Birma – szczegółowa analiza: Powolna reakcja na trzęsienie ziemi podkreśla potrzebę gruntownej przebudowy długoletnich, wadliwych działań w zakresie pomocy międzynarodowej /

0
270
W ubiegłym miesiącu kontynuowano prace porządkowe po trzęsieniu ziemi o magnitudzie 7,7, które nawiedziło centralną Mjanmę 28 marca. W jego wyniku zginęło prawie 3800 osób, a ponad 5000 zostało rannych.

„Wraz z trzęsieniem ziemi Myanmar znów znalazł się w centrum uwagi. Powinno to zachęcić do zmiany podejścia”.

Brutalny i przymusowy reżim stanowi główną przeszkodę w skutecznej reakcji na katastrofę trzęsienia ziemi w Mjanmie, twierdzą pracownicy organizacji pomocowych i aktywiści na rzecz praw człowieka. Zwrócili oni uwagę na wyjątkowo złożone warunki, które wymuszają współpracę z niektórymi niepaństwowymi grupami zbrojnymi.
Krytycy od dawna atakują ONZ – i inne międzynarodowe podmioty pomocowe – za to, że działają wyłącznie za zgodą junty, dostarczając pomoc głównie na kontrolowane przez nią terytoria. W obliczu  trzęsienia ziemi z 28 marca, które przecięło linię frontu wojny domowej, pozostawiając miliony ofiar po obu stronach, twierdzą, że jest to doskonała okazja, aby odejść od tego, co uważają za nieskuteczne i moralnie wątpliwe.
Od wybuchu wojny domowej na pełną skalę po zamachu stanu w 2021 roku, Mjanma przekształciła się w  mozaikę terytoriów. Niektóre z nich znajdują się pod rządami wojska, ale inne są kontrolowane przez jedną z wielu grup zbrojnych sprzeciwiających się juncie, nazywającą siebie Radą Administracji Państwowej (SAC).
Operacje pomocowe ONZ – wymagające skomplikowanej logistyki oraz lotów zespołów i sprzętu do i z Rangunu – muszą być prowadzone za zgodą Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SAC), ale rozdrobniona wojna doprowadziła do powstania licznych i zmiennych linii frontu, szczególnie w bardziej oddalonych i wiejskich częściach kraju. To znacznie utrudniło reakcję humanitarną na trzęsienie ziemi, które pochłonęło co najmniej 3800 ofiar śmiertelnych i pozostawiło ponad 5000 osób z poważnymi obrażeniami.
„Trzęsienie ziemi to pęknięcie w kraju, który doświadcza pęknięcia za pęknięciem. Stwarza ono nowe problemy, ale jednocześnie jedynie łagodzi wszystkie istniejące” – powiedział Dustin Barter, starszy pracownik naukowy w think tanku ODI Global, w rozmowie z The New Humanitarian. „Wraz z trzęsieniem ziemi Myanmar ponownie znalazł się w centrum uwagi: w idealnym przypadku powinno to zachęcić do zmiany podejścia”.
Mimo zapewnień SAC,  że wprowadzono zawieszenie broni wywołane trzęsieniem ziemi, przemoc nie ustaje, a naloty są nadal normą: na początku tego tygodnia szkoła została zbombardowana przez wojsko,  w wyniku czego zginęło podobno 20 uczniów i dwóch nauczycieli.
A gehenna się nie kończy: wraz z nadejściem pory deszczowej około 6,3 miliona ludzi nadal potrzebuje pomocy humanitarnej w najbardziej dotkniętych regionach, w tym  200 000 przesiedlonych w wyniku trzęsień ziemi. Według aktualizacji z 9 maja, kierowany przez UNICEF zespół odpowiedzialny za pomoc w zakresie wody, warunków sanitarnych i higieny, znany jako WASH Cluster, dotarł zaledwie do 23% populacji docelowej.
Choć samo trzęsienie ziemi było niszczycielskie – płytkie i o magnitudzie 7,7, najsilniejsze, jakie nawiedziło ten region  od 1912 roku – pomoc humanitarną utrudniał niezwykle wrażliwy i upolityczniony kontekst pomocy humanitarnej w Mjanmie. To kraj, w którym wiele kluczowych wyzwań, przed którymi stoją organizacje humanitarne, nakłada się na siebie: zakorzeniona przemoc, złożona polityka, państwa walczące i słabnąca wiara w system międzynarodowy.
Dynamika ta koliduje również z niefortunnym momentem dla sektora humanitarnego: Myanmar jest jednym z pierwszych państw, które podjęły się poważnych działań w odpowiedzi na katastrofę w  nowej erze drastycznych cięć finansowania ze strony międzynarodowych darczyńców, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych.
mapa-myanmar-earthquake-analysis.jpg

Organizacje etniczne przedstawiane jako podmioty humanitarne

Mjanma była już świadkiem dziesięcioleci konfliktów od czasu uzyskania niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1948 roku. Wiele grup etnicznych walczyło o większą autonomię i udziały w bogactwach mineralnych. Jednak zamach stanu z 2021 roku wywołał nową wojnę domową, stawiając siły junty przeciwko różnorodnym, starym i  nowym grupom zbrojnej opozycji.
Ta gorzka polityka przeniknęła do krajobrazu pomocowego i pogłębiła podziały między agencjami międzynarodowymi – często postrzeganymi jako współpracujące z juntą – a różnymi organizacjami i sieciami Myanmaru, które są gotowe współpracować poza kontrolą SAC, w tym z frakcjami zbrojnymi.
Od 2021 roku kilka długoletnich Etnicznych Organizacji Zbrojnych, znanych jako EAO, jeszcze bardziej umocniło swoją kontrolę nad niektórymi częściami Mjanmy. Utworzyły one również równoległe struktury zarządzania, które obejmują opiekę nad licznymi osobami wewnętrznie przesiedlonymi na ich terytoriach.
Na przykład,  Tymczasowa Rada Wykonawcza Państwa Karenni (IEC) została utworzona w 2023 roku jako część  Tymczasowego Rządu Karenni. Zapewnia ona niezbędne usługi i pobiera podatki, ale także zapewnia pomoc humanitarną osobom przesiedlonym w wyniku konfliktu i jest powiązana z grupami zbrojnymi.
„Jesteśmy władzą. Mamy prawo troszczyć się o naszych ludzi” – powiedział Banya Kun Aung, sekretarz Międzynarodowej Komisji Wyborczej, w rozmowie z The New Humanitarian. Pomimo oddalenia od epicentrum, stan Karenni wciąż odczuwa skutki trzęsień ziemi z 28 marca, cierpiąc z powodu osuwisk, zapadlisk oraz uszkodzeń infrastruktury wodnej i budynków.
To właśnie ku takim grupom – w szczególności władzom Karenni – niektórzy pracownicy organizacji pomocowych twierdzą, że słabnące wysiłki humanitarne w Mjanmie powinny zostać skierowane. Stanowisko to jest bliskie stanowisku aktywistów pomocowych sprzed trzęsienia ziemi, ale obserwatorzy twierdzą, że katastrofa nadaje krajowi nową, pilną potrzebę reformy pomocy humanitarnej.
„W tym momencie niektóre z tych niepaństwowych grup zbrojnych są naszymi prawowitymi partnerami [w dziedzinie międzynarodowej pomocy humanitarnej]” – powiedział Manny Maung, badacz praw człowieka, w zeszłym miesiącu podczas webinarium zorganizowanego przez think tank ODI. „Mają wolę ludu, jego poparcie; świadczą usługi na rzecz ludu; i nie możemy dać się ugrzęznąć w konwencjonalnych wyobrażeniach o tym, co oznacza współpraca z niepaństwową grupą zbrojną, ponieważ w Mjanmie sytuacja jest inna”.
Fakt, że trzy najpotężniejsze EAO – Armia Arakanu (AA), Armia Narodowego Sojuszu Demokratycznego Mjanmy (MNDAA) i Narodowa Armia Wyzwolenia Taang (TNLA) – zostały  oskarżone o poważne naruszenia praw człowieka, nie osłabia entuzjazmu dla projektów rządowych, takich jak Karenni IEC.
Przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego Myanmaru  nazwali projekt „planem dla innych wyzwolonych obszarów”, który „darczyńcy muszą uznać i aktywnie wspierać” – stanowisko to cieszy się poparciem wśród międzynarodowych obrońców. Ich apel wpisuje się w szerszą, rewolucyjną wizję federalizacji demokratycznej Myanmaru, celu forsowanego przez wygnańczy Rząd Jedności Narodowej (NUG), który również posiada  departament ds. pomocy humanitarnej, ale nie odpowiedział na prośby o komentarz.

Junta nadal stanowi poważną przeszkodę w uzyskaniu pomocy

Ponieważ reżim Myanmaru jest typowo izolacjonistyczny i silnie uzależniony od kilku kluczowych sojuszników, takich jak Rosja i Chiny, generał Min Aung Hlaing, przywódca SAC, wywołał poruszenie po trzęsieniu ziemi, gdy  zaprosił „każdy kraj lub organizację do udzielenia pomocy”.
Wiele międzynarodowych grup poszukiwawczo-ratowniczych wzięło w nich udział –  według mediów kontrolowanych przez juntę z 32 krajów – choć ich praca była podobno ściśle kontrolowana przez żołnierzy SAC.
Co równie nietypowe, SAC ogłosiło zawieszenie broni 2 kwietnia, pięć dni po trzęsieniu ziemi, które później  przedłużono do 31 maja. W rzeczywistości jednak wojna nie ustała, także dla ofiar katastrofy.
Centrum Studiów Ah Nyar, grupa monitorująca, przeprowadziła ocenę skutków w najbardziej dotkniętych trzęsieniem ziemi gminach Mandalay, Magway i Sagaing. Opublikowana 6 kwietnia ocena obejmowała wywiady z 251 osobami dotkniętymi trzęsieniem ziemi i wykazała, że 32% z nich doświadczyło nalotu lub nalotu wojskowego po katastrofie.  Trzech  różnych międzynarodowych obserwatorów udokumentowało dziesiątki ataków junty w dniach po zawieszeniu broni.
Podczas gdy junta również wymieniała oskarżenia, media opozycyjne podają obecnie liczbę ataków sięgającą setek, a obalony rząd cywilny twierdzi, że wojsko  zabiło prawie 400 osób w ciągu miesiąca.
Ale nie tylko militarne ataki SAC utrudniają reakcję na trzęsienie ziemi.
Khin Ohmar, założycielka Progressive Voice, organizacji działającej na rzecz praw człowieka, powiedziała, że słyszała doniesienia o aresztowaniach i inwigilacji osób biorących udział w akcji ratunkowych po trzęsieniu ziemi oraz o zbieraniu przez siły bezpieczeństwa informacji o osobach przekazujących darowizny na cele pomocowe. Banyar Toee, prezes  Centrum Studiów nad Ah Nyar, powiedział, że otrzymywał doniesienia o konfiskacie materiałów pomocowych przez wojsko.
Podobne zarzuty powtórzył specjalny sprawozdawca ds. sytuacji praw człowieka w Mjanmie, Thomas Andrews. W  oświadczeniu z 10 kwietnia stwierdził, że SAC „wciąż utrudnia dotarcie pomocy do niezliczonej liczby osób w rozpaczliwej potrzebie. To drastycznie pogarsza i tak już straszną sytuację”.
Wojsko od dawna oskarżane jest o przekierowywanie i wykorzystywanie pomocy humanitarnej jako broni, szczególnie w obliczu nasilenia się konfliktu od 2021 roku. Wielu pracowników organizacji pomocowych i aktywistów na rzecz praw człowieka, z którymi przeprowadził wywiad The New Humanitarian, wskazało również na  zachowanie wojska po  przejściu cyklonu Nargis w 2008 roku, w wyniku którego pomoc została zablokowana, a pracownicy organizacji humanitarnych trafili do więzień.
Jeden z pracowników organizacji pomocowych z Mjanmy, który wkrótce po trzęsieniach ziemi podróżował dla międzynarodowej organizacji pozarządowej przez wojskowe punkty kontrolne do Mandalaj i Sagaing, powiedział, że nawet jeśli oficjalnie nie było żadnych ograniczeń, sama obecność sił bezpieczeństwa SAC działała odstraszająco i nie pozwalała na podejmowanie działań przez lokalne grupy społeczeństwa obywatelskiego.
Pracownik organizacji pomocowej, który ze względów bezpieczeństwa chciał zachować anonimowość, powiedział portalowi The New Humanitarian, że wiele organizacji pozarządowych w Mjanmie nie chce rejestrować się w SAC, czego domaga się junta, z obawy przed tym, co może się z nimi stać, lub przed utratą swobody działania.
Mimo to, jak powiedział Banyar, często proszą ich o to agencje ONZ i międzynarodowe organizacje pozarządowe, z którymi współpracują, „co jest bardzo, bardzo ryzykowne dla lokalnych grup społeczeństwa obywatelskiego”.
„Powiedzieliśmy nie [na te prośby]” – dodał.
Według Banyara większość z  15 milionów osób potrzebujących pomocy humanitarnej w Mjanmie znajduje się na obszarach kontrolowanych przez opozycyjne grupy zbrojne. „Kiedy się rejestrujemy, nie wolno nam robić takich rzeczy – nie wolno nam ratować życia na obszarze kontrolowanym przez grupy oporu” – powiedział. „Będziemy mogli robić tylko to, czego żąda od nas SAC, na bardzo, bardzo wąskim obszarze”.
Obserwatorzy sytuacji w Mjanmie twierdzą, że odwrotną sytuacją jest bierne przestrzeganie biurokratycznych wymogów i ograniczeń SAC, co jest przyczyną powszechnego niezadowolenia i frustracji wywołanych działaniami pomocowymi ONZ i międzynarodowych organizacji pozarządowych.

Apel o podwójną odpowiedź

Linia uskoku, która dotknęła Sagaing, miała zarówno podłoże polityczne, jak i geologiczne: obszar ten stał się twierdzą Ludowych Sił Obrony (PDF), zbrojnych  ugrupowań prodemokratycznych walczących z juntą od 2021 roku.
Według  doniesień w Magwe, Sagaing i Mandalaj działa ponad 300 powiązanych ze sobą grup PDF, co utrudnia dostęp międzynarodowym humanitarnym, którzy próbują działać za zgodą SAC. Różne uzbrojone grupy etniczne sprawują władzę nad kilkoma innymi częściami kraju. Tymczasem junta kontroluje większość głównych miast i infrastrukturę, w tym lotnisko w Rangunie, niezbędne do transportu zaopatrzenia.
Pomimo apeli ze strony najbardziej zagorzałych przeciwników junty, aby nigdy nie współpracować z wojskiem, także w zakresie pomocy humanitarnej, niektórzy ostrożnie sugerują, że dwutorowe podejście do pomocy mogłoby być najlepszym rozwiązaniem w przypadku osób dotkniętych trzęsieniami ziemi.
Ekspert ds. Myanmaru David Scott Mathieson  zasugerował, że „zamiast pogrążać się w dyskusjach na temat tego, który system [z SAC czy bez] jest lepszy, należy zaakceptować, że oba mają swoje zalety i ważne funkcje do spełnienia”.
Do pewnego stopnia zgadza się z tym Ohmar z Progressive Voice. „W [dotkniętej trzęsieniem ziemi] stolicy Naypyidaw czy w Mandalaj rzeczywistość jest taka, że [SAC] nadal kontroluje strukturę” – powiedziała. „Pomoc musi docierać do ludzi z zachowaniem przejrzystości, rozliczalności, ale także równego podziału. Dlatego jesteśmy bardzo zaniepokojeni: z powodu sposobu, w jaki [SAC] działał w historii Myanmaru w przypadku każdej katastrofy”. Ohmar zasugerowała, że ambasady obecne w Myanmarze mogłyby „monitorować i dawać sygnał juncie, że »obserwujemy, co robicie z naszymi pieniędzmi«”.
Agencje międzynarodowe „muszą współpracować z SAC, aby ratować ludzkie życie” – powiedział Banyar. „Ale pod warunkiem, że nie upoważnimy SAC do zabijania ludzi, na przykład [poprzez] udzielanie pomocy pieniężnej bezpośrednio SAC, co jest bardzo, bardzo ryzykowne”.
„Współpraca z SAC lub innymi podmiotami w Birmie jest możliwa” – powiedział Banya Kun Aung z Karenni IEC, wzywając do stworzenia platformy koordynacyjnej, a następnie do stworzenia wolnego i sprawiedliwego systemu pomocy humanitarnej przez agencje ONZ we współpracy z państwem, które nie kontroluje wszystkiego. Dodał, że potrzebna jest większa presja na SAC, „aby umożliwić ONZ swobodniejszą pracę w terenie… Ale niektóre agencje ONZ są słabe lub boją się, nie wiem dlaczego”.

Ukryty postęp w zakresie pomocy lokalnej

Po wielu latach skarg, międzynarodowi darczyńcy zaczęli traktować lokalne organizacje pomocowe poważniej, poinformowało The New Humanitarian kilka źródeł z Mjanmy, które, podobnie jak wiele innych, udzieliły wywiadu dla tego artykułu, zastrzegając sobie anonimowość. Niektóre z nich przyznały, że po trzęsieniu ziemi skontaktowały się z nimi międzynarodowe organizacje pozarządowe i darczyńcy rządowi.
Wbrew pewnym poglądom Tom Fletcher, szef pomocy humanitarnej ONZ, który stoi na czele OCHA, agencji koordynującej pomoc doraźną, odpowiedział twierdząco w wywiadzie dla The New Humanitarian na pytanie, czy miał okazję spotkać się z NUG lub którymś z EAO podczas pobytu w Mjanmie po katastrofie.
„W każdej reakcji humanitarnej kluczowe jest zaangażowanie wszystkich stron w celu dotarcia do osób potrzebujących pomocy – zgodnie z tym podejściem pan Fletcher rozmawiał ze wszystkimi zainteresowanymi stronami podczas swojej wizyty” – dodał później rzecznik OCHA.
Ludzie zbierają pomoc w Mandalaj, w Mjanmie.

Magdalena Chodownik/Anadolu za pośrednictwem Reuters Connect
W pobliżu meczetu Shwe Bone Shein w mieście Mandalay rozdawane są butelki z wodą, podczas gdy członkowie społeczności poszkodowanej w katastrofie starają się wzajemnie wspierać po jej zakończeniu, 9 kwietnia 2025 r.

W oświadczeniu czytamy dalej: „ONZ dystrybuuje pomoc bezpośrednio do dotkniętych konfliktem społeczności za pośrednictwem swojej sieci partnerów humanitarnych i rozwojowych. Pomoc nie jest przekazywana za pośrednictwem Rady Administracyjnej Państwa, Rządu Jedności Narodowej ani żadnej innej strony konfliktu”.

Oświadczenie OCHA stoi w wyraźnej sprzeczności z wypowiedziami Andrewsa, wysłannika ds. praw człowieka, który  wezwał Radę Bezpieczeństwa ONZ do wspierania współpracy humanitarnej z Rządem Narodowym, etnicznymi grupami oporu i społeczeństwem obywatelskim Mjanmy.

Okkar Shein, szef programów w Gender Equality Network, organizacji pozarządowej z siedzibą w Mjanmie, poinformował, że lokalnym grupom udostępniono elastyczne środki finansowe.

Działania rzecznicze na rzecz lokalnych organizacji humanitarnych w Mjanmie odniosły sukces, „do tego stopnia, że [darczyńcy] zrozumieli, że bez lokalnej ludności [pomoc] nie może zostać dostarczona” – powiedziała Ohmar. Oszacowała jednak, że kwota pomocy napływająca nieformalnymi kanałami była nadal dość symboliczna – około 30 milionów dolarów rocznie w porównaniu z 300 milionami dolarów przekazywanymi Mjanmie za zgodą junty, zgodnie z  Planem Reagowania Humanitarnego ONZ.

Martwiła się, że ciężko wywalczony postęp w finansowaniu lokalnych działań humanitarnych może zostać zniweczony przez trzęsienie ziemi, ponieważ do kraju napływa coraz więcej pomocy za pośrednictwem wojska. Inni, mówiąc anonimowo, martwili się o skutki zamknięcia USAID, ponieważ agencja ta cieszyła się szacunkiem za dyskretną pracę wspierającą nieformalne kanały pomocy humanitarnej w Mjanmie.

Mimo licznych głosów opowiadających się za nieszablonowym myśleniem, zwolennicy tej inicjatywy, w tym darczyńcy, często niechętnie dzielą się szczegółami publicznie na temat tego, w jaki sposób darczyńcy mogą wspierać lokalne sieci pomocowe Myanmaru, omijając jednocześnie SAC.

W praktyce oznacza to „udzielanie wsparcia sieciom społeczeństwa obywatelskiego z krajów sąsiednich, zwłaszcza z Tajlandii i [w mniejszym stopniu] z Indii” – powiedział Barter z ODI, dodając, że często obejmuje to gotówkę lub środki medyczne.

Tak zwana pomoc transgraniczna – wykorzystywana również w Syrii w celu obejścia byłego reżimu Al-Assada – ma długą  historię w Mjanmie, jest jednak kontrowersyjna i może być ryzykowna, ponieważ jest sprzeczna z wolą władz centralnych.

Duże międzynarodowe agencje pomocowe „nie będą używać określeń 'przekazywanie pomocy przez granicę’ lub 'transgraniczność’, ponieważ działają w ramach 'suwerenności państwa’, ale w kontekście Myanmaru takie podejście nie działa” – powiedział Ohmar.

Darczyńcy, którzy wspierają tę inicjatywę, zazwyczaj nie przyznają się do tego publicznie ze względów dyplomatycznych i bezpieczeństwa. Żadne z birmańskich organizacji społecznych ani źródeł darczyńców zaangażowanych obecnie w te działania nie chciało ujawnić szczegółów, powołując się na względy bezpieczeństwa.

Długotrwałe  skargi na działania ONZ w Mjanmie nie ustają, a lokalne grupy twierdzą, że niewiele wiadomo na temat reakcji organizacji i jej możliwości finansowania po trzęsieniu ziemi.

Organizacja Okkara zazwyczaj otrzymuje fundusze od agencji ONZ, ale po trzęsieniu ziemi nie udało jej się uzyskać dostępu do funduszy pomocowych. Nie wiedział dlaczego.

Chociaż agencje ONZ dysponują środkami, „nie mogą efektywnie ani natychmiast przekazywać ich lokalnym [organizacjom społeczeństwa obywatelskiego], dysponując bardzo ograniczonymi zasobami, gdy te potrzebują ich wsparcia” – dodał Okkar. Zwrócił się do innej agencji ONZ o pomoc w nagłych wypadkach – na takie rzeczy jak zestawy ratunkowe, sole nawadniające i środki ochrony osobistej – ale powiedziano mu, że agencja wymaga oceny przed wypłatą środków. Okkar powiedział, że sfinalizowanie tej decyzji zajmie około miesiąca.

„W tak nagłej sytuacji, dlaczego musimy poświęcać tyle czasu na taką ocenę?” – zapytał. „Powinni pominąć tę procedurę… w nagłych wypadkach najpierw pieniądze, najpierw zasoby, a papierkową robotę zrobimy później”.

To czarno-białe zdjęcie Willa Worleya. Ma na sobie koszulę zapinaną na guziki i uśmiecha się do obiektywu, nie pokazując zębów.

Reporter i redaktor działu politycznego

Redakcja: Andrew Gully.

„The New Humanitarian” relacjonuje wydarzenia z samego serca konfliktów i katastrof, o których niewiele innych mediów pisze. Cieszymy się, gdy nasza praca dociera do nowych odbiorców. Śmiało, kradnij nasze materiały. Większość artykułów można publikować bezpłatnie na licencji Creative Commons (CC BY-NC-ND 4.0).

Udostępnij ten artykuł
Powyższy artykuł ukazał się pierwotnie na stronie The New Humanitarian