Site icon Miesięcznik internetowy WOBEC Piotr Kotlarz

Wiersze / Paweł Artomiuk

 

sweterek

sweterek z temu,
taki trochę świąteczny,
z liskiem zamiast renifera,
taki piękny sweterek,
zdradliwy,
któremu musiałem zrobić screenshota
i wysłać do ciebie.

bo inaczej
zniknąłby w tłumie,
wśród innych świątecznych kiczy,
i nikt by nie uwierzył,
że istnieje –
ten jeden,
który chciałem mieć tylko dla siebie.

a więc zrobiłem tego
jebanego screenshota,
wrzuciłem ci go esemesem,
no i chuj, oczywiście –
dziesięć godzin ciszy.

zdążyłem się najarać i upić.
teraz już nawet nie podoba mi się ten sweter,
z martwym lisem,
któremu odciąłeś kitę
swoją ciszą.
pieprzony dupku.

jak mam ci, kurwa udowodnić
swoją miłość.
to takie poniżające –
być odtrącanym.
to takie okrutne,
jak łamie ci się świat,
a on znowu
znalazł sobie we mnie ofiarę
i runął,

tak sobie po prostu,
runął.

na całe szczęście,
zanim runął,
odrobinę
się
najebałem.

przeżyłem setki takich runięć.
nie robią na mnie większego wrażenia.
robią na mnie mniejsze wrażenie
niż ten feralny lis na sweterku,
bo on dawał nadzieję,
a ta
jest
znacznie
bardziej
niebezpieczna.

to jak wrzucenie zapałki
na oblanego benzyną człowieka.
spaliłoby mnie doszczętnie.

widzisz głąbie,
a ty tego nie umiesz.
nie wpadłbyś na to,
choćbyś wszystkie rozumy pozjadał.
nie wpadłbyś na to,
że po tak długiej rozłące
twój powrót,
na nowo,
przyniósłby mi śmierć
przez złamane serce
przy próbie jego złożenia.

pocieszające
jest tylko to,
że byłaby to śmierć z miłości,
pierdolona śmierć z miłości
do ciebie –
prawdziwa
i warta każdej śmierci.

8/01/26

 

jest taka ciemność

jest taka ciemność,
jak infekcja,
odcinająca po kawałku.

idzie od brzucha
lub od głowy.

jest taka ciemność
bezimienna
bo jak ją nazwać
jak odróżnić?

ten, kto ją spotkał,
wie na pewno,
nic smutniejszego
i przykrego
już go nie dotknie.

jest taka ciemność,
a w niej ja.

i widzę małość tej decyzji,
by pluć w nią światłem
moich marzeń.

jest taka ciemność –
wszechobecna,
jest taka ciemność
bezpowrotna,

w której
uparcie sieję kwiaty,
ziarno po ziarnie – 
ogród ognia.

19/01/26


artomiuk i śmierć

I

samotność to wolność,
lecz zgubna, paląca do cna.

dlaczego wciąż kocham tego,
który mnie opuścił?
może miłość do niego
to tylko próba odnalezienia sensu
w bólu, który po nim pozostał.

w samotności najgorsze jest to,
że każdy krok, każdy błąd
należy tylko do ciebie.
nikt nie poda ręki, nikt nie podzieli
ciężaru,
a nawet ci, co myśleli, że są silni,
z czasem pękają.

cisza wyostrza,
pożera dźwięki,
przerwy między zdaniami
to koszmar.
zgiełk świata wrzeszczy, a ja nie mogę
znieść tego wrzasku.

II

na co liczę?
która twarz jest moja,
a która maską?
czy znajdę odpowiedź,
czy będę błądził
wśród odbić, które zniekształcają obraz?

dlaczego życie nie zwalnia,
nie pozwala wrócić,
podmienić marzeń na te, które mniej bolą,
nie zatrzymuje się na skrzyżowaniu?
marzenia jak migoczące światełka
znikają, zanim ich dotknę.

zaczynam od nowa,
burzę zamki z piasku,
zadaję te same pytania,
a to mnie spowalnia,
ciągnie w dół.

(artomiuk opuszcza wiersz po raz pierwszy.
wychodzi z wiersza, choć ma go pod sercem.
musi zrobić przerwę, bo w jego ustach zbierają się
same wulgaryzmy, gasi za sobą światło.)

III

jeszcze wczoraj przenosiłem góry,
spałem z młodym chłopakiem,
a wracając, w euforii zapisałem:
nic nie odmładza bardziej niż
seks z dwudziestolatkiem”.

dziś budzę się z piaskiem w oczach,
jakbym przespał wieki.
czas nie płynie, on się rozciąga.

IV

co teraz?
w kieszeni numer,
kolejna twarz do spotkania.
czy to wciąż ma sens?
czy wypalenie, które czuję,
zatrzyma mnie, zanim zdążę działać?
może to ulotna chwila,
która zniknie, zanim ją uchwycę,
albo nowy romans wystarczy nawiązać
kontakt.

(artomiuk opuszcza wiersz po raz drugi.
opuszcza sam siebie, nie ma pomysłu na siebie.
wyrusza na spacer, który ma ukoić jego nerwy.
wraca w środku nocy. nerwy są rozjuszone. zaczyna pisać
ciąg dalszy w gorączce słów.)

V

emocje to narkotyk,
trzymają mnie w pułapce,
kręcę się z boku na bok,
po wrzącej podłodze,
w nieustannym ruchu.

szukam ciebie,
głęboko wierząc, że
miłość jest alchemikiem,
przemieniającym ból w piękno,
że ma moc przekształcania prawdy,
może zburzyć i zbudować wszystko.

VI

(pokój dnieje. zegar tyka coraz głośniej.
ktoś zagląda przez okno, jakby zaglądał w głąb duszy.
artomiuk wstaje z krzesła i dostrzega skrzydlatą śmierć.
zasłania zasłonkę i zaczyna pisać z powrotem.)

mój wiersz zwabił śmierć,
zapomniałem, że ona także
szuka miłości,
tak samo samotna w środku pierdolonej nocy
i zapłakana, kiedy nikt nie patrzy.

nie rozumie, dlaczego musi grać tę rolę.
pragnie tylko miłości, pragnie tylko zmiany.
napisałem, że miłość ma moc przekształcania,
i oto przybyła w najlepszej kiecce,
umalowała usta, jest najpiękniejsza.

znowu puka do okna, wiem, że jej otworzę,
dopiszę jeszcze tylko te dwa zdania:
że nie ma mocy silniejszej niż miłość,
powala nawet to, co nieśmiertelne,
i w wieczne zmienia, co śmiertelnym było.

(artomiuk opuszcza wiersz po raz trzeci. a może
to wiersz wreszcie go opuszcza.
śmierć puka po raz trzeci. artomiuk otwiera okno.)

21/09/24 

                                                Paweł Artomiuk

Paweł Artomiuk – zadebiutował w 2012 roku tomem Utopia (Miniatura), a w 2014 roku wydał zbiór Sztuka umierania. Publikował m.in. w „Angorze”, Gazecie Kulturalnej”, „Nowej Gazecie Literackiej”, „Poezji Dzisiaj”, internetowej „Odrze”, kwartalniku kulturalnym „Kozirynek” oraz w „Antologii Klubu Poszukiwaczy Słowa”. Mieszka w Warszawie.

Exit mobile version