dzięki uwięzieniu dużych mas wody w lodowcach uległ obniżeniu o 80 – 120 m.

Zmiana średniej temperatury Ziemi nie musiała oznaczać tego, że wszędzie była ona taka sama, lub tak samo odczuwalna. Szukając dalszych informacji o zmianach klimatycznych w tym okresie, naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego i Uniwersytetu Minnesoty w Duluth badali rdzenie osadów z jeziora Niasa położonego w południowo-wschodniej Afryce. Natrafili w nich na warstwę popiołów, które niewątpliwie pochodziły z erupcji wulkanu Toba (potwierdziły to analizy chemiczne). Takie odkrycie w Afryce było sporym zaskoczeniem, gdyż dotąd nie znaleziono pozostałości po erupcji tak daleko od Sumatry. Popioły zidentyfikowano dotąd jedynie w Indiach oraz w Morzu Południowochińskim. Tak daleki zasięg (Jezioro Malawi dzieli od indonezyjskiej wyspy aż 7000 km) potwierdził, że była to naprawdę ogromna erupcja. Wygląda jednak na to, że nie była ona dość potężna, by wstrząsnąć klimatem całej planety. Otóż okazało się, że rdzenie z Malawi nie wskazują w żaden sposób na spadek temperatury w tym okresie ani na inne poważne zmiany klimatyczne na tym obszarze (może należałoby tu jednak dodać słowa: wyraźne, znaczące zmiany klimatyczne. Do pewnego ochłodzenia mogło dojść i na tym obszarze).

Taka ilość pyłów wulkanicznych na długi czas powinna przesłonić niebo na całej planecie, a to skłoniło naukowców do wysnucia hipotezy o znacznym spadku temperatury. Modele klimatyczne sugerują, że temperatury mogły spaść o niemal 17 °C. Nie wiemy jednak, w jakim czasie dochodziło do takiego spadku, ani też jak rozkładały się temperatury w różnych częściach naszego globu. Część wzniesionych do stratosfery zanieczyszczeń po jakimś czasie opadała na Ziemię. Znaczne ochłodzenie klimatu oznaczało czasowe zatrzymanie wzrostu roślin (znaczne zmniejszenie ich przyrostów rocznych), awans lodowców, możliwy spadek poziomu oceanów oraz zmniejszenie ilości opadów deszczu. W 1998 roku antropolog Stanley Ambrose połączył takie dane z dowodami genetycznymi, które wskazywały, że wkrótce pod wybuchu Toby doszło do zmniejszenia liczby ludzi. Zdaniem Ambrose’a, na planecie pozostało tylko około 10000 naszych przodków. Gatunek nasz znalazł się na krawędzi zagłady. Najnowsze badania nie potwierdzają jednak aż takiej skali tego dramatu. Badania archeologiczne prowadzone w Afryce Południowej, gdzie w badanych warstwach odkryto mikroskopijne fragmenty szkliwa wulkanicznego pochodzącego z Toby oraz pozostałości po kościach, ogniu i narzędziach ówczesnych ludzi, pozwoliły naukowcom, po raz pierwszy ocenić poziom ludzkiej aktywności oraz wpływ erupcji na ówczesną populację na tym obszarze. Wyniki badań dały zaskakujące wyniki. Gdyby Toba zdziesiątkowała ludzi, to w warstwach powyżej warstwy z dowodami na wybuch powinniśmy obserwować mniej śladów aktywności człowieka. Tymczasem zaobserwowano coś przeciwnego. Śladów aktywności było więcej. Zdaniem jednego z badaczy, doktora Mareana, oznaczałoby to, że wulkaniczna zima nie miała wówczas miejsca, choć uznał on, że erupcja mogła zmusić ludzi do przeniesienia się bliżej wybrzeży morskich, gdzie byli w stanie przetrwać. Ilość zachowanych śladów nie musi jednak świadczyć o wielkości populacji, ochłodzenie klimatu mogło wpłynąć na przykład na większe wykorzystanie ognia, czyli pojawienie się większej ilości śladów bytowania człowieka (niekoniecznie większej populacji). Inny badacz, doktor Petraglia przypomina nieco wcześniejsze badania nad warstwą popiołów wulkanicznych z Toby, które wydobyto z Jeziora Malawi. Nie zaobserwowano tam żadnych oznak spadku temperatury wody jeziora, a to sugeruje, że nie doszło do wulkanicznej zimy, nie było więc powodu, by ludzka populacja gwałtownie się zmniejszyła. Należy jednak zauważyć, że ochłodzenie miało skutek globalny i wzrost lodowców następował głównie przy biegunach i w górach. Temperatury w pobliżu równika ulegały mniejszym wahaniom.

Inna teza, głoszona przez Thomasa Johnsona, emerytowanego paleoklimatologa z University of Minnesota zakładająca, iż erupcja Toby nie miała znaczącego wpływu na populację Homo sapiens w okresie przebywania gatunku we Wschodniej Afryce, jest dyskusyjna. Uważam też za dyskusyjną teorię o odrębności gatunkowej Homo sapiens od innych istniejących wówczas hominidów (w tym neandertalczyków). Należy też uwzględnić i to, że dziś przyjmuje się to, że do wyodrębnienia się Homo sapiens i jego migracji doszło znacznie wcześniej niż przedtem przypuszczano. W tym czasie Homo sapiens zamieszkiwał już znacznie większe obszary. Na wielu z nich doszło zapewne do całkowitej zagłady gatunku, na innych zmusiło mieszkańców zamieszkujących tereny, na które nasuwał się lodowiec, do przesuwania się w kierunku południowym. Lodowce nie powstawały przecież „z dnia na dzień”.

Skutki erupcji stratowulkanu Toba odczuwalne były również na Półwyspie Indyjskim. Zespół naukowców pod kierownictwem antropologa Michaela Petraglia, dokopała się w Dżwalapuram do grubej na 2,5 metra warstwy popiołów pochodzącej z tej erupcji. Co ciekawe, zarówno nad warstwą, jak i pod nią, badacze ci znaleźli takie same kamienne narzędzia. Oznacza to, że ich wytwórcy (przypuszczalnie przedstawiciele Homo sapiens), którzy żyli w Indiach przetrwali wulkaniczną zimę. Nie wiemy oczywiście jednak tego, jaki miała ona wpływ na ich populację. Zarówno ochłodzenie klimatu, jak i upadek takiej ilości popiołów wulkanicznych musiało spowodować ogromne zmiany środowiskowe, śmierć wielu zwierząt, głód, a więc i znaczny spadek populacji5.

Istnieje niewiele i często niejednoznacznych dowodów na działalność człowieka na Saharze  lub w Arabii w tym czasie, co odzwierciedla ich suchszą naturę; w górach Acacus ostatnia obecność człowieka została odnotowana 70 000–61 000 lat temu, a do LGM ludzie w dużej mierze wycofali się na wybrzeże Morza Śródziemnego i do Doliny Nilu. Suchość podczas ostatniego maksimum zlodowacenia wydaje się być konsekwencją zimniejszego klimatu i większych pokryw lodowych  na biegunach, które ścisnęły pas monsumowy do równika i osłabiły monsun zachodnioafrykański. 

Przypisy:

1 Według najnowszych badań datowany jest na 500 tys. lat (patrz Paul G. Bahn).

2 Andrzej Jacek Tomaszewski, Kultury w początkach kultury – interpretacje zróżnicowania zespołów środkowopaleolitycznych [w:] Kultury archeologiczne a rzeczywistość dziejowa, pod red. Stanisława Tabczyńskiego, Warszawa 2000, s. 45-46. Zauważmy też, że w okresie istnienia tzw. kultur środkowopaleolitycznych istniały wciąż społeczeństwa pozostające na poziomie kultury wczesnego paleolitu.

3 Por.: A. J. Tomaszewski, Kultury w początkach kultury – interpretacje zróżnicowania zespołów środkowopaleolitycznych [w:] Kultury archeologiczne a rzeczywistość dziejowa, pod red. Stanisława Tabczyńskiego, Warszawa 2000, s. 45-46. [Pojęcie epoka w tym wypadku jest – moim zdaniem – dyskusyjne.

4 Specjalistyczne analizy polskich naukowców wykazały, że tradycje środkowopaleolityczne utrzymywały się w Afryce znacznie dłużej, niż dotąd sądzono. Wyniki analiz geomorfologicznych i datowania metodą optycznie stymulowanej luminestencji (OSL) reliktów obozowiska paleolitycznego w Affad w północnym Sudanie, którego wiek określano dotychczas na podstawie wyrobów krzemiennych i szczątków zwierzęcych na ok. 70 tys. lat, zaskoczyły naukowców. Okazało się, że miejsce były użytkowane zdecydowanie później, bo dopiero około 15 tysięcy lat temu. Badane przez Polaków konstrukcje wznoszono z drewna – były to zarówno szałasy, jak i instalacje służące do suszenia mięsa i obróbki skór antylop. (…) Archeologom trudno jest wyjaśnić, dlaczego identyczny i niemal niezmienny sposób wykonywania narzędzi krzemiennych utrzymywał się w rejonie Affad tak długo w przeciwieństwie do obszarów wysuniętych dalej na północ Afryki i w Europie. Przypuszczalne obozowisko to zlokalizowane było w idealnym dla człowieka ekosystemie, gdzie z łatwością zdobywał pokarm i surowce do wytwarzania schronisk oraz narzędzi, z którego nie chciał wychodzić i do którego był najlepiej przystosowany przez prawie 200 tys. lat. Zdaniem naukowców, jeszcze 15 tysięcy lat temu okolice Affad mogły wyglądać jak obecne pogranicze Etiopii i Sudanu w Parku Narodowym Dinder. Cyklicznie – wraz z globalnymi wahnięciami klimatu, które w dolinie Nilu skutkowały przesunięciem na północ podmokłej sawanny drzewiastej, grupy ludzkie o tradycjach środkowopaleolitycznych pojawiały się również w Affad, a nawet w Dolnej Nubii – na sudańsko-egipskim pograniczu. Jednak wraz z zanikaniem obfitej w antylopy, bawoły i hipopotamy drzewiastej sawanny, migrowały jeszcze dalej – nawet poza Afrykę. Zdaniem naukowców, w Affad mamy do czynienia ze śladami ostatniej tego typu fali osadniczej – prawdziwymi epigonami środkowego paleolitu. [Badania zrealizowano w ramach projektu „Epigoni tradycji lewaluskich w Dolinie Nilu Środkowego”, finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. [szz/ mrt/ Nowe ustalenia polskich archeologów dot. „wyjścia z Afryki”]

5 Piotr Kotlarz, Kataklizmy, które zmieniały obraz Ziemi, Gdańsk 2025, s. 142-143. 
        Piotr Kotlarz