Być matką czy dziennikarką? Moja walka pośród nieustającej przemocy Izraela w Gazie / Rasha Abou Dżalal

0
292
Od lewej do prawej: autorka Rasha Abou Jalal, gruzy jej dzielnicy w mieście Gaza i dzieci Rashy bawiące się przed swoim zniszczonym domem.

„Żegnając się z moimi dziećmi, gdy wyruszam, by relacjonować nową historię, mówię im: „Do zobaczenia później”. Ale moje serce szepcze: „Może nie wrócę”.

Jestem palestyńską matką i dziennikarką, mam 36 lat. Piszę te słowa z serca głodu i strachu w zdewastowanym Strefie Gazy. Od czasu rozpoczęcia tej wojny 7 października 2023 r. nie żyjemy jak istoty ludzkie. Wszystko, co robimy, to próbujemy przetrwać, dzień po dniu, godzina po godzinie. Nic nie jest pewne – ani jedzenie, ani woda, ani bezpieczeństwo. Nawet jutro nie jest zagwarantowane.
Od czasu rozpoczęcia przez Izrael nowej operacji wojskowej na początku tego tygodnia, wszelkie nadzieje, jakie mieliśmy na zakończenie tej wojny, zostały zmiażdżone. Pomimo trwających negocjacji w sprawie zawieszenia broni w Katarze, Izrael intensywnie bombarduje i przeprowadza ataki lądowe zarówno na północy, jak i na południu Strefy. Czujemy się, jakbyśmy byli uwięzieni w niekończącym się koszmarze, w którym nasze życie i marzenia naszych dzieci są kradzione na naszych oczach, podczas gdy świat pozostaje w milczeniu.
Razem z mężem i naszą piątką dzieci mieszkam w tym, co pozostało z naszego rozpadającego się domu w dzielnicy na zachodzie miasta Gaza. Budynek, w którym znajdowało się nasze mieszkanie, należy do mojej dalszej rodziny. Przed wojną mieliśmy trzy sypialnie, dwa salony i piękną kuchnię, w której oddawałam się swojemu hobby, jakim było gotowanie i robienie pysznych deserów. W listopadzie 2023 r. budynek został uderzony przez izraelskie bombardowanie, które całkowicie zniszczyło nasze mieszkanie i sprawiło, że budynek stał się niestabilny konstrukcyjnie.
Dziś mieszkam na parterze budynku, prześladowana ciągłym strachem, że nagle się zawali. Ale nie mamy dokąd pójść. Nie ma bezpiecznego miejsca, nie ma alternatywnego mieszkania, w którym moglibyśmy się schronić.
Codziennie słyszymy bombardowania wokół nas, a ja staram się nie załamać przy dzieciach, żeby mogły pozostać silne. Ale nawet jeśli przetrwamy bombardowanie, nie wiem, czy przetrwamy głód. Nie skosztowaliśmy ani kawałka mięsa od początku marca, kiedy Izrael  postanowił wstrzymać dostawy towarów i pomocy do Gazy po decyzji o zakończeniu zawieszenia broni, na które zgodził się z Hamasem w styczniu.

Budynek, w którym znajdowało się mieszkanie Rashy Abou Dżalala w mieście Gaza, zniszczony w izraelskim ataku lotniczym w listopadzie 2023 r.

Rasha Abou Jalal/TNH
Budynek, w którym znajdowało się mieszkanie Rashy Abou Dżalala w mieście Gaza, zniszczony w izraelskim ataku lotniczym w listopadzie 2023 r.
Ani jedno jabłko ani banan nie trafiły do ​​naszego domu. Chleb całkowicie zniknął z naszego życia po tym, jak wszystkie piekarnie w Gazie zamknęły swoje podwoje. Minął prawie miesiąc odkąd agencja ONZ ds. uchodźców palestyńskich, UNRWA,  ogłosiła, że ​​jej zapasy mąki się wyczerpały. Aby wyżywić nasze dzieci, nie mieliśmy innego wyjścia, jak mielić resztki makaronu, które zgromadziliśmy, na rodzaj mąki. Przekształcamy je w coś przypominającego chleb i jemy tylko jeden posiłek dziennie.
W tym tygodniu Izrael  pozwolił wjechać ciężarówkom pierwszej pomocy do Gazy w ciągu prawie trzech miesięcy. Ale liczba ta jest tak mała – w żadnym wypadku niewystarczająca, aby zaspokoić rozpaczliwe potrzeby ludzi tutaj. I żadna z tej pomocy nie dotarła jeszcze do Palestyńczyków. Wjazd tej pomocy jest również preludium do  planu Izraela przejęcia kontroli nad dystrybucją pomocy w Gazie i przekształcenia jej w narzędzie kontroli politycznej i wojskowej.
Moje dzieci pytają mnie: „Mamo, dlaczego to się nam przytrafia?” A ja nie mam odpowiedzi. Nie potrafię znaleźć słów, by złagodzić ich cierpienie, bo sama nie rozumiem, jak jesteśmy tak surowo karani tylko za to, że tu mieszkamy, tylko za to, że jesteśmy Palestyńczykami.

Pogoń za wodą

Czasami w nocy, gdy przytulamy się do siebie pod cienkim kocem w naszym domu, jedno z moich dzieci budzi się gwałtownie, słysząc dźwięk drona przelatującego nad głową lub pobliską eksplozję. Szybko biorę je w ramiona, szepcząc, że wszystko jest w porządku, podczas gdy moje serce wali ze strachu. W środku krzyczę. Ale nie mogę tego pokazać. Jestem matką i powinnam być źródłem otuchy – nawet w piekle.
Codziennie spędzamy kilka godzin na poszukiwaniu wody. Moje dzieci biegają za beczkami z wodą z pustymi pojemnikami – tylko po to, żebyśmy mogli się napić. Czasem udaje im się je napełnić, a czasem wracają z pustymi rękami.
 Mówię im: „Do zobaczenia później”. Ale moje serce szepcze: „Może nie wrócę”.
Ubrania moich dzieci piorę ręcznie, kawałek po kawałku, i wieszam je na sznurze między dwoma drewnianymi słupami wbitymi w piasek w pobliżu domu. Gdy wieją silne wiatry, niektóre ubrania odlatują, a ja biegnę za nimi. Wszystko tutaj wymaga podwójnego wysiłku, aby wyglądać normalnie – a nic w tym życiu nie jest normalne.
Pośród tych wszystkich obowiązków, mam jeszcze jedną: jestem dziennikarzem  piszącym dla wielu międzynarodowych mediów, ponieważ Izrael odmawia zagranicznym dziennikarzom wstępu do Strefy Gazy.
Każdego ranka żegnam się z moimi dziećmi, gdy wyruszam, by opowiedzieć nową historię. Mówię im: „Do zobaczenia później”. Ale moje serce szepcze: „Może nie wrócę”. Całuję je, mocno przytulam i odchodzę, niosąc moją małą torbę, w której jest notes, długopis, telefon, a czasem kawałek suchego chleba.
Stoję przed dwoma bolesnymi wyborami: zostać przy moich dzieciach i próbować chronić je w obliczu narastających bombardowań lub wyjść do pracy, ponieważ trzeba udokumentować nową masakrę lub przekazać świadectwo. Zastanawiam się, kim powinnam być w tej wojnie – matką czy dziennikarką?

Trzymanie się wspomnień

Przed 7 października 2023 r. moje życie – choć trudne – było bardziej stabilne. Al-Nasr, dzielnica, w której mieszkamy, była tętniącą życiem dzielnicą klasy robotniczej, pomimo biedy i blokady, jaką Izrael nałożył na Gazę od 2007 r.
Każdego ranka budziłam się przy dźwięku moich dzieci szykujących się do szkoły. Przygotowywałam dla nich śniadanie i upewniałam się, że każde z nich pocałowałam, zanim wyszły. Potem zaczynałam dzień jako dziennikarka. Czasami wychodziłam, aby relacjonować wydarzenia w społeczności, przeprowadzić wywiad z matką, która straciła dziecko z powodu raka, lub napisać reportaż o kryzysie energetycznym lub rosnących kosztach utrzymania. Ale zawsze wracałam do domu wieczorem, gotowałam kolację dla moich dzieci własnymi rękami i pomagałam im w nauce.
Dziś moje sąsiedztwo zostało zredukowane do gruzów i nie wiem już, co stało się z moimi sąsiadami. Życie tutaj zamieniło się w walkę o przetrwanie.
Czasami czułam się zmęczona, próbując pogodzić role matki i dziennikarki, ale nigdy nie czułam się rozdarta. Mogłam wybrać odpowiedni czas dla każdej roli. Dziennikarstwo było dla mnie sposobem na obronę moich dzieci, mojej społeczności i prawdy – bez poczucia, w każdej chwili, że ryzykuję życie, jak to mam teraz podczas wojny. Dzisiaj wszyscy dziennikarze czują, że grozi im śmierć w izraelskich nalotach.
Przed wojną moja społeczność była prosta i zżyta. Sąsiedzi dzielili się domowymi posiłkami jako gestem dobrej woli, a ja często spotykałam się z innymi kobietami na małym podwórku pośrodku dzielnicy. Rozmawiałyśmy o rosnących cenach lub czyimś ślubie. Było życie. Było poczucie względnego bezpieczeństwa i przekonanie, że jutro, pomimo wszystkich wyzwań, jest nadal możliwe. Ale dziś moja dzielnica została zredukowana do gruzów i nie wiem już, co stało się z moimi sąsiadami. Życie tutaj zamieniło się w walkę o przetrwanie. Wszystko się zmieniło, ale trzymam się wspomnień – to jedyne rzeczy, które przypominają mi, że kiedyś żyliśmy jak inni ludzie.

O włos od ucieczki

Teraz nie mamy prądu od ponad półtora roku. Nie ma lodówki, pralki, światła. Mogę naładować telefon tylko wtedy, gdy znajdę kogoś, kto ma mały panel słoneczny. Dlatego codziennie chodzę około dwóch kilometrów, aby dotrzeć do jednego z niewielu miejsc, w których jest jeszcze internet i energia słoneczna, dzięki czemu mogę naładować telefon i laptopa i wykonywać swoją pracę jako dziennikarz.
„Thai Restaurant” w zachodniej części miasta Gaza była jednym z takich miejsc. Swoją nazwę zawdzięcza daniu z smażonej piersi kurczaka w stylu tajskim i warzyw, z którego słynęła przed wojną. Restauracja, która została ponownie otwarta podczas zawieszenia broni, była jedną z ostatnich działających w Strefie Gazy, stawiając opór powrotowi oblężenia i wojny. Podawano tam tylko kilka kawałków pizzy i gorące napoje, ale dla mnie było to schronienie do pracy i kontaktów. Chodziłem tam co najmniej dwa razy w tygodniu. Ostatni raz było to 5 maja.
Dwa dni później izraelskie samoloty bojowe  zbombardowały tę restaurację i pobliski lokalny targ. W ataku zginęło co najmniej  33 osoby, a około 100 zostało rannych. Kiedy usłyszałem tę wiadomość, byłem w domu. Zamarłem w miejscu. Wielokrotnie dziękowałem Bogu, że mnie tam nie było tego dnia. Gdybym był, byłbym teraz martwy – tak jak dziesiątki osób, które po prostu próbowały żyć.
Pośród tego wszystkiego, nadal pracuję. Piszę o matkach, które straciły swoje dzieci, o dzieciach sprzedających słodycze na ulicach zamiast chodzić do szkoły, o głodzie, zimnie i brutalnych przesiedleniach, które pozbawiły ludzi godności. Ale nie piszę tylko o nich – piszę też o sobie. Jestem jedną z nich. Jestem matką, która straciła zdolność pocieszania swoich dzieci. Dziennikarką, która straciła wiarę, że jej głos dotrze do świata, który odmawia zobaczenia.
Każdej nocy kładę się spać, zastanawiając się, czy się obudzę. I każdego ranka mówię sobie: muszę pisać. Muszę dokumentować. Ponieważ moja historia, historia moich dzieci i historia każdej matki tutaj, zasługuje na to, by ją opowiedzieć.
Zdjęcie Rashy Abou Jalala.

Autor i dziennikarz z Gazy, relacjonujący wydarzenia polityczne i kwestie humanitarne

Redakcja: Eric Reidy. 

Powyższy artykuł ukazał sie pierwotnie na stronie The New Humanitarian

Nie odwracaj wzroku

Ciągła seria artykułów w pierwszej osobie napisanych przez Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Więcej z tego dogłębnego omówienia

Opublikuj ponownie ten artykuł

Link do artykułu: https://www.thenewhumanitarian.org/opinion/2025/05/21/mother-or-journalist-my-struggle-amid-israel-unrelenting-violence-gaza