Walka pokoleń – droga realizacji wielkiego marzenia (planu) / Piotr Kotlarz

0
56

Marzenia pojawiają się w życiu niemal każdego z nas. Czasami dotyczą rzeczy prozaicznych, niemal codziennych, czasami jednak bywają znacznie większe. Jest oczywistym, że wiele z marzeń zwłaszcza tych zbyt dużych, pozostanie tylko takimi, nawet nie wkroczą w sferą choćby planów. Może są zbyt wielkie, może przerastają nasze możliwości, a może już u zarania były po prostu niemożliwe do spełnienia. Niektórym jednak udaje się pokonać wszelkie problemy, sprostać nawet największym przeszkodom i doprowadzić swe plany do finału. Niestety, nawet ten nie zawsze musi okazać się szczęśliwym. Ostatnio w związku z moimi planami, kolejną próbą ich realizacji, usłyszałem o marzeniu jednego z największych reżyserów naszych czasów, twórcy „Czasu apokalipsy” („Apokalypse Now”) – Coppoli.

Megalopolis autorstwa Francis Ford Coppoli to ambitne, futurystyczne science fiction z elementami dramatu politycznego i satyry, marzenie, które Coppola rozwijał przez kilkadziesiąt lat — jeszcze od lat 80.

Akcja dzieje się w alternatywnej wersji Nowego Jorku zwanej „New Rome”. Głównym bohaterem jest Cesar Catilina (grany przez Adam Driver) — genialny architekt i wizjoner, który chce przebudować miasto w utopijną metropolię przyszłości. Ściera się z konserwatywnym burmistrzem Franklynem Cicero (Giancarlo Esposito), reprezentującym stary porządek i polityczny pragmatyzm.

Film jest właściwie alegorią upadku cywilizacji — Coppola porównuje współczesną Amerykę do schyłkowego Imperium Rzymskiego. Pojawiają się tematy: konfliktu między idealizmem a cynizmem, korupcji elit, potrzeby stworzenia lepszego społeczeństwa, pytania, czy wielkie utopie mogą jeszcze uratować świat.

Problem w tym, że wielu widzów i krytyków uznało film za bardzo chaotyczny, pretensjonalny i trudny do śledzenia. Jedni chwalili jego rozmach i odwagę artystyczną, inni uznali go za kompletnie niezrozumiały eksperyment.

By zrealizować swój plan Coppola sam finansował projekt, sprzedając część majątku i oparł się na fortunie zdobytej m.in. na biznesie winiarskim.

Film okazał się ogromną klapą finansową: kosztował ok. 120–136 mln dolarów (w dużej mierze z prywatnych pieniędzy reżysera), a zarobił tylko ok. 14 mln. Po porażce filmu media pisały nawet, że musiał wyprzedawać luksusowe zegarki, by odzyskać płynność finansową.

Żyjemy w świecie, a którym losy a nawet myśli nas ludzi stają się dość podobne. Marzenia, plany człowieka sukcesu i marzenia skromnego twórcy z drugiego krańca świata mogą okazać się bardzo zbliżone. Marzenia, ale również i myśli, idee, przemyślenia. Każdy z nas jest przecież tylko jednym z miliardów, różnice między nami są bardzo niewielkie. Myśl taka pojawiła się u mnie w związku z moim marzeniem, o którym napiszę poniżej, o musicalu „Walka pokoleń”, w którym umieściłem myśl o niewielkich między nami różnicach w tekście jednej z piosenek, ale również w związku z treścią i ideami filmu Coppoli.

Zauważyłem bowiem, że sam pomysł scenariusza Megalopolis Coppoli wcale nie jest tak nowatorski, podobny podjąłem już w latach osiemdziesiątych i ująłem go w opublikowanym w 1989 roku opowiadaniu „Miasto i jego pisarz”. W moim opowiadaniu również pojawiło się wyidealizowane miasto przyszłości, miasto mające być wspaniałą utopijną metropolią, z tym jednak, że ja nie zderzyłem budowniczych tego „idealnego miasta” z cynizmem i korupcją elit (co samo w sobie wydaje mi się dość banalne), lecz z dehumanizacją takiego projektu, brakiem w nim zwyczajności, potrzebnej w życiu również szarości.

Nie temat Megalopolis mnie dziś jednak interesuje, lecz kwestia samych marzeń, możliwości ich realizacji. Marzenie tak wielkie jak to, które miał Coppola było dla większości ludzi wręcz niewyobrażalne, nierealne. Kto bowiem mógłby sobie pozwolić na pozyskanie aż tak ogromnej kwoty? Zdobycie środków na to, by wcześniejsze plany przekształcić w powstały film.

Moje marzenie pojawiło się u mnie po raz pierwszy już dwadzieścia lat temu. To wówczas, będąc w Operze Bałtyckiej w Gdańsku na spektaklu teatru tańca w reżyserii Isadory Weiss „Z nieba”, dostrzegłem jak wielka siła w przekazywaniu myśli i idei tkwi w obrazie, w muzyce. W głównych rolach przedstawienia pani Isadory występowały dwie bliźniaczki, córki mojego przedwcześnie zmarłego brata. To właśnie w związku z nimi powstało libretto „Życie za życiem”. Moim zdaniem, bowiem idee „Z nieba” były zbyt mało nośne, niespójne. Chciałem też, by w planowanym przedstawieniu wystąpiły obie moje bratanice. Jedna w pierwszym, druga w kolejnym akcie.

Dopiero później uświadomiłem sobie nowatorstwo tego projektu. Bohaterki przedstawienia miały reprezentować kolejne pokolenia. Matka, a później córka. Matka, reprezentująca jedno pokolenie walczy wraz z poznanym partnerem o idee wolności, własności, demokracji przegrywa, w kolejnym pokoleniu walkę rodziców podejmuje kolejne pokolenie i to oni wreszcie wygrywają. Powstał scenariusz wyrażający bardzo ważne idee, mało tego, jak z czasem sobie uświadamiałem, opowiadający się wobec podstawowych prądów ideologicznych XX wieku, w jakiejś mierze wobec nich w jakiejś mierze polemiczny. Ideologie, z jakimi i ja zmagałem się przez prawie całe moje życie.

Od zwykłego przypadku, faktu, że moje bratanice zostały tancerkami do ważnej myśli podważającej podstawowe założenia egzystencjalizmu. Kwestionowania przekonania, że sens życia jest nam dany z góry — przez Boga, naturę, historię albo społeczeństwo, od uznawania, że człowiek zostaje „wrzucony” w świat bez gotowej instrukcji i sam musi nadać swojemu życiu znaczenie, do zrozumienia, że sensu życia nie powinniśmy szukać w życiu jednostkowym, lecz w ciągłości w „walce pokoleń”. Do zrozumienia, że człowieka powinniśmy postrzegać nie w kategoriach jednostkowych, lecz jako ludzkość, pokolenia. Później dostrzegłem niuanse, które wcześniej umykały mi w lekturach dzieł egzystencjalistów, w tym rzecz najważniejszą, że w ich twórczości bardzo nieczęsto występują dzieci. Bohaterowie Becketta czekają na Godota nie dostrzegając prostego faktu, że po nich czekać na niego będą kolejni. Sartre sam porzucił swą ideologię nawet nie próbując jej rozwijać. Pisarz ten okazał się zresztą intelektualnie dość płytki, podążył później za marksistami, a nawet za „myślą” Mao. Cóż, sam skazał się na śmieszność.

Dostrzegłem, że sens życia możemy dostrzec właśnie w perspektywie pokoleń. Moje pokolenie miało wielkie szczęście, jesteśmy jednym z pierwszych pokoleń, które mogło ten fakt dostrzec. To w naszym pokoleniu udało się wielu społeczeństwom dotrzeć do świata, w którym tak podstawowe wartości jak wolność, demokracja, prawo do własności stały wartościami niemal oczywistymi.

Tu kolejna ideologia i jej założenia, z którymi podjąłem polemikę w moim projekcie. Marksizm, który – jak z czasem zrozumiałem – próbował nas wrócić do czasów feudalizmu. Bohaterowie scenariusza mojego musicalu reprezentują idee dalekie od marksistowskich. Występują i walczą w obronie wolności, przeciwko dyktaturze, opowiadają się za prawem wyboru swej drogi. Te okazują się różne, czasem i błędne, na szczęście odrzucone, jak choćby te wzięte z egzystencjalizmu idee tzw. hipisów, które doprowadziły wielu na manowce, w świat narkotyków (straciło w nim życie w latach siedemdziesiątych wielu z moich nawet bliskich znajomych). Szukając swej drogi większość znalazła jednak drogę właściwą. W pracy, ale i w ideach miłości, poszanowania własności, demokracji. Słowa o prawie do własności pojawiają się w scenariuszu mojego musicalu dość często. To jedna z ważniejszych idei, jedno z ważniejszych z przysługujących nam praw. Tych, których chcieli nas pozbawić marksiści. To oni próbowali wymazać walkę o to prawo z kart historii, pomijając ją np. w opisach rewolucji francuskiej z 1789 roku, propagując tzw. „własność społeczną” i tym podobne bzdury. Komuniści bowiem nie znoszą własności – oczywiście tylko cudzej. Sami z niej chcieli korzystać w pełni. Odrzuciłem też śmieszny i nie dający się zdefiniować historycznie podział na klasy oraz ideę rewolucji. Bohaterowie mojego scenariusza, ale przecież mówimy o milionach tych, którzy podjęli walkę o swą wolność i demokrację nie tworzyli rewolucji, ich walka nie polegała na pozbawianiu innych ich dorobku, na ograniczaniu praw innych. Ich walka toczyła się o wolność, solidarność i równe prawa dla wszystkich. Przeszliśmy do kolejnego etapu naszego rozwoju walcząc, ale drogą ewolucyjną, bez większego przelewu krwi. Wspólną postawą, wspólnym dążeniem udało się nawet znieść zależności międzynarodowe, uzyskać pełnię wolności państwowej, tylko decyzją społeczeństw doprowadzić do zburzenia murów. Tu chciałbym podkreślić jeszcze raz kwestię prawa własności. To ono jest gwarancją demokracji. Dziś ,według danych Eurostat około 86–87% Polaków mieszka we własnej nieruchomości (domu lub mieszkaniu). Oznacza to, że Polska należy do krajów o najwyższym poziomie własności mieszkań i domów w Europie. Podobnie jest w Słowacji, Rumunii, nieco gorze statystyki obserwujemy w niektórych krajach Europy Zachodniej, ale – moim zdaniem – kierunek jest już wytyczony, z czasem wrócimy do modelu społeczeństw, jaki istniał przed etapem siłowego powstawania państw, do etapu społeczeństw egalitarnych. 

Powyżej wspominam o scenariuszu musicalu, bo w niego przekształcił się w końcu projekt teatru tańca, który był moim początkowym zamiarem. Początkowo było tylko marzenie o teatrze tańca. To próbowałem realizować już od 2007 roku. Podejmowałem wiele prób. Rozmawiałem z panią Isadorą Weiss, panem Jarosławem Stańkiem, szukałem kompozytorów. Wreszcie po wielu próbach udało mi się doprowadzić do wystawienia teatru tańca „Życie za życiem” w 2011 roku w Sali Koncertowej Akademii Muzycznej w Gdańsku w związku z kolejną już rocznicą powstania NSZZ „Solidarność”. Przedstawienie w reżyserii – moim zdaniem niezwykle utalentowanej – Anny Baranowskiej zostało bardzo dobrze przyjęte. Było jednak wykonane w sposób na wpół amatorski, napotkało też na wiele nieprzewidzianych przeszkód i właściwie zostało zapomniane. Nie byłem też ostatecznie zadowolony z muzyki, którą stworzył Cezary Paszkowski, już wówczas korzystając w jej tworzeniu z narzędzi sztucznej inteligencji, choć wówczas jeszcze nie używaliśmy jeszcze tej nazwy. Projekt był nowatorski również dla Cezarego, Ania uznała, że muzykę do przedstawienia trzeba choćby w pewnych fragmentach zdynamizować i wykorzystała w tym celu fragmenty muzyki zespołu Audioline.

Marzenie, plany związane z librettem „Życie za życiem” stało się swego rodzaju moją obsesją. Po próbie z 2011 roku uznałem, że libretto to stanie się kanwą scenariusza musicalu, że gatunek ten umożliwi mi w sposób bardziej czytelny wyrazić idee, które wciąż rozwijałem teoretycznie.

Lata pracy, prób, poszukiwań. Tak formy, jak i możliwości realizacji. Scenariusz i teksty piosenek mogłem napisać sam, wiedziałem jednak, że przedstawienie będzie wymagać współpracy wielu twórców. Zacząłem ich szukać. Kompozytorów, wykonawców, reżyserów. Po drodze toczyłem rozmowy w wieloma wspaniałymi ludźmi, tymi, którzy dostrzegali w moim scenariuszu dość znaczny potencjał. Wspomnę tu o jednej z osób, którą właśnie dzięki temu projektowi udało mi się poznać, i której ocenie zawdzięczam i to, że nie poddałem się po wielkiej klęsce jaka dotknęła mnie w wyniku jednej z prób w 2021 roku (koncertu „Wolność jest w nas” w Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku). Piszę tu o wielkiej projektantce kostiumów i scenografce, pani Annie Kontek. To Ania pochyliła się nad moim scenariuszem na tyle, że zaczęła nawet tworzyć do niego wstępne zarysy scenografii. Dziękuję ci Aniu. Niektóre z twoich przemyśleń wykorzystałem i w filmie, o którym piszę, ale mam nadzieję, że w przyszłości zrealizujemy je na scenie. Tak, jak wspomniałem w jednej z naszych rozmów – było to na tarasie kawiarni U Literatów na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie – ja nigdy nie rezygnuję ze swoich planów.

Realizacja tak wielkiego planu wydawała się jednak prawie niemożliwa. Jestem jednak w jakiejś mierze szalony. Jesienią ubiegłego roku podjąłem kolejną próbę. Mieszkając w Warszawie dostrzegłem, że w naszym kraju powstało kilka wystarczająco dużych krytych amfiteatrów, liczba miejsc w których jest w stanie zapewnić tak dużą publiczność, która mogłaby pokryć znaczną część kosztów. Istnieją też inne możliwości pozyskania środków, dotacje, reklamy. Nikt przecież nie dysponuje kwotą ponad miliona złotych umożliwiającą realizację aż tak wielkiego projektu. Postanowiłem spróbować. I nie wiem jak zakończyłaby się ta kolejna próba (chyba znów ogromną klęską) gdyby nie wojna na Bliskim Wschodzie.

Przygotowując się do przedstawienia postanowiłem skorzystać z możliwości jakie dają narzędzia AI. Moje wcześniejsze doświadczenia z kompozytorami były bowiem dla mnie niezadowalające, a dostrzegłem możliwość, że mogę przygotować wstępne wersje muzyki do piosenek dzięki AI. Piosenki te mogłyby służyć od razu jako narzędzie promocji powstającego projektu, który wstępnie planowałem na lato bieżącego roku lub rok przyszły.

W tym celu nawiązałem współpracę z Adamem Ghukasyanem, który korzystając z narzędzi AI już 8 lutego utworzył za pomocą narzędzi AI muzykę oraz wideo do pierwszej piosenki z musicalu „Walka pokoleń”. W pierwszej połowie lutego zorientowałem się też, że narzędzia AI mogą nam pomóc w przygotowaniu scen dialogowych, a nawet układów choreograficznych. Świat zaczął się zmieniać niemal z dnia na dzień.

Niestety, głupota ludzka ciąż pozostaje taka sama. 28 lutego dowiedzieliśmy się o wojnie na Bliskim Wschodzie. Biorąc pod uwagę wojnę Rosji z Ukrainą, inne wojny w Azji i w Afryce, a także konflikty w Ameryce Południowej, zrozumieliśmy, że właściwie żyjemy w okresie III wojny światowej. Moim zdaniem, to końcowy etap wojen zaczętych w XX wieku, wojen idei imperializmu z ideami wolności… ale może to też tylko jedno z moich marzeń?

W każdym razie wojna na Bliskim Wschodzie uświadomiła mi, że moje plany wystawienia musicalu jeszcze w tym roku są zupełnie nierealne. Nie mogłem sobie pozwolić na kolejną ogromną klęskę (poprzednia wynikała w dużej mierze z pandemii Covid-19), której przyczyną tej mogła stać się bezsensowna wojna).

Dostrzegłem jednak kolejną możliwość. I tu wracam do Coppoli. Możemy stworzyć film. Przecież nie muszę tworzyć w pierwszej kolejności przedstawienia, które zanim trafi do kin będzie wystawiane na scenach, mogę sytuację odwrócić. Ryzyko finansowe takiego projektu jest prawie żadne. Klęska finansowa Coppoli wynikła zapewne z tego, że jego marzenie wiązało się nie tylko z ideą, ale i z finansami. Nam przyświecają głównie idee.

Adam Ghukasyan okazał się pojętnym uczniem. Niemal z dnia na dzień uczył się nowych narzędzi. Powstawały kolejne piosenki, kolejne sceny. Mało tego, dostrzegłem, że Adam doskonale rozumie moje przesłanie. Mimo stosunkowo młodego wieku (różnica między nami wynosi nieco ponad dwa pokolenia) rozumie istotę walki naszych społeczeństw w XX wieku. W połowie marca zorientowałem się, że nasz musical może zapisać się w historii kina, jako pierwsze tego typu dzieło stworzone w całości za pomocą narzędzi AI.

Oczywiście wciąż istniała kwestia kosztów, programów AI, które można by do takiej produkcji wykorzystać jest bardzo wiele, a ich ceny wahają się w widełkach od kilkuset do kilkunastu tysięcy złotych. Spróbowaliśmy szukać środki za pomocą zrzutek, szukać wpływów z reklam, szukałem też wsparcia we władzach samorządowych Gdańska i Województwa Pomorskiego . Niestety, kultura wysoka wciąż w naszym społeczeństwie nie jest wystarczająco doceniana. Pozostaliśmy z Adamem z naszym projektem sami.

Miałem szczęście. Znalazłem mądrego i rzetelnego partnera. Krok po kroku powstawały kolejne sceny naszego musicalu. Ponad 140 minutowy film!

Nie za setki milionów dolarów, nawet złotych. Nie za miliony nawet. Za kilka tysięcy. Kilka, gdyż nie stać było mnie (mojej fundacji borykającej się z kłopotami wynikającymi jeszcze z poprzednich projektów) na to, by znaleźć choćby kilkanaście tysięcy na lepsze programy.

Cóż, w najbliższych miesiącach nasz film jeszcze nieco poprawimy. Już dziś jednak jest gotowy. Zostanie publicznie pokazany po raz pierwszy w Auli Związku Literatów przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie już 14 maja b.r. o godz. 17.00.

Będzie to światowa prapremiera tego (pierwszego w świecie) pełnometrażowego filmu – musicalu utworzonego za pomocą narzędzi AI. Myślę jednak, że nie to jest tu najważniejsze. Będzie to bowiem premiera filmu o ideach i walce o nie przez społeczeństwa Europy Środkowej, ale i Afryki i całego świata, o tzw. „Jesieni Ludów”. Cytat kończący film wprowadził Adam: Bo my nie błagamy o wolność – my o nią walczymy. Wypowiedział je generał Witold Urbanowicz, dowódca walczącego w Wielkiej Brytanii dywizjonu 303. Tak, to już wówczas toczyła się walka, której pierwsze oznaki sukcesu zaczęliśmy odczuwać dopiero w latach 90-tych ubiegłego stulecia.

Wstęp na promocję naszego filmu jest wolny, ale liczba miejsc jest niestety ograniczona. Z tego powodu prosimy o wstępne potwierdzenie swego przybycia. Dla tych, dla których zabraknie miejsc spróbujemy zorganizować kolejną promocję. Już dziś staramy się zgłosić nasz film na najbliższe filmowe festiwale. Za jakiś miesiąc, może dwa udostępnimy go też na jednym z dostępnych kanałów w Internecie (może w Amazonie). 

        Piotr Kotlarz