Site icon Miesięcznik internetowy WOBEC Piotr Kotlarz

Wiersze / Danuta Sułkowska

Danuta Sułkowska. Fot. Jan S. jpg

 

Opowieść o pielgrzymie

wędrował kamienistą drogą
wśród jesiennych pól
ciepły wiatr
rozwiewał niepokój
wygładzał
wzburzone fale myśli
od zaoranych zagonów
wabiło bezgłośne wołanie ziemi
na horyzoncie
góry obiecywały
pokonywanie zboczy
i cień czerwonych buków
pełną garścią
zaczerpnął siły
z wilgotnej skiby
stłumił jej milczące wezwanie
do pozostania
chciał dotrzeć
do świetlistej polany
na szczycie najwyższej góry
zanim
wszechmocna ręka
posieje go w ziemię

 

* * *

stałym wątkiem
naszego istnienia
jest oczekiwanie

na święta kościelne
i państwowe
randkę pensję
dorosłość koniec pracy
początek wiosny
czyjeś narodziny
i tak
do końca

na który
nie czekamy

 

Chłop

linia życia
biegnie między źdźbłami
skoszonej pszenicy
przystaje
z braku powietrza
na wyschniętej miedzy

zaduch
spieszne tykanie świerszczy
zapach macierzanki i mięty
odpoczynek

jeszcze
żywiczny oddech sosen
biały walc brzóz
i nurt rzeki
nieodgadniony

 

* * *

kiedy nikt nie widzi
stara kobieta tańczy
kolistymi ruchami rąk
oswaja rzeczywistość
zaklina los
rzeźbi ciemną
bryłę przyszłości

na pokrzywionych palcach
przysiadają motyle
nadziei

 

Westchnienie do minionego czasu

żeby tak
jeszcze raz
usiąść na brzegu
wykopu

stopy obmywa
ciepły piasek
spod kamiennego bruku
zmartwychwstaje
spalonymi kośćmi
człowiek
z epoki brązu

 

Lament

Odeszli stryjowie
Ojciec i sąsiad
Zabrali po kawałku
mojego świata

Brakuje
światła
kolorów
myśli i słów

Odpycham
jeszcze
natrętne dłonie czasu
pełne nowych
spraw i zdarzeń

Zasłaniam gwiazdy
mokrą chustą
płaczu

 

Czas

Jestem
w nastroju ponurym
może by łatkę komuś
lub świętość uszargać

Zegar tyka
za oknem mgła
i deszczyk siąpi
skąd wzniosłe uczucia
przecież nie z tej pluchy

Tak się życie przesiąpi

Namawiali:
Zatrzymaj chwilę”

Zalśniła na dłoni
jakby łza upadła
i w plamę się rozlała

Czas miał ją zmienić
w perłę

Czekam

 

Mój duch

duch wolniusieńko wycieka
wysącza się ulatnia odparowuje

przydałoby się wrzucić zawartość ginących
komórek mózgowych do komputera
najlepsze byłoby stałe bezprzewodowe
połączenie

plik mój duch musiałby być szczególnie zabezpieczony
przed wirusami bo cóż by to było gdyby…
jednakowoż to problem przyszłości bo na razie
zrobienie zapisu treści naszych znikających
neuronów nie jest możliwe
ale może już niebawem może
doczekamy wszakże technika rozwija się
szybko

a póki co martwię się jak ten mój nieustannie
ulatujący duch zbierze się kiedyś w zaświatach
do kupy

 

Ujście

coraz wyraźniej słyszę szum morza
zwalniam
dzień wejścia w jego bezmiar
odsuwam

nie będzie już ciebie
mówili
którzy mienią się
wiedzącymi
będziesz trwać w nim
mówili
którzy słyszeli ponoć
jego głos objawiający

tajemniczym bytem jest morze

wyciągam ręce
coraz więcej ramion zwiadowców
najszybsze
wsunęło się już
pod jego płaszcz

nie czuję palców

 

Razem

przypływem jego jestem i odpływem
ścigam się z ławicami ryb
w głębinach tropię istoty nikomu nieznane
łagodnie śpiewam wśród szuwarów
pod kilem rybackiego statku
płoszę ciekawskie delfiny

ale oto wiatr rozpoczyna taniec
chwyta nas i rzuca na skały na plaże
na burty łodzi i żagle zwijane pośpiesznie

podejmujemy
rytm i pęd wichru
krzyk nasz donośny łączymy z jego potężnym głosem
przejmujemy
władzę nad światem

(niech będzie chwała żywiołom wszechpotężnym
tworzącym i zamieniającym w nicość
zagniewanym, kapryśnym, łaskawym, szczodrobliwym)

straszno mi
i radośnie

 

Pytanie (retoryczne)

ile słów trzeba
rozsypać na papierze
bacząc by ich treść
była w miarę jasna
i trochę
niezrozumiała
bo poezja nie może
być zbyt prosta
logiczne jest
twierdzenie Pitagorasa
a poezja to raczej
lekko zawikłana
więc ile słów trzeba
przemielić
lub ugnieść
w twardą kulę wiersza
albo rozsnuć na wietrze
w jego pajęczyny
by napisali na grobie
poeta

 

Zawód

Był poeta
pisał dużo
wierszy aby
swą próżność
zadowolić
Mówiono wokół:
patrzcie to
poeta
a on czuł się
wielki

Wiersze nie przetrwały
próby czasu
nazwisko zapomniano
a poeta w zaświatach
wzdycha zawiedziony:
Trzeba było
kowalem zostać
niektórzy przechowują
podkowy na szczęście

 

Do poetów

Jak nudzisz
peszysz
niepokoisz
gdy szepty uczuć
wywlekasz niezdarnie
z kątka duszy

Szarzeją w świetle
milkną
nikną

Proszę
nie wyrywajcie
uczuć
z serca
by rzucić je na papier

Uschną wcześniej
nim wyschnie atrament
ktoś wrzuci je do kosza

 

Werdykt

pisanie wierszy
świadczy
o niedojrzałości emocjonalnej
dorosłego człowieka
(oświeciła mnie bardzo
dojrzała kobieta)

coś za czymś
nie nadąża
zamiast iść równo
jak dwa woły w jarzmie

 

 

Paradoks

ze wszystkich towarów
najdroższa jest
nadzieja

obietnice wiecznej
szczęśliwości
w mniejszej są cenie
niż nadzieja
na odrobinę więcej
marnej doczesności

gdyby było na odwrót
uciekliby stąd wszyscy
oprócz dzieci
wariatów
i paru poetów którzy
zagapili się w młodości

 

Ludzie i wiatr

ludzie na wietrze
wyglądają śmiesznie
idą skuleni
chwiejnym krokiem
ściskają teczki pod pachami
przytrzymują kapelusze
podmuchy szarpią ich
płaszcze i włosy
walczą
stawiają opór
narzekają i klną

tylko wariat udaje
szybowiec i biega
z rozłożonymi rękami
dokoła rynku

poeta
obciążył kieszenie
cudzym rozsądkiem

 

Między wierszami

po prostu istnieć
czuć ręce i głowę
(ale bez bólu)
obserwować ptaki
liczyć odcienie brązu
na jesiennych liściach
(tylko żadnych porównań)

takie trwanie
między jednym
a drugim wierszem
mieści w sobie
najważniejsze sprawy
pracę i odpoczynek
jakieś radości i troski

nagle skądś wpada kamień
do spokojnej wody
i obraz na powierzchni
pulsuje
coraz szerszymi kręgami
wersów     

                                  Danuta Sułkowska

 

Danuta Sułkowska – pisarka, krytyk literacki; autorka 6 tomów wierszy, zbioru aforyzmów i sarkazmów, 2 powieści, książki popularnonaukowej. Redaktor naczelna Literata Krakowskiego. Redaktor Almanachów Krakowskiej Nocy Poetów. Liczne publikacje w prasie literackiej i innej. Mieszka w Starym Sączu.

Exit mobile version