Zemsta
Pielęgnuję w sobie zemsty, których nigdy
nie dokonam. Tych okrutnych najbardziej
się boję. Jest w nich tyle cierpienia i bólu,
płynie krew, ale nocą zaczynam się mścić
bez skrupułów. Gdy jednak TO ma się stać,
zapalam światło. Żadne rany czy krzywdy,
o których nie zapomnę – nie zmienią mnie
w podłego człowieka, gorszego niż jestem.
Czy to słabość? Może tak, może nie. Myślę
o tym, co próbował zatrzeć czas, ale nadal
czuję ból, bo coś mi się nie zrosło, a trzeba
z tym żyć. Pamięć to podobno skarb, choć
bywa też okrutna, nachalna, odbierająca
oddech. Nie wszystko chce się pamiętać.
Czekam, żeby ulotnił mi się kiedyś z głowy
prawie gwałciciel z wrocławskich Krzyków,
prawie gwałciciel w sutannie, łysy pedofil
czy obnażający się nieletniej dziewczynie
dyszący mężczyzna w ciemnym ortalionie.
Żałuję, że to we mnie tkwi i tamte obrazy
są jak żywe, bo moja pamięć maluje je od
nowa. Zaczyna powoli brakować miejsca
na piękno i siły na zemstę.
Przy drodze
Weszły do zajazdu przy ruchliwej drodze
mokre, wymięte, z błotem na kolanach.
Patrzyłam na te przepracowane dziewczyny
z czułością i żalem, że młodość im ucieka jak
wielkie tiry z niedomytymi mężczyznami,
przed którymi codziennie klęczą za stówę.
Przecież marzyłyśmy o tym już od dawna,
prawda dziewczyny? Dawać dupy gdzieś na
skraju lasu, pod czujnym okiem dobrego wuja.
Zawsze ma w aucie wodę i ręczniki, gumki
i wielką kieszeń na pieniądze. To jest życie.
Ile z tego zostanie dla nich? On je przeszuka,
zabierze prawie wszystko i na koniec uderzy,
bo za mało dzisiaj zarobiły. Przecież lało.
A te gnoje, zanim dojadą do domu, muszą
wytłumić buzujące hormony, upodlić te
młode kurewki, oprzeć o drzewo, zerżnąć
za parę groszy, a wieczorem już całkiem
za darmo, odbębnić seks z żoną. I w drogę.
Ja chyba z tym skończę i wrócę do domu.
Oddam mamie, co zarobiłam, ale nie
powiem za co, żeby nie płakała. Byłam
kiedyś zdolna, może skończę szkołę albo
wyjdę za mąż i urodzę dziecko. W domu
za mną tęsknią, dziś dzwoniła siostra, aż
się poryczałam, ściągając w lesie majtki
ostatni raz.
Skuć
Pod skórą druga skóra, pod nią następna.
Nikt nie chce odpowiadać za ukryte wady.
Projekt przebudowy samotności w coś
przytulniejszego – został odrzucony.
Nie będzie nowego wystroju wnętrza,
efekt cieplarniany niczego nie wskórał.
Dom też zaczyna zamarzać, ma samobójcze
myśli i nie dba o siebie. Nie ma dla kogo.
Nie
Coś było całe i nagle stwierdził, że tyle
brakuje, w środku zaczyna kapać, narasta
huk, jakby wiatr wybijał szyby w oknach.
Krajobraz wewnętrzny – spaprana robota;
tam już wszystko ustawiono na zawsze
i nie można zaszaleć, poimprowizować.
Gdybyś chciał to ruszyć – kompozycja
pieprznie, nadmiar czerwieni wycieknie,
biel pokryje środek jak czerń, wygaśnie tło.
Kupisz taki obraz, powiesisz na ścianie?
To tak, jakbyś zapytał świnię – czy lubi
kiełbasę, z poderżniętego gardła utoczył
krwi do koryta, powiedział smacznego.
Buu
Zimno, płacze się bez powodu
i jest się pieprzoną histeryczką.
Poddasze dryfuje jak lodowa góra,
parter niedostępny aż do odwołania.
W kucki, na przylądku półpiętra
– rozgrywa się samotność.
Kołysze tym domem jak statkiem;
kapitan daleko, załoga zwolniona.
Trochę myszy na pokładzie, i kot;
kończy się paliwo, dogasa światło.
Ciało zastępcze
Kiedy kładzie się na tobie twój mężczyzna,
zobacz czy ma zamknięte oczy. Jeśli tak,
to nie miej pewności, że zaraz będzie to robił
z tobą. Jesteś tylko ciałem zastępczym, ma je
pod ręką. W ciemnościach leży pod nim inna
kobieta; nieważne, gdzie ją zobaczył, ukrył
w myślach i zaczął pożądać. W tej czerni
widzi ją, dlatego dzisiaj taki drapieżny,
szarpie cię za włosy i jest jak rzadko, nagi.
Czy to mnie rani czy to mi przeszkadza?
Jeszcze tego nie rozplątałam, ale ten teatr
nie odebrał mi spełnienia, które nadeszło
mimo żalu, że nie dotarliśmy do mety,
gdy było światło i m o g ł e ś na mnie patrzeć.
Mirka Szychowiak

