Głód
masz mnie tylko w jedną stronę
nie będzie powrotu
najedz się mną na drogę
na resztę życia
nie zadzieraj wysoko głowy
nad nami nie ma nieba
świat ogarnięty mrokiem
napij się mnie jak wina
nachłeptaj jak pies
z kałuży pełnej mętnej wody
nie bądź przyczajoną sarną
która umyka w gęstwinę
na widok wyciągniętej dłoni
najedz się mną do syta
Światło
księżyc i światło to za mało
by ich światło
dało nam tutaj przeżyć
dlatego tak bardzo
lgniemy do siebie
do ciepłej krwi
biegnącej pod skórą
rozpalamy w oczach płomienie
dajemy znaki
wcale nie takie bezwiedne
dłoniom nie bronimy się dotykać
słowom zwodzić w pole
usta nasze nabrzmiałe
trudno je powstrzymać
kiedy są tak siebie głodne
Lato
długo baliśmy się
że z pestek zjedzonego jabłka
wyrośnie w nas drzewo
że liść włoskiego orzecha
między ustami w pocałunku
to za mało by nie czuć winy
że piorun wleci przez dziurkę od klucza
będzie jak żądło pszczoły
jak mara we śnie
potem przyszło lato
kiedy przestaliśmy bać się
czegokolwiek
słodycz jabłka ściekała nam po brodzie
kąpaliśmy się w morzu
rozgrzanym od burzy
nasz śmiech niósł się
po najdalsze brzegi
niech ten strach się zapomni
Ludożerca
nieustająco głodny ludzi
błysku ich zębów w uśmiechu
światła w oczach
spragniony dźwięków mowy
łakomy słodkiego ciepła
nienasycony bliskości
wciąż nienajedzony
jak pies ufnie
kładę głowę na kolanach
nikt nie jest na tyle zimny
bym nie chciał go roztopić
Nadzieja
jesteśmy w pełni usprawiedliwieni
którzyśmy dzień zaczynali
od porannej kawy
nic nie mogliśmy zrobić
nie da się zatrzymać lawy
kiedy wybucha wulkan
niech za nas zapamiętana będzie Sabreen
dziewczynka wyciągnięta z brzucha matki
przywalonej gruzami domu w Gazie
jej walka o oddech
niech to imię przypomina
nasze czasy
Jeże
oswoiłbym twoje jeże
jadłyby mi z ręki
tuptały radośnie na zawołanie
gdybyś tylko chciała
wciąż byłyby wolne
tuliłyby swoje kolce
albo jeżyły na zmianę
gdybyś tylko skinęła głową
karmiłbym je słodkim jabłkiem
orzechami z marzeniami
poił krystaliczną wodą
gdybyś tylko chciała taką wolność
Zachód
znowu nie zdążyłem z zachodem
zaszedł za horyzont
a mnie przy nim nie było
opuściłem też dzisiaj rzekę
z jej hałaśliwym kanionem
nie dotarłem na czas do ujścia
zostałem tam gdzie nic się nie dzieje
gdzie słońce nie świeci
woda związana lodem nie płynie
tylko w ciemnościach śnieg chrzęści
nikogo obok
kto dotrzymałby kroku
Zmierzch
jeszcze nie zapalam światła
patrzę przez okno
na nietoperze na tle nieba
uwijają się w locie
to ich czas
granica między nocą a dniem
każdego roku
jest ich tutaj coraz więcej
mnie mniej
Leszek Nord

